PBF - Łuski na oczach
To kto z kim handluje, jest akurat "mało istotne" i mało sprawdzalne (ja handlując z wrogiem nie trzymałby takich papierów w magazynie), bardziej moje wątpliwości budzi 'czym jest handlowane' bo równie dobrze mogą tam zamiast ryb, bądź w rybach, jakieś inne ciekawostki.. co mniej prawdopodobne, ale też bardzo bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że zamiast magazynu znajdziemy tam jakąś manufakturę produkującą coś, czego nie można wyrabiać otwarcie..
Nemo Me Impune Lacessit..
Pomysl zastapienia straznikow tez uwazam za dobry. Co do przeszukiwania magazynu - jestem za, bo mozna cos tam dla siebie moze znalezc. Do tego celu pragne wykorzystac swoje umiejetnosci profesjonalne.
A to czy nas wysylaja Osmudczycy, czy Tabadanczycy... O ile nikt nas nie nakryje to nie ma to znaczenia. A jesli ktos nas nakryje... to tez nie ma to przeciez znaczenia :p
Tak czy siak chce sie zaopiekowac sakiewkami straznikow. Jednego czy dwa kopniaki tez im sprzedam dla zasady, ale zadnej trwalej szkody im wyrzadzic nie chce. W koncu plan jest taki, zeby podpalenie w miare mozliwosci wygladalo na ich nieuwage, a nie na efekt napadu.
- Dobrze, towarzysze. Fak jest, ze ktos moze pacholkow na strzay zastapic, a reszta pozar przygotuje. Przydaloby sie troche oliwy lub innych ognistych materialow zebrac i jak to powiedziane ogien albo z maznicy, albo z jakiej latarni, czy pochodni (o ile straznicy takie mieli) podlozyc. A jak kto cos ciekawego znajdzie... to tym lepiej.
- Jak co do czego przyjdzie, to niech kto wyjdzie wczesniej na ulice i przepatruje czy sie nikt nie zbliza, coby nam caly plan ucieczki na panewce nie spalil.
A to czy nas wysylaja Osmudczycy, czy Tabadanczycy... O ile nikt nas nie nakryje to nie ma to znaczenia. A jesli ktos nas nakryje... to tez nie ma to przeciez znaczenia :p
Tak czy siak chce sie zaopiekowac sakiewkami straznikow. Jednego czy dwa kopniaki tez im sprzedam dla zasady, ale zadnej trwalej szkody im wyrzadzic nie chce. W koncu plan jest taki, zeby podpalenie w miare mozliwosci wygladalo na ich nieuwage, a nie na efekt napadu.
- Dobrze, towarzysze. Fak jest, ze ktos moze pacholkow na strzay zastapic, a reszta pozar przygotuje. Przydaloby sie troche oliwy lub innych ognistych materialow zebrac i jak to powiedziane ogien albo z maznicy, albo z jakiej latarni, czy pochodni (o ile straznicy takie mieli) podlozyc. A jak kto cos ciekawego znajdzie... to tym lepiej.
- Jak co do czego przyjdzie, to niech kto wyjdzie wczesniej na ulice i przepatruje czy sie nikt nie zbliza, coby nam caly plan ucieczki na panewce nie spalil.
Tak tylko w kwestii technicznej, nie uważam by pachołkiem, zwłaszcza na służbie i to pod nieobecność właściciela mieli przy sobie fortunę. Nie chodzi o jakieś wyrzuty sumienia, że niedość że pewnie stracą pracę to jeszcze ich okradamy, bo to akurat mnie nie rusza, jednak ich historia o napadzie będzie bardziej wiarygodna jeśli kogoś uda im się przekonać 'i jeszcze mieszek mi ukradli, a i tu mnie rozcieli' niż wtedy , gdy wszystko będzie wyglądało jak trzeba i przydarzył się nieszczęśliwy wypadek z maźnicą/lampą, podczas, gdy pijani pachołkowie zasnęli. Może to przesadna ostrożność, ale zawsze może dać dzień-dwa więcej na oddalenie się z miasta, nim zaczną szukać "tych dwóch pijaków, z których jeden pewnie i nos ma teraz złamany", a lepiej mieć taką możliwość nawet czysto teoretyczną, niż nie mieć w ogóle.
Z tego też powodu warto by było zrobić coś z kuflami i beczułką (wylać gdzieś zawartość i je przetrzeć?) by gdy pożar wyjdzie na jaw, nie okazało się zbyt szybko, że pachołkom podano zaprawione wino, bo wtedy to jak byśmy nie upozorowali wypadku wewnątrz, to kwestia nieuwagi nie wchodzi w grę. Chętnie z Goldasthem, skoro wziął się już za przyglądanie drzwiom budynku, być może ktoś 3ci, 4ty natomiast, dobrze by było gdyby pozorował pachołka i on lub ta '3cia' osoba zajęli się "winem"... - jednak nie zamierzam nikomu nic narzucać, to tylko propozycje i sygnalizowanie potencjalnych zagrożeń, choć może zbyt wiele nocy przy WoDzie spędziłem..
Z tego też powodu warto by było zrobić coś z kuflami i beczułką (wylać gdzieś zawartość i je przetrzeć?) by gdy pożar wyjdzie na jaw, nie okazało się zbyt szybko, że pachołkom podano zaprawione wino, bo wtedy to jak byśmy nie upozorowali wypadku wewnątrz, to kwestia nieuwagi nie wchodzi w grę. Chętnie z Goldasthem, skoro wziął się już za przyglądanie drzwiom budynku, być może ktoś 3ci, 4ty natomiast, dobrze by było gdyby pozorował pachołka i on lub ta '3cia' osoba zajęli się "winem"... - jednak nie zamierzam nikomu nic narzucać, to tylko propozycje i sygnalizowanie potencjalnych zagrożeń, choć może zbyt wiele nocy przy WoDzie spędziłem..
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dziedziniec faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Zdzielony w ciemię laską elfa strażnik nawet nie stęknął, zatopiony w pozornie bezdennym snie. Pozostali najmici w okamgnieniu pokonali ciemną uliczkę, dopadając żelaznej bramy i zamykając ją za sobą. Przypadając obok maźnicy i kucającego na ubitym dziedzińcu Hariquiela wszyscy poczęli spozierać na ciemny budynek faktorii i otaczające go szopy, dysząc cicho i starając się uspokoić bijące szaleńczo serca. Nikt ich najwyraźniej nie spostrzegł przy wejściu na teren kupieckiej posiadłości, żaden podejrzliwy sąsiad nie podniósł wrzasku ani też nikt nie wypadł z gołym żelazem z samej faktorii.
- Pachołków trza przypilnować, coby który zawczas się nie ocknął - syknął Hariquiel - I zdałoby się jednego w cień odciągnąć, coby kto z nas na jego miejscu zasiadł, a ty byś się zdał ku temu najlepszi.
Rosły Tabadańczyk w lot pojął znaczenie słów elfa, zdarł z głowy najbliższego strażnika jego pocieszną myckę zakładając ją sobie na niesforną i krzywo przyciętą czuprynę, złapał pospołu z Mordentim bezwładnego nieszczęśnika przenosząc go w trymiga w głęboki cień rzucany przez jedną z szop. Obolały po zebranym od Aldura laniu Katańczyk ulżył sobie dwoma solidnymi kopniakami wymierzonymi nieprzytomnemu człowiekowi, potem zaś osunął się na kolana macając po pasie biedaka w poszukiwaniu jego mieszka.
- Ostaw jego sakiewkę, psiakrew! - syknął jeszcze głośniej wciąż kucający przy zastawionej kubkami z winem ławie Hariquiel - Mus nam pozory uczynić, że to pożar z wypadku, a nie umyślny czyn, tedy nie lza ich obrabować!
- A kto rzecze, że ich okradam? - prychnął w odpowiedzi Katańczyk - Ja chcę jeno zerknąć jak dobrze tutejsze kupce płacą, a nuż się do takowej roboty najmę.
Zostawiając towarzysza w cieniu szopy z jego ofiarą i jej mieszkiem Aldur wrócił co sił w nogach do Hariquiela i Goldastha, rozpinając następnemu z kolei strażnikowi pas z szablą i zakładając go sobie na biodra.
- Dychają - szepnął Tabadańczyk dostrzegając unoszące się w płytkim dechu piersi uśpionych strażników - Jak wyglądam, nadam się na jednego z takich onych?
Z pocieszną mycką na głowie i szablą u boku wyprostowany na całą wysokość Aldur sprawiał w ciemnościach wrażenie nader udanego podobieństwa, toteż elf cmoknął z uznaniem wskazując człowiekowi miejsce przy ławie.
- Powylewaj jeszcze wino, a beczułkę gdzie wyrzuć, coby nie za szybko kto pojął, żeśmy ich zatrutym trunkiem podeszli - dorzucił elf podnosząc się zwinnie z kucek - A ty, mości krasnoludzie, pozwól ze mną.
Pozostawiając obu ludziom dziedziniec faktorii pozostali dwaj najmici pomknęli co sił w nogach ku ciemnemu cichemu budynkowi z kamienia i drewna.
Wątek techniczny
Podoba mi się ta Wasza wymiana danych taktycznych w powyższych postach, tego rodzaju współpracę drużynową bardzo u BG cenię! Strażnicy żyją, chociaż płytko oddychają i nie reagują nawet na kopniaki Morientiego. Mają w sakiewkach trochę złota i srebra (info na PW Tzeentcha). Wokół cicho i spokojnie, Aldur siada w mycce na głowie na ławie rozlewając po ziemi zatrute wino.
Dwa zaległe pytania! Gdzie jest teraz piesek? Kto co zostawił w tawernie, a co ma przy sobie? (oraz ile mam Wam ewentualnie odpisać z sakiewek za napiwki, które zostawiliście personelowi za przypilnowanie tych rzeczy).
Zdzielony w ciemię laską elfa strażnik nawet nie stęknął, zatopiony w pozornie bezdennym snie. Pozostali najmici w okamgnieniu pokonali ciemną uliczkę, dopadając żelaznej bramy i zamykając ją za sobą. Przypadając obok maźnicy i kucającego na ubitym dziedzińcu Hariquiela wszyscy poczęli spozierać na ciemny budynek faktorii i otaczające go szopy, dysząc cicho i starając się uspokoić bijące szaleńczo serca. Nikt ich najwyraźniej nie spostrzegł przy wejściu na teren kupieckiej posiadłości, żaden podejrzliwy sąsiad nie podniósł wrzasku ani też nikt nie wypadł z gołym żelazem z samej faktorii.
- Pachołków trza przypilnować, coby który zawczas się nie ocknął - syknął Hariquiel - I zdałoby się jednego w cień odciągnąć, coby kto z nas na jego miejscu zasiadł, a ty byś się zdał ku temu najlepszi.
Rosły Tabadańczyk w lot pojął znaczenie słów elfa, zdarł z głowy najbliższego strażnika jego pocieszną myckę zakładając ją sobie na niesforną i krzywo przyciętą czuprynę, złapał pospołu z Mordentim bezwładnego nieszczęśnika przenosząc go w trymiga w głęboki cień rzucany przez jedną z szop. Obolały po zebranym od Aldura laniu Katańczyk ulżył sobie dwoma solidnymi kopniakami wymierzonymi nieprzytomnemu człowiekowi, potem zaś osunął się na kolana macając po pasie biedaka w poszukiwaniu jego mieszka.
- Ostaw jego sakiewkę, psiakrew! - syknął jeszcze głośniej wciąż kucający przy zastawionej kubkami z winem ławie Hariquiel - Mus nam pozory uczynić, że to pożar z wypadku, a nie umyślny czyn, tedy nie lza ich obrabować!
- A kto rzecze, że ich okradam? - prychnął w odpowiedzi Katańczyk - Ja chcę jeno zerknąć jak dobrze tutejsze kupce płacą, a nuż się do takowej roboty najmę.
Zostawiając towarzysza w cieniu szopy z jego ofiarą i jej mieszkiem Aldur wrócił co sił w nogach do Hariquiela i Goldastha, rozpinając następnemu z kolei strażnikowi pas z szablą i zakładając go sobie na biodra.
- Dychają - szepnął Tabadańczyk dostrzegając unoszące się w płytkim dechu piersi uśpionych strażników - Jak wyglądam, nadam się na jednego z takich onych?
Z pocieszną mycką na głowie i szablą u boku wyprostowany na całą wysokość Aldur sprawiał w ciemnościach wrażenie nader udanego podobieństwa, toteż elf cmoknął z uznaniem wskazując człowiekowi miejsce przy ławie.
- Powylewaj jeszcze wino, a beczułkę gdzie wyrzuć, coby nie za szybko kto pojął, żeśmy ich zatrutym trunkiem podeszli - dorzucił elf podnosząc się zwinnie z kucek - A ty, mości krasnoludzie, pozwól ze mną.
Pozostawiając obu ludziom dziedziniec faktorii pozostali dwaj najmici pomknęli co sił w nogach ku ciemnemu cichemu budynkowi z kamienia i drewna.
Wątek techniczny
Podoba mi się ta Wasza wymiana danych taktycznych w powyższych postach, tego rodzaju współpracę drużynową bardzo u BG cenię! Strażnicy żyją, chociaż płytko oddychają i nie reagują nawet na kopniaki Morientiego. Mają w sakiewkach trochę złota i srebra (info na PW Tzeentcha). Wokół cicho i spokojnie, Aldur siada w mycce na głowie na ławie rozlewając po ziemi zatrute wino.
Dwa zaległe pytania! Gdzie jest teraz piesek? Kto co zostawił w tawernie, a co ma przy sobie? (oraz ile mam Wam ewentualnie odpisać z sakiewek za napiwki, które zostawiliście personelowi za przypilnowanie tych rzeczy).
Nie pochwalam wyciągania czegokolwiek z tych sakiewek, a nuż moneta będzie umagiczniona i łatwo ją będzie zlokalizować, no, ale nie zamierzam też nad nikim stać i pilnować.. akcję należy przeprowadzić szybko i bez sprzeczek w zespole.
Akki jest w jednej z wąskich uliczek(można przyjąć, że przeciwległą do tej, z której obserwowaliśmy cały popis aktorski w wykonaniu Aldura i Moriento) przed bramą i obserwuje, w razie zagrożenia zagwiżdże na niego, jeśli usłyszy to doskoczy.. on hałas też może szczekaniem(a raczej wyciem) wznieść, ale nie przesadzając z inteligencją psa, raczej to będzie dla odwrócenia czyjejś uwagi niż dla ostrzeżenia ans o niebezpieczeństwie, bo ciężko mu będzie takowe zidentyfikować.
Co do karczmy to został tam mój łuk, kołczan i pakunek, w którym znajdzie się trochę jedzenia i książka. Jednej z usłużnych dziewek zostawiłem 35 tabarów i szeroki uśmiech, by przypilnowała tego, kiedy ja chwilę spaceru nad morzem zaznam, a z pewnością do niej wróce jak tylko zapach soli i ryb weźmie górę nad urokami wichru rozbijającego wodę, i choć pewnie zmęczony będę to stęskniony za ciepłą karczmą i jej urokami chętnie wysłucham co ciekawego działo się podczas mego spaceru i czy jakieś trudności z zaopiekowaniem się ekwipunkiem były
[mam nadzieje że cedzenie słodkich słówek pozwoli jej przymknąć oko na to, że gdziekolwiek wychodziłem tej nocy, a spacer nad morzem będzie tłumaczył ew. zapach ryb]
Akki jest w jednej z wąskich uliczek(można przyjąć, że przeciwległą do tej, z której obserwowaliśmy cały popis aktorski w wykonaniu Aldura i Moriento) przed bramą i obserwuje, w razie zagrożenia zagwiżdże na niego, jeśli usłyszy to doskoczy.. on hałas też może szczekaniem(a raczej wyciem) wznieść, ale nie przesadzając z inteligencją psa, raczej to będzie dla odwrócenia czyjejś uwagi niż dla ostrzeżenia ans o niebezpieczeństwie, bo ciężko mu będzie takowe zidentyfikować.
Co do karczmy to został tam mój łuk, kołczan i pakunek, w którym znajdzie się trochę jedzenia i książka. Jednej z usłużnych dziewek zostawiłem 35 tabarów i szeroki uśmiech, by przypilnowała tego, kiedy ja chwilę spaceru nad morzem zaznam, a z pewnością do niej wróce jak tylko zapach soli i ryb weźmie górę nad urokami wichru rozbijającego wodę, i choć pewnie zmęczony będę to stęskniony za ciepłą karczmą i jej urokami chętnie wysłucham co ciekawego działo się podczas mego spaceru i czy jakieś trudności z zaopiekowaniem się ekwipunkiem były
Nemo Me Impune Lacessit..