PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 czerwca 2011, 19:20

Szlak do kopalni, późny wieczór

Trehant zacisnął w wyrazie irytacji zęby, przesuwając się na ugiętych nogach w bok traktu i spoglądając zmrużonymi oczami w stronę Eitharta i Mordila. Według wskazówek Duvikan do kopalni pozostawało niewiele drogi, toteż nagła sprzeczka w trakcie wędrówki, w ciemnościach zmierzchu na prawdopodobnie niebezpiecznym terytorium nie wydawała się łowcy makunów trafnym pomysłem. Pobrzmiewająca tonem gniewu odpowiedź gorlamity najwyraźniej jeszcze bardziej zdenerwowała krewkiego goblina, bo barbarzyńca wzmocnił uścisk palców na stylisku swego topora i pochylił się do przodu na ugiętych nogach.

Bacznemu spojrzeniu półorka nie uszła też równie przygotowana na konfrontację poza gorlamity, trzymającego miecz w pozycji umożliwiającej błyskawiczne wykorzystanie broni i przesłaniającego jej ostrze swą tarczą. Łowca zdusił w gardle pomruk złości uświadamiając sobie, że narastająca wymiana zdań pomiędzy dumnymi i nie lubiącymi przesadnej uległości Balariończykami mogła doprowadzić do zupełnie niepotrzebnego rozlewu krwi.

- Słuchajcie, syneczki - prychnęła z jawną dezaprobatą Uhra - Nie czas to i nie miejsce, abyście dowodzili, któremu bogowie większej kuśki przysporzyli, tedy wsadźcie se owe kuśki z powrotem w galotki i ruszajmy dalej w drogę. Mordil do rzeczy prawi i warto podumać zdeczko nad jego słowy, ale dopiero, kiedy żywi z wieściami dla rady ujdziemy!


Wątek techniczny

Usytuowałem sprzeczkę między Eithartem i Mordilem mniej więcej w połowie drogi z osady do kopalni, ponieważ nie byłem pewien jak zinterpretować określenie Mordimera o wszystkich BG zgromadzonych w jaskini. Czy chodziło tu o jaskinię w kopalni czy może jednak chatkę dla gości? Ponieważ zaś podczas pisania kolejnych updatów byłem off-line, wybrałem właśnie miejsce gdzieś na szlaku, żeby nie opóźniać biegu fabuły (wszak byliście już w drodze). Jakby co, krzyków agonii nie usłyszą ani Duvikanie ani zaginieni w kopalni górnicy (pełna dyskrecja gwarantowana), gdyby zaś Eithart zgodził się z argumentami Mordila, nie będzie miał aż tak daleko, aby popędzić do Brunty po dodatkowe ekstrasy.

I teraz chciałbym się dowiedzieć, czy ta nieco ostra wymiana zdań już dobiegła końca i ekipa rusza dalej, czy też sprawy będą się miały jeszcze gorzej (np. przyjdzie obijać sobie nosy)?

Komentarz wygłoszony przez Uhrę nie jest mego autorstwa, tylko samej Uli, tak gwoli ścisłości oraz objaśnienia jej punktu widzenia na ten drużynowy zatarg.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 08 czerwca 2011, 19:59

-"Moja iść z wasza dalej, ja wiedzieć jedna rzecz, że klecha gadać tylko z tym starym i wy wiedzieć tylko to co te stare wam powiedzieć, czy wy gadać z inna ludź w ta osada o ta sprawa? Nie bo i po co nie być to potrzebna, wystarczyło tylko wódz się pytać i koniec. Czemu ty nie pogadać z rodziny tych zaginionych? To mi się dziwna wydaje"

Co do Uhry i Eitharta nie przejmuje się ich gadaniem wszak to tylko gadanie, i nie zamierzam wdawać się w żadne bójki, chyba, że w obronie swojego życia.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 08 czerwca 2011, 20:56

- Rozmawiałem z treserką nielotów na temat zaginionych w kopalni. Od niej pierwszej dowiedziałem się, że kapitan zaniżył liczbę górników, którzy nie wrócili do osady. Brat Brunty w jakiś sposób zastraszył ludność i wieści te poznałem w ciemnym zaułku. Myślę, że przyczyniając się do jego usunięcia z rady, zrobilibyśmy dużo dobrego dla Duviku.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 czerwca 2011, 23:59

Eithart uznal slowa Uhry za jednoznacznie konczaca niebezpiecznie posuwajaca sie klotnie z Mordilem. Wciaz nie wiedzial, jakie motywacje kierowaly reszta druzyny, niemniej jednak zdecydowal podzielic sie swoimi spostrzezeniami z kompanami:

- Ktos wyslal ludzi do kopalni z jakiegos powodu i komus dosc mocno zalezalo zebysmy tam nie wchodzili. Jedni dlatego, ze bali sie uszczuplenia "garnizonu" ale wydaje mi sie, ze ktos nie chce zebysmy tam weszli z innych wzgledow. Zebysmy nie odnalezli czegos, co moze byc nie na reke pewnym osobom. Mam przeczucie ze jest tam cos co moze nas przyblizyc do rozwiazania paru zagadek w Duviku. Moge Wam powiedziec, ze kilka osob w tym miescie nie jest tymi za ktorych sie podaje.
Co do zmieniania zmieniania istniejacego porzadku, sugerowalbym wstrzymanie sie poki nie bedziemy mieli jakis argumentow na zmiane sttusu quo w miescie... Ale starszyzna cos zdecydowanie kreci, a juz napewno nie mowi calej prawdy.
Kopalnia to pewnie jedno z niewielu miejsc w Duviku, ktore przynosi jakiekolwiek zyski, a przeciez rada z pewnoscia placi jakas danine wladcom Tureganu. Dlaczego wiec rada nie dazy do ponownego otwarcia kopalni? Jesli nie wywiaza sie ze zoobowiazan to ich los bedzie przesadzony - jajami wejchurow daniny nie splaca a miasteczko do przesadnie bogatych nie nalezy. Wiaze poki co rade (lub jej czesc), zaraze i kopalnie w jedna wieksza calosc.
W kopalni musimy zachowac dalece posunieta ostroznosc. W koncu zaginelo w niej 20 zolnierzy - pewnie nie przypadkowo. Moglo komus w miescie zalezec na zmniejszeniu sily obronnej miasta... Tylko komu i po co? Nie dowiemy sie nic bez zbadania jaskini, bo do mistrza malolepszego nikogo poki co nie zaciagniemy na spytki.
Ostatnio zmieniony 09 czerwca 2011, 00:39 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 czerwca 2011, 02:22

Wejście do kopalni, późny wieczór

Czerwona jak krew tarcza słońca zaszła w końcu za widnokrąg pogrążając skalisty płaskowyż w ciemnościach rozświetlanej księżycowym blaskiem nocy. Chociaż za dnia okolica ta sprawiała wrażenie całkiem wymarłej, teraz nad skałami niosły się poszczekiwania i pomruki nocnych drapieżników, przeplatane odgłosami wydawanymi przez ukryte w skalnych rozpadlinach owady. Wejście do kopalni ziało czernią, wykute w zboczu niskiego wzniesienia i wzmocnione drewnianymi stemplami. Poruszając się tak cicho jak to tylko możliwe i nie wypuszczając oręża z dłoni wędrowcy dotarli do chodnika wejściowego, nasłuchując uważnie i strzelając na wszystkie strony oczami.

Mordil podkradł się do wejścia, zajrzał uważnie w jego głąb mrużąc swe bursztynowe ślepka i strzygąc bacznie uszami. Po dłuższej chwili barbarzyńca wzruszył wymownie ramionami i obejrzał się w tył na zastygłych w bezruchu towarzyszy.

- Żadnywe hałsy - oznajmił cicho pocierając bezwiednie kciukiem stylisko dzierżonego w dłoniach topora - Nikogda nie słychować.

Eithart przykucnął obok drewnianego rusztowania pełniącego zapewne rolę płuczki lub kruszarki, chociaż ciemności nie pozwalały określić jednoznaczenie rzeczywistego przeznaczenia konstrukcji, zdjął z ramienia uszyty z szorstkiej tkaniny plecak. Uhra przesunęła się bezszelestnie obok gorlamickiego kapłana, unosząc przed sobą szablę i rozglądając się na boki. Opodal wejścia do kopalni poniewierało się trochę złożonych na pryzmę górniczych narzędzi, w głównej mierze oskardów i łopat, bystre oczy gwardzistki natrafiły też na kilka ustawionych równo drewnianych taczek. Przylegające do stromej ściany wzniesienia drewniane zadaszenie kryło w swym mroku parę beczek o zdjętych wiekach, pustych co do jednej.

- Trza nam teraz zdecydować, co dalej czynimy - powiedział cicho gorlamita, mimo uspokajającej odpowiedzi Mordila wciąż nie podnosząc głosu. Jeśli nawet w obrębie wejścia do chodnika nie było śladu życia, dźwięki zwykły się nieść nocą nader daleko, a kapłan wolał nie zdradzać przedwcześnie swej obecności w kopalni.

- Was troje widzi po ciemku od biedy, ale tam na dole będzie mrok jak atrament - wyjaśnił Eithart natrafiając na pytające spojrzenie Uhry - A ja i Skela byśmy jako ślepcy musieli leźć. Tedy rozum podpowiada, że trza będzie wszystkim lampki zapalić i nimi drogę oświetlać. Co zatem czynimy?

Nim gwardzistka zdążyła odpowiedzieć, Trehant i Skela zesztywnieli znienacka i odwrócili jednocześnie głowy. Gdzieś od strony płaskowyżu dobiegł wszystkich ledwie słyszalny grzechot osypujących się po zboczu kamyków, potrąconych czyjąś stopą lub łapą.

- Jednyn cuś, za takojemi kamcami - syknął Mordil dostrzegając coś w nocnych ciemnościach - Tamoj!


Wątek techniczny

Nic tak nie podkręca atmosfery jak głodny troll POZ 8 albo stado minotaurów z POZ 6, prawda? Większość erpegowców żyje dla takich chwil, więc może nadszedł czas, by dać Wam okazę do wykorzystania po raz pierwszy tych wszystkich wypasionych zdolności profesyjnych z POZ 0 służących do kaleczenia ostrym żelazem niewinnych stworków mających pecha wejść Wam w drogę?

Troll czy nie troll, Mordil dostrzegł na razie jeden ciemny kształt, przemieszczający się skrycie (chociaż nie do końca tak cicho jakby tego zapewne chciał) wzdłuż skalnego występu za Waszymi plecami, mniej więcej pomiędzy wejściem do kopalni, a odległą rozpadliną, w której wzniesiono Duvik.

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15