Sesja KC online - Następny do raju

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3479
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Polajkował: 4 times
Polajkowany: 31 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 20 czerwca 2019, 11:50

W GÓRĘ I W DÓŁ, aż do OBŁĘDU
Bogowie, obrzędy, święta, posty, modły... Cała Orchia jest przesączona religiami. Panteon bogów Orchijskich liczy dwudziestu bogów, tak dobrych jak i neutralnych i złych. Jedni z nich są czczeni od zarania dziejów inny zostali przygarnięci przez bogów jako adoptowane potomstwo. Nie daleko szukając tak było z królem Lahaganem, który teraz jest Reptilionem Wielkim. Jest też oczywiście cała hałastra półbogów wszelkiej możliwej maści. Masa roszcząca sobie pretensje do pretendowania do boskiej sfery egzystencji. Bogowie są... SĄ. Naprawdę oni istnieją. To nie test wiary w istoty, których istnienie nigdy nie zostanie potwierdzone. To realne twory co chwilę ingerujące w życie zwykłych ludzi. Swoich kapłanów obdarowują zdolnością posługiwania się magią, wiernych nadnaturalnymi zdolnościami i dość często odpowiadają na modły. Nic więc dziwnego, że wierni bardzo poważnie traktują swoje święta.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Legendarny spowity mgłą mistycyzmu, stary jak sam świat, klasztor na wyspie Reptex. Klasztor gdzie najwierniejsi z najwierniejszych, wybrańcy wśród wybranych, zostają zamknięci na pięćdziesiąt lat, aby szkolić się do wypełnienia świętej misji. Rozmodlony tłum w religijnym uniesieniu skandujący pochwalne psalmy. To ten dzień. Wielki dzień, gdy podwoje klasztoru zostaną zamknięte. Wybrańcy wraz z dumnymi rodzinami wspinają się stromą ścieżką do majestatycznej budowli.
Obrazek
W tym momencie wkraczamy my. Ceen Ardagal widząc, że ze świątyni wybiegają reptiliony i ruszają jego tropem, wyciąga coś ze skrzyni i rusza w dół przedzierając się przez tłum. Nie idzie mu najlepiej torujący sobie siłą wojownicy doganiają go. Nagle z powietrza materializuje się Rekio. Wysoki jak tyczka półelf pośród tłumu niskich reptilionów. Dochodzi do starcia z ochroniarzami gdy Ceen przewrócił przypadkiem nobliwą staruszkę Z głazu w tłum zeskakuje Styx i patroszy jednego z reptiliońskich wojowników. Tłum zwietrzył krew. Zaczyna się panika. Wszyscy się przepychają, przewracają i tratują. Wtem z palców Rekia z łoskotem walącej się góry wystrzeliwuje piorun.

Nie opowiem co było dalej, ze względu na cenzurę. Wydarzenia były tak drastyczne i tak nie na miejscu, że policzki Reki pokrywa czerwień za każdym razem gdy przypominają mu się te wydarzenia. Dodam tylko, że padło wielu reptilionów i to z ręki Ceena. Ze względu na drastyczność zajścia dzień ten nazwano Dniem Sromoty.

W tym miejscu należałoby podziękowań Maraxsowi za tatuaże, odwracające boski wzrok od Ceena i Rekia, bo Reptilion wielki starłyby ich na proch.

Ucieczka jednak się udała. Niewidzialny Ceen, Rekio i nieprzytomny Styx zalegli w śnieżnym wykrocie czekając, aż pogoń zmyli ich trop. Chcieli uciec nie zwracając na siebie uwagi, ale plan legł w gruzach. Należało ustalić co dalej. Iść do portu dwa dni drogi, czy może do wioski i uciec na statku rybackim? Teraz gdy wszyscy ich poszukują? Z nieprzytomnym towarzyszem. Patowa sytuacja...

Intelektem zabłysnął jak zwykle tan Ceen Ardagal, niech jego szare komórki pobłogosławią wszyscy dobrzy bogowie.
- Najciemniej pod latarnią - powiedział - wróćmy to twierdzy i przeczekajmy.

Plan tak prosty i bezczelny od razu przypadł do gustu wyznawcy Bella. Prawie całą noc holowali Styxa obchodząc twierdzę od strony gdzie znajdowała się zawalona wieża, którą uciekali z Reptexu przed sześciu laty.
Szczękają zębami i strącając z ramion zasypujący go śnieg Rekio obserwował rozjaśniające się na wschodzie niebo. Rozcierał skostniałe dłonie, które drżały gdy spoglądał na niemal pionową ścianę skalą.

Obrazek

Wstał wykonując gest imitujący rzezanie mieszka, czyli znak wyznawców Bella, jednak przestał w pół ruchu przypominając sobie, że bogowie go nie dostrzegają.

- Idę Ceen. Muszę sprawdzić czy atak armii orków nie zniszczył wejścia na górze. Musimy to wiedzieć, zanim wejdziemy tam wszyscy. Gdyby mi się nie udało... Gdybym spadł. Ehhhh. Nie przejmuj się zwłokami i Styxem, uciekaj.

Skała była zimna, a jej zagłębienia wypełniał zmarznięty śnieg. Rekio ruszył w górę, wyłączając myślenie. Teraz był tylko on i skała. Liczył się tylko następny ruch, tylko oparcia dla dłoni i stóp. I w górę, ciąż w górę. Podmuchy wichru szarpały mu włosy i zamieniały krople potu w granulki lodu. Stracił czucie w palcach, stracił poczucie czasu. Nie patrz w dół, powtarzał w myślach. Ręce omdlewają, a półki skalne są zbyt wąskie aby dać im odpoczynek. Ściana wciąż prowadzi w górę. I w górę. Bez końca. Półelf ma wrażenie, że czołga się po poziomej skale, a jakaś złowroga siła stara się go od niej oderwać jak pijawkę ze skóry. Zwalczyć panikę. Musi zwalczyć panikę. Gdy wreszcie dociera na górę pada pod ścianę i łka jak dziecko przyciągając kolana do siebie. Teraz może, nikt go nie widzi. Zagryza zęby i walczy o odzyskanie rytmu oddechu i walczy z paniką. Nigdy więcej. NIGDY. Czterdzieści metrów po oszronionej pionowej skale! Czyste szaleństwo! Nigdy więcej. Niech sobie radzą sami!

Mija czas. Emocje opadają. Zawalona wieża wygląda tak samo jak przed laty.
Obrazek
Nic się nie zmieniło. Podchodzi do ściany i muska ją opuszkami palców. Ani rysy, nic. On jednak wie, że to drzwi. Sięga po skrytą w skórzanym oldsto małą, wygniecioną od częstego przeglądania księgę. Znajduje stronę i skanduje zaklęcie. Ściana lekko odskakuje, uchyla drzwi do twierdzy. Potencjał magiczny jest już niemal na wykończeniu. Wchodzi do środka. Ciemność i kurz, ale też osłona od wiatru i zimna. Sprawdza schody, nic się nie zmieniło. Na dole drugie drzwi. Też zamknięte. Czas mija.

Niechciane myśli powoli torują sobie drogę do mózgu. Trzeba wracać do Ardagala. Gdy Rekio staje nad przepaścią, aż mu nogi miękną. Walczy ze sobą może kwadrans. Klnie jak kapłan Piana, któremu skończyło się wino. Poddaje się i zaczyna schodzić. Żałuje już po kilku metrach. Schodzi się ze dwa razy trudniej nich wchodzi na górę. Czyste szaleństwo. Po dziesięciu metrach rozważa czy nie skoczyć. Wszystko, byle te tortury się skończyły. Opuszki palców krwawią, a mięśnie palą żywym ogniem. Wichry szarpią to w jedną to w drugą stronę mrożąc ciało do kości. Sam nie wie jak znalazł się na dole. Gdzieś po drodze przestał kontaktować. Jednak twardy grunt pod nogam powoli nasyca nadzieją.

Przy Ceenie zgrywa twardziela, ale jego nerwy są pozrywane jak błona dziwicza dziewczynki po podboju miasta przez orki.

Łyk wody i nieco jedzenia wypełnia brzuch i daje siły.

Rekio sam w to nie wierzy, ale zgodził się wejść tam na górę wraz z Ardagalem. Styxa zawijają w ciepłe ubrania i zakopują w mały igloo.

Znów do góry. Przywiązuje Ceena liną i objaśnia każdy krok. Wspinają się do góry. Jest tyle sposobów na popełnienie samobójstwa. Na przykład można sobie podciąć żyły i chlać wino puki życie z ciebie nie wycieknie. Można założyć pętle na szyję i skoczyć. Jeden trzask i po krzyku. Można zjeść trutkę i chędożyć się w burdelu, aż ci nie stanie serce. Jednak Rekio wybrał wspinaczkę z niewprawionym towarzyszem, czterdzieści metrów w górę.

Taka wspinaczka to jak gra w kości ze śmiercią. Turlasz kości, a one się z ciebie śmieją. Taki właśnie dźwięk usłyszy Rekio przed śmiercią. Dźwięk turlających się kości. Tym razem jednak to były kamienie osuwające się spod stóp Ceena. Rekio prawie się ucieszył. Teraz już tylko łopot wiatru w uszach i bum. Koniec.
Obrazek
Gdy umysł Rekia był już zajęty umieraniem, jego ręce odmówiły współpracy. Wczepiły się w skałę jak korzenie enta. Szarpnięcie liny niemal pozbawiło go przytomności. Nie mógł złapać oddechu. Palce milimetr po milimetrze wysuwały się z załomu, a Rekio musiał na to patrzeć. I gdy po raz kolejny żegnał się z życiem ucisk ustał. Ceen przestał się majtać na linie i złapał się ściany. Na Bella czy te tortury nigdy się nie skończą?

Dość tego! Koniec. Tak nie może być! Rekio po raz kolejny sięga po księgę i kartkuje jej stronice kciukiem jednej dłoni. Kolejny wyczyn godny akrobaty. Rzuca czar. Ardagal mija go uniesiony lewitacją. Skacze jak astronauta przy zmniejszonej grawitacji od załomu do załomu. W górę i w górę. Już po chwili czuję napiętą linę. Uff, udało się. Ceen jest już na szczycie. Teraz tylko Rekio musi wejść. Ja pierdo...le! Rusza w górę. Gdy dociera na szczyt, zdążył już obrazić dwudziestu bogów panteonu Orchijskiego, wszystkie rasy, płci, nacje, plemiona, potwory, bestie i nieumarłych oraz czarnoksiężnika, który zmusił go do odnalezienia Ardagala oraz jego przodków do pięćdziesięciu pokoleń wstecz w linii męskiej i żeńskiej.

Znowu jest na górze!

- Musimy znaleźć linę - mówi Ceen.
- Zostawiłem tu jedną przed sześciu laty, może jeszcze tam jest - odpowiada Rekio.

Otwierają drzwi do trzewia zmieni. Amulet jest pusty jak wydmuszka. Ruszają na dół lecz czują jakby cofali się w czasie. Wracają wspomnienia. Już tędy schodzili ścigani przez agentów katańskiej armii. Tam na dole zieje dziura. To tam Rekio przywiązał linę i zrzucił ją na dół. Wtedy z niej nie skorzystał, bo został strącony w przepaść.

Do wszystkich rogatych demonów, ktoś ukradł linę!!!

Zniechęceni wchodzą na górę i wchodzą do drzwi twierdzy. Teraz czas na popis Argadala. Ustalili, że wejdzie do twierdzy i wykradnie jedzenie na tydzień i linę. Dużo liny. Znika na jakiś kwadrans, gdy Rekio pilnuje drzwi, które otwierają się od środka. Rekio wie, że musiał zostać ale i tak żałuje swojej decyzji. Nie może sobie wybaczyć, że wysłał Ceena bez wsparcia. Ten jednak uwinął się jak zawodowy złodziej. Ten reptilion jest pełen niespodzianek jak kociołek goblina.

Wracają na górę. Odpoczywają podjadając skradzioną żywność. Wracają im humory. Do momentu gdy trzeba wracać po Styxa. Gdy ta konieczność dociera do Rekia, niemal popada w obłęd. Jednak plan Ceena jest dobry. Przeczekać w twierdzy przez tydzień, aż sprawa ucichnie.

Reki przewiązał się liną i zaczął opuszczać się asekurowany przez Cenna. Mógłbym opisywać wam co czuł schodząc na dół, a później w górę wraz ze Styxem, ale wam tego oszczędzę, bo byście osiwieli jak Rekio.

Koniec końcem wszyscy byli na górze. Zamknęli się w twierdzy na tydzień jedząc skradzioną żywność i pijąc rozpuszczony śnieg. Rekio leczył umysł i ciało. Koił nerwy. Nie chciał myśleć o tym co będzie za tydzień. Wraz z towarzyszami zatopił się w analizowaniu księgi i planowaniu przyszłego zadania. Sprawa nie była łatwa. Na początku należało rozgryźć zagadki symbolu mającego zniszczyć drakolicza.
Obrazek
Obrazek
W rozszyfrowaniu tego "pentagramu" miał pomóc ukryty zapisek reptiliońskiego wierszyka.
Pomysł reptillionów stary żart przywraca
jak to armię smoków czekała ciężka praca
Straszna bitwa przed nimi, stają w zwratych szeregach
ustawione równiutko, jak przed starciem trzeba.
Pierwsze złote, ogrome, jak silne i piękne!
Potem besteie czerwone, jak wosk przy nich mięknę
Trzecie srebrne a potem zaraz niebieskie,
jedne walczą dla ideii, drugie tylko za kieskę
Czy poszło im dobrze? Czy triumfowały?
Prawda była taka że srogo w dupe dostały.
Złote rykiem zrywają armię do boju
lecz czerwone ida w lewo szukając spokoju
Srebre w cięzkim boju łamią kły i pazury
gdy niebieskie prawym skrzydłem umykają za mury.
Tak to wieczorem ogryzano kości z ogonów
a smocze nidobitki wracały do domów
Umysł Rekia miał niezłą zagadkę do rozgryzienia i odcięcia się od nieciekawej rzeczywistości.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 759
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Polajkował: 24 times
Polajkowany: 6 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Oggy » 04 lipca 2019, 08:41

Obrazek

Kiedy nawalone elfy wbijają Ci na pokój o 8 nad ranem.
Tak, trochę się działo na ostatniej sesji.
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2019, 09:21 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3479
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Polajkował: 4 times
Polajkowany: 31 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 04 lipca 2019, 21:38

Tak naprawdę było to tak. :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3727
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Polajkował: 76 times
Polajkowany: 138 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Suriel » 11 lipca 2019, 08:32

Dzięki raz jeszcze za możliwość posłuchania sesji Panowie. Co prawda nie grałem, ale pierwszy raz udało mi się nawiązać płynne połączenie , co z kolei kapitalnie rokuje na przyszłość grania w ten sposób. Jedyny błąd jaki zrobiłem to nie protestowałem czy mnie słychać ale ze względu na syna nie było to możliwe. Przygoda jest zbyt daleko już rozwinięta by myśleć o dołączeniu do gry, ale kto wie może przy następnej drużynie...

Ps. Kapitalnie jest usłyszeć, że takie za przeproszeniem stare wygi jak my, jeszcze dają radę porać w RPG.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 759
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Polajkował: 24 times
Polajkowany: 6 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Oggy » 11 lipca 2019, 09:01

Proszę bardzo Suriel. Goście na sesjach zawsze są u nas mile widziani.
Przy okazji, Hekate dla tych którzy trochę ją znają:
Obrazek
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Smirnoff
Reactions:
Posty: 4
Rejestracja: 30 maja 2019, 10:17
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 11 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Smirnoff » 15 lipca 2019, 11:24

Tak wiele pytań bez odpowiedzi.

Wiele się ostatnio wydarzyło… Kiedy nareszcie dotarliśmy do Nowego Sarrasum znalazła się chwila aby wszystko sobie jeszcze raz przeanalizować… mam tak wiele pytań bez odpowiedzi…
Ale od początku, cofnijmy się o te kilka tygodni, zastanówmy się czego jestem pewien a co mi umyka…
Na pewno ostatni raz Rekio i Styxa widziałem jeszcze pod ziemią w krypcie strzeżonej przez nieumarłych… pamiętam dziwnego i garbatego elfa w którym nie było już życia, czaszkę i uczucie strachu… ale co było potem…? jak się stamtąd wydostałem?
Musiało minąć kilka godzin, ocknąłem się w lesie skołowany wszędzie ogień i nieumarli a kompanów brak. Uznałem ,że nie mogę tu zostać, skierowałem się w jedyne bezpieczne znane mi miejsce do świątyni Katana w Olgrionie. Liczyłem na to, że elfy wciąż żyją i czekają na mnie oraz, że wyjaśnią mi wszystko, niestety kompletnie się pomyliłem w mieście wcale nie było bezpieczniej no i elfów nie znalazłem, kiedy dotarłem pod świątynie Katana zaatakowali mnie dwaj rośli mężczyźni, tylko czemu? kolejne pytanie bez odpowiedzi.
Skórę ratuje mi młody reptilion „jak on miał na imię?... nie przypomnę sobie.” To, że wciąż żyje jest dowodem na to, że mój Pan wciąż mnie strzeże… kilka następnych dni dały możliwość odwdzięczyć się za tą opiekę, zostałem wyróżniony, musiałem wypełnić świętą misje i sprostać wyzwaniu, nie zadając przy tym wielu pytań. Pełen determinacji wyruszyłem…
Uznałem, że muszę odnaleźć elfy to cel, którym podążam. Kierując się pogłoskami dotarłem na Reptex. Zlokalizowanie ostatniego miejsca pobytu Rekia i Styxa niebyło trudne, wszyscy o nich gadali. Nieźle narozrabiali pewno musieli się gdzieś przyczaić, aż sprawa ucichnie. Gdzie tu mogli by się schować… warto było popytać? Jeżeli znasz wiele ptaszków w miejscu, w którym kogoś szukasz same poszukiwania zajmują zdecydowanie mniej czasu. Jak po nitce do celu i wreszcie znalazłem ich… dwa elfy i reptilion tak jak ptaszki śpiewały.
Styx jak zawsze czujny, nie sposób go podejść, Rekio podejrzliwy natomiast reptilion na imię ma Ardagal i wyglądał dość schludnie, pewno bogaty… na początku nie wiedziałem co o nim myśleć pewno kolejny TAN któremu znudziło się życie w pałacu… ale nie oceniajmy księgi po okładce na pewno był tajemniczy i wydawał się mroczny. Znając okolice dość dobrze, wyprowadziłem chłopaków w tych korytarzy, a następnie opuściliśmy wyspę nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Oczekiwałem, że po drodze uzyskam odpowiedzi mianowicie co się wydarzyło przed kilkoma tygodniami… Rekio odradził mi zadawanie pytań jedynie co mi zdradził to, że kierują się do Sarrasum. Nie jest to normalne miejsce jak każde inne i nikt kto nie musi tam nie podróżuje. Cała sprawa wydaje się grubymi nićmi szyta, chciałbym mieć teraz wybór… pożegnać się, obrócić na pięcie i wrócić do siebie…, ale wytrwam, bo takie jest moje zadanie… nic mi nie będzie bo wielki reptilion nade mną czuwa.

No i dotarliśmy, Sarrasum na horyzoncie. liczyłem, że po drodze przy kilku głębszych uda się coś z nich wyciągnąć niestety znów się przeliczyłem, tak jakby bali się o tym rozmawiać…
Wiec mogę się tylko domyślać, że to zadanie, które wykonują nie robią z własnej woli i muszą się za tym kryć potężne osoby…

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3479
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Polajkował: 4 times
Polajkowany: 31 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 17 lipca 2019, 20:43

...Nareszcie Sarrasum,nasz cel.
Nie przyjechaliśmy go zwiedzać więc,nie będę go opisywał...
...Z pośród wielu karczm,które oferowały wyżywienie i nocleg wybraliśmy
karczmę o bardzo swojskiej i przytulnej nazwie"U babuni".
Rozlokowaliśmy się i zaczęliśmy snuć plan co dalej,niestety przerwało
nam pukanie do drzwi,po zaproszeniu w drzwiach pojawił się cholernie wielki
reptilion,a za nim bardzo bogato ubrana reptilionka.
Owa reptilionka okazała się macochą Ceena...
...Zaczęła jak by wiedziała co zamierzamy,zresztą jak się potem dowiedziałem
znała losy wcześniejsze moich druhów,czyli misja drakolicz.
Poparła nas w 100% gdyż jak mówiła Nowe Sarrasum od wielu wieków chce odzyskać
utraconą ziemię na której jest klątwa.
Nawet obiecała,że da nam wszystko co w miarę jej możliwości nam pomoże,a
pewnie dużo może bo wyglądała na bardzo wpływową osobę...
...Sklepik,bo tak go nazwała ,który ma nas ew. zaopatrzyć nazywa się
"Towary wszelakie" mam nadzieję,że jak nie te pieprzone
ciemne elfy to Ona mnie zaopatrzy W to co chcę.
Po rozmowie Reptilionka poprosiła Ceena o rozmowę na osobności i też tak
się stało.Po czym wyszła żegnając się serdecznie.
Nie minęło kilka chwil,i pojawiła się,jak to mawiał mój Wuj kurwiszcze,
czyli Hekate oj wredna suka,z wyższością przywitała się i z jakiegoś
mrocznego portalu,który stworzyła wylazła martwa baba,nie wiem po cholerę
może jej pierze bieliznę hahahaha...
Hekate zabrała wielebnego Smirnioffa na dyskusję sam na sam,pewnie nie było to
miłe...
...Po tych dwóch odwiedzinach w końcu mieliśmy czas by cokolwiek uzgodnić.
Wstępnie postanowiliśmy,że nasza baza wypadowa,może znajdować się w ruinach
latarni,ale wpierw chcieliśmy odwiedzić latarnię by czegokolwiek się dowiedzieć.
Ruszyłem z wielebnym,z racji,że w tych stronach jesteśmy nieznani...
...Docierając do latarni i widząc te góry wokół,pomyślałem,że faktycznie dobrze
uznaliśmy by był to pierwszy punkt na rekonesans i był to bardzo dobry pomysł.
W latarni jak wiadomo była osoba,która pilnowała tego całego bajzlu na morzu.
Ten Reptilion okazał się nawet całkiem miły,odpowiadał na bardzo szczegółowe
pytania wielebnego Smirnoffa...
...Najistotniejszym z nich było jak poruszają się patrole orków w okolicach
Sarrasum,i dowiedzieliśmy się tego co chcieliśmy,czyli np.że są takie zwiady
co dosiadają gryfów.
Będzie ciężko się przedostać tam gdzie chcemy,ale damy radę.
Musimy tylko dobrze się zaopatrzyć w to co potrzebne i dalej przygodo...
Obrazek

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3479
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Polajkował: 4 times
Polajkowany: 31 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 04 sierpnia 2019, 20:36

Odbić się od dna...


Skrzypienie lin, pogwizdujący na siebie reptilionscy marynarze, bujanie statku i oddalające się nabrzeże Sarrasum. Rekio wciśnięty w hamak, zwinął się w kłębek aby być jak najmniejszy. Stać się niewidzialny, palce bezwiednie kurczyły się na wystającym z pod koszuli amulecie, który aż parzył o przepełniającego go potencjału magicznego. Liczył kolejne uderzenia serca, z trudem bo waliło tak szybko.
W każdej chwili spodziewał się krzyków w porcie nakazujących powrót statku do nabrzeża lub nieziemskiego wycia wydanego na wpół materialną krtań...
- Wyjdę na pokład - powiedział spokojnie Styx.
- Nieeeeee - wyrwało się jednocześnie z ust Rekia i Ceena.
- Ale nie widziałem jeszcze jak wygląda nabrzeże Sarrasum - zagaił naiwnie.
-Styxie to jest bardzo zły pomysł. Pozwól tu do mnie wszystko Ci wyjaśnię - Cenn położył rękę na plecach Styxa i cichutko mówiąc poprowadził go na bok, z dala od marynarzy.

Półelf niemal od urodzenia uciekał i przed kimś się krył i nie miał pojęcia jak inni mogą być pod tym względem naiwni. Taki na przykład Styx! Przecież on zachowywał się jak niesforne dziecko, jak nie w pełni świadom co się wokół niego dzieje. Żebyście jednak to zrozumieli opowiem wam mnie więcej od początku naszą wizytę w Sarrasum.

Po opuszczeniu zatęchłych podziemi Reptexu wszyscy niemal zadławili się wolnością. Wiatr, morze i potężna pusta przestrzeń. Serce Reki skakało niczym skowronek na wiosnę. I jak to bywa w takich przypadkach spadła jego czujność. Przypłynęli na Reptex i licząc na to, że poznani nie będą pokazali się zbyt wielu osobą. Błąd brzemienny w konsekwencje niczym ołów pociągną ich ku dnu. Pierw zostali odwiedzenie przez przedstawicieli katańskich reptilonów prezentowanych przez macochę Ceena. Z nim szło jakoś się dogadać, bo cele wydawały się zbieżne. Zniszczyć drakolicza leżącego w zatoce. Oni jednak ze sporą ostrożnością podchodzą do naszych umiejętności obawiając się, że go tylko obudzimy, a on ruszy niszczyć wszystko i wszystkich w okolicy. Jednak zaproponowali pomoc oraz wskazali łącznika, który może pomóc nam w doekwipowaniu się. Były też i złe wieści. Ojciec Cenna jest umierający. W życiu o tym nikomu tego nie wspomnę, ale mogę się założyć, że do śmierci przywiodła go jego zdrada. Przejście na wiarę w Katana, może jest dobrym posunięciem politycznym, ale u tak honorowej nacji jak reptiliony to niczyj jątrząca duszę rana. Pewnie dobiło go jeszcze to, że poróżniło go to z synem. Sprawdziłem wstępnie pośrednika i złożyliśmy stosowne zamówienie. Muszę wam wspomnieć, że mój amulet jest pusty, a bez PM jestem nieporadny niczym noworodek.

I jak zwykle gdy wszystko idzie dobrze coś się musi spierdolić. Planujemy sobie wypad do Sarrasum, gdy tu nagle wpada z niezapowiedzianą wizytę Hekate.
Obrazek
Kurwiszon, latawica samego Seta, córa Morglitha i Zarazy, Orchiańska plaga na półelfy - Hekate. Zachowuje się niczym słodka dziewczynka z dobrego domu, jak jakaś ulubienica tłumów i powierniczka sekretów staruszek, a tym czasem szykuje już swój skorpioni ogon. Ustawia nas po kontach niczym służbę, ale dzielnie znosimy jej panoszenie się. Cóż możemy zrobić. Jakby tego był mało, krok w krok za nią podąża jakaś eteralna zjawa. Pokazuje ją nam mimochodem, to taka słabo ukryta groźba. Ma to oznaczać - mam was na haczyku.

Nosi nas ale staramy się jakoś planować dalej. Sami rozumiecie, że układanie się z katańskimi reptilionami nie wchodzi w grę, gdyby Hekate się o tym dowiedziała, rozniesie nas na strzępy albo jeszcze bardziej dociśnie obcasikiem do ziemi.
Styx oszalał! Łazi i gada o Ardagalach, żaląc się to na zbroję to na broń. Czy ten wariat nie domyśla się, że jesteśmy permanentnie inwigilowani przez Hekate i jej martwiaka? Co chwilę muszę go uciszać, ale ten nie wie o co chodzi. W końcu wymyślamy jak porozmawiać spokojnie. Kupujemy łudź i symulujemy, że będziemy eksplorować Stare Sarrasum od morza. Na łodzi tłumaczę dobitnie, że nie możemy mówić w mieście o wielu rzeczach. Cenn stracił wolę walki. Informacja o umierającym ojcu i to, że każdy o nas wie i nami pomiata przybija go strasznie.
Obrazek
W końcu doszło do nieuniknionego. Hekate postanowiła z nami "szczerze" porozmawiać. Zgnoiła nas strasznie. To było wtedy gdy doszło zamówienie od gildii złodziei. Te mendy nas sprzedały, dokładne zdały relacje z tego co od nich chcieliśmy. Nie omieszkali wspomnieć, że zamówiliśmy także czary, potrzebne do pierwotnej wersji rytuału mającej zniszczyć drakolicza. Odbiło jej. Zrobiła pokaz władzy. Pali nasze notatki, niszczy księgę z rytuałami. Nie jesteśmy jeszcze gotowi na konfrontację z tą suką więc zgrywałem pokornego. Tam w skrzynie jest PM, bez którego jestem niczym. Kazała nam klękać, a później łazić na czterech łapach. Parszywa elfka ma problem z głową. Coś tam jest zepsute i tylko dekapitacja ją wyleczy. Jednak jeszcze nie teraz. Niestety Ceen nie wytrzymał. On jest arystokratą i nie nawykł do zginania karku, ja nawet podejrzewam, że jemu brak jakichś kości lub mięśnie i po prostu fizycznie jest do tego niezdolny. Ceen chwycił za miecz i powiedział, żeby się pierdoliła, bo zaraz urżnie mi głowę, a później zginie w walce z jej zjawą i może zapomnieć o drakoliczu. Podziwiam tego gościa, czasami chciałbym mieć tyle ikry co on. Czasami też chciałbym wiedzieć kiedy blefuje, bo po tej akcji musiałem zmienić ukradkiem portki.

Jednak nadal mam łeb, a do tego PM, bo jakoś się z Hekate dogadaliśmy. Teraz czas na mój plan. Też mam swoje tajemnice. Po kolejnych ustaleniach na łodzi, odłączyłem się od drużyny i użyłem ukrycia witalności. Niech mnie teraz zmora śledzi :). Załatwiłem nam rejs do tatusia Ardagala. Zaszedłem do pośrednika po zamówione rzeczy, lecz było zamknięte. Nie drążyłem tematu, bo coś mi mówi, że Hekate nas uprzedziła.

Kurwa, jednak jestem coś wart, niewidoczny dla Bella jego sługa, tak skrzętnie wszystko zaplanował, że o świcie wylądowaliśmy na statku do Sahry. Plan jest następujący - zmienić otoczenie, odciąć się od Hekate korzystając z protekcji katanickich reptilionów, kontynuować zadanie zniszczenia drakolicza. Tak nam dopomóż ... No właśnie... Kto?
Obrazek

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 759
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Polajkował: 24 times
Polajkowany: 6 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Oggy » 05 sierpnia 2019, 00:33

Faktycznie, dyskusję z Hekate avnar rozegrał popisowo. Gramy dalej we wtorek.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

avnar
Reactions:
Posty: 1131
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Polajkował: 2 times
Polajkowany: 5 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: avnar » 06 sierpnia 2019, 12:08

Dobrze że to ty deliad opisałeś tę sesję, ja bym nawet nie liznął tego o czym ty wspomniałeś. Najbardziej mi się podoba obrazek Hekate i wtf!#$@. Szacun
Następną sesję ja już opiszę. Dzisiaj gramy tak?

avnar
Reactions:
Posty: 1131
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Polajkował: 2 times
Polajkowany: 5 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: avnar » 10 sierpnia 2019, 18:03

Obrazek
Płyniemy, pozostałym powiedziałem że po to aby zobaczyć mojego ojca przed śmiercią. Tak naprawdę to sam nie wiem czy ma to sens. No ale musieliśmy się wyrwać z Sarassum, tam byliśmy obserwowani przez wszystkich. Myślałem że będziemy mieli trochę czasu zanim wokół nas znowu zaroi się od naszych wrogów. Myliłem się, jesteśmy z Rekio już chyba napiętnowani. Nasze tatuaże są dla nas przekleństwem i błogosławieństwem jednocześnie. Naprawdę muszę zapomnieć o normalnym życiu, próbowałem, bogowie mi świadkami. Jednak śmierć tego reptillionskiego bezimiennego rycerza na drodze pod świątynią przypieczętowała mój los. Teraz wiem że nie ma odwrotu i nie ma ucieczki. Wszystko co chciałbym zrobić dobrze obraca się w proch. Chciałem zniszczyć Terminusa, ale morglitowcy mi przeszkadzają. To miała być moja pokuta, ale nie, ich plany są inne.



Czuję że podążają za nami, gdzieś tam, płynąc lub lecąc, a może nawet brzegiem. Nasza ucieczka może być dla nich zaskoczeniem, ma im pomieszać szyki, ale to nie potrwa długo. Nie wiem czy zdążymy się przygotować.
Na razie płyniemy, statkiem katańskich reptillionów z Xamaly. Patrzą na nas krzywo, mnie i Rekio ignorują ale Styx i Smirnoff przeginają. Krzywię się kiedy słyszę ich krzywą gadkę i marne próby nawracania na wiarę Reptiliona. Zdybali jednego z biednych marynarzy, zaczęli mu robić z mózgu wodę, wciskali złoto, ślepi na to że reszta coraz gorzej na to patrzy. Jak tak dalej pójdzie wylądujemy za burtą szybciej niż martwiaki nas wykończą.
Kolejna noc, na pokładzie. Wszystko skrzypi, napięcie się pogłębia. Trzymamy warty, czując że zaraz się coś stanie. Coś usłyszałem, kiedy zszedłem na dół do ładowni zobaczyłem Styxa, wsłuchującego się w jakieś dźwięki poniżej. Rzeczywiście, coś się działo, jakby odgłos uderzanej o deski dłoni. Ale pod nami już tylko zenza. Po chwili usłyszał że za nim jestem, jakoś go to specjalnie nie zdziwiło. Może nie zwrócił uwagi że skradać się umiem równie sprawnie co on. Obudziliśmy naszych, ale zanim coś zdecydowaliśmy zrobić, zaczęło się.
Usłyszeliśmy krzyki i zamieszanie na pokładzie, rozległy się gwizdki bosmana i wachtowych, rozległ się dźwięk wachtowego dzwonu bijącego na alarm. Załoga zerwała się na nogi i ruszyła na górę. Styx pierwszy rzucił się za nimi, ale nieprzenikniona ciemność na górnym pokładzie zatrzymała go w luku. Gdy rzuciliśmy światło, ledwo zdążył się otrząsnąć z zaskoczenia i zaatakować niewyraźny kształt który się na niego rzucił. Wbił włócznie, licząc pewnie że to zatrzyma przeciwnika, lecz ten ignorując lub nie czując bólu wbił się na nią mocniej próbując sięgnąć pazurami. To był utopiec.

Obrazek

Wpadł na elfa i potoczyli się po schodach w dół upadając koło mnie, a ja się skrzywiłem gdy usłyszałem zgrzytnięcie kości, gdy noga Styxa zablokowała się między szczeblami i pękła. Mimo to dalej walczył, poharatany pazurami, z pękniętą nogą, siłował się z utopcem, do momentu aż mój cios nie pozbawił maszkary głowy.
Odciągnąłem biedaka na bok, na szybko sięgając po rzeczy które mogły służyć za łubki. Niestety nie zdążyłem bardziej mu pomóc bo paniczna prośba o pomoc od Rekio i Smirnofa zmusiła mnie do zmiany planów. Zostawiłem wszystko Styxowi żeby się sam zajął swoimi ranami i rzuciłem się pomóc pozostałym. Walczyli z dwójką potworów ale wkrótce ich pokonaliśmy.
Obrazek
Smirnoff próbował odganiać martwiaki, ale zdenerwowanie walką mu w tym skutecznie przeszkadzało. Mimo tego jednak rzucając światło i inne czary pomogliśmy reptillionom opanować sytuację. Niestety uderzenia siekier zwróciły uwagę na trzy utopce które próbowały obalić jeden z masztów. Sytuacja była poważna, bo znajdowali się powyżej pokładu i nie było szans żeby się tam dostać i skutecznie z nimi walczyć. Nawet piorun Rekia nie wywarł na nich wrażenia. Każdy z nas zdawał sobie sprawę że uszkodzenie żagli będzie nas drogo kosztować. Wtedy Smirnoff stanął na wysokości zadania i wreszcie skutecznie się pomodlił, wzywając Reptillionia Wielkiego o wsparcie. Jego moc zrzuciła marwiaków ale masz już zdrowo naruszony, również się złamał.
Sytuacja była opanowana, jednak nasze kłopoty się nie skończyły. Marynarze skierowali na nas swój gniew, i byli gotowi na samosąd. Sytuację uratował kapitan, choć upór Styxa prawie doprowadził do konfliktu. W kajucie kapitana doszło do gorzkiej rozmowy, jednak udało mi się wytłumaczyć kapitanowi, powołując się na ród Ardegalów. Opracowaliśmy plan co robić dalej i ruszyliśmy przeszukać statek czy jeszcze jakiś martwiak gdzieś się nie ostał.
Okazało się że zenza i ładownie są puste, ale za statkiem na sznurze ciągnie się ciało zaginionego reptilliona z załogi. Kiedy wyciągnięto je na pokład naszym oczom ukazały się symbole jakiegoś czarnoksięskiego rytuału. Wziąłem się za wymazywanie ich bo przypuszczaliśmy że to właśnie ściągnęło na pokład utopce. Marynarze wspomnieli o jakimś latającym potworze którego widzieli wcześniej w nocy. Może to tą drogą dostała się na pokład Hekate lub ktoś z jej sprzymierzeńców.
Ostatecznie zdecydowaliśmy się płynąć dalej, bo doszliśmy do wniosku że opuszczając statek skazujemy go na zagładę. Wiemy że atak przyjdzie, nie wiemy kiedy, teraz musimy się na niego przygotować, najlepiej jak umiemy.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3479
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Polajkował: 4 times
Polajkowany: 31 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 21 sierpnia 2019, 17:37

Terror from the Deep

Poskładałem się z pomocą kapłana i czarów zesłanych przez Lahagana, płyniemy dalej
jest cholernie zimno,wspólnie wymyśliliśmy by stosować taktycznie czary. Ja miałem się
zająć jakąś koszmarną przyboczna Hekate niby południca czy coś tam,i miałem ścierwo
trzymać w dystansie,reszta miała plenić ewentualne chwasty.Potrzebowaliśmy srebra,na
tą eteralną sukę bo my mieliśmy niewystarczającą ilość...

...Udaliśmy się do kapitana,by omówić co zamierzamy i czy się zgadzają.Bosman z Kapitanem
jednogłośnie przystali na argumenty Ceena bo to właśnie On z nimi głównie gadał.
Szybko i sprawnie zebrali pozostałe srebro,a Rekio wmontował to srebro w broń marynarzy
i moją tarczę...
...Ustawiliśmy latarnie morskie po całym statku i rozstawiliśmy warty,czekając na Hekate
i jej pomagierów...
...Uznaliśmy by czuwać całą ekipą,ale szybko zmieniliśmy zdanie,mróz nam dał ostro w dupę.
Wraz z wielebnym Smirnoffem udaliśmy się pod pokład troszkę odpocząć i ogrzać gorącą
strawą...
Po kilku godzinach zszedł Ceen i Rekio,to był znak by ich zmienić...
...Zamieniliśmy kilka słów,i nagle łajba się zakołysała bardzo niepokojąco jak byśmy w coś
uderzyli.Ruszyłem bez wahania z kilkoma marynarzami na górny pokład,sprawdzam jedną burtę
nic,drugą nic,słyszę,że jakiś marynarz krzyczy "W coś uderzyliśmy"...Kurwa geniusz
pomyślałem...
...Nagle z strony rufy coś się wyłania,coś ogromnego jak wielki kilkusetletni dąb,pojawiły
się też macki jak by pnącza,które zaczęły dosłownie zamiatać pokład.
Widzę jak macka jednym machnięciem wyrzuca 3 marynarzy za burtę...
Obrazek
...Pojawia się w końcu z dołu wielebny resztą ekipy nie widzę ...
...Macki tłuką o pokład jak szalone, z wyraźnym skutkiem, kasztelik w kilku dosłownie
machnięciach roztrzaskał się jak słomka,lecą wszędzie drzazgi,kapitan próbuje wydawać
rozkazy swojej załodze,ogólnie chaos.
Ceen znikąd się pojawił i zaatakował jedną z macek,bez rezultatu,nawet tak potężny
klamor nie wywarł wrażenia na tym czymś.Zgrupowaliśmy się przy szalupie,tylko był problem
jak ją bezpiecznie zwodować.Macki dalej szalały i niszczyły to statek,to gruchotały biednych
marynarzy...
...Nagle wielebny spanikował i ruszył na szpicę,ruszyłem za nim,a nad nami falująca śmierć.
Dogoniłem Go i dłonią ocuciłem z przerażenia,po czym asekurowałem do miejsca gdzie jest
szalupa.
Nagle dosłownie eksplozja, górny pokład prawie przesłaniał istnieć,oberwał przy tym kapitan,
pobiegłem po niego musiałem go ogłuszyć by zawlec do szalupy,bo nie chciał zostawiać
załogi samej,nie wiem czy to pochopne z mojej strony,po prostu instynkt.
Wlokąc kapitana w stronę szalupy stało się coś nagłego co wytrąciło mnie z równowagi,statek
gwałtownie przechylił się na jedną z burt,usłyszałem świst powietrza i otępiający ból...
...Gdy się pozbierałem zobaczyłem kapitana z przetrąconym karkiem...
...Ja osłupiałem na chwilę,byłem w szoku,ale Ceen bardzo dobrze się zachował i zastąpił
kapitana wydając reszcie załogi komendy...W między czasie reszta kompanów plus kilku
marynarzy próbowali wodować szalupę.Nagle Ceen krzyknął"rozwalać latarnie"i sam jedną rzucił
na mackę. W tym chaosie nawiązała się szybka rozmowa,"Co to jest ktoś zapytał"i wtedy poznałem
pierwszy błąd cynika Rekia, gdyby nie ta sytuacja pewnie bym go wyśmiał,bo powiedział,że to
Kraken...
...Widać, że większość czasu spędzał z nie elfami.
Większego chaosu już nie mogło być,Ceen pobiegł na rufę, z gibkością geparda omijał wszystkie
przeszkody i ew.walące sie elemęty statku,i skoczył na tego drzewca...
...Tak to był martwiczy drzewiec.
Później wszystko działo się szybko,zbyt szybko.
Udało sie chłopakom zwodować łódź, ja w tym czasie zestrzeliwałem latarnie,mizerny efekt ,
ale działał.
Obrazek
wypiłem eliksir odporności na zimno z myślą,że będę musiał płynąć za szalupą.Skacze na
szalupę ledwo utrzymuję równowagę, wszędzie krzyki,niewielu nas zostało...
...Ledwie udało nam się odpłynąć od statku,wielkie TRACH statek się przewrócił,prawie miażdżąc
nas,wtedy to dokładnie zobaczyłem co to za wielkie monstrum...
...Wiosłowaliśmy ile mieliśmy sił by statek nas nie przygniótł,oddalamy się chwila wytchnienia
,na sekund kilka,ale statek szybko zatonął i zostaliśmy następnym celem drzewa trupa...
...Łajba kolebie się jak ujeżdżany koń,a my wiosłujemy,byle dalej od tego monstrum.
Dopływamy do kry lodowej,ja i Rekio wyskakujemy,patrzę przez ramię lodź wywrócona,marynarze w
wodzie i kurwa nie widzę wielebnego...
...Na pewno bym wrócił gdyby nie zbliżające sie to wielkie nieumarłe drzewo...
Przygnębiło mnie to przepadł Ceen i wielebny Smirnoff, pomyślałem,ale musiałem ratować życie.
Ogromny drzewiec parł za nami jak lodołamacz,ale Rekio i ja ostatecznie uciekliśmy i dotarliśmy
do Sahry... Szczęśliwie znalazł się Ceen zmarznięty na kość,ale żywy,niestety Kapłana nie...
...Pomszczę Ciebie wielebny Smirnoffie,byłeś moim bratem,może
nie krwi jak mój ojciec z wujem,ale na pewno duchowym..
Made in Mongi

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3479
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Polajkował: 4 times
Polajkowany: 31 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 04 września 2019, 19:17

WIATR OD WSCHODU


Równo tętno krwi dudniąc w głowie jak walenie w bęben, pisk w uszach i wspomnienie krzyków ginących marynarzy. Nie wiele osób wie, że naprawdę przerażone reptiliony wydają z siebie nienaturalny piskliwy syk przypominający nieco wrzuconego do wrzątku homara. Rekio też obyłby się bez tej wiedzy. Lecz już na to za późno. Siedział owinięty kocem hamując narastający w płucach rzężący kaszel, wciągał wypływające z nosa zielone wydzieliny i co chwilę dolewał gorącej wodę do miednicy w której moczył stopy. Żałosny musiał być to widok. Przynajmniej stopy straciły chorobliwie siny kolor dla odmiany zmieniając się w czerwone pulsujące tępym bólem kulasy. Półelf ponownie siorbnął z puchary grzane wino. Zza drzwi dochodziły do niego odgłosy kłótni, nabierające coraz bardziej na głośności. To Styx i Ceen dawali upust swoim nerwom nadszarpniętym ostatnimi wydarzeniami na statku. Hekate, oby chędożyły ją zombie, w pewnym stopniu osiągnęła swój cel. Zniszczyła ich morale i jedność. Ceen po rozmowie z ojcem stał się jeszcze bardziej pochmurny i posępny, Styx natomiast chciał poczuć, że żyje i rzucić się w nurt miejskiego życia. No i teraz gardłują w pokoju obok.


Ceen nie przyniósł dobrych wieści, jego ojciec jest już jedną nogą i ogonem w grobie. Na łóżkiem czuwają spadkobiercy tj. synowie macochy Ceena. Ceen traktowany jest tam z zimną uprzejmością ale to tylko pozory. Wpatrują mu się w plecy jakby już teraz oceniali gdzie będzie lepiej wrazić sztylet. Gdy Ardagal senior umrze musi umrzeć też Ceen. Pełnoprawny, choć wydziedziczony, spadkobierca nie może żyć. Każdy to wie i każdy czeka, a atmosfera ciąży jak ołów. Nikt nie chce nawet zaprzątać myśli Sarrasum i drakoliczem. Rekio też uzmysławia sobie, że to było jak wyprawa z motyką na księżyc. Pod presją Hekate pewnie by spróbował. Spróbował i zginął. Może nadejdzie jeszcze czas aby wydobyć serce drakolicza i zakończyć rytuał, ale nie teraz.

Ciekawostką, którą przyniósł Ceen była zagadka monumentów. Okazuje się, że Ardagal Senior poświęcił sporą część życia starając się rozwikłać zagadkę tajemniczych postumentów. Rekio przejrzał z zainteresowaniem jego notatki.
Studiowanie zapisków pozwoliło mu oderwać się od nieciekawej rzeczywistości i zatopić w mistycznej zagadce. Ktoś, ale nie wiadomo kto, wybudował na wyspach archipelagu centralnego identyczne monumenty. Pewnie pomyślicie, że to antyczne reptiliony pod przewodnictwem równie mitycznego Lahagana. Nic bardziej mylnego. Datowanie wskazuje, że zrobiono je nie dawniej niż sto, no najdalej dwieście lat temu.
Obrazek
Mają postać kilku ogromnych, stojących w kręgach, kamiennych płyt zwróconych bokiem do stojącej w środku kolumny i wszystkie zawierają ten sam tekst. Tekst znajduje się na każdej z płyt po obu jej stronach z tym wyjątkiem, że wszędzie zapisany jest innym językiem - wspólnym, orków, reptilionów itd.
Obrazek
Fascynujące jest to, że monument jest pewnym rodzajem kalendarza. Zagłębienia w kolumnie są oświetlane w konkretnych porach roku i miesiąca. Ale to jeszcze nic. Słuchajcie teraz, bo to się w głowie nie mieści. Twórca monumentu wiedział, że periodyczność zmian w przyrodzie nie jest taka stała jakby się wszystkim zdawało i zmienia się w perspektywie setek lat. I uwzględnił to w "kalendarzu" ! W życiu nie uwierzycie! Te otworki i rowki ulegają erozji zgodnie z postępującymi zmianami z eonu na eon, w taki sposób, że "kalendarz" jest cały czas aktualny. MAJSTERSZTYK, CUD TECHNIKI I PRECYZJI w jednym. Nie do wiary prawda! A nie mówiłem. Kapelusze z głów panowie.
Mówiąc "kalendarz" jednak nadużywam tego słowa. Bo znaki na monumencie wydają się wskazywać konkretną datę. Umownie nazwaliśmy tą datę dniem zero.

Dobra to teraz trzymajcie portki i żuchwy, bo wam mogą opaść z wrażenia. Ardagal nie przebierał w środkach robiąc eksperymenty na monumentach. Wykorzystując jakieś potężne przemiany półboskie ustalił, że między zwyczajnym tekstem jest też ukryty. Zapiski zawierają bardzo szczegółowe instrukcje dotyczące rolnictwa - kiedy sadzić rośliny, w jakim terminie, na jakiej ziemi, trójpolówka, nawożenie, płodozmian roślinami motylkowymi - inaczej mówiąc najnowsze i najbardziej rewolucyjne zdobycze wiedzy rolniczej i agronomi. To jednak nie wszystko, wiedza krasnoludów o metalurgi, technik gnomów i wiele innych rzeczy o które zabijają się czeladnicy i mistrze cechowi. W większości tajniki kunsztu i sztuki w konkretnym zawodzie, przekazywane w rodach z pokolenia na pokolenia i strzeżone jako największy rodzinny skarb. Taaaaaak. Wiem co myślicie. Żuchwy w górę, bo głupawo wyglądacie z rozwartymi japami.

Fala interpretacji tych rewelacji przeleciała także przez głowę Rekia. Może to informacje dla nowych osadników. Może nawet dla Sharanów, które podbiją te ziemie. Może też zbliża się jakaś katastrofa, która zdziesiątkuje ludzkość, a informacje na monumentach pozwolą odbudować cywilizację. Jeżeli tak, to ukryty tekst pojawi się w dniu zero. Jeżeli ktoś "ustawił monumenty" na dzień zero to znaczy, że dzień katastrofy też jest znany. Znany... a może zaplanowany. Masowa eksterminacja myślących istot zaplanowana z wielką precyzją... Przez kogo? Kto przeżyje, aby odkryć monumenty... Tak wiele pytań, tak wiele tajemnic.

Zatopiony w notatkach Rekio moczący w miednicy nogi i popijający grzane wino oderwał się od rzeczywistości do której na powrót ściągnął go Ceen.

Ceen jest pewny, że ktoś inny, pewnie Sahryjczycy, spadkobiercy Ardagala, też mocno interesują się monumentami. Monument z Xamalai zdemontowali i ukryli gdzieś w głębokich podziemiach. Natomiast notatki na temat monumentu na Orkusie Wschodniem są niekompletne. Akurat na temat tego monumentu który różnił się od pozostałych. Czyż to nie dziwne? Ceen uważa, że nie może zająć się sprawę monumentów, bo to od razu ściągnie uwagę jego konkurentów. Retorycznie pyta Rekia czy nie zająłby się tą sprawą. Retorycznie bo od razu widać, że półelf już dawno połknął haczyk.

Więc kolejna rozłąka. Ceen musi zostać i grać w grę wielkich tanów. Rekio natomiast ruszy we własną odyseję wraz ze Styxem. Wszyscy żegnają się na nabrzeżu z Ceenem. Styx zimni, Rekio gorąco. Czy danem im będzie jeszcze się spotkać... Pewnie nawet bogowie tego nie wiedzą.

Rekio spozierając na statek i śnieżną zamieć odczuł tak wielki "dyskomfort" psychiczny, że aż niemal trafił go szlak. Jednak został mile zaskoczony. Kapitan i jego załoga napędzenie fanatyczną wiarą w Katana wygładzili niepojętą siłą fale wokół statku i pierwsze osiem godzin podróży było niemal komfortowe. Po zastanowieniu Rekio za cel wyprawy wybrał Orkus Wschodni wraz z nietypowym monumentem, na temat którego zaginęły notatki. Miejsce planowanego lądowania Ag-coto-gar.

Relacja z reszty sesji już wkrótce.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3479
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Polajkował: 4 times
Polajkowany: 31 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: deliad » 05 września 2019, 18:41

Obrazek
Rekio przetarł przekrwione oczy wpatrując się w zbliżający się brzeg. Od niemal dwóch tygodni ślęczał nad księgami i uczył się nowych czarów. Te czary to były pożegnalny prezent od Ceena. Iście królewski dar. Tymczasem Orkus Wschodnie i Ag Coto Gar było coraz bliżej. Im było bliżej tym lżejsze robiło się półelfie serce. Nowy Orkus to jak nowy początek. Hekate, Sarrasum, Sahra, utopce, zombie, drakolicze, ponure okolice Walgaru to wszystko zostawało za nimi, a tu otwierał się nowy świat. Serce półorka zabiło mocniej czując swobodę i widząc las masztów gęsto ustawionych statków w trakcie zimowania. Co maszt to inna historia.
Obrazek
Ag Coto Gar to dość duże miasto portowe, żyjące głównie z handlu. Przewijają się tu marynarze z całego znanego świata. Rekio był tu pierwszy raz. Od razu po wylądowaniu szalupom na brzegu pożegnali się z kapitanem. Mimo, że jego statek po trudach podróży wyglądał jak do generalnego remontu, ten nawet nie zadokował i wrócił na morze. Rekio wraz ze Styxem zaszyli się karczemnym pokoju i osuszając dzban wina zafarbowali włosy Rekia na smoliście czarny kolor. Białe włosy są zbyt charakterystyczne i rzucają się w oczy. No ale nie przypłynęli tu na wakacje. Wartko zabrali się do planowania wyprawy do monumentu, który leżał około dwa dni drogi od miasta, na jednym ze wzgórz nieopodal Nowej Puszczy.
Obrazek
Panowała zima, a zimno dało się Rekio we znaki na Walgarze. Co tu dużo kryć, był o krok od śmierci z wyziębienia. Zakupił sanie wraz z końmi, futra, gruby skórzany namiot, koksownik wraz z opałem, oraz rakiety śnieżne i narty. Styx w tym czasie szukał zwiadowcy, dobrze znającego okolicę i zaprawionego w zimowych podróżach. Trafił na niejakiego Ryana, półelfa. Ten mienił się być łowcą i zobowiązał się doprowadzić nas na miejsce gdzie stał monument. Nie zwlekając ruszyliśmy o świcie.
Cóż to była za podróż! Piękna sanna. Sanie sunęły przez bajeczny pejzaż, skrzący się w promieniach wschodzącego słońca. Żyć nie umierać.

Obrazek
Za lasem wjechali w pokryte śnieżną pierzynką winnice, wyglądające jak podwaliny antycznych budowli. Włościanie w swej dobroci pozwolili im przespać się w stajni. Drugiego dnia pozostawili sanie i zaprzęg, podążając dalej to na nartach, a w trudniejszych leśnych gęstwinach na rakietach. Pewnie nie uwierzycie ale podczas tej sielankowej przejażdżki doszło do dość poważnego wypadku. To Rekio znalazł pęcherz powietrza pod śniegiem podczas zjazdu narciarskiego. Jego kostkę prawe wykręciło o sto osiemdziesiąt stopni, ale ziele grama złagodziło kontuzję i pojechaliśmy dalej.
Obrazek
Nie licząc jednak tego niefartownego epizodu wszystko szło jak po maśle, czy może po lodzie. Co oczywiście zwiastowało, że coś poważnie się jebnie. I tak było w rzeczywistości. Po przybyciu na miejsce na wzgórzu znaleźli to -
Obrazek
- czyli kurna nic. Ktoś podpieprzył kilkunasto tonowe kamienne płyty monumentu i wywiózł nie wiadomo gdzie. W zasadzie po pobieżnym przeglądzie okolicy udało się określić, że przez las idzie dość szeroka przesieka, zrobiona nie dłużej niż miesiąc temu. Znalazł się też opuszczony obóz dla robotników. Jednak jakby nie patrzyć wywieźć coś tak ogromnego i ciężkiego wymagało sporej liczby ludzi i dobrej organizacji. Musieliśmy przenocować w głuszy rozmyślając kto i po co zdemontował monument. Doszliśmy do wniosku, że muszą za tym stać przybrani bracia Ceena. W końcu skoro zrobili tak z monumentem koło Xamalai mogli spróbować tej sztuczki także z monumentem na Orkusie Wschodnim. Gdy Rekio starał się dowiedzieć coś więcej na temat Rayana ten zaczął opowiadać historie o tajemniczej wielkiej stopie. Nie wiem czy chodziło o gigantów czy zwykłe trolle ale na szczęście Styx dał się namówić na całonocną wartę, aby owa wielka stopa nie zaskoczyła nas wizytą. Nasz nowy przyjaciel Ryan, także okazał się zainteresowany monumentami, więc staraliśmy się go namówić na dalszą współpracę. Dodam, że już podczas podróży statkiem ustaliliśmy, że potrzeba nam znajomości i współpracowników, o ile mamy kiedyś zająć się drakoliczem z dna zatoki Starego Sarrasum. Tymczasem Ryanowi dobrze patrzyło z oczu, a po za tym miał ogromną zaletę. Znał się na wyciąganiu z głębin wraków statków. Przyznał nam, że to właśnie dlatego zawitał w Ag Coto Garze, aby dopilnować wydobycie takiego wraku i zabezpieczyć niebezpieczny ładunku. Czy to może być zbieg okoliczności? Trzeba jednak łapać byka za rogi. Ryan mia kilka dni wolnych bo czeka na czarodziejów, którzy będą niezbędni w tym przedsięwzięciu. Z chęcią ich poznam i ich metody.
Rankiem ruszyliśmy dalej, podążając przesieką. Wkrótce okazało się, że prowadzi ona ku Ag Coto Garowi.
Obrazek
Po powrocie do miasta zaczęliśmy zbierać informacje o nietypowym ładunku. Przy brami dowiedzieliśmy się, że około miesiąc temu spora grupa orków i reptilionów przetoczyła na okrąglakach wielgachne skrzynie. Pamiętali to dokładnie, bo zastanawiali się czy w ogóle zmieszczą się przez bramę. Transport ruszył do starego portu. W starym porcie doszły nas fantastyczne historie na tema spekulacji co w skrzyniach mogło być. Nikt jednak nie pamiętał nazwy statku na który go zapakowano. Wtedy to wraz ze Styxem spostrzegliśmy, że przygląda się nam jeden półork. Szósty zmysł podpowiedział nam, że on bardzo się nami interesuje, ze względu na to, że my wypytujemy o ten konkretny transport. Cholera, czyżby reptiliony zostawiły za sobą, kilku szpiclów i speców od mokrej roboty, aby podarowali żelazo ciekawskim, zamiast informacji. Ruszyliśmy za nim, gdy ten opuścił karczmę. Rekio rzucił na Styxa przyspieszanie, ale musiał powtarzać drugi raz bo zdenerwowanie wywołało drżenie dłoni. Jeżeli sahryjskie reptiliony dowiedzą się, że ludzie Ceena drążą temat monumentów, może to zagrozić jego życiu. Styx pomknął jak strzała, a Rekio za nim. Dzięki nadnaturalnej szybkości Styx nie zgubił szpiega. Tamten wszedł do jakiejś opustoszałej speluny. Rekio pod całunem niewidzialności. Szpieg nie był w ciemię bity (choć za chwilę to go spotkało), od razu rzucił się na Styxa z nożem. Tu jednak się przeliczył. Styx tak mu dowalił gołymi rękoma, że tamten po chwili stracił przytomność. Rekio tym czasem ruszył za człowiekiem z którym szpieg się skontaktował. Tamten był pijany. Wymknął się z karczmy i szybko gdzieś szedł. Widać był, że miał cel. Jeżeli ta pijaczyna przekaże wiadomość nieodpowiednim ludziom to życie Rekia, Styxa, a newet Ceena może być zagrożone. Trzeba było podjąć szybką decyzję. Pijaczek spadł z płotu przez który przełaził, a Rekio zadbał żeby już nie musiał się podnosić.
Półelf dotarł do karczmy przed Styxem. Gdy tamten wniósł przytomnego już szpicla tamten bredził coś o cudownym uleczeniu i nazywał Styxa wielebnym. Co oni robili po drodze? Gość jak zobaczył zamaskowanego Rekia pękł jak obwarzanek z hobbickiego stoiska z łakociami w miesiącu świątecznym. Styx chciał go jeszcze trochę poprzypalać, ale nie było trzeba. Pierwsze lody i najtrudniejsza część przesłuchania, zostały już przełamane. Gość zaczął gadać z taką wylewnością, że trzeba było jego słowotok tamować i co chwila kierować na odpowiednie nurty. Od słowa do słowa wychodziło na to, że są w mieście ludzie, a dokładniej magowie, którzy mocno interesują się ładunkiem i szukają innych którzy mogą coś o tym wiedzieć. Jeden z dwójki magów nazywa się Tan Rexon, a drugi el Mustafar. Obaj zamieszkują w jednej z najlepszych karczem, leżącej w północnej części miasta "Czterech Ościach". Szpicla wypuściliśmy. Mam nadzieję, że stracił ochotę na zadawanie się z nami i zapomni o nas jak o sennym koszmarze. Cóż jednak karczma była spalona, a my w środku nocy musieliśmy znaleźć inne lokum. Wprosiliśmy się więc do Ryana. Nie był równie uradowany z naszej wizyty, jak karczmarka której wcisnęliśmy garść srebrniaków, ale pozwolił przespać u siebie w pokoju. Rekio mimo, że wygrał łóżko w kamień, nożyce, kamień, to jedna oddał je Styxowi, który poprzednią noc zmitrężył na wartowaniu i sam zadowolił się posłaniem na podłodze. Na nazajutrz ruszyli do "Czterech Ości", tam przedstawiając się jako "koledzy po fachu" zostali zaproszenie do wspólnego śniadania z Tan Rexonem. Postawiono na współpracę i handel informacją. Rekio wyjawił co znajdowało się w skrzyniach, a Rexon czym zajmuje się jego grupa. To właśnie byli magowie od wyciągania statków z dna morza. Powiedziałem mu, że monumenty są niezwykle cenne, a on, że statek z transportem zatonął na morzu. Tak właśnie myślał Rekio. Tak ciężki ładunek w tak złych warunkach do żeglugi. To musiało się tak skończyć. Ponadto dowiedzieliśmy się, że nie są jedynymi na rynku i mają dość mocną konkurencję. Ponadto przyznał się, że rozpuścił wieści, że jest skłonny zapłacić za informacje o tajemniczych skrzyniach, a to tłumaczył trochę zainteresowanie szpicla. Do rozmowy dołączył Ryen, bo domyślił się, że czeka właśnie na tych magów. Co do monumentów po ich ewentualnym wydobyciu to Rekio zgodził się, że to oni będą ich właścicielami, ale on będzie miał do nich nieograniczony dostęp. Pozostała jeszcze jedna ważna kwestia, czy zgodzą się na wydobycie monumentów. Ale to można zrealizować dopiero po dotarciu do Ag Coto Garu dotrą wszyscy magowie. Tymczasem Rekio wraz ze Styxem musli infiltrować półświatek Ag Coto Garu. Po co? Dowiecie się w następnej relacji z sesji. (Tak na prawdę to nie wzbudzam ciekawości przed kolejnym wpisem. Wstyd mi trochę, bo zapomniałem po co.)
Obrazek

Smirnoff
Reactions:
Posty: 4
Rejestracja: 30 maja 2019, 10:17
Polajkował: 1 time
Polajkowany: 11 times

Re: Sesja KC online - Następny do raju

Post autor: Smirnoff » 24 września 2019, 19:29

Może na wstępie warto się przedstawić zwą mnie Rian jestem średniego wzrostu i dobrze zbudowanym Pół-elfem w średnim wieku, na sobie nosze grube skóry zwierzęce pod nimi proste i dobrze skrojone ubranie przy sobie mam główny oręż Łuk, krótki miecz oraz drewniana laskę oraz torbę zarzuconą na ramie.

Do Ag Coto Garu sprowadza mnie zadanie związane z nadzorowaniem działań prowadzonych przez grupę magów znanych jako WRĘGI specjalizujących się w wydobywaniu tego co zagarnęła woda. W Ag-coto-gaze planowali wydobyć statek w którym znajdował się ładunek cyny. Z uwagi, że do miasta dotarłem przed przybyciem całej grupy uznałem ,że warto znaleźć sobie zajęcie do czasu ich przybycia, tak moje losy splotły się z Rekio i Styksem owi Panowie szukali kogoś kto może pomóc w poruszaniu się po górskich szlakach. Przez te kilka dni spędzonych razem udało im się wzbudzić moją sympatie uznałem, że chwilowo dołączę do ich drużyny i pomogę im w aktualnym zadaniu.

Mieliśmy dwa dni do przybycia Wręgi brakowało nam informacji na temat samego monumentu oraz konkurencyjnej Wręgi. Rozdzieliliśmy się, w ten sposób mieliśmy większą szansa że któryś się czegoś dowie, Rekio przesiadywał w bibliotekach, Styks wałęsał się po zaściankach ja natomiast szukałem informacji w obu portach. Niestety pierwszego dnia nie udało się uzyskać żadnych cennych informacji. Niewiele tego dnia rozmawialiśmy, Styx i Rekio potrafili rozpłynąć się w ułamku sekundy, wydaje mi się że jestem w ich towarzystwie a po chwili znikają i zostaje sam… najwyraźniej mają własne ścieżki…
Drugiego dnia hmmm…. Nie wiem jak to wyszło ale wylądowaliśmy w Elfiej Cnocie ^^ bardzo kulturalny lokal w którym czas upływa wprost proporcjonalnie do zawartości sakiewki. Panowie korzystali z uroku tego miejsca ale jak to mówią co kto lubi… wole towarzystwo dobrego trunku niż wdawać się bezsensowne rozmowy z kimś nieistotnym… nigdy nie lubiłem towarzystwa ludzi a w miejsca takie jak rynek miejski karczma i tym podobne jak nie muszę to nie chodzę. Napar którym się częstowałem naprawdę był wyśmienity, czasu mijał przyjemnie i spokojnie był może środek nocy… Rekio zszedł z piętra na twarzy miał wymalowane zadowolenie, co robił na górze można się tylko domyślać. Noc dobiegała końca jak przebiegła jej druga część nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Obudziłem się w swoim posłaniu dość nieświeży, pozbierałem się i zszedłem na dół.

Tego dnia miał do portu wpłynąć statek z pozostałymi magami, po zjedzeniu śniadania spotkaliśmy się z Tan Rexonem i udaliśmy się do portu. Na miejscu od razu zorientowaliśmy się który statek należy do magów wyglądał pięknie był nie za duży ale sprawiał wrażenie naprawdę szybkiego i mocnego spokojnie był w stanie poradzić sobie z lodem którego o tej porze roku nie brakowało na morzu, „Is” bo taką nosił nazwę został zacumowany nieopodal brzegu. Łódką dostaliśmy się na jego pokład, po czym zeszliśmy pod pokład i tam Tan Rexon przedstawił członków załogi którzy na nas czekali półork Tex Hatternas, ork tan Serge Hivage, gnom Grafen, służący ork Ziomer no i oczywiście el Mustafar który cały czas towarzyszył Tan Rexorowi. Myślałem, że pójdzie łatwo kilka ustaleń i do dzieła… niestety magowie wcale nie palili się do roboty byli bardzo ostrożni i nie chcieli narażać się na niebezpieczeństwo a zagrożenie było spore bo parę dni przed nimi do miasta dotarł Tęczowy Wojownik… statek należący do konkurencyjnej grupy magów nie tak przyjaznej. Wraz z Rekio musieliśmy się nakombinować aby namówić ich do nieporzucania operacji… aby spokojnie przeprowadzić całe przedsięwzięcie uznaliśmy, że należy przeprowadzić małą dywersje i uziemić na jakiś czas Tęczowego wojownika… tę sprawę Wręgi zostawili naszej trójce pomysłów było sporo a na nic konkretnego się w trakcie tej rozmowy nie zdecydowaliśmy… wynegocjowałem 48 godzin tyle zaczekają…

ODPOWIEDZ