PBF - Aquilońskie Pogranicze

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 06 listopada 2018, 18:36

[center]Obrazek[/center]
[center]AQUILOŃSKIE POGRANICZE[/center]


[center]PROLOG - CZERWONY ŚNIEG[/center]
[center]Obrazek[/center]

[center]Miesiąc Śnieżnej Małpy, dzień 6 (początek zimy), 7 rok panowania Conana Wielkiego[/center]

Granitowe turnie okalających jezioro gór miały poszarpane nierówne krawędzie. Mrożący do szpiku kości wiatr wygrywał na nich prawdziwie potępieńcze melodie, zacinając drobinami zmrożonego śniegu i wzbijając w niebo gęste tumany białego pyłu. Bezlitosny mróz trzymał to miejsce w swych okowach przez większość roku, na kilka miesięcy odpuszczając na tyle, by zmarzlina odtajała i brzegi jeziora porosły ulotną zielenią ubogich traw i krzewów - toteż majestatyczne piękno górskiej doliny szło w parze z niebywałą surowością tutejszego życia.

Białe szczyty odbijały się w ciemnej toni wody, zdawały się przytłaczać swym ogromem niewielkie chatki należące do przybrzeżnej wioski. Wzniesione z drewna, kamienia, błota i trzciny, pozornie kruche budowle stawiały czoła podmuchom mroźnego wiatru i równie lodowatym falom uderzającym gniewnie w masywne słupy, na których wzniesiono mieszkalne platformy. Wiatr porywał z kamiennych kominów słupy czarnego gryzącego dymu, świadczącego swą barwą i odorem o tym, że mieszkańcy palili w piecach wszystkim, czego tylko imał się płomień. Przed ich siekierami uchowały się jedynie rzeźbione posągi bogów północy, toporne do granic przyzwoitości, skąpo pomazane barwnikami. Oblicza Croma i Ymira spoglądały na usypane gdzieniegdzie kopce kamieni, na których łopotały wstęgi materiału oddające cześć barbarzyńskim bóstwom Piktów.

Położona wysoko w górach Vanaheimu, dolina ta rzadko bywała odwiedzana przez przybyszów z zewnątrz, bo też mało kto wiedział o jej istnienia. Wśród tych, którzy o niej wiedzieli budziła jednak głębokie uczucie szacunku i zalęknienia. Wedle tradycji, której źródeł nikt już nie pamiętał, Jezioro Wdowich Łez stanowiło ziemię niczyją, gdzie szamani bóstw północy mogli usiąść przy ogniskach swych rywali, by rozważać wspólnie mądrości przodków i czytać w gwiazdach. Jak nigdzie indziej na surowej północy, bezwzględni i nie znający uczucia litości ludzie odkładali w dolinie swój oręż, by wsłuchać się w słowa wrogów, którym gdzie indziej bez wahania wypruliby wnętrzności.

Legendy głosiły, że dolina była miejscem odpoczynku wojowniczych bogów Vanaheimu, Asgardu i Cymmerii, ich przystanią i leżem. To dlatego na zasypanych śniegiem zboczach pobliskich gór przybywający rzadko podróżni mogli zatrzymać wzrok na totemach rywalizujących ze sobą bóstw.
Wystartowałem z dużą pomocą Ketha, powyższe wprowadzenie to Jego opis na podstawie mojego pomysłu. Taki eksperyment.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2018, 20:22 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 09 listopada 2018, 17:30

[center]Miesiąc Śnieżnej Małpy, dzień 8 (początek zimy)[/center]

Nocą spadł śnieg, mnóstwo śniegu. Prowadzący w kierunku przełęczy muła człowiek zapadał się w tym śniegu po uda, objuczone sakwami zwierzę niemal po brzuch. Wioska nad jeziorem była o tej porze roku niemal odcięta od świata, co zresztą mężczyzna skrzętnie wykorzystał. Przyjezdni zjawiający się w dolinie w okresie odwilży musieli zaniżać ceny towarów, bo miejscowi wybrali ich, a nie rywali. Zuchwały kupiec przedzierający się przez zaspy mógł dyktować góralom własne warunki, bo był sam, bez zgrai jazgotliwych konkurentów.

To była owocna wyprawa, o czym zaświadczały sakwy muła, ale brodaty wędrowiec nie potrafił wyzbyć się niespokojnych myśli. Wystające spod zwałów śniegu drewniane totemy bogów północy spozierały na niego wyzywająco. Ich czerwone oczy, będące kreskami żywicznego barwnika pociągniętymi po kiepsko okorowanym drewnie, wydawały się zionąć niezrozumiałym ostrzeżeniem.

Górale wciąż pozostawali tymi samymi pragmatycznymi ludźmi północy, co poprzedniego roku, coś jednak w ich mowie ciała i zachowaniu, w sposobie prowadzenia rozmów i w uporze podczas targów o zapłatę dało kupcowi do myślenia. Stąd właśnie brał się jego niepokój, po prawdzie zupełnie irracjonalny, bo miejscowi nie próbowali przybysza oszukać ani okraść.

Gdyby ktoś pociągnął wędrowca za język, ten po dłuższej chwili przyznałby z zakłopotaniem, że ma wrażenie jakby w góralskiej wiosce zmieniło się powietrze, atmosfera stała się napięta i ciężka nawet jaki na standardy nieokrzesanych szorstkich barbarzyńców. Jakby coś wyssało z żyjących tam ludzi śmiech, śpiew i błysk radości w oczach.

Muł zarżał przenikliwie, szarpnął się w tył wyrywając mężczyznę z głębokiego zamyślenia. Prawica człowieka spadła w jednej chwili na głownię noszonego przy pasie miecza. Dobyta broń zazgrzytała na okuciach pochwy, syknęła przeciągle.

Wędrowny kupiec pewien był, że zapach muła zwrócił uwagę górskiego wilka, kiedy jednak trzasnęły pobliskie zarośla, a zwierzę zakwiliło w skrajnej zgrozie, pojął ogrom swej pomyłki.

Płatki krystalicznie białego śniegu nadal sypały się z ciemnego nieba, doskonale obojętne na to, co się właśnie wydarzyło na drodze ku górskiej przełęczy.

Dodatkowe informacje
Spoiler!
Obrazek



[center] Gdzieś w górach na pograniczu Cymerii i Vanaheimu, głodne wilki atakują niewielkie grupy lub samotnych wędrowców, a Ci w tych stronach zwykle walczą, nawet gdy w pobliżu nie ma ich mężczyzn.
[/center]
Obrazek
Ostatnio zmieniony 23 lutego 2019, 08:49 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 10 listopada 2018, 15:07

[center]Miesiąc Śnieżnej Małpy, dzień 8 (początek zimy), 7 rok panowania Conana Wielkiego[/center]

Śnieżna lawina uszkodziła wiele chat w osadzie, ale domostwo Grimnira Starego zostało naprawione jako pierwsze. Szaman cieszył się ogromnym szacunkiem członków klanu i nawet Niord Rzeźnik - słynący z braku cierpliwości wódz niewielkiej górskiej społeczności - zgodził się zaczekać z odbudową swej chaty ustępując miejsca w kolejce Grimnirowi.

Siedzący w kucki przy posłaniu starca Hroth wodził spojrzeniem po zdobiących drewniane bale skórach niedźwiedzi i wilków, po ogromnych czaszkach łosi i jeleni oraz kłach morsów upolowanych przez gospodarza na odległym wybrzeżu Vanaheimu. Prócz nich na wspornikach stropu pyszniły się nadgniłe ludzkie głowy, naszyniki z odciętych palców, warkocze splecionych z siebie różnobarwnych włosów zdartych wraz ze skórą z głów ofiar szamana. Grimnir szczycił się przydomkiem Stary, lecz upływ lat w najmniejszym stopniu nie spowolnił szybkości jego topora ani krzepy ramienia. Żyjące w okolicznych górach klany barbarzyńców skrzętnie unikały zatargu z plemieniem Hrotha, przede wszystkim przez wzgląd na posępną reputację Grimnira i Niorda.

Teraz jednak układ sił w okolicy mógł się drastycznie zmienić. Nikt z żyjących w osadzie górali nie spodziewał się, że obciążony masami świeżego śniegu skalny nawis runie pośrodku nocy, zapoczątkowując lawinę śniegu i kamieni, która obróci w perzynę połowę wioski Hrotha, niszcząc wpierw sporą część częstokołu. Do uszu młodego wojownika docierał z zewnątrz nieustający hałas pracujących siekier, pił i dłut, dowodzący jawnie determinacji odbudowujących sioło ziomków. Nikt nie łudził się, że dramatyczne wydarzenia nocy uszły uwadze żyjących po sąsiedzku klanów. Im dłużej częstokół był rumowiskiem skał i drewnianych pali, tym łakomiej sąsiedzi spozieraliby na dotniętych lawiną Vanirów.

Brakowało tylko tego, by do ich uszu dotarła wieść o połamanych nogach Grimnira. Okaleczony szaman przeistoczył się z jednej chwili z niebezpiecznego przeciwnika w łatwą ofiarę, kusząc rywali do zdradzieckiego ataku. Wiedząc o tym Niord podzielił ocalałych z lawiny wojowników klanu na dwie grupy - jedna z nich pracowała bez chwili wytchnienia nad odbudową umocnień sioła, druga zaś krążyła wokół wioski wypatrując najmniejszego śladu obecności innych barbarzyńców.

Hroth Skrwawiony potrząsnął ułożonymi w czub włosami, sklejonymi w całość za pomocą cuchnącego zwierzęcego tłuszczu. Jego pocięte bliznami dłonie powędrowały ku głowniom przewieszonych na krzyż przez plecy toporów o długich trzonkach. Całym swym sercem pragnął być teraz pomiędzy uginającymi się od śniegu świerkami za siołem, wypatrując pierwszego zwiadowcy sąsiadów. Całą duszą pożądał rozkosznego zapachu świeżo rozlanej krwi, tryskającej z rozrąbanego klingą gardła przeciwnika. Wezwanie przed oblicze złożonego na posłaniu szamana wystawiło młodzieńca na wielką próbą hartu ducha, której podołał jedynie dzięki zrodzonemu z lęku respektowi wobec Grimnira.

Poorany głębokimi zmarszczkami starzec przestał sączyć wodę z bukłaku, cisnął naczyniem w kąt chaty. Jego wyraźnie rozgorączkowany wzrok wbił się w postać młodzieńca na podobieństwo oczu jastrzębia, który dojrzał ukrytą w śniegu pardwę.

- Ymir przemówił do mnie we śnie - wycharczał szaman - Wyrwał mą duszę z ciała i uniósł wysoko ponad górskie szczyty. Widziałem ogromne śnieżyce wirujące nad miejscem w głębi Vanaheimu, śnieżyce przyjmujące kształt niedźwiedzia. Nad miejscem tym wisi jakiś cień, którego nie rozproszyło nawet ogniste spojrzenie boga. Ymir chce, byśmy odegnali tę śnieżycę, ale zesłał też na nas lawinę, która nie pozwoli odejść stąd grupie wojowników. Kiedy spoglądałem w kłęby bieli, na ułamek chwili w miejsce niedźwiedzia pojawił się kształt śnieżnej małpy dzierżącej w łapach dwa topory.

Hroth zapomniał w jednej chwili o swej niecierpliwości i żądzy krwi, wbił w zamian w oblicze szamana spojrzenie wręcz kipiące młodzieńczą ekscytacją.

- Ymir żąda, byś podjął się boskiej próby - Grimnir utwierdził go w szarpiącym za trzewiach przeświadczeniu - Wyruszysz nad Jezioro Wdowich Łez, by sprostać jego oczekiwaniom i przynieść chlubę klanowi.

Ilustracje NPC-ów
Spoiler!
Szaman Grimnir Stary.
Obrazek
Wódz Niord Rzeźnik.
Obrazek

[center]
HROTH SKRWAWIONY
[/center]

Obrazek
Ostatnio zmieniony 12 listopada 2018, 13:06 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

TheThirdOne
Reactions:
Posty: 6
Rejestracja: 13 listopada 2018, 19:58

Post autor: TheThirdOne » 14 listopada 2018, 08:45

Przez berserkera przeszedł dreszcz ekscytacji. Nie sposób było odmówić tej prośbie. Już wystarczająco się nasiedział w chacie szamana, oglądając pamiątki po dokonaniach Grimnira.

- Wyruszę natychmiast

Hroth jeszcze raz przeleciał wzrokiem po trofeach zebranych przez Grimnira i mimo niepokoju wywołanego podróżą w nieznane to czuł już zew podróży.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 14 listopada 2018, 17:23

[center]Miesiąc Śnieżnej Małpy, dzień 8 (początek zimy), 7 rok panowania Conana Wielkiego[/center]

Szaman milczał przez dłuższą chwilę, świdrując porywczego młodzieńca wzrokiem, który wydawał się wwiercać w czaszkę Hrotha. Było coś w wyrazie jego pomarszczonego oblicza, w jego ściągniętych powątpiewająco ustach, co sprawiało wrażenie braku przeświadczenia o dobrym doborze wysłannika. Lecz z wolą boga nie można było dyskutować.

- Zabierz swój dobytek i dość jadła na dwa dni marszu przez góry - polecił w końcu Grimnir. Drogę do Śpiącego Olbrzyma znasz, przynajmniej na tyle, by wyjść na jego południowe zbocze. Obejdziesz je od wschodu, wielkim żlebem, na którego dnie leżą głazy ze skały przypominającej szkło południowców. Ta droga zaprowadzi cię na przełęcz między Olbrzymem i Pałą Olbrzyma. Po jej przeciwnej stronie znajdziesz Jezioro Wdowich Łez i wioskę. To jedyna wioska w tamtych stronach, więc się nie pomylisz.

Wojownik słuchał uważnie, skupiony w niecodziennym dla siebie stopniu i nieruchomy niczym kamienny posąg. Tylko rzadkie obłoczki pary unoszące się przy jego ustach zdradzały, że muskularna postać z czubem włosów na szczycie czaszki nie była statuą, tylko żywą istotą.

- Bacz, byś nie obraził tam słowem i czynem żadnego z bogów, choćby i tego parchatego Croma Cymmeryjczyków. Ymir władcą naszych dusz i serc, wszelako nad Jeziorem Wdowich Łez okazuje się szacunek wszystkim bogom północy. Moja wizja przesiąknęła cieniem jakiegoś nienazwanego zła, które się tam zalęgło, ale nie mam dla ciebie żadnej pomocnej rady. Musisz pokładać wiarę w przychylności Ymira i swoim instynkcie.


Jeśli Hroth ma jakieś pytania, to dobry moment na ich zadanie, w przeciwnym razie pora pakować skąpe manatki i w drogę!

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 14 listopada 2018, 20:47

[center]"Miesiąc Śnieżnej Małpy, daleki Vanaheim.[/center]

W nocy spadł śnieg, mnóstwo śniegu.

Zakutany w futrzany płaszcz człowiek brnął przez wysokie zwały białego puchu z determinacją człowieka gotowego na śmierć. Silny lodowaty wiatr smagał jego przesłonięte grubym szalem policzki, pokrywał fragmenty odsłoniętej twarzy grubą warstewką szronu. Osadzone w tej lodowej masce, zielone oczy wędrowca gorzały blaskiem zaciekłości, która musiała mrozić krew w żyłach.

Człowiek ten nie urodził się w mroźnej krainie, którą przemierzał. Nie należał do tego miejsca, do iglastych zagajników, stromych skalistych zboczy, zamarzniętych potoków i z rzadka rozsianych wiosek, w których żyli twardzi bezlitośni ludzie. Jedno w zasadzie go z tą krainą łączyło, właśnie podobieństwo do tutejszych górali - był równie bezlitosny co oni, być może zaś jeszcze bardziej zdeterminowany. Szedł na północ owładnięty tylko jednym pragnieniem, a groźba śmierci lśniąca w jego oczach mogła śmiało stawać w szranki z morderczą gorączką pałającą w oczach okrutnych Vanirów.

Minęło wiele dni i nocy, od kiedy wędrowiec przeszedł przez aquilońską granicę. Podążał wytrwale przez Cymmerię, schodząc z oczu tamtejszych barbarzyńców, trzymając się jednego tylko tropu. Ścigał zdobycz ważniejszą od służby na pograniczu, wierny już nie słowom przysięgi na koronę, a powinności silniejszej od lojalności wobec suzerena - były nią więzi krwi.

Była nią potrzeba wymierzenia sprawiedliwości za zbrodnię, która dotąd pozostawała nieukarana.

Ścigany przez wędrowca człowiek wyprzedzał go ciągle o jeden, góra dwa dni drogi. W tak surowym i nieprzyjaznym terenie mógłby zgubić nawet tak wytrawnego tropiciela jak jego prześladowca, gdyby nie to, że cały czas podążał wytrwale na północ, ciągnąc ze sobą konia bądź muła.

Bossoński pogranicznik odczuwał coraz większe znużenie pościgiem, kiedy zaś pomiędzy drzewami ujrzał znienacka dwie nachodzące na siebie ośnieżone góry - jedną przypominającą siedzącego w kucki śpiącego olbrzyma, drugą zaś do złudzenia wyglądającą jak stercząca w niebo rękojeść maczugi, poczuł znienacka niewytłumaczalne wrażenie, że dotarł do końca wyścigu."

Obrazek
Ostatnio zmieniony 14 listopada 2018, 21:12 przez profes79, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 14 listopada 2018, 21:24

[center]Miesiąc Śnieżnej Małpy, góry Vanaheimu[/center]

Droga poprzez zasypany dziwnymi szklistymi głazami jar wyprowadziła Bossończyka wprost na spowitą głębokim śniegiem górską przełęcz, pomiędzy masywem w kształcie śpiącego olbrzyma oraz górą przypominająca maczugę. Skały wyrastały wysoko ponad futrzaną czapę wędrowca, chroniąc go przynajmniej po części przed ukąszeniami lodowatego wiatru.

Nieokreślone poczucie niebezpieczeństwa ocierało się o krańce świadomości człowieka, prowokując do okazyjnego łapania za rękojeść noszonego przy pasie miecza. W powietrzu niosło się z rzadka krakanie wron, jedynych chyba ptaków w tej zapomnianej przez cywilizowanych bogów krainie. Przekraczając przez szczyt górskiej przełęczy Bossończyk zwolnił na chwilę, przesłonił oczy wierzchem okrytej rękawicą dłoni spoglądając na taflę widocznego w dole wielkiego jeziora, uwięzionego na dnie otoczonej poszarpanymi szczytami doliny. Widok ów, chociaż przesłonięty drzewami, zaparł mężczyźnie dech w piersi swym surowym pięknem i majestatem.

Ledwie uderzenie serca później zachwyt pogranicznika zniknął w jednej chwili, a jego palce zacisnęły się na mieczu, kiedy bystre szare oczy dostrzegły znienacka coś, co nie pasowało do reszty krajobrazu.
Daffyd spostrzegł w odległości kilkudziesięciu kroków, poniżej szczytu przełęczy i w cieniu rzucanym przez kępę świerków kształt, który może się kojarzyć z przysypanym śniegiem ludzkim ciałem. Kształt ów się nie porusza, ale instynkt samozachowawczy Bossończyka podpowiada wyjątkową ostrożność.

Co zrobi teraz bohater Profesa?

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 15 listopada 2018, 06:54

Daffyd przyłożył dłoń do czoła, usiłując dojrzeć co też dokładnie przed sobą widzi. Wiatry sypał śniegiem w oczy, ale mimo to dostrzegał kształt, który mógł być zakopanym w zaspie człowiekiem. Tu, na tym pustkowiu? Przecież żaden z północnych barbarzyńców nie okazałby się aż tak nieostrożny a ścigany przez niego człowiek szedł sam...

Oceniając, że przy tak silnym wietrze łuk byłby na nic dobył miecza i zaczął się ostrożnie podkradać do wypatrzonego kształtu starając się, aby śnieg nie skrzypiał pod jego stopami. I tak nie miał wyjścia; schodząc w dół przełęczy musiałby w jego pobliżu przejść...

TheThirdOne
Reactions:
Posty: 6
Rejestracja: 13 listopada 2018, 19:58

Post autor: TheThirdOne » 15 listopada 2018, 10:05

Hroth nie czuł potrzeby by ciągnąć dalej tą rozmowę. Pożegnał się z szamanem i poszedł w kierunku swojej skromnej chaty. Budynek raczej przypominał stertę drewna i gliny po ostatnich zniszczeniach. Hroth nie miał czasu by wziąć się za naprawę, ale teraz to było bez znaczenia.
Berserker nie posiadał wiele dlatego też pakowanie się na podróż nie trwało zbyt długo szczególnie, że do worka wrzucał tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Przed wyjściem sprawdził jeszcze raz wiązania pancerza, zarzucił tarczę na plecy i brnąc przez głęboki śnieg ruszył w kierunku Śpiącego Olbrzyma

Nie oglądał się specjalnie za wioską. Ymir poddaje go próbie, a on musi jej sprostać. Jak inaczej będzie mógł wejść do jego sal w Walhalli jeżeli zawiedzie.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 15 listopada 2018, 20:28

[center]Zbocze Śpiącego Olbrzyma, góry Vanaheimu[/center]

Hroth parł przez wysokie zaspy śniegu nie bacząc ani na lodowaty wiatr ani siarczysty mróz. Podróż górskimi bezdrożami zabrała mu dwa dni, przeraźliwie monotonne i ciągnące się pozornie bez końca. Obyty z surową naturą Vanaheimu, zawinięty w ciepłe futra wojownik podążał niestrudzenie ku rysującej się coraz wyraźniej na horyzoncie bryle Śpiącego Olbrzyma. Śnieg sypał i pierwszego i drugiego dnia, osadzając się grubą warstwą puchu na czapie i kołnierzu wędrowca, wsypując się do kołczanu i do wysokich ocieplanych futrem butów.

To nie przenikliwe zimno dokuczało Hrothowi najbardziej, tylko poczucie bezbrzeżnej samotności. Porośnięte świerkami wzgórza wyglądały na całkowicie ogołocone z życia, jeśli nie brało się pod uwagę dobiegającego sporadycznie spomiędzy drzew krakania czarnych ptaków. Tylko jeden raz serce Hrotha zabiło szybciej, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz przyjemnej ekscytacji. Ogromny czarny wilk wychynął zza drzew przyglądając się człowiekowi żółtymi ślepiami.

A potem zawrócił i pognał przez głęboki śnieg, niezawodnie rozpoznając w człekokształtnej postaci zapowiedź rychłej i bolesnej śmierci.

Szeptane okazjonalnie modlitwy do Ymira w niczym nie pomagały. Zaśnieżony krajobraz wokół berserkera ciągle świecił pustkami, ograniczając się do skał i drzew. Uznając brak przychylności boga za znak jeszcze cięższej próby, Hroth przestał się w końcu bezowocnie modlić, jął w zamian bluźnić pod nosem bez końca. Noc spędził w ciemności, pomimo przeraźliwego zimna postanawiając nie rozpalać ognia w nadziei na to, że jego zapach zwabi w końcu jakiegoś wygłodniałego drapieżnika.

Ymir jednak i tym razem srogo doświadczył swego wyznawcę, żadne drapieżne zwierzę nie odważyło się bowiem napaść na Hrotha nocną porą. Coraz bardziej rozczarowany i zły, berserker dotarł w końcu do sąsiadującego ze zboczem Śpiącego Olbrzyma wąwozu, usianego mnóstwem głazów powstałych z dziwnie połyskliwej skały. Pamiętny słów Grimnira Starego, wojownik zaczął się ponownie modlić, tym razem prosząc Ymira o zesłanie otrzeźwienia i siły woli. Był wysłannikiem plemienia przybywającym z pomocą, a nie z misją wymordowania wioski, toteż musiał dołożyć wszelkich starań, by trzymać na wodzy swój gwałtowny charakter i przemożną żądzę zabijania.

Kiedy zatem wspinając się ku górskiej przełęczy natrafił na świeże ślady innego wędrowca, odciśnięte głęboko w śniegu i nawet w części jeszcze nie zasypane podmuchami zimnego wiatru, musiał zdjąć na chwilę rękawicę i ugryźć się w dłoń, by spazmem bólu odpędzić czerwoną mgiełkę zasnuwającą mu oczy.
Kimkolwiek był ten wędrowiec, najpewniej należał do klanu mieszkającego nad Jeziorem Wdowich Łez, a zatem przez szacunek do szamana należało z nim wpierw porozmawiać, a nie od razu bezceremonialnie zabijać.
Hroth jest pewien, że podróżnik, który pozostawił na zboczu ślady butów jest niedaleko, być może po drugiej stronie przełęczy. Kształt butów niewiele berserkowi mówi, ale właściciel jest raczej mężczyzną niż kobietą. Vanir może zatem pognać w górę chcąc jak najszybciej odnaleźć i przepytać obcego albo zachować się bardziej dyskretnie (raczej wbrew swojej prostolinijnej naturze) i podkraść się do szczytu przełęczy, by wybadać sprawę na spokojnie.

A może gracz ma jeszcze inny pomysł?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 15 listopada 2018, 20:56

[center]Przełęcz przy Śpiącym Olbrzymie, góry Vanaheimu[/center]

Płatki śniegu spadały na nieskazitelnie czystą klingę miecza pogranicznika, ześlizgiwały się po niej spadając pod nogi stawiającego ostrożne kroki mężczyzny. Przysypany warstwą białego puchu człekokształtny wzgórek nadal tkwił w martwym bezruchu, kiedy zaś Daffyd zbliżył się do nieruchomego kształtu na odległość dwóch wyciągniętych rąk, rozpoznał w nim ostatecznie leżącego na wznak dorosłego mężczyznę.

Warstwa śniegu na ciele była gruba na dwa palce, a więc nieznajomy nie mógł w ten sposób leżeć od niedługiej chwili markując martwego w próbie podstępnej zasadzki. Jeśli zaś leżałby od dawna - na co wskazywała grubość śnieżnego całunu - z powodu wychłodzenia winien był spazmatycznie dygotać i szczękać głośno zębami.

Bossończyk opuścił miecz rozglądając się uważnie wokół siebie w poszukiwaniu innych śladów ludzkiej obecności na przełęczy. By odkryć przyczynę śmierci zagrzebanego w śniegu wędrowca, musiał odkopać go i starannie przyjrzeć się zwłokom, ale to wystawiało go na wielkie ryzyko. Jeśli człowiek ten nie umarł śmiercią naturalną - choćby i z wyziębienia - tylko został zamordowany, zbrodniarz winien tego czynu mógł się czaić w pobliżu gotów, by uderzyć ponownie.

Chociaż z drugiej strony, nieznajomy mógł postradać życie z mnóstwa innych powodów niż nóż wrażony między żebra albo wbity w oko grot: mógł zamarznąć, umrzeć z głodu bądź choroby, z wycieńczenia.
Daffyd opuścił dzierżącą miecz dłoń jeszcze niżej, rozważając w myślach swe następne posunięcie. Wiedział, że nie powinien był mitrężyć czasu, bo ścigany przez niego człowiek najpewniej umykał z każdą chwilą coraz bardziej na północ.
Pogranicznik stoi kilka kroków od zagrzebanego w śniegu ludzkiego ciała. Widać od biedy, że to mężczyzna, ale gruba warstwa śniegu nie pozwala ani na rozpoznanie zmarłego ani na odkrycie przyczyny zgonu, tu potrzebna jest dokładniejsza obdukcja. Co zatem uczyni Daffyd? Zbada zwłoki? Czy może przetrząśnie wpierw okolicę? Albo uda się dalej na północ, w dół ku odległemu górskiemu jezioru?

A może gracz ma jeszcze inny pomysł?

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 15 listopada 2018, 21:35

Daffyd przez chwilę zastanowił się, co dalej. Na pierwszy rzut oka nie dało się dostrzec co - lub kto - odpowiada za śmierć leżącego przed nim człowieka. Nawet gdyby chciał się dokładnie przyjrzeć ciału lub nawet sprawdzić, czy nie ma przy sobie czegoś wartościowego, to straciłby zbyt wiele czasu na odkopywanie ciała. Co więcej, odkopując je wystawiłby się na niebezpieczeństwo - jeżeli przyczyna zgonu nie była naturalna, to owa przyczyna wciąż mogła się kręcić w pobliżu. Nawet jeżeli nie, to wystarczająco dużo problemów stwarzało unikanie barbarzyńców, żeby dokładać ich sobie tłumaczeniem, że to nie on odpowiada za śmierć odnalezionego człowieka.

Daffyd wzruszył ramionami. Leżący przed nim trup bardziej martwy już nie będzie a i powrót do życia mu nie grozi. Rozejrzał się jeszcze przez chwilę czujnie, czy spośród drzew nie śledzą go czyjeś nieżyczliwe oczy, po czym ostrożnie zaczął schodzić w dół przełęczy, cały czas rozglądając się wokół siebie.

TheThirdOne
Reactions:
Posty: 6
Rejestracja: 13 listopada 2018, 19:58

Post autor: TheThirdOne » 16 listopada 2018, 00:05

Długa samotna podróż męczyła berserkera i marzył o czymś co przerwie rutynę spowodowaną marszem w trudnych warunkach. Skoro ślady zmierzały w kierunku w którym i tak się udawał to nie widział nic przeciwko by nimi podążyć.
Hroth przesunął miecz bardziej na tył by nie kusił zbytnio, chwycił za tarcze i ruszył w górę żwawym krokiem nie mogąc się doczekać nadchodzącego spotkania.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 16 listopada 2018, 16:58

[center]Przełęcz przy Śpiącym Olbrzymie, góry Vanaheimu[/center]

Przyśpieszając kroku Hroth żwawo sforsował strome podejście do przełęczy, truchtając z ekscytacją wzdłuż śladów pozostawionych przez tajemniczego wędrowca. Z jego rozchylonych ust buchały obłoczki gęstej pary, grudki śniegu pryskały na wszystkie strony odlepiając się od butów. Ledwie chwilę później Vanir znalazł się na szczycie górskiego przejścia, obrzucając uważnym spojrzeniem majestatyczną panoramę doliny i wypełniającego ją jeziora.

Grimnir Stary nie pomylił się ani razu opisując młodemu ziomkowi drogę - czy też raczej to Hroth nie pomylił się ani razu podczas przeprawy przez zasypaną śniegiem dzicz. Stoki poszarpanego górskiego masywu opadały ze wszystkich stron ku ciemnej tafli wody, w której przeglądały się skute lodem szczyty. Daleko w dole, pomiędzy kępami gęsto zbitych świerków i sosen, w niebo unosiły się nikłe słupy szarego dymu zdradzające umiejscowienie ukrytej gdzieś wśród gęstwy nadwodnej wioski.

Lecz to nie odległa o kilka godzin marszu wioska przykuła uwagę Hrotha, tylko leżący niedaleko od szczytu przełęczy dziwny kształt, do złudzenia przypominający przysypane warstwą śniegu ludzkie ciało. Oraz drugi kształt, jak najbardziej żywy, oddalający się od przełęczy po jej północnym zboczu, brnący poprzez głęboki śnieg ku porastającemu niższe partie doliny lasowi.

Był nim niewątpliwie jakiś człowiek, zakutany w futra podobnie jak sam Hroth i zmierzający w tym samym co berserker kierunku. Vanir przesunął spojrzeniem do wzgórka w kształcie zamarzniętego trupa, potem przeskoczył wzrokiem z powrotem na oddalającą się postać wędrowca.
I co teraz? Czy Hroth zechce poświęcić chwilę uwagi wzgardzonemu przez drugiego gracza trupowi? Albo potrząsając w powitalnym geście bronią pogna w dół na spotkanie obcego, by swą przyyjacielską aparycją przełamać pierwsze lody?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 1 time

Post autor: Araven » 16 listopada 2018, 21:15

[center]Na zboczu Śpiącego Olbrzyma, góry Vanaheimu[/center]

Gdzieś daleko w dole, poniżej linii wiecznie zielonych świerków, w niebo wzbijały się pasma rozwiewanego wiatrem dymu. Widok ten uświadomił pogranicznikowi, że w pobliżu znajdowała się ludzka osada - o ile zamieszkujących te przeklęte ziemie barbarzyńców uznawało się za prawdziwych ludzi. Istniało spore prawdopodobieństwo, że zmierzający na północ człowiek podążał do tego właśnie miejsca - że to surowa wioska na samym kraju znanego świata była źródłem zła, które zawlókł swego czasu na południe.

Daffyd zdusił w ustach ciche przekleństwo przypominając sobie ściągniętą w nieludzkim grymasie twarz ojca, cieknącą z jego nozdrzy czarną krew i wytrzeszczone oczy, promieniujące rozpaczliwym błaganiem o pomoc, której nikt nie mógł mu udzielić.

Tak, istniała ogromna szansa ku temu, by Bossończyk odnalazł ściganego przez siebie kupca właśnie w tej osadzie, mężczyzna nie miał jednak pojęcia, w jaki sposób mógłby okiełznać miejscowych górali. Okiełznać bądź zaskarbić sobie ich życzliwość. Pochodził z dalekiego południa, spoza ziem zamieszkanych przez rywalizujących z Vanirami Cymmeryjczyków. Z trudem władał chropawą mową ludzi północy i prawie wcale nie znał ich obyczajów - był do nich podobno w zasadzie jeno w sztuce wypruwania wnętrzności, chociaż od dawna lubował się w postrzeganym na północy raczej pogardliwie łuku.

Pamiętny wszechobecnego niebezpieczeństwa, pamiętny doskonale zwłaszcza widoku zasypanego śniegiem ciała, Daffyd ustawicznie rozglądał się wokół siebie.

Nie potrzebował wiele czasu, by zauważyć, że ktoś podąża jego śladem; ktoś podobnie jak on zawinięty w futra, kto przekroczył właśnie grzbiet przełęczy i znajdował się kilkaset kroków powyżej Bossończyka na północnym zboczu Śpiącego Olbrzyma.
Ponieważ Profes deklarował w poście, że cały czas się rozgląda, zdąży na czas wypatrzeć podążającego swoim śladem Hrotha. Zdąży nawet spokojnie sięgnąć po łuk, gdyby czuł się zagrożony. Jak przebiegnie dalsza część tego spotkania, zależy wyłącznie od obu graczy!.

Mechanika:
Zmysły Daffyda lustrowały otoczenie test dotyczył Jego Spostrzegawczości + zmysły co daje bazowe 6 + dorzut losowy z kości Fate dał wynik +1 razem 7 wynik Heroiczny. Tym samym nawet śnieżna pantera miała by problem aby go podejść. Ponieważ Hroth po prostu szedł, więc trudność jego wypatrzenia wynosiła 3, bo wiejący wiatr i nieznaczna śnieżna kurzawa ograniczała nieco obserwację. Więc 7 jakie uzyskał Daffyd minus trudność 3 daje +4 to wyjątkowo udany test dla Daffyda. Gdyby Hroth się skradał wtedy byłby test przeciwstawny obu Graczy. Hroth aby podejść Daffyda musiałby uzyskać +8 w teście Złodziejstwo + skradanie + dorzut losowy. Dorzut losowy daje od -4 do + 4 (opcjonalnie przy innych kościach od -5 do +5), w obu wariantach jest możliwe też 0 jako dorzut losowy.
Ostatnio zmieniony 17 listopada 2018, 08:40 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ