PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Aby rozwiać wątpliwości odnośnie mobilności drużyny, przyjmijcie, że wszyscy BG posiadają wierzchowce - Uhra, Trehant, Eithart i Skela konie, natomiast Mordil gulmaka.
Jak na razie dostałem umiejkę od Mordimera, poproszę o odpowiednie info pozostałych graczy, w kilku przypadkach poproszę też o brakujące karty postaci i wykaz znanych czarów.
Start przygody lada dzień, chciałbym mieć wcześniej komplet informacji.
Jak na razie dostałem umiejkę od Mordimera, poproszę o odpowiednie info pozostałych graczy, w kilku przypadkach poproszę też o brakujące karty postaci i wykaz znanych czarów.
Start przygody lada dzień, chciałbym mieć wcześniej komplet informacji.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pogranicze Tureganu, środek pory suchej
Rosnące po obu stronach koryta krzewy gęściały coraz bardziej zdradzając istnienie podziemnych źródeł wody. Teren zaczął się podnosić, przechodząc w niskie wzgórza o skalistych grzbietach, górujących coraz wyżej nad traktem. Blada poświata przedświtu stawała się coraz silniejsza, chociaż słońce wciąż jeszcze nie wychynęło poza linię widnokręgu. Zaprzęgi jechały znacznie szybciej niż do tej pory, jakby ciągnące je zwierzęta wyczuwały już bliski kres drogi. Wzbijana w powietrze kurzawa zgęstniała, toteż idący w ślad za wozami piesi przyśpieszyli kroku zmuszając się mimo zmęczenia do truchtu i wyprzedzając ostatnie w szyku wozy. Na twarzach siedzących w kozłach Esajan pojawił się wyraz ulgi, chociaż nikt jeszcze nie odkładał broi. Ta akuratnie pora była ostatnią dla wielu nocnych drapieżników chwilą, aby coś upolować przed nastaniem skwarnego dnia, zmuszającym pustynne zwierzęta do odwrotu w skalne pieczary i głębokie nory. Zapach zziajanych wołów i ich porykiwania mogły zwabić w okolice karawany stworzenia, które nie gardziły również ludzkim mięsem, więc tylko głupiec pozwalałby się teraz uśpić poczuciu fałszywego bezpieczeństwa.
- Co to za wrzawa? - pierwsza spostrzegła zamieszanie owinięta podróżnym płaszczem dziewczyna, odrzucając w tył kaptur i ukazując w pełnej krasie swą paskudną bliznę - Coś się stało!
Wzdłuż karawany poniosły się dzikie wrzaski wejhurów gromadzących się po prawej stronie traktu i skrzeczących w stronę wyjątkowo gęstej kępy krzewów porastającej łagodne w tym miejscu zbocze rzecznego koryta. Esajanie podnieśli się w kozłach, ci z nich, którzy akurat nie powozili wymierzyli w gęstwę swe kusze mamrocząc jednocześnie pod nosami modlitwy słane do Gothmeda i Sharami, bóstw utożsamianych z pustynią i czczonych najchętniej w dzikim, przesądnym Esai. Jeden po drugim zaprzęgi przesuwały się obok zagajnika, w którym panowała złowieszcza i wcale przez to nie łagodząca napięcia cisza. Wejhury zaczęły dołączać do kawalkady, ale ich osadzone na gibkich długich szyjach głowy wciąż odwracały się w kierunku niewidocznego z wysokości traktu źródła ptasiego niepokoju.
- Trzymajmy się razem - rzucił gorlamita kładąc dłoń na rękojeści przypasanego do boku miecza - To może być jakiś zwierz, który podkradł się prosto pod szlak.
Wątek techniczny
Panowie, oto okazja, aby zabłysnąć przed damą swym męstwem. A może dama zawstydzi odwagą mężczyzn? Tak czy owak chętnie się dowiem, co Wam po głowach chodzi w kwestii tej kępy chaszczy. Na zaprzęgi nic z niej nie wyskoczyło i strasznie tam w krzaczorach cicho, ale wejhurom to miejsce bardzo się nie spodobało, wciąż jeszcze skrzeczą z niezadowoleniem. Zagajnik jest na tyle gęsty, że trzeba się będzie między te kępy zarośli zapuścić, by sprawdzić źródło niepokoju ptaków... ale naturalnie nie nalegam, decyzja należy do Was, równie dobrze możecie przeskoczyć na przeciwną stronę traktu i traktując ostatni zaprzęg karawany jako osłonę oddalić się w kierunku Duviku z bronią na podorędziu.
Rosnące po obu stronach koryta krzewy gęściały coraz bardziej zdradzając istnienie podziemnych źródeł wody. Teren zaczął się podnosić, przechodząc w niskie wzgórza o skalistych grzbietach, górujących coraz wyżej nad traktem. Blada poświata przedświtu stawała się coraz silniejsza, chociaż słońce wciąż jeszcze nie wychynęło poza linię widnokręgu. Zaprzęgi jechały znacznie szybciej niż do tej pory, jakby ciągnące je zwierzęta wyczuwały już bliski kres drogi. Wzbijana w powietrze kurzawa zgęstniała, toteż idący w ślad za wozami piesi przyśpieszyli kroku zmuszając się mimo zmęczenia do truchtu i wyprzedzając ostatnie w szyku wozy. Na twarzach siedzących w kozłach Esajan pojawił się wyraz ulgi, chociaż nikt jeszcze nie odkładał broi. Ta akuratnie pora była ostatnią dla wielu nocnych drapieżników chwilą, aby coś upolować przed nastaniem skwarnego dnia, zmuszającym pustynne zwierzęta do odwrotu w skalne pieczary i głębokie nory. Zapach zziajanych wołów i ich porykiwania mogły zwabić w okolice karawany stworzenia, które nie gardziły również ludzkim mięsem, więc tylko głupiec pozwalałby się teraz uśpić poczuciu fałszywego bezpieczeństwa.
- Co to za wrzawa? - pierwsza spostrzegła zamieszanie owinięta podróżnym płaszczem dziewczyna, odrzucając w tył kaptur i ukazując w pełnej krasie swą paskudną bliznę - Coś się stało!
Wzdłuż karawany poniosły się dzikie wrzaski wejhurów gromadzących się po prawej stronie traktu i skrzeczących w stronę wyjątkowo gęstej kępy krzewów porastającej łagodne w tym miejscu zbocze rzecznego koryta. Esajanie podnieśli się w kozłach, ci z nich, którzy akurat nie powozili wymierzyli w gęstwę swe kusze mamrocząc jednocześnie pod nosami modlitwy słane do Gothmeda i Sharami, bóstw utożsamianych z pustynią i czczonych najchętniej w dzikim, przesądnym Esai. Jeden po drugim zaprzęgi przesuwały się obok zagajnika, w którym panowała złowieszcza i wcale przez to nie łagodząca napięcia cisza. Wejhury zaczęły dołączać do kawalkady, ale ich osadzone na gibkich długich szyjach głowy wciąż odwracały się w kierunku niewidocznego z wysokości traktu źródła ptasiego niepokoju.
- Trzymajmy się razem - rzucił gorlamita kładąc dłoń na rękojeści przypasanego do boku miecza - To może być jakiś zwierz, który podkradł się prosto pod szlak.
Wątek techniczny
Panowie, oto okazja, aby zabłysnąć przed damą swym męstwem. A może dama zawstydzi odwagą mężczyzn? Tak czy owak chętnie się dowiem, co Wam po głowach chodzi w kwestii tej kępy chaszczy. Na zaprzęgi nic z niej nie wyskoczyło i strasznie tam w krzaczorach cicho, ale wejhurom to miejsce bardzo się nie spodobało, wciąż jeszcze skrzeczą z niezadowoleniem. Zagajnik jest na tyle gęsty, że trzeba się będzie między te kępy zarośli zapuścić, by sprawdzić źródło niepokoju ptaków... ale naturalnie nie nalegam, decyzja należy do Was, równie dobrze możecie przeskoczyć na przeciwną stronę traktu i traktując ostatni zaprzęg karawany jako osłonę oddalić się w kierunku Duviku z bronią na podorędziu.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
- "To może być jakiś amator tych wrzaskliwych kurczaków, które upodobały sobie ostatnio moją sakwę. Ale mogę się mylić - nie jest wykluczone, że to perspektywa przelewu krwi tak je wzburzyła."
Przygotowuję łuk do strzału, ustawiając się tak, aby Mordil nie znajdował na jego linii.
Przygotowuję łuk do strzału, ustawiając się tak, aby Mordil nie znajdował na jego linii.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uprzedzam z góry, żeby nie było zaskoczenia - na dnie rzecznego koryta jest wciąż dość ciemno, a krzaki są w tym miejscu bardzo gęste: zapuszczenie się tam wierzchem jest wyzwaniem nawet dla gulmaka, chyba że Mordil zaryzykuje zaplątanie się w kolczaste pędy i spadnięcie z siodła.
Konie bez skórzni podrapią się do krwi, a zapach krwi w takim miejscu może zwabić drapieżniki.
Reasumując, najwygodniej będzie na piechotę, ale jak ktoś się uprze na jazdę konną, niech da stosowną deklarację.
Konie bez skórzni podrapią się do krwi, a zapach krwi w takim miejscu może zwabić drapieżniki.
Reasumując, najwygodniej będzie na piechotę, ale jak ktoś się uprze na jazdę konną, niech da stosowną deklarację.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
"Zakręcony kilkoma łykami z bukłaka, w odstępie kilku metrów przed krzakami, zsiadam z mojego gulmaka, odkładam dzidę biorąc tarczę i topór w rękę, oddając wodzę, zerkam tylko na innych czy ktokolwiek lezie za mną i ruszam w tamtą stronę"
-"Ej człeki byśta rzucili tam jakieś światła, bo nijak nie widać, a nie chcieć kogoś z was w czerep zajechać" -rzucił rześko i zasłaniając się tarczą rusza w tamtą stronę
-"Ej człeki byśta rzucili tam jakieś światła, bo nijak nie widać, a nie chcieć kogoś z was w czerep zajechać" -rzucił rześko i zasłaniając się tarczą rusza w tamtą stronę
Ostatnio zmieniony 02 maja 2011, 02:16 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
El Skela jest dobrze zbudowanym mężczyzną rasy ludzkiej. Wąskie usta nadające mu zawzięty wyraz twarzy, nieduży nos i króciutko ostrzyżone włosy. Na typowe ubranie narzuconą ma zbroję kurtkowo metalową, nogi chroni solidnej jakości butami a całości dopełnia bardzo dobrej jakości płaszcz z kapturem chroniący od wiatru oraz chłodu pustyni. Jego uzbrojenie stanowi łuk typowy, prosta włócznia a na plecach przypięty miecz. Dodatkowo na prawym udzie ma umocowany sztylet a na każdym zarękawiu (karwaszu) przytwierdzonych po pięć gwiazdek ze swobodną możliwością ich wyciągania do rzutu.
Podróżuje w towarzystwie starego i wysłużonego wałaha na którym trzyma swój skromny podróżny dobytek. Zazwyczaj na twarzy ma nałożoną chustę zakrywającą mu część twarzy a narzucony kaptur nie pozwala dostrzec jej zarysów.
Skela przez całą podróż, trzyma się raczej na uboczu. Nie wdaje się w nadmierne konwersacje, sprawia wrażenie samotnika i odludka. Czasem odpowie na krótkie pytanie, jednak zbywa milczeniem pytania natury osobistej jak pochodzenie czy cel podróży.
W reakcji na całe zamieszanie, nie zamierzam zbytnio się przybliżać. Pozostawiam to co bardziej "odważnym", jednak staram się być przygotowany na każdą ewentualność. Trzymając konia za uzdę lweą ręką w prawej trzymam włócznię tak abym mógł w każdej chwili z niej skorzystać. Jeśli zajdzie taka potrzeba Puszczę konia luzem a sam chwycę włócznię oburącz gotów na zagrożenie.
Podróżuje w towarzystwie starego i wysłużonego wałaha na którym trzyma swój skromny podróżny dobytek. Zazwyczaj na twarzy ma nałożoną chustę zakrywającą mu część twarzy a narzucony kaptur nie pozwala dostrzec jej zarysów.
Skela przez całą podróż, trzyma się raczej na uboczu. Nie wdaje się w nadmierne konwersacje, sprawia wrażenie samotnika i odludka. Czasem odpowie na krótkie pytanie, jednak zbywa milczeniem pytania natury osobistej jak pochodzenie czy cel podróży.
W reakcji na całe zamieszanie, nie zamierzam zbytnio się przybliżać. Pozostawiam to co bardziej "odważnym", jednak staram się być przygotowany na każdą ewentualność. Trzymając konia za uzdę lweą ręką w prawej trzymam włócznię tak abym mógł w każdej chwili z niej skorzystać. Jeśli zajdzie taka potrzeba Puszczę konia luzem a sam chwycę włócznię oburącz gotów na zagrożenie.
Ostatnio zmieniony 02 maja 2011, 16:43 przez venar, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Drodzy gracze, ponieważ dla niektórych z Was to pierwszy w życiu PBF, pozwolę sobie na uwagę techniczną. W sytuacjach takich jak powyższa (np. nieokreślone źródło zagrożenia) opisy fabularne są mile widziane, natomiast bardzo istotne są deklaracje techniczne, im bardziej rozbudowane, tym lepiej.
Niech za przykład posłuży wpis Mordimera: "zsiadam z mojego gulmaka, odkładam dzidę biorąc tarczę i topór w rękę, oddając wodzę, zerkam tylko na innych czy ktokolwiek lezie za mną i ruszam w tamtą stronę". Jest OK, ale nie zaszkodzi dodać tu informacje pomocnicze dla mnie i Mastuga w stylu "Atakuję wszystko, co zawarczy" albo "Jeśli to zostawi mnie w spokoju, poprzestanę na obserwacji" albo "Jestem gotów na walkę, ale stwór przeważający wagowo oznacza natychmiastowy odwrót".
Treant przygotował łuk do strzału, ale będzie strzelał z ziemi czy z siodła? Zaryzykuje strzał w pobliże Mordila czy zwolni cięciwę tylko całkowicie pewny celu? Im więcej dodatkowych deklaracji zamieścicie we wpisie technicznym, tym bardziej ułatwicie nam rozliczanie biegu akcji
Drodzy gracze, ponieważ dla niektórych z Was to pierwszy w życiu PBF, pozwolę sobie na uwagę techniczną. W sytuacjach takich jak powyższa (np. nieokreślone źródło zagrożenia) opisy fabularne są mile widziane, natomiast bardzo istotne są deklaracje techniczne, im bardziej rozbudowane, tym lepiej.
Niech za przykład posłuży wpis Mordimera: "zsiadam z mojego gulmaka, odkładam dzidę biorąc tarczę i topór w rękę, oddając wodzę, zerkam tylko na innych czy ktokolwiek lezie za mną i ruszam w tamtą stronę". Jest OK, ale nie zaszkodzi dodać tu informacje pomocnicze dla mnie i Mastuga w stylu "Atakuję wszystko, co zawarczy" albo "Jeśli to zostawi mnie w spokoju, poprzestanę na obserwacji" albo "Jestem gotów na walkę, ale stwór przeważający wagowo oznacza natychmiastowy odwrót".
Treant przygotował łuk do strzału, ale będzie strzelał z ziemi czy z siodła? Zaryzykuje strzał w pobliże Mordila czy zwolni cięciwę tylko całkowicie pewny celu? Im więcej dodatkowych deklaracji zamieścicie we wpisie technicznym, tym bardziej ułatwicie nam rozliczanie biegu akcji
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Eithart zszedl z konia i uwiązał go u wozu. Umocował u ręki puklerz, wyjął półtoraka z pochwy poczym ruszył za Mordilem w chaszcze. W ciemności zasięgnał mocy Gorlama i rzucił Roświetlenie co by potencjalną walkę ułatwić.
- Sprawdźmy co tam taki niepokój sieje. Powinniśmy sobie poradzić, jednak jeśli siła tego i rady byśmy mieć nie dali, to wycofujemy się do karawany. Dodał poważnie.
- Sprawdźmy co tam taki niepokój sieje. Powinniśmy sobie poradzić, jednak jeśli siła tego i rady byśmy mieć nie dali, to wycofujemy się do karawany. Dodał poważnie.
Z powodu znacznych rozmiarów łuku, jego użycie z końskiego siodła raczej nie wchodzi w rachubę, więc Trehant zsiada z konia i przywiązuje go do najbliższego wozu. Napina łuk, ale strzelać do istoty kryjącej się w krzakach będzie dopiero wtedy, gdy zaatakuje ona podążających w jej kierunku śmiałków i co najmniej jeden z nich zacznie wzywać pomocy.
- Gdybyście potrzebowali, żeby tego ktosia wykończyć, krzyczcie.
- Gdybyście potrzebowali, żeby tego ktosia wykończyć, krzyczcie.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
Uhra bez zbędnej zwłoki, zeskoczyła z konia, przywiązała go do ostatniego z wozów. Zostawiła przy nim płaszcz podróżny oraz włócznie i łuk - w tej gęstwinie krzewów raczej się do niczego nie przydadzą.
Poprawiła pas z nożami, który nosi w poprzek piersi. W prawą dłoń ujęła szablę a w lewą tarczę i ruszyła za resztą. Ostrzem szabli odsuwa kolczaste gałęzie ostrożnie stawiając kroki.
Uhra nie planuje z krzykiem atakować wszystkiego co się rusza.
Jeśli pojawi się zagrożenie będzie się aktywnie bronić.
Jeśli to co spotkają nie będzie agresywnie ich szarzować to ona z atakiem poczeka aż w pełni pozna sytuację.
Poprawiła pas z nożami, który nosi w poprzek piersi. W prawą dłoń ujęła szablę a w lewą tarczę i ruszyła za resztą. Ostrzem szabli odsuwa kolczaste gałęzie ostrożnie stawiając kroki.
Uhra nie planuje z krzykiem atakować wszystkiego co się rusza.
Jeśli pojawi się zagrożenie będzie się aktywnie bronić.
Jeśli to co spotkają nie będzie agresywnie ich szarzować to ona z atakiem poczeka aż w pełni pozna sytuację.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pogranicze Tureganu, środek pory suchej
Mordil zeskoczył z grzbietu gulmaka chwacko obracając w locie toporem, wrył się podkutymi żelazem butami w piaszczysty grunt. Uhra i Eithart poszli w jego ślady, sięgając po własną broń i klepnięciami dłoni odpędzając prychające konie w ślad za karawaną. Trehant przełożył nogę ponad łbem swego wierzchowca, wylądował na zgiętych nogach na ziemi, wyciągnął z pokrowca przy siodle długi refleksyjny łuk i czarnopiórą strzałę. Tylko Skela pozostał na koniu, opierając dłoń na przypasanej broni.
- Szego stojta?! - zakrzyknął jeden z wozaków na ostatnim zaprzęgu karawany, miękkim melodyjnym głosem o charakterystycznym esajańskim akcencie. Jeden po drugim wozy zatrzymywały się z poskrzypywaniem osi i porykiwaniem wołów, a siedzący w kozłach mężczyźni stawali na nogi spozierając w stronę grupki podróżnych - Choście naszeli?!
- Poczkaj, to się zwisz! - odkrzyknął tkwiący wciąż w siodle Skela, pochylony do przodu i obserwujący uważnie swoich zagłębiających się w gęstwę towarzyszy podróży. Łuk remzińskiego półorka zaskrzypiał cichutko, kiedy łowca makunów napiął cięciwę przykładając brzechwę strzały do prawego policzka i wstrzymując oddech w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń.
Skela zamrugał w wyrazie lekkiego zaskoczenia. Ledwie rozjaśniane bladą poświatą przedświtu ciemności ustąpiły znienacka złotawej poświacie, która pojawiła się w ułamku chwili wokół postaci gorlamickiego kapłana, przybierając w przeciągu jednego uderzenia serca na sile i rozpraszając mrok dobiegającej końca nocy. Grupka truchtających w stronę krzaków Esajan wydała z siebie zduszone pomruki onieśmielona tym dowodem kapłańskiej mocy Eitharta, przystanęła w miejscu przestępując niepewnie z nogi na nogę. Mordil i Uhra obejrzeli się błyskawicznie za siebie szukając źródła nieoczekiwanego rozświetlenia, wydali podobne w brzmieniu pomruki. Chociaż każde z nich widywało w przeszłości kapłanów rzucających zaklęcia, Eithart pozwolił sobie na to po raz pierwszy w trakcie ich wspólnej podróży, z miejsca przypominając wszystkim, że jako sługa Gorlama władał mocami, o których pozostali mogli jedynie marzyć.
- Blask twój wręcz mnie przyćmiewa, świątobliwy mężu - pozwoliła sobie na zdawkową uwagę Uhra, walcząc w duchu z ochotą spóźnionego ugryzienia się w język - Wszelako zważ na to, że łucznik w krzaczorach łatwiej szyp w zadek wsadzi takiemu, co się jaskrawie na cel wystawia, choćby i onemu łaska boska sprzyjała.
- Te uny nikomu szypa nie wsadzywać - oznajmił goblin opuszczając topór wzdłuż uda i spoglądając pod kępę kolczastych drzewek - Samica gulmaka ichnych nie gryzała, to pewniste.
Eithart przecisnął się obok Uhry zagryzając wargi, kiedy jakaś kolczasta gałązka podrapała mu przedramię, przyklęknął przy dwóch leżących w gęstwie kształtach, które swym nienaturalnym ułożeniem ciał zdradzały niechybnie brak śladów życia.
- Kobieta i mężczyzna - powiedział gorlamicki kapłan wodząc spojrzeniem po skąpanych w złotawej poświacie zwłokach - Zginęli najpewniej od noża. Zimni i sztywni, chociaż po części ogryzieni, znaczy się, leżą tu od jakiegoś czasu.
Uhra przyklęknęła na jedno kolano obok Eitharta, chowając wpierw ostrze do pochwy, odwróciła na plecy ciało kobiety ukazując oczom wszystkim niestarą, choć zniszczoną trudami życia twarz i głęboką krwawą szramę biegnącą poprzez gardło zmarłej. Upstrzone drobinkami piasku matowe oczy spoglądały w jaśniejący nieboskłon z budzącym zimny dreszcz wyrazem bezbrzeżnego zdumienia.
- Tyn ma sztychy nożowe - powiedział Mordil trącając toporem ciało mężczyzny - Na cyckach ma, dwa i jeden, znaczy się, po waszemu cztery?
- Trzy razy w pierś pchnięty - poprawiła goblina Uhra podnosząc się na nogi - Ani chyba robota pustynnych bandytów. Na pograniczu wałęsa się wielu maruderów, polują na bezbronnych podróżnych, zabijają bez zmiłowania.
- Choście naszeli, mościewy?! - zakrzyknął od strony traktu kolejny Esajanin i Eithart z miejsca rozpoznał niski nosowy głos starszego karawany, cuchnącego starym potem obieżyświata o imieniu Salach.
- Trupy w krzakach ukryte! - odkrzyknął kapłan, samemu podnosząc się z klęczek i wodząc wzrokiem po rozrzuconym na piasku nędznym dobytku zamordowanych. Dwa skórzane bukłaki leżały tuż obok zwłok, z wyciągniętymi zatyczkami, puste i oklapnięte, wokół poniewierały się wyciągnięte z podróżnych tobołków wierzchnie okrycia, gliniane miski i sztućce. Uhra trąciła czybkiem buta kościany grzebień, zdusiła w ustach bezsilne przekleństwo.
Wątek techniczny
Oto źródło zamieszania: dwa ludzkie ciała ukryte w krzakach na zboczu koryta. Oboje zamordowano z użyciem noża lub krótkiego miecza, oboje porzucono na żer padlinożernym mieszkańcom pustyni. Łup dla Was raczej mizerny, oprócz pustych bukłaków znajdziecie przy ciałach nędzne ubrania, kij wędrowny z przywiązanymi do niego dwoma tobołkami, dwa noże, pięć łuczyw, kościany grzebień, fujarkę, trochę jedzenia (ekwiwalent dwóch racji żywnościowych), trzy gliniane miski i dwie lipowe łyżki.
Wejhury na pewno zwietrzyły zapach pustynnych drapieżników pokroju małych lisów, bo na ciałach są ślady po ugryzieniach, a na piasku odbite małe łapki. Ptaki zaczęły skrzeczeć, liski uciekły, a Wy odnaleźliście zwłoki.
Mordil zeskoczył z grzbietu gulmaka chwacko obracając w locie toporem, wrył się podkutymi żelazem butami w piaszczysty grunt. Uhra i Eithart poszli w jego ślady, sięgając po własną broń i klepnięciami dłoni odpędzając prychające konie w ślad za karawaną. Trehant przełożył nogę ponad łbem swego wierzchowca, wylądował na zgiętych nogach na ziemi, wyciągnął z pokrowca przy siodle długi refleksyjny łuk i czarnopiórą strzałę. Tylko Skela pozostał na koniu, opierając dłoń na przypasanej broni.
- Szego stojta?! - zakrzyknął jeden z wozaków na ostatnim zaprzęgu karawany, miękkim melodyjnym głosem o charakterystycznym esajańskim akcencie. Jeden po drugim wozy zatrzymywały się z poskrzypywaniem osi i porykiwaniem wołów, a siedzący w kozłach mężczyźni stawali na nogi spozierając w stronę grupki podróżnych - Choście naszeli?!
- Poczkaj, to się zwisz! - odkrzyknął tkwiący wciąż w siodle Skela, pochylony do przodu i obserwujący uważnie swoich zagłębiających się w gęstwę towarzyszy podróży. Łuk remzińskiego półorka zaskrzypiał cichutko, kiedy łowca makunów napiął cięciwę przykładając brzechwę strzały do prawego policzka i wstrzymując oddech w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń.
Skela zamrugał w wyrazie lekkiego zaskoczenia. Ledwie rozjaśniane bladą poświatą przedświtu ciemności ustąpiły znienacka złotawej poświacie, która pojawiła się w ułamku chwili wokół postaci gorlamickiego kapłana, przybierając w przeciągu jednego uderzenia serca na sile i rozpraszając mrok dobiegającej końca nocy. Grupka truchtających w stronę krzaków Esajan wydała z siebie zduszone pomruki onieśmielona tym dowodem kapłańskiej mocy Eitharta, przystanęła w miejscu przestępując niepewnie z nogi na nogę. Mordil i Uhra obejrzeli się błyskawicznie za siebie szukając źródła nieoczekiwanego rozświetlenia, wydali podobne w brzmieniu pomruki. Chociaż każde z nich widywało w przeszłości kapłanów rzucających zaklęcia, Eithart pozwolił sobie na to po raz pierwszy w trakcie ich wspólnej podróży, z miejsca przypominając wszystkim, że jako sługa Gorlama władał mocami, o których pozostali mogli jedynie marzyć.
- Blask twój wręcz mnie przyćmiewa, świątobliwy mężu - pozwoliła sobie na zdawkową uwagę Uhra, walcząc w duchu z ochotą spóźnionego ugryzienia się w język - Wszelako zważ na to, że łucznik w krzaczorach łatwiej szyp w zadek wsadzi takiemu, co się jaskrawie na cel wystawia, choćby i onemu łaska boska sprzyjała.
- Te uny nikomu szypa nie wsadzywać - oznajmił goblin opuszczając topór wzdłuż uda i spoglądając pod kępę kolczastych drzewek - Samica gulmaka ichnych nie gryzała, to pewniste.
Eithart przecisnął się obok Uhry zagryzając wargi, kiedy jakaś kolczasta gałązka podrapała mu przedramię, przyklęknął przy dwóch leżących w gęstwie kształtach, które swym nienaturalnym ułożeniem ciał zdradzały niechybnie brak śladów życia.
- Kobieta i mężczyzna - powiedział gorlamicki kapłan wodząc spojrzeniem po skąpanych w złotawej poświacie zwłokach - Zginęli najpewniej od noża. Zimni i sztywni, chociaż po części ogryzieni, znaczy się, leżą tu od jakiegoś czasu.
Uhra przyklęknęła na jedno kolano obok Eitharta, chowając wpierw ostrze do pochwy, odwróciła na plecy ciało kobiety ukazując oczom wszystkim niestarą, choć zniszczoną trudami życia twarz i głęboką krwawą szramę biegnącą poprzez gardło zmarłej. Upstrzone drobinkami piasku matowe oczy spoglądały w jaśniejący nieboskłon z budzącym zimny dreszcz wyrazem bezbrzeżnego zdumienia.
- Tyn ma sztychy nożowe - powiedział Mordil trącając toporem ciało mężczyzny - Na cyckach ma, dwa i jeden, znaczy się, po waszemu cztery?
- Trzy razy w pierś pchnięty - poprawiła goblina Uhra podnosząc się na nogi - Ani chyba robota pustynnych bandytów. Na pograniczu wałęsa się wielu maruderów, polują na bezbronnych podróżnych, zabijają bez zmiłowania.
- Choście naszeli, mościewy?! - zakrzyknął od strony traktu kolejny Esajanin i Eithart z miejsca rozpoznał niski nosowy głos starszego karawany, cuchnącego starym potem obieżyświata o imieniu Salach.
- Trupy w krzakach ukryte! - odkrzyknął kapłan, samemu podnosząc się z klęczek i wodząc wzrokiem po rozrzuconym na piasku nędznym dobytku zamordowanych. Dwa skórzane bukłaki leżały tuż obok zwłok, z wyciągniętymi zatyczkami, puste i oklapnięte, wokół poniewierały się wyciągnięte z podróżnych tobołków wierzchnie okrycia, gliniane miski i sztućce. Uhra trąciła czybkiem buta kościany grzebień, zdusiła w ustach bezsilne przekleństwo.
Wątek techniczny
Oto źródło zamieszania: dwa ludzkie ciała ukryte w krzakach na zboczu koryta. Oboje zamordowano z użyciem noża lub krótkiego miecza, oboje porzucono na żer padlinożernym mieszkańcom pustyni. Łup dla Was raczej mizerny, oprócz pustych bukłaków znajdziecie przy ciałach nędzne ubrania, kij wędrowny z przywiązanymi do niego dwoma tobołkami, dwa noże, pięć łuczyw, kościany grzebień, fujarkę, trochę jedzenia (ekwiwalent dwóch racji żywnościowych), trzy gliniane miski i dwie lipowe łyżki.
Wejhury na pewno zwietrzyły zapach pustynnych drapieżników pokroju małych lisów, bo na ciałach są ślady po ugryzieniach, a na piasku odbite małe łapki. Ptaki zaczęły skrzeczeć, liski uciekły, a Wy odnaleźliście zwłoki.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Eithart rozejrzał się wokół ciał, drapiąc się w brodę. Rozwiązał tobołki podróżników, przeszukując rzeczy. Uwagę mężczyzny przykuły puste bukłaki. Dostrzegł dwa płytkie lejki w sypkim piasku. - Hmmmm... Ktoś wylał wodę z bukłaków - podzielił się spostrzeżeniem z towarzyszami podróży - Czyżby rytualny dar dla bogów? Nikt o zdrowych zmysłach nie wylewa wody na pustyni. - doał.
Kapłan zbliżył się do "lejków", skupił się i przyłożył ręce do w miejsce gdzie została wylana woda. Zamknął oczy i rozpączął krótką inkantację, dłonie Eitharta na chwilę zajaśniały zielonkawą poświatą.
Sprawdzam używając umiejętności wykrycie magii, czy ktoś nie użył w tym miejscu magii, lub nie modlił się (jeśli umiejętność pozwoli mi na taką opcję)
Gdy skończył podszedł się do zwłok. Zbliżył dłonie do głów martwych nieszczęśników - Wieczny odpoczynek racz im dać Gorlamie zasiadąjacy wraz z bogami w niebiosach a światłość wasza wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków - nakreślił kilka znaków nad ciałami. - Należy im się jakiś pochówek. Kimkolwiek byli nie zasłużyli na rozdziobanie przez wejchury. Pomóżcie mi wykopać jakiś grób dla nich. Chyba nikt z nas nie chciałby skończyć jako ścierwo na pustyni
Pogrzeb był krótki, groby płytkie ale przynajmniej dusze nieszczęśników miały zaznać spokoju w zaświatach.
Kapłan zbliżył się do "lejków", skupił się i przyłożył ręce do w miejsce gdzie została wylana woda. Zamknął oczy i rozpączął krótką inkantację, dłonie Eitharta na chwilę zajaśniały zielonkawą poświatą.
Sprawdzam używając umiejętności wykrycie magii, czy ktoś nie użył w tym miejscu magii, lub nie modlił się (jeśli umiejętność pozwoli mi na taką opcję)
Gdy skończył podszedł się do zwłok. Zbliżył dłonie do głów martwych nieszczęśników - Wieczny odpoczynek racz im dać Gorlamie zasiadąjacy wraz z bogami w niebiosach a światłość wasza wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków - nakreślił kilka znaków nad ciałami. - Należy im się jakiś pochówek. Kimkolwiek byli nie zasłużyli na rozdziobanie przez wejchury. Pomóżcie mi wykopać jakiś grób dla nich. Chyba nikt z nas nie chciałby skończyć jako ścierwo na pustyni
Pogrzeb był krótki, groby płytkie ale przynajmniej dusze nieszczęśników miały zaznać spokoju w zaświatach.
Krzycząc do wszystkich żeby się odsunęli od miejsca, sam podchodzę i używając "Tropienia" staram się dokładnie zbadać to miejsce i teren. Chcę dowiedzieć się jak najwięcej o tym co tu się mogło zdarzyć.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-"Mordil pomagając wykopać groby, przygląda się ciałom ofiar, czy na ich ciele nie ma jeszcze innych ran? Czy te rany nie wyglądają na zadane przez jakiegoś zwierzaka? Czy zadane są równo w jednej płaszczyźnie? Czy może w równych odstępach od siebie? Ogólnie bardzo dokładnie przyglądam się ranom i całemu ciału ofiar"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."