PBF - WARSAW 2055

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6200
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 105 times
Polajkowany: 75 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: 8art » 03 sierpnia 2019, 10:32

Legowisko grzybni, 27 lipca 2055, godzina 19:15

Wojski poczekał aż Lenu odejdzie dalej. W sumie nie było nawet w tunelach Grzybni dystansu który pozwoliłby wygłuszyć strzał tak żeby laska nie zorientowała się. Zresztą nawet gdyby tak było, to Lenu miała całkowitą świadomość tego, że brat Ketarskiego zgasi zaraz życie (o ile jeszcze można było to tak nazwać) netrunnera.

Solo czekał jednak aż dziewczyna oddali się choć trochę. Wiedział jak targały nią ogromne emocje, Przysięga Hipokratesa dla niektórych znaczenie, nawet w tak zjebanej rzeczywistości, gdzie ludzkie życie można było wycenić z dokładnością do złotówki, gdzie zabijanie było prawnie usankcjonowane, gdzie przedwczesna i najczęściej dramatyczna śmierć była powszechniejsza od życia.

Bartkowski w końcu splunął na ziemie i popatrzył w stronę gatlingów Grzybni:

- Pozwolenie na użycie broni palnej. - co jak co, ale Wojski nie miał zamiaru zostać wykasowany przez systemy obronne zbiorowej inteligencji.

  • -------- Pozwolenie przyznane-------


--------- Tylko bez głupot menelu!---------

------ Uważaj na niego, ja mu nie ufam.--------

Stary solo spokojnie wyciągnął zdobyczny pistolet, tak aby nie było wątpliwości, do kogo będzie strzelał. Miniguny i tak poruszyły się nieznacznie kierując większą część śmiercionośnych luf w jego stronę.

- Anielski orszak niech twą dusze przyjmie... - wyszeptał, odbezpieczył postolet i skierował go w stronę ciała. Strzeliłby pewnie od razu, ale warzywo otworzyło nagle oczy i złapało łapczywie oddech, jakby pomimo tego, że nie różniło się niczym od hodowanych w labach organów, wciąż czuło zbliżającą się nieuchronnie śmierć.

- Kurwa twoja mać - zakłął cicho, nie mogąć odwrócić wzroku od szklących się oczu nieświadomej chyba niczego ofiary.

To tylko wegetatywny, przypadkowy odruch, olej to i rób swoje - wytłumaczył sobie. Reszta była szybsza niż jego myśli. Dopalacz refleksu odpalił się automatycznie i palec wskazujący ruszył się wydając, natychmiastowy wyrok śmierci. Reszta była już tylko kwestią milisekund. Zwolniona iglica uderzyła w spłonkę bezłuskowej amunicji, powodując wybuch materiału pirotechnicznego, który wyrzucił z ponaddźwiękową prędkością kilkanaście gramów specjalnego stopu metalu. Nim gazy wylotowe cofnęły zamek umożliwiając wprowadzenie do komory kolejnego naboju było już po sprawie. Życie zgasło momentalnie i bezpowrotnie.

Wojski odwrócił się i ruszył za swoimi, chowając broń za pasek. Nie lubił tego robić. Zabijał, ale czymś innym było robienie tego w gorączkowej atmosferze walki, a co innego na zimno. Zabijał ale jeszcze nie zamordował. Aż do teraz i nie czuł się z tym dobrze. Chciał się napić, chciał się nawet nie napić, tylko się najebać w trupa...

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Nanatar » 04 września 2019, 23:22

Legowisko grzybni, 27 lipca 2055, godzina 19:15

Lenu odsunęłu się robiąc pole Wojskiem, udawału, że nie patrzy, ale patrzyłu. Spod grzywki, bardziej patrzyłu na solosa niż gasnącego kowboya sieci. Sekundy wyczekiwania, grymasy mężczyzny wciąż utrwalały w oczach Lenki obraz rycerza. Prawdziwego prawodzierżcy, ostatniego sprawiedliwego. Człeka manier przeszłego świata, gdy można było poza siecią kochać i nienawidzić, kiedy medialna śmierć nie doprowadzała dziewięćdziesięciu procent celebrytów do samobójstwa.

Tunk, tunk! - zadzwonił zamek broni i świst rozrywanego przez pocisk powietrza pośród szumów maszyn schładzających maszyny, które czyniły półbogów z gnijących ciał.

-PING-

Niemal niesłyszalny odezwał się zaraz potem support Egg Lenu. Nu odruchowo sprawdziłu wyświetlacz.

TREND ---

Tren poszedł, ruch na giełdach, którego nu długo wyczekiwału. Gdzieś na dnie, ale zaraz pociągnie lawinę.
Program giełdowy, był ustawiony na odbiór rozwoju techniki neuralnych połączeń sieciowych , poza bezpośrednim łączem. Lenu wiedziału, że to zawsze ruszało w Azji. Przynajmniej tam można było to wyśledzić, bo Ameryka i stary świat siedziały pod mocnym prawnym krypto. Dotychczasowe próby połączeń procesora w głowie z siecią za pomocą WI - Fi, wykazywały zgubny wpływ fal ultrakrótkich na mózg, szukano nowych rozwiązań, tymczasem najpopularniejsze było wciąż sztywne złącze interfacu. Zaczęto eksperymentować z krótkimi impulsami opartymi na Spowiedzi Tesli. W Azji ruszyło.

Lenu szybko sprawdziłu do kogo należą mikrospółki i nie tracąc sekundy (a ile by zyskału mając sztywne łącze), sprzdału wszystko. Akcje, owady i zainwesowału w wschodzące rynki. Za Tajwanem poszoło Nagasaki, trend leciał w górę jak rakieta z bajkonura.
Jeśli oficjalne media potwierdzą, zarobi krocie i mając aktywa, nawet tak mizerne, wykupi technologię jako jednu z kilku pierwszych milionów za symboliczną stówę.
Z pewnością pierwsze wersje programu nie będą tak szybkie jak sztywny interface, ale Lenu spodziewału się, że poleci lawinowo. Z danych wynikało, że Programowany procek, będzie operował wykorzystując mózg. Wystarczą aktualizacje oprogramowania i wolne nano w powietrzu, żadnych wszepek.

Kiedy dziewczyna oderwała rozpromienione lico od wyświetlacza, spostrzegła na sobie zdziwiony wzrok.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Keth » 08 września 2019, 08:58

Legowisko grzybni, 27 lipca 2055, godzina 19:15

Ketarski odwrócił w bok głowę nie potrafiąc znieść oślepiającego blasku latarki, którym raziło go Lenu. Manager wciąż czuł się zdezorientowany, chociaż specyficzny stan niemal całkowitego myślowego paraliżu już mu przechodził. Nie pamiętał, by kiedykolwiek wcześniej odczuł równie silne rozkojarzenie i nie miał pojęcia, co było jego przyczyną. Zmysły mężczyzny ponownie zaczęły rejestrować przeraźliwy smród wypełniający wnętrze grzybni, odgłosy popiskującej aparatury, pomruk serwomechanizmów sterujących obrotowymi działkami systemu obrony.

Zwielokrotniony ciasnotą pomieszczenia huk wystrzału w jednej sekundzie przywrócił Krzysztofowi pełną trzeźwość myśli. Odsuwając zdecydowanym ruchem Lenu, manager ominął towarzyszkę i spojrzał w stronę przyrodniego brata cofającego się od zwiotczałego ciała jednego z netrunnerów. Lufa trzymanego przez niego pistoletu celowała ku stopom Wojskiego, ale gatlingi nieprzerwanie celowały w jego głowę. Nieco dalej, przyczajeni za wejściem do pomieszczenia, tkwili w bezruchu boosterzy. Wszyscy trzymali palce na spustach broni i Ketarski nie wątpił, że wystarczy najmniejszy pretekst, aby w podziemiach doszło do krwawej jatki.

- Zabierzcie stąd obydwa ciała - rzucił w stronę O.S.T.R.E.J. licząc na to, że jakakolwiek forma aktywności innej niż celowanie do jego ekipy rozrzedzi nieco atmosferę agresywnego napięcia. Co więcej, boosterka przez cały czas nosiła na szyi zapiętą obrożę, więc w przypadku strzelaniny jej przypadkowe zdetonowanie tylko pogłębiłoby skalę zniszczeń.

- Moi przyjaciele skrócili cierpienia tego biednego człowieka - powiedział manager odwracając się w stronę podpiętych do maszynerii netrunnerów - Jeśli nie macie w stosunku do nas żadnych dalszych życzeń, chcielibyśmy przejść do celu wizyty. Przyszliśmy za pozwoleniem Lockeda. Potrzebujemy informacji na temat pewnego człowieka. Nazywa się Molisabe Adobe i prawdopodobnie jest wam znany. Gdzie możemy go znaleźć?

...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 10 października 2019, 21:46

Praga, legowisko grzybni, Data 27 lipca 2055, godzina 19:15
-----------------------------------------------------------------------------------------


Huk wystrzału rozszedł się echem niespełnionych nadziei, zabierających w odmęty niebytu tajemnicę osobliwego kodu kreskowego, podobnego do tego którego nosicielem był Ketarski. Kula sprawnie przeszła przez ciało chłopca, posyłając go gdzieś bardzo daleko poza sieć. Nu miała przez chwilę mgliste przeświadczenie, że wraz z tym życiem umyka im coś ważnego. Coś, co w jakiś trudny od wyjaśnienia sposób łączyło: netrunerra Grzybni, Krzysia oraz doktora na widok którego uruchomiła się dziwna i niekontrolowana reakcja obronna w umyśle Ketarskiego. Ale to już była przeszłość. Nawet jeśli coś ich łączyło, zniknęło na zawsze wśród rozkładających się neuronów w mózgach obu denatów.

O.S.T.R.A. posłusznie zaczęła wyciągać jedno z ciał. Bez ceregieli powlekała ciało doktora za nogi, którego głowa tarła po posadzce zostawiając krwawy ślad. Gangerka mruczała przy tym pod nosem słowa, które nie przystoiły do warg żadnej szanującej się kobiety ze stolicy. Drugie ciało, z nieco większym szacunkiem wyniósł za drzwi Wojski.

-------- Nic nam nie wiadomo o tym waszym Adobe, ale jak chcecie to możemy to wam sprawdzić.--------

--------Tja, trza by się było zrewanżować za waszą pomoc z… z tym naszym kolegą R.I.P.--------

-------- Po to was tu wezwaliśmy, Nu konkretnie. Potrzebowaliśmy kogoś z zewnątrz kto nie jest… powiązany z nikim szczególnym. --------

--------Po przypadku tego tu doktorka, niczego nie można było być pewnym. --------

--------To wszystko, spadajcie już. --------

Chwila skonfundowania ogarnęła zebranych. Nim się ogarnęli dwa gatlingi na nowo zaczęły się przemieszczać szukając dobrego miejsca do spełnienia swoich obowiązków.

--------No dobra, murzyn zrobił swoje, to murzyn może odejść, możecie grzecznie albo…--------

-------- On chciał powiedzieć. Spierdalać ekipa i… dziękujemy za pomoc. --------

Komórki piknęły na raz u całej ekipy Ketarskiego obwieszczając otrzymanie smsa. Treść była jednaka. Numer nie znany. Był tam jedynie adres emailowy.

--------Nie strasz ich. Wrzuciłam wam kontakcik do nas, przez sms. Puszczam oczko…. Cholerny syntezator mowy, nie czyta emotikownów, nie ważne. Jakby była potrzeba rewanżu z naszej strony to wystarczy dać znać. No, i nie gniewajcie się na to zachowanie ale nieco się nam teraz spieszy. --------

-------- Po prostu wyjdźcie. --------

Kiedy spokojnie wyszli czarne jak smoła drzwi zasunęły się za nimi, odcinając ich od komory w której skryta była Grzybnia. Kamery wsunęły się kiedy cała część bloku z drzwiami powoli zaczęła lekko drżeć przy wtórze zapalanego ciężkiego silnika, a potem odjechała zostawiając ich odsłoniętych od ulicy z martwymi ciałami.
Przez chwilę patrzyli na odjeżdżającą komorę z grzybnią, będącą w istocie bardzo dużym kontenerem przewożonym przez tira. Zapewne stale tak peregrynowała z miejsca na miejsce, po całej Pradze, nie zostając nigdzie na dłużej.

- Dobra… - powiedział Blacha zawieszając broń na ramię. – Tera zabierę was do miejsca gdzie odstawiłem czarnucha. Czyli na PKP, Warszawa-Lublyn. Odjechał nie dawno z godzine czy cuś.

Blacha obciął wzrokiem Wojskiego, który stał z gnatem w dłoni.

- Możesz go zatrzymać, Problem mówił, że mam wam nie dawać waszych rzeczy do póki nie traficie na peron. Dostaniecie wasze graty dopiero tam. - Blacha powlókł wzrokiem po ciałach i zamyślił się, co zresztą nie było jego specjalnie mocną stroną.

- Dobra... - wtrącił się Rączka, ja i 3Force zajmiemy się ciałami. Jak będzie trzeba to wspomogę się braćmi Wickami.

Chwilę później zeskoczyli z rampy do której dokowała Grzybnia i włączyli się w Praski tłum. Drogę torował im Blacha z przerzuconym przez ramię karabinem, przebijał się przez koloryt lokalsów, którzy w podejrzanie chętny sposób ustępowali mu z drogi.

Obrazek
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Nanatar » 11 października 2019, 21:31

Ulice Pragi, Data 27 lipca 2055, godzina 19:15

Zostawszy na ulicy Lenu wraz z pragrupą Prepaka i boosterami nie mogłu otrzasnąć się z ze zdumienia o co tyle zachodu. Wypłaszczyło gościa, którego chciał ostrzyknąć doktorek, ale on też stał się workiem części zamiennych dla biedoty z Pragi. Czułu, że coś nu umknęło. Przeciskając się korytarzem w gąszczu ludni, tworzonym przez Blachę, Lenu rozważału, czy mając gniazdo sztywnego łącza użyłoby go po martwym netrunnerze. Na raz brud obcego ciała i myśli, podwójny samogwałt, by zbliżyć się do prawdy.

- Jak daleko to jeszcze dziś zabrnie?

Ziarenko zostało jednak zasiane i szybko kiełkowało w bluszcz umysłu większy niż poszukiwany czarny kwiat. A ten ponoć do Lublyna pojechał PKP. Kurwa pojebało bambusa - pomyślału na dobre rozdrażnionu Lenu.

- Hola! To po co na dworzec jak bambo już odjechał. - Wruciłu do telefonu, pospiesznie sprawdzając połączenia z Lublynem i wyszukując zoptymalizowaną formę transportu, pozwalającą złapać Adobe na dworcu. Wbrew obowiązującym trendom oszczędzania energii, których tu na Pradze i tak nikt nie przestrzegał, posłużyłu się zasobami Egg i zwirtualizowalo protezę Menu sieci by przyspieszyć wyszukiwanie.

Dziewczyna wciąż poszturchiwana i popychana kroczyła za grupą, na wpół, lub mniej jeszcze będąc obecna w Verite. Manipulowała przed sobą rączkami, protezami interfacu, przewracając kolejne sześciany zaklętych informacji. Kiedy dzieląc uwagę między poszukiwania Molisabe, a kontrolowanie wahań rynków azjatyckich, dostału dodatkowy rachunek, za użycie wolnego nano, zrozumiału, że będzie to kolejny trend giełdowy. Nano będzie coraz bardziej potrzebne, kiedy łącze pozakontaktowe się upowszechni. Sprzedału część udziałów w łączach, które już poszybowały i wykupiłu akcje małych azjatyckich i columbijskich firm tworzących tanie nano. Miału nadzieję, że w środku Europy nie będzie musiału z niego korzystać, ale z pewnością tam gdzie je wypuszczają, będzie niezwykle popularne.

Wysłału namiary pociągu, do którego miał by wsiąść Adobe, do Czarnej - Przejrzyj monitoring

Spoiler!
Jak szybko podróżuje się pociągiem i kiedy jest następny, bo może to faktycznie szybciej niż autem, a już na pewno elektrycznym. A nie mamy na jakąś AV-kę? Może jakąś ukradniemy? Umie to ktoś pilotować?
Ew. Jak długo asymiluje się chip pilotażu?

Czy wszystko co dzieje się na rynkach cybersprzętu i oprogramowania jest jasne?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6200
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 105 times
Polajkowany: 75 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: 8art » 14 października 2019, 10:32

Ulice Pragi, Data 27 lipca 2055, godzina 19:15

Wojski wlókł się za grupą, niemal kompeltnie bez orientu, rozglądał się tylko nerwowo po afaltowym chodniku, jakby coś zgubił.

Kurwa, ale bym se golnął małpeczkę... Ja pierdolę... - Przed oczami solo po raz któryś mignął przedśmiertny spazm kolesia od Grzybni. - Kurwa, przecież to było warzywo... Nawet nie poczuł jak go wypłaszczyłem... Zaraz pierdolca dostanę... O kurwa JEST!!!

Nikt nie wiedział przez sekundę co spowodowało, że Bartkowski nadspodziewanie rzucił się na chodnik jakby próbował coś zasłonić własnym ciałem. Boosterzy niemal odruchowo skoczyli za zasłony, a zdezorietnotwana ekipa z Prepaka patrzyła skonsternowana.

Wosjki wstał tymczasem z szerokim uśmiechem na ustach i ignorując wszystkich powiedział do uratowanego z ziemi niedopałka:

- Ale zajebista pojara!

- Pierdolony pojeb!!! - krzyknęła wyłażąc zza śmietnika O.S.T.R.A. prąc w stronę solo ze złowrogo zaciśniętymi pięściami, ale drogę przeciął jej, nie wiedzieć czemu Blacha. Może już ocenił wystarczajaco, po potyczce z 3Forcem możliwości praskiego lumpa i nie chciał mieć kolejnej wyautowanej osoby w gangu, a może po prostuy zrobiło mu się żal zapitego solo:

- Zluzuj poślady siostra. - Po czym zwrócił sie bezdomnego: - Kurwa nie mogłeś spytać? Dałbym ci kurwa całego szluga! A tak to straszysz ludzi!

Ale Wojski był myślami już daleko. Teraz niemal całym swoim jestestwem chłonął drażniący krtań i płuca dym z jointa.

JOoooo kurwaaa... Prawie jakbym 100 gram przypierdolił...

- Kurwa... pierdolony menel... Zajebałabym go... - skwitowała tylko boosterka, wracajać na swoje miejsce.

Wojski strzelił sobie dwa buchy i jak już zaczął parzyć sobie palce wypuścił na ziemie to co zostało z pojary. Chyba zaczął wracać powoli do świata żywych, bo z ożywieniem przkeazał Nu kilka być może istotnych inforamcji i tym samym uświadamiając wszystkim, że choć zdawał się byc całkiem odłączony, to wciąz zdawał sobie sprawę z tego co dzieje się wokół:

- Pociągi do Lublyna jadą godzinę i pięćdziesiąt minut. Chyba że ekspresy, to godzinę dwadzieścia. Tyle że często ekoterroryści znad Biebrzy niszczą tory, to są opoźnienia. To był kiedyś mój rewir, ttochę tam kimałem, to wiem.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 14 października 2019, 23:18

Praga, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 19:20
-----------------------------------------------------------------------------------------


Niestety nie mam dostępu,tak jakby nie było tam zupełnie kamer kochana... Brzmiał sms od Czarnej. Kwestia avki też była kłopotliwa. O tej porze na Pragę żadna z sieci taxi nie ośmielała się wysłać swej limuzyny za kilkaset tysięcy PLNów. Poza tym to była Głęboka Praga. Kilka części z areodyny zapewniłyby spokojny żywot temu, który byłby chętny uszczknąć nieco dobrobytu z korpoświata. Nu szła o zakład, że umowy ubezpieczeniowe nie obejmowały tego typu incydentów w swych skomplikowanych klauzulach na ubezpieczenie tych latających luksusów. Zostawały dwie drogi. Albo PKP szybkiego ruchu albo polonez destruktor...

Nu szła w zamyśleniu obracając w dłoniach komórkę. Nawet się nie zorientowała kiedy stanęli na peronie. Wyglądał obleśnie. Pordzewiałe elementy stali wystawały z żelbetonów, głęboko zdobionych tagami i graffiti miejscowych booster gangów. Kikuty ułamanych kamer sterczały jak ułamane na wojnie cyberkończyny, strasząc urwanym okablowaniem. Było jeszcze w miarę widno, ale smog i nadchodząca burza dodawały ponurości temu zapomnianemu przez boga miejscu. Jednak... kilku pasażerów kręciło się w oczekiwaniu na szybkobieżne przestarzałe pendolino. Oczekujący na przyjazd kolei, szybko poodwracali wzrok od grupy Ketarskiego, która na pierwszy rzut oka wyglądała jak jeden z lokalnych boostergangów. Na peronie nie było rozkładu, w jego miejscu wymalował ktoś czerwonym sprayem napis "Piekielna Kolej Szatana - ostatni przystanek, witamy!"

Obrazek

Nu sprawdzała komórką listę odjazdu. Następny do Lublina dopiero za dwadzieścia minut. Ale to się jej w ogóle nie kleiło, co mógłby tam chcieć robić Adobe. Blacha z brzdękiem upuścił ich graty które niósł przewieszone do tej przez plecy, w poliestrowym worku, przerywając jej rozmyśłania.

- Mata... to wasze. - Jego soczewki spoczęły na Nu - A ty ho, no ze mnom...

Strego solosa zaniepokoił ten manewr, wielkolud jednak spojrzał na niego pojednawczo chcąć go uspokoić wzrokiem i gestem, że nie kombinuje nic złowrogiego.

Nu i Blacha odeszli nieco na bok. Było dosyć ciemno, ale Nu od razu zrozumiała w jak ustronne miejsce ją zaprowadził.

Obrazek

Wilekolud stał przez chwilę wisząc nad medyczką niczym góra. Było to trochę niepokojące. Ciszę która nagle zapadła, przerywało tylko bzyczenie skrzydlatego roju much, który napełniał łapczywie brzuchy w kwaśnym odorze rzygowin, jakie rozlewały się obok pękniętego sracza.
Blacha wystawił zaciśniętą pięść pod nos Nu. Na zgiętej pancernej ręce znać było wszystkie ślady wojen i bitew jakie kiedyś toczył. Wewnątrz zaś bielały, śnieżnobiałe płatki niewielkiej stokrotki.

- Masz. To dla ciebie. - burknął. - Jest... taka śliczna... i prawie naturalna. Jak Ty.

- A ten, no... - kontynuował blaszak - Ten twój czarny przyjaciel, to się mocno przebierał przed wyjazdem, w łachy. Zupełnie jakby chciał żeby go nikt nie poznał. I... tak naprawdę to nie wiem dokąd pojechał. Nie zdziwiłbym się jakby wysiadł gdzieś po drodze.

Nu zaskoczyła szybko otworzyła trasę przejazdu. Otwock, Dęblin, Lublin... Otwock! To było to. Tam właśnie miała dom rodzinny dziewczyna Adobe z którą mu kiedyś na studiach nie wyszło.

Tymczasem, na peronie Wojski schylił się po torbę by wydobyć z niej swego gnata - krasnoluda. I właśnie kiedy po niego sięgał usłyszał cichy świst wyciąganych ostrzy. Ten dźwięk poznałby wszędzie. Rozpruwacze. Już wiedział, że było źle. Obchodzili ich. Było ich pięciu. Zmełł w ustach przekleństwo, jeszcze tego im brakowało.
Ostatnio zmieniony 23 października 2019, 20:36 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6200
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 105 times
Polajkowany: 75 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: 8art » 15 października 2019, 10:09

Praga, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 19:15

Pistolet sprzągł się z umysłem solo w ułamku sekundy, a świat znów zwolnił, pozwalając Wojskiemu rozejrzeć się i wybrać cel. Nie miał zamiaru czekać na dalsze, łatwe do przewidzenia wydarzenia, tylko przejąć inicjatywę, jeszcze wtedy, gdy będzie mógł wykorzystać przewagę z dystansu dzielącego go od napastników i możliwości dwunastomilimetrowych pocisków Colta AMT - broni o ugruntowanej reputacji i kalibrze powalającym każdego nie opancerzonego jak czołg przeciwnika.

Nim jeszcze wyszarpnął broń z torby celownik cyberoptyki już namierzał najgroźniejszy cel, ręka czująca w dłoni dobrze znany chwyt pistoletu pomknęła wykonując bezwładnie myślowy impuls człowieka i zgrywając markery cyberoptyki z markerem broni. Wystrzelił...
Rozumiem, że napastników jest pięciu. Wojski oceni sytuacje i jezeli napastnicy nie sa jakimis jego starymi ziomkami z czasow gdy koczował na dworcu, to wybierze na cel typa, który stanowi najwięszke zagrożenie, lub którego wyeliminowanie pozwoli na jak najdłuższe strzelanie z pistoletu, nim dojdzie do zwarcia. Generalnie plan jest taki, żeby ich wyautować jak najwięcej zanim wpadną między nas z rozpruwaczami.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Nanatar » 15 października 2019, 21:28

Praga, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 19:20 - Kibel

Torba wylądowała na betonie dworcowego pasażu, a właściwie na stercie zalegających tam śmieci, rzadko zdradzających swe pierwotne podłoże. Lenu ochoczo przyskoczyłu do utraconych skarbów, zdążyłu wyciągnąć z toby tylko jeden drobiazg, kiedy elektroniczny wzrok i ochrypły głos Blachy przywołał nu do siebie. Było w nakazie coś, czego w porę Lenu nie zakwestionowału.

Idąc za boosterem spodziewału się najbardziej wyszukanych scenariuszy, a mroczna, zdewastowana toaleta przywołała te najgorsze. Nie raz znajdowału się Lenu w równie nie komfortowej sytuacji, ale z reguły wystarczył czip aikido, z reguły, to nie znaczyło zawsze. Zdarzyło się raz, drugi, trzeci, zanim nauczyłu się omijać niebezpieczne miejsca i sytuacje.

Ale wydarzenia ostatniego dnia, poniosły Lenu na fali adrenaliny daleko poza bezpieczne granice, które wypracowała.

Bezwłose, poza czupryną, ciało pokryło się gęsią skórką, łatka na analizator chemiczny zaczynała wariować, raz a razem puszczając i zatrzymując smród otoczenia, co przyprawiało nu o jeszcze większe mdłości, puls przyspieszył niebezpiecznie, a kiedy booster wyciągnął dłoń, dziewczyna przed nim wydała mimowolny pisk. To co zaraz zobaczyła i usłyszała, wcale nie rozjaśniło intencji chromosa, ani nie uspokoiło Lenu. Spróbowała się słabo uśmiechnąć robiąc dobrą minę. To musiało ośmielić osiłka, bo ni stąd ni zowąd dorzucił garść ważnych informacji, nie byłoby tego nawet sto mega, ale zdesperowany umysł Lenu chwycił się zawartego w nich kodu, jak spadający z wieżowca, linii wysokiego napięcia.

- Otwock, eureka! - zawołała i próbując dalej pojechać na euforii, dziewczyna kontynuowała podekscytowana - Blacha, dzięki jesteś cholera bystrzak! - zalśniła jak najpiękniej umiała - nimfa na kupie gówna, pstrąg w ścieku - nie widząc możliwości wyminięcia Blachy, rzuciła mu się na szyję i pocałowała w blachę - Piękny kwiat. Niedługo będę bardziej prawdziwa, może. - popatrzyła mu w "oczy" - Czy ty też czujesz się bardziej sobą, bardziej prawdziwy z każdym nowym elementem ciała? - ostatnie wymówiła spokojnie i z pewnością, tak żeby chromowany booster zrozumiał, że akceptuje jego świadoma przemianę "na lepsze".

Wciąż przyklejona do osiłka, ledwo stojąc na palcach - To co? Powiemy im? - zawiesiła w powietrzu.

A jak on reaguje ten wielki Blacha? Bo muszę przyznać, że Lenu nie wyczytało jeszcze z jego chromowanego pyska co on na prawdę chce. Jakim tajemniczym uczuciem obdarzył niebieskowłose nu i czy wie o niespodziance w kalesonach.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 23 października 2019, 22:31

Praga, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 19:20
-----------------------------------------------------------------------------------------


Balcha znieruchomiał zupełnie, kiedy Nu przylgnęła do niego nagle całym ciałem. Trudno było nie wyczuć podniecenia jakie udzieliło się dziewczynie, ale najwyraźniej blaszanemu olbrzymowi nie robiło to większej różnicy. Przez chwilę stali tak bez ruchu, ciesząc się swoim towarzystwem.

Gdzieś za Nu, z ulicy, dobiegały jakieś pokrzykiwania. Blacha zastrzygł cyberuszami, jakby namierzając źródło i charakter owego harmideru. Potem delikatnie odsunął Lenu. Zrobił to wyjątkowo niechętnym ruchem ręki, jakby nie chciał przerywać tych złotych chwil szczęści w starym, śmierdzącym od rzygowin kiblu pośrodku niczego.
Z całą pewnością, miłość potrafiła także wiązać innych ludzi, w miejscach być może nawet jeszcze gorszych niż to. ale trzeba było przyznać, na pewno nie była to jakaś szczególnie długa lista...

Booster minął Nu, i wyczłapał na ulicę, gdzie pozostawili resztę ekipy. Nu ruszyła za nim, drobiąc kroki i chowając się za jego barczystą sylwetką.

Blacha niechcący wyszedł na boostera z rozpruwaczami i kiedy tylko tamten zaczął się obracać, zareagował instynktownie. To znaczy, otwartą dłonią strzelił go prosto w czoło, czyli przybił mu tak zwaną blachę, od której zresztą brał swój przydomek. Serwomotory rosyjskiej produkcji nie wykorzystały nawet połowy swojej zaimplementowanej siły by głowa tamtego odskoczyła w tył, obdarzając niedoszłego napastnika ewidentnym wstrząsem mózgu. Uderzony młodzian fiknął kozła w tył i już się nie podniósł.

Nu wychyliła na moment główkę zza swego ochroniarza. Sytuacja na ulicy była nader groźna. Wojski trzymał jednego z boosterów na muszce. A konkretnie debila, który podszedł skroić go z leżącej na ziemi torby z ich gratami, lecz ostatecznie nie zdążył tego zrobić. Stary solos zareagował jak dobrze naoliwiony automat, przystawiając mu do nosa colta, zdolnego urwać głowę borgowi. Wygięty w tył, pod naporem lufy, przestraszony booster, trzymał w górze ręce zastanawiając się wyraźnym lękiem jakiż to los go zaraz spotka.
Drugiego z boosterów trzymała w swych szponach OSTRA. Lewą rękę uzbrojoną w pazurki trzymała mu na leciutko już nadciętej szyi. Drugą dłonią, równie dobrze uzbrojoną, majstrowała mu w okolicy paska od spodni. Szpony sprawnie rozcinały dżinsy chłopaka próbując dostać się do krocza. Boosterka patrzyła mu przy tym cały czas w oczy, mrucząc przy tym cichutko i drapieżnie słowa:

- Nawet nie drgnij chłoptasiu... będzie ci dobrze...

Na środku ulicy, na otwartej i bez osłony, stał lekko panikujący Ketraski, mierząc ze swej broni, na przemian raz do jednego, raz do drugiego z pozostałych boosterów. Tamci także nie pozostawali mu dłużni. Sytuacja była niemal patowa. Obaj mieli już wyjęte zjebiaszcze, polimerowe Dai Lungi Streetmastery, warte niewiele więcej niż najtańszy chiński plastik, z jakich je zrobiono.

Blacha długo się nie zastanawiał.

- Pozdrowienia od Bibliotekarza skurwysyny... - warknął i odciągnął zabezpieczenia, noszonego na ramieniu automatu. Nie zamierzał się z nimi szczypać. Zwłaszcza po tym jak zepsuli mu jedną z najbardziej romantycznych chwil jakie ostatnimi czasy przeżył. Był gotów złożyć obu boosterów serią, a na los Ketarskiego, który pewnie zebrał by cały ołów z Streetamasterów, miał po prostu wyjebane.

- Pop... poczekaj... - wyjąkał z niejakim trudem gość, z boleśnie wciśniętym w nos coltem - ..myśmy... som, też dla niego pracujący.. myśmy nie wiedzieli...

W głosie chłopaka słychać było żałosny ton skamlenia, nie przystający porządnemu boosterowi. Chłopak najwyraźniej czuł, silny, atawistyczny lęk przed większym i silniejszym boostergangiem, który trząsł przecież całą Pragą. Ci zaś drobi boosterzy wyglądali Wojskiemu zaledwie na drobną lokalną gangsterkę, złożoną z miejscowych wybiedzonych blokersów, szacujących wrażeń.

- Dobra... wypierdalać.. - zawyrokował Blacha opuszczając nieco lufę.

Dwaj boosterzy nie czekali. Rzucili się w długą, jakby ich sam Bibliotekarz gonił. W charakterystycznej dla siebie ewakuacji pozostawili za sobą niedobitki oraz swoich rannych. Blacha odprowadził ich wzrokiem, póki nie zniknęli.

- Tych dwóch skurwieli, dojadę później... - powiedział odwieszając broń na ramię. Zdawał się być zadowolony z siebie. - Zdaje się... że wasz pociąg podjeżdża... - Zastrzygł uszami.

Faktycznie, z charakterystycznym świtem i błyskiem świateł, na peron powoli wtaczało się wiekowe, pokryte graffiti, pendolino.

- To co z nimi zrobimy? - Zapytała OSTRA rozglądając się po okolicy.

W hałasie nadjeżdżającego pociągu przypatrywały się im chyba wszystkie ciekawskie oczy, pasażeró zebranych do odjazdu, każdy z oczekujących na trakcję gapiów zerkał na zwycięską grupę boosterów ze strachem.
Za wyjątkiem jednych, chłodnych jak stal, oczu....



Hetman from Hell, piętnaście minut temu. -----------------------------------------------------------------------------------------




- "A wódeczka musi być zimna..." - Problem zarechotał wznosząc kolejny kieliszek. - Musisz przyznać Berghar, że teraz to ci rozjebałem plana. Myślałeś, że się nie połapię co? No, że to ty jesteś muskiem tego całego przedsięwzięcia, hę? A tu taki chuj...

Fixere się nie odezwał robiąc dobrą minę do złej gry.

- Nie sądziłeś chyba, że uda ci się wyruchać mnie jak ostatnio. O nie... Powiem ci coś, ale za chwilę. Poczekaj tu sobie grzecznie i nie rób numerów, bo nacisnę przycisk a to co masz na szyi pobrudzi tobą cały bar. Czekaj tu kochany na mnie, a ja zaraz wracam... - pogwizdując Problem wyszedł na zewnątrz.

Zawsze był wierny Bibliotekarzowi a Lockeda traktował jak brata. Był gotów oddać za niego życie, jeśli byłaby taka potrzeba. Jakby nie było chowali się na tych ulicach razem, od małego. Przegrywali i zwyciężali, aż w końcu doszli na szczyt łańcucha pokarmowego. Właściwie to Locked doszedł, stając się kapitanem Bibliotekarza. Problem był zaś jego prawą ręką i przyjacielem.

Do cholery! W czym on był lepszy, że to jemu przypadł ten zaszczyt. No w czym. Problem kochał go jak brata ale obaj na to zwycięstwo przecież równo pracowali. Gdyby nie on, Ormianie już dawno rządzili by tą okolicą. Problem długo czekał. Dusił w sobie. Aż do dzisiaj. W końcu dorósł by podjąć tą decyzję. Pora wziąć od życia swój własny kawałek tortu. Wykonać ruch by zostać kapitanem Bibliotekarza, sprawującym jedyną i niepodzielną władzę, nad jakąś częścią Pragi. Wystarczyło tylko znaleźć szybko, tego czarnego bambuko odpowiedzialnego za wkurwienie szefa i przechwycić wszystkie fanty. Cokolwiek to było, musiało być coś warte.

problem zagłębił się w opuszczony zaułek, w którym na deszczu, czekał już na niego ronin. Oczy tamtego lśniły czerwienią. Na ustach miał stalową maskę. Na ulicy mówili, że jest niczym maszyna. Chłodny i opanowany, kiedy odcinał członki ciała swoją kataną. Problem czuł jednak, że jest inaczej. Tamten już od dawna balansował na krawędzi cyberpsychozy. Żył od zlecenia zabójstwa, do zlecenia zabójstwa. Jak narkoman, czekając na kolejny strzał. Za długo na samej krawędzi. Kasa była już dla niego drugorzędna. Gdy abstynencja ronina, stawała się zbyt długa ratował się, zabijając jakiegoś nic nie wartego bezdomnego. Jednego czy dwóch, jakie to miało znaczenie. Problem o tym wiedział, ale przymykał na to oko. Teraz była pora by się zrewanżować za tą drobną uprzejmość....

- Tu jest jebany detontator. Chuj mnie obchodzi co z nimi zrobisz. Najlepiej jak nie przeżyją. Ale nie od razu. Zaraz pójdą na bandą peron, tam nie. Pojedziesz tym samym pociągiem i posłuchaj teraz uważnie o co mi chodzi, jak już dojadą na miejsce to...

Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6200
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Polajkował: 105 times
Polajkowany: 75 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: 8art » 24 października 2019, 12:12

Praga, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 19:20

Gówniarz, któremu Wojski omal nie wybił zębów swoim AMT chciał się zmyć szybciej niż jego kumple, jednak świadomość że od dwunastomilimetrowej kuli oddzielało go zalediwe kilkanaście centymetrów zimnej lufy paraliżowało go całkowicie. Bartkowski czuł to doskonale i wiedział że gnojek jest na jego łasce.

- Wyskakuj ze szlug i alko palancie! - rzucił króko, dodając po chwili namysłu: - I koszulki pancernej... Szybko! A potem możesz spierdalać..

Najpierw nerwowe trzepanie kieszeni. Na peron wypadła wygnieciona ramka popków i małpka w metalowej puszce. Solo spojrzał na alkohol łapczywym wzrokiem ale ponaglił boostera wtykając lufe mocniej w usta chłopaka:

- Szybciej kurwa, bo nam pendolino spierdoli!

Drugi raz nie trzeba było powtarzać. Koleś niemal wyskoczył z koszulki i poleciał za swoimi. Wojski szybko podniósł małpkę, szlugi i pancerz. To co było jego w torbie już miał przy sobie. Fajkii i pancerz mogły poczekać. Solo szybkim ruchem schował broń i trzęsącymi się dłońmi odhaczył puszkę i wypił całą zawartość jednym haustem, nim jeszcze wsiadł do zdezelowanego pociągu.

Kurwa boska ta ambrozja!

Teraz dopiero zrobiło mu się dobrze i zaczął myśleć logicznie. Dobrze, że kazał wyskakiwać ziomusiowi z koszulki. Dopiero teraz dotarło do niego, że jest bez żadnego opancerzenia, a znał skutki takich niedopatrzeń kończących się w najlepszym wypadku wizytą u konowała, a w gorszym w kaplicy.
W pociągu zakładam pancerz. Czy Wojski ze swoją spottrzegawaczością wyoczył lampiącego się na nich typka, wiadomo którego?

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Nanatar » 24 października 2019, 21:51

Praga, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 19:20

Lenu kompletnie nie potrafiłu ocenić relacji dworcowego starcia, pozostału przezornie skryte za hiper wzmacnianym Blachą. Chromowy olbrzym odnajdywał się w sytuacji kompletnie odmiennie, w kilka sekund przejął kontrolę, ale dziewczyna wyszła z za jego pancernej sylwetki, upewniwszy się, że jest bezpiecznie. W dwa kroki dopadła do do torby z resztką gratów i zabrała całą.

- Chłopaki pociąg! - i raz jeszcze obejrzała się na boostera - Spotkamy się bardziej prawdziwi. - zapakowała do militarnej torby wszystkie kuferki i paralizator. Zawiesiła ciężki pakunek na ramieniu, mając wrażenie ucisku na bok przedmiotu o kształcie pistoletu, znajdującego się na dnie torby. W ręku zawirował support egg - jesteś Blacha na assholl, coll me LARWA - Lenu zostawiłu mu w chmurze wizytówkę.

Spostrzegła kończącego małpkę Wojskiego, nie mogła nie wściekać się, że tak wyjątkowy człowiek uległ pułapce-małpce, odkryciu początku wieku, skutecznego taniego zobojętniacza społeczeństwa.

- Cholera pułkowniku, czas w drogę. - wzrok miału taki, że na pewno, delikatnie mówiąc, zdenerwowała Wojskiego. Zaraz jednak tylko oglądając się na kolegów biegłu peronem do pociągu. Zatrzymała Ketarskiego chwytając za ramię. - Możesz zapłacić, mam zamrożone finanse, później wyjaśnię. - Odczekału stosowną chwilę, żeby Krzysiek zapłacił, wykorzystując ją na obserwację współpasażerów. Zbliżyłu się do Wojskiego i szepnęłu. - Otwock - i to samo do Krzyśka. Znalazłu wolny boks i na siedzenie obok rzuciłu torbę, pospiesznie przeglądając zawartość.

Czy Lenu jest w stanie ocenić, co zawierają ampułki z przybornika martwego medyka, tam były jakieś dziwne czarne, czy to można zanalizować? Dopalacz, czy trucizna?
Proszę jak 8art o test spostrzegawczości na dworcu.
Czy boosterzy podarowali jaką klamkę, czy się tylko Lenu zadawału? Albo został pistolet O.D.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 87 times
Polajkowany: 150 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Suriel » 27 października 2019, 23:29

Praga, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 20:15

Nu złapała torbę. Kiedy wsiadała widział jeszcze stojącego na peronie Blachę. Stał tam i gapił się. Tak po prostu A potem drzwi zatrzasnęły się i pociąg ruszył. Zajęła miejsce koło reszty ekipy Ketarskkiego. Obok siadła OSTRA. Boosterka prychnęła niczym kocica i zaczęła oglądać widoki za oknem pociągu.

W przedziale nie było wiele osób. I w dodatku każdy był zajęty swoimi sprawami.

Obrazek

Nu z torby szybko wygrzebała zabawki. Oprócz automatu O.D. oraz jego pistoletu był też Krasnolud Moasadu, który szybko i dyskretnie odebrał jej Wojski. Po chwili podróży, z nudów, zaczęła sprawdzać swoim analizatorem chemicznym podejrzane flaszeczki z czarną jak smoła substancją. Tak jak czuła, jej sprzęt wprawdzie podał skład mieszaniny, ale nie bardzo potrafiła określić jaki efekt ma wywoływać. Jedno było pewne stuff był spreparowany pod konkretne DNA, a zatem cholernie drogi w wytworzeniu, i zupełnie nieprzydatny dla osoby z postronnej. Był szyty na zamówienie, pod konkretnego użytkownika i takie rzeczy mało osób oprócz korpo potrafiło. Do tego potrzeba było mieć sprzęt z pierwszej ligi. Efekt specyfiku pozostawał zagadką.

Wojski od razu ubrał kurtę pancerną nie mogąc pozbyć się tego mglistego przeczucia, że coś jest nie tak. Na czole wystąpiły mu krople potu. Ręce lekko zaczęły drżeć. Siedząc w kurtce zaczęło się mu robić gorąco i nieswojo. To, że był lipiec, o on miał na sobie panacerniaka to jedno, ale było coś jeszcze. Poprawił kołnierzyk kurty, z każdą chwilą robił się coraz bardziej ciasny. Powietrze było drażniąco suche. Wszystko go drażniło, chciał działać. I wtedy zrozumiał.
W towarze który przyjął było coś prócz alko. Ten posmak Grzmota, mocniejszej wersji strego dobrego Red Bulla. Nadpobudliwość, trduności z koncentracją, lekkie paranoje... Efekty uboczne do wyboru do koloru.

***


Zabójca wsiadł do przedziału sąsiedniego. Nie musiał zajmować miejsca w ich, by dokładnie wiedzieć kiedy wysiądą. Zadbał o to. Podobnie jak o paczkę nygusów, którzy mieli ich skroić przed wejściem do pociągu. Za pięć dych można mieć na Pradze każdą usługę. Nie wyszło, nie rozbroili ich ale to nie był problem. Boosterzy przetestowali ich dobrze, dając mu jakże cenne informacje, których potrzebował by poukładać właściwy atak.
Na to ronin liczył. Teraz wiedział, że graczem z którym trzeba się liczyć był tylko ten stary obdartus. Reszta nie miała z nim najmniejszych szans. On zresztą też nie. Uśmiechnął się w duchu do siebie.
W palcach włożonych w kieszeń obracał detonator. Czuł to przyjemne mrowienie, które pojawiało się zanim zabił, biegło od opuszków palców w którym trzymał urządzenie, aż po kark. W każdej chwili mógł...
Lubił to uczucie władzy nad życiem, które końcowo zawsze kończyło się w jednaki sposób.


***


Hyperloop z Warszawy do Berlina pokonywał trasę w ciągu godziny i piętnastu minut. Prawie sześćset kilometrów. Pendlino z Warszawy do Otwocka jechało prawie tyle samo. Odległość wynosiła niespełna trzydzieści kilometrów.
Ale jak się wyjeżdżało już spóźnionym to trzeba było częściej i dłużej stać na przystankach. Podróż się wlekła. Było nudno. Nu dostała pytanie od Czarnej, gdzie są i czy może im jakoś pomóc. Potem posypały się wiadomości od Blachy. Dziewczyna chichotała widząc jego zdjęcie w szortach z tegorocznej wycieczki nad Zalew Zegrzyński. Stał w żółtych bokserkach, po kolona w wodzie, usłanej pływającym styropianem i folią. Taki typow miejski wypoczynek Wawki. Korespondencja między ich dwojgiem rosła w oczach i nawet OSTRA zaczęła zerkać na soją koleżankę z miejsca obok. Po chwili obie już chichotały, łapiąc wspólne fale przy niezdarnych wiadomościach od Blachy. Rwał ją z wrodzoną dla siebie gracją, to znaczy jakby wyrywał kawał stali z żelbetowej konstrukcji budynku, który w każdej chwil mógł się zawalić. Niezdarnie lecz na swój sposób uroczo, a przynajmniej szczerze.

W końcu dojechali do swojej stacji. Drzwi syknęły wypuszczając ich w Otwocku.

- W końcu wiejskie powietrze... - wymamrotała mijająca ich kobieta po pięćdziesiątce, zdjęła smog-maskę i wyszła na peron. Wysiadło trochę osób wszyscy zaczęli znikać do swoich nor więc ostatecznie zostali sami rozglądając się po okolicy i zastanawiając co dalej.

Obrazek

Przywitał ich suchy jak pieprz wiatr niosący drobiny kurzu. Ułomki drzew niewypalonych jeszcze do końca przez słońce wdzierające się łapczywie palącymi promieniami w głąb stratosfery, poprzez stale powiększającą się dziurę ozonową. Pył i kurz. One dominowały wszędzie. Oblepiały i brudziły. Nie było zieleni zdolnej zatrzymać niesioną przez wiatr, zdegradowaną przez chemię ziemię. Nie licząc kilkunastu genetycznie modyfikowanych drzewek. Nawet ona, a przecież zostały opracowane w skomplikowanych laboratoriach przez najtęższe umysły, bardziej przypominały plastikowe atrapy o wyblakłych kolorach niż dawne drzewa, znane teraz wyłącznie z braindancowych animacji. Ostatnie ptaki zdechły dekadę temu.

Stali na peronie.

Obrazek

Otwock wyglądał na wpół opuszczony. Jak w pół wymarłe miasto pośrodku niczego. I pewnie tak właśnie było.
Warszawa zasysała całą tanią siłę z pobliskich rejonów, pozostawiając martwe wyssane korpusy małych miejscowości z samymi życiowymi nieudacznikami w środku. Wszystko co najlepsze spijała stolica, truchła małych miast nikogo nie interesowały. Pustka. Nic dziwnego, że wszystkie pobliskie miejscówki na których można było zwiesić oko miały napis: nieczynne. Wszystkie za wyjątkiem stacji pkp, apteki, wypożyczalni rowerów i... nieśmiertelnego wielobranżowego. "U Pani Jadzi"nformował migający neonowy napis. Pod sklepem kilku miejscowych, równie zmęczonych życiem jak Wojski.

- Co tu tak strasznie jebie? - Zapytał Wojski, który w trakcie jazdy przełamał słabości swego organizmu.

- To świeże powietrze. Nawet poziom zanieczyszczeń jest w normie - powiedziału Nu pokazując wskaźnik.


Jesteście na miejscu, co dalej? Odpowiedzi na pytania w treści posta.


Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 138 times
Polajkowany: 84 times
Kontakt:

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Keth » 29 października 2019, 20:26

Otwock, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 21:30

Zajścia na praskim dworcu wyjątkowo managera wytrąciły z równowagi, przyprawiając o nerwowy tik organicznego oka. Przez całą drogę do Otwocka Ketarski siedział w milczeniu i wyglądał za niemiłosiernie brudne okno Pendolino, zupełnie nie zwracając uwagi na dziwaczne zachowanie nu i jej towarzyszki - bez względu na to jak szokujące wrażenie mogła wywierać chichocząca O.S.T.R.A.

W Otwocku manager poczuł się jeszcze bardziej zbity z tropu i zdekoncentrowany, co akurat nie powinno było nikogo dziwić. Przywykły do życia w nigdy nie zasypiającej metropolii, ogłuszającej swym zgiełkiem i tętniącej życiem w nieznośnym czasami natężeniu, teraz znalazł się znienacka w krainie zupełnie pozbawionej znajomych mu bodźców, a przez to poczuł się upiornie osamotniony.

Pstrykając bezwiednie bezpiecznikiem wsadzonego za pasek spodni pistoletu, Krzysztof zaczął się rozglądać po opustoszałym peronie, z którego w międzyczasie zniknęli wszyscy inni pasażerowie.

- Lenu, masz adres, pod którym mógł się zakamuflować nasz przyjaciel? - spytał po chwili milczenia, wciąż wodząc wokół siebie wzrokiem.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 627
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Polajkował: 142 times
Polajkowany: 107 times

Re: PBF - WARSAW 2055

Post autor: Nanatar » 01 listopada 2019, 22:24

Otwock, Piekielna Kolej Szatana, Data 27 lipca 2055, godzina 21:30

Lenu pamiętału Otwock jak przez mgłę, czy raczej jak przez smog. Niewyraźnie. Tak też ich powitał, świeże powietrze tylko pogłębiało uczucie zatonięcia w przeszłości, jakby nu mogłu dostrzec nie dalej, jak smogliste wspomnienie. Słoneczne plaże zakodowane w bitach sieci, gdzie jeszcze przed chwilą śmiału się z O.S.T.R.Ą i Blachą, pławiłu w promieniach wyimaginowanego słońca, gdzie każde z nich było wreszcie sobą, odsłaniało marzenia i cieszyło na prawdę bajkowymi krainami, zniknęły zdominowane koszmarem rzeczywistości.

Lenu uruchomiłu smat-egg, posłału do Sary - lokalizacja numeru, który zaraz wydzwonię - - zanim wybrału nr do Elki wysłału plan upiornego Otwocka na smarta Krzyśka. Zaistalowału w uchu słuchaweczkę.

- Tymczasem do apteki, do Pani Jadzi podejdziemy za chwilę pułkowniku - nie oglądając się ruszyłu w wybranym kierunku. Wciąż czekając na odbiór połączenia weszłu do punktu aptecznego. Tabletki i inhalatory na ból, wszystko na pochodnych efedryny, lubo odwrotnie na dobrym starym maku. Złożyłu zamowienie, przerywając wybieranie numeru sprawdziłu zakupione akcje. Technologia szła w górę, choć nieco wolniej, ale nano stało w miejscu. Sprzedału amerykańskie akcjie nano z niewielkim zyskiem. Społecznościówką, żeby dobrze poszło w sieć, posłału znajomym info o małych azjatyckich rynkach informatycznych, które wciąrz idą w górę.

- taki mały amplifier -

- Skorzystam jeszcze z mieszalnika na zapleczu. Zapłacę ekstra. - widząc zmieszanie na twarzy magistra - No ruch to masz tatku jak w Tokio. Nie wygłupiaj się. - obracając się do towarzyszy - Sprawdzi kto co na zewnątrz? - i powtórnie wybrału numer Elki.

Jak Elka odbierze to pościemniam, że mam robotę w Warszawie i chciałbym ja wciągnąć w projekt, spróbuję wybadać emocje i gdzie może być. Jeśli magister się zgodzi to sporządzę na szybko małe dopalacze i otumaniacze, sprawdzę jakie to są testy, ale powinno być proste. Jakieś cudowne zastrzyki regenerujące, mogą być na nano robocikach. Też by Lenu nabyłu.

ODPOWIEDZ