PBF - WARSAW 2055

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 listopada 2018, 22:35

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

- Jak na mój gust to jebali ci się na lapka. To dlatego przez chwilę nie mogłam czerpać maksa z sieci, cholernie tłoczno się zrobiło i zastanawiałam się co za jebany czołg tędy przejeżdża, że wszystko w sieci aż drży. - wytrajkotała wesoło Czarna Lód zanim O.D. zdążył się odezwać.

- Spoko, luz nic się nie dzieje już go namierzam. W poprzedniej p[arcyy też tak miałam. Managerowi wpakowali się na kompa i potem każdy w biurze wiedział jakie porno lubił oglądać. Normalnie każdy na skrzynkę dostał. Jak obejrzał, to prawie się porzygałam. Ale ty, to nie nie wyglądasz mi na wykolejeńca ani na dewianta... - powiedziała nieco niepewnie, obcinając przy tym wzrokiem Ketarskiego. - Nieeee.. noo.. No, i się urwał jebany, dobry jest. Ale przynajmniej wiem że ping jest z tego biurowca. Sprawdzę ile ci zassał danych, bo może nasz kontrakt zaraz szlag trafi jak wszystko wyciekło. Daj mi chwilę...

Rzędy niezrozumiałych danych przejechały po monitorze netrunnerki. Ułamki sekund komputer przyjmował niewidzialne mentalne polecenia wyświetlając magabity niezrozumiałych danych na monitorze. Wzrok Lodu był nieobecny podpięta pod sprzęg widziała coś znacznie więcej niż pozostali wlepieni w jej monitor.

- Nie dużo podpieprzyli, ktoś zaczął od najbardziej zahasłowanych i i za razem najczęściej przegadanych ostatnio danych. Podpieprzyli część mail Molisabe z Lenu... i.... o kurde... jakieś fotki koni?! - Wzrok netrunnerki padł na Ketraskiego a ten w jednej chwil odczytał z jej oczu, że nadziej iż tym razem manager prowadzący nie okaże się dewiantem ani wykolejeńcem... właśnie zgasła bezpowrotnie.

- To co? Kazać go wyprowadzić czy jak? - zapytała nie do końca nadążająca za biegiem zdarzeń blondyna.
Myślę, że fixer powinien rzucić słowo czy dwa wyjaśnienia.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 listopada 2018, 11:06

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Podejrzała moją kolekcję zdjęć koni! Ketarski poczuł się na ułamek chwili kompletnie skołowany, ale zaraz odzyskał pewność siebie. Na dysku służbowego komputera przechowywał wyłącznie zdjęcia koni krwi arabskiej, prawdziwie artystyczne i pozbawione tego czego, co przyprawiało managera o silne bóle głowy, kiedy bliżej się zastanawiał nad prawdziwymi powodami swej chorobliwej fascynacji owym gatunkiem zwierząt.

- Interesuję się na poziomie profesjonalnym hodowlą arabów, ale to nie temat naszej współpracy - warknął pod adresem sieciarki - Mówisz, że ktoś podłączył się do nas z tego wieżowca?

Zanim przebywająca większością swej świadomości w wirtualu Czarna zdążyła odpowiedzieć, głos zabrała coraz bardziej zdezorientowana Blondyna.

- Produkowanie klonów arabskiego pochodzenia też wchodzi w profil firmy? - spytała wwiercając się w Ketarskiego szeroko otwartymi oczami - A taka hodowla Arabów nie jest przypadkiem niezgodna z bioetycznym prawem Rzeczypospolitej? Proszę o wyjaśnienia!

- Nasza koleżanka mówiąc o koniach nie miała na myśli szeroko rozumianego pojęcia ogier, również Arab - prychnął poirytowany manager - To były zdjęcia koni, takich czworonożnych, z ogonami i grzywami. Gatunek praktycznie wyginął trzydzieści lat temu, ale żyją jeszcze pojedyncze osobniki z prywatnych hodowli. Nieważne, do rzeczy! Ktoś chciał nam podkraść dane celu, więc wygląda na to, że faktycznie ktoś chce Adobe przejąć. jego albo jego wiedzę.

- Panie Wojski! - Ketarski odwrócił się w stronę przekraczającego próg boksu mężczyzny w swetrze, rzucił mu coś bez słowa ostrzeżenia. Przepity czy nie, Wojski złapał ów przedmiot bez najmniejszego trudu - To pański identyfikator na terenie obiektu! Proszę zaalarmować ochronę i zamknąć wszystkie wyjścia. Haker prawdopodobnie jest w tym budynku! Chcę go mieć na srebrnej tacy, już!
Spróbujmy namierzyć tego włamasa! dwd;

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 05 listopada 2018, 18:49

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

O.D. stał nieco bezradnie z baterią wyjętą z lapka w ręku, nie bardzo wiedząc co teraz zrobić z artefaktem jego bohaterskiej akcji.
Nikt już o niej nie wspomniał, trajkotanie "kobiet" i potem wejście Ketarskiego zajęło wszystkich na tyle, że zszedł niejako na drugi plan. Albo i na trzeci.

Po chwili bezskutecznych prób przedarcia się przez harmider i snute już plany ukrzyżowania jakiegoś netrunnera, Fixer zrezygnował ze swej dalszej pierwszoplanowej roli, na rzecz swoich standardowych działań, czyli siedzenia z tyłu. I pociągania od czasu do czasu za któryś sznurek.

Jako, że bateria do lapka była mu absolutnie zbędna a do tego była tanim korporacyjnym szajsem, za który nie dostał by nawet na browar, podszedł do stołu i położył balast obok jednej z kupek dokumentów.

To co rzuciło mu się natychmiast w oczy, to tytuł pierwszego z wierzchu dokumentu "Umowa o dzieło", gdzieś tam padło równie istotne słowo "wynagrodzenie". Tylko nazwisko było już wpisane, ale pole kwoty nadal widniało puste. Nazwiska nie kojarzył zupełnie, za to imię już dzisiaj usłyszał. W tej sali.
Przeszukał szybko stosik i znalazł wreszcie interesujący go dokument. Berghar - widniało wstawione na wykropkowanych polach.
Wynagrodzenie - hm... O.D. rzucił okiem na stół w poszukiwaniu smartpenów, których używali wcześniej. Wpisał kwotę.

- Panie Wojski - krzyknął Ketarski....

DLA MG
Spoiler!
Jaka kwota? Oczywiście 1000, bo co fixerowi szkodzi spróbować? A nuż nikt nie zauważy zanim nie będzie za późno? :)
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 listopada 2018, 23:22

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

O.D. rzucając ukradkowe spojrzenia to na wchodzącego Wojskiego, który nie miał szansy zobaczyć co właśnie fixer zrobił to na odwróconego plecami Ketarskiego szybko i sprawie wykonał manewr z długopisem i tym prostym sposobem regulując w odpowiedni sposób, swoją stawkę. Blondynka stała u wejścia nie mogąc go raczej wypatrzeć. Czarna pływała właśnie w necie na dwojąc się i trojąc na potęgę by w binarnej matrycy znaleźć i pociągnąć za odpowiednią nić prowadzącą do hackera. Nieobecna w tym wymiarze, nie miał szansy go przyłapać. Ale Lenu...
Ich oczy się przez chwilę spotkały i fixer już wiedział, że widziała wszystko od samego początku. Każdy ruch i każde maźniecie po karcie. Wiedziała! Wzrok kobiety świdrował go z mocą, jak wtedy kiedy ukradł pierwszy rower. Specjalista ds. zaopatrzenia D. Berghara na chwilę zamarł ale szybko odzyskał rezun i jego dłoń gładkim ruchem odłożyła długopis tuż obok sterty dokumentów, od której sam również zaczął się niepostrzeżenie odsuwać, pogwizdując przy tym cichutko melodię...
By było fair wykonałem testy na spostrzegawczość na poziomie bardzo trudny. Ketarski nie ma karty postaci więc założyłem, że oblał test. Wojski prawie nie ma szansy na spostrzeżenie, wiec przyjął mu poziom testu cud. Nie wyszło. Natomiast Lenu test wyszedł bardziej niż dobrze, nakręciłem dychę premiowaną, co niestety dla fixera może mieć rożne konotacje. Czekam na opis reakcji w tej sprawie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 639
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 154 times
Been thanked: 115 times

Post autor: Nanatar » 06 listopada 2018, 00:07

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Wzrok Lenu szybko przeszedł z O.D. na czarnowłosą dziewczynę wpiętą do terminalu na sztywno złączem interfacu. Netrunerrka twierdziła, że ktoś włamał się na firmowego kompa Ketarskiego. dlaczego do jego, a nie jej. Zaświtało w głowie Leny. Wciąż łajała się, że nie odebrała kolegi z lotniska.

Wyjęła z torebki swojego notebooka, w kształcie wywracającego się jaja. Rozłożyła na dwie połówki. Ekran w kształcie elipsy, wymagał przyzwyczajenia, ale uważała to za niewielkie poświęcenie kosztem kunsztownego kształtu urządzenia.

Nieco zmieszała ją uwaga przełożonego o koniach, wcale jej zdaniem nie wymarłych. Powszechnie hodowanych, choć kosztownych zwierzakach. Piętnaście z ich podgatunków zdeponowane było w Arce, największym banku i zarazem sklepie genotypów.

- Moi Państwo - starała się przebić przez niepotrzebne rozmowy - zakończmy o koniach, bo nasze wynagrodzenie nie wystarczy nawet na kawałek chromosomu. Poszukujemy zaginionego Molisabe Adobe, oraz rzecz ważna, okazu który przywiózł. Nie mógł przywieść zwierzęcia w bagażu poręcznym. Mógł mieć jego kod Dna, ale pisał o konkretnym okazie. Musimy się dowiedzieć, czy ten również przepadł, bo może być wciąż na lotnisku.
- Mamy nr lotu i ilość pasażerów wsiadających i wysiadających, nie mogłam poznać ich tożsamości naturalnie. Próba sabotażu naszego zespołu już na początku pracy rzuca nowe światło, a raczej cień na zniknięcie mojego kolegi. Proszę namierzać dalej włamywacza, uruchomię swój sprzęt, zobaczymy czy sytuacja się powtórzy. Proszę mieć na to baczenie. Sprawdzę, udostępnione nagrania monitoringu z interesujących nam stref: lotnisko, oraz mieszkania polecone przez mnie panu Adobe. Panie Berghar i tak nie dostanie pan tyle ile się należy, może pan zadzwoni gdzie trzeba i dowie się czy nie został jakiś zwierzak na lotnisku w przechowalni.
Szefie! Trzeba sprawdzić co wyciekło, to mogą być jakieś istotne drobiazgi, które pominęliśmy. Panu Tarzanowi potrzebne są nowe ciuchy i jakiś koktajl. Ile w klatce? - spytała niewinnie, choć świetnie wiedziała - zamówienie do biura, bo tak na miasto nie wyjdziemy. Proszę się tak nie krzywić, odejmie to Pan od mojego honorarium i tak mam zniżkę w tych sklepach. Pan Wojski może w tym czasie wziąć prysznic w biurze.
- Panie Ketarski, dlaczego uważa Pan że to ktoś z biura? Może siedział w Hong- Kongu? - mówiąc Lenu już była w bazach danych miejskiego monitoringu, liczyła na jakieś szczegóły, które wcześniej jej umknęły. Pomalowane na burgund niedługie, równiutkie paznokcie tańczyły nad dotykową klawiaturą, by czasem tylko powędrować do ucha, lub kosmyka włosów za nim się kryjących.
Dla MG:
Spoiler!
Zamówienie dla Wojskiego: Kowbojki, spodnie z syntetycznej bawełny, a la jeans na buty, krój regular, ciemnobordowa koszula, lekka marynarka z syntetycznej skóry, bielizna i maszynka do golenia, sama go Lenu wyrówna. Dekokt z apteki na zabicie kaca/zatrucia Z rozmiarówką nie powinna mieć problemu i tak zamówi cos luźniejszego. W razie niepewności podejdzie i delikatnie dotykając, upewni się.
Liczę, że Lenu sprawdziła wcześniej rzeczony lot i ilość pasażerów się zgadza, tz. wysiadł. Nie zgłasza się na portalach, nie logują się jego urządzenia. Może namierzymy kartę kredytową, może telefon. Jakieś szczegóły na zdjęciach, jakiś szyfr w mailach?
W sprawie wynagrodzenia to nie jej cyrk, tyle uwagi co w tekście.
Ostatnio zmieniony 06 listopada 2018, 00:14 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 07 listopada 2018, 22:39

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Podkład:Le Matos - Sarah


Sara czyli Czarny Lód była wpięta. Przez rdzeń przeleciał drobny dreszcz kiedy impuls sprzęgu puścił w mózg pierwsze bajty, które w ułamkach sekund urosły w pokaźny strumień terabajtów danych. Od zawsze tak miała. A dokładniej od momentu kiedy jako dwunastoletnia dziewczyna zamontował sobie po raz pierwszy sprzęg. To było stare złącze, które dzięki talentowi szybko wymieniła na lepszego o niebo Samsunga. Ale... ten podniecający dreszcz przechodzący przez ciało, pojawił się właśnie wtedy po raz pierwszy. Nakręcający ją do działania, działający bardziej stymulująco metaamfa i syntkoka razem wzięte. Dlatego właśnie chciał być sieciarą. Kiedyś pracowała jako Żółwik. Wolny poruszający się z palca po klawiaturze programista. Ale to nie było to. Praca w sprzęgu była dość niebezpieczna. Ale hej, jak się chce być jak najlepszym to kiedyś się w końcu dorasta do myśli, że to jedyna droga by taką się stać.

Jej jaźń wypełniła wizja binarnej przestrzeni, nie do ogarnięcia dla zwykłego wciągacza prepaku, ale dla niej. Dla niej jej widok był czymś zupełnie normalnym i klarownym. Tak oczywiste jak dziwne odmiany koni dla Ketraskiego, które rozpoznawał bez trudu. Albo jak siarczyny najtańszego wina marki Snajper, które Wosjki rozpoznawał bez widoku butelki. Niektórzy ludzie mieli talent. Po prostu.

Obrazek

W jednej chwili rzeczywistość rozlała się w binarny świat zer i jedynek który dla niej miał oczywisty sens. Który przy pomocy sprzęgu w karku korespondował bezpośrednio z jej jaźnią. Była netrunnerką.

Kopała po danych które kazał jej znaleźć Ketarski i Lenu. Wystarczyło jednak że tylko Lenu uruchomiła swój sprzęt, a obcy znów się pojawił w metaświecie wirtualnych danych. Był tam przyczajony. W cieniu cyfr i kodów. Czarna czułą, że tak może być. Porzuciła przeszukiwanie danych osobowych na lotniskach i puściła się pędem w kierunku włamywacza. Wymierzył w złego lapka tym razem. Bo w lapka którego pilnowała Czarna. Fortecy jej decku nawet nie próbował forsować. Obcy wbił się bezpośrednio do sprzętu team leadera, który miał przekazać im dane. Korpo-lapciak o standardowych zabezpieczeniach nie był żadnym problemem do sforsowania dla prawdziwego netrunnera. Na jego miejscu Czarna zrobiła by to samo. Interesowało go wszystko co mocno schowane. Szukał konkretów. Na szczęście sporo czasu poszło mu na zhakowanie bazy ze zdjęciami rumaków. Nie tego szukał. Równocześnie zasysał dane z korespondencji archiwalnej z Adobe i szukał akt dzisiaj zatrudnionych do zadania. Ale tych jeszcze nie było, nie podpisali umów nie były zarchiwizowane.
Obcy zabierał się za laptop Lenu, by zassać brakujące dane których nie udało mu się wyciągnąć z głównego źródła. Tym razem Czarna była gotowa. Obcemu włączył się alerty, że się do niego zbliża. I to szybko. Zaczął wiać. Nie był do gotowy do konfliktu albo go chciał uniknąć. Zostawił tylko balckdoga o płonących czerwienią oczach, który od razu rzucił się jej do gardła. Szybko postawiła ścianę czując jak uderzenie piekielnego psa zaczyna kruszyć jej bariery. Zaklęła w myślach.

Nie ważne. Wytrzyma jeszcze chwilę. Musi. Usmażę mózg sukinsyna który mi zostawił to paskudztwo. - Pomyślała wypalając kod atakującego ją programu. Dla niej prawdziwa gra i ryzykowanie wszystkim już się zaczęły.

Czarną nie bez powodu na ulicy i w firmie nazywali Lodem. Miała w swoim decku coś nie do końca legalnego, coś czego inni hackerzy się najbardziej obawiali. Programik, dla specjalnego sortu cwaniaków, którzy ją wkurzyli w sieci. Nazywał się Czarny Lód i był cholernie niebezpieczny. Jeśli ktoś nie potrafił szybko i sprawnie postawić przed nim zapory, program dostawał się bezpośrednio do sprzęg-łącza i palił miejsce styku z synapsami. W najlepszym razie warzywo. W najgorszym, kupę dymu w wypalonym rdzeniu kręgowym przy czaszce. Tak. Już tak zrobiła komuś raz czy dwa, może więcej. Za pierwszym razem był to jakiś gówniarz, siedzący gdzieś na końcu świata. Jego pech. Czarna kiedyś się zastanawiała jak mogło by to wyglądać w realu. Kiedy jakiś kumpel może brat, znalazł tamtego po tym co mu zrobiła. W ciemnym pokoju wypełnionym dusznym gryzącym nozdrza dymem z ludzkiego przepalonego ciała, gdzieś w jakimś tam dalekim Peru. Trochę było jej przykro. Trochę. Parę miechów później moralniak w jej głowie już się nawet nie pojawił, ten drugi kolo też naprawdę na to zasługiwał.

Przez spięcie z balckdogiem straciła cenny czas. Ale nie było źle, wszystko przecież mogło się rozegrać dla niej dużo gorzej. Nie mogła dogonić obcego, choć jeszcze przez chwilę szła jego śladem. Dwudzieste szóste może dwudzieste siódme piętro tego budynku, na jednym z nich była kafejka gdzie przychodzili ludzie wypić kawę, wpiąć się i posprawdzać swoje prywatne sprawy. Zbyt duże wejść, za duży ruch, obcy zdążył zatrzeć ślady. Zero szans by dowiedzieć się kto to.

Czarna wróciła do swojego poprzedniego zadania, poszukiwania mozambijskiego kreatora i jego ósmego pasażera Nostromo. Centralny Punkt Lotniczy okazał się pustym strzałem. Na lotnisko Modlin włamała się więc w ramach drugiego podejścia. Bez problemów. O dane commonersów nikt nie dbał. Taka była prawda. Włamanie się do bazy danych pasażerów LOTu nie stanowiło większego problemu. Teoretycznie za ścianą zabezpieczających problemów w praktyce zaś był to mur dziurawy i łatwy do przekroczenia dla wprawnego hackera, a takim właśnie była Czarna. Co innego dane wrażliwe firmy LOT, takie jak dane pasażerów VIP i biznesclass, koszty napraw i awarii, odszkodowania, wynagrodzenia słowem wszystko co robiło słupki z cenami w notowaniach giełdowych. Tam włamać się łatwo nie było. Co innego proste dane. Jeszcze chwilę. Weszła!

[center]--------- Lot z Mozambiku. Szukaj-------

----------------------Adobe, Molisabe Lot LLM3342, lądowanie wczoraj 19:32 Warszawa---------

-------Wgląd do kamer, gdzie jesteś. Kurwa. Nie da rady za mocno pilnują. --------

----Myśl, myśl..-----

----------Karta, jaką kartą płacił za lot! ------ szukaj zbieżnych wyników---------

-------------Nie, nie chodzi o numer karty kredytowej , sama sygnatura-------

-----Kiedy zapłacił? Porównaj dane, wyszukaj podobne---------------

-----Kurwa. Setki możliwości --------------

------------------Gdzie Lenu dała mu namiar na lokal Bielany i Praga---------------

------------Zawęż możliwości do tych dwóch. Wyszukaj -----------

-------Kilka opcji, Praga płatność zagraniczną karta, zgodność sygnatury kodu osiemdziesiąt procent, zaliczka na poczet lokum!--------------

-----------Bingo! Praga, ten mozambes siedzi na adresie od Lenu. [/center]

- Szefu, musimy pogadać o moim wynagrodzeniu... - powiedziała Czarna i wyjęła powoli sprzęg, obracając się na krześle w kierunku Ketarskiego. - Molisabe jest na adresie praskim. - Założyła nogę na nogę, obdarzając go przy tym zadziornym uśmiechem. Znała rozwiązanie ich zagadki.
Taka tam wstawka w oczekiwaniu na wpis Wojskiego. Lenu stówka w plecy za zakupy. No chyba, że chcesz go ubrać w kropostyl to cena x3. Zamówienie dojedzie w godzinę.Transport wliczony w cenę.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6264
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 120 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 07 listopada 2018, 23:39

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

- Się zrobi Krzysiu... - wycharczał przez zapite gardło Wojski dość zręcznie jak na swoją mylącą aparycję, łapiąc rzucony identyfikator. Odwrócił się na pięcie i zadowolony opuścił konferencyjny.

Pamiętał na tyle dobrze, żeby nie uzywać telefonów wewnętrznych w takiej sytuacji, bo pewnie też były zhackowane, więc zatrzymał jakąś przerażoną cizie na piętrze i machając służbowym identyfikatorem, przedstawił się za outsourceowego starszego specjaliste ds zabezpieczeń i zabrał jej komórkę aby drydnąć na ochronę.

Laska zaczęła coś wrzeszczeć i nawet zaczęła go coś obijać małymi rękoma ale chyba trafiła pistolet pod swetrem bo nagle zamilkła. Wojski wycharczał znów:

- No dziękuje kochana, bo mnie kurwa strasznie łeb napierdala od dedlajnów

Coś przebijało mu się z dawnych czasów, więc wskoczył w tryb korpo nowomowy, a przyajmniej taki jaki pamiętał z ostatniej dekady.

Pamiętał też ze studiów, że ataki jeśli, rzeczywiście zdarzały się z terenów tego samego budynku (a szansa na to była niezmiernie mała, w końcu był XXI wiek), najczęściej dokonywały się bezpośrednio z infrastruktury sieciowej. Wybrał numer ochrony:

- Cześć koleżko, tu Wojski, outsourcingowy starszy specjalista ds spraw zabezpieczeń. Weź no wyślij na biegu wyślij czarnuchów żeby zcheckowali wszystkie ICaby, bo chyba jest jakiś włam. Jak kogoś znajdziecie, to zgarniajcie każdego do weryfikacji, nieważne czy to ktoś z housekeepingu czy z zarządu.

Zdziwony ochroniarz przytaknął i zaczął wydawać jakieś dyspozycje. Wojski potwierdził numer pod jakim będzie (a jakim było stary, kablowy telefon TEPSY na ścianie do użytku sprzątaczek. Oddał komórke naburmuszonej cizi, która odeszła na ostrym wkurwie, po czym sprawdziwszy czy jest w zasięgu CCTV, tudzież wzroku personelu zaaplikował sobie lekarstwo na kaca.

Taka małpka to nie pijaństwo przecież - usprawiedliwił sam siebie, żałując, że miał tylko sto gram wódki, a nie chociaż ćwiartkę.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 listopada 2018, 20:00

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Ketarski domyślał się, że Sara była dobra w swoje klocki, ale nie spodziewał się, że aż tak. Kiedy siedziała pochylona nad swoim sprzętem, sprawiała wrażenie pogrążonej w śnie i jedynie sporadyczne leciutkie drgnięcia ciała dowodziły nieprawdziwości tego wrażenia. Team leader miał nieco obycia z wirtualem i oprogramowaniem pozwalającym na wchodzenie w sieć za pomocą sprzęgu, ale nigdy nie zagłębił się w ten cyfrowy świat tak głęboko jak zawodowi sieciarze - po prawdzie, sama wizja takiego wniknięcia w Sieć przyprawiała go o niespokojne ciarki.

Nie, to był dla Ketarskiego obcy niezrozumiały świat, podobny do bezdennego oceanu, po którego powierzchni ludzie pokroju Krzysztofa tylko się prześlizgiwali próbując pojąć, co kryło się pod nimi w bezmiarze cyfrowych głębin.

Sara potrzebowała kilkunastu sekund, by znaleźć odpowiedź na najbardziej dla Ketarskiego ważne pytanie, na moment odwracając jego uwagę od tożsamości i miejsca pobytu hakera.

- Lenu, zbieramy się! - Krzysztof strzelił w dłonie akcentując w ten sposób podjęcie kolejnej decyzji - Sara, zostajesz tutaj. Będziesz z nami w stałym kontakcie przez komunikator sieciowy. Szukaj dalej tego włamywacza.

- Wszedł w sieć z kafejki na dwudziestym siódmym piętrze - odparła dziewczyna potwierdzając podejrzenia Ketarskiego - Otwarty punkt dostępu, gość jest praktycznie nie do namierzenia.

- Wojski postawił na nogi ochronę. Zweryfikujemy wszystkie osoby przebywające obecnie w budynku. Nawet jeśli nie zidentyfikujemy gościa, jego nazwisko i zdjęcie trafi do naszej bazy. Złapiemy go prędzej czy później.

Manager przekręcił głowę w bok, spojrzał na O.D.

- Każ podstawić pod boczne wejście służbowe auto z kierowcą, najlepiej jedną z tych nieoznakowanych furgonetek do przewozu ładunków poufnych. Ja autoryzuję wypożyczenie. Za kwadrans widzę was przy bramce parkingu, ciebie i Lenu. Pojedziemy pod ten praski adres. Jeśli Adobe ciągle tam jest, zabierzemy go do firmy.

Nie czekając na potwierdzenie Ketarski wybiegł z przeszklonego boksa, przeskoczył korytarz wpadając do swego biura. Czterej współdzielący z nim pomieszczenie pracownicy HR-u unieśli głowy zaskoczeni pośpiechem kolegi. Krzysztof zignorował ich wszystkich bez wyjątku, przechylając się nad swoim biurkiem i wyciągając spod niego niewielką kompozytową walizeczkę z elektronicznym zamkiem.

- Robota na mieście, dzisiaj najpewniej już nie wrócę - rzucił zdawkowo, nie zamierzając dzielić się z konkurentami do awansu żadną nowiną - Jakby co, do jutra.
Jedziemy na praski adres: ja, Lenu i OD. W drodze na parking zdecyduję, czy weźmiemy Wojskiego czy zwalę mu na głowę "czesanie" sprawdzanych w budynku osób. W walizeczce jest kilka użytecznych przedmiotów, m.in. pistolet (więcej info wkrótce).

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 12 listopada 2018, 12:34

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Berhar tylko chwilę zastanawiał się nad zmianą układu sił oraz łańcucha dowodzenia. Nawykł przecież to takich poleceń, tak że zmiana wydającej je osoby nie miała właściwie znaczenia. Podniósł smartfon i przeszukiwał przez chwilę swoje kontakty.

W sumie nie miał tutaj osiągnąć nic specjalnego - służbowy kierowca i van był w zasięgu właściwie większości pracowników. Van do ładunków "poufnych", jak to dyplomatycznie nazwał Ketarski, był dla zaufanych ludzi. A taki van za kwadrans, łapał się w kompetencje Działu Zaopatrzenia. Który, jak nazwa wskazuje "zaopatrywał".
Różnych ludzi, w różne rzeczy.

Wygasił więc listę kontaktów, gdzie byli ludzie od zadań prawie lub zupełnie niemozliwych.

Nacisnął guzik szybkiego wybierania mrucząc do siebie - Memory, find - poczekał chwilę na podniesienie słuchawki - Berghar. I wszystko jasne - powiedział na koniec do siebie wciskając czerwoną słuchawkę.
Nie widzę nic nadzwyczajnego w prośbie Ketha, więc ją realizuję.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 listopada 2018, 14:07

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Maszerujący ku szybkobieżnej windzie Ketarski nie mógł zaprzeczyć, że szybki rozwój wydarzeń wprawił go w skrywaną przed zespołem ekscytację. Od dawna marzył o przesunięciu z działu HR do pionu zadań poufnych i wiele wskazywało na to, że Operacja Patyczak mogła mu w tym wydatnie pomóc. Nie znał się za bardzo na uzupełnianiu zawartości prepaku masą białkową pozyskiwaną z owadów, ale przeczuwał, że tak rewolucyjne rozwiązanie mogło postawić firmę w krótkim czasie na nogi.

O ile konkurencja nie zdąży pokrzyżować ekipie planów.

Ściskając pod pachą walizeczkę, manager przecisnął się przez zamykające drzwi windy, odepchnął je ręką w przeciwne strony umożliwiając wejście Lenu i Berharowi. Jakaś wyzywająco umalowana babka z finansowego obrzuciła trójkę nowych pasażerów mało przyjaznym spojrzeniem, toteż Ketarski przez całą drogę na parter nie odezwał się ani słowem. Dyskrecja miała w obecnej chwili bezwzględny priorytet.
Mogę przyjąć, że technik i fikser jadą ze mną na parter? W drodze do vana będę chciał pogadać z Wojskiem, zapewne jest gdzieś przy głównym wejściu.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 listopada 2018, 20:08

Warszawa, Mordor, pokój działu HR 27 lipca 2055

Ketarski wpadł do pomieszczenia działu HR w którym zwykle pracował w trakcie dnia, niczym tornado. Zdziwieni koledzy przez chwilę zamarli myśląc, że to znowu Helga. Tak bowiem nazywali swoją słusznych wymiarów szefową, która to miała w zwyczaju wpadać w tym stylu dwa trzy razy na tydzień i natrząsać się na temat wydajności pracy w tygodniu. Nazyywała to motywowaniem pracownika.
Tym razem był to jednak ich biurowy kolega. Krzyś bez ceregieli zanurkował przy swym biurku w poszukiwaniu kompozytowej walizeczki o niewiadomym przeznaczeniu. W tym czasie koledzy rzucając mu zaledwie kilka ukradkowych spojrzeń z uwagi na jego nietypowe zachowanie, wrócili do spokojnej i wydajnej pracy.

- Hej, Krzychu nasz Nowy odpisuje na list młodemu Bielińskiemu, pomożesz? - zapytał rozradowany jeden z kolegów.

Krzysztof na chwilę spowolnił ruchy. To była wiadomość na którą czekali w tym pokoju cały zeszły tydzień. Stary Bieliński, brat młodego, był managerem wyższego stopnia. Dzięki koneksjom w zarządzie udało mu się wrzucić na dość ciekawe stanowisko swojego brata. Kompletne zero, które było wrzodem na żołądku sporej części biura, ale przez bliskie pokrewieństwo nie dało się z nim nic zrobić. Co więcej, stary Bieliński tak sprytnie używał swych wpływów i koneksji na poziomie wysokiego managmentu, że jak tylko coś młody zepsuł to od razu szło na czyjeś inne konto. Ludzie wylatywali przez to z roboty. To było niskie. Biuro szybko się nauczyło, że należy sprawdzać i poprawiać po młodym. Współpraca z nim teamie sprowadzała się do żmudnego ciągnięcia dwóch etatów, swojego i młodego Bielińskiego który właściwie nie robił nic. Jednak, nie dalej jak miesiąc temu karta się odwróciła. Po kilkuletniej pracy dla Prepaka, stary Bieliński zrobił solidny błąd. Na tyle duży, że wyleciał z roboty, a Helga w trybie natychmiastowym wypisała mu pożeganiówkę. Młody wprawdzie został na fuszce w firmie, ale nie był już kryty. Jego los był więc przesądzony. Biuro bowiem nie zapominało.

Właściwie młody Bieliński nic konkretnego Ketarskiemu nie zrobił, ale Krzyś po prostu nie lubił jak wszyscy gnid tego typu, którzy notorycznie słali donosy na kogoś z biura. I to donosy skreślone w słabej polszczyźnie i z błędami. Podczas gdy sam podobno nie był czysty i rok temu dospał czegoś do koktajlu młodej stażystce podczas firmowej imprezy. W końcu doga młodemu Bielińskiemu się powinęła i wszyscy na to czekali. Nadeszła pora rewanżu.

- Nowy, co tam nabazgrałeś, daj przeczytam na głos... - powiedział Seba pochylając się nad tekstem. - "... z naszych informacji wynika, iż Koleżanka uderzyła Pana w twarz za...." Hmm, Hej chłopki jak napisać, że za chamski i skrajnie chujowy zagryw?

- Zachowanie nie licujące z dobrymi obyczajami - podpowiedział uprzejmie najstarszy, Tom ku ogólnej uciesze pozostałych, odchylając się na swym szczytnym fotelu przy oknie.

- Ok, a jak dodać że do tego jest idiotą? - drążył temat coraz bardziej rozbawiony Seba.

- Pana zachowanie budzi wątpliwości i zmusza nas do niezwłocznego skierowania Pana osoby na badania psychologiczne, orzekające o kwestii upośledzenia umysłowego w stopniu niższym... - podsunął drugi z kolegów, co spowodowało falę niekontrolowanej radości u wszystkich.

- Dobre, a jak do tego jeszcze delikatnie dodać, że jesteś pan nieudacznikiem którego nikt nie lubi? - zapytał po raz kolejny Seba.

- może... osobą o wyjątkowo słabych interakcjach społecznych, które nie licują z etykietą biurową prezentowaną przez resztę pracowników. - podsunął kolejny kolega.

- Hej Krzysiu a jak mu napisać, bo ty się znasz na tych czworonogach najlepiej, żeby zamiast gnębienia stażystek lepiej sobie strzepał konia?

Ale Ketraski się spieszył. Pochwycił szybko torbę i rzuciwszy parę słów pomknął do windy.

- Krzychu mam sprawę! No trudno... zadzwonię - zakończył zrezygnowany Tom jak tylko zatrzasnęły się drzwi za młodym HRowcem.

Ketarski dotarł do windy razem z resztą. Zjechali na dół przy wtórze cichego świstu szybkobieżnej windy. Wewnątrz poruszającej się niemal jak pocisk windy leciała zaś subtelna klasyka.

Kiedy zjechali na dół Wojskiego nie było. Nie było go zbyt długo.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 listopada 2018, 21:08

Warszawa, Mordor, parking 27 lipca 2055

- Gdzie do cholery podział się ten menel... - zapytała cicho sama siebie Blondi kopiąc w krawężnik.

Wojskiego nadal nie było. Stali na biurowym parkingu w strefie rozładunku dla towarów wchodzących do firmy, a brudne od tego co w powietrzu ledowe światło, czyniło słaby krąg wewnątrz którego stali. Podziemny parking nie był przytulnym miejscem, palmy oleju mieszały się z ciężką bitumiczną mieszanką o szarym betonowym odcieniu. Wiatr gwizdał na przestrzał pomiędzy zaparkowanymi autami. W powietrzu wisiała zaś ta ciężka, trudna do zniesienia nuta smogu i samochodowych spalin. W takich sytuacjach najzdrowiej było założyć przeciwsmogówkę jak zrobił/a Lenu.
Zerkając na nią z ukosa O.G. musiał przyznać że ta laska naprawdę wiedziała jak zadbać o cerę.

- Gdzie on jest. - warknął cicho Ketraski myśląc intensywnie o Wojskim.

- Spokojnie, Czesiu się nigdy nie spóźnia. - powiedział O.D. spokojnie. I jakby na potwierdzenie tych słów nadjechał czarny van o przyciemnianych szybach. Było Honker Cargo v7, nieco już wiekowy ale nadal nieźle utrzymany samochód z dwoma rzędami siedzeń za kierowcą i całkiem ładowaną paką. Berghar często wspomagał się owym wehikułem, kiedy szybko i cicho trzeba było coś przewieźć. A to na imprezę w biurowcu paczuszki o których zawartości każdy praworządny obywatel wolał by nie wiedzieć, a to coś na magazynowe stocki żeby tylko inwentaryzacja się zgadzała tuż przed podliczeniem, a to znowu coś innego w inną stronę... Słowem wszystko cicho, sprawnie i w miarę tanio. Oczywiście oficjalnie Czesio jeździł tylko z firmowymi zamówieniami, ale w praktyce dorabiał sobie na boczku mając cichy układzik z Bergarem. Każdy miał potrzeby. Bergar potrzebował dyskretnych transportów a Czesio.... Czesio potrzebował nowych płuc. Dlatego postanowił sobie, że tym razem już rzuci na pewno. Nie tak jako ostatnio, ani dwa razy wcześniej kiedy tez musiał wymieniać płuca na nowsze ale używane.

- Dobry wieczór kierowniku - powiedział do O.D. zachrypnięty głos, kiedy tylko Czesław zatkał dziurę w szyi jaka mu została po tracheotomii. - Zaniese paczuszkie do jakichś dupków z biura i możemy jechać choćby i na koniec świata. A tak przy okazji, Lenu-Wosjski to które to może być piętro? Mam przesyłkie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 639
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 154 times
Been thanked: 115 times

Post autor: Nanatar » 12 listopada 2018, 21:58

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Sara była zaiste demonem w swoim fachu, niezwykle szybko czytała i szyfrowała maszynowe kody, Lena ledwo zdążyła złożyć zamówienie na przyzwoite ciuchy dla Wojskiego, wyświetliła możliwy monitoring w okolicach wybranych adresów i zaciągnęła plany budynków. Nerunnerka wciąż na łączu zdawała relację, Wojski gdzieś pospiesznie wyszedł, oby po wodę - pomyślała Lena - Na szczęście Ketarski po chwilowej katatonii doszedł do siebie, choć nagły entuzjazm i zapał nie pasowały do spokojnego HR-owca. W istocie Lena dopiero teraz kiedy już szef wybiegł, to też ją trochę martwiło, ten niezdrowy pospiech, kończyła składać zamówienie, którego, cholera sama już nie odbierze. Zapłaciła z karty, kasą na wieczorny melanż, melanżu dziś nie będzie.

- Możesz lepiej zabezpieczyć moje egg? - spytała jeszcze ciemnowłosą Sarę, kończąc pobieranie planów.

Wstała, złożyła egg i schowała do torebki. Uśmiechnęła się do kolegi w bluzie F - Czy nie niepokoi cię zachowanie Krzyśka? Nie za bardzo nabuzowany? Pośpieszmy się bo odjadą bez nas.

Już w wejściu odwróciła się - A, niech ktoś odbierze zamówienie, przyjadą ubrania dla pana Wojskiego, zapłacone! - Już do O.D. pod nosem - Bierzemy blondynkę.

Kiedy szli do windy poczuła, że dzień wywrócił się jej do góry nogami, kobiecość gdzieś uciekała, a wypełniająca krew adrenalina, tańczyła z testosteronem. Na szczęście Leny przywykł do chodzenia w spódnicach, ale obcasy nie stukały już tak równo, a pupa nie kręciła jak kołysana rumbą.

- Zdążyłeś się cos dowiedzieć O.D. o owadach w depozycie na lotnisku? Właściwie to może być poza lotniskiem, okaz może być gdzieś schowany na terenie Warszawy. Właściwie powinien przechodzić kwarantannę. - ostatnia myśl przyszła jak olśnienie, jeśli oczywiście, nie przeszedł jej wcześniej.

Stali już w windzie, kiedy w ostatniej chwili wbiegł tam Ketarski, niczym bohater gry przygodowej. W jednej chwili wydawało się, że zostanie w pół drzwi, a w następnej te zamknęły się ledwo za nim, a właściwie za trzymanym w ręce neseserem.

Na dole Leny odebrał jeszcze ze skrzynki w depozycie swój kuferek. - Co z Panem Wojskim? - zwrócił się do Ketarskiego.

Chłopaki byli dla niego za twardzi, choć musiał przyznać, że Krzyś potrafił zadbać o wygląd, ale Leny nie mógł oderwać wzroku od wysportowanego ciała blondynki. Podjechał wyczekiwany van i o dziwo przesyłka, którą zamówiła Lena.

- Ma pan szczęście, nie mogłem się doczekać, pokwituję. To gdzie w istocie pan Wojski? Ma pan, masz z nim jakiś kontakt? - wyglądało na to, że pośpiech szefa był tonizowany przez jego tajemniczego kolegę.
Garść pytań:
Czy Sara może w jakiś sposób zabezpieczyć egg Leny? egg to marka komputerów osobistych, dobrych mocy, nastawionych na urządzenia mobilne. Obecnie duża konkurencja dla jabłka
Co Leny wie o transporcie patyczaka? Przechodził już kwarantannę, próbował go przemycić, a może nie potrzebował kwarantanny?
Czy mogę namierzyć Wojskiego ze swojego egg? Sprzęt jest osobisty, ale pracuję na nim dla Polskiego Prepaka, więc może być zarejestrowany i mogę mieć dostęp do monitoringu, lub nagłych zarządzeń.

Dla MG:
Spoiler!
Czy mogę mieć w kuferku paralizator, strzykawkę z dekoktem zwiotczającym. Przybory osobiste jak silikonowa parasolka?
Ostatnio zmieniony 12 listopada 2018, 22:14 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 listopada 2018, 22:28

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Wojski czekał przy telefonie. Zgodnie z protokołem zdarzenie zostanie zarejestrowane, przekazane przełożonemu i niezwłocznie sprawdzone według procedur tego biurowca.
Czekał. Usłyszał ich zanim się pojawili. ten specyficzny szelest polyestru na kevlarze. Szurnięcia wojskowych butów drobiących kroki jak kiedy operator zbliża się do celu. Niewychwalane szczegóły dla zwykłego śmiertelnika, a dla Wojskiego coś czego niemal nie można przeoczyć. Było ich czterech. Dwóch czarnych wyszło z windy, dwóch z tyłu sprawnie, obstawiło drugie wyjście z korytarza. Ci ostatni tylko lekko wychylili się zza ściany by windziarze mogli swobodnie otworzyć ogień jakby co.
Później wszystko przebiegło sprawnie, dyskretnie i szybko. Padnij ! Na kolana! Seria podobnych komend, plastikowe kajdanki, szarpniecie i już jechał windą w obstawie czterech pracowników ochrony. Nie bronił się. nie był idiotą. Wiedział jak by się to skończyło w najlepszym wypadku.

Dotarli na piętro, którego nie było na rozkładzie windy. Chwilę szli labiryntem korytarzy coraz to mijając sprawnie kolejne magnetyczne bramki i ciężkie drzwi z pancernymi oknami. W końcu dotarli do pomieszecznia w którym cała jedna ściana była obłożona monitorami. Wyświetlały wszystko co się działo w biurze. Pracowali przy nich ludzie ubrani w hełmy zasłaniające całe twarze, które podłączone do wielkiej konsoli z przodu monitorów za pomocą wielu sprzęgów. Od Wojskiego dzieliła ich solidna pancerna szyba przy której stał z założonymi z tyłu rekami dyżurny. Wojski był w kontrolce głównej. Rozejrzał się wychwytując od razu podświetlany barek, pełen butelek, kryształową ławę i nowoczesny fotel za nią, na którym siedział mężczyzna w białym jak śnieg garniturze. Wysportowany i wysoki. Odchylony w tył odbijał spokojnie kauczukową piłeczkę od blatu ławy wpatrując się w Wojskiego.

- Pamiętasz mnie? - zapytał ciekawie mężczyzna w fortelu.

Na nazwisko miał Kirst. Pracowali razem w innych czasach, w innym miejscu, całe wieki temu. Wtedy W. był jeszcze innym człowiekiem a Kirst jego dyżurnym zmianowym. Wojski pamiętał, że był niemal wzorowym pracownikiem. Punktualny, skrupulatny, dobrze wyćwiczony. Miał jednak jedną solidną wadę, która w oczach Wojskiego absolutnie dyskryminowała go w procesie wszelkich dalszych awansów, choćby na szefa oddziału. Kirst strasznie poniewierał wszystkimi niżej od siebie w strukturze. Miał ich za nic, za niewiele warte śmieci. Jego poczucie własnej wyższości był rozrośnięte do rozmiarów galaktyki. Tyle Wojski zapamiętał. Resztę wspomnień przepalił alkohol obracając w proch i pył niepamięci.

- Myślałem, że już nie żyjesz. Ale z tego co widzę, zrobili z tobą coś gorszego. Pracowaliśmy razem, a teraz zobacz gdzie jestem, inna firma. W końcu ktoś mnie docenił. A ty? Spójrz na siebie, gdzie w tym czasie dotarłeś, ty? Ehh... Bartkowski.... Bartkowski - powtórzył na głos jakby mielił to nazwisko w ustach. Z pogardą - ...czego ty tak naprawdę szukasz na moim terenie, hę?

Wojski milczał patrząc bez lęku w chłodne oczy tamtego.

- Dobrze.... sam tego chciałeś. Masz kartę Ketarskiego, więc muszę ci pomagać. Pokaż mu mensę z czasu zdarzenia. - monitory przeskoczyły na jadłodajnię sprzed kwadransa. Wszystkie. Klatka po klatce w nieco przyspieszonym tempie pokazując ciąg zdarzeń. Wojski obserwował przez chwilę monitory, a Kirst studiował jego reakację.

- Widzisz, nie ma tam nikogo obcego. Sprawdziliśmy jak należy dwukrotnie ID każdego z siedzących. Przyporządkowaliśmy wejścia do poszczególnych osób, nic nie zostało. Sami swoi. A skoro sami swoi to nie było zdarzenia, taka polityka firmy, rozumiemy się?

Kirst podrzucał przez chwilę piłeczkę w górę spoglądając dziwnie na Wojskiego jakby coś w rozważał. Ostatecznie jednak skrzywił się tylko w cierpkim uśmiechu.

- Możesz już iść. Choć jakbym to ja był na twoim miejscu, to miałbym trochę więcej honoru i już dawno palnął bym sobie w łeb. I odszedł na zawsze. - rzucił za Wojskim.

Wojski czuł jaką niewysłowioną przyjemność musiało sprawić Kirstowi wydawanie polecenia swojemu byłemu przełożonemu, jak jego ego rozdyma się w tym momencie właśnie do niewyobrażalnych rozmiarów. Wojski opuścił pokój ochrony i sprawnym krokiem ruszył do windy by bez przeszkód dotrzeć do pozostałych.

Po jego wyjściu Kirst obrócił się w kierunku dyżurnego.

- Nie było zdarzenia więc skasuj zapis o nim.

- Ale...

Nerwy na policzku Kirsta ściągnęły się w szybkim tiku. Elastyczna kulka poleciała z siła uderzając prosto w czoło dyżurnego, i odbita od czaszki wróciła do ręki pozostawiając po sobie czerwonego siniaka.

- Powiedziałem skasuj to debilu! I nie dyskutuj nigdy więcej ze mną.
Wojski dociera na miejsce. Chcecie powymieniać się informacjami, jakieś dialogi. Ubrania? Co dalej? Dokąd?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 639
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 154 times
Been thanked: 115 times

Post autor: Nanatar » 13 listopada 2018, 20:36

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Leny odebrał paczkę, wrzucił ją na tył vana, oparł się o boczne drzwi i rozłożył jajko. Dla wygody postawił notbooka na masce i w pospiechu, sprawdziła stan alarmów budynku.
Zatrzymanie, niestosowny strój, to mogła być ich zguba. Montoring windy. bingo.

- To budynek cudów, nasz tajemniczy przyjaciel jedzie windą, będzie tu za 6,5,4,3,2,1,0 sekund. Zapraszamy Panie Wojski, pociąg się spóźni przez pana. Proszę do tyłu, mamy prezent. Resztę możemy wyjaśnić sobie w aucie. Krzysiu! Chyba że inaczej to widzisz? A, i jesteś pewny, że Sara jest bezpieczna? - ale mówiąc ostatnie zdanie, Leny patrzył na reakcję blondynki.

Już gotowy do drogi Leny wbił w Ketarskiego błękitne oczy i niech się zastanawia czy są prawdziwe.
Jeśli wszyscy wsiądą, to Leny poprosi szefa o przedstawienie roli Wojskiego. Wojskiego poprosi o przedstawienie się z imienia i zaproponuje uprzejmie kupione dla niego ubranie, oraz mały zastrzyk. Leny nie zamierza robić go znienacka, żeby nie stracić zębów. Jeśli Wojski odmówi, będę go przekonywał w fabularce, wtedy poproszę o scenkę.
Jak już uporamy się z przebraniem, wszyscy dostaną do obejrzenia mapy okolicy i trójwymiarowy obraz budynku. egg ma taką możliwość, ale strasznie żre baterię i nie jest to wysokiej klasy hologram. Obecna bateria 72%. Czekam na plan strategiczny HR-owca na progu nowej kariery.

ODPOWIEDZ