Projekt "Żyjąca Orchia"

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12613
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 132 times
Polajkowany: 79 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 lutego 2011, 20:07

Mam inny pomysł na lokalne wydarzenie związane z PM i magami. Na razie to bardzo rozmyty koncept, ale chyba ubiorę go w wolnym czasie w detale. Załóżmy, że w jakimś mieście pomniejszej rangi (może być na przykład Ogra-gar na Orkusie Wielkim albo jeszcze lepiej jakieś mastugowe miasto na Wschodnim, będzie okazja uwiecznić któryś z jego industrialnych pomysłów) pojawia się dowodzony przez wysoko postawionych uruków kontyngent katańskiego wojska, który otacza bez ostrzeżenia miejscową gildię czarodziejów. Lokalne władze nie mają pojęcia, o co chodzi, ich zbrojni zostają przepędzeni srogimi glejtami, a kordon wokół spokojnej, cichej i poważanej gildii zaciska się bezlitośnie. Nie za bardzo wiadomo, co się dzieje, z pewnej odległości wydaje się jednak, że toczone są jakieś pertraktacje poprzez zatrzaśnięte wrota. Rozmowy te w pewnym momencie przeistaczają się w rozlew krwi. W mieście wybucha panika, a dręcząca radę miejską niewiedza przeradza się w totalną bezsilność (zawarte w osteplowanych hyrtańskimi pieczęciami listach kompetencje pozwalają dowódcy tajemniczego kontyngentu na praktycznie wszystko). Gildia zostaje wzięta szturmem po zaciekłych i widowiskowych walkach (widowiskowych w kontekście mnóstwa użytych w trakcie szturmu czarów). Broniący jej czarodzieje zostają wybici lub pojmani w niewolę i zakuci w kajdany z obdarzonego aurą antymagii metalu, biblioteki splądrowane, artefakty wywiezione. Po dwudniowej operacji wojsk specjalnych pozostają zgliszcza kompleksu, trupy i przerażenie mieszkańców miasta, którzy zupełnie nie pojmują motywów działania Katańczyków (tym bardziej, że wieloletni rezydenci gildii byli powszechni szanowani i zauważalnie lojalni wobec miejscowych władz). Niezrozumienie budzi gniew, nienawiść i odrazę wobec uruków.

Prawdę znają tylko nieliczni, ale w tym głowa Mistrza gry, aby posiedli ją na różne sposoby i w różnym stopniu również BG. Rezydenci gildii byli faktycznie całkowicie lojalnymi wobec Katana czarodziejami, jak dotąd... Wieszczenia kilku hyrtańskich astrologów z urzędu zwróciły na tutejszych magów uwagę najwyższych władz wyspy powiązując ich osoby z mglistymi zapowiedziami jakiegoś dramatycznego wydarzenia mającego nastąpić w przeciągu następnych miesięcy. Zaniepokojeni wróżbami namiestnicy Imperium zaczęli badać sprawę nie szczędząc środków ani czasu i uzyskując za pomocą kolejnych proroctw coraz czytelniejszy obraz przyszłości. Rezydenci gildii mieli zatem jakoby wejść w posiadanie pewnego mistycznego przedmiotu o wielkiej wadze i pozostając pod jego wpływem wystąpić przeciwko katańskim władzom inicjując rewoltę w lokalnej skali, ale też i stanowiąc wielkie zagrożenie dla magicznej stabilności Imperium. Czym ten przedmiot był, nie do końca wiadomo, ale astrologowie zdołali określić precyzyjnie czas jego pojawienia się w rezydenturze.

Wojska specjalne zareagowały natychmiast, docierając na miejsce tego samego dnia, w którym do drzwi gildii zapukał nieśmiały młodzieniec ściskający w rękach oprawne w smoczą skórę tomiszcze. Poznawszy chwilę wcześniej wartość księgi przełożeni gildii odmówili wydania jej urukom powołując się na rozmaite procedury, precedensy i jurysdykcje i doprowadzając krewkiego aroganckiego dowódcę kontyngentu do stanu, w którym jego skąpa cierpliwość się wyczerpała całkowicie - stąd szturm, rzeź i splądrowanie rezydentury.

Jeśli Mistrzowie Gry zechcą takie wydarzenie jedynie wpleść w tło swoich własnych przygód, możemy poprzestać na malowniczym opisie tych dramatycznych wydarzeń i tyle. Zainteresowani uwikłaniem w całą tę historię graczy na pewno znajdą jakieś pomysły na wrzucenie ich w ów tragiczny wątek.

A wspominałem już, co to była za księga? Księga umagicznień, bezcenne źródło wiedzy o przeliczniku 1 PM=1 kg pozwalające praktycznie uniezależnić się od katańskich dostaw magicznej mocy i redukujące w niewiarygodnym stopniu koszty czarodziejskiej pracy. Taka księga to bodziec wystarczający, aby jedni bronili jej do ostatniej kropli krwi, a inni gotowi byli zrównać z ziemią pół miasta, aby ją dostać w swe ręce (i zgłębić zawartość albo prewencyjnie ukryć/zniszczyć). Już dla samych dagonitów powinien to być obiekt religijnej wręcz czci, w końcu wyznawcy tej wiary mogą uważać księgi umagicznień za dzieła niebiańskiej natury.

Muszę popracować nad szczegółami...

Treant
Reactions:
Posty: 1865
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 24 lutego 2011, 20:51

A wspominałem już, co to była za księga? Księga umagicznień, bezcenne źródło wiedzy o przeliczniku 1 PM=1 kg pozwalające praktycznie uniezależnić się od katańskich dostaw magicznej mocy i redukujące w niewiarygodnym stopniu koszty czarodziejskiej pracy.
Jest już coś takiego w systemie, więc nie tędy droga.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12613
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 132 times
Polajkowany: 79 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 lutego 2011, 21:02

Wiem o tym, Treant, właśnie o taką obecną w systemie księgę mi chodzi. Ile egzemplarzy może istnieć? I jak pożądanym są one obiektem? I do czego posunąć się mogą ci, którzy chcą je zdobyć? Bo jakoś nie podchodzi mi idea, że każda gildia ma własny egzemplarz i wszyscy członkowie z niego korzystają...

ghasta
Reactions:
Posty: 2334
Rejestracja: 29 września 2010, 23:48
Polajkowany: 1 time
Kontakt:

Post autor: ghasta » 24 lutego 2011, 23:46

Keth napisał/a:
Wiem o tym, Treant, właśnie o taką obecną w systemie księgę mi chodzi. Ile egzemplarzy może istnieć? I jak pożądanym są one obiektem? I do czego posunąć się mogą ci, którzy chcą je zdobyć? Bo jakoś nie podchodzi mi idea, że każda gildia ma własny egzemplarz i wszyscy członkowie z niego korzystają...
Gdyby tak każda gildia posiadała taką księgę ilość jakichkolwiek przedmiotów magicznych dostępnych na wolnym rynku (w tym przez graczy najbardziej pożądancyh zbroi i broni) byłaby koszmarnie wielka. Więc takich ksiąg jest zaledwie kilka - ALE znów dlaczego niby ma ich być tak niewiele. To są księgi więc można je .. przepisać w dowolnie dużej ilości egzemplarzy więc jest b. duża szansa że jednak duuuuża ilość gildii posiada coś takiego.

Widzę taki wątek. Gildia magów X posiada taką księgę i chce ją skopiować, jednak nie są najlepszymi kopistami (kichać w logikę:) ) dzielą więc tę księgę na kawałki po kilka stron i dostarczają te strony do kilku niezależnych, profesjonalnych pracowni kopistów. Tam ci nie wiedza co przepisują (nie posiadają całości księgi) więc niby nie ma problemu, jednak o tym zachowaniu dowiadują się orkowie i starają się za wszelką cenę zdobyć wszystkie urywki żeby zorientować się z czym mają do czynienia i dlaczego tak gildia postąpiła. Z jakiegoś powodu nie udaje im się to a do graczy trafia kilka na krzyż stron z feralnej księgi. Teraz mają przekichane -oddać księgę magom, oddać orkom, czy zdobyć pozostałe jej części i posiąść naprawdę niebezpieczną wiedzę. Równie dobrze zmiast gildii może być jakiś fartowny mag który zorientował się co posiada oraz płynące z tego możliwości - łącznie z zachwianiem ekonomi dla obrotu przedmiotami magicznym.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12613
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 132 times
Polajkowany: 79 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 lutego 2011, 19:16

Najpierw Mastug. Implozja gigantycznego ładunku PM zakłócająca stabilność magicznych więzień - to dopiero myśl! Tutaj wręcz można powrócić do idei magicznego terroryzmu, gdzie hasaryccy spiskowcy doprowadzają do zniszczenia całych zapasów PM miejscowej gildii po to, by zyskać szansę na uwolnienie uwięzionego gdzieś opodal tysiące lat wcześniej demona.

Teraz Ghasta. Wydaje mi się, że ilość ksiąg umagicznień jest niewielka właśnie z powodu chęci ukrycia zawartej w nich wiedzy przed kolegami po fachu. Chyba tylko dagonici i asterianie mogliby kierować się szlachetnymi motywami nakazującymi upublicznić zawartość ksiąg umagicznień, każdy inny czarodziejski specjalista zachowałby ją w obsesyjnie zazdrosny sposób w tajemnicy, co najmniej z powodów czysto ekonomicznych. Stąd właśnie taki pościg za istniejącymi egzemplarzami. Być może w bibliotece w katańskim pałacu stoi regał, a na nim kurzy się pół tysiąca identycznych tomów, opatrzonych etykietką "nigdy nie otwierać"? Pomysł z przepisywaniem podzielonego na kawałki magicznego dzieła jest bardzo interesujący i może stanowić kanwę rozbudowanej przygody, zwłaszcza jeśli w toku fabuły umieści się działania stron zainteresowanych fiaskiem takiego projektu, np. Katańczyków.

Wiadomość doklejona:
Dzięki uprzejmości Czegoja na portalu znalazło się opowiadanie KC, nad którym siedziałem przez kilka ostatnich tygodni. "Cena zemsty" opowiada o losie grupki zamorskich najemników, którzy zdradzeni przez swego zleceniodawcę postanawiają mu się odpłacić pięknym za nadobne nie wiedząc, kogo rozwścieczony szlachcic puści ich śladem. Na początku tekstu umieściłem stosowny disclaimer, ponieważ oś przewodnia fabuły nie jest moim pomysłem, zaczerpnąłem inspirację z opowiadania C.L. Wernera opublikowanego w magazynie Inferno prawie dziesięć lat temu. Oryginalna historia zlokalizowana była w Bretonii, najemnicy pochodzili z Tilei, a baron napuścił na nich imperialnego łowcę nagród. Wersja kryształowa jest prawie dwukrotnie obszerniejsza od warhammerowej, ponieważ dołożyłem do niej sporo własnych pomniejszych pomysłów.

Tekst zrobił się tym samym dość obszerny, ale mam wielką nadzieję, że przynajmniej kilku portalistów nie zrazi się objętością i dotrze do napisu koniec. Byłbym wdzięczny za wszelkie uwagi i komentarze. Jeśli tego rodzaju twórczość przypadnie Wam do gustu, chętnie wrzucę na portal następne przekonwertowane opowiadania, posiadam kolekcję niemal wszystkich numerów Inferno, jakie Black Library wypuściło na rynek, toteż od ręki mógłbym skrystalizować około pięćdziesięciu tekstów (oczywiście przy odpowiednim zasobie wolnego czasu).

"Cena zemsty" może stanowić twardy orzech do zgryzienia dla kacetowych purystów, gdyż wkomponowałem w nią wiele wątków zaczerpniętych z projektu Żyjąca Orchia oraz innych materiałów autorskich umieszczonych na portalu - epizod z Gorhanem Husurem (kto go od razu rozpoznał?), broń dzierżona przez Garro, nazwy osmundzkich monet, odwołania do reformy monetarnej Imperium, nowe języki i dialekty oraz kilka innych smaczków. Jest też Organition, który świetnie się sprawdził w roli bóstwa patronackiego najemników (chociaż im samym szczęścia nie przyniósł).

Życzę miłej lektury.
Ostatnio zmieniony 07 marca 2011, 19:53 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12613
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 132 times
Polajkowany: 79 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 marca 2011, 20:43

Moi drodzy, chciałbym sukcesywnie rozwijać zagadnienie języków obcych w Kartarii. Myślę, że znacie już mój punkt widzenia na owo zagadnienie, mianowicie podzielam spostrzeżenie Jagmina, że różnorodność języków i dialektów w grze nadaje jej realizmu oraz wzbogaca zabawę. Dla celów już pisanych materiałów ŻO czy opowiadań chętnie dowiedziałbym się, czy macie pomysły na nazwy różnych mów ludów Archipelagu Centralnego - nie chodzi o propozycje krasnoludzki, gnomi, reptillioński, tylko konkretne nazwy tych języków (zupełnie przykładowo krasnoludzki to khazalid, a reptillioński to sykton). Uważam też, że można wprowadzić odmienne mowy również w obrębie jednego gatunku, chociażby osmandil dla Osmundczyków i zupełnie inny język dla Tabadańczyków: dlaczego wszyscy ludzie na Archipelagu Centralnym mają mówić tym samym językiem? A orki? Urukom przypisałem jako mowę macierzystą orklash, ale koczownicze plemię zwykłych orków z Orkusa Małego wcale orklasha znać nie musi, prawda? Moga mieć własny dialekt i w kontaktach z urukami posługiwać się mieszaniną Wspólnej Mowy i tych fragmentów obu orkowych języków, które w ramach wiekowego dziedzictwa brzmią w obu przypadkach w zbliżony sposób.

Jeśli zatem ktoś ma pomysły na nazwy różnych języków, poproszę o prezentację.

Run Habas Ne
Reactions:
Posty: 401
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 05:53

Post autor: Run Habas Ne » 26 marca 2011, 14:06

Keth napisał(a):
A wspominałem już, co to była za księga? Księga umagicznień, bezcenne źródło wiedzy o przeliczniku 1 PM=1 kg pozwalające praktycznie uniezależnić się od katańskich dostaw magicznej mocy i redukujące w niewiarygodnym stopniu koszty czarodziejskiej pracy.
A czy nie jest to zasada ? Czy każdy gracz odgrywający magiczną profesję nie powinien tego wiedzieć wyuczając się zdolności prof umagicznienie badź nadanie cech magicznych ?

Ja w KC traktuję magię jako wszechobecną. Bo w końcu zasada pozyskiwania PM z ciała, i twierdzenie iż PM znajduje się we wszystkim i wszystkich, skłania nas do wysnucia wniosku że magia jest wszędzie i dostępna wręcz dla każdego.

Przedmioty magiczne, ich ilość jak i jakość nie musi być mała. Ważne aby były one odpowiednio wyceniane i dostępne. Nie każdy pierwszy lepszy chłystek z ulicy może kupić magiczny miecz.
Sprowadza nas to również do tematu setki razy poruszanego - cennik i pieniądz.
Niejednokrotnie spotykałem się z różnymi zapiskami (10 sr = 1 zł ... lub 100 sr = 1 zł) i bardzo poplątanymi.

Już nie wspomnę że na ławę powinien również trafić temat wynagradzania graczy, tak PD'kami jak i złotem, bo to chyba najbardziej różniąca nas MG i BG sprawa w całym systemie.

Never
Reactions:
Posty: 333
Rejestracja: 09 stycznia 2010, 00:07

Post autor: Never » 26 marca 2011, 14:11

proponowałbym zrobić te nazwy w języku orków, gdyż jest on najbardziej powszechny i używany na Orchii.

Hmm gdzieś powinien być w szufladzie słownik do orczego. Ktoś już tworzył dobre imiona dla bohaterów, w mniej więcej orkowym;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12613
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 132 times
Polajkowany: 79 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 marca 2011, 19:22

Neverze, konkretne propozycje poproszę. Po drugie, nie zrozumieliśmy się do końca - ja sugerowałem w poście, że może istnieć kilka mniej lub bardziej do siebie zbliżonych brzmieniem języków (dialektów) orków, zwłaszcza w oddalonych od Ostrogaru częściach Centralnego (ostrogarski ork władający orklashem miałby na przykład 50% szansy na zrozumienie mowy orków osiadłych od pięciu tysięcy lat w Gutum-guru i mówiących dialektem gutulashu). Różnorodność języków pogłębia bogactwo świata, takie jest moje coraz głębsze przekonanie w tej kwestii.

Run Habas Ne, wiedza na temat ekstremalnie wydajnego umagiczniania NIE jest znana czarodziejom zdobywających rzeczone umiejętności. Jest ona zawarta w rzadkiej księdze umagicznień i wymaga osobnych studiów.

Na forum jest topik "Punkty doświadczenia", zachęciam do umieszczenia tam swych przemyśleń na ten temat, sam chętnie poznam Twój pogląd i podyskutuję.

Run Habas Ne
Reactions:
Posty: 401
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 05:53

Post autor: Run Habas Ne » 27 marca 2011, 00:02

em .. już umieściłem - wielkiego szału w rodzinie nie zrobił


ale wpadłem na lepszy pomysł
spróbuje gdzieś jeszcze

ghasta
Reactions:
Posty: 2334
Rejestracja: 29 września 2010, 23:48
Polajkowany: 1 time
Kontakt:

Post autor: ghasta » 27 marca 2011, 01:43

Lokalne 'dialekty' orczego rozmyją świat, łatwiej będzie uznać ich istnieją (po prostu) niż mnożenie bytów - poprzez nazywanie każdego - ponad miarę. Można uznać, że ktoś będzie wykonywał wtrącenia lub wyrażał się nieprecyzyjnie w mowie Centralnego pochodząc z Wschodniego, dodatkowe tego rozkładanie na czynniki pierwsze, osobiście uważam za zbędne.

W rozgrywce RPG niemal nie będzie zauwaalne. Jednak w opowiadaniu lub książce - jak najbardziej. Ale tu dochodzimy do punktu w którym trzeb sobie zadać pytanie: chcemy grać czy pisać książki?

Jak wcześnie już pisałem uważam idee 'wspólnego' za bzdurę i wytrych dla twórców fantasy (to tak jak na amerykańskich filmach - wszyscy i wszystko mówi po angielsku) tak uważam że orczy (orkowy?) będzie wspólnym.

Never
Reactions:
Posty: 333
Rejestracja: 09 stycznia 2010, 00:07

Post autor: Never » 28 marca 2011, 06:40

hmm, no można nad tym pomyśleć. Faktycznie, np orki mieszkające od 5 tysięcy lat na wschodnim i nie mające styczności z orkami z centralnego mają inny dialekt i inaczej się porozumiewają.

Tylko pytanie jak bardzo np:

25%, 75% szansy. Czy są to języki zbliżone do siebie, czy nie. Na pewno pochodzą z jednej grupy językowej czyli orkijskiego, a to ułatwia sprawę.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12613
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 132 times
Polajkowany: 79 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 marca 2011, 21:59

Ja bym uznał, że dialekty orkowe w obrębie jednego Archipelagu są zrozumiałe w 50%, a pochodzące z innych Archipelagów w 25%. Podobną regułę zastosowałbym też w przypadku języków innych ras, w końcu kilka tysięcy lat izolacji MUSIAŁO rzutować na pogłębiające się różnice językowe.

Niegłupi to też pomysł, by Wspólnna Mowa wywodziła się z orklashu (zgodność 75%, dużo prostsza gramatycznie).

Oggy, dobry pomysł z tym gulashem! :)

Ponieważ w ostatnich tekstach ŻO coraz częściej odwołuję się do pewnych wydarzeń globalnych (np. Wojny Rybnej), uznałem, że najwyższy czas przedstawić Wam moją wizję najbliższych kilku lat historii Orchii. Link poniżej, będę wdzięczny za wszelkie komentarze.

http://www.krysztalyczasu.pl/articles.p ... cle_id=314

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12613
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 132 times
Polajkowany: 79 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 marca 2011, 13:57

Jestem ciekaw jak Wy wyobrażacie sobie zatargi wewnątrz tego samego kultu i spory toczone pomiędzy wpływowymi kapłanami. Świadomie pomijam tutaj grupę kultów złych bogów, dyskusja na ich temat jest zasadniczo zbędna, bo wszyscy wiemy jak tam się traktuje rywali.

Skoncentrujmy się może od razu na kulcie Oriaka, w nawiązaniu do schizmy oriakańskiej z roku 9456. Zakończone bezprecedensowym dla wyznawców Mitrylowego Boga wynikiem ordalia muszą być powtórzone na początku roku 9457. Obaj zaciekle walczący o tytuł najwyższego arcykapłana rywale, dotychczasowy przywódca kultu na Kartarii oraz arcykapłan Tabadanu, muszą przed przystąpieniem do ceremonii pozyskać jak najwięcej lojalnych wobec siebie popleczników - wszak moc całościowa ich modlitw może zaważyć na ostatecznej decyzji samego Oriaka. Czas ucieka, trzeba działać. Jakich Waszym zdaniem metod mogą użyć w walce o wpływy dwaj zdesperowani przywódcy kultu praworządnego-neutralnego bóstwa?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12613
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Polajkował: 132 times
Polajkowany: 79 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 kwietnia 2011, 21:07

Wszyscy chyba doskonale wiedzą jak bardzo niechętnie podchodzę do wizji równości religijnej, dekretów katańskich w tej kwestii oraz pomysłu na w miarę pokojową koegzystencję kultów o różnych etosach. Serce me aż się rwie ku religijnym wojnom, krucjatom gorlamitów i pogromom setytów przeplatanych hekatombami zsyłanymi na spokojne ludy przez hasarytów, ale oczywiście setting roku 9455 nie za bardzo na to pozwala. Myślę jednak, że tu i ówdzie da się jednak wykombinować prawdziwą wojenkę religijną, chociażby w skali mikro (w sam raz na potrzeby drużyny). Mam zatem pomysł na przygodę z konfliktem religijnym w tle (jeśli ktoś chce, może sobie pomysł spokojnie wypożyczyć).


"Znak bestii"

Akcja rozgrywa się w odludnej części Orkusa Wielkiego .Drużyna zostaje poproszona o pomoc przez mieszkańców niewielkiej osady, terroryzowanej przez wyjątkowo napastliwego niedźwiedzia. Do niedawna warowna wioska cieszyła się względnym spokojem, ale po przekroczeniu przez drwali rzeki stanowiącej dotąd umowną granicę między polami uprawnymi i okoliczną dziczą sprowokowany obecnością obcych zwierz zaczął napadać na trzodę i niszczyć pasieki oraz zagrody. Kilku śmiałków wyprawia się w puszczę, aby popędzić niedźwiedzia precz i wszyscy giną straszną śmiercią, rozdarci przez bestię na strzępy. Na wieśniaków pada blady strach, ale nikt nie zamierza się z osady wynosić, ziemie wokół żyzne i urodzajne, zwierzyny łownej nie brakuje, a zbudowana niedawno nad rzeką garbarnia pozwala produkować spore ilości futer na sprzedaż w najbliższym mieście.

Drużyna, przekupiona lub skłoniona w inny sposób do pomocy, bierze się za łowy na bestię, lecz szybko się okazuje, że zagrożenie jest dużo większe niż wieśniacy sądzą. Zabici przez niedźwiedzia myśliwi byli przed śmiercią okaleczani w rytualny sposób, za który w żaden sposób zwierzęcia obwiniać nie można (fakt do odkrycia po obdukcji kilku szczątków). Prawdziwym inicjatorem zabójstw jest niewielka puszczańska społeczność wyznawców Tfama, ukrywających się przed światem zewnętrznym głęboko w gęstych lasach i nie zamierzających tolerować postępującej ekspansji wieśniaków. Niedźwiedź-morderca jest pupilem przewodzącego społeczności druida o osobowości w typie celtyckim (mam nadzieję, że rozumiecie, co mam na myśli).

Szczuty na osadników zwierz miał ich przerazić na tyle srodze, by porzucili osadę i wynieśli się z powrotem do miasta, ale pojawienie się drużyny doprowadzi do eskalacji zatargu. Leśni ludzie zasadzą się na intruzów własnoręcznie, a nie z pomocą krwiożerczego misia, staczając z nimi brutalne i zawzięte starcie, które nie powinno pozostawić wątpliwości co do rodzaju zagrożenia dla osady. Druid i starszyzna leśnego ludu postanowią po tej potyczce przejść do rozwiązania ostatecznego i zniszczyć warowną wioskę tak, by kamień na kamieniu po niej nie pozostał. Jeńców nikt brać nie zamierza, ewentualni brańcy trafią zaś do kamiennego kręgu, gdzie na chwałę Tfama złoży się z nich stosowną ofiarę. A że leśny ludek wierzy w Tfama gorliwie i wiernie, Pan Kniei gotów wejrzeć z przychylnością na swych wyznawców (odpowiednio wiele testów na zauważenie, może jakaś kumulacja bonusów do ZW druida?).

I tak dochodzi do konfrontacji BG i osadników z religijnymi fanatykami z dziczy, nad którymi wisi nadnaturalna protekcja Tfama Bezimiennego - to może być epicka bitwa nawet zważywszy na niewielką liczebność obu stron, powiedzmy 300 vs 300, grunt to dobrze zaakcentować udział boskiej cząstki w owych dramatycznych wydarzeniach.

Chce się komuś rozwinąć ten pomysł do pełnowymiarowego scenariusza czy zostawicie mnie z tym samego? :P

ODPOWIEDZ