PBF - Łuski na oczach
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Pochwycony za ramię dziesiętnik targnął się tak silnie, że rękaw urwał mu się pośród suchego trzasku pozostając w dłoniach Aldura. W dłoni podoficera pojawił się wyszarpnięty zza pasa nóż, toteż rosły Tabadańczyk cofnął się o krok dając pilnie baczenie, bo wskutek podskoków pędzącego zaprzęgu nie wpaść przypadkiem na nie stawiające żadnego oporu deski w tylnej części wozu.
- Poddajcie się, parszywcy! - wrzasnął w talinoi dziesiętnik, zapierając się jedną nogą o oparcie kozła i miotając głową w obie strony od drwala do krasnoluda i z powrotem - Nie wyjdziecie z tego żywi!
Woźnica pochylił się jeszcze bardziej w koźle i targnął za lejce próbując zatrzymać konie w miejscu, by dać sobie tym samym szansę ucieczki z zaprzęgu bez skręcenia karku. Dziesiętnik najwidoczniej nie spodziewał się takiego przejawu zdrowego rozsądku, bo kiedy zaprzęg znienacka zaczął hamować, mężczyzna stracił równowagę i runął z dzikim wrzaskiem wprost na dyszel, a z niego pomiędzy wierzgające dziko konie. Porażone czymś chwilę wcześniej zwierzę, które zapoczątkowało ten szaleńczy pęd rzucało się na wszystkie strony, a z okrągłej oparzeliny na jego zadzie wciąż unosił się siwy dym przesiąknięty odorem spalonej skóry i tłuszczu.
Goldasth cisnął nóż na podołek leżącego na wznak elfa i rzucił się w stronę woźnicy, ten jednak okazał się nie tylko bystry, ale i szybki w nogach. Odrzuciwszy lejce skoczył z zaprzęgu na pobocze drogi i popędził na złamanie karku w stronę najbliższych domostw na szczycie wzniesienia, wrzeszcząc wniebogłosy o napadzie i wzywając pomocy.
Wątek techniczny
Zatrzymany w miejscu zaprzęg znajduje się teraz pięćdziesiąt metrów od miejsca, gdzie z wozu spadli strażnicy jadący w tyle pojazdu. Zakładam, że Hariquiel i Aldur czym prędzej przetną swe więzy, a co potem? Dziesiętnik jest na razie deptany przez niespokojne konie, ale prędzej czy później się spod kopyt wydostanie. Woźnica nie stwarza zagrożenia, ciężko natomiast będzie łobuza dogonić.
Pięćdziesiąt metrów w tyle Moriento właśnie wszedł w posiadanie drugiego noża i znów szykuje się do sprintu w stronę slumsów (chyba, że wpierw odrze jeszcze któregoś strażnika z koronkowych majtasów). Co robicie?
Pochwycony za ramię dziesiętnik targnął się tak silnie, że rękaw urwał mu się pośród suchego trzasku pozostając w dłoniach Aldura. W dłoni podoficera pojawił się wyszarpnięty zza pasa nóż, toteż rosły Tabadańczyk cofnął się o krok dając pilnie baczenie, bo wskutek podskoków pędzącego zaprzęgu nie wpaść przypadkiem na nie stawiające żadnego oporu deski w tylnej części wozu.
- Poddajcie się, parszywcy! - wrzasnął w talinoi dziesiętnik, zapierając się jedną nogą o oparcie kozła i miotając głową w obie strony od drwala do krasnoluda i z powrotem - Nie wyjdziecie z tego żywi!
Woźnica pochylił się jeszcze bardziej w koźle i targnął za lejce próbując zatrzymać konie w miejscu, by dać sobie tym samym szansę ucieczki z zaprzęgu bez skręcenia karku. Dziesiętnik najwidoczniej nie spodziewał się takiego przejawu zdrowego rozsądku, bo kiedy zaprzęg znienacka zaczął hamować, mężczyzna stracił równowagę i runął z dzikim wrzaskiem wprost na dyszel, a z niego pomiędzy wierzgające dziko konie. Porażone czymś chwilę wcześniej zwierzę, które zapoczątkowało ten szaleńczy pęd rzucało się na wszystkie strony, a z okrągłej oparzeliny na jego zadzie wciąż unosił się siwy dym przesiąknięty odorem spalonej skóry i tłuszczu.
Goldasth cisnął nóż na podołek leżącego na wznak elfa i rzucił się w stronę woźnicy, ten jednak okazał się nie tylko bystry, ale i szybki w nogach. Odrzuciwszy lejce skoczył z zaprzęgu na pobocze drogi i popędził na złamanie karku w stronę najbliższych domostw na szczycie wzniesienia, wrzeszcząc wniebogłosy o napadzie i wzywając pomocy.
Wątek techniczny
Zatrzymany w miejscu zaprzęg znajduje się teraz pięćdziesiąt metrów od miejsca, gdzie z wozu spadli strażnicy jadący w tyle pojazdu. Zakładam, że Hariquiel i Aldur czym prędzej przetną swe więzy, a co potem? Dziesiętnik jest na razie deptany przez niespokojne konie, ale prędzej czy później się spod kopyt wydostanie. Woźnica nie stwarza zagrożenia, ciężko natomiast będzie łobuza dogonić.
Pięćdziesiąt metrów w tyle Moriento właśnie wszedł w posiadanie drugiego noża i znów szykuje się do sprintu w stronę slumsów (chyba, że wpierw odrze jeszcze któregoś strażnika z koronkowych majtasów). Co robicie?
Woźnica uciec nie może. Robię to co zadeklarowałem wcześniej, tyle że szybciej. Chcę przeciąć swoje więzy i więzy Aldura. Wskazać dziesiętnika Akkiemu, a sam dosiąść jednego ze zdrowych koni, odciąć go od dyszla i nim stratować woźnice. Jakby zdroworozsądkowy i szybki nie był przed koniem raczej nie ucieknie, a aż tak dużej przewagi nie ma, co by go jeździec nie dogonił..
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Jak mam rozumieć całościowo deklarację elfa? Chcesz tego uciekiniera stratować, a co potem? Zostawić? Udusić? Uśmiercić w inny spektakularny sposób? Co w takim razie z dziesiętnikiem? (zaznaczam, że obaj mają przy sobie szable). I co z tymi strażnikami na drodze, którzy ciągle żyją?
Jak mam rozumieć całościowo deklarację elfa? Chcesz tego uciekiniera stratować, a co potem? Zostawić? Udusić? Uśmiercić w inny spektakularny sposób? Co w takim razie z dziesiętnikiem? (zaznaczam, że obaj mają przy sobie szable). I co z tymi strażnikami na drodze, którzy ciągle żyją?
Dziesiętnika zastawiam Akkiemu i Aldurowi, ja sobie z nim nie poradzę, a skoro jest obecnie pod końmi i wspomniana dwójka mam nadzieję zaraz się nim zajmie, nie powinienem mieć problemu by dosiąść konia i odciąć go od dyszla.
Co z woźnicą - cel podstawowy jest taki by nie dać mu dobiec do żadnych (nie)ludzi, chcę więc w niego z impetem wbiec tak by koń stratował go bądź przednimi kopytami, bądź bokiem z przedniej strony (okolice obojczyka). Chcę go też unieruchomić, więc koń będzie musiał po nim się 'przedreptać' bo innego sposobu nie mam. Wcale nie jest zabiciem go, jednak jeśli zginie (zwłaszcza biorąc pod uwagę moje nastawienie moralne) płakać nie będę..
Co z woźnicą - cel podstawowy jest taki by nie dać mu dobiec do żadnych (nie)ludzi, chcę więc w niego z impetem wbiec tak by koń stratował go bądź przednimi kopytami, bądź bokiem z przedniej strony (okolice obojczyka). Chcę go też unieruchomić, więc koń będzie musiał po nim się 'przedreptać' bo innego sposobu nie mam. Wcale nie jest zabiciem go, jednak jeśli zginie (zwłaszcza biorąc pod uwagę moje nastawienie moralne) płakać nie będę..
Nemo Me Impune Lacessit..
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Przecinam więzy, wyskakuję z wozu i krzyczę w kierunku Moriento:
-Zmywamy się, rzezaj mieszki, weź noże i w nogi.
W zależności od stanu w jakim się znajduje dziesiętnik, albo wykorzystuję znajomość koni, jako hodowca, aby spłoszyć zwierze żeby go jeszcze poturbowało, albo dopadam go chwytając za rękę z nożem i duszę, czekając aż krasnolud dokończy dzieła i go zakłuje.
-Zmywamy się, rzezaj mieszki, weź noże i w nogi.
W zależności od stanu w jakim się znajduje dziesiętnik, albo wykorzystuję znajomość koni, jako hodowca, aby spłoszyć zwierze żeby go jeszcze poturbowało, albo dopadam go chwytając za rękę z nożem i duszę, czekając aż krasnolud dokończy dzieła i go zakłuje.
Mysli przelatywały przez głowę Moriento w szaleńczym tempie. Z jednej strony warto byłoby zabrać jeszcze coś od strażników, z drugiej trzeba stąd jak najszybciej uciekać... Szalę przeważyły krzyki dopiegające od strony wozu. Ktoś wrzeszczący o napadzie i coś jeszcze, czego Moriento już nie dosłyszał. Odwrócił się tylko na piecie i trzymając kurczowo amulet i noże zaczął schodzić/zbiegać ze skarpy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Pozbywszy się z niebywałą zręcznością więzów Hariquiel skoczył z rozpędu na kozioł zaprzęgu pomiędzy Aldura i Goldastha, odbił się od krawędzi drewnianego siedziska i przesadził jednym susem uwiązanego w tylnej części dyszla konia lądując okrakiem na jednym z dwóch pierwszych zwierząt. Przestraszony koń kwiknął czując na sobie nagły ciężar, elf zaś wydał głuche stęknięcie towarzyszące kontaktowi przyrodzenia z twardą powierzchnią, nie okazał jednak słabości poprzestając na tym jednym stęknięciu i chlastając ostrzem noża po lejcach.
Uwolniony od dyszla i ponaglany uderzającymi w boki butami koń ruszył do przodu pośród hałasu bijących w bruk podkutych kopyt, pędząc wprost za uciekającym w popłochu stróżem prawa. Człowiek ów był nie tylko woźnicą, ale i regularnym strażnikiem miejskim, toteż słysząc tętent obejrzał się przez ramię i nie zwalniając kroku sięgnął po obijającą mu się o nogi szablę, wciąż przypasaną do boku.
Zdążył ją wyjąć do połowy, kiedy wierzchowiec Hariquiela najechał go uderzając cielskiem w plecy uciekiniera i obalając nieszczęśnika na drogę. Obciążone żelazem kopyta nastąpiły kilkakrotnie na ciało Tabadańczyka, wyrywając z jego ust dzikie wrzaski, które zdawały się nieść echem po całej okolicy. Próbując desperacko utrzymać się na grzbiecie konia nienawykły do jazdy wierzchem elf obrzucił wzrokiem pobocze drogi, słysząc coraz głośniejsze nawoływania zbudzonych rwetesem mieszkańców i pierwsze ogniki olejnych lamp niesione w rękach wypadających za bramy zamożnych domostw nocnych strażników. Tu i ówdzie rozległ się ostry dźwięk bicia w niewielkie mosiężne dzwonki, uwieszone u bram i służące do podnoszenia larum w razie potrzeby. Krzyki, wrzaski i szczęk metalu dobiegające z ulicy musiały postawić na nogi wielu pachołków stróżujących nocą w posesjach bogatych Tahargarczyków, toteż Hariquiel pojął w mig, że lada chwila na drodze zaroi się od uzbrojonych świadków.
Wątek techniczny
Najechałeś na uciekiniera i trochę go przydeptałeś kopytami wierzchowca. Tratowanie ma to do siebie, że generuje zazwyczaj mnóstwo wrzasku, tak też stało się tym razem, a bynajmniej nie jesteście na odludziu, tylko ciągle w obrębie murów miejskich Tahar-garu. Z pobliskich posesji wygląda coraz więcej zbrojnych pachołków, alarm się szerzy i tylko patrzeć jak zaraz wychyną skądś jacyś konni albo pieszy patrol straży miejskiej. Co dalej?
Pozbywszy się z niebywałą zręcznością więzów Hariquiel skoczył z rozpędu na kozioł zaprzęgu pomiędzy Aldura i Goldastha, odbił się od krawędzi drewnianego siedziska i przesadził jednym susem uwiązanego w tylnej części dyszla konia lądując okrakiem na jednym z dwóch pierwszych zwierząt. Przestraszony koń kwiknął czując na sobie nagły ciężar, elf zaś wydał głuche stęknięcie towarzyszące kontaktowi przyrodzenia z twardą powierzchnią, nie okazał jednak słabości poprzestając na tym jednym stęknięciu i chlastając ostrzem noża po lejcach.
Uwolniony od dyszla i ponaglany uderzającymi w boki butami koń ruszył do przodu pośród hałasu bijących w bruk podkutych kopyt, pędząc wprost za uciekającym w popłochu stróżem prawa. Człowiek ów był nie tylko woźnicą, ale i regularnym strażnikiem miejskim, toteż słysząc tętent obejrzał się przez ramię i nie zwalniając kroku sięgnął po obijającą mu się o nogi szablę, wciąż przypasaną do boku.
Zdążył ją wyjąć do połowy, kiedy wierzchowiec Hariquiela najechał go uderzając cielskiem w plecy uciekiniera i obalając nieszczęśnika na drogę. Obciążone żelazem kopyta nastąpiły kilkakrotnie na ciało Tabadańczyka, wyrywając z jego ust dzikie wrzaski, które zdawały się nieść echem po całej okolicy. Próbując desperacko utrzymać się na grzbiecie konia nienawykły do jazdy wierzchem elf obrzucił wzrokiem pobocze drogi, słysząc coraz głośniejsze nawoływania zbudzonych rwetesem mieszkańców i pierwsze ogniki olejnych lamp niesione w rękach wypadających za bramy zamożnych domostw nocnych strażników. Tu i ówdzie rozległ się ostry dźwięk bicia w niewielkie mosiężne dzwonki, uwieszone u bram i służące do podnoszenia larum w razie potrzeby. Krzyki, wrzaski i szczęk metalu dobiegające z ulicy musiały postawić na nogi wielu pachołków stróżujących nocą w posesjach bogatych Tahargarczyków, toteż Hariquiel pojął w mig, że lada chwila na drodze zaroi się od uzbrojonych świadków.
Wątek techniczny
Najechałeś na uciekiniera i trochę go przydeptałeś kopytami wierzchowca. Tratowanie ma to do siebie, że generuje zazwyczaj mnóstwo wrzasku, tak też stało się tym razem, a bynajmniej nie jesteście na odludziu, tylko ciągle w obrębie murów miejskich Tahar-garu. Z pobliskich posesji wygląda coraz więcej zbrojnych pachołków, alarm się szerzy i tylko patrzeć jak zaraz wychyną skądś jacyś konni albo pieszy patrol straży miejskiej. Co dalej?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Poturbowany nielicho dziesiętnik wyturlał się w końcu spod uspokojonych nieco koni sycząc z bólu i trzymając się jedną ręką za zalaną krwią skroń. Aldur i Goldasth dopadli go w mgnieniu oka, skacząc z wozu na pobocze i zasypując strażnika gradem kopniaków. Noszona przez mężczynę skórznia uchroniła go przed większością ciosów wymierzonych w tors i brzuch, ale zasłaniając rękami głowę Tabadańczyk nie mógł się jednocześnie bronić, a każdą próbę podniesienia się z drogi opłacał ponownym upadkiem podcinany umiejętnie przez krasnoluda.
- Żeby was... kurwie.. syny... poskręcało! - wrzasnął podoficer cofając w końcu jedną rękę od twarzy i łapiąc nią za wciąż tkwiącą przy pasie szablę. Ostre żelazo zgrzytnęło ciągnięte z pochwy i natychmiast do niej wróciło pchnięte spazmatycznym ruchem dłoni, kiedy ciężki but Goldastha trafił dziesiętnika w twarz wykrzywiając metalowy nosal hełmu i łamiąc nosową kość mężczyzny. Głowa strażnika stuknęła z głuchym trzaskiem o kamienny bruk, a on sam sflaczał i przestał się ruszać.
- Ubity? - wydyszał spocony krasnolud spoglądając z góry na dziesiętnika.
- Skąd mnie to wiedzieć? - wzruszył ramionami Aldur wodząc wokół siebie niespokojnym spojrzeniem - Chcesz, to se sprawdzaj!
Wrzawa w okolicznych domostwach rosła z każdą chwilą, głosy niepokoju niosły się zarówno od strony ogrodzonych wysokimi murami zabudowań na szczycie wzniesienia jak i ze skupiska lepianek przylegających do kamienic dzielnicy portowej. W wielu oknach pojawił się migotliwy blask zapalanych śpiesznie kaganków, a poszczekiwanie psów mieszało się z dźwiękiem bijących na trwogę małych mosiężnych dzwonków wiszących w licznych tahargarskich domostwach.
- A ten już pierzcha! - sarknął Aldur dostrzegając w ciemnościach nocy mknącego chyżo w stronę dzielnicy biedoty Katańczyka, który nie przejawiał zbyt wielkich chęci do czekania na opieszałych towarzyszy.
- A niech pierzcha! - odparł krasnolud ocierając z potu czoło - Ci dranie na wozie, co pod niego wpadli... co to było, na oskard Gotam-gora? Jak to się mogło stać, przecie to jakowaś czarna magia! Ten Katańczyk takowe potrafi cuda zdziałać?
Wątek techniczny
Dziesiętnik unieszkodliwiony, ale zgodnie z opisem we wcześniejszym poście wokół robi się coraz większy raban. Hariquiel wciąż na koniu, Wy przy wozie, Moriento w połowie skarpy w drodze ku slumsom. Katańczyk zwinął dwa noże, elf ma trzeci, drwal z krasnoludem są bezbronni. Zarekwirowane Wam mieszki i amulety zostały w komendanturze portowej, ciężko doświadczeni przez los strażnicy miejscy ich przy sobie nie mieli. Czas ucieka, co dalej?
Tzeentch, chcesz uciekać na własną rękę separując się od reszty grupy czy na nich zaczekasz po dotarciu między pierwsze lepianki? I jaką drogę ucieczki obiera reszta grupy? Dla objaśnienia, Tahar-gar nie jest otoczony szczelnymi murami miejskimi, bo to cywilizowany Tabadan, a nie dzicz rodem z Orkusa Wielkiego! Na wysokości miejsca ucieczki zabudowa jest wciąż gęsta, ale im wyżej w stronę wzgórz, tym więcej zieleni... oraz więcej profesjonalnych strażników pilnujących bogatych posiadłości. Upraszczając sprawę możecie dać nogę do dzielnicy portowej, do dzielnicy bogaczy z pałacem namiestnika włącznie lub gdzieś pomiędzy, kwartałami mieszczan i rzemieślników wydostając się na wybrzeże od strony wschodu lub zachodu. Posterunki straży miejskiej rozrzucone są tu i ówdzie, więc pewnie spotkają Was jeszcze jakieś ciekawe niespodzianki po drodze...
Poturbowany nielicho dziesiętnik wyturlał się w końcu spod uspokojonych nieco koni sycząc z bólu i trzymając się jedną ręką za zalaną krwią skroń. Aldur i Goldasth dopadli go w mgnieniu oka, skacząc z wozu na pobocze i zasypując strażnika gradem kopniaków. Noszona przez mężczynę skórznia uchroniła go przed większością ciosów wymierzonych w tors i brzuch, ale zasłaniając rękami głowę Tabadańczyk nie mógł się jednocześnie bronić, a każdą próbę podniesienia się z drogi opłacał ponownym upadkiem podcinany umiejętnie przez krasnoluda.
- Żeby was... kurwie.. syny... poskręcało! - wrzasnął podoficer cofając w końcu jedną rękę od twarzy i łapiąc nią za wciąż tkwiącą przy pasie szablę. Ostre żelazo zgrzytnęło ciągnięte z pochwy i natychmiast do niej wróciło pchnięte spazmatycznym ruchem dłoni, kiedy ciężki but Goldastha trafił dziesiętnika w twarz wykrzywiając metalowy nosal hełmu i łamiąc nosową kość mężczyzny. Głowa strażnika stuknęła z głuchym trzaskiem o kamienny bruk, a on sam sflaczał i przestał się ruszać.
- Ubity? - wydyszał spocony krasnolud spoglądając z góry na dziesiętnika.
- Skąd mnie to wiedzieć? - wzruszył ramionami Aldur wodząc wokół siebie niespokojnym spojrzeniem - Chcesz, to se sprawdzaj!
Wrzawa w okolicznych domostwach rosła z każdą chwilą, głosy niepokoju niosły się zarówno od strony ogrodzonych wysokimi murami zabudowań na szczycie wzniesienia jak i ze skupiska lepianek przylegających do kamienic dzielnicy portowej. W wielu oknach pojawił się migotliwy blask zapalanych śpiesznie kaganków, a poszczekiwanie psów mieszało się z dźwiękiem bijących na trwogę małych mosiężnych dzwonków wiszących w licznych tahargarskich domostwach.
- A ten już pierzcha! - sarknął Aldur dostrzegając w ciemnościach nocy mknącego chyżo w stronę dzielnicy biedoty Katańczyka, który nie przejawiał zbyt wielkich chęci do czekania na opieszałych towarzyszy.
- A niech pierzcha! - odparł krasnolud ocierając z potu czoło - Ci dranie na wozie, co pod niego wpadli... co to było, na oskard Gotam-gora? Jak to się mogło stać, przecie to jakowaś czarna magia! Ten Katańczyk takowe potrafi cuda zdziałać?
Wątek techniczny
Dziesiętnik unieszkodliwiony, ale zgodnie z opisem we wcześniejszym poście wokół robi się coraz większy raban. Hariquiel wciąż na koniu, Wy przy wozie, Moriento w połowie skarpy w drodze ku slumsom. Katańczyk zwinął dwa noże, elf ma trzeci, drwal z krasnoludem są bezbronni. Zarekwirowane Wam mieszki i amulety zostały w komendanturze portowej, ciężko doświadczeni przez los strażnicy miejscy ich przy sobie nie mieli. Czas ucieka, co dalej?
Tzeentch, chcesz uciekać na własną rękę separując się od reszty grupy czy na nich zaczekasz po dotarciu między pierwsze lepianki? I jaką drogę ucieczki obiera reszta grupy? Dla objaśnienia, Tahar-gar nie jest otoczony szczelnymi murami miejskimi, bo to cywilizowany Tabadan, a nie dzicz rodem z Orkusa Wielkiego! Na wysokości miejsca ucieczki zabudowa jest wciąż gęsta, ale im wyżej w stronę wzgórz, tym więcej zieleni... oraz więcej profesjonalnych strażników pilnujących bogatych posiadłości. Upraszczając sprawę możecie dać nogę do dzielnicy portowej, do dzielnicy bogaczy z pałacem namiestnika włącznie lub gdzieś pomiędzy, kwartałami mieszczan i rzemieślników wydostając się na wybrzeże od strony wschodu lub zachodu. Posterunki straży miejskiej rozrzucone są tu i ówdzie, więc pewnie spotkają Was jeszcze jakieś ciekawe niespodzianki po drodze...
Masz szansę wrzuć chociaż orientacyjny szkic miasta i okolic? Na tyle na ile poznaliśmy w ciągu kilku dni.
Z jednej strony w kupie raźniej, z drugiej pojedynczy człowiek mniej wzrok przyciąga niż czwrórka z elfem i krasnoludem. Mogę ewentualnie trzymać się razem z Aldurem - wygląda jak ktoś kto sobie da radę w lesie, gdybyśmy musieli tam uciekać, a poza tym jest Tabadańczykiem, więc przynajmniej jego akcent nie przyciąga uwagi jak mój. Hariquiel i Goldasth są jednak zbyt rozpoznawalni i raczej będę unikał ich towarzystwa.
Tak czy siak muszę jakoś schować noże, żeby się tak w oczy nie rzucały. Jeśli nie da rady za pasem, to w najgorszym wypadku mogę odwinąć je w dłoniach w górę i trzymać schowane w rękawach.
Z jednej strony w kupie raźniej, z drugiej pojedynczy człowiek mniej wzrok przyciąga niż czwrórka z elfem i krasnoludem. Mogę ewentualnie trzymać się razem z Aldurem - wygląda jak ktoś kto sobie da radę w lesie, gdybyśmy musieli tam uciekać, a poza tym jest Tabadańczykiem, więc przynajmniej jego akcent nie przyciąga uwagi jak mój. Hariquiel i Goldasth są jednak zbyt rozpoznawalni i raczej będę unikał ich towarzystwa.
Tak czy siak muszę jakoś schować noże, żeby się tak w oczy nie rzucały. Jeśli nie da rady za pasem, to w najgorszym wypadku mogę odwinąć je w dłoniach w górę i trzymać schowane w rękawach.
Ostatnio zmieniony 05 sierpnia 2011, 23:33 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.
Keth jedna uwaga, jako były jeździec, chyba Hariquiel jednak jest przyzwyczajony do jazdy wierzchem
(chyba że chodziło o jazdę na oklep, choć i to wielkich trudności sprawiać nie będzie, zwłaszcza że wodze jakieś zostały po przywiązaniu konia do dyszla.
Konno ucieka się szybciej, więc póki co tak zostanę. Wzrokiem błądzę w poszukiwaniu Akkiego i Orresa(mogę konno zrobić małe kółko, by zlokalizować skąd padł czar), jeśli znajdę najpierw psa to poproszę go o szukanie Orresa, jeśli najpierw uda się znaleźć człowieka to przywołam towarzysza. Jeśli zlokalizuję obu to przywołam resztę towarzyszy (jeśli będzie ich jeszcze widać), zakładam że jeśli zleceniodawca pomógł i jeszcze go widać to jakąś drogę ucieczki ma zaplanowaną.. jeśli go nie znajdę to udam się do dzielnicy portowej, by tam się ukryć.
(być może w nocy prześliznę się do karczmy poprosić dziewkę o swoje rzeczy, jednak to zależy od tego jak wzmożone będą poszukiwania, tej nocy raczej i tak niewiele pośpię, więc po rozebraniu konia z uwięzi puszczę go gdzieś w dzielnicy portowej niech biega wolno, sam natomiast kręcił się będę po rzadziej uczęszczanych okołobrzeżnych uliczkach, tak by wzroku ku sobie nie przyciągać (być może po drodze uda się zwinąć komuś z suszących pranie jakiś płaszcz z kapturem - byłby pomocny)
Konno ucieka się szybciej, więc póki co tak zostanę. Wzrokiem błądzę w poszukiwaniu Akkiego i Orresa(mogę konno zrobić małe kółko, by zlokalizować skąd padł czar), jeśli znajdę najpierw psa to poproszę go o szukanie Orresa, jeśli najpierw uda się znaleźć człowieka to przywołam towarzysza. Jeśli zlokalizuję obu to przywołam resztę towarzyszy (jeśli będzie ich jeszcze widać), zakładam że jeśli zleceniodawca pomógł i jeszcze go widać to jakąś drogę ucieczki ma zaplanowaną.. jeśli go nie znajdę to udam się do dzielnicy portowej, by tam się ukryć.
(być może w nocy prześliznę się do karczmy poprosić dziewkę o swoje rzeczy, jednak to zależy od tego jak wzmożone będą poszukiwania, tej nocy raczej i tak niewiele pośpię, więc po rozebraniu konia z uwięzi puszczę go gdzieś w dzielnicy portowej niech biega wolno, sam natomiast kręcił się będę po rzadziej uczęszczanych okołobrzeżnych uliczkach, tak by wzroku ku sobie nie przyciągać (być może po drodze uda się zwinąć komuś z suszących pranie jakiś płaszcz z kapturem - byłby pomocny)
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Zygi, przyjmijmy, że chodziło mi przejściową niedyspozycję po przygnieceniu sobie przyrodzenia o grzbiet konia
Zatem przekonany o interwencji Jeruda Orresa Hariquiel będzie przez chwilę jeździł konno po miejscu ucieczki, jeśli jednak zleceniodawca pożaru nie zechce się ujawnić, elf pogalopuje w stronę tawerny (uwaga, specyficzna zabudowa slumsów bardzo utrudnia tam manewrowanie koniem). Akki już jest przy nogach konia, przywołany wysokim gwizdem.
Moriento wolałby ograniczyć towarzystwo w trakcie ucieczki do Aldura, krasnolud wyraźnie mu ciąży, ale z kim będzie chciał uciekać sam Aldur: z setytą czy Goldasthem?
Pobieżny opis miasta już niebawem!
Zygi, przyjmijmy, że chodziło mi przejściową niedyspozycję po przygnieceniu sobie przyrodzenia o grzbiet konia
Zatem przekonany o interwencji Jeruda Orresa Hariquiel będzie przez chwilę jeździł konno po miejscu ucieczki, jeśli jednak zleceniodawca pożaru nie zechce się ujawnić, elf pogalopuje w stronę tawerny (uwaga, specyficzna zabudowa slumsów bardzo utrudnia tam manewrowanie koniem). Akki już jest przy nogach konia, przywołany wysokim gwizdem.
Moriento wolałby ograniczyć towarzystwo w trakcie ucieczki do Aldura, krasnolud wyraźnie mu ciąży, ale z kim będzie chciał uciekać sam Aldur: z setytą czy Goldasthem?
Pobieżny opis miasta już niebawem!
Nie tyle w strone samej tawerny, co dzielnicy portowej - tam najwięcej przybyszy i spodziewam się też najmniejszych kontroli straży. Tawerna tylko jako ewentualność - koń służy do jak najszybszego oddalenia się, później raczej będzie raczej utrudniał 'ukrycie się' więc jak pisałem puszcze go, mam nadzieje że do tej pory udałoby się zdobyć jakiś płaszcz. W dzielnicy portowej dobrze by było gdyby Akki trzymał się trochę dalej niż przy samej nodze.
Nie unikam też towarzystwa niedawnych współwięźniów, machnę im oddalając się by wskazać w którą stronę się udaje i ew. poczekam aż dosiądą konia i dogonią mnie, nie zamierzam natomiast nikogo przesadnie zachęcać, zmuszać czy udawadniać że moja droga jest najlepsza ;>
Nie unikam też towarzystwa niedawnych współwięźniów, machnę im oddalając się by wskazać w którą stronę się udaje i ew. poczekam aż dosiądą konia i dogonią mnie, nie zamierzam natomiast nikogo przesadnie zachęcać, zmuszać czy udawadniać że moja droga jest najlepsza ;>
Nemo Me Impune Lacessit..
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Zabieram dziesiętnikowi nóż i mieszek, odcinam konia od wozu, wskakuję na niego, wciągam krasnoluda jeśli wykazuje chęć ucieczki i jadę:) Kierunek za elfem. Bo bliżej no i konno się będzie lepiej uciekało niż pieszo. Przynajmniej na razie. Moriento ma szanse sam, na razie nikt na niego nie zwrócił uwagi. My pewnie jesteśmy w centrum zainteresowania. Niech ucieka, później się z nim spróbuję skontaktować. Na razie plan jest taki aby wyrwać się z miasta i zaszyć w lasach.
Spojrzał uważnie po okolicy, ku uciekającemu Katańczykowi, na Hariquiela, pochylił się nad dziesiętnikiem zabierając mu szable.
- Może się opchnie, trochę grosza na wszelki może być...
Prostując się popatrzył w zamyśleniu na Aldura, kiwnął mocno głową i schwyciwszy wyciągniętą dłoń wskoczył na konia.
- Jedźmy, może dogonimy elfa i uda się zniknąć z miasta... - splunął charkotliwie do tyłu - Albo nas dogonią...
Obejrzał się do tyłu wypatrując sprawcy przyczyniającego się do ucieczki i złapał mocniej za pas drwala.
- Może się opchnie, trochę grosza na wszelki może być...
Prostując się popatrzył w zamyśleniu na Aldura, kiwnął mocno głową i schwyciwszy wyciągniętą dłoń wskoczył na konia.
- Jedźmy, może dogonimy elfa i uda się zniknąć z miasta... - splunął charkotliwie do tyłu - Albo nas dogonią...
Obejrzał się do tyłu wypatrując sprawcy przyczyniającego się do ucieczki i złapał mocniej za pas drwala.