Eithart beznamiętnie przypatrywał się goblinowi dobijającemu arkanów. Na pomysł Mordila odrzekł: - Też mi przeszło przez myśl, coby ogniem mrówkoludzi razić ale Hakan ostregał coby ognia jak najmniej używać bo w wyrobiskach gazy zbierają się niebezpieczne co wnet w zetknięciu z ogniem wybuchnąć mogą szkody więcej nam niźli wrogowi przynosząc. Tedy lepiej taką ewentualnośc na najgorszą okolicznośc ostawmy.
Wydający agonalne dźwięki największy z arkanów w końcu zamilkł uderzony toporem Mordila. Kapłan zbliżył się do martwego mrówkoczłeka. Uklękł nad truchłem myśląc nad czymś intensywnie. Pomyślał głośno - Powiadają, że kto mieczem wojuje ten od miecza ginie. Macie w podorędziu jakoweś szklane lub gliniane naczynia? - spytał zaciekawionych podróżników i bardzo ostrożnie rozpączął nacinać odwłok arkana.
Wątek techniczny
Czy mamy w drużynie jakieś butelki?? Można by zrobić prowizoryczną sekcję "kwasoplujka", umieścić kwas w butelce i używać jak granatów:) Z pewnością będzie tak samo niebezpieczny dla arkanów jak dla każdego innego... Od biedy można sprawdzić czy kwas przeżre bukłak albo gliniane naczynia...
Odnalezienie żywych górników raczej graniczy z cudem w powyższych okolicznościach, ale jest szansa, że kopalnia nie jest wielkim "mrowiskiem", a schronieniem tylko dla kilku - kilkunastu stworów. Jeżeli to była forpoczta kilkumilionowego stada to kiepsko to widze;)
Niemniej jednak uważam, że póki co, powiniśmy kontynuować przeszukiwanie kopalni a w drodze powrotnej zdecydowanie, za radą Treanta wziąść ze sobą chociaż głowy arkanów.
PBF - Grzechy ojców
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-"Moja myśleć co by być tu jakowyś gazy co by palić się to być to gazy dla wszystka szkodliwa, nie tylko dla nasza ale i tak i dla ta mrówki też, jeśli te nie zdechła od wdychania to być znać że nie być tu chmura szkodliwać dla nasza"
Patrzę się na Hakana strzygąc moje uszęta i bezczelnie się uśmiechając, podchodzę do niego i:
-"Wasza być ta wielka łowca z osada na góra? A nasza chcieć wiedzieć co w wasza osada się dziać, moja chcieć wiedzieć co tam się dziać u wasza na góra, ty mówić nam, nic nie zatajać przed nasza kapłana i przed nasza wszystka, ty mówić w końcu prawda, co tam się dziać w wasza osada, bo ta wszystka sprawa być dziwna, czemuśta nie poleźli za swoimi tylko wy czekali na obca aby za wasza sprawa zleźli do ta dziura w ziemi? Wy Hakanie mówić w końcu prawda bo nasza nie być głupia, nasza chcieć wasza pomagać ale my chcieć wiedzieć wszystka co się dziać w wasza osada i czemuśta wasza siła nie szli ich uwolnić? Nasza stawiać nasza żyć dla wasza i moja chcieć wiedzieć po co?"
Podchodzę do Hakana i mówię to do niego patrząc w jego oczy.
Patrzę się na Hakana strzygąc moje uszęta i bezczelnie się uśmiechając, podchodzę do niego i:
-"Wasza być ta wielka łowca z osada na góra? A nasza chcieć wiedzieć co w wasza osada się dziać, moja chcieć wiedzieć co tam się dziać u wasza na góra, ty mówić nam, nic nie zatajać przed nasza kapłana i przed nasza wszystka, ty mówić w końcu prawda, co tam się dziać w wasza osada, bo ta wszystka sprawa być dziwna, czemuśta nie poleźli za swoimi tylko wy czekali na obca aby za wasza sprawa zleźli do ta dziura w ziemi? Wy Hakanie mówić w końcu prawda bo nasza nie być głupia, nasza chcieć wasza pomagać ale my chcieć wiedzieć wszystka co się dziać w wasza osada i czemuśta wasza siła nie szli ich uwolnić? Nasza stawiać nasza żyć dla wasza i moja chcieć wiedzieć po co?"
Podchodzę do Hakana i mówię to do niego patrząc w jego oczy.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Skela przydeptał obutą stopą korpus wielkiego mrówkoluda i pociągnął z całej siły za swą włócznię, wyciągając unurzane w posoce drzewce i ostrze broni z cielska dogorywającego arkana. Wciąż mamroczący jakieś obsceniczne wyzwiska goblin zarąbał toporem stwora powalonego przez Trehanta, potem zaś podszedł do tropiciela plując obficie flegmą na leżącego u stóp człowieka arkana o groteskowo nabrzmiałym odwłoku.
- Poczekajcie, nie rąbcie go aby na ćwierci - powiedział podniesionym głosem Eithart zbliżając się do towarzyszy z glinianym naczyniem, które chwilę wcześniej podniósł z porzuconego w pobliskiej wnęce górniczego wózka - Mus mi cosik sprawdzić.
Uhra dobiła swą ofiarę jeszcze jednym cięciem szabli, które dosłownie oddzieliło owadzi łeb mrówkoluda od jego korpusu, potem cofnęła się w kierunku reszty grupy nie odrywając oczu od mroku zalegającego w głębi ciasnego nierównego chodnika. Chociaż nic tam się nie poruszało, podekscytowana nagłą konfrontacją dziewczyna nie mogła się oprzec złudnemu wrażeniu, że gdzieś tuż za granicą jej słuchu w ciemnościach rozlega się klekotanie owadzich odnóży uderzających w skaliste podłoże korytarza.
Otoczony przez wciąż czujnych towarzyszy, dzielących swą uwagę pospołu pomiędzy pozornie wyludnione chodniki i gorlamickiego kapłana, Eithart przyklęknął obok drgającego jeszcze arkana i oświetlił stworzenie podniesioną z posadzki lampką. Mdła poświata padła na połyskiwy chitynowy łeb i osadzone po jego bokach ogromne oczy, smoliście czarne i pozbawione jakichkolwiek emocji, w odstręczający wręcz sposób nieludzkie i obce.
- Te są insze od tych, com je lata temu napotkał - mruknął stojący obok kapłana Hakan Harmun, ignorując wcześniejsze pytanie Mordila i rozmyślnie omijając zaczepnego goblina wzrokiem - Tamte też miały takowe szczypawki zamiast łapów, ale mniejsze i całkiem insze miały odzienie. Widzi mi się, że to chyba jakowyś inszy szczep, takowy bardziej zdziczały.
- To są na świecie mrówkoludy zdziczałe i niezdziczałe? - zapytała nieufnie Uhra, otrzasając ostrze szabli z lepkiej ciemnej posoki arkana.
- Mnie się widzi, że są zdziczałe mniej lub bardziej - odburknął Trehant przecierając z grymasem wstrętu ochlapaną gorącą krwią mrówkoluda twarz i klejące się od posoki dłonie - Te tutaj zdecydowanie bardziej.
- Poczekajcie - syknął nagle Eithart, wciąż z twarzą pochyloną nad dogorywającym arkanem. Coś w jego głosie sprawiło, że wszyscy umilkli bez dalszych napomknień, nawet gotowiący się do poważniejszych wyrzutów wobec Hakana goblin - A co to takiego?
Wątek techniczny
Akcja zatrzyma się na chwilkę, bo Eithart poczuł się zaintrygowany jakimś detalem arkana (tak, tak, wiem, co sobie teraz myślicie, ale nie, nie chodzi tu o mrówkowy siusiak). Pozwolę sobie w międzyczasie na krótkie podsumowanie dotychczasowych deklaracji. Sugerowany szyk to Skela z włócznią i Hakan z oszczepem z przodu, coby w pierwszej kolejności ciskać w następnych intruzów bronią drzewcową. Mordil plasuje się uparcie w środku formacji, a co z Trehantem, Eithartem i Uhrą?
Skela przydeptał obutą stopą korpus wielkiego mrówkoluda i pociągnął z całej siły za swą włócznię, wyciągając unurzane w posoce drzewce i ostrze broni z cielska dogorywającego arkana. Wciąż mamroczący jakieś obsceniczne wyzwiska goblin zarąbał toporem stwora powalonego przez Trehanta, potem zaś podszedł do tropiciela plując obficie flegmą na leżącego u stóp człowieka arkana o groteskowo nabrzmiałym odwłoku.
- Poczekajcie, nie rąbcie go aby na ćwierci - powiedział podniesionym głosem Eithart zbliżając się do towarzyszy z glinianym naczyniem, które chwilę wcześniej podniósł z porzuconego w pobliskiej wnęce górniczego wózka - Mus mi cosik sprawdzić.
Uhra dobiła swą ofiarę jeszcze jednym cięciem szabli, które dosłownie oddzieliło owadzi łeb mrówkoluda od jego korpusu, potem cofnęła się w kierunku reszty grupy nie odrywając oczu od mroku zalegającego w głębi ciasnego nierównego chodnika. Chociaż nic tam się nie poruszało, podekscytowana nagłą konfrontacją dziewczyna nie mogła się oprzec złudnemu wrażeniu, że gdzieś tuż za granicą jej słuchu w ciemnościach rozlega się klekotanie owadzich odnóży uderzających w skaliste podłoże korytarza.
Otoczony przez wciąż czujnych towarzyszy, dzielących swą uwagę pospołu pomiędzy pozornie wyludnione chodniki i gorlamickiego kapłana, Eithart przyklęknął obok drgającego jeszcze arkana i oświetlił stworzenie podniesioną z posadzki lampką. Mdła poświata padła na połyskiwy chitynowy łeb i osadzone po jego bokach ogromne oczy, smoliście czarne i pozbawione jakichkolwiek emocji, w odstręczający wręcz sposób nieludzkie i obce.
- Te są insze od tych, com je lata temu napotkał - mruknął stojący obok kapłana Hakan Harmun, ignorując wcześniejsze pytanie Mordila i rozmyślnie omijając zaczepnego goblina wzrokiem - Tamte też miały takowe szczypawki zamiast łapów, ale mniejsze i całkiem insze miały odzienie. Widzi mi się, że to chyba jakowyś inszy szczep, takowy bardziej zdziczały.
- To są na świecie mrówkoludy zdziczałe i niezdziczałe? - zapytała nieufnie Uhra, otrzasając ostrze szabli z lepkiej ciemnej posoki arkana.
- Mnie się widzi, że są zdziczałe mniej lub bardziej - odburknął Trehant przecierając z grymasem wstrętu ochlapaną gorącą krwią mrówkoluda twarz i klejące się od posoki dłonie - Te tutaj zdecydowanie bardziej.
- Poczekajcie - syknął nagle Eithart, wciąż z twarzą pochyloną nad dogorywającym arkanem. Coś w jego głosie sprawiło, że wszyscy umilkli bez dalszych napomknień, nawet gotowiący się do poważniejszych wyrzutów wobec Hakana goblin - A co to takiego?
Wątek techniczny
Akcja zatrzyma się na chwilkę, bo Eithart poczuł się zaintrygowany jakimś detalem arkana (tak, tak, wiem, co sobie teraz myślicie, ale nie, nie chodzi tu o mrówkowy siusiak). Pozwolę sobie w międzyczasie na krótkie podsumowanie dotychczasowych deklaracji. Sugerowany szyk to Skela z włócznią i Hakan z oszczepem z przodu, coby w pierwszej kolejności ciskać w następnych intruzów bronią drzewcową. Mordil plasuje się uparcie w środku formacji, a co z Trehantem, Eithartem i Uhrą?