PBF - Łuski na oczach

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 25 lipca 2011, 11:37

Masz trochę racji, jednak obawiam się, iż zniknięcie na dodatek teraz to będzie przyznanie się do winy.. a pościg nie będzie długi - oni znają teren okoliczny, my nie do końca, poza tym listy gończe w całym Tabadanie obowiązują, a nasz rysopis, czy nawet wyciągnięcie imion od przewoźników nie będzie trudne. Raczej skupiłbym się na tym, na czym skupić się mieliśmy, a rankiem 'zgodnie z planem' wyjechał. Z wymienianiem waluty też bym się wstrzymał, w ostateczności jedynie u karczmarza jeśli 'jemu to bez różnicy', przy innych bym się monetami na wszelki wypadek nie chwalił.
Nemo Me Impune Lacessit..

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 25 lipca 2011, 16:54

- Nie wiem, kolego, skąd się w tobie bierze to, nad wyraz zacne, przekonanie, że nasze pozostanie w mieście cokolwiek zmieni. Jeśli wezmą nas na spytki, to już się raczej nie wywiniemy. A prędzej czy później wezmą nas na pewno. Taki pożar jest dokładnie badany - w momencie, gdy znajdą trupy, to nie zdziwiłbym się gdyby także przy użyciu magii. Nie musimy wyjeżdzać natychmiast, może być i jutro (w nocy straż będzie zajęta gaszeniem). Jeśli ktoś zauważył całą naszą czwórkę w drodze lub na miejscu, to opisze nas bez problemu. Najlepiej też byłoby się rozdzielić. Osobno elf i krasnolud nie pasują już tak łatwo do opisu...

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 25 lipca 2011, 18:37

- Jeśli wezmą nas na spytki, to wszystko zależeć będzie od giętkości języka i błysku umysłu.. - uśmiechnął się elf - nie uważam, że nasza obecność coś zmieni, jestem za to przekonany, że nasze zniknięcie może.. więc lepiej chyba z dwojga do wyboru zdecydować przespać się w tym hamaku, niż w ucieczce.. nie zrozum mnie źle, sam mam dość tego miasta, jednak działać rozważnie nam trzeba.. skąd ten spokój zapytasz? może to dlatego, że elfy wiele czasu mają? może dlatego, że natura działa powoli?a może dlatego, że skoro nie ma możliwości by się oczyścić z podejrzeń, to lepiej nie robić nic, coby się nie pogrążyć bardziej. A jeśli o rozdzieleniu mówisz? Coż na siłę nikogo za sobą wlókł nie będę.. nie zdziwiłbym się jednak jeśli później, komuś przez głowę myśl przejdzie, iż inny go wyda.. a wracając do wcześniejszego - tutaj krótka pauza - znów się powtórzę lepszy jest brak odstępstw od normalności i wcześniejszych planów, mniej podejrzeń budzi.. ale jak komu w sumieniu inaczej będzie świtało, to zrobi jak uważa..
Nemo Me Impune Lacessit..

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 25 lipca 2011, 19:57

- Więc nim sen nas zmoże ustalmy może co w razie potrzeby mówić będziemy, jeśliby nas o sprawki Osmudczyka pytali. Za jaki to niecny biznes nam zapłacił? Na jakich bezeceństwach noc nam minęła? I dlaczego nie interesuje nas to niecodzienne ognisko w mieście?

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 25 lipca 2011, 22:04

- A ja bym skurkowańca poszukał, bo to co nam wywinął płazem puścić nie mogę. Trza by się tylko zastanowić, gdzie się mógł zadekować a i popytać by trzeba było. Stawiałbym że na jakimś statku pewnie siedzi, albo w konkurencji tego całego Pifura. Może ktoś z karczmy widział gdzie idzie, albo może i go zna. Panienki służebne trza by podpytać, sypnąć tym złotem chłopcom na posyłki, może coś zapamiętali. A może zna sie kto na magii, co by nam pomóc mogła? No i przecie Akkiego wykorzystać się da, bo po zielach mieszki jeszcze zostały, to może co wywęszy? Albo może lepiej, niech te mieszki ze złotem powącha a jak ślad złapie, to my za nim pójdziem. Robić coś trza bo nam się grunt pod nogami pali.

Aldur rozejrzał się poważnie po pozostałych.

-Po uszy w szambie siedzim i nie czas teraz na błędy. Wspólna historia to dobry pomysł, trza ją szybko ustalić i jej się mocno trzymać. Tylko, który z nas miasto na tyle dobrze zna, żeby wiarygodną opowieść wymyślić? Przecie oni sprawdzić wszystko łatwo będą mogli. Lepiej straży unikać, albo brać nogi za pas, jak potrzeba zajdzie. Ja w każdym razie tanio skóry nie sprzedam.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 26 lipca 2011, 01:37

Zgarnąwszy monety obejrzał je podejrzliwie pod światło, popatrzył w zadumie wsłuchany w słowa karczmarza i wyszczerzywszy zębiska zapytał:
- Dyć prawicie, że nie obrzezane grosiwo, to może mienilibyście na miejscową walutę? - podrapał się kciukiem za uchem - Wam z kupcami zawsze w paradzie a my w potrzebie kaj szukać ich będziem...
Popatrzył uważnie na Tabadańczyka.

Wedle decyzji karczmarza - odejdę z miejscową walutą lub z tym co mam. Przyjdzie kupca czy kantoru jakiegoś poszukać.

Odwrócił się do kompanów łapiąc beczułkę pod pachę i zadudnił puszczając oko:
- Kiej mamy napitek, trza by go nam rozdysponować i lać w gardła, chodajta na taras, na świeże powietrze - odwrócił się do karczmarza - A tobołek z rana bym zabrał, może taka umowa być? Wstaniecie aby? Nie wiecie może też, przypadkiem aby, kaj naszego dobrodzieja najdziem? - wskazał znacząco beczułkę i mieszek - Sprawę jeszcze doń mamy...

Wedle decyzji karczmarza - tobołek zostaje do rana albo zabieram ze sobą. W sumie nie ma w nim takowych rzeczy bez których nie mógłbym się obyć.

Spojrzał na kompanów, podszedł bliżej idąc w kierunku tarasu i szepnął
konspiracyjnie:
- W kij mordy umoczone mamy, cztery trupy na koncie, jeden dopisany... - wciągnął charkotliwie powietrze nosem - Wybyć raczej nie sposób, zaraz ten tutaj dogadać może żeśmy dutki za robotę tajemną dostali, a na myśl im padnie cośmy się zawinęli jakoś szybko. Ranka nam czekać, jak nic ustalić kaj to żeśmy poleźli.
Zapatrzył się na Akkiego i mimowolnie wyciągnął ku niemu sękatą rękę, jednakże szybko cofnął, przypomniawszy sobie widać jego reakcję na Jeruda.
- Możem mieć takowe śpiewki... Pierwsza, żeśmy ruszyli w miasto za namową Orresa poszukać miejsca gdzie walki psów mają - popatrzył znacząco na Akki'ego - Ino labirynt ichnich uliczek nas pokonał i nie znaleźli my onego miejsca lubo wynikła między nami scysja. Hariquiel i Aldur w końcu nie chciał a my z Moriento byli za i od słowa do słowa do mordobicia doszło. Przynajmniej kinola rozbitego wytłumaczym...
Uśmiechnął się złośliwie patrząc na Moriento, westchnął ciężko kiwając głową.
- Druga wersja żeśma poszli na spacer do przystani czy poszukać lepiej płatnej roboty, aleśmy takoż pogubili się w uliczkach, mordobicie takoż możem dodać. Jeno ciężko może być jak nas popytają kaj szliśmy, chyba że ktoś ma rozeznanie to ustalimy jak wiodła droga.
Zdjął hełm i potarł się po łysej potylicy rozglądając się dookoła.
- Beczułkę trza nam kajś upłynnić, czucie mam, iże może być sprawiona niczym poprzednia, do hamaka możem nie dać rady dojść...
Skrzywił się na wspomnienie swej naiwności i wiary w słowa obcego jakoby ziółka jeno usypiać miały na kilka klepsydr obrotów a nie na spotkanie z Wiecznością.
- Jedno jeszcze, szukać tego co nas tak wprawnie wrobił, rzecz wyjaśnić lubo zapomnieć i rychło rankiem ruszać ku karawannikom... Śmierdząca ta sprawa i może choć warto wywiedzieć się za co nam może przyjść na sznurze powiewać...

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 26 lipca 2011, 09:03

- Wypytujący tak samo zwraca na siebie uwagę, jak ten, o którego wypytuje, stąd raczej zrezygnował bym z tego.. wyrównać rachunki, owszem, aczkolwiek jeśli się spieszyć będziem to w najlepszym wypadku zawiśnie nasz dobrodziej pomiędzy nami..
Co do roboty.. cóż, zapewne ktoś słyszał, że o walkach psów rozmawialiśmy, i że się nie zgodziliśmy.. jednak moglismy wyjść z Orresem, który na miejscowego nam się wydał z racji znania karczmy tajemnic trunkowych, by porównać psy w bardziej pokojowych warunkach - skakanie po deskach rozładowanych, bieganie po dachu etc. (z racji, że po dostarczeniu drewna dotarliśmy jakoś do karczmy, to każdy z grubsza drogę opisze, a niedokładności można zwalić na alkohol, ciemną porę jak i dysputę się ciągnącą niemal cały czas) po prezentacji mogło dojść do pewnego zakładu, choć tu ciężko tłumaczyć podział na 4 mieszki i słowa o pracy, jednak równie dobrze, mogliśmy udzielić rad i krótkiego, acz intensywnego szkolenia jego psa, by w ich zawodach dobrze się sprawił. Na koniec okazało się, że mieszka Orres przy sobie nie ma, jednak szlacheckie słowo dał, że jeszcze tej nocy ureguluje zapłatę i kogoś do karczmy wyśle.. a że jego ludzie widać lepiej miasto znają niż my i trochę pobłądziliśmy to i mieszki dotarły szybciej niż my sami.. A nos? podczas machania belkami, wspinaczki, ustawiania toru przeszkód etc. do wypadków dojść może..
Nemo Me Impune Lacessit..