Sesja KC online - Następny do raju

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 745
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Polajkował: 5 times
Polajkowany: 3 times

Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Oggy » 07 maja 2019, 10:35

Gramy w środy od 21-22 do 1-2 w nocy. Są cztery osoby (Daniel, deliad, mongi, Oggy), chętnie przygarniemy jeszcze jedną (lub więcej?)
Gramy przez discord i roll20. Po jutrzejszej sesji wrzucę update lub zrobi to ktoś inny, kto zgłosi się na ochotnika.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3642
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 43 times
Polajkowany: 61 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Suriel » 07 maja 2019, 16:26

To jakas kampania czy co?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 745
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Polajkował: 5 times
Polajkowany: 3 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Oggy » 07 maja 2019, 21:23

Sam nie wiem, na razie pojedyncza przygoda ale gotowa do rozwoju. W czwartek będzie tu update, zobaczysz co, jak i o czym.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3642
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 43 times
Polajkowany: 61 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Suriel » 07 maja 2019, 22:15

Muszę ogrnąć technicznie łącze. Powiem krótko, mam je dupawe w domu, ale za nic nie zamienił bym się na mieszkanie w bloku, wolę cierpieć z powodu internetu. Pocieszam się, że kiedyś na wsi ludzie nie mieli elektryczności i wystarczyło poczekać jedynie ponad pół wieku by się pojawiła elektryczność i na wsi.
No dobra, wcale nie brzmi to pocieszająco, przyznaję.
Jednak jeśli bym opanował ten drobny i mało istotny szczegół jakim jest brak dobrego łącza, to mógłbym dołączyć do ekipy. Czy planujecie nagrywać sesję i wrzucać ją na YouTuba, jak Bazyli i jego ekipa?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 745
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Polajkował: 5 times
Polajkowany: 3 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Oggy » 07 maja 2019, 23:40

Nagrywania raczej nie będzie, jestem zwyczajnie zbyt leniwy żeby to zmontować. Szczególnie że potencjalnych odbiorców nie byłoby wielu.
Można jednak posłuchać sesji na bieżąco. To też niezły sposób na przetestowanie łącza Suriel.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
BAZYL
Site Admin
Reactions:
Posty: 182
Rejestracja: 24 listopada 2008, 23:16
Polajkował: 7 times
Polajkowany: 21 times
Kontakt:

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: BAZYL » 08 maja 2019, 10:00

Montowania nie ma dużo - tylko w przypadku jakichś dłuższych awarii jest trochę wycinanki, poza tym kawałek z przodu i kawałek z tyłu. Na początku bawiłem się bardziej, teraz już mniej ;)

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3465
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Polajkowany: 3 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 10 maja 2019, 13:10

TRUPY SĄ WSZĘDZIE

Czy widzieliście kiedyś granicę światła? Ja widziałem. Głęboko w trzewiach ziemi. W miejscu tchnącym poprzednim tysiącleciem. Gdzie niespokojne duchy odgrywają wciąż ten sam dramat.
Nadal mi się to śni po nocach. Ciemność głębsza nisz sztolnie Katak-tum. Mrok rozświetlony nędznym magicznym światłem. Światłem kończącym się jak ucięte nożem, taflą niczym lustro. Za taflą groza i śmierć. We śnie pochylam się nad tą taflą, a moje rude loki muskają ją. Gdy to się dzieje cała ich barwa zostaje wessana, stają się białe jak skóra wyssanej przez wampira ofiary. Białe jak trup. To ostrzeżenie. Memento morii. Pamiętaj o śmierci, bo ona jest tuż, tuż. Za cienką taflą granicy światła. W tafli zamiast mojego odbicia, odbicie jego. Zmarłego przed wielu, wielu laty reptiliońskiego gwardzisty. U schyłku ery reptilionów. Jego duch pozostał, a w nim odbicie jego niedowierzania, lęku, poczucia zdrady, bólu i wszechogarniającej wściekłości…
Budzę się zlany potem, a moje włosy nadal są białe. Białe jak śmierć. Byłem w trzewiach ziemi i przeżyłem …
Obrazek

Nazywam się Rekio Stor i jestem półelfem. Kiedyś zmieniałem imiona jak katański kapłan rękwiczki, jednak Rekio wtopiło się we mnie wraz z wydarzeniami z przeszłości, i jakoś tak zostało.


Ostatnimi czasy wylądowałem w Olgrionie. To miasto elfów na Orkusie Wielkim. Czasami jak znudzi mnie ludzka głupota, bezpodstawna agresja i egoizm to lubię dla odmiany pomieszkać z elfami. Tak było tym razem. Jednak elfy też mnie wkurzają. Patetyczne nadęte dupki. Idealiści straconej sprawy. Ckliwe lalusie. Wygląda na to, że mieszkam tu już za długo. Choć na nudę w Olgrionie narzekać nie mogę. Wiele się tu dzieje. Choć nie znam się zbytnio na polityce to z tego co zrozumiałem Olgrion zmontował legion, który miał walczyć pod buławą katanitów. Elfie chłopaki w tysiącach, sama młoda krew. Wiecie jak to jest z elfami, stare są może i mądre ale z potomstwa nici, młode są dość zapalczywe i jako chucherka często im się umiera. Tyle, że tylko te młode mogą się rozmnażać.


Tymczasem legion poszedł w bój i przepadł. Nie wiadomo do końca co się stało. Lecz cały legion poszedł w rozsypkę. Przyszłość Olgrionu padła wraz z ich młodzieżą. W całym mieście zapanowała żałoba. Chęć odwetu i bezsilna złość. Nie wiem jak to elfy ugrały, ale jakoś wymusiły na katanitach redukcję armii martwiaczej. Jakby to mogło w jakiś sposób wynagrodzić im stratę. Elfy są dziwne. Jak już wspomniałem nie przepadam za umarlakami, jednak ich wybicie i spalenie uważam za marnotrawstwo. Nie lepiej byłoby dać im łopaty lub kilofy i zaprząc do pracy. Kanał dla barek cały czas się zapiaszcz i spłyca, a jego pogłębienie to strata niewolników w setkach. Dać takim szkieletom łopaty niech włażą pod wodę i pogłębiają!

Ale cóż elfy uznały, że skrócenie ich o głowę i zrobienie dużego ogniska to lepszy pomysł. Niektórym z nich ogniska tak się spodobały, że zaniosły żagwie do świątyń Morglitha. Tych widzieliśmy później jak dyndali na szubienicach. Ale do rzeczy.


Wykonałem w Olgrioni kilka robótek i zapoznałem się z kilkoma osobami. Jednym z nich był elf Styx. Styx jest jednym z tych młodych zapalczywych elfów o których wspominałem. Gdy go zobaczyłem pierwszy raz to miałem przez chwilę wątpliwości co to ma pomiędzy nogami. Z elfami czasami tak bywa . Zresztą zobaczcie sami.
Obrazek

Styx jest chyba gwardzistą choć nosi się jak lekkozbrojny. Nieco gadatliwy jak na elfa, i brakuje mu trochę tego co mają starsze elfy. Ma jednak jeden atut. Skubaniec jest niezmordowany. Potrafi nie spać kilka nocy, a słuch taki, że śpiąc w kuchni, słyszy pierdnięcie w sypialni, w domu obok, sąsiedniej dzielnicy.

Drugi to Smirnoff. On jest reptilionem. Przypomina trochę Ceena. Tyle, że każdy reptilion przypomina mi Ceena. Na serio. Nie z sentymentów. Wszystkie repkaki są takie same. A propos Ceena, on też źle zniósł naszą podziemną podróż. Koniec końcem zamknął się w klasztorze i studiuje nasze tatuaże.

Smiroff natomiast jest zbrojnym, ale także kapłanem. Jak łatwo się domyślić jest kapłanem Reptiliona Wielkiego, trudniej się natomiast domyślić, że Styx jest tej samej wiary. Styx jest bardzo specyficzny.

Chłopaki nagrali nam robótkę. Pracodawcą jest kapłan Katana o imieniu... Nie pamiętam. Prowadzi on niewielką świątynię na obrzeżach Olgrionu. Nie jest to ani największa, ani najzamożniejsza świątynia Katana w Olgrionie. Taka dla maluczkich. I właśnie ich miało dotyczyć nasze zlecenie. Wysoko w górach niedaleko Olgrionu, w niegościnnym zakątku, garstka straceńców, którzy w ten czy inny sposób popadli w niełaskę, pracują jako drwale. Obóz drwali to zaledwie kilkunastu orków walczących dzień w dzień z naturą i żywiołami. Warunki w jakich pracowali były na tyle niebezpieczne, że śmiertelność przy pracy wynosiła średnio jedną osobę na miesiąc.
Obrazek

Rotacja była tak duża, że zaczęli nazywać się numerami , aby nie musieć uczyć się co chwilę nowych imion. Jakby ich życie nie było dość ciężkie, zaczęły nękać ich większe problemy. Zabito dwóch z nich. Znaleziono tylko ich szczątki. Głowę jednego i buty z nogami drugiego. Naszym zadaniem byłaby pomoc orkom w rozwiązaniu tych nagłych zgonów. Zauważyliście ten paradoks? Elf, reptilion i półelf ma ratować orki? Życie czasami zaskakuje. Po krótkich targach wzięliśmy tą robotę. W Olgrionie zbytni śmierdzi palonym trupem, więc trzeba zmienić otoczenie.

Z obozu przybył przewodnik. Ork jak góra, łapy miał takie, że mógłby nas podusić jak kociaki, a zachowywał się jak zakłopotany ciołek. Zwał się Berok. Zaprowadził nas w góry, nie oszczędzając nóg ani swoich ani naszych. Upomniał nas też, że większość drwali podejrzewa elfy. Jednak to wydaje mi się za proste. Podczas postoju Styx wyrwał się do domku myśliwskiego elfów. Wrócił z ekstra żarciem i z nikim się nie podzielił. Nie tak zdobywa się zaufanie u orków. Jeszcze będą z nim problemy.

Drugiego dnie dotarliśmy do obozu. Ledwo tam doszliśmy - ścieżka wąska i stroma, przepaście, ruchome kamienie, dzikie zwierzęta. Po drodze spotkaliśmy elfickie wota, takie szmaty rozwieszone między drzewami mające odpędzić złe sił. Co ciekawe zwrócone w stronę obozu, a nie odwrotnie. Miały wiele lat więc nie miały odpędzać orków. Więc co?

Obóz mały, kilka chałup, stajnia, tartak do ciosania kłód. W dole mijaliśmy akwedukt. To taka szeroka rynna, do której skierowano rzekę. Tą rynną spławia się kłody z góry, a na dole odbiera i wysyła rzeką dalej. Przy akwedukcie nikogo nie było mimo, że nie był jeszcze zmroku. Zaniepokojeni dotarliśmy do obozu. Mieliśmy rację, drwale skończyli szybciej, bo bali się chodzić po nocy.
Strach uzasadniony. Ktoś nocą bezgłośnie dostał się do obozu. Wtargnął do stajni i bestialsko pozabijał konie! Cóż za brawura. Skreśliłem z listy podejrzanych elfy. One by nie zabijały bezbronnych zwierząt. Pogadaliśmy z drwalami starając się zdobyć jakiś zalążek porozumienia, bo o zaufaniu nie mogło być mowy. Oni nas jedynie tolerowali. Zakapiory jakich mało, utwardzenie codzienną walką o życie. Starają się być spokojnie i pomocni. Wypytujemy, tropimy, przeszukujemy. Bezowocnie.

Postępów żadnych. W nocy kolejny incydent. Coś wygrzebało truchła koni. Zawsze można podejrzewać niedźwiedzie, ale to nie to. W głowie zaczyna wiercić się instynkt przetrwania. Doradza opuścić obóz. Czemu? Już wkrótce wskazówka. Odcisk skórzanego mokasyna – to nie to. Liczę trupy – zaczyna się – brakuje jednego konia. Ślady kopyt – o cho – pasują rozmiarem do tych martwych.
Obrazek
Wspominałem, że nie przepadam za martwiakami? Czyżby coś ożywiło konia? Paranoja czy lęki?
Cały kolejny dzień prowadzimy zwiad i badamy miejsca znalezienia zwłok i miejsca wyrębów. Drapanie nie ustaje. Nic nie znajdujemy. Wieczorem kolejna zła wiadomość. Jednego z drwali zgniotła kłoda. Umarł łapiąc wnętrzności z rozprutego brzucha...
Nie jest dobrze. Trupa pogrzebali nieopodal miejsca zgonu. Wolałbym, żeby nie pozostawiali trupów poza obozem.
Podejrzenie nie dają mi spokoju. Gadam ze Styxem, żeby nie spał w nocy i wartował. Większość gówna działo się w nocy. Trzeba mieć czujkę, a on jest niezmordowany. Strzał w dziesiątkę. Budzi nas w nocy. Ktoś rąbie w lesie. Musimy sprawdzić co się dzieje. Dobrze, że księżyc świeci tej nocy. Idziemy, a nawet rośliny chwytają nas za ubranie, jakby chciał nas zatrzymać. Smirnoff gasi żagiew i toniemy w ciemności.
Granica światła niczym tafla… Rekio weź się w garść! Tamo minęło.

Stukot siekiery umilkł. Teraz toniemy w ciemnościach i kującej w uszy ciszy. Łup, łup, łup. To nie siekiera to moje serce.
Styx się pochyla i coś podnosi. To łupek drewna, ktoś rąbał pale akweduktu. Smirnoff panikuje. Rusza po pomoc do obozu. Zostaliśmy sami ze Styxem. Nagle instynkt przetrwania wali jak młotem.
- Patrz! - Krzyczy wewnątrz czaszki. - A nie mówiłem!
Widzę. Na czarnym tle jeszcze czarniejsza sylwetka. Koń. Na koniu jeździec. Jeździec pochyla głowę? Nie! Na nigdy nienasyconego złotem Bella ! On nie pochyla głowy. On nie ma głowy!
Obrazek
Jeździec podrywa konia, szarżuje… Nie, nie na nas. Na Smirnoffa. Gwizdami na palcach tak głośno, że gwizd podrywa spłoszone ptaki. Za późno, reptilion zdążył się jedyne obrócić, po czym odbił się od konia i przeturlał martwy w krzaki. Nikt nie mógł przeżyć takiego uderzenia. Pewnie żebra pękły niczym wykałaczki i trzasnął kręgosłup. Jak powiedziałem nikt nie mógł tego przeżyć… Smirnoff przeżył… Gramoli się na nogi.

Styx rzucił się do ataku. Szkoda, że nie jest starszym elfem, z przymiotami o jakich wspominałem. Dźgnął nieumarłego mieczem. Dźgnął. Nieumarłego.
A mówiłem mu, że na nieumarłych to obuchy, a w ostateczności rąbanie.
Ehh. Miecz został w ciele wyrwany pędem konia.

Wysłałem w jeźdźca magiczną iskrę, niech wie, że nie jesteśmy całkiem bezbronni. Zauważył. To już coś. Styx dźga go puginałem… Dżga...
Odwrót na bezpieczną pozycję. Wdrapuję się na akwedukt i wołam Smirnoffa. Kolejny pocisk w jeźdźca. Trupek tak jakby salutuje, pokazując gdzie ma moje czary…
Słyszę nadbiegające postacie od strony obozu. Czyżby odsiecz? Już niedługo się okaże.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3465
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Polajkowany: 3 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 16 maja 2019, 11:27

Wczoraj odbyła się kolejna sesja :Następnego do raju" i już piszę jak było.

Odgłosy zbliżających się osób to na szczęście była odsiecz z obozu. Zanim do nas dotarła, nieumarły "jeździec bez głowy" uciekł. Widać miał więcej zdrowego rozsądku niż nie jeden z żywych. Z nami na czele jak się później okazało.
Czym prędzej wróciliśmy do obozu lizać rany. Nie dane nam był długo odpoczywać bo trop stygł z godziny na godzinę. Ruszyliśmy rano, zabierając ze sobą tropiciela Selenge. Mijając akwedukt zauważyliśmy, że orki zdążyły już naprawić podporę. Zaciekłość i upór orków powinna stać się legendarną . W okolicy krążą nieumarli, a ci mimo wszystko dbają o wyrobienie norm wyrębu... Czy nie dla tego są panami świata - Orchii.

Wiecie co? Bajania zasłyszane od matek, bywają czasami zgubne. Wrastają w nas i wyłażą w najgorszej z możliwych chwil. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

Szliśmy dość wyraźnym tropem konia cały czas w górę akweduktu. Mimo pięknej pogody musieliśmy iść spokojnym tempem, ze względu na stan Smirnoffa, naszego kapłana. Jak on to zrobił, że przeżył dalej jest dla mnie tajemnicą. Ja przy takim ciosie przekręciłbym się ze trzy razy. I naszła mnie kolejna konkluzja. Może właśnie z tego powodu reptiliony rządziły Ochrią przez tysiące lata. Ich na prawdę trudno zabić. Panowie świata - żywotne jak sam diabeł reptiliony, a teraz uparte i konsekwentne do granic absurdu orki.

Do rzeczy jednak. W końcu dotarliśmy do rzeki, a tu kolejna nieprzyjemna dla orków niespodzianka. Zbocze osunęło się w prost do koryta rzeki. To raczej zjawisko naturalne, ale ilość tych zdarzeń w ostatnich dniach, stawia pewien znak zapytania. Głazy, fragmenty skał, ziemia, drzewa - wszystko to wpadło wprost do koryta rzeki tworząc ogromną tamę. Żeby usunąć taką tamę trzeba nie tylko łopat i kilofów w łapskach brygady krasnoludów, ale i wozów zaprzężonych w woły. W tych okolicach całkowicie niemożliwych do zdobycia. Tymczasem rzeka tworzy przyjemny dla oka stawik, ale prze tamę przepływa zaledwie wąska struga wody. Wyjaśniły się kłopoty ze spławnością drzew w ostatnich dniach. Na oko osypisko powstało ze dwa dni temu.

Jak się łatwo domyślić osuwisko pobudziło w nas wyobraźnie. Pewnie odsłoniły się pradawne grobowce, skarbce reptilionów lub co najmniej ukryta świątynia Morghlitha. Dokładne przeszukanie okolicy rozwiało nasze podejrzenia. Nie były jednak całkowicie bezowocne. U wejście do jednej z kotlin Rekio znalazł fragment płaszcza. Kotlina to jednak nie najlepsza nazwa. Bardziej pasowałoby uskok skalny lub szczelina. Wąsko, ciasno i ciemno. Jak na złość pogorszyła się pogoda, niebo zasnuły chmury i zaczęło siąpić.

Rozpaliwszy pochodnie ruszyliśmy tropem kawalerzysty. Po dłuższej chwili dotarliśmy do małego rozszerzenia. I tu się zaczęło...

Wspominałem wam o złym przekazie bajek? Rekio naiwnie sądził, że zło atakuje tylko w nocy. Bojąc się światła dziennego plugastwo skrywa się przed promieniami słońca. O naiwności... Przecież licho nigdy nie śpi.

Pierw zaatakował ożywiony koń. Tłukła kopytami stając na tylnych nogach. Teraz wydaje mi się, że miał tylko odwrócić naszą uwagę. Wyobrażacie sobie. Ożywieniec, szkielet, umarlak - ten kawalerzysta bez głowy - zastawił na nas pułapkę. Pierw wciągnął nas w kotlinę, pewnie bez wyjścia, zostawiając jako trop strzęp płaszcza. Później kazał zaatakować nas ożywionemu koniowi.

No nie powiem, mimo kiepskiej broni daliśmy sobie ze zwierzakiem radę. Żebyście widzieli co wyczyniał Styx. On go porostu zatłukł gołymi rękami. Bił się jak natchniony. Skakał, kopał, wydawał dziwne dźwięki.

Tymczasem "kawalerzysta" zakradł się odcinając nam drogę odwrotu. Zamknął nas jak ryby w saku. Nim się spostrzegliśmy odciął głowę naszemu zwiadowcy. Rzuciliśmy się na niego, jednak sami dobrze wiecie jaki rezultat daje ciachanie szkielet krótkim mieczem. Zadałem mu z tuzin ciosów, a on nic. Zarobił kilka kopniaków od Styxa i nic. Smirnoff go odpędzał, ale nie dało to większych efektów. Byłą chwila, że się trochę cofnął, ale to za mało, byśmy zwyciężyli.

W końcu nadeszła nieunikniona chwila. Nie dałem rady w nieskończoność unikać jego ciosów. Przeszył mnie mieczem prawie na wylot.

Dalej nie wiele pamiętam. Traciłem i odzyskiwałem przytomność. Otrzeźwiałem nieco w obozie drwali. Dowiedziałem się, że Styx w końcu utrupił trupa.

Planują tam pójść następnego ranka i przeszukać jaskinie na końcu kotliny. Ja raczej nie dam rady. Więc ktoś inny będzie musiał zdać relacje. O ile wrócą.

ODPOWIEDZ