PBF - In thy blood - techniczny

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Post autor: Suriel » 09 lipca 2018, 18:34

Jak ci tak bardzo na tym zależy to dla Helwety mogę zrobić wyjątek. Fajny chlopak z niego. :P
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 lipca 2018, 20:30

OK, powoli klaruje się sytuacja w BK. Koszal chwilowo ma problem z dyspozycyjnością, ale też wybrał sobie mało wyeksponowaną postać, która spokojnie może funkcjonować w tle przygody do czasu reaktywacji gracza. Oryginalny scenariusz Sixmorevodki rozpoczyna się za Bergamo, a ja w ramach przedstawienia Wam świata DeG dopisałem do niego prequel na zasadzie pamiętników z podróży. Tak więc pierwsza część zabawy może spokojnie dotyczyć epizodów poświęconych aktywnym graczom. Myślę zresztą, że do mojego urlopu akurat zdążymy wydostać się z Tulonu, a potem już sierpień.

Mała uwaga o formie zwracania się BG do siebie. Bastien i Nathan do siebie mówią per pan albo na ty, co wolą. Wobec błękitnokrwistych obowiązuje formuła "wasza miłość". Kuzynostwo zwraca się do siebie po imieniu, ale jeśli chce zademonstrować uraz/dąs, może zastosować formę "Wasza miłość" jako manifestację zadartego nosa. Do plebsu zwracają się po imieniu lub per pan, jeśli chcą komuś okazać stonowany szacunek.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Polajkował: 8 times
Polajkowany: 7 times

Post autor: Kargan » 09 lipca 2018, 21:49

Zapierdzielam po 12h od dziś w Amsterdamie... mam nadzieję, że w tym tygodniu zdążę napisać tę scenkę z Leonem - dzięki za zostawienie miejsca... Keth idź już może na ten urlop co ? :D :D :D
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 lipca 2018, 21:56

Jesteś centralnie w Amsterdamie? Gdzie dokładnie? I jak długo tam będziesz, jeśli można spytać?

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Polajkował: 8 times
Polajkowany: 7 times

Post autor: Kargan » 09 lipca 2018, 22:08

Pewnie koło 2 tygodni tu będę...może dłużej. Siedzę... no nie wiem gdzie dokładnie - w hotelu Ramada Apollo albo w elektrowni :D (Hemweg 8) - w mieście byłem dopiero raz na kolacji jakieś 300m od hotelu ;)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 lipca 2018, 23:09

Moi drodzy, pozwoliłem sobie zakończyć prolog i przejść do pierwszego rozdziału przygody. Brakującą scenkę z Leonem i Angeline wrzućcie proszę do technicznego, a ja z wpisów Kargana i reakcji Nanatara zrobię później jeden duży blok tekstowy, który wstawię w zarezerwowane miejsce w głównym wątku.

I teraz prośba do graczy. Ja na chwilę wstrzymam własne wpisy, chciałbym natomiast zamówić u Suriela scenkę, w której Abdel stawia się o świcie w przystani dla arystokracji i ku swemu zdumieniu dostrzega tam przybyły nocą pełnomorski jacht mogący należeć wyłącznie do jakiegoś bogatego Afrykanina. Co ważne dla Suriela, Ventricule nie odprowadził syna do portu, bo skoro świt udał się do pałacu neolibijskiego konsula i nawet nie raczył poinformować dziedzica o powodzie tej wizyty.

Jacht w porcie wyda się Abdelowi odpowiedzią na pytanie o absencję ojca. Z kim do przystani przyjdzie, w jakim humorze i jak zareaguje na widok zamorskiego konwoju, zostawiam w gestii gracza, byle jego komentarz na temat jachtu był ostatnim elementem postu (zaraz potem pojawi się pewna istotna wrzutka mojego autorstwa).

Oczywiście mile widziana będzie również scenka Nanatara opisująca przybycie do przystani Leona, otoczonego nie tylko ramionami żony i łapami kota, ale i całą zgrają niosących jego bagaże lokajów.

Bartku, jeśli znajdziesz chwilę, napisz coś o przemyśleniach zbudzonego pikaniem taktycznego zegarka Bartheza, który spędził minioną noc w śpiworze na dachu tulońskiej rezydencji.

Jest środa 13 czerwca 2595.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Polajkowany: 1 time

Post autor: koszal » 10 lipca 2018, 17:35

MG, mam kilka bezczelnych próśb, tudzież pytań.

1. Potrzebuję miejsca na jeden jakiś swój pościk, żebym się wkręcał w postać, ale jeszcze przed Rozdziałem pierwszym. Skoro Bastien polazł donieść o przybyciu Czarnu... froamerykanów, to może w tym miejscu być. Zdubluj proszę post po moim poście, a wcześniejszy usuń to będzie chronologicznie.

2. Nie pędź tak Pan z wpisami, bo jeszcze chwila i sam zagrasz za wszystkich (o zgrozo) ... przygodę skończysz, pdeki rozdasz... a gdzie prawa klasy robotni... rpgowej znaczy?

3. Proponuję wrzutkę wszystkich kart postaci do pierwszego posta. Będzie w jednym miejscu i nie trzeba szukać. Chwilami to nie wiem kto jest kto.

4. Co było do przeczytania nadgoniłem, ale chcę trochę bardziej osobiście wykreować swoją postać :)

5. No i Bastien nie poleciałby jak chłopiec na posyłki donieść, że w porcie "zaparkował" jacht. Ten cały Lavelle ma napewno swoich szpiegów więc bieganie do niego z wieściami to nie broszka Bastiena, natomiast jego broszka sprawdzić i obejrzeć statek, którym mają podróżować- jak jest uzbrojony, gdzie się można schować. Przyjrzałby się też załodze i takie tam.

Dlatego to jedno ostatnie zdanie- "schodzę na ląd..." mi nie pasuje. Reszta extra.
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2018, 19:00 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 628
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Post autor: Nanatar » 10 lipca 2018, 17:41

12 czerwca 2595 Montpellier późny poranek

Młody wynalazca starannie układał w rozstawionych kufrach i walizach wszystko co wydawało się mu potrzebne w nadchodzącej podróży, a właściwie nie tyle potrzebne, co mogło być użyteczne. W jednej skrzyni spoczywał rozłożony sztucer, amunicja, oleje i smary do konserwacji, części zamienne. Kolejny prezentował pozawijane w skóry narzędzia i zestawy naprawcze, w kraciastej walizie pyszniły się pęsety, pióra, arkusze czerpanego papiery, korkowane szklane buteleczki, dopiero na końcu znajdował się najmniejsza waliza mieszcząca pedantycznie poskładane ubrania i przybory osobiste. Leon Thibaut siedział na krześle i oszczędnymi ruchami rozkręcał na trzy części stalowy piorunnik, wyraźnie zadowolony z tej ułatwiającej transport przeróbki. Dzięki odpowiedniemu nagwintowaniu, długi wołacz piorunów, można było rozłożyć teraz na trzy części i ukryć w bagażach przed wścibskimi oczyma. W okiennej wnęce siedziała wpatrzona w niego Loretta, na zmianę podnosząc do ust filiżankę z parująca jeszcze cieczą, a w przerwach między orzeźwiającymi łykami miętowej herbaty głaszcząc kota.

- Jesteś pewny mężu, że to nie za dużo? - powiedział wskazując stosy bagaży - Czyżbyś chciał inwentarzem przebić kuzyna Abdela?

Szlachcic niepospiesznie oderwał wzrok od stalowego pręta, który nawet rozłożony na części nie znajdował miejsca w żadnym z kufrów, czy waliz. - Kochana, ja muszę zabrać to o czym kuzyn nie pomyśli, to wszystko będzie niezbędne na tej wyprawie, znasz przecież jego niefrasobliwe usposobienie, będę mógł pożyczyć od niego ubranie, czy wodę kolońską, ale wiesz, o te wszystkie inne rzeczy, to muszę się zatroszczyć ja.

- I to też jest niezbędne? - Szlachcianka wyjęła z jednego z kufrów cylindryczny metalowy przedmiot, długi na dłoń, niewiele cieńszy od jej nadgarstka, a zakończony na końcu półkuliście.

- Ach to, wiesz to nie łatwo wytłumaczyć. Służy, to znaczy będzie służyć jak to zmontuję, do zbierania na powierzchni ładunków. - widząc wysoko uniesione brwi żony, a do tego pełgający w kącikach ust uśmiech, wynalazca próbował tłumaczyć dalej - Może jeszcze trzeba to będzie wydrążyć w środku, a później oblec w siatkę.. -urwał gdy ciężarna piękność parsknęła śmiechem. Tej opresji wyratował go stający w drzwiach lokaj.


- Panienka Angeline Lea Sanguine. - zapowiedział i otworzył drzwi przed dostojną szlachcianką. Ta weszła niespiesznie do salonu, obrzuciła lokaja chłodnym spojrzeniem.
- Możesz odejść, umiem mówić za siebie.
- Możesz odejść Pierre - potwierdził gospodarz - proszę spocznij droga kuzynko, czemu zawdzięczamy to szczęście?

- To miło z twej strony kuzynie, ale możesz darować sobie fałszywy zachwyt. Ktoś z tak trzeźwym umysłem jak twój z pewnością wolałby cieszyć się przed wyjazdem względami żony niż przyjmować rodzinę, tym bardziej, że zabiorę ci więcej czasu niż chwilę. - twarz Angeline pozostała nienagannie uprzejma, zaś gospodyni wciągnąwszy ze świstem powietrze zeskoczyła z parapetu, nadzwyczaj sprawnie zwarzywszy na jej stan.

- Chciana czy nie, wizyta rodziny to małe święto, a najgorsze co możemy zrobić to zapomnieć o manierach. Rozkażę służką przygotować herbatę i ciasto. - to rzekłszy ciężarna szlachcianka skierowała się do wyjścia, Leon Thibaut wciąż dzierżąc w ręce poskładany piorunnik ruszył za żoną, ta zatrzymała go w drzwiach.

- Poradzę sobie najdroższy, będę to robiła przez najbliższe kila miesięcy, więc zbyteczny Twój trud. Zajmij się gościem, wszak nie chcesz chyba żeby córka Ventricule czekała. - i ciszej już dodała na ucho - Mam nadzieję, że propozycja nie do odrzucenia, którą ci złoży nie będzie obejmowała łożnicy.

Leon obrócił się do Angeline, która już siedziała na sofie, kładąc na niej zgrabne nogi dla odpoczynku. U stóp mebla złożyła duży prostokątny futerał, dopiero teraz zauważony przez wynalazcę.
- Leonie Thibaut Sanguine, jakież piekielne dzieło dokonałeś dla mego ojca, że nagrodził cię takim skarbem. Nie każdy ma tyle szczęścia, gdybym była mężczyzną życzyłabym sobie takiej żony.
- Dziękuje ci Pani w imieniu swoim i Loretty.
- I kota - przerwała - daj spokój Leonie, przestań być tak układny, jesteś na to zbyt mądry i przystojny, a ta zachowawczość obdziera cię z czaru. - Cóż to za diabelny przyrząd trzymasz w ręku? - utkwiła w kuzynie obdzierające z tajemnicy spojrzenia, lewą ręką muskając futro kota.

- Umbee. To...trudne...

- Tak wiem, to trudne do wytłumaczenia. Nie musisz odpowiadać, pytałam przez grzeczność.

Do salonu weszła poprzedzana brzuchem Loretta, a za niż służba z tacą herbaty i ciastek. Kot niespodziewanie fuknął na dziedziczkę rodu, wyczuwając zmianę nastroju i czmychnął na parapet. Angelina przeniosła ciężar swych pięknych oczu na brzemienny brzuch gospodyni.

- Czy wybraliście już imię? - spytała głosem podobnym mruczeniu kota.
- Jeśli chłopak to Filip, albo Ludwik, a dziewczynce Beatrycze - zapalił się do odpowiedzi młody szlachcic - to imiona...
- Zmityguj mężu - upomniała go żona - Angeline nie przyszła wysłuchiwać legend o starożytnych władcach. - spojrzeniem odesłała służbę, ujęła w delikatne dłonie koloru kości słoniowej filiżankę z herbatą i ostrożnie podała kuzynce - Co tak na prawdę sprowadza Cię droga kuzynko? - spytała.

Angeline Lea bez pośpiechu przyjęła pozycję siedzącą, przejęła filiżankę z rąk gospodyni i odstawiła na niewielki stolik obok. Następnie zginając swe wysportowane ciało, sięgnęła do futerału, szczęknęły zamki i kobieta podniosła wieko ukazując karabin myśliwski. Może i nieco podobny do tego spoczywającego w kufrach wynalazcy, ale o niebo piękniej zdobiony.

Leon wymienił z żona podejrzliwe spojrzenia.

-Czy to broń Abdela? Nie powinnaś go niańczyć, mógłby mnie sam odwiedzić. - majsterkowicz podszedł do broni, zważył, przyłożył do strzału - świetna robota, ale dla niego za ciężki.

- Nie dla niego, dla mnie. - dziedziczka świdrowała Leona wzrokiem, ten zaś powtórnie wpatrzył się w białolicą Lorettę, szukając wytłumaczenia, a nie znajdując go, włączył praktyczny zmysł majsterkowicza. Zmierzył wzrokiem dziedziczkę, jak chłop kupowaną na targu klacz, zmrużył oczy.

- Jak dla ciebie kuzyneczko, za długa kolba, szkoda ją ruszać, śliczna robota, ale jak zdejmiemy ciężar z kolby trzeba będzie ująć go i z przodu. Coś wymyślimy! Przejdźmy do pracowni. - mówiąc to wynalazca wyraźnie się zapalał, obracał śliczny grawerowany sztucer ze zręcznością cyrkowego żonglera.

- Wyglądem się nie martw. Ma zabijać, nie przyciągać kawalerów. - odpowiedziała zimno i szybko dziedziczka Sanguine, być może nieco za szybko, co nie umknęło uwagi małżeństwa.

- Herbata i ciastka moi drodzy. - wtrąciła się Loretta, zabierając tacę i spiesząc do pracowni za mężem i Angeline Lei, widząc zaś zdziwienie męża, dodała. - Lubię patrzyć gdy pracujesz - już do kuzynki - z reguły nie pozwala mi patrzeć, mówi że piękne kobiety go rozpraszają, ale skoro dziś nie przeszkadza mu jedna, to może druga nie zrobi różnicy.

Pracownia

Leon skrupulatnie szlifował, zdejmował drewno i metal delikatnymi pociągnięciami freza, jakby pieścił kochankę, jego skupiona twarz przywodziła na myśl demiurgów z dawnych legend, tworzących życie z gliny i popiołu. Kobiety patrzyły na niego jedna z czułością i dumą, druga z podziwem.

- Dlaczego akurat teraz postanowiłaś nas odwiedzić droga kuzynko?
- Bo jutro twój mąż nie znalazłby dla mnie czasu. Powinnaś się cieszyć, że zdecydowałam się przyjść po śniadaniu, a nie po kolacji. Liczę, że będziesz pamiętać o tej łaskawości.

Kobiety krzyżowały pytania, walczyły na słowa i gesty, mężczyzna zaś był szczęśliwy, że nie musi w tej rytualnej walce uczestniczyć i może robić to co lubi. Kilka razy bezceremonialnie strącał długowłosego kocura, próbującego wchodzić mu w paradę. Kiedy w powietrzu rozszedł się zapach lubrykantu i lakierów do konserwacji, potężny zegar z odważnikami wybił godzinę obiadu.
Kargan, Keth, poprawiajcie co uznacie za stosowne. Nie znam jeszcze postaci Angeline, więc trudno było mi wyczuć jej charakter. Za to coraz wyraźniej wyłania się postać Loretty, dużo bardziej obytej w towarzystwie niż mąż. Jeśli chodzi o broń palną to kompletnie się na niej nie znam i nie wiem co można w niej ulepszyć.
Tu daje pole do popisu Karganowi. Jak już Kargan odniesie się do posta to proszę o wklejenie go w odpowiednie miejsce w wątku.

Keth zwróć uwagę, że Loretta nie jest rozpłodową krową, a gra na skrzypcach to nie jedyny jej talent, może wyciągnęła od kuzynki jakieś informacje.

Scenka na przystani pójdzie na następny strzał.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 628
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Post autor: Nanatar » 10 lipca 2018, 17:43

I przepraszam że jeden pod drugim, poszukam jeszcze stosownych obrazków, chyba, że ktoś pomoże. Oczywiście dla tak znkomitej kuzynki Leon stara się bardzo, więc poświeca wszelki możliwe modyfikatory!!!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 lipca 2018, 19:39

OK, zróbmy tak. Ja zaraz skasuję wprowadzenie do pierwszego rozdziału z głównego wątku, żeby faktycznie dać jeszcze szansę graczom na umiejscowienie jakiejś scenki w trybie wtorkowego wieczoru. Końcówkę wpisu dla Bastiena też skoryguję, usunę ostatnie zdanie.

Koszal, wrzucaj swój post. Nanatarze, wrzuć do głównego wątku scenkę z Leą i Lorettą. Umówmy się, że poczekam do 22.00 dzisiejszego wieczoru na ewentualne dodatkowe wrzutki, a potem zacznę nowy rozdział. Surielu, Nanatarze, wstrzymajcie się zatem na razie z wpisami osadzonymi w poranku środy.

Poniższy wpis na przechowanie:

ROZDZIAŁ I - KU WSCHODOWI


"Chociaż wówczas nie mogliśmy tego wiedzieć, przybycie Anubian spowodowane było tylko po części zaproszeniem Szpitalników. Owszem, afrykańska delegacja wyraziła uprzejme i głębokie zainteresowanie pracami czerwonokrzyżowców, przez wiele dni zwiedzając laboratoria lekarzy i wymieniając się z nimi wiedzą, do której nawet my Sanglierowie nie mieliśmy przystępu. Lecz naszej uwadze nie umknął fakt, że jeden z gości odwiedził Piquetów już następnego dnia po przybyciu statku.

Samotny Hecateanin, o smolistej skórze i równie czarnych oczach, otoczony odurzającą wonią wtartych w skórę olejków oraz aurą pradawnej mistycznej mądrości. Siedemnaście Domów wszędzie ma swoich szpiegów i nic w Montpellier nie umyka naszej uwadze - co nie zmienia faktu, że ów uzdrowiciel przybył do rezydencji Cereaux otwarcie i nie próbując ukrywać swej wizyty.

Wówczas nie znaliśmy jeszcze powodu owego niespodziewanego spotkania, ale spekulacje na ten temat zaprzątnęły umysł czcigodnego Emmanuela Geoffroya Sanguine dostatecznie głęboko, by wątek podróży jego pierworodnego syna do Purgare zszedł na poboczny tor.

Jak raczył zauważyć wielki Ventricule, wilcze szczenię musiało kiedyś stanąć na własne łapy albo zdechnąć czyniąc miejsce kolejnemu kandydatowi na przywódcę stada" - Casimir Lavelle, Pamiętniki cichego doradcy.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Polajkowany: 1 time

Post autor: koszal » 10 lipca 2018, 20:13

Na razie jestem zajęty. Mój wpis będzie dotyczył osobistych spraw Bastiena więc możecie lecieć dalej. Miejsce sobie zarezerwowałem.

Jedyne co inwazyjne będzie ze strony Bastiena do obejrzenie łódki. Przyjrzenie się tym załogantom, którzy są. Bez wchodzenia w zbędne dialogi.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 lipca 2018, 20:19

Na pokładzie jest tylko kapitan, Frank po czterdziestce, człowiek lojalny wobec Sanguine i zakochany w swej łodzi. Anabelle ma wysoko położony kokpit, poniżej kabinę dla gości, pokład rufowy do leżakowania. Na szczycie mostku zamontowany jest obrotowy miotacz ognia, do zwalczania rojów owadów, gdyby plaga feromanserow była szybsza od łodzi!

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Polajkował: 8 times
Polajkowany: 7 times

Post autor: Kargan » 10 lipca 2018, 22:11

Scena w pokoju z żoną bardzo mi się podoba, ale warsztat rusznikarza to nie miejsce dla baby w ciąży - moja wersja scenki w warsztacie wygląda jak powyżej. Keth możesz to jakoś skleić do kupy ładnie ;) Mój sztucer wygląda ładniej niż to co na zdjęciu, ale chciałem mniej więcej pokazać na czym polegają te zdobienia. Posta przeniosłem do odpowiedniego wątku
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2018, 22:35 przez Kargan, łącznie zmieniany 1 raz.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 628
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Post autor: Nanatar » 10 lipca 2018, 22:32

Kargan zmienię końcówkę, a Ty wrzuć post po moim, świetne, właśnie takiej wiedzy mi brakuje.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 lipca 2018, 22:45

Koszalu, myśl przewodnia Twej wstawki jest bardzo fajna, zmienię tylko później nieco opis fabularny. Szpitalnicy to nie zakonnicy, nie mają niczego wspólnego z organizacją religijną. To wysokiej klasy specjaliści medyczni, lekarze Nowego Świata. Przestrzegają własnego kodeksu etycznego i mają oczywiście wiele dziwactw, ale mogą zawierać związki małżeńskie. Prowadzenie przytułków dla obłąkanych mieści się jak najbardziej w ich kompetencjach, przy czym w miejscu takim jak Montpellier będą to raczej łóżka z pasami niż łańcuchy wmurowane w ścianę - nie przesadzajmy, to cywilizowana Franka, a nie na wpół zdziczałe Purgare! ;)

W Montpellier (podobnie jak na całym południowym wybrzeżu dawnej Francji) płaci się malutkimi złotymi monetami, neolibijskimi denarami.
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2018, 22:56 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ