PBF - WARSAW 2055

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3642
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 43 times
Polajkowany: 61 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 12 maja 2019, 21:22

Praga, kryjówka Lockeda, Data 27 lipca 2055, godzina 18:40
-----------------------------------------------------------------------------------------------------


Blacha mruknął z zadowoleniem do Nu. Rechot pozostałych boosterów mówił wszystko o tym jak podeszli do jej słów. Zaraz też pojawiły się niewyszukane propozycje co Nu mogła by im jeszcze dać. Tu i teraz. Całemu gangowi. Naraz.

W głowie dziewczyny, niczym pomarańczowe ostrzegawcze światło odpaliła się pewna scena z filmu jaki niechcący widziała, w którym klęcząca na brudnym asfalcie dziewczyna obsługiwała kolejno cały boostergang. Na filmie używali tamtej jej jak chcieli. Traktowali ją jak przedmiot, na przemian a czasem na równocześnie. W końcu porzucili ją w brudzie ulicy, jak znudzoną zabawkę, którą nikt już nie chciał się bawić. Odeszli pozostawiając za sobą zużytą dziewczynę, w makijażu rozmytym od wilgotnym śladów ostrego użytkowania przez cały gang. Gdyby to się przydarzyło Nu… Jedno głupie nagranie cyberokiem, a z pewnością któryś z kilkunastu boosterów otaczających ich grupę takie nagrania aktu z pewnością by zrobił, wpuszczone do sieci mogłoby złamać jej karierę jak zapałkę. Przed oczami Nu stanęła jak żywa Alicja, która jeszcze jako młode nastoletnie dziewczę zapewne w ten właśnie sposób musiała rozpocząć swoją karierę na Pradze. Czy takiej samej drogi przez życie chciała także Nu? Przepełnionej ciągłą brutalnością oraz smakiem niedomytych boosterów w ustach którego nie da się tak łatwo pozbyć?

Gwar wśród rozochoconych gangusów narastał. Nikt nie interweniował. Nikt nie ucinał sugestii, które stawały się coraz bardziej natarczywe i ekspresyjne. Problem skrzyżował masywne ręce na piersi i z uśmiechem obserwował dalszy rozwój wypadków, który szedł swoim kursem. Lenu poczuło się nagle osamotnione. Pozostawione z coraz gorszymi przeczuciami co zaraz się może stać. Rzuciła okiem na Berghara, ale fikser uciekał wzrokiem nie potrafiąc jej pomóc. Zaczesał tylko ręką włosy do tyłu i zmełł w ustach przekleństwo, starając się nie patrzeć na dalsze losy Nu. Wojski przestępował z nogi na nogę, jakby coś rozważał w myślach. Nie przepadał za Nu, które w jego mniemaniu w końcu się doigrało, ale z drugiej strony nie w smak mu też było patrzeć na to co się stanie.
Lenu czuło się jakby stało na scenie w blasku reflektorów, osamotnione, po jakiejś solidnej gafie. Czuło na sobie wzrok wszystkich. Śmiechy. Najgłośniej porykiwali najbardziej obrzydliwi boosterzy, którym Nu za nic nie pozwoliłaby się dać nawet dotknąć, a co dopiero… Sama myśl o syntetycznym nasieniu o smaku starego przepalonego oleju i rdzy, która wydobyłaby się z ich rozklekotanych MrStudów, wywoływała wymiotne torsje.

Nagle z gangu wysforowała się boosterka, ruszając szybkim krokiem w stronę Nu.

- No dalej mała, obiecałaś nam wszystkim to teraz dawaj. Najpierw mi. Wyreguluj mi pizdo czipa. I od razu może mi wyregulujesz też… - złożone w znak victorii dwa palce i szybkie ruchy językiem w ich wnętrzu dopowiedziały całą resztę. Z palców dziewczyny wysunęły się ostre jak brzytwa cyberpazurki. – I zrobisz to dobrze suko, albo cię potnę...

Blokersi gruchnęli zgodnym śmiechem. Twarz boosterki wiała chłodem. Czerwień agresji bił z jej cyberoczu i Nu była pewna, że zaraz stanie się jej coś złego. I to bardzo złego.

Ciężka jak kłoda dłoń Problema spoczęła znów na ramieniu Nu.

- Odpierdol się od niej O.S.T.R.A. Jak na razie robią deal’a z Lockedem i nie wolno nikomu spierdolić tej relacji, póki nie zarobią hajsu tak jak obiecali.

Problem zaśmiał się, ale w jego słowach było coś co osadziło w miejscu boosterkę. Trudno było powiedzieć jak dokładnie to odebrała, częściowo syntetyczna twarz dziewczyny nawet bowiem nie drgnęła w jakimkolwiek ludzkim grymasie.

- Weź Rączkę, 3FORC'a i nas odprowadzicie.

Dwóch boosterów, nierozłącznych towarzyszy O.S.T.R.ej dołączyło do ekipy.




PRO8L3M obejmując Nu silnym ramieniem ruszył w kierunku wschodniej części parkingu gdzie znajdowały się schody wyjściowe. Przechylił się do ucha Nu. Bił odo niego pot i nieświeży zapach używek.

- Ja dziękówa, ale nie skorzystam z twoich wdzięków. Że się tak wyrażę, od zawsze pozostaję wierny klasyce rodzaju i już nie eksperymentuję. Dobra. Zapierdalamy na dzielnię. Macie w chuj rzeczy do zrobienia.

Zarechotał i obróciwszy się puścił oko do Ketarskiego.

– W chuj rzeczy, a to mi się udało, ale dojebałem teraz. Rozumiecie? W CHUJ rzeczy. Łapiecie?

Przeszli kawałek. Za parkingiem samochodowym z którego wyszli był dawny dworzec, obecnie zagospodarowany w szerszym zakresie niż przewidywał to miejski urbanista projektujący ten obszar czterdzieści lat temu.


Obrazek


Ulica do której schodzili, po prawej stronie upstrzona była sporą ilością małych straganów, przypominających legendarny Stadion Tysiąclecia, ze starych filmów o Warszawie. Po prawej stronie, był zaś olbrzymi, piętrowy, kryty blachą budynek magazynu jakiejś starej firmy logistycznej. Zaadoptowany przez miejscowych sklepikarzy z szarej strefy, tworząc jeszcze bardziej skomplikowany kolorowy labirynt. To tutaj, z dala od czujnych oczu władz, toczyło się życie handlowe tej części Warszawy. Można tu było dostać niemal każdy legalny i nie towar, używkę albo usługę. Podróbkę lub oryginalną, w podejrzanie niskiej cenie i rzecz jasna bez zbędnych kwitów typu faktura, do których w tej części miasta zwyczajnie nie przywiązywano żadnej uwagi. Oko Wojskiego szybko wychwyciło liczne szyldy, wysoko wyspecjalizowany sklepów branżowy, czynnych 24h o swojsko brzmiących nazwach jak Monopolowy, Eden, czy Promilek. Solos szybko też wychwycił mocną wystawę lokalnych słodyczy (1).

Problem szedł pierwszy z Nu. Tłum lokalsów załatwiający jak co dzień biznesy, przez który brnęli, omijał go podejrzanie szerokim łukiem bez dotknięcia. Za nimi reszta ekipy Ketarskiego. Pochód zamykali bosterzy.

- Nasza dzielnia. – Zaczął z wyraźną dumą Problem - Mogę wam tu załatwić wszystko. Tutaj jest cały, jebany, świat. Rozumiecie? Najpierw zajedziemy tylko w jedno miejsce przed wizytą w grzybni. Po spotkaniu z nią odbierzecie w końcu wasze pukawki i resztę badziewia, które tacha Blacha. Comprende? Potem możecie jebnąć sobie shopping, pomożemy wam znaleźć to co będziecie potrzebować. Nasza dzielnia ma do zaoferowania wszystko, a ten kto tu rządzi czyli my, owo wszystko może wam tanio opierdolić. Po znajomości, bo się kurwa przyjaźnimy, robimy teraz biznesy i bo... ufamy sobie. No nie? – Zakończył ciepło Problem.

Wojski poczuł mocniejsze pchniecie lufy karabinu w plecy. To pilnujący go z tyłu Blacha. Dresiarz najwyraźniej dawał mu w ten sposób znać o tym, jak on osobiście interpretuje owo trudne w rozumieniu słowo "przyjaźń”.


Obrazek


(1) adnotacja poniżej:
Spoiler!
Obrazek

Łączność zostaje przywrócona po wyjściu z parkingu. Keatrski dostaje kilkanaście coraz bardziej nerwowych smsów od Czarnej, która utraciła z wami łączność.

W końcu nie trzeba poprawiać krzaków po przeniesieniu tekstu z Worda, jupi!

Ostatnio zmieniony 13 maja 2019, 09:00 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 542
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 52 times
Polajkowany: 33 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Nanatar » 12 maja 2019, 22:55

Praga, kryjówka Lockeda, Data 27 lipca 2055, godzina 18:40

Lenu uznału, że sprawa z lokalsami jest załatwiona i skupiłu się na Krzysku, nie dało się nie zauważyć jak wiele pojawiło się w wypowiedzi byłego HR-owca animalizmów. Analiza potu wskazywała na spore zdenerwowanie kolegi, dotarło wtedy do szalonej główki nu jak bardzo przesadziłu w pogawędce z gangsterami. To czego się domyślału werbalizowało się rechotami i niewyszukanymi propozycjami. Choć to słowo nader łagodnie określa zaproszenia które dostała dziewczyna. Propozycja smyczy i przeszczepu ogona była najmniej perwersyjna. Nie trzeba było chemicznego analizatora, żeby wyczuć smród strachu w zimnym pocie, który w mgnieniu oka zrosił ciało nu, jak małe zwierzątko zaszczute przez watahę rzeźbionych do zabijania kundli. Na nic była kierowana medytacja, kiedy klejona stalą i tytanem boosterka zażądała natychmiastowej obsługi. Serce waliło grożąc zawałem i tylko codzienne ćwiczenia utrzymywały organizm nu w jako takiej stabilności. W ustach nu zabrakło śliny żeby odpowiedzieć na wyzwanie, piękne zazwyczaj, zastygły w brzydkim grymasie. Przysięgału sobie, że nie podda się łatwo, połamie wredną sukę, albo ją zagada, ale trwała w odrętwieniu. Jak na ironie, ale może właśnie tylko on mógł to zrobić, z ratunkiem przyszedł Problem.

Idąc chwilę później tuż obok chromowego boostera dziewczyna, bała się myśleć czego ten kiedyś zażąda. A kiedyś z pewnością sobie przypomni i może to być coś więcej niż regulacja serwo. Zdając sobie sprawę z jakiej opresji właśnie udało się ujść, a w jaką się pchali cała sprawa z utratą pracy i plamą w dossier wydawała się błahostką. Szybko przebaczyła w duchu Ketarskiemu, ale nabrała ochoty żeby trochę się z nim podroczyć. Wtedy, wtedy właśnie coś pękło, coś się niezaprzeczalnie skończyło, czy spowodowało to zachowanie grupy bandziorów, czy zerwanie z korpo światem, Lenu poczułu Lenkę jak nigdy wcześniej. Poczuła się w pełni kobietą, podjęła decyzję o operacji. Wiedziału że dziwnie tak będzie bez penisa, ale nie można było dłużej utrzymywać tego nienaturalnego stanu. - Może nawet będę mieć dzieci. - wyrwało się dużo głośniej niż chciała. Półludzka głowa Problema spoczęła na nu jak na binarnej lalce. Żeby rozładować kolejną gafę, wtrąciła do Krzyśka i Berghara - Załatwię wam prace na bramce w nocnym klubie.

Widząc, wędrujące po półkach sklepów z alkoholem spojrzenie Wojskiego, sama zapragnęła uleczyć nerwy odrobiną starej trucizny. Dopiero teraz, wśród kolorowych straganów rodem z zamierzchłej przeszłości, zdobionych plastikiem i blachą giętą, poczuła jak trzęsą się jej ręce i jak uginają nienaturalnie nogi. Czując napływające do oczu łzy pragnęła oprzeć się na kimkolwiek, objąć, przytulić, a właśnie wtedy nie wolno było nikogo. Sama na ulicy pełnej ludzi. Kurwa, pierdolnę tym wszystkim i wyjadę do Argentyny. - pomyślała.

Czułem się nieco w obowiązku, odnieść się do poprzedniego posta Suriela. Aleś Pan tętno poniósł. :shock:

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3642
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 43 times
Polajkowany: 61 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 14 maja 2019, 23:36

Praga, Targowisko Data 27 lipca 2055, godzina 18:50
-----------------------------------------------------------------------------------------------------


Przez chwilę szli w milczeniu przedzierając się przez opływający ich tłum. Idący z przodu Problem trzymał ramię na Nu i brnął, nucąc przy tym jakiś hit chrom-kapeli, który jazgotał cichym brzmieniem w jego cyberaudio. Tłum z targowiska opływał boostera nawet go nie dotykając. Ludzka rzeka rozpływała się wokół niego jakby był solidnym głazem pośród Wisły, o który nawet ta struta odpadami woda nie chciała się rozbijać. Najwyraźniej lokalsi nadal mieli w sobie wystarczająco dużo instynktu samozachowawczego.

Nu też go miała. Obejrzała się raz i drugi ale nadal tam byli. Trzech boosterów z O.S.T.R.Ą w środku zamykało pochód. Zmodyfikowana twarz tamtej nie wyrażała jednak niczego. Za to, idący z tłu Blacha pochwyciwszy niechcący spojrzenie nu, najwyraźniej postanowił wziąć je za dobrą monetę. Ilekroć bowiem się oglądała mechaniczne serwimotory jego metalowej czaszki, próbowały generować coś co rosyjscy projektanci tego modelu płyto-twarzy nazywali w swych sprzedażowych folderach mianem uśmiechu. W praktyce wyglądało to jednak jak wszystko czego dotknęli się Rosjanie, czyli mocno groteskowo w swej siermiężności i nieco strasznie za razem.

Nu wcisnęła się więc mocniej w śmierdzącą potem pachę boostera, pod ręką którą ją do siebie przyciskał. Zaczynała się już przyzwyczajać do tego zapachu.

- Aaa…. ta cała grzybnia, to ona miła jest ? – zaczęła niepewnie Nu.

- No na pewno nie tak miła jak ty. – Odpowiedział nie puszczając dziewczyny.

- To dziewczyna jest?

- Hmmm…. Coś bardziej jak ty, bym powiedział.

- I też jest weganką? – Zapytała już śmielej ponieważ booster wydawał się być w dobrym nastroju.

Problem przez chwilę się nie odzywał zastanawiając nad odpowiedzią.

- Myślę… że można by to było tak ująć. Ale nie można was tam takk po prostu zabrać najpierw musimy zajrzeć tutaj….

Mineli neonowy szyld riperdoca. Drzwi był otwarte. Wewnątrz znajdowało się mnóstwo cybersprzętu w różnym stadium zużycia. Ketarski nie zauważył jednak żadnych nowych nie śmiganych. W środku był dwóch mężczyzn. Młodszy ścierał właśnie mopem krew z połamanych płytek glazury.

- Uważajcie bo jest zajebiście ślisko. Aleminium właśnie sknocił montaż sprzętu u klienta. Szefie! Gości mamy.

Drugi z mężczyzn, stojący w kolejnym pomieszczeniu stanowiącym zaciemnione zapleczy wychynął szybko przez paciorkowy makaron w drzwiach.

-Problem! Kurwa. Tak długo. Kurwa. Miałeś być cztery godziny temu. Kurwa. Masz? No masz kurwa dla mnie czy nie?! Pytam się grzecznie.


Obrazek


Problem wydobył niewielki biały foliowy woreczek zza suwaka swojej kevlarowej kurty. Rzucił go riperdokowi, tak jak rzuca się ochłapy głodnemu psu. Tamten nieudolnie złapał przesyłkę w locie. Szybko doniósł ją na stół, a tam nie bez trudu rozpakował. Palce mu drżały i wyraźnie nie miał nad nimi kontroli. Przy parcelacji giftu, pomagał sobie więc nadgarstkiem by szło bez rozsypywania. Potem gładko przyjął szybko pierwszą kreskę.

- O kurwa, ja pierdolę… - powiedział i odchylił się w tył na krześle, pozwalając substancji wniknąć w ciało. Po chwili zwiotczał i wyraźnie się rozluźnił. Na moment zupełnie odpadł.

- Potrzebujemy czterech obroży. Dla nich. – Rzucił wolno Problem.

Riperdock przez chwilę nic nie mówił. Odchylony w tył na swym obrotowym krześle spoglądał gdzieś wysoko poprzez sufit swojej nory, wprost w oko wszechświata, pozwalając by pędzące właśnie jego żyłami drobiny syntetycznego estra metylowego benzoiloekgoniny, otworzył mu owe malutkie okienko, by spojrzeć na prawdziwą rzeczywistość poprzez jego kolorowy pryzmat.

- Młody przynieśss imm….

Młody szybko obrócił niosąc cztery owalne grafitowe obiekty ze stali i chromu. Miały wygaszone diody.

- Skoro jesteśmy przyjaciółmi, i działamy w jednym teamie, to wam kurde nawet pozwolę je założyć gdzie chcecie, som rozciągliwe. I chyba nie będzie tym razem skuchy z ich działaniem.

Problem spojrzał pytającym wzrokiem na doktorka.

- Jasssne…. Ładunek jest tym razem na tyle silny, że nie będzie to miało żadnego dużego sssnaczenia...

- Śmiało, częstujcie się... - powiedział bardzo uprzejmie Booster wskazując gestem dłoni kilka przedmiotów pozostawionych przez młodego na pordzewiałym stole.


Jesteście wewnątrz wszyscy. Boosterzy czują się swobodnie, za wyjątkiem Blachy który przez krótką chwilę robi parę kroków poruszjąc się jak słoń w składzie porcelany. Ostatecznie cofa się i staje w drzwiach, zagradzając wyjście masywną sylwetką.


Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12584
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 76 times
Polajkowany: 38 times
Kontakt:

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Keth » 15 maja 2019, 17:40

Praga, 27 lipca 2055, godzina 18:50

Krzysztof Ketarski przyglądał się złowieszczym przedmiotom przez dłuższą chwilę, z kamiennym obliczem ukrywającego emocje zawodowca. Potem odwrócił się w stronę Problema zakładając ręce za siebie ruchem dość powolnym, aby booster nie uznał tego posunięcia za desperacką próbę wyszarpnięcia broni.

Jego cyberoko pracowało przez cały czas, nagrywając przechwytywany z gałki obraz na miniaturowy dysk i generując jednocześnie drugą wersję nagrania w chmurze.

- Eleganckie obroże, na dodatek z całkiem silnym ładunkiem – skwitował prezent Problema głosem, w którym prawie nie sposób było wyczuć cierpkiej nuty – Co to ma właściwie być, zabezpieczenie na czas wizyty u grzybni? Czy mamy to nosić aż do zakończenia sprawy?

- Jak to po co obroże? Tam trackery są przecież. A co? Myśleliście, że puszczę was tak bez niczego, kiedy korpo wyjebuje pół piętra budynku. Skoro zrobili takie fajerwerki na widerze to im zależy jak chuj. To gruba sprawa jest. A gruba sprawa znaczy też gruby portfel. Tak więc tracker musi być. Nie będę was później zbierał po mieście dziwki, kiedy się „przypadkiem” zapomnicie ze mną rozliczyć z tego tematu.

Słuchający wyjaśnień boostera Ketarski pociemniał po twarzy, a przez jego oczy przebiegł jakiś błysk, doskonale zsynchronizowany z dziwnym pomrukiem, który popłynął w tej samej chwili z gardła przysłuchującego się rozmowie Blachy.

- Locked wprawdzie tego nie zlecił, ale to chyba ja mu kurwa pilnuję biznesu, a nie on mnie. I pamiętajcie jedno, że jak któryś kurwa mondry będzie i wpadnie na zajebisty pomysł, żeby zdjąć to ustrojstwo na siłę, na ten przykład za pomocą łoma albo szlyfierki, to... KA-BUM!

Lenu zbladła w jednej sekundzie jak pociągnięta wapnem ściana, zaczęła chwiać się na nogach i szeptać coś bezgłośnie. Berghar i Wojski zachowali nieco większą powściągliwość, chociaż Krzysztof pewien był, że i oni poczuli się wstrząśnięci pomysłem boostera.

- Chyba wiem, co kombinujesz, koleżko – biznesman wziął do ręki jedną z obroży, podniósł ją ku twarzy oglądając przedmiot uważnym wzrokiem – Chcesz mnie wyruchać za plecami Lockeda. A może i razem z nim. Obroże z ładunkiem wybuchowym i trackerem. Na sto procent detonowane radiowo, podpięte do sieci. Możesz nas odpalić w każdej sekundzie. Kiedy będzie najlepszy moment? Jak skończymy robotę, tak? Wystawimy Prepakowi czarnucha, zgarniemy za niego kasę, a wtedy rozsadzisz nam głowy i zgarniesz całą nagrodę.

Krzysztof podniósł wzrok znad obroży, jął świdrować oczami Problema.

- Wcale cię za to nie winię. Jakbym miał więcej czasu i dojścia, sam bym wyskoczył wcześniej z podobną propozycją, bo widzisz, ja ci też nic, ale to nic nie ufam. I nie ma bata, żebym się dał tak wyruchać. Mamy dwie opcje. Albo kompromis albo koniec współpracy. Życie jest mi milsze od wystukania Prepaka. Jak będziesz się upierał przy swoim, zostawiamy wam czarnego, możecie go nawet zeżreć na grillu. Nie ma interesu, nie ma zysku do podziału.

Blacha znowu zaczął pomrukiwać, niczym zwiększająca obroty przemysłowa betoniarka.

- Druga opcja jest chyba ciekawsza – ciągnął dalej manager – Dwie obroże dla nas, a dwie dla was. Czy ten twój kumpel musi tak charczeć? Dziękuję. Dwie wasze założymy Blasze i tej żylecie, która chciała lizania. Elegancko na szyje i niech doktorek nie kombinuje ze ściemnianiem albo przed chwilą zaliczył swój ostatni strzał. I co więcej, zabieramy ich ze sobą. Oboje. Przy takich facjatach to będzie na pewno kurewsko ciężka akcja w cywilizowanych miejscach, ale wezmę to ryzyko na siebie.

W pomieszczeniu zapadła cisza tak nieprzenikniona, że Krzysztof wychwycił uchem nawet na co dzień niesłyszalny wizg czyichś nosowych filtrów.

- Oboje będą cały czas ze mną, jak syjamskie rodzeństwo. Jeśli ktoś odpali moją obrożę, ich ładunki też pójdą. A gdyby chcieli prysnąć, bo na przykład zobaczą kabinę prysznicową albo coś równie przerażającego, chcę mieć na smartfonie ich aktywne trackery.

- A kto założy drugą? – Lenu odezwała się drżącym głosem, koncentrując się przez cały czas tylko na jednej kwestii – Drugą naszą?

- Berghar – Ketarski odwrócił głowę w bok zezując na współpracownika – Wyruchał mnie w hotelu na stówkę od dozorcy i nie oddał, to ściągnę dług inaczej. Więc jak będzie, Problem? Będzie z tego problem? Idziesz na układ czy dasz cynk Lockedowi, że z dealu nici, bo się jak głupi upierałeś, żeby nas załatwić tymi obrożami jak ostatnich durniów?
...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3642
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 43 times
Polajkowany: 61 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 15 maja 2019, 21:38

Praga, meta ripperdoca, Data 27 lipca 2055, godzina 18:40
-----------------------------------------------------------------------------------------------------


- Ej, kurwa ty tak do mnie? DO MNIE?! - pchnięta lekko w bok Lenu obróciła się zręcznie na pięcie korzystając ze swych tanecznych umiejętności, kiedy booster się najeżył napinając mięśnie. Problem wyszedł na środek by wszyscy go dobrze widzieli. Tak jak zwykli wychodzić członkowie gangów by rozstrzygnąć sprawy na solówie, pośrodku okręgu złożonego z braci z gangu. Potoczył spode łba na czwórkę krawędziaży.

- Kurwa! Słyszycie tego korpo-szczura. - zaczął wolno, jednak nabierał tempa przy każdym słowie - Ta jebana franca chce się ze mną targować, droczyć. ZE MNĄ, kurwa. - Booster zaczął rozsuwać suwak kevlarowej kurtki, pokazując okazałe zwoje mięśni na klacie. - Masz problem wiesz? I co dalej? Chcesz to wyjaśnić? Kurwa! To ci to zaraz wyjaśnię prosto jak w mordę strzelił, kurwa...

Błysnęła wyjmowana spod kevlaru giwera. Był to pokaźnych rozmiarów colt Armalite, chromowany, o zdobionej rękojęści, na którego lufie wygrawerowany był napis "Problem Solution".

- ...Sprawa wygląda tak. Słuchaj wyraźnie chujku, bo powiem to tylko raz. - Syknął jadowicie - Każdy z was, po kolei, jedne kurwa po drugim, grzecznie wskoczy teraz na krzesełko i z przyjemnością da sobie zapierdolić, tą zajebistą biżuterię jaką byłem łaskaw was obdarować. Zrozumiano? No to kurwa zaczynać, i to już!

Info dla Ketarskiego
Spoiler!
Ketarski jest na 95% pewien, że Problem jednak blefuje. To całe napinanie mięśni, krzyki i wyciągnięta broń która wymachuje wygląda dla niego jedynie jako popisówka.

Ostatnio zmieniony 16 maja 2019, 16:58 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 542
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 52 times
Polajkowany: 33 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Nanatar » 15 maja 2019, 23:36

Praga, meta riperdoka z cyberzłomem, Data 27 lipca 2055, godzina 19:00

Chciaż Lenu zdołału uspokoić nerwy i opanować mięśnie, nie czułu się pewnie w dobranym towarzystwie. Jakby smok ich oszukał i wydał w łapy chromowych psychooprawców. Warsztat do którego zawitali wyglądał równie żałośnie jak jego gospodarz, żył tylko chwilą, która zaraz mogła przeminąć. Runąć w otchłań chaosu zdegenerowanego narkotykami umysłu. Zdału sobie sprawę, że życie właśnie tyle znaczy dla tych półludzi: Teraz.

Jednak Problem miał swój diabelski plan wybiegający kilka godzin w przód, to z pewnością dowodziło jego prymatu w grupie. Miał plan i uparł się żeby go zrealizować. Na widok obroży Lenu uznału, że brakuje tylko żeby doktorek wyjął ogony do przeszczepu, cała sytuacja wydawała się nawet nieco groteskowa, zaś jej absurd nieco rozbawił Lenu. W słowach Ketarskiego zawarta była cała prawda, ale zdawało się to nie trafiać do upartego umysłu boostera. Miał za mały posłuch wśród swoich żeby przyznać komuś rację.

Dzierżona, przez jego wzmacniane syntetycznymi mięśniami grube ramię, imponujących rozmiarów broń, wymierzona wprost w twarz Krzyśka spięła wszystkich, przyjaciół i tych nie do końca. to że jeszcze nie wypaliła niosło znów efemeryczną nadzieję na przetrwanie. Gdzieś w głębi Problema tliły się ludzkie odruchy, chociażby takie jak żądza kredytów.

Nie chcąc dłużej wystawiać na cierpliwość ramienia gangstera wcześniej odepchnięta dziewczyna powoli, niezauważalnie, jak na zajęciach sleep-jogi przesuwała się między Problema i kolegę. Choć usta drżały i siłą musiała powstrzymywać łzy, odważyła się.

- Problem, on jest potrzebny w tej operacji, konieczny. Problem nie odpala na dzielni bo to działo wyrwie dziurę w głowie kolegi i wyleci na zewnątrz robiąc bałagan. Dość bałaganu. On nie może mieć obroży, bo jak wyjdzie do kolesi z Prepaka to zaraz to obczają i spalimy misję. Nie będzie hajsu, a hajs jest konieczny do serwisowania body. Chromowane ciała są piękne i drogie. - patrząc w maskę mięśni, stali i krzemu, nie mając pojęcia z czego wynika ta odwaga kontynuowała - Ja ci ufam Problem, bo ktoś komuś musi czasem zaufać. Ja założę. Za niego. Tylko chodzi o to, że ten twój dostarczycielator, nie obraź się ,właśnie chyba coś spartolił, to jaka pewność że to w ogóle działa?

- Co ty chcesz go zaliczyć? - zarechotał któryś
- Nie, lubię go, a mało kogo lubię. Duży podejdzie z nim, też nie powinien mieć obroży, bo się chuje spłoszą. A swoim to racja, że powinieneś podobne założyć, ja im ufam mniej niż tobie.


Lenka dokładnie zapamięta, model, nr, seryjny, jeśli jest, lub spróbuje włamać się zdalnie i sprawdzić, naturalnie nieco później jak Problem skupi uwagę na Ketarskim, uruchomi lokalizację, żeby przesłać namiary do czarnej, może wyłączy to ustrojstwo.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12584
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 76 times
Polajkowany: 38 times
Kontakt:

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Keth » 16 maja 2019, 09:31

Praga, 27 lipca 2055, godzina 18:50

Klasyczna reakcja wilka alfa, któremu ktoś rzucił wyzwanie w obliczu całego stada. Wnętrzności Ketarskiego skręciły się w lodowatą kulę, a żołądek podszedł mu w ułamku chwili do gardła, ale zawodowe doświadczenie wzięło górę nad tłamszoną cały czas w zarodku paniką. Rozjuszony Problem stanowił ogromnie trudnego przeciwnika, ale Krzysztof wiedział, że przystanie na jego pierwotne warunki oznaczało całkowite zdanie się na łaskę boosterów.

Instynkt samozachowawczy mężczyzny wrzeszczał wniebogłosy na samą myśl o tak daleko posuniętym ubezwłasnowolnieniu.

- Fajna spluwa – powiedział manager kładąc dłoń na ramieniu Lenu i odsuwając ją na bok – To może teraz ja wyciągnę swoją, żebyśmy mogli porównać. Potem podniesiemy poziom wyzwania i wyciągniemy swoje fiuty, żeby sprawdzić, który jest większy. Czy może mam go wyciągnąć od razu?

Ketarski zawiesił głos na ułamek chwili, po czym podjął dalszy wywód podkreślając tym samym retoryczny charakter swego pytania.

- Każda minuta zmarnowana na tę pyskówkę zmniejsza szanse powodzenia misji. Dzwoń do Lockeda i powiedz mu, że z dealu nic nie będzie i że może zrobić z czarnuchem, co zechce. Jeśli go potnie i sprzeda na przeszczepy, zarobi może jedną dwudziestą tego, co damy radę wyciągnąć z Prepaka. Jego wybór. A raczej twój wybór. Zaproponowałem kompromis, innych opcji nie ma. Zastanów się jeszcze chwilę, a potem dzwoń. Mam tylko nadzieję, że myślenie nie jest twoją słabą stroną, bo czas ucieka, a jest kurewsko cenny.

Manager ponownie założył ramiona na piersi, jął taksować naprzemiennie wzrokiem Problema i Blachę, a na jego twarzy nie rysował się najmniejszy ślad emocji, które dosłownie kotłowały się w umyśle.

Suriel, liczę, że oszczędzisz mi sceny porównywania penisów! :D

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3642
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 43 times
Polajkowany: 61 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 16 maja 2019, 23:33

Praga, meta ripperdocka, Data 27 lipca 2055, godzina 18:50
-----------------------------------------------------------------------------------------------------


- Przesuń się mała... - powiedział lekko odpychając nu z drogi - To sprawa pomiędzy prawdziwymi mężczyznami.

Problem rozłożył teatralnie ręce. Nie ruszył się jednak by powalić Ketarskiego celnym ciosem, jak można się było tego spodziewać.

- Słyszeliście! Ten spedalony lizus prezesa, właśnie wyzwał mnie na pojedynek na kutafony. Chyba cię pojebało, jeśli myślisz, że będę się z tobą okładał fiutami, by sprawdzić który posinieje pierwszy. Nie interesują mnie pierdolnięte zabawy korpo-szczurów, w które tam sobie pogrywacie w tych waszych zajebistych biurowcach, w samym centrum Wawy. Co, myślisz że nie wiem co się tam u was wyrabia, w pokojach socjalnych, podczas przerwy na lunch? Że nie wiem w co się tam zabawiacie? Ha! A poza tym, mój Roger i tak jest większy od twojego.

Booster zdawał się już niemal rozbawiony, kierunkiem w jakim płynęła rozmowa. Wyraźnie się rozluźniał. O.S.T.R.A. stała w swej syntetycznej masce splotów skórnych na twarzy, która pozbawiona była wyrazu. 3Froce i Rączka mieli jednak nieco odmienny pogląd na całą sprawę. Wystartowali na przemian, prześcigając się w wypowiedziach.

- Eeeejjj... no chyba nie będziesz pękał Problem? Odpuścisz mu po tym wszystkim co dojebał?

- Na wrzucał ci brak lojalki do Lockeda, a ty z tym nic nie zrobisz?

- Korporoak ci jedzie po życiorysie!

- Jak on do ciebie mówi, nie szanuje chuj cie jeden...

- Przyjeb mu! Niech wie szmata gdzie jego miejsce.

Problem stężał i Ketarski w jednej chwili zdał sobie sprawę, że właśnie chcący lub nie, potrącono w nim jakąś delikatną strunę, i że wszystko się nagle zmieniło. Przestawało być jedynie polewką z korporaka, przy swoich chombra. Teraz stało się dla boostera bardzo osobiste i publiczne. Punktem honoru. Blacha jęknął cicho, również rozpoznając tą nagłą, dobrze mu znaną zmianę u swojego przyjaciela.

- Racja... - powiedział kwaśno Problem - Młody, dawaj mi tu dwa detonatory. A ty chujku słuchaj... - syknął przez zęby - PRZYJMUJĘ TWÓJ JEBANY ZAKŁADZIK. Dzielimy się po dwie obręcze, dwie dla twoich i dwa dla moich...

Młody szybko podsunął mu obręcze i dwa detonatory, które Problem podzielił a następnie wcisnął połowę, wprost w klatkę Ketarskiego, aż coś managerowi strzyknęło w piersi.

- A ja się kurwa nie zgadzam. - Wypalił Berghar ruszając w stronę dwójki na środku. - Masz tu swoją jebaną stówę, i tak miałem ci ją oddać. Masz... masz kurwa z procentem, wypchaj się Ketar, niczego nie założę, jak się ma umowę to się nie rucha...

- Nie pierdol mi tu Berghar, takich farmazonów. - warknął booster - Zwłaszcza ty, po tym co odjebałeś miesiąc temu na naszej dzielni…. Co?! Myślałeś że zapomnieliśmy. – Problem pchnął fixera tak, że tamten uderzył boleśnie kręgosłupem o stolik, Kilka cybergadżetów spadło z głośnym łoskotem, rozsypując się częściami po nie wytartej od krwi podłodze.

- Problem ja też bym wolała... - zaczęła powoli O.S.T.R.A.

-Kurwa. KURWA!! - ryknął olbrzym tak, że napięły mu się wszystkie wiązadła u mięśni szyi niczym grube postronki. Gwar na ulicy gwałtownie przycichł, kiedy hałasujący bliżej wejścia przechodnie zaczęli się rozbiegać przestraszeni wrzaskiem boostera. - No kurwa. Jeszcze raz, jedne raz, ktoś powie, że nie założy! Niech ktoś, kurwa tak tylko raz więcej to powie!
Colt zatoczył śmiertelnie niebezpieczny krąg. Booster był w amoku.

O.S.T.R.A bez szemrania zapięła obrożę. Na swojej bladej szyi, by dowieść tym sposobem posłuszeństwa. Berghar cicho przeklął, pod nosem, ale też ją sobie zacisnął, na lewej ręce. Obie obroże syknęły, uzbrajając się od razu. Zielona dioda błyskała pulsującym światłem.

- NO! A teraz, powiem ci jedną, zajebiście ważną rzecz, pieprzony korporaku.... - syknął przez zęby Problem. Zbliżył się do managera. Koks nachylił się nad Ketraskim tak blisko, że niemal stykali się czołami.

Cicho oderwana zawleczka od granatu zaczepnego uderzyła z charakterystycznym odgłosem na posadzkę. W ciszy jaka zaległa przed wypowiedzią nie dało się tego nie słyszeć. Zapomniany przez wszystkich ripperdoc Aleminium, trzymał w dłoni odbezpieczony granat MK-500, który po zwolnieniu zacisku dłoni na łyżce spustowej, dawał jedynie kilka sekund na ucieczkę.

- Khurwa... Jak ja mam już was wszystkich dość. Zapomnijcie, kurwa że gdziekolwiek, z kimkolwiek, pójdę. Co najwyżej, to ja, JA mogę was wszystkich za chwilę gdzieś stąd zabrać. Gdzieś, bardzo, bardzo daleko stąd, i już na zawsze... Wypierdalać z mhojego barłogu! I to już, kurwa.

- Ejj... on to zrobi. Po kresce zawsze jest nieobliczalny. - powiedział z niepokojem Rączka.


Nie wiem czy taki przyciskany granat, zwalniający się po puszczeniu łyżki ma zawleczkę, licencia poetica jakby co.
Obrożę ma założoną Berghar, na rękę i OSTRA. Blacha trzyma jedną w dłoni a drugą Ketarski (oraz nadajnik).
Piłka po Waszej stronie. Następny mój post w niedzielę. Najwcześniej


Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6175
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 29 times
Polajkowany: 33 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: 8art » 17 maja 2019, 21:47

Praga, meta ripperdocka, Data 27 lipca 2055, godzina 18:50

Wojski wiedział, że oferta złożona przez brata, albo zakończy ich problemy szybko i boleśnie, albo poskutkuje czymś co ulica nazywała respektem. Przezornie ustawił się bliżej Ketarskiego, tak aby móc kontratakować. Wiedział, że będzie to psu na budę, ale nie miał zamiaru dać się zajebać jak ciota.

Na szczęście pomimo gadki ziomków Problema, wyszło suma sumarum na to co chciał Ketarski. Wojski popatrzył tylko niemiłym wzrokiem na Berghara, ale wrzask boostera zrobił swoje i zarówno gangusy, jak i Berghar potulnie nałożyli obroże, które uzbroiły się w mgnieniu oka. Ketarski zrobił wrażenie nie tylko na Problemie. Bartkowski też miał ochotę poklepać brata po ramieniu. Nie było jednak na to czasu. Aleminium czy tam Amelinium wyjechał ze swoim granatem, rzucając desparackimi hasełkami na odlocie. Ręka Wojskiego odruchowo pomknęła ku kaburze.

Jebnę mu miedzy kręgi piersiowe. Zaciśnie mięśnie dłoni na łyżce dając czas do ewakuacji - pomyślał i dopeiro wtedy ręka nie trafiła na dobrze znany chwyt ciężkiego Colta AMT.

Kurwa!

- Lepiej stąd zwijajmy mandżura! - zakomenderował szybko, mając nadzieję, że Amelinium będzie miał na tyle instynktu samozachowawczego, żeby włożyć z powrotem zawleczkę i zabezpieczyć granat, albo chociaż nie jebnąć nim za boosterami.
Z tego co wiem, dopóki łyżka granatu nie została zwolniona, to zawleczkę można włożyć z powrotem, ale zapewne zależy to od modelu granatu itp. Jeśli łyżka została zwolniona to nie ma już odwrotu, no chyba że ktoś rozbezpieczy granat zanim wybuchnie ;)

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 542
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 52 times
Polajkowany: 33 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Nanatar » 18 maja 2019, 23:10

Praga, meta ripperdocka, Data 27 lipca 2055, godzina 18:50

Lenkę nie zdziwiło, że została odepchnięta, to był pojedynek na testosteron, a świadome przemiany, które zaszły w decyzjach nu, zadziałały na gospodarkę enzymów. testosteron spadł. Z dumą postrzegała, że Ketarski, koń na którego postawiła, wygrywał kolejne potyczki na słowa, wyglądało na to, że poza szkłem i stalą wieżowców Mordoru radzi sobie równie dobrze. Była pełna podziwu dla jego bohaterstwa, kiedy godził założyć obroże sobie, nie jej. To ją nieco zawstydziło, ale obudziło też miłe uczucie, że komuś na niej zależy, może nawet więcej niż na koleżanku. I nawet szalejący booster nie mógł zepsuć tej błogiej chwili, ale już naćpany doktorek z granatem był wystarczająco przekonywujący.

Krzyki kolegów i nie, w ułamku sekundy spięły mięśnie Lenu, w lot pojęłu, że nie ma na co czekać i narażać się kiedy życie rozpoczynało się na nowo. Przemknęło nu przez myśl, że zabawne byłoby, gdyby straciłu w wybuchu tylko jadra, ale nie warto było ryzykować, poza tym jądra były wiele warte, a penis potrzebny do ukształtowania pochwy. Macice trzeba będzie zakupić hodowlaną. Można było oczywiście zakupić klonowaną waginę popularnej gwiazdy, ale Lenu wolału mieć swoją. Cała operacja nie była tania i Kiedy podobne myśli zajmowały niecierpiącą pustki główkę Lenu, ciało ruszyło do wyjścia, gdzie znajdował się Blacha. Jako, że zbaraniały booster zajmował większą część światła wyjścia, Lenu postanowiłu przejechać między jego nogami. Wykonawszy trzy kroki, zapięłu dół kurtki i rzuciłu się na posadzkę w wyuczonym przez chip aikido ślizg.

Lenu spierdl... wykorzystując wysportowanie i chip.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3642
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 43 times
Polajkowany: 61 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 19 maja 2019, 23:40

Praga, Praga znów Targowisko, Data 27 lipca 2055, godzina 19:00
-----------------------------------------------------------------------------------------------------


Długo nie czekali z decyzją czy pozostać w lokalu ripperdoka. Stojąc już na zewnątrz, wszyscy, z boosterami Bibliotekarz na czele starali się nieco ochłonąć. Próbując przy tym odzyskać resztki godności z jakich ograbił ich przed chwilą naćpany riperdoc z granatem w dłoni.

- To co teraz robimy chłopaki? - Zapytał 3Force

- Zejdźmy z widery bo się kurwy z ulicy na nas patrzą. – Rozporządził wyraźnie rozjuszony Problem i cała ekipa ruszyła za nim za załom uliczki. – Ale się wkurwiłem, muszę zakopcić.

Problem wyjął cigaretnicę ze skrętami. Wziął jednego. Po namyśle otworzył wieko i podsunął pod nos Ketarskiego, który w jakiś niepisany sposób urósł do godnego przeciwnika dla gangstera. Nie poczęstował jednak nikogo więcej. Jakby ten sort towaru był przeznaczony wyłącznie dla wodzów.

- No masz kurwa, zajaraj se.

Błysk metalowej zapalniczki rozświetlił ciemnawy mroczny załom uliczki w którym przycupnęli by swobodniej pomyśleć przy dymie.

- O kurwa! Przepraszam! – wybąknął jakiś gość który skręcił w załom w jakim stali za potrzebą. Wchodząc nagle w miejsce gdzie najwyraźniej w tym właśnie dziewięciu gangsterów robiło właśnie jakieś mocno szemrane interesy przeraził się śmiertelnie, obrócił na piecie, i trzymając częściowo już rozpięte gacie pognał jakby go sam diabeł gonił. Nikt go nie gonił. Stali krótką chwilę, analizując obecny stan rzeczy. Każdy na swój rozum jak umiał.

- No i nas wyjebał… - Zaczął wolno 3Force podsumowując sytuację.

- Nooo… - dodał Blacha

- Mam nadzieję, że ten chujek tak się zbakał, że zapomni poszukać zawleczki. – dorzucił Rączka.

Stojąc za załomem nasłuchiwali przez chwilę, ku ich rozczarowaniu wybuch jednak nie następował.

- Kurwa, jakbym był Lockedem to bym to inaczej rozwiązał. – Rzucił Problem, który to upokorzenie odebrał najdotkliwiej. – Nawet kurwa nie wiadomo teraz jak te założone badziewie odpalić, który detonator co odpala, i czy w ogóle są dostrojone…
Złość w nim się gotowała, musiał jednak jakoś przełknąć urażoną dumę kiedy wywalił ich z mety zwykły ripperdoc. Ich Boosterów Bibliotekarza. No może nie taki zwykły. Amelinium był bowiem ulubionym regulatorem Lockeda, potrafił nastawić mu sprzęt jak nikt inny. Oczywiście kiedy akurat nie drżały doktorowi ręce. Nie było wielu takich talentów, którzy potrafili wyregulować złożone podsystemy borga. Dzięki temu, na dzielni przechodziło Aleminium dużo więcej numerów niż któremukolwiek innemu konowałowi od cyber zabawek.

Booster oprzytomniał i obciął krytycznym wzrokiem Ketarskiego.

- Tylko, kurwa ten… nie noś tego badziewia w tylnej kieszonce spodni. – Mruknął Problem wskazując na detonator - Bo ja tak raz zrobiłem. A potem zapomniałem i jebnąłem się na kanapę. To chujostwo bardzo łatwo niechcący odpalić.
Rączka zachichotał świetnie przypominając sobie to zabawne story i ile później mieli problemów by ogarnąć cały powstały w wyniku tego zdarzenia burdel. Dawno nie widzieli tyle krwi i porozrzucanego ludzkiego mięsa.

- Gość rozsmarował cały swój kwadrat wtedy… Bo ten wybuch strasznie mocno rozjebywa… rozjebywuje… ejjj… jak tak naprawdę powinno się prawidłowo to słowo odmieniać? – Booster wpadł w językowy zapał, odnalezienia prawidłowej odmiany słowa. Bo jakby niebyło przynależność do grupy Bibliotekarza, znanego ze swej elokwencji i polotu językowego, zobowiązywała każdego członka jego gangu do stosowania prawidłowej językowo formy.

- Rozpierdala. – Podpowiedział Blacha i wszyscy mruknęli z zadowoleniem, kończąc tym sposobem te zawiłe językowe zmagania.

- To co teraz robimy chłopaki? - Ponowił pytanie 3Force

Problem wzruszył ramionami.

- Zabierzcie ich do grzybni i przypilnujcie, żeby chlewu tam nie zrobili. Potem Blacha ich odprowadzisz na pociąg, za tym ich bambusem.



Wygląda na to że przez wspólne zdarzenia z szalonym ripperdokiem, chwilowo wasz spór stracił na znaczeniu. Niemal traktują was jak ziomków. Jakieś pytania? Jakieś dialogi?
Obroża pika tylko u Berghara i OSTREJ, Ketarski ma swoją w dłoniach i ma do niej detonator, co z nimi robi? I czy pali poczęstunek jak na wodza przystało?


Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12584
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 76 times
Polajkowany: 38 times
Kontakt:

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Keth » 20 maja 2019, 17:08

Praskie targowisko, 27 lipca 2055, godzina 19:00

Ketarski bez cienia wahania wyciągnął skręta z papierośnicy boostera, wsadził go sobie do ust przechylając głowę w stronę Problema i czekając na ogień. Zaciągnąwszy się mocno, przyłożył na twarz wyraz umiarkowanego zadowolenia, chociaż składniki użyte do spreparowania używki musiały dalece nie spełniać żadnych unijnych norm. Manager przez dłuższą chwilę tylko palił, przysłuchując się rozmowie boosterów, kiedy jednak Problem zaczął wydawać nowe rozkazy, kadrowiec posłał niedopałek pośpiesznie wypalonego skrętu pod nogi i zdeptał go obcasem buta.

- Dobry stuff – skomentował jakość papierosa i wyprostował się zapinając rozsunięty podczas ucieczki zamek kurtki – Poczekajcie jedną chwilę. Ten pierdolony kutafon zapomniał mi coś wyjaśnić odnośnie obroży. Zaraz wracam. Nie zbliżajcie się za bardzo do jego nory, a jak coś jebnie, zwiewajcie stąd bez oglądania się na mnie. Mnie już wtedy raczej nie pomożecie. Lenu, odpowiadasz za przechwycenie Adobe.

Nie czekając na reakcję towarzyszy, manager potruchtał w kierunku wylotu zaułka, trzymaną w dłoni obrożę wciskając w jedną z większych kieszeni kurtki.

Na ostatnich metrach do ulicznej kliniki zamierzam się podkraść, żeby dyskretnie podejrzeć, co robi doktorek. Jeśli się uda, wsuwam głowę przez szczelinę w uchylonych drzwiach. Dalsze deklaracje w zależności od rozwoju wydarzeń.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3642
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 43 times
Polajkowany: 61 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 20 maja 2019, 23:31

Praga, Targowisko, Data 27 lipca 2055, godzina 19:00
-----------------------------------------------------------------------------------------------------


Ketarski w oka mgnieniu oderwał się od grupy i pomknął w kierunku kliniki ripperdocka mknąc szybko. Problem odwrócił się na pięcie w jego stronę. Zmarszczył brwi.

- A ten dokąd tak zmierza pilnie, tak bieży jebany wytrwale... - zastanowił się głośno Problem.

- Ale, noo... teraz to dojebałeś stary, normalnie po całości...

- "Bieży", rozjebło mnie, skąd ty znasz takie słowa?

Boosterzy prychnęli długim szczerym śmiechem. Problemowi znowu odpaliła się staropolszczyzna. Miewał podobne zjazdy tylko czasami, a właściwie tylko wtedy kiedy przypalił sobie nieco. Tak też i było w tej sytuacji. Przesączone syntetyczną trawką papierosy, potrafiły dać silnego kopa połączonego z dobrym nastrojem.

Ta myśl nie poprawiała samopoczucia Wojskiemu. Wręcz odwrotnie. Krzysztof zbyt szybko zniknął za załomem, pozostawiając za sobą jedynie garść pytań bez odpowiedzi oraz znikający słodkawy zapach trawki, który rozwiał się w małym tornadku powietrza, pozostawionym przez jego błyskawiczne zniknięcie. Wojski uświadomił sobie fakt, że jego własny cioteczny brat, przed chwilą zjarał się totalnie i biega tak teraz po praskiej dzielni. Co gorsze, w poszukiwaniu kolesia z odbezpieczonym granatem. To po prostu nie miało szansy się skończyć dobrze.

Sam Ketarski miał z kolei zgoła odmienny pogląd na swój stan. W tej chwili nie czuł ani zmęczenia ani lęku. W brawurowym przypływie odwagi pognał więc na ulicę, z genialnym planem pod swą skronią który zamierzał zrealizować. Mknął zupełnie nie czując swoich nóg, które jakby go niosły same. Czuł się wprost wyśmienicie. Zupełnie jak szybkonogi, niezniszczalny, a bogom podobny Achilles okrążający mury Troi(1). A nawet jeszcze lepiej: jak Kapitan Ameryka i porucznik Borewicz w jednym. Cichy i diabelnie niebezpieczny, niczym polujący w miejskiej dżungli lew.

Obrazek

Dotarł do wejścia. Miał zajrzeć ale kiedy przystawił głowę do drzwi, wycofał ją spiesznie, z trudem dusząc chichot nad którym nie zupełnie panował. Podniecony swym genialnym zamysłem, tłumił tak śmiech jeszcze dwa razy, nim w końcu był w stanie zajrzeć do wnętrza bez zwracania na siebie uwagi.

W środku widok był raczej nieciekawy ale Ketarski odbierał go inaczej, na swoich falach. Na śliskiej jeszcze od krwi podłodze pełzał Amelinum. Drugi z mężczyzn przeczesywał rewir przy stole, odstawiając szybko taborety które przeszkadzały w poszukiwaniach.

- Nooo... khurwa szukaj jej młody, przecież daleko nie mogła polecieć... No szukaj, bo już mje ręka drentwieje... - Bełkotał konował bardziej analizując wzory na płytkach niźli faktycznie szukając.

Drugi z mężczyzn, pomagier ripperdoca, z niepokojem spoglądał na szefa jakby solidnie rozważając czy aby to już nie ostatni dzwonek na ewakuację. Tłumiąc kolejny spazm śmiechu, manager zauważył, że zawleczka której zapewne szukają, leży częściowo przysłonięta kolanem ripperdoca.


(1) Informacja od MG. Ketarski miał tyle powera, że obiegł budynek dwukrotnie nim w końcu dotarł do drzwi.

Informuję, że przeszukuję podręcznik w poszukiwaniu kar z tytułu spożycia. :)
Boże, ale ja mam funn z tej sesji...

Ostatnio zmieniony 21 maja 2019, 22:04 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12584
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 76 times
Polajkowany: 38 times
Kontakt:

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Keth » 21 maja 2019, 21:04

Praskie targowisko, 27 lipca 2055, godzina 19:05

Widok tkwiącego na czworakach ripperdoca wywołał w umyśle Krzysztofa skojarzenia tak ucieszne, że skulony w progu manager zaczął gryźć się w wykonany z syntetycznej skóry rękaw kurtki, aby nie wybuchnąć nieopisanym rechotem.

- Tam ją masz! - nie wytrzymał w końcu celując palcem w dostrzeżoną parę sekund wcześniej zawleczkę - Pod pęciną, ty wyleniały wałachu!

Zgięty w pół mężczyzna zaczął szaleńczo chichotać, wycierając jednocześnie palcami płynące z oczu łzy.
Zobaczymy, czy ją znajdzie!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6175
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 29 times
Polajkowany: 33 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: 8art » 22 maja 2019, 23:45

Praskie targowisko, 27 lipca 2055, godzina 19:05

Wojski zauważył zdecydowaną zmianę w zachowaniu gangusów. Może nie do końca zaakceptowali korpozbieraninę, ale obroże na szyjach zdecydowanie przybliżyły ich do siebie. Byli połączeni potencjalnie śmiertelnym uściskiem kilkunastogramowych ładunków wybuchowych.

Wojskiemu myśli plątały się po głowie. Nie chciał słuchać o kolesiu rozwalonym eksplozją obroży. Raz, że tyczyło się to teraz jego braciaka, a dwa, że widział już taką akcję w przeszłości. Miał.... ileś tam lat, nieistotne było ile. Istotne było, że były to jeszcze czasy, kiedy w łepetynie miał najebane pełno idealistycznych pierdół, zanim jeszcze zaczął tyrę w korpo. Nie pamiętał nawet jaką głupotę robili: akcję ekologiczną, czy może anarchistyczny zamach... Nieważne. Jeden z jego kolesi oberwał zawleczkę o kawałek drutu zbrojeniowego i rozjebało go wraz z dwoma ziomkami dokładnie tak, jak to opisali kolesie Problema. Tyle że Bartkowskiemu nie było do smiechu, miał farta bo zatrzymał się związać sznurówkę w taktycznym bucie. Najpierw porzygał się jak kot, a potem beczał przez pół nocy. W sumie wyszło mu to na dobre, zajął się studiami, zaczął robotę... która finalnie przywiodła go do spokojnego żywota lumpa. Taka karma.

Tamto tylko kołatało się z tyłu głowy. Przejmował się Krzysiem, który naćpany poleciał z powrotem do jeszcze bardziej uwędzonego konowała. Chwilę zastanawaił się, czy powinien zagadać do nowych ziomków żeby wysępić jakiś alko, czy ruszyć za bratem. Opcja pierwsza była niezmiernie kusząca, mogąca przynieść niezrównany smak boskiego nektaru spływającego w dół gardła. Druga paraliżowała strachem, obrazem rozerwanego na milion kawałków brata.

Spojrzał na trzęsące się dłonie i zaklął:

- Nosz kurwa mać!

I puścił się z powrotem do kliniki konowała.

ODPOWIEDZ