PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Polajkował: 8 times
Polajkowany: 7 times

Post autor: Kargan » 13 lipca 2018, 21:10

Doki miejskie, Montpellier

Nim Bastien zdążył uczynić choćby pierwszy krok w kierunku Anabelle w uliczce portowej prowadzącej do przystani rozległ się głośny stukot końskich kopyt. Najwyraźniej ktoś galopował konno w kierunku przystani. Zatrzymawszy się w miejscu i odwróciszy Langlois ujrzał widok, który na chwilę zmienił ponury grymas jego twarzy w pełen rozbawienia uśmiech. Środkiem wąskiej uliczki galopował cudnej urody kasztan. Dosiadająca go kobieta pokrzykiwała na konia uderzając jego boki skórzanymi oficerkami wystającymi spod długiej czarnej sukni. Towarzyszący jej sługa dosiadał sporo mniejszego podjezdka i widać było, że ledwo trzyma się w siodle usiłując nadążyć za swoją panią.

- Oto nadjeżdża dziedziczka Sanguine - parsknął cicho pod nosem Bastien nie zdążywszy powiedzieć nic więcej bowiem Angeline ściągnęła mocno cugle osadzając konia niemal w miejscu i zgrabnie z niego zeskoczywszy uśmiechnęła się radośnie do stojących na nabrzeżu mężczyzn.

- Mam nadzieję, że się nie spóźniłam - rzuciła z uśmiechem po czym sięgnęła za kulbakę i odwiązując rzemienie wyciągnęła długi przedmiot owinięty skórzanym pokrowcem. Pędzącemu za nią słudze udało się w porę zwolnić i dużo łagodniej zatrzymać wierzchowca tuż obok Angeline, która w tym czasie głaskała delikatnie swojego konia szepcząc mu coś do ucha.

- Odprowadź Brego do domu i oporządź - rzuciła wręczając słudze wodze swojego wierzchowca - Tylko nie dawaj mu od razu pić ! I uważaj na niego bo się z Tobą później policzę !

Odebrawszy od sługi niewielki plecak wojskowego wzoru przerzuciła go sobie przez lewe ramię i oparła na nim długi przedmiot w skórzanym pokrowcu, zupełnie nie przejmując się tym iż wyposażenie to niezupełnie pasowało do jej czarnej sukni i czarnego cylindra. Pogwizdując pod nosem szybkim krokiem wyminęła stojących mężczyzn i ruszyła w stronę zacumowanej łodzi. I właśnie wtedy dostrzegła stojące tuż obok afrykańskie łodzie. Niewiele rzeczy było w stanie zaskoczyć Leę, ale ten widok sprawił, że potknęła się lekko zmyliwszy krok. Obrzuciła błyskawicznym spojrzeniem stojących tuż obok trapu czterech wojowników, potężny jacht oraz towarzyszące im łodzie.

- Hmm... znaczący gość - mruknęła cicho pod nosem ruszając w stronę Anabelle - A tymczasem ojciec chce mnie wydać za jakiegoś śmierdzącego tranem wieśniaka...

Ujrzawszy ją już z daleka jeden z Sangów zeskoczył na nabrzeże i zasalutował dziedziczce wojskowym zwyczajem. Dziewczyna uśmiechnęła się kącikiem ust i przyłożyła do piersi prawą pięść oddając salut. Fakt iż potraktowano ją jak żołnierza Sangów wyraźnie przypadł jej do gustu. Kapitan sięgnął ręką i odebrał od dziewczyny jej wojskowy plecak. Znając doskonale ją i zwyczaje Sangów nie zaproponował nawet, że odbierze długi pakunek. Swoją broń Sangowie nosili samodzielnie.

- Witam na pokładzie pani - powiedział kapitan i wskazał ręką na jach - Pani kajuta czeka na panią.

- Dziękuję kapitanie - rzuciła już z wyraźnym uśmiechem na twarzy Angeline i minąwszy Sanga ruszyła po trapie na pokład łodzi.

[center]Obrazek[/center]

Nie spóźniłam się ? :)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Post autor: Suriel » 13 lipca 2018, 22:46

Doki miejskie, Montpellier

Zostawiawszy za plecami wiernego sługę Alfreda zaczął wspinać się po trapie. Leciwemu kamerdynerowi zakręciła się łza w oku i Abdel to wiedział. Był z nim od zawsze odkąd sięgał pamięcią. Nosił go na rękach kiedy jako chłopiec spadł z drzewa i złamał nogę. Miał wówczas może z pięć lat i czasem wydawało się Abdelowi że traktuje go jak własnego syna. Towarzyszył mu wiernie przez te wszystkie lata aż do teraz, do ich pierwszego rozstania. Przez chwilę dziedzic zamyślił się zastanawiając co powiedzieć na ten szczególny moment do swego wiernego, leciwego sługi.

- Zwalniam cię Alfredzie, nie będziesz mi już dłużej potrzebny. - rzucił oschle nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Szczerze mówiąc, nigdy nie przepadał za ckliwą, spoufalającą się służbą.

Abdel z ciężkim sercem wszedł po trapie na pokład Anabelle, czuł jakby piekła go ręka którą dotykał Loreny. Kurtuazyjnie przywitał się z kapitanem i zdawkowo skinął głową do pierwszego oficera a także kolejnych, którzy się pojawili u wejścia na statek by przywitać dziedzica jak zwyczaj nakazywał. Żadnego nie pominął, żadnego nie pokpił albowiem dobrze wiedział, że to od tych ludzi, od ich lojalności i woli zależeć może wkrótce jego życie.

Gdzie ona jest. Co za nie do pomyślenia popis impertynencji i próżności zupełnie nie godny żołnierza Sanga jeśli się nie pojawi na czas.

Spojrzał sugestywnie na na banderę czarnych zawieszoną na monumentalnej wprost konstrukcji statku.

- Kapitanie, wypływamy o czasie. Jeśli moja siostra się nie pojawi, to znaczyć będzie, że spawy znacząco się zmieniły i z nami nie wypłynie w ogóle.

Podkład The Lamb-John Tavener

Bryza biła lekko w jego plecy. Stał przy burcie patrząc w dal, na doki. Nadal jej nie było. Poczuł jak serce zaciążyło mu niczym wielka ołowiana kula do starożytnej armaty wprost z blanków Montepllier, kiedy obróciwszy się znów ujrzał nie mogące się rozstać kuzynostwo. Bezwiednie uniósł rękę do ust którą dotykał ciężarnej i subtelnie wciągnął jej zapach. Pachniała spokojem i nienaruszalną świętością kobiety, która niebawem miała dać początek nowemu życiu. Nowemu Snglierowi, kto wie kim zostanie ta przyszła krew.

Och, krwi święta i błogosławiona! Przeczysta i wyselekcjonowana wprost z krwi królów. Daj nam w końcu nowego władcę Franków! Przyjdź na świat piękna i silna! Mój Boże, czy oni oboje wiedzą jakie to szczęście urodzić Snagliera? Ileż takie jedno dziecko może zmienić?

Jeszcze parę lata temu kiedy miał zaledwie osiemnaście wiosen sam przecież mógł zostać ojcem. Dziewczyna miała tyle samo lat co i on. Wszystko rozmyte jak przez mgłę jednak pamiętał. Wiła się w połogu miotając w bólu kiedy wtargnął do jej domostwa. Zapamiętał mokre prześcieradła, krew i ją krzyczącą i o polepionych od potu włosach. Szybko go pochwycono.
- Wszystko w porządku paniczu - powiedział smutno Alfred - tak trzeba, jest dobrze... - mówił do niego cicho i uspokajająco jak troskliwy ojciec do syna. Wprzódy jednak podano dziewczynie zioła na spędzenie płodu. Abdel patrzał jak wśród krwi i jej bolesnych okrzyków jego dziecko, jego syn wychodzi martwy. A właściwie utyka w połowie drogi. Ktoś wyciąga nóż by ją otworzyć. Przez długą chwilę wył jak pies z bólu.
Od tamtych czasów obiecał sobie, że już nigdy, przenigdy więcej nie dojdzie w łonie kobiety gorszego stanu. I na bogów, obietnicy tej dotrzymał.

Chłodna bryza rozwiewała długie blond włosy dziedzica kiedy stał sztywno z dłońmi zaciśniętymi na relingu. Spojrzał przez rzednące mgły z pogardą na idącego ciężko Alfeda. Był pewien, że jeszcze dzisiaj ten starzec zastuka do drzwi pałacu jego ojca i nie zostanie odprawiony z niczym. Były to bowiem jego wierne oczy i uszy. Miał ochotę teraz strzelić temu głupcowi prosto w plecy. Miast jednak tego skrzyżował ramiona na piersi i z pogardą odprowadził starcem wzrokiem.

No w nareszcie! Pomyślał kiedy nadjechała siostra. Przywitał się z nią zdawkowo muskając policzki wargami i szybko oddalił pogrążony we własnych myślach. W końcu mogli płynąć.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 628
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Post autor: Nanatar » 15 lipca 2018, 17:01

Doki miejskie, Montpellier

Zjawienie się dziedziczki oznaczało, że to koniec przedłużających się pożegnań, co zdecydowanie ulżyło wynalazcy. Miło było ściskać żonę i szczerze żałował, że nie będzie go przy porodzie pierwszego dziecka, ale skoro miał wyruszyć w podróż wolałby by już się zaczęła, nie znosił takiego zawieszenia miedzy namiętnością, a powinnością. Przyjazd kuzynki nie zaskoczył Leona, choć ten musiał przyznać że zrobił wrażenie, zaś zaskoczył jego żonę.

- Ona płynie z wami, nic nie mówiłeś. - Loretta szepnęła Leonowi do ucha, po czym utkwiła w mężu wzrok pełen wyrzutu i nieskutecznie tajonych obaw. Wynalazca przypuszczał podsycanych przez wypowiedziane wczoraj przez niego słowa. Próbował zaraz uspokoić ukochaną.
- Kochana, to kuzynka. - nie przekonywało to Loretty w widoczny sposób.
- Nasze babki też były siostrami - odparła i niewiele mógł na to odpowiedzieć Leon. Na szczęście czas było odpływać, Angeline Lea wsiadała na motorową łódź, żołnierze pozdrawiali ja na modłę Sangów, ona zaś swym zwyczajem nie wypuszczała z rąk ukrytego w pokrowcu karabinu. Wynalazca raz jeszcze odwrócił się do żony, zwilżyli usta ostatnim pocałunkiem, obiecał pisać, choć zastanawiał się czy któryś z tych listów dojdzie. Loretta przywołała sługę, z przyniesionego tłumoczka wydobyła długi ciepły wełniany szal, którym troskliwie owinęła szyję mężczyzny.
- Będziecie jechać przez góry, tam jest zimno i wieje - reszty nie mogła powiedzieć, bo łzy które wstrzymała by nie zalały jej twarzy zdusiły słowa w gardle.

Leon wszedł wreszcie na motorową łódź, pozwolił przywitać się rodzeństwu i dopiero podszedł do Angeline Lei. Ukłonił się nieporadnie, zbyt sztywno.

- Cieszę się, że zaszczycasz nas swym towarzystwem i dziękuję za te kilka dodatkowych chwil, które pozostawiłaś nam z Lorettą na przystani.

Gdy formalności zostały dopełnione, motory ruszyły i łódź odbiła od przystani, wiatr porwał białą chusteczkę, którą Loretta żegnała męża. Wynalazca usadowił się wygodnie na pokładzie, wyjął szkicownik, na wpoły słuchając i obserwując członków ekspedycji i marynarzy, utrwalał węglem na białej kartce, potężną jednostkę Afrykanów, ich wojowników w maskach, potwory na łańcuchach, łzy w kącikach oczu żony, pracujących marynarzy, nawet skupionego w samotności człowieka wyglądającego na tropiciela.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 lipca 2018, 19:02

Pokład Anabelle, delta Rhone

Łódź wypłynęła z przystani szlacheckich rodów statecznym tempem, sunąc pomiędzy pasmami rzednącej porannej mgły. Kiedy jednak znalazła się na wodach głównego portowego basenu, stojący w kokpicie kapitan pchnął przepustnicę i motor jednostki zagrał dużo wyższą nutą. Siedzący w trójkę na dziobie zwiadowcy ekspedycji musieli się szybko złapać za relingi, by nie spaść do wody, kiedy przednia część łodzi uniosła się w górę.

Mijając łagodnymi łukami inne jednostki Anabelle przesunęła się wzdłuż południowej części portu. Oczom jej pasażerów ukazały się niewielkie wzgórza ponad dokami, przykuwające uwagę wielobarwnymi plamami kupieckich namiotów. Było to słynne poza Montpellier wielkie targowisko, na którym Afrykanie sprzedawali pożądane w południowej Europie towary ze swoich ojczystych krain: sól, kakao, kawę i czerwony pieprz, egzotyczne zwierzęta i drogie tkaniny. Sami kupowali w ogromnych ilościach owoce ciężkiej pracy Franków: ryby, węże, mięczaki, mięso ptaków. Nieprzebrane bogactwo delty Rhone czyniło z tego regionu prawdziwy spichlerz dla Tulonu, Perpignanu i Tuluzy, a rodzący się z kupiecką smykałką Neolibijczycy w pełni z rzeczonego bogactwa korzystali.

Anabelle przyśpieszyła jeszcze bardziej i stojąca na dachu kokpitu Angeline Léa poczuła jak pęd powietrza zaczyna rozwiewać jej włosy. Stojący przy zatankowanym miotaczu ognia Sang starał się nie gapić na dziedziczkę Sanguine zbyt natrętnie, ale kobieta czuła na sobie jego dyskretne spojrzenia. Mężczyzna był jednym z trzech sierżantów oddelegowanych pod rozkazy kapitana Perraulta, ciemnowłosego oficera o naznaczonej długą blizną twarzy. Szlachcianka nie wątpiła w kompetencje całej czwórki, ale świadoma rozlicznych zagrożeń czyhających w rozlewiskach Rhone nie zamierzała się zdawać wyłącznie na ich opiekę.

Łódź wypłynęła w końcu z portu, pozostawiając za sobą spieniony kilwater pomknęła na południe skacząc zwinnie po niewielkich falach dorzecza. Angeline Léa przeciągnęła wzrokiem po idących w górę delty dwóch starych parowych towarowcach. Powiewały na nich bandery Perpignanu, co oznaczało, że statki przybywały do Montpellier po nowe dostawy żywności dla ludu Bordenoir. A każda kolejna jednostka cumująca w porcie oznaczała napływ dalszej gotówki do kufrów inkasujących celne opłaty Sanglierów. Angeline Léa nie mogła nie dostrzegać ogromnej mądrości ukrytej w poczynaniach jej odległych przodków, kiedy przyszło im stanąć twarzą w twarz z pierwszymi przybyłymi do Franki czarnoskórymi kolonizatorami.

Sanglierowie mogli wówczas próbować stawiać opór, mogli krzyżować szyki intruzom i szkodzić im na wszelkie sposoby, ale w oporze takim nie byłoby najmniejszego sensu. Opór oznaczałby jedynie utratę wpływów i majątków. Władcy Montpellier uczynili zatem coś innego: powitali Afrykanów niczym serdecznych przyjaciół, pozwolili im osiąść w mieście i rozbudować port na własny koszt do rozmiarów dużej bazy zaopatrzeniowej. W zamian zyskali od czarnoskórych sojuszników prawa do ściągania opłat celnych i portowych, a także zgodę na utrzymanie dotychczasowego statusu frankańskiej szlachty.

To dzięki tym traktatom i tym źródłom dochodów siedemnaście starych dumnych rodów mogło pracować nad wielkim planem przywrócenia w całej France monarchii.

Motorowa łódź mknęła środkiem wielkiej rzecznej odnogi, zamkniętej z obu stron ścianami gęstej nadrzecznej roślinności. Wszędzie dostrzec można było stada ptaków, od rozkrzyczanych białopiórych mew, przez kolorowe kaczki aż po majestatyczne w swym locie czaple. Stojąca na szczycie kokpitu dziedziczka widziała też wszędzie kołyszące się na falach rybackie łodzie, na sąsiadujące z Montpellier niewielkie sadyby poławiaczy małży i krabów, wioski łowców węży.
Układ miejsc na pokładzie. Kapitan łodzi w kokpicie razem z Abdelem i Leonem, są tam wygodne sofy dla właścicieli i nawet mały barek. Angeline na dachu kokpitu z jednym Sangiem, trzej pozostali na rufie. Bastien i bracia Grimm na dziobie. Dwaj mechanicy pod pokładem łodzi. Rozpoczęła się podróż przez dorzecze.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 lipca 2018, 22:59

Pokład Anabelle, delta Rhone

Po upływie dwóch godzin odnogi Rhone uległy znacznemu rozszerzeniu, chociaż oczom pasażerów wciąż jeszcze nie ukazało się Morze Śródziemne. Coraz więcej porośniętych zielonym gąszczem wysp ograniczało pole widzenia, więc prowadzący łódź szyper starał się płynąć środkiem nurtu. Kilkakrotnie musiał ustąpić miejsca dużo głębiej zanurzonym statkom towarowym płynącym w górę delty ku Montpellier, za każdym razem zachowując w manewrach ostrożność zrodzoną z szacunku wobec znamienitych pasażerów.

Słońce podniosło się wyżej. Letni skwar zaczął powoli dawać się we znaki, chociaż Anabelle płynęła dostatecznie szybko, by pęd powietrza nadal przynosił ludziom na pokładzie pewne wytchnienie. Sytuacja ta uległa zmianie w trzeciej godzinie podróży, kiedy szyper odbił z ciągnącego się prosto na południe nurtu w węższe odnogi rozlewisk, zmierzając najkrótszą drogą ku portowi w Tulonie. Anabelle zwolniła zauważalnie, zaczęła sunąć bardziej statecznym tempem przez zielonkawe wody delty.

Kapitan Perrault przywołał do siebie trzech podkomendnych, nakazał im trzymać broń pod ręką. Chociaż nic nie wskazywało na bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia dziedzica Sanguine, w rozlewiskach Rhone zdarzały się napaści na podróżnych, przeprowadzane przez bezwzględnych rabusiów upłynniających później swe łupy w tętniącym życiem Tulonie.

Przezorność oficera szybko zyskała potwierdzenie. Jean-Pierre Grimm pierwszy zauważył kilka ludzkich sylwetek stojących na odległym o dwieście metrów brzegu jednej z wysp, wpatrzonych w bezruchu w wodę kanału.
Sześć albo siedem osób, chociaż z powodu odległości nie widzicie szczegółów. Zachowują się bardzo spokojnie, po prostu Was obserwują. Jakieś deklaracje?

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Polajkował: 8 times
Polajkowany: 7 times

Post autor: Kargan » 16 lipca 2018, 18:44

Padam na pyska więc deklaracja na niebiesko - korzystając z faktu iż Angeline wzięła ze sobą karabin udając się na dach kokpitu teraz kładzie się wygodnie, wyciąga broń i wprawia się do celowania na dłuższe dystanse... kto wie może przytrafi się okazja sprawdzić jak wyszedł upgrade kuzyna :)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 lipca 2018, 19:29

Pokład Anabelle, delta Rhone

Wyciągnąwszy z futerału swój karabin dziedziczka uklęknęła zwinnie na dachu kokpitu. Łódź sunęła po spokojnej tafli rozlewiska, rozcinała dziobem pasma zielonych wodorostów. Dobiegające z pokładu rozmowy podejrzliwych współpasażerów mieszały się z dźwiękiem pracującego na niskim trybie silnika.

- Nie widzę żadnej broni, wasza miłość - oświadczył ściskający uchwyty bezużytecznego z tej odległości miotacza ognia sierżant Bonet - To mogą być zbieracze krabów, którzy czekają na odbiór z wyspy.

Angeline Léa skinęła Sangowi głową, a potem położyła się na dachu kokpitu z przyłożonym do ramienia sztucerem. Chociaż już wcześniej starannie sprawdziła zwróconą przez Leona broń, ponownie skomplementowała w myślach swego utalentowanego kuzyna. Karabin leżał doskonale w jej rękach, przylegał do ciała niczym naturalne jego przedłużenie. Kobieta nie mogła odżałować jedynie tego, że mimo licznych starań nie zdołała dotąd zdobyć jakże pożądanego przez siebie celownika optycznego. Sprzęt tego rodzaju pojawiał się czasami na wolnym ręku, ale z miejsca trafiał w ręce czyhających na takie okazje wysoko postawionych i bogatych oficerów armii Montpellier, wszystkich błękitnokrwistych bez wyjątku.

Szacując na oko dzielący łódź od brzegu dystans oraz siłę i kierunek wiatru, dziedziczka zaczęła celować do jednej z kilku niewielkich ludzkich sylwetek rysujących się ciemnymi kształtami na piaszczystej plaży.

- Wasza miłość, co czynić? - do uszu Angeline Léi dobiegło pytanie wygłoszone pod adresem jej przyrodniego brata przez szypra Anabelle - Ja proponowałbym utrzymać dystans od tej wyspy.
Ponieważ kapitan łodzi zwrócił się z pytaniem do dziedzica rodu, poczekajmy na decyzję Suriela.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Post autor: Suriel » 16 lipca 2018, 19:43

Pokład Anabelle, delta Rhone

Abdel nieco się rozchmurzył, kiedy się okazało, że na szczęście nie będzie musiał dzielić kokpitu ze swoją siostrą. A przynajmniej na razie nie. Nie potrafił sobie wyobrazić jak okropne katusze musiałby przeżywać gdyby musiał znosić zapach jej źle dobranych perfum połączonych z końskim potem, którym cała przeszła w tak ciasnym pomieszczeniu. Już sama myśl o tym wzbudzała w nim odrazę.

Na szczęście jest prawidłowo, dżentelmeni wewnątrz, na zewnątrz zaś: ptactwo, suka i insze zwierzęta...

Pocieszony tą myślą, rozsiadał się nader swobodnie na sofie dzierżąc w dłoni przedni kordiał, którym poruszył parę razy. Obserwując jak płyn spływa nierówno po bokach szklanki zerknął na swego kuzyna, który od dobrych dwóch godzin z uporem coś rysował. Pewno starał się zająć pracą by w ten sposób nie myśleć o swojej żonie i dziecku którego narodzin lub zgonu, nie będzie nawet świadkiem. W głębui duszy Abdela również nieco przerażała wizja opuszczenia bagien na których żył przecież nieprzerwanie przez całe swoje życie. Obserwują krople kordiału spływające po ściankach pucharu niczym łzy, cichym głosem zacytował klasyka starożytnych Franków:

[center]...Jeżeli jakiej wody tam w Europie pragnę,
To błotnistej kałuży, gdzie w zmrokowej chwili
Dziecina pełna smutku, kucnąwszy nad bagnem,
Puszcza statki wątlejsze od pierwszych motyli*...[/center]


[center]***[/center]

Czas płynął a Abdel pogrążył się w swych przemyśleniach na temat Toulonu. W kapitańskim kokpicie naraz zrobił się jakiś ruch. Trzech mężczyzn na jedno polecenie kapitana sięgnęło po broń przygotowując się do jej użycia. Abdel przez chwile zastanawiał się gdzie do cholery jest szef jego ochrony. Teraz, kiedy możliwe że będzie jego umiejętności będą potrzebne. Brak prawdziwego profesjonalisty w tym zakresie mógł spowodować, że wyprawa mogła się dla panicza skończyć szybciej niż się spodziewał. Tym bardziej, że Sangowie reprezentowali poziom wyszkolenia znacznie niższy od osławionego w cichych kuluarowych rozmowach Bartheza. Nie była to myśl pocieszająca. Postanowił więc nieco zmotywować żołdaków, tak na wszelki wypadek.

- Jeśli to rabusie, to pierwszy z was który odstrzeli głowę jednemu grasantów dostanie ten oto pierścień w nagrodę. A na razie utrzymujemy kurs i odległość, nasza misja jest ważniejsza niż banda obdartusow.


* Statek Pijany - Arthur Rimbaud
Ej mam pytanie, czy motyle nie są aby elementem roju obcych? Serio pytam. :|
Ostatnio zmieniony 16 lipca 2018, 21:14 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 628
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Post autor: Nanatar » 16 lipca 2018, 21:26

Pokład Anabelle, delta Rhone

Słabnący z każdą chwilą zapach zaklęty w miękkiej wełnie, pieścił zmysły młodego szlachcica. Leon chwilę wcześniej zmiął nieudane szkice i puścił ze spokojnym nurtem Rhone, następnie wydobył z podręcznego bagażu lornetkę, by obserwować wodne ptaki. Jego wzrok spoczął na dłuższą chwilę na znajdującym się tam karabinie, który jakoby przypominał, że będzie trzeba go użyć. Obserwując faunę delty, rozważał co stało za decyzją ventricule, by wysłać rodzeństwo w tą podroż. Na ile Leon Thibaut znal starego Emmanuela, to pod przykrywką dyplomacji musiały być ukryte dodatkowe cele.

Chrząknięcie kapitana zwróciło uwagę wynalazcy, akurat wtedy gdy przyglądał się wyjątkowo okazałemu wężowi wślizgującemu się do wody. Wielki węże przybyły ponoć z Afryki, zupełnie jak ciemnoskórzy ludzie, skonstatował Leon. Szybko skierował okulary przyrządu na wskazywane na brzegu postaci.

- Wiesz co to za ludzie? - spytał kapitana Perrault'a, jednocześnie rejestrując zmianę pozycji kuzynki Angeline, na dachu kokpitu. Dziewczyna kochała łowy i pewnie liczyła w duchu, że przyjdzie jej sprawdzić własne umiejętności i sprawność poprawionego karabinu, pomyślał, sam wolałby unikać walki do kiedy to będzie możliwe.

- Nie widzę żadnej broni, wasza miłość - oświadczył ściskający uchwyty bezużytecznego z tej odległości miotacza ognia sierżant Bonet - To mogą być zbieracze krabów, którzy czekają na odbiór z wyspy.

Oderwawszy na moment lornetkę od oczu, Leon bacznie przyglądnął się reszcie załogi, a przede wszystkim ludziom, których uważał za tropicieli.

Po żarcie kuzyna i obietnicy pierścienia Sangowie mocniej ścisnęli karabiny, licząc że może łowcy krabów dadzą im powód do strzału. Wynalazca sam walczył przez chwilę ze sobą, czy nie dołączyć się do tej ogólnej rządzy krwi, lecz postanowił pozostać powściągliwy. Obiecał sobie przed wyjazdem, a właściwie obiecał Loretcie, że będzie dbał o bezpieczeństwo, ale przede wszystkim o odpowiedni wizerunek uczonego, a nie żołnierza. Musiał jednak przyznać, że tu poza murami Montpellier, myśl o posiadaniu w pogotowiu sztucera, zasiana raz upadła na podatny grunt i zaczęła kiełkować. Na wtóry przyłożył lornetkę do oczu patrząc kto zacz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2018, 18:26

Pokład Anabelle, delta Rhone

Uzbrojony w szkła lornetki, Leon Thibaut przyjrzał się uważnie grupce postaci na odległym brzegu. Nieznajomych było sześciu, wszystkich mężczyzn bez wyjątku. Wynalazca gotów był w pierwszej chwili przyznać rację sierżantowi Bonetowi, bo poławiacze krabów i zbieracze jadalnych roślin często szukali zdobyczy na rozsianych po całej delcie wysepkach, ale coś w widoku tych mężczyzn mu nie pasowało. Nie mieli przy sobie żadnych klatek czy sakw, ani w rękach ani na piasku przy nogach. Skąpo ubrani i obdarzeni gęstym zarostem, ustawili się w rzędzie na palącym bezlitośnie słońcu i gapili się na przepływającą w oddali łódź nie wykonując jakichkolwiek ruchów.

Podoficer obsadzający miotacz ognia miał rację - a przy okazji i bystry wzrok. Żaden z sześciu dziwnych mężczyzn nie miał przy sobie broni, nie mieli zresztą w opinii Leona żadnych przedmiotów oprócz naciągniętych na ciała koszul i spodni. Po prostu tkwili w niepokojącym bezruchu obserwując motorową łódź.

Leon Thibaut Sanguine nie służył w szeregach Sangów zbyt długo, ale nawet on musiał kilka razy zapuścić się w górę delty albo na Szlak Rezysty, gdzie nie było bezpiecznych wysokich murów i gdzie każdego dnia można było postradać życie od zatrutej wydzielinami feromanserów dzidy. To tam, na obrzeżach budzącego grozę Potępieńczego Lasu, członek rodu Sanguine miał sposobność zobaczyć ludzi zachowujących się w podobny sposób: nagich i porośniętych skudlonym zarostem, ściskających w rękach prymitywny oręż, otoczonych chmarami poruszających się w nienaturalny sposób rojów komarów i os. Ludzie ci czasami biegali w kółko albo wykonywali grupowo identyczne gesty, grzebali z maniakalnym zawzięciem w błocie albo rzucali się w tej samej sekundzie na patrol wolnych Franków. Albo stali pośród obrośniętych mchem starych drzew i patrzyli na zbliżających się przeciwników nieludzko pustymi oczami.

Ludzie na brzegu mijanej wyspy nosili w przeciwieństwie do typowych dronów ubrania, ale poza tym niepokojąco kojarzyli się Leonowi z ofiarami feromanserów. Co z miejsca budziło jeszcze większe zatroskanie wynalazcy, ponieważ marionetki Wynaturzonych nigdy nie pojawiały się tak daleko na południu, poza terytorium istot, które więziły ich umysły swym chemicznym zaklęciem. Moc feromanserów nie sięgała tak daleko, a drony nigdy dobrowolnie nie wypuszczały się poza jej zasięg, bo w opinii Szpitalników nie były do tego emocjonalnie zdolne.

Mechanika testu wiedzy:
Spoiler!
Rzut na Intellect+Legends (2). Wyniki rzutu 4k6: 1, 5, 4, 2. Test udany, konkluzje w trybie fabularnym.
Jak w opisie fabularnym. Dziwny wzgląd i zachowanie tamtych osób na brzegu niepokojąco kojarzą się Leonowi z dronami: ludźmi całkowicie owładniętymi chorobą umysłu zsyłaną przez Wynaturzonych, będącymi ich pozbawionymi własnej woli i instynktu samozachowawczego marionetkami. Tyle, że drony nie występują na tych obszarach, one przebywają wysoko w górze delty na terenach bezpowrotnie zainfekowanych przez feromanserów, gdzie w przerażającej symbiozie z owadami i chorymi zwierzętami tworzą wynaturzone królestwa homo degenesis.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2018, 20:50

Rezydencja Sanguine w Terres Putain, Tulon

Dziedzic rodu i jego siostra wypłynęli z Montpellier. Nathan Barthez przeczytał ponownie krótką szyfrowaną wiadomość dostarczoną mu przez bezimiennego ulicznego posłańca, nie mającego nic wspólnego z siatką szpiegowską Sanglierów w mieście i wynajętego do jednorazowego przeniesienia listu pod nieznany sobie wcześniej adres. Motorowa łódź patriarchy ruszyła poprzez wielkie rozlewiska Rhone zmierzając do Tulonu.

Helwet wyciągnął z kieszeni kurtki benzynową zapalniczkę, ożywił ją mocnym pstryknięciem palca, podpalił trzymany w drugiej dłoni zwitek papieru. Obrócona w kawałeczki sadzy, wiadomość spadła na bruk sąsiadującej z posesją ulicy.

Barthez oszacował w myślach, że jego nowy pryncypał powinien się zjawić w Tulonie nie dalej jak godzinę przed zachodem słońca. Flota Sanguine cumowała zawsze w tym samym miejscu, na nabrzeżu Terres Putain w okolicach Czarnego Klubu. Przeprowadzenie gości gwarnymi uliczkami dzielnicy nie powinno było zająć więcej niż trzydzieści minut, pod warunkiem zachowania przez nich odpowiedniej dyscypliny - a Nathan wiedział doskonale jaką reputacją cieszył się ekstrawagancki i nieobliczalny dziedzic. Dziesięciu wynajętych w Tulonie ludzi od czarnej roboty, zaprezentowanych obecnej na miejscu świcie Sanguine jako grupa woźniców, już czekało na stosowne rozkazy w jadłodajni opodal Czarnego Klubu, oferującej niczym nieograniczony widok na tamtejszą przystań. To oni mieli zapewnić Abdelowi i jego siostrze dyskretną eskortę do rezydencji i chociaż Helwet nie miał najmniejszych podstaw do tego, by czuć jakieś obawy, profesjonalizm nakazywał mu zachowanie wszelkich środków ostrożności.

- Panie Barthez? - w progu pokoju zajmowanego przez Nathana stanął wiecznie poddenerwowany Guido Dumas, osobisty skarbnik Abdela Sanguine na czas wyprawy do Purgare - Czy znalazłby pan dla mnie chwilę? Chciałbym omówić środki bezpieczeństwa w stosunku do przewożonych przez nas funduszy. Zdaje pan sobie oczywiście sprawę, że to znaczące aktywa, prawda?

- Proszę wejść i się rozgościć, wasza miłość - zaproponował Helwet wskazując gościowi jedno z wolnych krzeseł. Dumas rozpogodził się nieco na dźwięk kurtuazyjnego powitania, bo chociaż w jego żyłach płynęła błękitnokrwista krew Sanguine, była dość rozcieńczona, by skarbnikowi nie przysługiwały obligatoryjne tytuły szlacheckie. Uprzejmość ze strony Bartheza sprawiła mu zatem oczywistą przyjemność, zgodnie z ukrytym zamiarem Helweta.
Mała scenka z Tulonu...

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Polajkowany: 1 time

Post autor: koszal » 17 lipca 2018, 21:08

Pokład Anabelle, delta Rhone

Pochmurny człowiek o surowym i niezmiennym, rzekłbyś uwiecznionym w granicie grymasie niezadowolenia na twarzy wychylał się ponad dziobem tnącej toń łodzi. Jedynym chyba plusem powierzonego mu w całej tej wyprawie zadania był fakt, że on i jego ludzie musieli trzymać się na dystans od błękitnokrwistych trojaczków. Wiedział, że prędzej, czy później przyzwyczajone do wygód arystokratycznego życia obiboki zaczną narzekać, nudzić się i szukać rozrywek, a wówczas najrozsądniej będzie znajdować się poza zasięgiem ich wzroku, głosu, a szczególności przyrodzenia. Z całej tej porcelanowej trójki Sanguine jedynie kobieta dawała złudne wrażenie poradzić sobie jakoś z trudami podróży, choć w razie kłopotów to prawdopodobnie ona pierwsza stałaby się potencjalnie najatrakcyjniejszym łupem dla kogokolwiek, kto stanąłby im na drodze.

Kiedy mężczyźni na brzegu wzbudzili powszechne poruszenie zwiadowca poświęcił im tylko przelotne spojrzenie. Wyglądali na nieuzbrojonych, po postawie ciała szybko ocenił, że nie posiadali lornetek, więc nie byli w stanie dobrze określić skuteczności bojowej łodzi, lecz jeśli ich dziwne zachowanie niosło za sobą jakieś zagrożenie to.... splunął w toń- było nim odwrócenie uwagi załogi i pasażerów. Szybkim ruchem dłoni wskazał bliźniakom pozycje instruując ich przy tym zwięźle:

Rufa. Obserwuj najpierw horyzont. Potem taflę wody. A Ty na przeciwległą burtę i to samo. Szybko. .

Pozostawiając nieobstawiony kierunek ku brzegowi, jako obiekt głównego zainteresowania pozostałych pasażerów, jak i załogi Langlois mruknął pod nosem ciche przekleństwo wyobrażając sobie, jak szybko w przypadku obozowania na stałym lądzie mogłoby w takiej sytuacji dojść do zasadzki i rzezi.

Cholerne pudelki na pieprzonej wycieczce.... Odwrócił się w kierunku dziobu i począł bacznie przepatrywać wodę.

W swoim ciężkim życiu Bastien zdążył już popełnić wystarczająco błędów, by nie popaść w pewną paranoję. Nawet jeśli plażowicze nie byli jakimś elementem złożonej zasadzki, lecz prostymi rybakami to brak sprzętu mógł równie dobrze świadczyć, że coś wypłoszyło ich z wody. Coś w rodzaju morskiego potwora.

I bóg mu świadkiem, ponury tropiciel wiedział, że gdyby ów potwór potrafił czytać ludzkie myśli, to nie chciałby napotkać na swej drodze Bastiena.
Krótko mówiąc- Bastien z bliźniakami uważnie lustruje okolicę. Zakładam, że coś może być w wodzie.
Ostatnio zmieniony 17 lipca 2018, 21:29 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 628
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Post autor: Nanatar » 17 lipca 2018, 22:02

Pokład Anabelle, delta Rhone

Ludzie widziani przez układ polerowanych soczewek, wydawali się stać na rzut kamieniem. Skromnie odziani biedacy nie mieli przy sobie nawet wiklinowych koszy. Stali w pokorze bez ruchu, jakby tylko czekając na drgnięcie palca któregoś z żołnierzy. Beztroski żart arystokraty i żołnierska chuć złota mogły pozbawić życia bezimiennych żywicieli Montpellier. A oni stali bez ruchu jakby posłuszni myślom panów z miasta i czekali na egzekucję.
Bez ruchu, kompletnie bez ruchu z wzrokiem utkwionym w niewidzialny punkt. Nieobecnym wzrokiem, bez myśli - uświadomił sobie Leon Thibaut. Ku swemu zdziwieniu zdał sobie sprawę, że już kiedyś widział podobne przypadki, ale to nie byli ludzie, tylko...drony.

- Kuzynie - rzekł odejmując lornetkę od oczu - Twój pierścień może jeszcze dziś zmienić właściciela. I dalej kontynuując już głośniej - kapitanie nie ruszają się i nie maja narzędzi. Widzieliście tu już coś takiego? - Wsunął lornetkę w wyciągniętą doń. - To mogą być drony, ale skoro się nam pokazali, to może być zasadzka.

Młody szlachcic uważnie obserwował pozostałe brzegi, szczególnie miejsca, gdzie ktoś mógłby się ukrywać. Znajomy wąż zwisał teraz z gałęzi, zaś Thibaut odruchowo szczelniej zawinął się szalem.
Jakie wrażenie niepokojące spostrzeżenie wywołało w reszty załogi? Czy z tym walczy się karabinem, czy służą do tego tylko miotacze płomieni. Kto odebrał od wynalazcy lornetkę?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2018, 23:05

Pokład Anabelle, delta Rhone

Bastien Langlois złapał mocniej za reling, przykucnął przy nim śledząc czujnym wzrokiem raz zieloną gęstwę wyspy i piaszczystą plażę, raz zaś ciemny nurt wody dorzecza. Jakieś złe przeczucie narastało w nim z każdym uderzeniem serca, zmusiło włoski na karku mężczyzny do uniesienia się w górę pod wpływem lodowatego dreszczu.

Namacawszy lewą dłonią tkwiący w olstrze rewolwer, Frank przyciągnął stopą bliżej siebie myśliwską kuszę i przywiązany do niej zasobnik z bełtami. Instynkt samozachowawczy Bastiena wrzeszczał wniebogłosy, chociaż nic nie wskazywało na to, by nieruchomi ludzie na plaży stanowili dla Anabelle jakiekolwiek zagrożenie.

- Oczy nawet w dupie - syknął w kierunku Jeana-Pierre i Gastona - Coś mi tu śmierdzi.

Mechanika testu percepcji:
Spoiler!
Bastien ma bardzo wysoki poziom spostrzegawczości. Instinct 4+Perception 2 i do tego ekstra kostka za atut Sense Danger. Sięgam po siedem kostek i rzucam test o utajnionym poziomie trudności. Wyniki 2, 6, 1, 6, 6, 3, 5. Test niestety nieudany, lecz chociaż w normalnych okolicznościach triggery mają znaczenie jedynie przy udanym teście, tutaj zrobię wyjątek decydując, że utrwaliły myśliwego w przeświadczeniu, iż coś jest z tą wyspą i ludźmi na plaży bardzo nie w porządku...
Langlois nie zauważył niczego podejrzanego ani nad powierzchnią wody ani pod, ale ma bardzo złe przeczucia!

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Polajkował: 8 times
Polajkowany: 7 times

Post autor: Kargan » 17 lipca 2018, 23:18

Pokład Anabelle, delta Rhone

Leżąca nieruchomo na dachu kokpitu Angeline kątem oka zarejestrowała ruch na pokładzie i rozbiegających się na obie burty ochroniarzy. Nie spuszczając jednak wzroku z potencjalnego celu spokojnie oceniła odległość i ustawiła celownik biorąc pod uwagę, że łódź wciąż pośrednio zbliża się do stojących na brzegu. Oddychając spokojnie i miarowo naprowadziła muszkę na stojącego w środku grupy mężczyznę i zgrała przyrząd ze szczerbinką ustawioną na 100 yardów. Policzek dziewczyny przylegał ściśle do wypolerowanej i chłodnej kolby a palcec wskazujący delikatnie dotykał spustu.

- Cóż rozkaże wódz naszej wyprawy ? - rzuciła na tyle głośno by usłyszano ją w kokpicie - Wojsko czeka komendy łaskawy panie...
No właśnie :) Zakładam, że zauważyliśmy ich "trochę z przodu" więc płynąc rzeką będziemy ich w pewnej chwili mieć dokładnie na burcie (prawej lub lewej) w odległości, którą powinnam umieć oceniać. W końcu to nie amazonka i rzeka nie powinna mieć więcej niż w00 yardów szerokości a płyniemy zakładam środkiem...
Ostatnio zmieniony 18 lipca 2018, 18:22 przez Kargan, łącznie zmieniany 1 raz.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

ODPOWIEDZ