Post
autor: Keth » 08 sierpnia 2011, 20:45
Wieża wartownicza, przedpołudnie
Dysząc ciężko i wciąż przecierając palcami mokre od potu oczy półork i goblin wspięli się na kamieniste zbocze opodal prastarej wartowniczej wieży, pomagając sobie we wspinaczce rękami i posykując z bólu trawiącego poparzone gorącymi kamieniami dłonie. Okute miedzianymi płytami drzwi do budowli stały szeroko otwarte, toteż mężczyźni wpadli do środka z głębokimi westchnięciami ulgi, czym prędzej uchodząc z otwartego słońca do dusznego, ale przynajmniej zacienionego wnętrza wieży.
Parter czworokątnej budowli pogrążony był w półmroku, ale wpadające przez okienka w wyższych kondygnacjach promienie słońca rozjaśniały wnętrze wieży dostatecznie mocno, by bystre oczy obu gości dostrzegły z marszu dwa nieruchome kształty leżące u podstawy szerokich kamiennych schodów wiodących na wyższe piętro.
- Cuchniście juchnie - sarknął Mordil zdejmując z pleców płynnym ruchem swój topór i ważąc broń w sękatych rękach. Trehant nie potrzebował jego uwagi, bo ledwie przekroczył próg, w jego nozdrza również uderzył charakterystyczny fetor krwi prażonej gorącym powietrzem.
- Stąd nie ma ich na górze, na blankach! - szabla łowcy syknęła wysunięta z pochwy, przecięła półmrok wnętrza wieży nieruchomiejąc z czubkiem wymierzonym w dwa martwe ciała.
Obaj Duvikanie mieli na sobie lekkie przewiewne szaty pozbawione metalowych ochraniaczy, przez wzgląd na naturę dziennej zmiany uniemożliwiających wystanie w słońcu na szczycie wieży. Zabójca, który zdołał ich umiejętnie podejść miał zatem ułatwione zadanie, swe tarcze pozostawili bowiem zapewne na górze, schodząc na parter z zamiarem powitania gościa.
I zabójca rzeczywiście umiejętnie ich podszedł, bo obydwa miecze wciąż tkwiły w pochwach przy bokach leżących bezwładnie Duvikan. Jeden z mężczyzn został dźgnięty wąskim ostrzem w prawe oko, a stal sięgnęła bez trudu mózgu ofiary zabijając ją na miejscu. Drugi, leżący na plecach z wykrzywioną do tyłu głową, pchnięty został dla odmiany prosto w grdykę.
- Zabili każdego z nich jednym ciosem - powiedział łowca makunów odrywając spojrzenie od zwłok i cedząc słowa przez zaciśnięte zęby - Ci dwaj pewnie nawet się nie spostrzegli, co im grozi.
Wątek techniczny
Dwaj strażnicy z dziennej zmiany zostali zamordowani za pomocą noża lub sztyletu, w dodatku wszystko wskazuje na to, że zaskoczył ich ktoś, kogo znali, bo nie zdążyli wyciągnąć broni. Założyłem, że półork i goblin zechcą natychmiast spenetrować wieżę, toteż oszczędzając już sobie klepania fabularki zdradzę, że budowla jest pusta. Stając na jej szczycie i wyglądając za blanki nasi BG widzą piękną panoramę na okolicę płaskowyżu (pustynia, skały, pustynia, skały) oraz koryto rzeki i kręcących się tam wciąż Eitharta, Uhrę i trzech duvikańskich żołnierzy. Po Sannie i niemowie nigdzie ani śladu. Co dalej?