PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Keth » 23 lipca 2019, 22:36

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Wspinaczka na klasztorne wzgórze okazała się dla dziedzica wyzwaniem większym niźli cała dotychczasowa podróż na wschód. Kamienista, wijąca się niczym żmija droga przeznaczona była dla odzianych w sandały prostaków i ich hałaśliwe osły, nie zaś szlachetnie urodzonych przedstawicieli cywilizowanego świata. Abdel przez cały czas wspinaczki starał się zachować powściągliwy wyraz oblicza, w swym wnętrzu gotował się jednak z nadmiaru emocji. Chociaż niebiosa szczęśliwie oszczędziły mu deszczu, wysoko ponad miasteczkiem powietrze było przejmująco zimne, a silny wiatr jeszcze pogłębiał wrażenie upiornego przemarznięcia do szpiku kości.

- Spójrz na tę zachwycającą panoramę, kuzynie - powiedział zdradzającym ekscytację głosem Leon Thibaut, stojący na zdradliwej krawędzi stoku i gapiący się cielęcym wzrokiem w dół na odległe dachy Lucatore - Czy to nie przepiękny widok?

Dziedzic wymamrotał coś w odpowiedzi pod nosem, coś mogącego uchodzić za cokolwiek. Jego spojrzenie powędrowało dla odmiany w górę, ku niedalekiej już na szczęście bramie klasztoru.

- Nie rozumiem jak ktoś chciałby dobrowolnie gnić w tym miejscu? - żachnął się nie kierując swego pytania do nikogo konkretnego i nie oczekując odpowiedzi - Zionie chłodem i dam głowę w zastaw, że nie mają tutaj porządnej kanalizacji.

Zaciskając zęby Abdel pokonał ostatnie kilkaset metrów dzielących go od wielkiej klasztornej bramy, uświadamiając sobie z rosnącym podziwem wobec samego siebie, iż nie uległ wyzwaniu, które złamałoby niejednego butnego arystokraty z Montpellier.

Leciutki uśmieszek tryumfu zniknął z ust Franka na widok stających w bramie mieszkańców klasztoru.

Lucio Bastardo, Furor Lucatore, powitał nadchodzącą kawalkadę gości bardzo oszczędnym skinięciem głowy. Towarzyszący mu wojownicy kultu, noszące długie płaszcze z kapturami miecznicy, sprawiali wrażenie gotowych na wszystko fanatyków, na jedno słowo przywódcy zdolnych do podniesienia ręki nawet na nietykalnego w cywilizowanych kręgach posła.

- Żelazna Emisariuszka oczekuje waszego przybycia - oznajmił nieszczególnie przyjaznym tonem Bastardo - Nim jednak staniecie przed jej obliczem, oddacie nam w depozyt swoją broń oraz wszelkie inne przedmioty mogące stanowić zagrożenie dla czcigodnej wdowy.


Obrazek
Po kilku godzinach znojnej wspinaczki dotarliście do klasztoru. Straż pod rozkazami Furora zatrzymała Was za bramę nakazując oddać cały oręż.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6200
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 105 times
Polajkowany: 75 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: 8art » 23 lipca 2019, 23:27

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Pogrążony w myślach najemnik wspinał się spokojnie po wijącej się ku klasztorowi krętej drodze, rozważając dalej sens, lub bezsens burzy jaką wywołało przedstawienie Scirocco. Barthez zachodził w głowę, czy biczownik, był tylko podstawionym narzędziem, mającym na celu spowodowanie chaosu, na czym na ten przykład mogliby skorzystać włodarze Bergamo, czy działał z własnej popychanej religinją ekstazą inicjatywy. Helweta nie widział w swym życiu zbyt wielu biczowników, ale słyszał, iż ludzie ci cieszyli się w Purgarii rosnącą popularnością. Trudno było jednak uwierzyć, żeby ruch ten miał jakąś strukturę i cele, albo dali się łatwo manipulować.

Przerwał rozważania, gdy już dotarli do bram klasztoru, a stojący w orszaku powitalnym Lucio stanowczo poprosił o zdanie broni. Helweta nie miał przed tym oporów. Zamek wydawał się miejscem bezpiecznym, a jeśli takim nie był, to w przeżyciu nie pomógłby mu żaden arsenał. Wystarczyło spojrzeć na anababtystów, gotowych na wszystko. A Barthez wiedział, że takich szowinistów jest w trzewiach klasztoru dużo więcej. Nie uszliby stąd żywi, gdyby tylko Żelazna Emisariuszka tak zdecydowała. Barthez spokojnie odpiął pas z pistoletem, i nadziakiem. Oddał strzelbę i nóż.
Jak wygląda nasz orszak, tzn kto poszedł zarystokratami do klasztoru oprócz Helwety.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Suriel » 24 lipca 2019, 21:43

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Obrazek

- ...- Spójrz na tę zachwycającą panoramę, kuzynie. Czy to nie przepiękny widok?

Dziedzic odpowiedział coś na odczepne swojemu kuzynowi. W myślach zaś miał wielką ochotę popchnąć go teraz, w akcie czystej ludzkiej złośliwości, wprost w tą otchłań otwierającą się zaraz za zdradliwą ścieżką, po której się wspinali od tak wielu godzin.

Miałbyś wtedy Leonie, możliwość podziwiania owej zachwycającej panoramy, z lotu ptaka. Spadającego ptaka, konkretnie rzecz ujmując...

Przez chwilę wyobraził sobie tą scenę. Spadający kuzyn, uderza czaszką o skalane występy w locie, zostawiając krwawe ślady. Ale siłą grawitacji ciągnie go nadal w dół, by jego ciało nadal zahaczając o kolejne ostre krawędzi skał, mogło się w końcu roztrzaskać finalnie, o jeden konkretnej wielkości głaz, na samym dnie tejże otchłani. Stręczące bielą kości Leona i zmaltretowane ciało leżące na kamiennym ołtarzu bólu. Żona wypłakująca oczy po jego stracie.

Och... To go nieco podnieciło. Dodało mu animuszu do wspinaczki. Niemal od razu przypomniało mu także, o scenie którą widział niedawno w Lucratore. Sirocco. Ubiczowany, o odartym ze skóry ciele. Całe jego plecy płonęły żywym bólem. Przepełniony wiarą w Jedynego masochizm łączył się mistycznym uniesieniu w jedno wielkie przeżycie, które dziedzic świetnie rozumiał. Miał wrażenie jakby wspinali się na tą samą górę. Tylko z innych stron. Abdel preferował ból zadawać, niźli go znosić osobiście. Tamten zaś odwrotnie.

Mój boże, jak ja dawno już sobie nie ulżyłem w tej materii. Ale nadjedzie czas, nadejdzie wkrótce czas... Muszę być jeszcze trochę cierpliwym i...

Jego słowa wypowiedziane na rynku, pozostawały w myślach młodzieńca. Zapamiętał je, a że niewiele mu mówiły, zamierzał dopytać kogoś bardziej biegłego w Słowie, co też mogły one znaczyć. Oczywiście, w stosownej do tego chwili.
Pocieszając się nadal sadystyczną myślą, którą przywołał wcześnie w umyśle, w końcu dotarł na szczyt.
Słowa Furora przyjął spokojnie, spodziewając się takiego obrotu spraw.

- Witaj Furrorze, wybacz że nie złożę u samego wejścia należnych słów powitania, ale nie zwykłem do takich wspinaczek. Jak zapewne się spodziewałeś. Oczywiście złożymy broń by nie uchybić, sławetnej gościnności rodu w progi którego stajemy. Spodziewamy się zaś, w zamian należnego szacunku osobie ambasadora Franków oraz ludzi z jego pocztu. - Uśmiechnął się nieco na siłę, przez zmęczenie - Wszak, w przyjaźni się spotykamy.
Rozumiem, ze Jambon przygotował drobne smakołyki z Frankorii jak polecił mu wcześniej Abdel? No bo tak z pustymi rękami w gości...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Keth » 25 lipca 2019, 21:08

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Kiepsko dopasowane podłogowe deski, rdzewiejące elementy z metalu, porowate bloki kamienia, przerażające skąpa ilość dekoracji. Wnętrze klasztoru jawiło się Abdelowi jakimś kadrem z sennego koszmaru, stanowiąc swym całokształtem kwintesencję bezguścia. Prowadzona przez posępną eskortę delegacja przemierzała surowe korytarze, z rzadka rozświetlone światłem dnia sączącym się do środka przez kanciaste okna. Budowla zionęła głębokim chłodem, przez co dziedzic ustawicznie czuł na wszystkich kończynach gęsią skórkę. Wijące się tu i ówdzie elektryczne kable sugerowały istnienie jakiegoś źródła energii, ale w zasięgu wzroku Franków nie paliła się ani jedna żarówka, co dla odmiany nakazywało wątpić w sprawność klasztornej elektryki.

Napotykani wewnątrz anabaptyści nosili ciemne stroje z kapturami, przywodząc Abdelowi na myśl jakieś czarne upiory, nieme, bacznie świdrujące intruzów wzrokiem spod grubego szorstkiego materiału swych nakryć głów. Wszyscy byli też uzbrojeni, albo w przytroczone do pleców miecze albo długie drzewca z podłużnymi ostrzami. Rozbrojeni jeszcze na dziedzińcu i na dodatek bardzo skrupulatnie przeszukani, goście starali się z większym bądź mniejszym sukcesem maskować swe zaniepokojenie, doskonale świadomi faktu, że z chwilą przekroczenia klasztornej furty zdali się całkowicie na łaskę i niełaskę gospodarzy.

Wiodący pochód Furor wprowadził delegację do niewielkiego pomieszczenia wyglądającego na jakiś skąpo umeblowany przedsionek. Siedzący na drewnianej ławie pod jedną ze ścian Carmino Ferro podniósł się żwawo na widok gości, ukłonił się uprzejmie ambasadorowi.

Jeśli Abdel liczył na przynajmniej przelotną konwersację ze Szpitalnikiem, Lucio Bastardo nie dał mu ku temu sposobności. Przeciąwszy szybkim krokiem pomieszczenie Furor otworzył kolejne drzwi wprowadzając delegację do sali audiencyjnej.


Obrazek
Rozbrojeni i dokładnie przeszukani, trafiliście w końcu przed oblicze czcigodnej wdowy! Siedzi na meblu przypominającym kiczowaty w opinii Abdela tron wpatrując się w gości. Jeśli chcecie z marszu przydziobać, szykować eleganckie mowy powitalne!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Keth » 26 lipca 2019, 14:24

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Żelazna Emisariuszka, czcigodna wdowa i spadkobierczyni dziedzictwa Neognostyka, spoglądała na gości z wysokości prostego drewnianego tronu, pozbawionego dekoracji i zapewne okropnie niewygodnego. W pozbawionym okien pomieszczeniu panował nieprzyjemnie chłodny półmrok, rozjaśniany migotliwym blaskiem licznych świeczników. Spalane w kadzielnicach zioła wypełniały powietrze egzotyczną mieszanką zapachów, unoszące się nad nimi strużki dymu przypominały Abdelowi wijące się w miłośnym uścisku węże.

Zmierzający ku tronowi dystyngowanym krokiem dziedzic jął przyglądać się uważnie pani klasztoru, próbując dla odmiany wyobrazić sobie w miłosnym uścisku ją samą. Pierworodny Sanguine stawiał przed swymi faworytami bardzo wysokie wymagania, ale zmęczony przeciągającymi się wyrzeczeniami i trudami podróży, uznał w myślach, że nie miałby serca wyrzucić z łożnicy błagającej o zaspokojenie jego żądz anabaptystki. Zasiadająca na tronie kobieta okazała się nie tylko niestara, ale też na pewien plebejski sposób pociągająca, przede wszystkim dzięki swej hardej i wyniosłej minie. Abdel miał wielką wprawę w przywoływaniu do porządku złośnic, a zaprawiona w rozlewie krwi wojowniczka wydawała mu się godnym zastanowienia wyzwaniem.

- Witajcie w siedzibie świętej pamięci Altaira Benesato – powiedziała Neva nie siląc się bynajmniej na powstanie z miejsca. Dwaj stojący po jej bokach uzbrojeni anabaptyści nawet nie drgnęli, przywodząc na myśl rzeźby z czarnego kamienia – Doktorze Ferro, mam nadzieję, że podróż minęła spokojnie. Ogromnie żałuję, że ostrze mordercy uniemożliwiło ci spotkanie z moim małżonkiem.

- Posłowie Franki, witajcie w moich progach – wzrok wdowy przesunął się na oblicza cudzoziemców – Jak mniemam, przybyliście złożyć kondolencje. Jestem za nie wdzięczna.

W podręczniku nie ma ilustracji Nevy w sali audiencyjnej, ale znalazłem inny, który pozwoli Wam wyobrazić sobie jej wygląd. Zwróćcie uwagę na tatuaż na czole oraz kolczyk w nosie - nieodłączne cechy wyglądu każdego szanującego się anabaptysty!

Obrazek

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Suriel » 27 lipca 2019, 11:19

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595
Abdel bez cienia uczuć na twarzy wyszedł na środek sali. Ciszę jaką zaległa w tym jakże ponurym miejscu, przecinał jedynie szelest jego szkarłatnego płaszcza Franków. Zatrzymał się w takiej odległość jak nakazywał protokół, czyli na tyle daleko by jej strażnicy nie musieli się niepokoić. Skinął głową w honorowym pozdrowieniu wdowy eleganckim lecz nie przesadnym. Nie chciał bowiem by odebrano go jako płaszczącego się u stóp kupca, ale jako godnego stanu ambasadora Montpelliere, a po części także reprezentanta samej wielkiej Franki.

- Witaj szlachetna Pani. W istocie. Przybyliśmy tu by w imieniu całego Montpelliere, a nawet całej odległej Frankori, złożyć wyraz ubolewania i szacunku dla straty wśród szlachetnego rodu Benesanto i wszystkich wiernych Kościoła. Pochodzimy z dalekiego kraju, lecz nawet tam Jeden z Ośmiu Kościoła i człowiek tak wielu zalet cieszył się należną mu estymą. Odszedł wielki człowiek, mędrzec, wybraniec boży za razem. Dowódca, wsławiony wieloma zwycięstwami nad Jahemmedanami, którzy nawiasem mówiąc nigdy nie cieszyli się szczególną miłością mojego rodu. Niech Wasza Eminencja przyjmie zatem kondolencje i wyraz głębokiego smutku z powodu utraty tak znamienitej osoby, które to ja: Abdel Sanguine, syn Ventricule rodu Sangliere i zarazem ambasador Montpeliere na Purgare, niniejszym ci składam Pani.

Pokłonił się czyniąc szacunek wdowie i zamykając tym samym najbardziej oficjalną część wystąpienia.

- Mam także cichą nadzieję, że to wyjątkowo smutne zdarzenie przekujemy na dobro Jedynego, zbliżając nasze wielkie narody. Czyniąc je tym samym mocniejszymi wobec oczywistych niebezpieczeństw i niegodziwości z jakimi walczymy.

- Mając na uwadze starożytny zwyczaj Franków obdarowania przyjaciół, przyjmij prszę te drobne smakołyki...

Pstryknął palcami, by wyciągnięto drobne pakunki z darami jakie kazał przygotować Jambonowi.

- ... które to przywiozłem z dalekiej zamorskiej Frankorii. Są niespotykane w tej części świata, ale mam nadzieję że znajda uznanie w oczach Twoich i Twojej rodziny, Pani. A także, że dodadzą sił wszystkim prawym z rodu Benesanto, by dalej walczyć z ciemnościami tego świata. Wybacz także, skromność owego daru ale pośpiech jaki się wdarł w nasze szyki, spowodował iż większość naszej karawany musiał być pozostawiona w tyle, byśmy mogli zdążyć jak najrychlej do Lucratore.

Skończywszy założył dłonie za zdobiony pas.
Poproszę o stosowne rzuty na Conduct. Nie znam się na mechanice, ale zdaje się że jest możliwość wydawania "szczęścia" czy czegoś podobnego by zniwelować ewentualnego pecha. Ta scena jest tak istotna, że niniejszym to właśnie czynię. Proszę o informację co mam sobie odpisać z karty z tego tytułu.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Nanatar » 27 lipca 2019, 17:03

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Wspinaczka, choć męcząca nie zaskoczyła Leona Thibauta, który raz już ją odbył, nie dziwiło go i chłodne przyjęcie straży i surowość wnętrz. Był wręcz miło zaskoczony uprzejmością Furora, bo mniemał, że w zachowawczym zachowaniu Bastardo odróżniał stany rozdrażnienia, jak i względnej aprobaty. Cieszyło go nad to, że oszczędzono Frankom czepiającej się ubrań gawiedzi, a pomieszczenia które mijali czyniły schludne wrażenie. Obraz Żelaznej Emisariuszki, która jawiła się dotąd młodemu szlachcicowi niczym rozżalona wiedźma z zatrutym jabłkiem, zaczął się właśnie odmieniać w głowie wynalazcy, czego dopełniła same jej osoba, choć musiał przyznać, że cała ta heca z podwyższeniem i audiencją z krzesła wydała się zaściankowa, by nie rzec prowincjonalna.

Tymczasem wracały do niego jeszcze obrazy z cyrku na placu Lucator i przesłanie o podziale sił, które cała sytuacja niosła za sobą. Jeśli dobrze zapamiętał, brat Altaira wypowiadał się o Scirroco w nader pozytywnych słowach, chwaląc ascezę i zaangażowanie pątnika w sprawy miasteczka, czy zatem sam męczennik szkalowałby owego i miał na myśli jego młodą żonę jako nosiciela duchowej zarazy. Wyglądał raczej na to, że zwraca serca ludu przeciw wdowie i pasierbowi zmarłego.

Ale kiedy Leon już chciał się podzielić swymi przemyśleniami z kuzynką, sam dziedzic wyszedłszy swym zwyczajem przed szereg rozpoczął powitanie, które nietaktem byłoby przerywać prywatnymi, tym bardziej ściszonymi, poufnymi rozmowami. Zasłuchał się tedy Leon Thibaut w dźwięk głosu kuzyna, który był w sobie samym tak słowiczy, że nieistotnym było co tamten mówi. Wynalazca jednak słuchał i włos jeżył mu się na piersiach.

Szczególne poruszenie spowodowała wzmianka o Jahemmedanach, których jakoby nikt z rodów Montpelliere nie darzył estymą, a przecież sam Leon Thibaut wielce był ich kulturą oczarowany, choć znał ją nader pobieżnie. Postanowił się jednak młody Frank nie wychylać ze swymi opiniami, szczególnie pozostającymi w sprzeczności ze słowami dziedzica, wszak to Abdel błogosławiony był darem krasomówczym i jego usta rodziły słodycz podobną smaku malin. Kiedy jednak przyszło do darów o których Leon nie miał pojęcia oczy mu się lekko rozszerzyły. Jakież to specjały przygotował Abdel? Czyżby jednak maliny? Neva z pewnością wolałaby jeden dobry karabin.

Zacisnął tedy wynalazca usta, może nieco zbyt sztywno i starał się skupić na twarzy wdowy, czyniąc to na tyle dyskretnie, by nie wyszedł na zbyt napastliwego, czy może obłąkanego na umyśle.
Jeśli przyjdzie mu składać kondolencje:
Wielce żałuję, że Pan wezwał do siebie człowieka tak miłującego pokój i potrafiącego o tenże stan walczyć słowem i ramieniem. Oby w krótkim czasie wskazał nam jego następcę. Szczery ten smutek składam przed tobą pani, boś znała go lepiej niż ktokolwiek z nas. Nie zapomnimy wszak czego dokonał Altair, by gasić waśnie i pozwolić dzieciom dojrzewać z dala od wojen samemu siebie nie szczędząc.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Keth » 28 lipca 2019, 12:54

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Z półmroku pomieszczenia wychynął jakiś zakapturzony ludzki kształt, który czym prędzej odebrał od Franków ich kulinarne prezenty i odniósł je gdzieś w bok. Neva podziękowała za słowa ambasadora i jego kuzyna dystyngowanym skinięciem głowy, gestem tym budząc w Abdelu nadzieję, że mimo wszystko znała jakieś maniery. Pierworodny Sanguine pozwolił sobie na przelotne uczucie zadowolenia z wstępu do konwersacji licząc zarazem skrycie na to, że wyraźnie nim zainteresowana jasnowłosa pani klasztoru nadal będzie ulegać jego męskiemu urokowi.

Tym większe zatem okazało się jego rozczarowanie, kiedy doktor Szpitalników najwyraźniej dał się ponieść emocjom i zapomniawszy o zasadach etykiety skupił na sobie całą uwagę Żelaznej Emisariuszki.

- Nim przejdziemy do szczegółów rozmowy, chciałbym się dowiedzieć, dlaczego twoi przyboczni odebrali mi wszystkie instrumenty? Mój czas jest niezwykle cenny, zbyt cenny, by marnotrawić go ze względu kwestii protokolarnych!

- Znajdujesz się na uświęconej ziemi, Szpitalniku - odpowiedziała Neva, a przez jej dotąd umiarkowanie życzliwe oblicze przemknął jakiś cień - My dla odmiany nie kwestionujemy zasad, które narzuciłeś Vivaco.

- Dlaczego ciało Altaira zostało pochowane tak naprędce i bez sekcji zwłok? - Carmino Ferro zręcznie zmienił temat, ale wciąż napierał na panią klasztoru w sposób, który w opinii Abdela był niedopuszczalny, brutalnie bezpośredni i ocierający się momentami o zamierzone grubiaństwo.

- Tradycja nakazywała wystawienie ciała na widok publiczny - odparła cichym, ale wciąż doskonale słyszalnym tonem wdowa - Zadana mu rana była głęboka, bardzo głęboka. Okazałabym swemu małżonkowi brak szacunku ukazując oczom wszystkich wielkiego człowieka zarżniętego niczym hodowlane zwierzę. Dzięki dyskrecji tego pochówku nie wystawiłam reputacji Altaira na szwank. Przysłużyłam się w zamian sprawie jego pamięci.

- Skoro tak, dlaczego jego grób jest tak prosty, wręcz plebejski? - w głosie Ferro zadźwięczała nutka sarkazmu - Przywalony zwyczajną kamienną płytą, a nie bardziej godnym pamięci zmarłego nagrobkiem?

- Biczownicy to grobowi rabusie - wycedził przez zęby Lucio, włączając się do rozmowy z wyraźną wrogością wobec czerwonokrzyżowca - Spodziewaliśmy się ich przybycia, aczkolwiek nie tak szybko. Grób został zabezpieczony tak, by mógł się oprzeć ich zakusom. Nie pozwolę, by ciało mego przybranego ojca zostało przeinaczone na kolekcję zbezczeszczonych szczątków noszonych przez tych szaleńców jako relikwie!

Szpitalnik kiwnął głową przyjmując wyjaśnienia Furora za dobrą monetę, nie odrywał jednak oczu od siedzącej na tronie Nevy.

- Jest ci wiadomo, Emisariuszko, dlaczego twój małżonek chciał się ze mną spotkać tego pamiętnego dnia? - Ferro podjął konwersację bardziej opanowanym tonem, pozornie wręcz życzliwym, aczkolwiek Abdel wiedział już z całą pewnością, że między doktorem i Nevą nie było żadnych przyjaznych relacji.

- Chcesz omawiać kwestie zdrowia mego męża w obecności obcych, lekarzu? - wdowa uniosła wysoko brwi - Niechaj się tak stanie. Ostatnie miesiące nie były dla niego łaskawe. Od czasu powrotu z Franki ubiegłej zimy odczuwał słabości ciała. Cierpiał z powodu nawrotów gorączki.

Atmosfera wyraźnie się zagęściła z powodu napastliwości niecierpliwego Szpitalnika. Nie bacząc na etykietę doktor wciął się w rozmowę między Nevą i Frankami, więc nie od rzeczy byłoby ponowne przejęcie inicjatywy - każda chwila konwersacji między tą parą może pomniejszać znaczenie pozostałych gości. Abdel odniósł wrażenie, że jego podniosłe słowa wywarły na Nevie stosowne wrażenie, ale jednocześnie gołym okiem widzi, że Neva i Ferro wyraźnie się nie lubią (może to pozostałość po czasach, gdy Szpitalnik usilnie i bezskutecznie próbował zbadać jej dziecko).

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Suriel » 29 lipca 2019, 19:31

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595
Hmm.. powrót z Franki ubiegłego roku, to mogło być faktycznie przyczyna zgonu. Wszak, wszem i wobec wiadomo co frankijskie dziewczyny potrafią zrobić ustami. Czyli tak zwanego francuza. A jak się źle trafi to o chorobę nie trudno. Nawet jak się jest bożym mężem o dramat nie trudno. W tych sprawach nie zawsze bóg prowadzi...

- Ekhem! - Abdel ściągnął na siebie uwagę - Czcigodna Madame. Szanowny ordynatorze. Pozwolę sobie tylko zauważyć, iż śmierć szlachetnego Benesanto ściągnęła uwagę nie tylko rodziny i kultu, ale także znamienitej części świata. Czego najlepszym przykładem jest moja skromna osoba, stojąca w tym miejscu. Każdy z możnych tego świata, za chwilę będzie sobie zadawał pytanie, czy ów zgon nie doprowadzi ponownie do wybuchu gwałtownej wojny w tym rejonie. A także... którą stronę konfliktu wówczas poprzeć. Kto miał rację, a kto zawinił. Zmierzam do tego, że owa dramatyczna śmierć z rąk jakiegoś szaleńca, to nie tylko dramat dla Kościoła i rodziny ale też i czyn, który być może zadecyduje o układzie granic na przestrzeni kilkunastu lat. O ewentualnej śmierci setek, jeśli nie tysięcy ludzi. Zatem... istotne jest by wszelkie szczegóły, tego okropnego mordu dokładnie przeanalizować. Świat będzie przyglądał się temu śledztwu z wielkim zainteresowaniem.

- I tylko osoby nie mające nic na sumieniu, dążące za wszelką cenę do prawdy, mogą wyjść z twarzą z tej sytuacji. Proszę zatem byście czcigodni towarzysze świętego życia Benesanto, dzielili się chętnie wszelkimi faktami i spostrzeżeniami, bowiem jak zapewne wiadomo jestem zobowiązany przekazać wieści do wielkiej Franki. Muszę zatem zapytać, w jakimże to kierunku toczy się obecnie śledztwo? Cóż mogło być przyczyną, któż sprawcą? Cóż jeszcze nie uszło Waszej czcigodnej uwadze? Może wspólnymi siłami uda nam się dojść do sedna. Ze strony rodów Franków, mogę obiecać wszelką dostępną pomoc.

Abdel położył dłoń na swej piersi i zamilkł dając czas na odpowiedź.

- Och, gdybyśmy tylko byli teraz właśnie we Frankorii! Tam ludzie mają tak proste i zmierzające do prawdy serca, że nawet otworzenie trumny, po to by przeanalizować ponownie przyczynę zgonu, nie byłoby poczytane za czyn niegodny, ale wręcz przeciwnie, czyli za mądry i ucinający wszelkie spekulacje. Taki akt byłby oczywiście możliwy, jedynie biorąc pod uwagę osobę ordynatora i jego opinię przy oględzinach, naturalnie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Nanatar » 29 lipca 2019, 20:47

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Nieco zdumiało wynalazcę, że uszedł dotychczas uwagi Franków fakt wizyty Altaira w ich rodzimej France przed rokiem. Zdawał sobie jednak sprawę, mimo dumy z Montpelliere, że to nie cała Farnka, bo przecież gdyby neognostyk rozmawiał z Ventriculle Sangliere, przynajmniej Abdel powinien o tym wiedzieć.

Tymczasem rozmowa przybierała coraz ostrzejszy ton, czuć było wzajemną niechęć Newy i szpitalnika. Szczęściem wtrąciwszy się Abdel zdawał się nieco rozproszyć gęstniejącą atmosferę, ale Leon wiedział, że kuzyn balansuje na ostrzu dyplomatycznej brzytwy, co zdawało się być naturalnym środowiskiem dziedzica.

Gotowy był zatem Leon Thibaut przyjść w sukurs kuzynowi, nawet mówiąc rzeczy wbrew swemu przekonaniu, tak by tylko audiencja nie zakończyła się ostrym cięciem.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6200
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 105 times
Polajkowany: 75 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: 8art » 31 lipca 2019, 16:38

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

B
arthez nie mia nic do powiedzenia. Wszak nie by frankijskim szlachcicem, by wcinać się w słowa wyżej urodzonym. Zanł protokół na tyle, żeby wiedzieć, że ma siedzieć cicho. W końcu był psem wojny na usugach Sanguine, cóż miałby zresztą powiedzieć? Przemawiał wciskając spust broni w wirze walki, zatapiając ostrze noża w skrytobójczym ataku. Salony, sale audiencyjne nie były jego światem, choć potrafił się w nich odnaleźć jeśli była taka potrzeba. Fakt jednak, że miał nie wtrącać się w rozmowę, nie oznaczał, że miał w niej nie uczestniczyć. Najemnik bacznie obserwował rozmówców, w szczególności czcigodną wdowę po Altairze, próbując uchwycić jak najwięcej szczegółów.
Nic ująć, nic dodać. Obserwuję Anabatystów próbując wychwycić niuanse mowy ciała itp.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Nanatar » 05 sierpnia 2019, 23:35

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Owej chwili, która rozciągała się w nieskończoność, Leon Thibaut był skory uwierzyć, że to właśnie bogowie stroją sobie żarty ze śmiertelnych. Zatrzymują czas i przechadzają się między nimi szepcząc co dla nich wygodne. Szeptali z pewnością do Abdela i Newy, ale ominęli w podpowiedziach wynalazcę. Czas zaś wciąż stał, w absolutnym bezruchu wszystkich dookoła, Leon dostrzegał tyko drobne grymasy kuzyna i wdowy.

- Proszę. Ośmielę zgodzić się z kuzynem - zaczął nieśmiało, wskazując na Abdela - Racją jest też, że kondolencje są wiadome, ale forma wyrazu kształtuje istotę cywilizacji. Wracając do obaw dziedzica Sanglier, to nie sposób nie zgodzić się, jak ważne jest tak skonstruować układ sił, by jak najmniej osób ucierpiało. Ludzkość nie powinna kruszyć swych zasobów na bratobójcze waśnie w obliczu zarazy spaczonych. Odkrycie zalążka spisku, który pozbawił świat męża pokoju, wydaje się właściwym punktem wyjścia. Dlatego proszę byśmy sprzymierzyli się w tych wysiłkach, każdy na miarę swych możliwości.

- Ze swej strony wiem jak słabość ciała może wzmocnić wolę i myślę, że nie trzeba się owej słabości wstydzić, bo często nie jest zależna od nas, w przeciwieństwie do słabości naszej inteligencji i siły charakteru.

Na koniec skłonił się damom i panom, czując pęknięcie w poprzednim wzorcu stagnacji.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Keth » 06 sierpnia 2019, 10:44

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

- Piękne słowa, pełne mądrości i współczucia - oznajmiła wdowa pochylając się w przód na swym tronie i podpierając jedną dłonią podbródek. Coś w jej tonie, pozornie życzliwym, sprawiło, że Leon wyprostował się mimowolnie. Coś dźwięczącego niczym stalowa lina, ukrytego za emanującym od kobiety zmęczeniem.

- Przybywacie do mego domu pytając o współpracę, o wymianę informacji - ciągnęła dalej Neva - Biorąc mnie za niewiastę słabą i załamaną po tragicznej śmierci współmałżonka liczycie na to, że posiądziecie wiedzę, której posiadać nie powinniście. Wkraczacie w butach na terytorium podległe mej wyłącznej władzy udając, że nie znacie moich kompetencji.

Abdel chrząknął znacząco, ale Neva ucięła rodzącą się w jego ustach wypowiedź jednym ruchem smukłej dłoni.

- Który z was nosi pierścień namiestnika? - zapytała - Niech podejdzie i go okaże.

Leon Thibaut przełknął mimowolnie ślinę, ale posłuszny wezwaniu, zrobił kilka kroków ku tronowi pokazując Emisariuszce złoty sygnet.

- Stary lis już was usidlił swymi łzawymi opowieściami? - w głosie Nevy pojawiła się ostra stal, wypierająca wszelkie przejawy wcześniejszej życzliwości. Teraz żaden z posłów nie miał już wątpliwości, że przyjmująca ich w swoich progach kobieta była twarda niczym skała i sprawowała w tym miejscu prawdziwą władzę - Całe swe życie pragnął być taki jak mój małżonek, ale nigdy temu nie podołał. Widzieliście go gnijącego za życia w swojej cuchnącej spróchniałej norze? - anabaptystka odwróciła głowę w stronę wyprostowanego niczym struna Lucia.

- Ile lat dzieli go od tej suki z Bergamo?

- Trzydzieści - odpowiedział sucho oficer.

- Ennio próbuje wymigać się śmierci, chce pozostawić po sobie dziedzictwo, na które nie zasłużył niczym, co dotąd uczynił - lodowate oczy Nevy spoczęły z powrotem na dziedzicu - Opętany żądzą starzec zawiera sojusze z podłymi ludźmi tylko po to, by zyskać nade mną przewagę. Tylko jego ludzie mogli podejść i zaskoczyć mego męża.

- Chcąc ukryć swój udział w zbrodni udzielił gościny biczownikom - dodał Furor - Uczyni wszystko, by pogłębić panujący w chaos.

- Nie wierzę w ani jedno słowo, które tutaj padło! - oświadczył podniesionym głosem Carmino Ferro, przemawiając tak ostro, że stojący najbliżej Szpitalnika goście drgnęli mimowolnie - Odkryję prawdę z waszą pomocą albo bez niej, ale odkryję!

Abdel otworzył lekko usta widząc jak ordynator bezceremonialnie odwraca się na pięcie i odchodzi w stronę drzwi nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź Nevy. Tak porażające złamanie etykiety nie mieściło się pierworodnemu Sanguine w głowie, stanowiąc kolejny dowód na cywilizacyjne zdziczenie ludzi mieszkających poza deltą Rhone. Podświadomie oczekiwał, że Żelazna Emisariuszka władczym tonem zażąda, by jej gość powrócił przed oblicze pani na klasztorze, Neva nic jednak nie rzekła, odprowadziła jedynie czerwonokrzyżowca twardym złowrogim spojrzeniem.

Kiedy za Ferro zatrzasnęły się drzwi, wdowa spojrzała w stronę Leona Thibauta, powiernika pierścienia namiestnika.

- Jeśli szukacie sprawców tej zbrodni, przybyliście w niewłaściwe miejsce - jej głos ciął niczym nóż - Prawdziwy trop wiedzie wprost do domu Benesato i tej lombardzkiej żmii, która wije się w łożnicy mego szwagra.

- Nie dbam o to, kto zabił mego ojczyma - dodał Lucio - Czy zrobił to Ennio własnymi rękami czy jeden z jego sługusów, wszyscy zapłacą taką samą cenę. Sprawiedliwości stanie się zadość.

- Ambasadorze, dla własnego dobra nie pozwól się wciągnąć w te nikczemne intrygi - wzrok Nevy przesunął się na Abdela - Doceniam twą dobrą wolę i chęć pomocy, ale to zbyt niebezpieczne. Jeśli gotów jesteś przyjąć moją radę, opuść Lucatore i powróć żyw i zdrowy do domu. Jak długo jeszcze zamierzasz gościć na mej ziemi?

...

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: Nanatar » 10 sierpnia 2019, 00:32

Klasztor w Lucatore, przedpołudnie 2 lipca 2595

Leon wyczekał stosowną chwilę, by słowa dobrze wybrzmiały w starych murach, a odgłosy oddalających się kroków szpitalnika ucichły. Pozwalając ochłonąć kuzynom i pozostawiając im czas na wyważoną odpowiedź, wyszedł do przodu.

- Pozwolę nie zgodzić się z opinią doktora jakoby nie wszystko co zostało tu wypowiedziane było prawdą. Prawdziwy jest twój gniew Pani, ale i prawdziwe nasze intencje. Prawdziwy i zrozumiały. Pozwól jednak siąść nam razem do stołu, ku dobrej przyszłości naszych ludów, dla podtrzymania pracy Altaira. Nikt nie kwestionuje twej władzy Pani w tym miejscu, świat jest wszak szeroki i warto dla naszych dzieci i wnuków sięgać dalej w sojuszach. - odchrząknął i kontynuował - Nie winnych szukamy, lecz odpowiedzi. Nie w naszej władzy jest tu wymierzać sprawiedliwość, ale ważnym jest kto i dlaczego splamił żelazo świętą krwią. Nie miejcie mi proszę za złe sygnetu, bo wziąłem go w dobrzej wirze. jestem człowiekiem pragmatycznym, ale każdemu człekowi daje kredyt zaufania, jeśli o niego prosi. Zaś ten człowiek mego jeszcze nie zwiódł. Nie mogę również ganić jego związku z kobietą, tylko dlatego, że jest młodsza. Moja żona jest wprawdzie jeszcze młodsza.. - rozmarzył się szlachcic - przepraszam. Ten człowiek, biczownik, zdaje się mieć duże poparcie ciżby. Nie znajduję słów dla tego przedstawienia. Czy jest tu nowy?

Szlachcic nie starał się przetrzymywać wzrokiem Żelaznej Emisariuszki, co z pewnością byłoby nietaktem, ale pozwolił sobie skrzyżować wzrok z jej synem, wyczekując odpowiedzi, której ciężaru się spodziewał. Liczył w duchu, że skierowanie rozmowy na Sccoracio, w osobie grzścijanina zogniskuje gniew i energię Newy, a przy okazji odsłoni jakąś słabość. Samo przypuszczenie, jakobyśmy traktowali ja jako przybitą wdowę, wiele odsłaniało w jej osobie. Szpitalnik nie był lepszy, wycofał się jak pogniewane dziecko. A niby uczony człowiek - pomyślał wynalazca.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6200
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 105 times
Polajkowany: 75 times

Re: PBF - Błogosławiona Krew

Post autor: 8art » 14 sierpnia 2019, 10:22

Neva i Ferro wyraźnie się nie lubią (może to pozostałość po czasach, gdy Szpitalnik usilnie i bezskutecznie próbował zbadać jej dziecko).
Bez sensu. Skoro Szpitalnik regularnie badal Altaira, to czemu by nie mogl zbadac jego syna? Bardziej mi sie wydaje, ze cos tu jest na rzeczy z koligacjami rodow. Ferro moze nalezy do frakcji, ktora historycznie opowiadala sie za Ennio, a nie Altairem, albo cos w tym stylu.

No chyba ze mlodzieniec ma jakas przypadlosc, ktora na ten przyklad moglaby go wyeliminowac z pretendowania o schede rodzinna, bo gdyby na ten przyklad wyszlo, po badaniu lakrskim, ze wcale nie jest synem Altaira (a Neva puscila sie z jakims Neolibijczykiem), albo nie jest tak naprawde synem tylko corka, tudziez jakas heamfrodyta (co byc moze mozliwosci pozbawiloby go w tej spolecznosci dziedziczenia), to mogloby to spowodowac, ze Neva utracilaby swoja pozycje na rzecz Ennio.

Wciaz jednak nie ma to nic do rzeczy z motywem zbrodni i najbardziej podejrzanym przeze mnie na te chwile Bastardo (no chyba ze to on zmajstrowal Nevie dziecko). Tylko to wciaz nie jest motyw zeby zamordowac ojca.

Kto jest w sali audiencyjnej? Neva, Lucio, straznicy, Ferro (wyszedl) i Frankowie? Jest tam syn Nevy i Altaira? Jesli tak, to Barthez bédzie sié przygladal mu.

ODPOWIEDZ