PBF - WARSAW 2055

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 listopada 2018, 20:45

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Krzysztof Ketarski rzucił podejrzliwym spojrzeniem na przesyłkę Lenu, machnął na kierowcę ręką dając mu do zrozumienia, że powinien od razu wracać za kierownicę.

W głębi holu, przy głównym wejściu, jego bramkach i pulpitach ochrony nie widać było żadnego ożywionego ruchu, żadnego śladu aktywności strażników mających przecież szukać sieciowego włamywacza. Ketarski zmarszczył czoło, podłączył się w mgnieniu oka do swego ukrytego w wewnętrznej kieszeni garnituru smartfona. Na wewnętrznej powierzchni jego cybernetycznego prawego oka - swą barwą idealnie dopasowanego do organicznego bliźniaka - zalśniły miniaturowe refleksy sygnalizujące pełnowymiarowy sprzęg. W ludzkie myśli wślizgnęły się impulsy generowane przez skomplikowane układy komunikacyjne, przekładane w przeciągu mikrosekund na mowę neuronowej sieci. W tle słychać było głos mówiącej coś spod vana Lenu, ale manager miał pewien kłopot z podzielnością uwagi pomiędzy szynę komunikacyjną sprzęgu i bodźce zewnętrzne.

Firmowa baza danych. Oddział ochrony. Kirst. Łącz. Przerwij!

Elegancki Galaxy S200 o wielkości staroświeckiego pudełka zapałek i grubości trzech milimetrów przeszedł natychmiast w tryb czuwania.

- Myślałem, że miałeś zabezpieczyć wyjścia - Ketarski spojrzał poirytowanym wzrokiem na wychodzącego z pobliskiej windy Wojskiego - Gość może nam w każdej chwili pitnąć.

- Wasz szef ochrony ma pełną kontrolę nad sytuacją - odparł wymijająco mężczyzna w wymiętym swetrze - Monitorują w dyskretny sposób wszystkich obecnych w budynku. Gdzieś się wybieracie?

- Ty też - Ketarski wskazał ręką na vana - Wsiadaj, chyba mamy Adobe.
Niech Czesio odpala furę i mknijmy pod wskazany adres!
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2018, 20:58 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 639
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 154 times
Been thanked: 115 times

Post autor: Nanatar » 14 listopada 2018, 14:41

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055 /Parking i Van

Lekko wytarte wnętrze vana było znośnie wyczyszczone, przez sztuczne zapachy lasu, przebijały się zapachy potu i niestrawionego alkoholu.
- Panie Czesławie, podobno się nam spieszy, proszę więc zadbać o to, żeby nie zatrzymano nas po drodze. Można jakąś muzykę?

Zwróciwszy się do Wojskiego - Szef zapomniał, że masz jakieś imię, czy nigdy ci nie nadano? Proszę to są odpowiednie ubrania na dziś, najlepiej jeśli przebierzesz się od razu. Nie patrz tak, ludzie nie będą cię traktować poważnie w workowatych spodniach i swetrze będącym farmą maleńkich owadów. Swoją drogą ciekawe jaki jest udział biomasy w pańskim odzieniu. - widząc wahanie i niesmak na twarzy nowego kolegi, Leny kontynuował - Proszę nie próbować mi wmawiać, że ten image to zamierzony kamuflaż, czuć cię odległość. Majtki, koszula, skarpetki i cała reszta. Brudne ciuchy hop do torby. - Leny wręczył wreszcie torbę Wojskiemu, apteczny zastrzyk jednorazowy chowając do torebki. - Mam jeszcze vitaminki, ale to jak się grzecznie przebierzesz. A teraz wyjaśnij co to znaczy, że szef ochrony ma pełną kontrolę nad sytuacją i monitoruje cały budynek, to raczej powinien być standard.

Leny czuł coraz mocniej narastające napięcie, ślina mu gęstniała i stawała w gardle, serce przyspieszało. Miał wrażenie, że coś niedopowiedziane między wierszami mu umyka.
Ubranie dla solasa nie jest wyszukane, ale nowe i schludne. Ciemno bordowa koszula, marynarka ze sztucznej skóry, materiałowe spodnie typu regular i buty, a la kowbojki, za kostkę, żeby nie spadały, z nieco krótszymi i zaokrąglonymi czubami, czarna bielizna. Wszystko utrzymane w kolorach ciemnego brązu.

Obrazek
Ostatnio zmieniony 14 listopada 2018, 14:51 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 listopada 2018, 21:21

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055

Przysłuchując się jednym uchem rozmowie Lenu i swego przyrodniego brata, siedzący w przednim fotelu pasażera Ketarski położył walizeczkę na kolanach w taki sposób, by jej otwarte wieko zasłoniło zawartość przed oczami kręcącego kierownicą pana Czesia.

Na miękkiej wyściółce z gąbki, w idealnie wykrojonych zagłębieniach tkwiły elementy zestawu, który manager HR skompletował swego czasu po tym jak w miejskiej kolejce napadła go banda podpitych wyrostów hinduskiego pochodzenia. Hindusi, podobnie jak Nepalczycy, Mongołowie i Chińczycy, tworzyli sporą część wielomilionowej warszawskiej aglomeracji i ku zgrozie Ketarskiego upodobali sobie okolice dzielnicy, w której biznesmen wynajmował skromne mieszkanko.

Półautomatyczny pistolet, nabity zapasowy magazynek, taser, pojemnik z gazem na bazie syntetycznego odoru skunksa, kajdanki oraz amatorski zestaw do ściągania odcisków i pobierania próbek śliny.

Krzysztof nie miał pojęcia, czy cokolwiek z tego asortymentu mogło mu dzisiaj ułatwić zlecone przez zarząd zadanie, ale nie zamierzał się cofnąć przed niczym, by przesądzić swój nieuchronny awans.

Pan Czesio prowadził vana z zaskakującą wprawą i ze sporą dawką kawaleryjskiej śmiałości, wyprzedzając wolniej jadące pojazdy na grubość lakieru.

- Firmy nie stać na podniesienie opłat za OC - pouczył go Ketarski - Musimy ciąć koszty, żeby zapewnić sobie budżet na inwestycje. I premie noworoczne. Tak więc poproszę nieco spokojniej, bo nas drogówka zatrzyma, a tego bym sobie nie życzył.

Ze stołeczna drogówką Ketarski również nie miał miłych znajomości. Szybko bogacące się na gospodarczym boomie polskie społeczeństwo odnotowało ogromny odpływ ludzkich zasobów do strefy korporacyjnej, również z szeregów budżetówki. Kiedy w '2052 warszawska policja stanęła w obliczu katastrofalnego niedoboru personalnego, tylko nowatorska inicjatywa prezydenta Zamachowicza uratowała służby mundurowe przed całkowitą zapaścią.

Sprowadzeni do Polski Gruzini, Ormianie i Czeczeni, wszyscy na mocy specjalnego dekretu uznani za polskich repatriantów, otrzymali propozycję wcielenia w szeregi warszawskiej policji w zamian za zaakceptowanie tzw. "Pakietu Trójcy", w który wchodziła polonizacja, chrystianizacja i integracja. Władze wielokrotnie w następnych latach podkreślały korzyści płynące z tego projektu, ale mający za sobą kilka spotkań z krawężnikami Ketarski miał na ów temat zupełnie odmienne zdanie.

- Tak, drogówki nam nie potrzeba - wycedził raz jeszcze przez zęby, wracając wspomnieniami do jakiegoś traumatycznego wydarzenia z przeszłości.
W drodze na Pragę...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6264
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 120 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 listopada 2018, 22:19

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055 /Parking i Van

Wojski patrzył z kompletną obojętnością na rozmówce. Nie lubił gdy kwestionowano dobór jego garderoby, szczególnie, że ubrał się już odświętnie a jeszcze bardziej szczególnie, bo miał kaca, którego nie zatrzymała nawet wsyśnięta dyskretnie małpka. Wojski chwile milczał i trawił paplaninę kobiety. W końcu syknął tylko, gdy ich wzrok na chwile się spotkał:

- Spierdalaj! Co ja kurwa jakiś model jestem flądro? - chłodny ton wypowiedzi, w połączeniu z klasycznym praskim akcentem, osadziły w miejscu Lenu i jej zapędy. Atmosfera w aucie w jednej chili zrobiła się cięższa, i nawet Blondi stężała. Instynkt podpowiadał Lenu, że sprawa zamiany ubrania jest definitywnie przegrana, i że lepiej się nie odzywać bo taki wyskok może się skończyć dla niej kiepsko tym bardziej że Wojski bez słowa wpakował cały outfit do podanego już wcześniej worka i rzucił na tył auta.

Ketarski spojrzał karcąco na przyrodniego brata i to wystarczyło. Wojski rozluźnił zmarszczone brwi, nie chciał robić siary bratu, zwłaszcza na pokładzie na który go wciągnął.

- No nie ma się co denerwować Krzysiu. - uspokoił brata i pojednawczym ruchem wyciągnął z worka nowe buty, dodając cicho: - Laczkami nowymi nie pogardze...

Bartkowski zdjął stare Vansy i skarpetki i pasażerowie zgodnie w myślach stwierdzili, że przebieranie się w wozie nie było najlepszym pomysłem Lenu. Skarpety Wojskiego były chyba na stopach właściciela od lat dwudziestych i to pewnie dwudziestego wieku, także jednej chwili rzekoma biomasa na swetrze przestała komukolwiek przeszkadzać. Wojski wsunął z udawanym zadowoleniem nowe buty. Ktoś w międzyczasie wyjebał za okno stare trepy i cuchnące niemiłosiernie onuce. Bartkowski skończył i nawet uśmiechnął się pojednawczo do Lenu oznajmując:

- W sumie to zajebiste są... Bartek jestem jak coś. I sie zajmuje teges szmeges... Jakby trzeba było morde jakiemuś absztyfikantowi razie czego obić... - uniósł dyskretnie sweter demonstrując Lenu wciśnięty za pasek pistolet bardzo słusznych rozmierów. Potem zwrócił się do Ketarskiego:

- Ej Krzysiu, ten twój szef ochrony to jest niezłe ziółko. Mnie to gancegal, ale na twoim miejscu to bym miał na niego oko.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 14 listopada 2018, 23:49

Warszawa, Mordor, 27 lipca 2055 Vanem przez Wawę po południu.

[center]Obrazek[/center]

Czesio uruchomił silnik i wystartował betonową spiralą na zewnątrz budynku. Wnętrze auta trudno było nazwać sterylnym. Pasowało do leciwego kierowcy z początku tego wieku. Było w nim trochę kurzu ale najbardziej przeszkadzał wgryziony we wszystko zapach papierosów. Zaduchu dodawała dyndająca sztuczna choinka zaczepiona u lusterka.

- A jaką by panienka wolała muzykie? Bo mam ja tu Czerwone Gitary i Krawczyka. - zapytał grzebiąc przy odtwarzaczu z uśmiechem. Sztuczny piesek zamontowany w samochodzie gibał główką, kiedy podskakiwali na kolejnych progach zwalniających.

Muzyka https://www.youtube.com/watch?v=Ak1-qLbHHCM

Sprawnie minęli wszystkie magnetyczne bramki Mordoru. Wpierw te firmowe, później okalające całą strefę korporacyjną, której doglądali dobrze doposażeni policjanci oraz jeszcze lepiej uzbrojeni prywatni ochroniarze.

[center]Obrazek[/center]

Było po południu ale na ulicach w bezpośredniej odległości od korporacyjnych centrów, mimo deszczu kręcili się przechodnie sterylnie piękni ludzie. Nosili przezroczyste parasole z tymi wszystkimi bajerami, chroniącymi idealnie dopasowany strój przed smogiem zlepionym z deszczem. Prowadzący życie niemal doskonałe. Idealne białe mieszkania, w chronionej strefie korporacyjnej z doskonałym porządkiem i wzorowymi dziećmi. Zdrowe posiłki z najlepszego prepaku i pełna garderoba markowych ubrań. Dwa razy do roku na długie wakacje. Avka w garażu. Całość na wysoki połysk. Kto by tak nie chciał?

I wszystko to jedynie za cenę nerwicy, stresu i bezsenności, jeszcze zwiększających i tak kosmicznie już wysoki poziom agresji. Ale hej, to przecież nie są problemy. Bo od czego są prochy i psychiatrzy, nie? Tylko trzeba to ogarnąć w czas. W zeszłym tygodniu jakiś manager podobno sfajczył w mikrofali swojego dzieciaka, bo ten płakał i przeszkadzał mu pracować nad zajebiście ważnym projektem.

Czesiu mknął drogą szybkiego ruchu przez most siekierkowski.

[center]Obrazek[/center]

Warkot starego vana, rozlegał się cichym pomrukiem w jego środku. Pruł ponad sto czterdzieści w zabudowanym, w deszczu który coraz bardziej słabł. Sprzęg z autem robił dobrą robotę. Czesław prześcigał właśnie burzę, która jeszcze nie nadeszła nad wschodni brzeg stolicy. Van pruł przez most siekierkowski. Za sobą mieli faerie neonowych reklam i wielkie kominy siekierkowskiej elektrociepłowni, modernizowanej nieustannie od 1961r. Niemal cała stolica była przez nią dogrzewana. Smog nie pozwolił rozwinąć się panelom i fotowoltaice. To właśnie ten cuchnący moloch był głównym źródłem stołecznego smogu. On i miliony aut odpalane dzień w dzień o poranku i na fajrant. Pod nimi płynęła palstikowa rzeka zwana Wisłą. Na powierzchni było w niej pełno odpadów, styropianów i wszystkiego co wyrzucały korporacyjne fabryki w całym dolnym biegu rzeki. Nikt jej czyścił. Od lat nikt już nawet nie próbował.

Przemknęli na drugi brzeg i jakby przekroczyli dwa światy.
[center]
Obrazek [/center]

Van mknął Wałem Międzyszyńskim w kierunku Pragi, a właściwie tym co z niego zrobiono. Po prawej stronie rysowała się zrobiona z żelbetowych płyt sypialnia dla niższego managmentu, urzędniczyn i ludzi podobnego pokroju. Po prawej zaś wiła się brudna Wisła. Pomiędzy pasem asfaltu jakim się przemieszczali znajdował się teren zalewowy Wisły. Na którym niegdyś były miejskie plaże. Obecnie zaś stało tam nielegalne zabudowisko prymitywnych bud zrobionych z blachy, pleksy i byle czego, co tylko dało się znaleźć jakby żywcem wyrwany sprzed epoki budowy z perlitu. Bezspoinowego, materiału który pozwalał budować energooszczędny dom w ciągu jednego lub dwóch dni. Teren ten był miejscem biedy, której na ten podstawowy wynalazek polskich konstruktorów nie było stać. Całość z wieczora dodatkowo wypełniała się jeszcze przenośnymi poliestrowymi kwadratami, zamykanymi na suwak, w których dało radę jako tako przekimać się do ranka. Od czasu do czasu rzeka budziła się, wylewała i zabierała większość z tego, łącznie z mieszkańcami.

Dojeżdżali do Pragi do ul. Brechta. Po prawej stronie stał stadion PGE Narodowy ze szczerbą w konstrukcji nad którą stały nic nie robiąc dźwigi. Po zamachu islamistów dwa lata temu, konstrukcja nadal była rozgrzebana.

- Taki delikatny, kurwa, spór ideowy. - powiedział Czesio wyłapując spojrzenie pasażera obok. - Kosztujący życie tysięcy ludzi. I co na to rząd? Że wyciągnie konsekwencje, coś tam porobili żeby tylko w telewizji się pojawiało że niby coś z tym robio, i cisza na ten temat. Ehh... za prezydenta Macierewicza to by była zupełnie inna piłka zagrana. I pochody z krzyżami by były. Wtedy to było kolorowo.. głupawo ale kolorowo. Ale wy to na pewno tamtych czasów w ogóle nie pamiętacie... młodzi jesteście.

Gęstniejące uliczki, stanowiły istny betonowy labirynt gdzie budynki uginały się pod ilością zamontowanych na nich reklam, szyldów i anten. Budynek był już naprawdę blisko kiedy wyjechali na główną. Oglądając styl miejscowych Lena stwierdziła, że w tej okolicy to powoli ona i Ketarski zaczynają się wyróżniać stylem i klasą. Nie dobrze. Praga niestety nigdy nie słynęła jako szczególnie spokojna okolica.

[center]Obrazek[/center]

Co innego czuli Wojski i O.D.. Ten pierwszy był niemal u siebie. Może kilkanaście ulic nie w tą, ale generalne Praga i jej okolice to był jego dom. Berhar... Wiedział who is who na wschodnim wybrzeżu. A przynajmniej orientowała się kim są główni gracze i jak do nich dotrzeć. Dwa trzy telefony i mógł się umówić z tutejszym księciem podziemia, lub z kimkolwiek stąd. Choć ostatnio się nieco tutaj zmieniło. Tym praskim rewirem jeszcze do niedawna niepodzielnie rządził niesławny Bibliotekarz*.

- Chdzie stanąć? - wyharczał Czesław, wyrzucając przez okno kawałek niedopałka. Do środka wtargnęło jeszcze suche, letnie powietrze. Było ze trzydzieści stopni na zewnątrz.
Niemal na miejscu. Dojeżdżacie do ul. Brechta gdzie są blokowiska mieszkaniowe. Co dalej?

* Ukłony Czegoju. :/uklon
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 listopada 2018, 15:40

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

Ketarski rzadko bywał we wschodniej części Warszawy. Ta część ogromnego molocha reprezentowała sobą wszystko, od czego ambitny manager zamierzał się definitywnie odciąć: podniszczone dzielnice pełne ludzi, którym w życiu się nie udało, obarczonych niespłacalnymi kredytami, żyjących z chwilówek rozprowadzanych przez chińską mafię, pracujących na tygodniowych śmieciówkach, bez perspektyw i nadziei na lepszą przyszłość, za to uzależnionych od złudnej radości niesionej narkotykami i braindancem.

Spoglądając przez przednią szybę wozu na betonowy tunel ulicy, na zakratowane witryny sklepów i rozpanoszonych wszędzie lombardów, na grupki wałęsających się bez celu młodocianych w krzykliwych strojach i fryzurach, Ketarski poczuł się znienacka niczym kosmita. Jego elegancki garnitur, kupiony z drugiej ręki od znajomego fiksera z dojściami w Wólczance, wydał mu się znienacka porównywalny z holograficzną tarczą strzelecką wyświetlaną wprost na czole.

Dystrykt Pragi nie cieszył się dobrą reputacją. Na jego zaśmieconych ulicach, w cieniu zdemolowanych budek Datatermu, w zaułkach zasłoniętych wiecznie pełnymi kontenerami na odpady, w pełnych oparów haszyszu suterenach ścierały się interesy rozlicznych graczy półświatka, żerujących z tego miejsca na całej metropolii. Media regularnie donosiły o strzelaninach gangów, o podpalanych samochodach i mieszkaniach, gwałtach i morderstwach. Daleko posunięta eskalacja przemocy i zwyczajna znieczulica mediów sprawiały, że wiadomości takie trafiały z automatu na dalsze strony gazet i na ostatnie minuty audycji. Aby kolejny dramatyczny news z dystryktu prażańskiego przebił się na czołówki serwisów informacyjnych, musiał zawierać albo opis jakiegoś wynaturzonego aktu kanibalizmu albo wiązać się z osobą budzącego powszechny lęk Bibliotekarza, niekwestionowanego lidera praskiego półświatka.

Myśląc szybko, bardzo szybko, Ketarski odwrócił się w fotelu i spojrzał na Lenu.

- Pokaż mi, co ty tam kupiłaś na pana Wojskiego - rzekł zdecydowanym tonem - Myślę, że może coś będzie pasowało na mnie, może być nawet za duże. Jeszcze kogoś szlag trafi z zazdrości jak zobaczy mój garnitur.
Jak powyżej, jeśli dam na siebie radę założyć coś z zakupów dla Wojskiego, to robię to bez namysłu, bo inaczej te praskie sępy obrabują mnie na ulicy w biały dzień!

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 639
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 154 times
Been thanked: 115 times

Post autor: Nanatar » 15 listopada 2018, 21:06

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055


https://www.youtube.com/watch?v=KGXgCuTCrj8

Leny odrzucił na tylna półkę resztę ubrań, nauczony że połowa sukcesu to też sukces. Nie było sensu spierać się z Bartkiem, tym bardziej, że zbliżali się do celu, minęli most i eleganckie ulice metropolii zamieniły się w odarty z połyskującego opakowania trzeci świat. Dlaczego to miejsce, ubrudzone przeszłością, odartą do szkieletu część miasta wybrali z Molisabe na jego kwaterę? W dobrej cenie naukowiec miał do dyspozycji apartament, w innej dzielnicy miałby ledwo "śpiocha". Z jakiegoś powodu też Adobe nie chciał zamieszkać u Lenu.

Mieszkanie było tuż za rogiem, blisko przystanku starej kolejki torowej. Lenu wyświetlił z jaja hologram planu budynku, gdy nagle Ketarski odwrócił się w fotelu z ponagleniem

-- Pokaż mi, co ty tam kupiłaś na pana Wojskiego - rzekł zdecydowanym tonem - Myślę, że może coś będzie pasowało na mnie, może być nawet za duże. Jeszcze kogoś szlag trafi z zazdrości jak zobaczy mój garnitur.

- Proszę, ale w swoim ubraniu będziesz Krzysiu wyglądał jak bóg, a te ubrania będziesz musiał założyć na swoje, tylko nie mów, że jeszcze wykąpiesz się w kałuży. Świetny kamuflaż. Ale wiecie co, rozpoznają was z Bartkiem po butach.

Stwierdziwszy, że wszyscy zapoznali się z wejściami, rozkładem pomieszczeń i korytarzy, złożyła jajko i uprzejmie podała szefowi torbę z ubraniem.

- Jesteśmy na miejscu, jakiś plan zwiadu?
Zakładam że dotarliśmy na miejsce, mogliśmy zaparkować przy rzeczonej stacji kolejki ( w jakimś innym bezpiecznym miejscu), że wiemy jaki jest rozkład kamiennicy. Czy Sara znalazła coś nowego?

Dokonamy dyskretnego zwiadu okolicy? Nie ukrywam, że do samego Molisabe Lenu chciałby pójść osobiście, choć przyznaję kolega może mnie nie poznać. Ale rozumiem, że porozumiewając się przez społecznościówki wiele o sobie wiedzieliśmy.
Od Mg:

Obrazek

Powyższe jest parterem. W atrium znajduje się recepcja z jadłodajnią, jakiś całkiem spory fastfood z prepakiem. Powyżej drugiego piętra atrium jest zabudowane czterema pokojami i tak już jest do ostatniego piętra wieżowca mieszkalnego czyli do piętnastego piętra.

Wynajęto lokal na trzynastym piętrze (jest ono w miejscu pokoju nr 4.342 z rysunku) . Mieszkanie jest dwupokojowe, widać je dobrze na zdjęciach ze stron reklamowych. Ma duże okno i jest skromne urządzone w barwach zieleni. Po lewej od wejścia znajduje się pomieszczenie z łazienką z którego jest wyjście na mini balkon. Resztę stanowi pokój dzienny z łóżkiem. Choć w realu jest znacznie gorsze niż te wypicowane Photoshopem zdjęcia na stronie.

Z tego co jest w planach wynika, że całość wyposażona jest w klasyczny zestaw niskoprądowy. W pomieszczeniach i na korytarzach jest system detekcji dymu. W korytarzach kamery. W pomieszczeniach podobno jest wentylacja mechaniczna. Czy to wszystko działa to inna sprawa.

Z rzeczy ważnych dla Lenu, mieszkanie ma system regulacji wilgotności, temperatury i jest urządzone w odcieniach zgniłej zieleni, wszystko niezwykle przyjazne dla patyczkaów.
Ostatnio zmieniony 16 listopada 2018, 19:22 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 listopada 2018, 21:55

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

- Panie Czesiu, pan tutaj na nas zaczeka, ale koniecznie z włączonym silnikiem - Ketarski przemówił do kierowcy wkładając w swój głos maksimum autorytetu - Mamy ważną sprawę do załatwienia w tym budynku, sprawę wysokiego szczebla, chociaż okolica pozornie może temu przeczyć. Postaramy się jak najszybciej wrócić.

Leciwy szofer korporacji może i chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował z komentarza na widok wyciągniętego z walizeczki pasażera pistoletu. Manager wysunął z rękojeści smoliście czarnego Husarza magazynek upewniając się, że jest on do pełna załadowany, zatrzasnął go ponownie w broni. Wsadziwszy pistolet do kieszeni garnituru Krzysztof sięgnął ponownie do walizki, tym razem wyciągając z niej taser oraz miotacz gazu.

- To standardowe środki bezpieczeństwa na wypadek konfrontacji z menelstwem - zakomunikował obserwującemu go bacznie Czesiowi - Mam nadzieję, że w ogóle nie trzeba będzie po nie sięgać.

Biznesmen obrócił się ponownie w fotelu, spojrzał na resztę zespołu.

- Chciałbym, żeby panowie Wojski i Berghar poszli ze mną sprawdzić to mieszkanie - powiedział marszcząc znacząco nos - Lenu, zostaniesz w samochodzie, to miejsce klasyfikuje się zdecydowanie poniżej twoich standardów. Będziesz zwracała na nas zbyt dużą uwagę. Będziesz z nami w stałej łączności, OK? Złap przez Bluetootha mój smartfon i bądź na nasłuchu. Będziesz nami na bieżąco nawigować.

Ketarski wsadził opróżnioną z akcesoriów walizeczkę pod siedzenie, spojrzał ponownie z wielką niechęcią na rozpaloną gorącym powietrzem betonową ulicę.

- Dobra, ruszamy - powiedział wysiadając z wozu.
Główny plan jest taki, że wchodzimy w trójkę do hotelu i zmierzamy prosto pod wskazany adres. Lenu i Czesio zostają w wozie. Technik oprócz opisanego poniżej zadania ma też pilnować, żeby sympatyczny pan Czesio nie spierdolił nie czekając na nas, gdyby coś nam poszło nie tak.

Ketarski sprzęga swój Galaxy S200 poprzez szynę procesora z cyberokiem i cyberuchem - dzięki temu będzie cały czas w łączności z Lenu, a technik dodatkowo będzie mógł/mogła rzucać mu prosto na wyświetlacz cyberoka użyteczne dane, na przykład schemat planów budynku albo strzałki naprowadzania na właściwy kierunek. Jednocześnie dzięki przekaźnikowi oka Lenu będzie na ekranie swego laptopa widzieć to samo, co Ketarski.

Wiem, że ta technologiczna wizja wybiega dalece ponad wyobrażenia autora pierwotnego Cybera, ale myślę, że nie musimy się obawiać łamania archaicznych barier podręcznika :P

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 639
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 154 times
Been thanked: 115 times

Post autor: Nanatar » 16 listopada 2018, 23:39

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

Lenu z zadowoleniem przyjął zdecydowaną postawę Ketarskiego, energiczny przywódca był teraz grupie potrzebny jak liście patyczakom. Jak owadzie białko wszystkim ludziom, jak Henryk Prepakowi, jak Molisame Lenu. Już chciał zbierać się do wyjścia, kiedy okazało się, że szef zostawia go w aucie z kierowcą, rzecz jasna jako koordynatora. Zdał sobie sprawę, że koledzy traktują go wciąż jak dziewczynę. Tak zresztą samo jak Purchawa, przypomniał się na raz Lenie znajomy gangster. Cóż jeśli tak już zaczęła się ta gra, powinien jako Lena ją kontynuować, testosteron już opadł, było łatwo.

Popatrzyła jeszcze na Krzyśka maślanym wzrokiem, przygryzając w ustach kosmyk włosów, ale takie tanie sztuczki nie odnosiły na szefie skutku. Prędko sparowała jajko z Samsungiem Ketarskiego, dając dostęp do trójwymiarowego planu.

- Mam cię Krzysiu. Mogli coś przebudować, poprzestawiać ścianki, wiecie jak jest w starych betonowcach. W mieszkaniu jest wilgotno i ciepło, warunki były pod robaki. - zręcznie dając sobie radę w opiętej marynarce i wąskiej spódnicy przesiadła się na siedzenie za kierowcą, mając w pogotowiu porażającą zawartość kuferka. - Uważajcie na siebie chłopaki! - zawołała jeszcze, ale zatrzaskujące się drzwi obcięły ostatnie słowa.

- Czesiu! Koniec tej jarmarcznej muzyki, muszę się skupić. Ma pan jakieś gniazdo, żeby wpiąć egg. Dzięki.

W dolnej lewej części ekranu widniało odwzorowanie trójwymiarowego obrazu w 2D, zaś tło wypełnił obraz szarego praskiego popołudnia. Role świetlnych monitorów przejęły zdobiące dziurawy chodnik kałuże, zwielokrotniające blade światła ulicznych lamp przeciwsmogowych i włączonych w komunale monitorów. W tle uruchomiła komunikator.

- Sara masz coś?
Połączenie mamy i dostęp do zaciągniętych przez Lenę plików. Dostanie się do monitoringu jest z tego poziomu zadaniem rozumiem trudnym. Czy takie połączenie z Sarą jest bezpieczne?

Mam jeszcze prośbę byśmy nadali imię blondynce, oby dobrze pilnowała Sary, bo Lena chciałaby sprawdzić ile prawdy kryje się w przezwisku "Czarny Lód"
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2018, 19:08 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 listopada 2018, 01:14

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

Uderzyło ich duszne powietrze. Niewiele lepsze od przepełnionego swędem skarpetek powietrza w które przed chwilą wdychali. Koszule niemal od razu zaczęły się lepić do ciała na plecach. Ale w było coś jeszcze. W tym gorącym lipcowym skwarze topiącego się asfaltu, w tej dusznej betonowej dżungli. Cichniejące powoli powietrze. Czekające ubogą ciszą, na nadchodzący już zza Wisły deszcz. Deszcz, który wyprzedzili zmierzając na Pragę. Wraz z nim już za chwilę, wszystko miało się zmienić.

Obrazek

Nowa Praga wyglądała jak betonowa sypialnia dla całego personelu niższego szczebla zatrudnionego w korpoświatku. Ludzi którzy nie mieli dość talentu, koneksji lub sprytu by piąć się wyżej, po szczeblach korporacyjnych machin. Brak ambicji, konsumpcjonizm jakiemu oddawał się ten motłoch powodował, iż ci ludzie byli wiecznie najmniejszymi trybikami w tym świecie. I za razem największą grupą konsumentów docelowych tego gówna jakie po taniości firmy wyrzucały na rynek. Widać to było już na pierwszy rzut oka, po ulicznym stylu jaki dominował w tej części miasta.

Obrazek

Cyborgizacje drugiego sortu, przechodzone wdzianka modne w zeszłych sezonach i nie modne już zapachy perfum. To tutejsi ludzie. Miasto nie było w tej części lepsze. Stare żelbetowe budynki sprzed dwudziestu lat, objuczone niczym muły tragarskie antenami, kablami i starą klimatyzacją, którą tylko nieco zasłaniały najtańsze barwy ledowych reklamowych świateł. Filetowe mobilne reklamy na ulicy, atakowały przehodniów zachęcając do zakupu kolejnych przedmiotów. W reklamach doorout, najważiejszym elementem było dopasowane ich do indywidualnego profilu przechodnia wyczytywanego na bieżąco z sieci i szybka zachęta. W powietrzu ulicy, unosił się wszędobylski zapach starego oleju, używanego do podgrzewania kiepskiego prepaku, serwowanego przez liczne liche jadłodajnie.

Przeszli koło salonu tatuażu i solidnie wgniecionego dataterma, będącego wysoko szyfrowanym łączem komunikacyjnym, hot spotem, bankomatem i bóg wie czym jeszcze w jednym. Sądząc po wyglądzie, na pewno też był zajebistym miejscem by ulżyć swoim frustracjom przy pomocy kolorowych sprayów. Minęli kolejna budkę z podłym ulicznym żarciem i zagłębili się w budynek.

Hol był zadziwiająco duży jak na taki obiekt. Najwyraźniej budynek wybudowano w czasach kiedy wszystko jeszcze było nieco lepsze. W środku panował półmrok. Słabe ledowe światło, rzucało ciepłe ale w jakiś sposób brudne światło na ściany. Po lewej i prawej stronie były bramki z kuloodpornej szyby które można było pokonać za pomocą przyłożonej karty magnetycznej, jeśli się tu mieszkało.. Podświetlona recepcja była jednak pusta. Szybki rzut oka utwierdził Wojskiego, że miejsce było monitorowane
Przez chwilę stali przyzwyczajając wzrok do ciemności.

Obok recepcji był jeszcze bar, albo zamknięta jadłodajnia. Trudno było orzec wobec panującego tu półmroku.

....stuk.... stuk... stuk...

Gdzieś z boku wyskoczył mały pudelek. Machając wesoło ogonkiem pobiegł w mrok stukając przy tym cichutko o posadzkę, jedną z najgorszych cybernetycznych DaiTechowskich nóżek jakie były na rynku. Piesek dobiegł do miejsca w którym przy jednym ze stolików siedział tęgi mężczyzna i zniknął w cieniu przy nodze.

Obrazek

- Zara nadejdę, tylko skończę luncz. Tylko nie zapalać mi tu żadnych świateł, bardzo bolą mnie od tego oczy.

Mlaskając pochłaniał niespiesznie górkę z talerza. Kiedy skończył, wytarł usta serwetą, wziął na ręce swego pupila i z trudem podniósł się z krzesła po sutym posiłku

- No, to czego? - zapytał, stąpając ciężko w kierunku gości.

Zatrzymał się wyczekująco w kręgu żółtego światła. Był wysoki i do tego nie licho tęgi. Nie miał oczu. Zamiast nich w oczodołach miał okrągłe, czarne jak smoła wszczepy w których odbijał się twarze przybyłych. Wojski rozpoznał w nich jeden ze pierwszych modeli HankaEye. Były stare, ale te oczopatrzki miał opcje LowLite, termograf i co tam jeszcze chciałeś. Ochroniarz zdał sobie sprawę, że od dłuższego czasu grubas musiał ich widzieć jak na dłoni, mimo panującego w holu półmroku.
Macie namiar. Pokój nr 1307. Ale Adobe mógł podać nie inne nazwisko.
Jest problem z połączeniem z Sarą.
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2018, 16:32 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 listopada 2018, 17:00

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

Sterowniki cyberoka Ketarskiego płynnie dostosowały się do kiepskiego oświetlenia holu, przestawiły importowany z Indii wszczep w tryb LowLite odsłaniając ukryte dotąd w półmroku detale wystroju.

- Przyjechaliśmy odebrać stąd naszego przyjaciela - powiedział Krzysztof spoglądając z przyjaznym uśmiechem na portiera - Czarnoskóry dżentelmen z Afryki, który przyleciał wczoraj do naszego kraju. Przebywa w pokoju 1307. Byłby pan uprzejmy zaprowadzić nas pod właściwy numer? Oczywiście docenimy fatygę.

Nie odrywając wzroku od pokracznej cyberoptyki gospodarza, Ketarski wyciągnął z kieszeni garbituru naszykowaną tam wcześniej stówkę i wyciągnął ją w stronę mężczyzny ściskając szeleszczący banknot pomiędzy palcami. Sto złotych nowopolskich stanowiło niebywale pokaźny napiwek, toteż Krzysztof nie zdziwił się, że właściciel zamarł na widok pieniędzy w bezruchu.
Odżałuję tę stówkę, ale chcę, żeby poszedł do góry razem z nami, a nie zadzwonił za naszymi plecami po kumpli z czeczeńskiego boostergangu dając namiary na trójkę frajerów do skrojenia! Jak wszystko pójdzie po mojej myśli, dawaj MG opis wspinaczki aż pod pokój 1307!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 listopada 2018, 19:56

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

Błysk żółtych zębów grubasa ułożonych w obleśnym uśmiechu powiedział Ketarskiemu wszystko. Nic więcej nie potrafił odczytać z jego oczodołów, skrytych za czarnymi jak noc lustrzankami.

- Panowie... z przyjemnością zaprowadzę.

Wjechali na trzynaste piętro. Silnik rzęził ciągnąc z uporem wagę swych pasażerów. Nikt nic nie mówił, nikt nic nie robił. Tylko recepcjonista głaskał grubymi palcami trzymanego, śmierdzącego pudelka.

Telefon Ketarskiego zabrzęczał smsem.

Obrazek

PING! - oznajmiła winda, ze zgrzytem otwierając swoje podwoje na właściwym piętrze.

Na pietrze słychać było jakieś dyskusje. Kiedy wyszli na korytarz ich oczom ukazało się dwóch mężczyzn w tanich korporacyjnych garniturach. Jeden miał czerwone plastikowe wiaderko na głowie i był pochylony w kierunku drzwi niczym byk, zamierzający za chwilę coś staranować. Drugi cisnął kartą magnetyczną w drzwi i skoncentrowanym tonem dopingował pierwszego.

- Widzisz nie działa, powinniśmy je pull-ować, albo solidnie push-ować. No dalej , push-aj, push-aj, dasz radę, wyrobimy normy w tym tygodniu, będą gifty od zarządu.

Wojski w pierwszej chwili sięgnął pod poły swetra, namacując uspokajający kształt załadowanej klamki, ale kiedy uznał ich za niegroźnych, spuścił z tonu. Było koło czternastej ale ci dwaj wyglądali jakby jeszcze nie wyszli do pracy, albo nadal z niej wracali. Obaj byli całkowicie pochłonięci wykonywanym zadaniem i zupełnie nie dostrzegali nikogo ani niczego innego. Ewidentnie na czymś jechali. Na jakimś konkretnym korporacyjnym gównie, zwiększającym koncentrację i intelekt przy rozwiązywaniu zadań. Co to mogło być, maddox, syntkoka, effex, lista była cholernie długa. Nieważne. Wojski miał to w dupie, skoro to nie był pokój którego szukali.

- Później się zajmę tymi chujkami. - Rzucił buńczucznie gruby i krokiem pingwina ruszył korytarzem wiodąc gości do pokoju Adobe.

Przed wyjściem za winkiel na ostatnią prostą prowadząca do lokum Wojski nieco się wysforował na przód i w profesjonalny sposób rzucił okiem za zakręt. Było czysto. Korytarz był mało elegancki. Odrapane ściany i kilka tagów zostawionych przez graficiarzy mówiły wiele o poziomie tego miejsca. Zepsuta ledówka, rzucała migające słabo światło na całe przejście.

Obrazek

- To tutaj, pokój którego szukacie. - powiedział cichym basem recepcjonista kiedy stanęli przed mieszkaniem Po czym szybko schował podniszczoną stówkę, wręczoną przez Keraskiego.

Stali przed drzwiami. Wewnątrz cichutko skrzypnęły przymykane drzwi*, zapewne te do łazienki. Ktoś ewidentne był w środku.
* Test spostrzegawczości na poziomie trudny (20) zdali O.D. i Wojski i tylko oni słyszeli skrzypnięcie

** Proszę koniecznie powiększyć sobie zdjęcie z teflonem, tam jest mesydż.

Pytanko. Lenu czeka w samochodzie czy na zewnątrz?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 17 listopada 2018, 20:08

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

O.D. drgnął słysząc cichutkie skrzypnięcie drzwi. Rozejrzał się po ekipie - chyba tylko wojak słyszał to samo, a może się tak tylko Fixerowi wydawało? No cóż, przynajmniej nie przyjechali tu na darmo. Widocznie czarny był u siebie, tylko zapomniał dotrzeć do firmy.

Uśmiechnął się w duchu, wydając już w myślach kasę zarobioną na jednej wycieczce z patologiczną ekipą.

Stanął obok drzwi, nie przeszkadzając Ketarskiemu, który zapewne zaraz do nich zapuka, i zagadnął przyjaźnie do przewodnika - coś dobrego to jedzenia pan tutaj poleci? Kawałek drogi przejechałem i chętnie coś przekąszę przed wyjściem.
Zatem A.- może i jestem Fixerem, ale nie jestem idiotą :P za dużo amerykańskich filmów, gdzie pukających do drzwi rozwala jakaś zabłąkana seria. Staję za ścianą - just in case.
B- zajmuję grubego, a może przy okazji faktycznie ma tu coś dobrego do jedzenia. Poza tym - kontakty są wszystkim :D
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 listopada 2018, 17:57

Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

Krzysztof Ketarski obejrzał się na rozmawiającego z gospodarzem Berghara, a potem podszedł do wejścia. Odczekawszy jeszcze kilka sekund, podniósł zaciśniętą w pięść dłoń i zastukał nią w pokryte łuszczącą się okleiną drzwi.

- Urząd do Spraw Cudzoziemców! - oświadczył podniesionym głosem zerkając jednocześnie znacząco na Wojskiego - Wydział Prewencji Sanitarnej! Proszę otworzyć!

Mielący w kieszeni wsadzoną tam stówkę portier zrobił minę taką, jakby w jednej chwili zdecydował się prysnąć z korytarza. Ketarski nakazał mu gestem dłoni pozostać na miejscu, cofnął połę marynarki tak, by odsłonić tkwiący w kydeksowej kaburce na pasku spodni pistolet.

Załomotał ponownie w drzwi, tym razem wkładając w tę część znacznie więcej siły.

- Urząd do Spraw Cudzoziemców, proszę natychmiast otworzyć! Albo wezwiemy Wydział Antyimigracyjny, a wtedy może się pan spodziewać surowych konsekwencji, panie Adobe!
Nie wiem, czy w środku jest Adobe czy ktoś inny, ale na wszelki wypadek poproszę o test Zastraszania (OP 6 + Zastraszanie 2).

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 listopada 2018, 19:35

Test Zatsraszania 6 OP + Zastraszanie 2+ 6 na kościach, razem 14
Warszawa, Praga, 27 lipca 2055

- Za rogiem jest włoska restauracja jest trochę droga ale warta ceny, jak nie to musisz przygotować na ból brzucha po polskim prepaku, który serwują niemal w całej....

Stanowczy urzędniczy ton głosu przerwał w pół wypowiedź recepcjonisty. Trudno było powiedzieć jaki efekt wywarł na osobie w środku, ale na grubasie zrobił wrażenie. W jednej chwili recepcjoniście wszystko ułożyło się w jedną całość. Podpucha z łapówką, którą zaraz będzie musiał oddać, Wydział Prewencji Sanitarnej, to pytanie o wszystkie w okolicy knajpy z obiadami z tą sugestią że teraz musi...

- Panowie... - powiedział prosząco recepcjonista wyjmując stówkę Ketarskeigo i jeszcze parę dych ekstra - ...ja rozumiem, sugestię z obiadem. Nie chcemy tu problemów z urzędami. I proszę, no proszę... - wyciągnął dłonią całą gotówkę przed nos O.D. - Ale też błagam, wykonujcie swoje obowiązki tylko bez żadnych rozrób na miejscu. Mamy serdecznie dosyć. Zwłaszcza po ostatniej akcji z Wietnamczykami, ok?

Nikt nie odpowiedział po drugiej stronie drzwi. Cisza przedłużała się.

- Do kroćset, otworzę wam te cholerne drzwi bo mi jeszcze je wyłamiecie. A wyrwać pieniądze o jakiegokolwiek polskiego urzędu pieniędze za zniszczenia, to męka pańska i trzy lata chodzenia po sądach z niewiadomym skutkiem. - Wyraźnie poirytowany całą sytuacją recepcjonista wyjął z kieszeni masterkey i przeciągnął po czytniku. - Wiem, że jest ktoś w środku nie dalej jak godzinę temu jakiś goniec przyniósł do tego pokoju pizze i zgrzewkę piwa.

Drzwi uchyliły się. Do pomieszczenia wtargnął Wojski zachowując przy tym, o dziwo, pełen poziom profesjonalizmu, jaki mu mimo wszystko pozostał mu w nieco wypalonym alkoholem umyśle.

Obrazek

Pokój nie był duży. Bił zielonym światłem i tandetnym podświetlanym łóżkiem rodem z Ikei. Wewnątrz na podłodze były porozrzucane rzeczy z rozprutej walizki. Na stole stała nadpita zgrzewka piwa i nadal dopalający się papieros. Obok leżała zresztą równie napoczęta paczka "mozambików" i plastikowa zapalniczka z lwem na tel swanny. Drzwi po lewej, prowadziły do łazienki ale były zamknięte.

Wojski podsunął się z pistoletem w dłoni do framugi łazienki ale nie zaryzykował wychylenie się w ich obręb słysząc wewnątrz ów charakterystyczny dźwięk wydawany przy sprawdzaniu gotowości pistoletu.

- Urząd do Spraw Cudzoziemców, proszę natychmiast otworzyć!

Krzyknął Ketatrski raz jeszcze, będąc już w pokoju.

- Ja być na obywatel Mozambia, i na legalu móc zrobić w toilet co chcieć w Polska. - Łamana polszczyzna jasno świadczyła, że jej użytkownik korzysta z jakiejś taniej wersji chipu tłumaczącego brutalny afrykański język na piękną nadwiślańską słowiańszczyznę. Poziom skomplikowania Mickiewiczowskiego języka, był jednak tak wysoki, że większość tanich translatorów zwyczajnie robiło błędy a sens ich tłumaczenia pozostawał wiele w sferze domysłów. Nic dziwnego, podobno polski miescil się na liście dziesięciu najbardziej trudnych języków świata, choc mało kto zdawał sobie z tego sprawy. Krótko mówiąc, trudno było przewidzieć jak komunikat zrozumiał zamknięty w środku.

- WYŁAŹ! Albo wezwiemy Wydział Antyimigracyjny, wychodzić natychmiast! - nie dawał za wygraną Krzyś. Miał nadzieję,ze oschły karzący ton jego głosu, ćwiczony na pracownikach niskiego szczebla teraz w końcu się naprawdę przyda.

- Zaraz, zaraz wychodzić... - Rumor w łazience. - Nie strzelać, moment ja... tylko spuścić... duża czarna kupa. - Szum spuszczanej wody.

Drzwi jęknęły i wyszedł z nich szczupły i mały czarnoskóry mężczyzna. Jednak nie był to Adobe. Podniósł ręce do góry. Wojski szybko go przeszukał ale nie znalazł broni. Szybki rzut na łazienkę.

Obrazek

Tam jednak też jej nie było. Bartkowski nie spuszczając wzroku z jeńca, przez chwilę dumał gdzie też ten czarny mógł ją w tak krótkim czasie skitrać.
Recepcjonista będzie się chciał oddalić, te sprawy z urzędami i bronią, nie są zbyt ciekawe i źle wpływają na biznes. W środę wieczorem piszę dalej.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ