PBF - Łuski na oczach
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Wstrzymując oddech i zapierając się jednocześnie podeszwami butów o deski wozu, Moriento wymacał palcami rękojeść noża, po czym ostrożnie ją pochwycił, zasłaniając ostrze przed wzrokiem strażników własnymi podciągniętymi pod brodę nogami. Gdyby podjął się tak zuchwałej próby ucieczki za dnia, nie miałaby ona najmniejszych szans powodzenia, ale teraz sprzyjała mu zarówno ciemność nocy jak i wyraźna łaskawość boskiego patrona. Wiszące na zbiegach ulic olejne lampy rozświetlały wąskie ulice miasta mdła poświata, która wystarczała woźnicy do powożenia, ale nie pozwalała spostrzec zbyt wielu szczegółów w zalegającym pomiędzy ścianami wysokich budynków mroku. Katańczyk dziękował w duchu opatrzności, że wszyscy strażnicy miejscy bez wyjątku byli ludźmi czystej krwi, pozbawionymi zdolności widzenia w ciemnościach charakterystycznej dla tych mieszańców, w których żyłach płynęła domieszka krwi orków.
Zaciskając zęby poruszył kilkakrotnie ostrzem noża, a ostra jak brzytwa klinga przecięła rzemień niczym bochenek miękkiego chleba, omal nie pozbawiając mężczyzny przy okazji kciuka. Nie zważając na rozcięty naskórek Moriento wsunął nóż z powrotem za swe buty, palcami jednej dłoni przytrzymując przecięte pęta tak, by w oczach strażników wciąż sprawiały wrażenie nienaruszonych.
Odzyskał swobodę ruchu, ale wciąż tkwił na rozpędzonym zaprzęgu w otoczeniu ośmiu tabadańskich strażników, którzy wyraźnie się przejęli śmiercią rodaka z rąk rzekomych najemnych zbirów. Zaprzęg mknął uliczkami na złamanie karku, od dłuższej chwili znajdując się w ruchu i z każdym uderzeniem serca przybliżając więźniów do spotkania z królewskimi katami. Moriento nie miał pojęcia, jaki właściwie plan miał Hariquiel, ale na pewno nie podzielał spokoju ducha elfa. Katańczyk już dawno przekonał się, że bogowie sprzyjają tym, którzy biorą inicjatywę we własne ręce, a nie czekają biernie na pomoc z zaświatów.
Wątek techniczny
Przyjąłem do wiadomości deklarację ucieczki i niebawem wezmę się do jej rozliczania, ale wpierw muszę wiedzieć, komu skrycie podasz nóż. Z lewej masz krasnoluda, z prawej Aldura. Elf wylądował na wozie jako ostatni, toteż siedzi oparty o lewą burtę w przeciwieństwie do Was, przyciskających plecy do kozła. Tzeentch, Morienti zauważa wyraźne wahanie Aldura, który sprawia wrażenie takie jakby wolał nie próbować ucieczki. Następne deklaracje? (czas ucieka).
Wstrzymując oddech i zapierając się jednocześnie podeszwami butów o deski wozu, Moriento wymacał palcami rękojeść noża, po czym ostrożnie ją pochwycił, zasłaniając ostrze przed wzrokiem strażników własnymi podciągniętymi pod brodę nogami. Gdyby podjął się tak zuchwałej próby ucieczki za dnia, nie miałaby ona najmniejszych szans powodzenia, ale teraz sprzyjała mu zarówno ciemność nocy jak i wyraźna łaskawość boskiego patrona. Wiszące na zbiegach ulic olejne lampy rozświetlały wąskie ulice miasta mdła poświata, która wystarczała woźnicy do powożenia, ale nie pozwalała spostrzec zbyt wielu szczegółów w zalegającym pomiędzy ścianami wysokich budynków mroku. Katańczyk dziękował w duchu opatrzności, że wszyscy strażnicy miejscy bez wyjątku byli ludźmi czystej krwi, pozbawionymi zdolności widzenia w ciemnościach charakterystycznej dla tych mieszańców, w których żyłach płynęła domieszka krwi orków.
Zaciskając zęby poruszył kilkakrotnie ostrzem noża, a ostra jak brzytwa klinga przecięła rzemień niczym bochenek miękkiego chleba, omal nie pozbawiając mężczyzny przy okazji kciuka. Nie zważając na rozcięty naskórek Moriento wsunął nóż z powrotem za swe buty, palcami jednej dłoni przytrzymując przecięte pęta tak, by w oczach strażników wciąż sprawiały wrażenie nienaruszonych.
Odzyskał swobodę ruchu, ale wciąż tkwił na rozpędzonym zaprzęgu w otoczeniu ośmiu tabadańskich strażników, którzy wyraźnie się przejęli śmiercią rodaka z rąk rzekomych najemnych zbirów. Zaprzęg mknął uliczkami na złamanie karku, od dłuższej chwili znajdując się w ruchu i z każdym uderzeniem serca przybliżając więźniów do spotkania z królewskimi katami. Moriento nie miał pojęcia, jaki właściwie plan miał Hariquiel, ale na pewno nie podzielał spokoju ducha elfa. Katańczyk już dawno przekonał się, że bogowie sprzyjają tym, którzy biorą inicjatywę we własne ręce, a nie czekają biernie na pomoc z zaświatów.
Wątek techniczny
Przyjąłem do wiadomości deklarację ucieczki i niebawem wezmę się do jej rozliczania, ale wpierw muszę wiedzieć, komu skrycie podasz nóż. Z lewej masz krasnoluda, z prawej Aldura. Elf wylądował na wozie jako ostatni, toteż siedzi oparty o lewą burtę w przeciwieństwie do Was, przyciskających plecy do kozła. Tzeentch, Morienti zauważa wyraźne wahanie Aldura, który sprawia wrażenie takie jakby wolał nie próbować ucieczki. Następne deklaracje? (czas ucieka).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Ulica zaczęła się w pewnej chwili piąć zauważalnie w górę, opuszczając gęstą zabudowę portowej dzielnicy i zmierzając ostrymi zakosami ku posiadłościom bogatszych Tahargarczyków wzniesionym na górujących nad portem wzgórzach. Moriento zerknął w bok spozierając wprost na labirynt grząskich błotnistych uliczek, zaułków, opłotków i szop tworzących przylegającą do portu dzielnicę biedoty, oszacował w myślach swe szanse na nagłą ucieczkę. Zaprzęg zwolnił na stromym podjeździe, toteż zeskok z niego nie groził już pewnym połamaniem wszystkich kości. Od plątaniny tonących w mroku ścieżek i nędznych lepianek dzieliła go jedynie porośnięta trawą skarpa.
Katańczyk napiął mięśnie gotowiąc się do działania...
Wątek techniczny
Pozornie najdogodniejszy moment do ucieczki, bo później będzie już zdecydowanie trudniej. Zaprzęg zwolnił i jedzie ukośnie wzdłuż stromego wzniesienia. Strażnicy zdają się zbierać emocjonalnie po szaleńczym pierwszym etapie jazdy, toteż ich czujność uległa pewnemu stępieniu. Ponieważ Tzeentch deklarował wcześniej nękanie koni Magicznymi Pociskami czy też inne akty sabotażu, bardzo poproszę o dokładne rozpisanie ucieczki krok po kroku, żebym wiedział co kiedy testować.
Ulica zaczęła się w pewnej chwili piąć zauważalnie w górę, opuszczając gęstą zabudowę portowej dzielnicy i zmierzając ostrymi zakosami ku posiadłościom bogatszych Tahargarczyków wzniesionym na górujących nad portem wzgórzach. Moriento zerknął w bok spozierając wprost na labirynt grząskich błotnistych uliczek, zaułków, opłotków i szop tworzących przylegającą do portu dzielnicę biedoty, oszacował w myślach swe szanse na nagłą ucieczkę. Zaprzęg zwolnił na stromym podjeździe, toteż zeskok z niego nie groził już pewnym połamaniem wszystkich kości. Od plątaniny tonących w mroku ścieżek i nędznych lepianek dzieliła go jedynie porośnięta trawą skarpa.
Katańczyk napiął mięśnie gotowiąc się do działania...
Wątek techniczny
Pozornie najdogodniejszy moment do ucieczki, bo później będzie już zdecydowanie trudniej. Zaprzęg zwolnił i jedzie ukośnie wzdłuż stromego wzniesienia. Strażnicy zdają się zbierać emocjonalnie po szaleńczym pierwszym etapie jazdy, toteż ich czujność uległa pewnemu stępieniu. Ponieważ Tzeentch deklarował wcześniej nękanie koni Magicznymi Pociskami czy też inne akty sabotażu, bardzo poproszę o dokładne rozpisanie ucieczki krok po kroku, żebym wiedział co kiedy testować.
Będę skakał kiedy już będzie przyspieszał. Jak napisałem wcześniej powinno to być miejsce, w którym odchodzi jakaś boczna uliczka, żebym mógł od razu tamtędy dawać nogę. W locie albo magiczna siła mająca na celu złagodzenie lądowania, albo lądowanie na zręczność (tylko mi nie mów, że nie wiem, czy ten czar można tak zastosować - jestem profesjonalistą i takie rzeczy, o ile są wykonalne, powinny wchodzić w zakres mojego szkolenia). Na ziemi szybki magiczny pocisk w konia i pełnym gazem spadamy stamtąd.
Plan jest taki, żeby być szybszym od strażników (mam nadzieję, że nie będą w stanie zsiąść z wozu, a jeśli nawet ktoś spadnie to raczej się potłucze, poza tym - zdjęcie kusz i naciagnięcie to przynajmniej kilka rund). Jak będą strzelać to unikać - jak nie to pełny sprint. Jeśli rzucą się w pościg to nieobciążony pancerzami i tak powinienem być szybszy. Domyślam się że ewentualni mieszkańcy raczej będą pomagać straży, więc w miarę możliwości unikam spotkań z ludźmi. W dogodnym momencie, kiedy mnie nikt nie będzie widział chcę spróbować wspiąc się na jakiś balkon, albo lepiej na dachy (do wspiania się raczej czary mi nie pomogą - chociaż nie wiem, jak to rozliczasz ze strony mechaniki). Po dachach kiepsko im będzie mnie ścigać. Pytanie tylko na ile szerokie są boczne uliczki, żebym sam nie zagnał sie na dachu w ślepy zaułek - musze mieć jakąś możliwość dalszej ucieczki.
Jeśli nie dam rady wejść na dachy, ani inaczej unikać pogoni to pozostaje próba szybkiego wydostania się z miasta - jeśli umiem pływac to mogę kierować sie do portu. To spore miasto, muszą tam być jakieś magazyny, w których można kluczyć, w najgorszym wypadku skok do wody i próba schowania się pod nabrzeżami lub wśród łodzi - ale to ostateczność. Jeśli nie umiem pływać to musze dostać się na mury i szybko się z nich spuścić... lub chociaż przywiązac linę i udawać że uciekłem zaszywając się jednocześnie w jakimś zaułku, żeby szukali mnie gdzie indziej... ale to wszystko pieśń przyszłości :p
O taki opis ci chodziło?
Plan jest taki, żeby być szybszym od strażników (mam nadzieję, że nie będą w stanie zsiąść z wozu, a jeśli nawet ktoś spadnie to raczej się potłucze, poza tym - zdjęcie kusz i naciagnięcie to przynajmniej kilka rund). Jak będą strzelać to unikać - jak nie to pełny sprint. Jeśli rzucą się w pościg to nieobciążony pancerzami i tak powinienem być szybszy. Domyślam się że ewentualni mieszkańcy raczej będą pomagać straży, więc w miarę możliwości unikam spotkań z ludźmi. W dogodnym momencie, kiedy mnie nikt nie będzie widział chcę spróbować wspiąc się na jakiś balkon, albo lepiej na dachy (do wspiania się raczej czary mi nie pomogą - chociaż nie wiem, jak to rozliczasz ze strony mechaniki). Po dachach kiepsko im będzie mnie ścigać. Pytanie tylko na ile szerokie są boczne uliczki, żebym sam nie zagnał sie na dachu w ślepy zaułek - musze mieć jakąś możliwość dalszej ucieczki.
Jeśli nie dam rady wejść na dachy, ani inaczej unikać pogoni to pozostaje próba szybkiego wydostania się z miasta - jeśli umiem pływac to mogę kierować sie do portu. To spore miasto, muszą tam być jakieś magazyny, w których można kluczyć, w najgorszym wypadku skok do wody i próba schowania się pod nabrzeżami lub wśród łodzi - ale to ostateczność. Jeśli nie umiem pływać to musze dostać się na mury i szybko się z nich spuścić... lub chociaż przywiązac linę i udawać że uciekłem zaszywając się jednocześnie w jakimś zaułku, żeby szukali mnie gdzie indziej... ale to wszystko pieśń przyszłości :p
O taki opis ci chodziło?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Zaczekasz, aż Goldasth i Aldur przetną sobie więzy, czy ratujesz od razu własną skórę? Sam plan ucieczki mi pasuje, w zasadzie mogę zacząć kostkować, kiedy tylko dostanę odpowiedź na powyższe pytanie.
Automatycznie przyjmuję, że Goldasth dostał nóż jako pierwszy.
Rzucenie czaru w trakcie skoku to rzut na 1/2 UM, gwoli ścisłości.
Zaczekasz, aż Goldasth i Aldur przetną sobie więzy, czy ratujesz od razu własną skórę? Sam plan ucieczki mi pasuje, w zasadzie mogę zacząć kostkować, kiedy tylko dostanę odpowiedź na powyższe pytanie.
Automatycznie przyjmuję, że Goldasth dostał nóż jako pierwszy.
Rzucenie czaru w trakcie skoku to rzut na 1/2 UM, gwoli ścisłości.
Ja mimo wszystko staram się zachować spokój. Nie zamierzam nikogo powstrzymywać, ale myślę, że ta akcja zbyt dużych szans na powodzenie nie ma i swoje nadzieje pokładam bardziej w Akkim .. i Orresie. Ew. będę próbował się ratować pod samym pałacem, chwila przekazania obowiązków jest tak naprawdę chwilą, gdzie nikt za nic nie odpowiada, więc to właściwy moment.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Moriento odwrócił głowę od poruszającego ostrożnie nożem krasnoluda, ponownie szacując wzrokiem stromą skarpę i podejmując w myślach decyzję. Labirynt lepianek oferował mu pełną kryjówek drogę ucieczki, gdzie strażnicy szybko mogli stracić trop, toteż nie zamierzał już dłużej zwlekać.
I kiedy skrywana pieczołowicie klinga skradzionego noża przecięła rzemień pętający nadgarstki Goldastha, Katańczyk zerwał się nagle na równe nogi na podobieństwo atakującej żmii, ku osłupieniu strażników łapiąc burtę zaprzęgu i przerzucając ciężar ciała na drugą stronę.
Wykrzyczane w ułamku chwili zaklęcie sprawiło, że Moriento dosłownie spłynął na ziemię miast grzmotnąć o nią na podobieństwo worka warzyw, lądując na ugiętych nogach ku zdumieniu podnoszących ostrzegawczy wrzask strażników. Dziesiętnik siedzący dotąd w koźle odwrócił się w miejscu łapiąc za przypasaną do boku szablę, wóczas jednak okrzyki podrywających się z miejsc Tabadańczyków zmieniły znienacka brzmienie przechodząc w ton czystej grozy.
Moriento wykrzyczał kolejne zaklęcie i z palców jego dłoni wystrzeliła skrząca się iskrami kulka niebieskiego światła, która w mgnieniu oka dosięgnęła najbliższego końskiego zadu. Porażony magiczną mocą koń zakwiczał przeraźliwie, wydając z siebie dźwięk podnoszący włosy na głowie, runął do przodu jak oszalały wprawiając w panikę pozostałe zwierzęta.
Sześciu siedzących w tylnej części zaprzęgu strażników nie miało pojęcia, co ich właściwie spotkało, bo nieludzki lęk przeistoczył ich głosy do postaci oszalałego skowytu. Wszyscy runęli w dół, wprost pod wóz, przenikając przez deski zaprzęgu niczym przez mgłę, jakby znienacka przestała ona istnieć. Sześć ludzkich ciał uderzyło z głuchym hukiem w bruk, zbiło się w masę poplątanych członków zgniecionych okutymi żelazem kołami i masywną belką tylnej osi pojazdu.
Wątek techniczny
Rzut na UM dla Magicznej Siły wyniósł 5, udany. Lądowanie na poboczu drogi bez szwanku. Na wozie wrzask. Rzut na UM dla Magicznego Pocisku wyniósł 65, udany, koń rzuca się do przodu wprawiając w panikę pozostałe zwierzęta. Ale na wozie wydarzyło się coś jeszcze, coś bardzo zadziwiającego.
Moriento odwrócił głowę od poruszającego ostrożnie nożem krasnoluda, ponownie szacując wzrokiem stromą skarpę i podejmując w myślach decyzję. Labirynt lepianek oferował mu pełną kryjówek drogę ucieczki, gdzie strażnicy szybko mogli stracić trop, toteż nie zamierzał już dłużej zwlekać.
I kiedy skrywana pieczołowicie klinga skradzionego noża przecięła rzemień pętający nadgarstki Goldastha, Katańczyk zerwał się nagle na równe nogi na podobieństwo atakującej żmii, ku osłupieniu strażników łapiąc burtę zaprzęgu i przerzucając ciężar ciała na drugą stronę.
Wykrzyczane w ułamku chwili zaklęcie sprawiło, że Moriento dosłownie spłynął na ziemię miast grzmotnąć o nią na podobieństwo worka warzyw, lądując na ugiętych nogach ku zdumieniu podnoszących ostrzegawczy wrzask strażników. Dziesiętnik siedzący dotąd w koźle odwrócił się w miejscu łapiąc za przypasaną do boku szablę, wóczas jednak okrzyki podrywających się z miejsc Tabadańczyków zmieniły znienacka brzmienie przechodząc w ton czystej grozy.
Moriento wykrzyczał kolejne zaklęcie i z palców jego dłoni wystrzeliła skrząca się iskrami kulka niebieskiego światła, która w mgnieniu oka dosięgnęła najbliższego końskiego zadu. Porażony magiczną mocą koń zakwiczał przeraźliwie, wydając z siebie dźwięk podnoszący włosy na głowie, runął do przodu jak oszalały wprawiając w panikę pozostałe zwierzęta.
Sześciu siedzących w tylnej części zaprzęgu strażników nie miało pojęcia, co ich właściwie spotkało, bo nieludzki lęk przeistoczył ich głosy do postaci oszalałego skowytu. Wszyscy runęli w dół, wprost pod wóz, przenikając przez deski zaprzęgu niczym przez mgłę, jakby znienacka przestała ona istnieć. Sześć ludzkich ciał uderzyło z głuchym hukiem w bruk, zbiło się w masę poplątanych członków zgniecionych okutymi żelazem kołami i masywną belką tylnej osi pojazdu.
Wątek techniczny
Rzut na UM dla Magicznej Siły wyniósł 5, udany. Lądowanie na poboczu drogi bez szwanku. Na wozie wrzask. Rzut na UM dla Magicznego Pocisku wyniósł 65, udany, koń rzuca się do przodu wprawiając w panikę pozostałe zwierzęta. Ale na wozie wydarzyło się coś jeszcze, coś bardzo zadziwiającego.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Dziesiętnik nie dał się zaskoczyć, nie dał się złapać (Avnar zadeklarował atak w oparciu o znajomość zapasów). Szansa wynosiła 22%, wyrzuciłem 61 na 1k100. Zaprzęg wciąż jedzie, bardzo szybko, jest na nim dziesiętnik i woźnica (obaj w koźle) oraz trzech więźniów (dwóch wciąż skrępowanych, krasnolud wolny i uzbrojony w nóż). Co do pozostałych strażników, spotkała ich bolesna niespodzianka, bo wpadając pod wóz odnieśli ciężkie obrażenia (wyobraźcie sobie sześciu chłopa wpadających razem pod tylną oś zaprzęgu - tu nie idzie wyłącznie o pogruchotane kości, ale pewnie i skręcone karki).
Ktoś się domyśla, co się stało?
Dziesiętnik nie dał się zaskoczyć, nie dał się złapać (Avnar zadeklarował atak w oparciu o znajomość zapasów). Szansa wynosiła 22%, wyrzuciłem 61 na 1k100. Zaprzęg wciąż jedzie, bardzo szybko, jest na nim dziesiętnik i woźnica (obaj w koźle) oraz trzech więźniów (dwóch wciąż skrępowanych, krasnolud wolny i uzbrojony w nóż). Co do pozostałych strażników, spotkała ich bolesna niespodzianka, bo wpadając pod wóz odnieśli ciężkie obrażenia (wyobraźcie sobie sześciu chłopa wpadających razem pod tylną oś zaprzęgu - tu nie idzie wyłącznie o pogruchotane kości, ale pewnie i skręcone karki).
Ktoś się domyśla, co się stało?
Zakładam, że to jakis czar iluzjonistyczny, ale wnikac nie będę. Sytuacja się zmieniła.
Pytanie tylko na ile szybko jedzie wóz - ciała wpadające pod koła mogły go spowolnić na jakiś czas.
Jeśli strażnicy są potrzaskani to moge spróbować pomóc kamratom.
Jeśli wóz oddala się dość szybko, to Magiczny Pocisk w dziesiętnika - niech go chociaż zdekoncentruje, zawsze to coś, a reszta rundy to szybki doskok do leżących strażników (wybieram leżacego blisko i możliwie mocno zmasakrowanego) i zabieram jego noż - warto mieć coś do obrony... a i okiennice łatwiej otworzyć :p Jednocześnie szepcę też nad nim - Konaj długo, na chwałę Seta. Dzięki ci Panie.
Jeśli wóz miałby zwalniać, to rezygnuję z pocisku, łapię broń i włączam tryb ewakuacji.
Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja, ale wstępny plan polega na daniu nogi, moi towarzysze mogą skakać za burtę nawet ze związanymi rękami, ale nie mogę zapominać strażnikach (strażniku?), którzy tam jeszcze są. W moim interesie jest zawinąć się stąd jak najszybciej...
Pytanie tylko na ile szybko jedzie wóz - ciała wpadające pod koła mogły go spowolnić na jakiś czas.
Jeśli strażnicy są potrzaskani to moge spróbować pomóc kamratom.
Jeśli wóz oddala się dość szybko, to Magiczny Pocisk w dziesiętnika - niech go chociaż zdekoncentruje, zawsze to coś, a reszta rundy to szybki doskok do leżących strażników (wybieram leżacego blisko i możliwie mocno zmasakrowanego) i zabieram jego noż - warto mieć coś do obrony... a i okiennice łatwiej otworzyć :p Jednocześnie szepcę też nad nim - Konaj długo, na chwałę Seta. Dzięki ci Panie.
Jeśli wóz miałby zwalniać, to rezygnuję z pocisku, łapię broń i włączam tryb ewakuacji.
Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja, ale wstępny plan polega na daniu nogi, moi towarzysze mogą skakać za burtę nawet ze związanymi rękami, ale nie mogę zapominać strażnikach (strażniku?), którzy tam jeszcze są. W moim interesie jest zawinąć się stąd jak najszybciej...
Ostatnio zmieniony 04 sierpnia 2011, 00:07 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.
Skoro jestem wolny, strażnicy się "upłynnili", w zależności od sytuacji podaję nóż Hariquielowi z okrzykiem aby się uwalniał lub staram się pomóc Aldurowi uwolnić i wesprzeć go z dziesiętnikiem. Liczę na to że elf nas wesprze, a przynajmniej pomoże uwolnić się Aldurowi.
Ostatnio zmieniony 03 sierpnia 2011, 23:59 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
Hariquiel odbierając nóż od Goldastha w głowie miał pełno wątpliwości, z pewnością wolałby zostać uniewinniony, niż zostać zbiegiem, ściganym być może w całym królestwie. Jednak nie był to czas by wybrzydzać. Rozciął więc swe pęta, wstał na wozie i w towarzystwie dość głośnego, aczkolwiek niezwykle krótkiego gwizdu, wskazał ramieniem dziesiętnika, by zaledwie chwilę później ciąć więzy Aldura i przekazać mu noż.
Póki co zbyt wiele nie zrobię, nie mam amuletu ni broni, którą umiałbym się posługiwać. Jeśli uda się unieszkodliwić dziesiętnika i woźnicę, będę się starał zatrzymać wóz - w tej sytuacji pałac zdecydowanie nie jest dobrym miejscem by tam jechać.
Pytanie czy to ci strażnicy odbierali nam mieszki i amulety? Jeśli tak to czy dziesiętnik ma je przy sobie czy zostały na posterunku?
Póki co zbyt wiele nie zrobię, nie mam amuletu ni broni, którą umiałbym się posługiwać. Jeśli uda się unieszkodliwić dziesiętnika i woźnicę, będę się starał zatrzymać wóz - w tej sytuacji pałac zdecydowanie nie jest dobrym miejscem by tam jechać.
Pytanie czy to ci strażnicy odbierali nam mieszki i amulety? Jeśli tak to czy dziesiętnik ma je przy sobie czy zostały na posterunku?
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Moriento zdążył zeskoczyć z nawierzchni krętej brukowanej drogi na trawiastą skarpę, kiedy donośny huk uderzającego w kamień żelastwa i wrzaski bólu osadziły go znienacka w miejscu. Okręcając się w miejscu Katańczyk wytrzeszczył ze zdumienia oczy, bo droga za odjeżdżającym pośród kwiku spanikowanych koni zaprzęgiem usiana była poruszającymi się niemrawo ciałami tabadańskich strażników.
Katański czarodziej nie miał pojęcia, co takiego stało się przed chwilą na wozie, chociaż instynkt podpowiadał mu, że stał się świadkiem morderczego w skutkach zaklęcia iluzjonistycznego. Zmiażdżeni belką tylnej osi wozu, powleczeni za nią kilka metrów i najechani w niektórych przypadkach ciężkimi kołami mężczyźni nie byli w stanie podnieść się na nogi, krwawiąc z otwartych złamań i krzycząc przeraźliwie. Moriento runął w ich stronę co sił w nogach, podpierając się w drodze na górę skarpy rękami i łapiąc palcami kępy dającej mu oparcie trawy. Kątem oka dostrzegł oddalający się wóz, na którym w ciemnościach nocy szamotały się jakieś sylwetki. Przez ułamek chwili w jego umyśle pojawił się pomysł posłania w ślad za którymś z ocalałych strażników kolejnego zaklęcia, ale natychmiast z tego zrezygnował, nie potrafiąc rozstrzygnąć w mroku, kto był właściwie kim w koźle wozu.
Któryś z Tabadańczyków pozbierał się w końcu na czworaki potrząsając w oszołomieniu głową, on też pierwszy runął z powrotem na bruk kopnięty z całej siły w bok. Moriento wyrwał z pochwy u pasa mężczyzny długi obosieczny nóż, zważył go w dłoni, po czym wymierzył kopniaka następnemu strażnikowi, zwijającemu się z bólu z przyciśniętą do piersi złamaną ręką. Chociaż ciemności nie pozwalały zyskać pewności, Katańczyk gotów był pójść w zakład, że co najmniej dwaj z nieszczęśników zrzuconych z zaprzęgu skręcili sobie karki, trzeci zaś miał najwyraźniej strzaskany kręgosłup.
- Obyś konał jak najdłużej, ku chwale Seta - sarknął do ucha Tahargarczyka czarodziej, przypadając na kolana obok umierającego człowieka i wyciągając mu zza pasa drugi nóż.
Przez jego umysł przemykał szaleńczy potok myśli, równie szybko jak odjeżdżający coraz dalej zaprzęg. Katańczyk nie miał pojęcia, kto odpowiadał za rzeź strażników miejskich i nie zamierzał w to wnikać, mając świadomość tego, że w razie schwytania przez tutejszych stróżów prawa śmierć w męczarniach groziła każdemu z przewożonych do pałacu więźniów, nie tylko zaś winnemu tej rzezi iluzjoniście.
Wątek techniczny
Nie rzuciłem Magicznym Pociskiem w dziesiętnika, bo wskutek szarpaniny na oddalającym się wozie i w ciemności Moriento nie był w stanie stwierdzić, kto właściwie powinien być celem (nie ma widzenia w ciemności). Na otarcie łez pozyskałem dla Katańczyka dwa noże zamiast jednego, co więcej: istnieje opcja dalszego rabunku sponiewieranych strażników, trzeba tylko wpierw porządnie obić tych próbujących się pozbierać (a bardzo kiepsko im to idzie). Mają prócz noży szable i kusze, mają płaszcze, którymi mag mógłby się w mroku opatulić, mają eleganckie podkute buty i koronkowe majtasy, nic tylko ich z wszystkiego obdzierać! Nikt w najbliższym otoczeniu nie spostrzegł jeszcze źródła hałasu na drodze, chociaż w pobliskich slumsach rozszczekały się zaniepokojone psy.
Moriento zdążył zeskoczyć z nawierzchni krętej brukowanej drogi na trawiastą skarpę, kiedy donośny huk uderzającego w kamień żelastwa i wrzaski bólu osadziły go znienacka w miejscu. Okręcając się w miejscu Katańczyk wytrzeszczył ze zdumienia oczy, bo droga za odjeżdżającym pośród kwiku spanikowanych koni zaprzęgiem usiana była poruszającymi się niemrawo ciałami tabadańskich strażników.
Katański czarodziej nie miał pojęcia, co takiego stało się przed chwilą na wozie, chociaż instynkt podpowiadał mu, że stał się świadkiem morderczego w skutkach zaklęcia iluzjonistycznego. Zmiażdżeni belką tylnej osi wozu, powleczeni za nią kilka metrów i najechani w niektórych przypadkach ciężkimi kołami mężczyźni nie byli w stanie podnieść się na nogi, krwawiąc z otwartych złamań i krzycząc przeraźliwie. Moriento runął w ich stronę co sił w nogach, podpierając się w drodze na górę skarpy rękami i łapiąc palcami kępy dającej mu oparcie trawy. Kątem oka dostrzegł oddalający się wóz, na którym w ciemnościach nocy szamotały się jakieś sylwetki. Przez ułamek chwili w jego umyśle pojawił się pomysł posłania w ślad za którymś z ocalałych strażników kolejnego zaklęcia, ale natychmiast z tego zrezygnował, nie potrafiąc rozstrzygnąć w mroku, kto był właściwie kim w koźle wozu.
Któryś z Tabadańczyków pozbierał się w końcu na czworaki potrząsając w oszołomieniu głową, on też pierwszy runął z powrotem na bruk kopnięty z całej siły w bok. Moriento wyrwał z pochwy u pasa mężczyzny długi obosieczny nóż, zważył go w dłoni, po czym wymierzył kopniaka następnemu strażnikowi, zwijającemu się z bólu z przyciśniętą do piersi złamaną ręką. Chociaż ciemności nie pozwalały zyskać pewności, Katańczyk gotów był pójść w zakład, że co najmniej dwaj z nieszczęśników zrzuconych z zaprzęgu skręcili sobie karki, trzeci zaś miał najwyraźniej strzaskany kręgosłup.
- Obyś konał jak najdłużej, ku chwale Seta - sarknął do ucha Tahargarczyka czarodziej, przypadając na kolana obok umierającego człowieka i wyciągając mu zza pasa drugi nóż.
Przez jego umysł przemykał szaleńczy potok myśli, równie szybko jak odjeżdżający coraz dalej zaprzęg. Katańczyk nie miał pojęcia, kto odpowiadał za rzeź strażników miejskich i nie zamierzał w to wnikać, mając świadomość tego, że w razie schwytania przez tutejszych stróżów prawa śmierć w męczarniach groziła każdemu z przewożonych do pałacu więźniów, nie tylko zaś winnemu tej rzezi iluzjoniście.
Wątek techniczny
Nie rzuciłem Magicznym Pociskiem w dziesiętnika, bo wskutek szarpaniny na oddalającym się wozie i w ciemności Moriento nie był w stanie stwierdzić, kto właściwie powinien być celem (nie ma widzenia w ciemności). Na otarcie łez pozyskałem dla Katańczyka dwa noże zamiast jednego, co więcej: istnieje opcja dalszego rabunku sponiewieranych strażników, trzeba tylko wpierw porządnie obić tych próbujących się pozbierać (a bardzo kiepsko im to idzie). Mają prócz noży szable i kusze, mają płaszcze, którymi mag mógłby się w mroku opatulić, mają eleganckie podkute buty i koronkowe majtasy, nic tylko ich z wszystkiego obdzierać! Nikt w najbliższym otoczeniu nie spostrzegł jeszcze źródła hałasu na drodze, chociaż w pobliskich slumsach rozszczekały się zaniepokojone psy.