PBF - Grzechy ojców
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- A kapitana, kogoś ze starszych widzieliście? Trza, mi jednego odważnego i takiego co szybko kulasami przebiera, co by poleciał w Duvik i ludziom krzyczał, żeby ku nam bieżali czym prędzej. Za nami będą bezpieczni (wciąż nie wiem, że do wsi zbliżają się Esajanie). W walki się nie wdawaj, jeno informuj i licz ilu mniej więcej truposzy po mieście się panoszy. Jak ziomków z miasta wyprowadzim, tedy siłą zejdziem i oczyścim Duvik z martwiaków. Grunt to na razie uratować kogo się da z tego opanowanego przez zło miejsca.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wąwóz wiodący do Duviku, zmierzch
Nie oglądając się już za siebie goblin popędził co sił w nogach w stronę mrocznego wylotu wąwozu, przez cały czas śledząc wzrokiem postępy maszerujących równym krokiem Esajan. Chociaż wyobraźnia podpowiadała mu mnóstwo rzeczy, zdrowy rozsądek wciąż przypominał, że ludzkie sylwetki i sztywnym sposobie poruszania się nie mogły być niczym innym jak ożywionymi za pomocą bluźnierczych obrzędów umarłymi. Kamyki pryskały spod ciężkich butów Mordila, a pot perlił mu się na czole. W tyle słyszał wyraźnie tupot nóg Uhry, dyszącej ciężko, ale wciąż dotrzymującej goblinowi kroku.
Kiedy wędrowcy znaleźli się kilkadziesiąt kroków od mrocznego wejścia do wąwozu, na spalonym słońcem płaskim gruncie wyrastającym ponad koryto starej rzeki, wyłaniający się na szczycie jej brzegu ożywieńcy jednocześnie odwrócili głowy w stronę pary śmiertelników, świadomi bliskiej obecności istot, w których żyłach wciąż płynęła gorąca krew. Mordil zdusił w ustach przekleństwo dostrzegając w księżycowej poświacie błyszczące nienaturalnie oczy karawanników, ich uniesione nieznacznie ręce o zakrzywionych na podobieństwo pazurów palcach i przyśpieszony znienacka chód. Włoski uniosły się goblinowi na karku na samą myśl o wpadnięciu w łapy tych odrażających stworów, które z ludźmi łączyła już tylko anatomia.
Uhra jęknęła głośno omal nie wykręcając sobie kostki na chybotliwym kamieniu, którego nie dostrzegła na czas w ciemnościach, wyrysowała ostrzem szabli długą bruzdę w sypkim podłożu.
- Do przejścia! Gnaj! - wysapała dziewczyna potrząsając głową w nadziei na odklejenie tym gestem kosmyków włosów, które przylegały ciasno do jej spoconego czoła zasłaniając oczy.
Mordil nie potrzebował dalszej zachęty. Wkładając wszystkie siły w mięśnie nóg wystrzelił do przodu iście niczym młody warg, sadząc wielkimi susami poprzez wąską mroczną przestrzeń skalnej rozpadliny. Tętno zdawało się rozsadzać mu uszy, tak mocno waliło w piersiach barbarzyńcy jego serce, ale na grubych popękanych od skwaru wargach pojawił się znienacka coraz szerszy uśmiech.
Wartownicy z wieży zdążyli wpaść do wąwozu tuż przed wyciągniętymi rękami martwiaków, biegnąc znacznie od nich szybciej i szczęśliwie unikając dotąd dziur i wykrotów, na których mogliby sobie połamać nogi.
Goblin obejrzał się błyskawicznie za siebie, obrzucając spojrzeniem wpierw Uhry, potem zaś swych prześladowców. Widok, który dostrzegł osadził go w miejscu z pomrukiem zdumienia. Rozpędzona gwardzistka wpadła na Mordila wytrącając mu niechcący łuk z ręki i odskakując w bok z dzikim wyzwiskiem.
- Patrzwaj! - wyrzucił z siebie goblin podnosząc swój upuszczony łuk i wskazując nim na pościg.
Gromada esajańskich nieumarłych stała u wejścia do wąwozu, zbita w ciasną grupę i mierząca wzrokiem swe oddalające się ofiary.
Wątek techniczny
Ula od jakiegoś czasu nieobecna, ale nie chcąc opóźniać zabawy przyjąłem na własną odpowiedzialność, że będzie uciekała razem z Mordilem, stąd jej obecność w wąwozie. Generalnie nie jest źle, nasi milusińscy zdążyli przed martwiakami, są już w połowie drogi przez rozpadlinę wiodącą do osady, zatrzymał ich jednak dziwny widok, ponieważ ożywieńcy zaprzestali pościgu i stoją teraz u wejścia do wąwozu.
Nie oglądając się już za siebie goblin popędził co sił w nogach w stronę mrocznego wylotu wąwozu, przez cały czas śledząc wzrokiem postępy maszerujących równym krokiem Esajan. Chociaż wyobraźnia podpowiadała mu mnóstwo rzeczy, zdrowy rozsądek wciąż przypominał, że ludzkie sylwetki i sztywnym sposobie poruszania się nie mogły być niczym innym jak ożywionymi za pomocą bluźnierczych obrzędów umarłymi. Kamyki pryskały spod ciężkich butów Mordila, a pot perlił mu się na czole. W tyle słyszał wyraźnie tupot nóg Uhry, dyszącej ciężko, ale wciąż dotrzymującej goblinowi kroku.
Kiedy wędrowcy znaleźli się kilkadziesiąt kroków od mrocznego wejścia do wąwozu, na spalonym słońcem płaskim gruncie wyrastającym ponad koryto starej rzeki, wyłaniający się na szczycie jej brzegu ożywieńcy jednocześnie odwrócili głowy w stronę pary śmiertelników, świadomi bliskiej obecności istot, w których żyłach wciąż płynęła gorąca krew. Mordil zdusił w ustach przekleństwo dostrzegając w księżycowej poświacie błyszczące nienaturalnie oczy karawanników, ich uniesione nieznacznie ręce o zakrzywionych na podobieństwo pazurów palcach i przyśpieszony znienacka chód. Włoski uniosły się goblinowi na karku na samą myśl o wpadnięciu w łapy tych odrażających stworów, które z ludźmi łączyła już tylko anatomia.
Uhra jęknęła głośno omal nie wykręcając sobie kostki na chybotliwym kamieniu, którego nie dostrzegła na czas w ciemnościach, wyrysowała ostrzem szabli długą bruzdę w sypkim podłożu.
- Do przejścia! Gnaj! - wysapała dziewczyna potrząsając głową w nadziei na odklejenie tym gestem kosmyków włosów, które przylegały ciasno do jej spoconego czoła zasłaniając oczy.
Mordil nie potrzebował dalszej zachęty. Wkładając wszystkie siły w mięśnie nóg wystrzelił do przodu iście niczym młody warg, sadząc wielkimi susami poprzez wąską mroczną przestrzeń skalnej rozpadliny. Tętno zdawało się rozsadzać mu uszy, tak mocno waliło w piersiach barbarzyńcy jego serce, ale na grubych popękanych od skwaru wargach pojawił się znienacka coraz szerszy uśmiech.
Wartownicy z wieży zdążyli wpaść do wąwozu tuż przed wyciągniętymi rękami martwiaków, biegnąc znacznie od nich szybciej i szczęśliwie unikając dotąd dziur i wykrotów, na których mogliby sobie połamać nogi.
Goblin obejrzał się błyskawicznie za siebie, obrzucając spojrzeniem wpierw Uhry, potem zaś swych prześladowców. Widok, który dostrzegł osadził go w miejscu z pomrukiem zdumienia. Rozpędzona gwardzistka wpadła na Mordila wytrącając mu niechcący łuk z ręki i odskakując w bok z dzikim wyzwiskiem.
- Patrzwaj! - wyrzucił z siebie goblin podnosząc swój upuszczony łuk i wskazując nim na pościg.
Gromada esajańskich nieumarłych stała u wejścia do wąwozu, zbita w ciasną grupę i mierząca wzrokiem swe oddalające się ofiary.
Wątek techniczny
Ula od jakiegoś czasu nieobecna, ale nie chcąc opóźniać zabawy przyjąłem na własną odpowiedzialność, że będzie uciekała razem z Mordilem, stąd jej obecność w wąwozie. Generalnie nie jest źle, nasi milusińscy zdążyli przed martwiakami, są już w połowie drogi przez rozpadlinę wiodącą do osady, zatrzymał ich jednak dziwny widok, ponieważ ożywieńcy zaprzestali pościgu i stoją teraz u wejścia do wąwozu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opodal chatki dla gości, zmierzch
Kiwnąwszy głową na znak, iż dobrze pojął polecenie, jeden z duvikańskich wojowników odwrócił się na pięcie i pognał poprzez pełną rozkrzyczanych ludzi osadę znikając Eithartowi w jednej chwili z oczu. Gorlamicki kapłan złapał jedną dłonią za promieniującą przeraźliwym bólem skroń, zastygł na chwilę w bezruchu na oczach zalęknionych tym widokiem Duvikan.
- Nic to, już ustało! - krzyknął samozwańczy przywódca forpoczty - Kupić się do mnie, a dawać tu jakowe pochodnie! Wołajcie więcej chłopa z orężem!
W ciemnościach zmierzchu rozległy się dzikie nawoływania, na które poczęli odpowiadać kolejni miejscowi mężczyźni, ciągnący w stronę chatki dla gości z mieczami i włóczniami w rękach. Eithart zauważył, że większość z nich nie zdążyła założyć pancerzy, ale niemal wszyscy dzierżyli niewielkie okrągłe tarcze z obciągniętego skórami drewna. Wielu miało też przy sobie zapalone łuczywa, rozświetlając ciemność nocy ruchliwą ciepłą poświatą.
- Nie dychają, martwe na śmierć! - krzyknął inny wojownik wsadzając na próbę swój miecz między chitynowe płyty na boku jednego z martwych arkanów - Kto je tutaj strącił?! Same na górę przypełzły?
- Nie za życia! - odpowiedział podniesionym głosem Skela, wskazując grotem swej włóczni innego potwora - Patrzajcie na tego, co ma łeb toporem rozszczepiony. W waszej kopalni był ubity, sam pamiętam jak go Mordil swym toporzyskiem dobijał. Prędzej ktoś przyciągnął te truchła na górę i je tu pozrzucał, coby nam strachu napędzić!
- Jak nas chciał nastraszyć, to mu się powiodło - odpowiedział posępnym tonem Oktar Detelf, wyłaniając się z mieczem w ręku zza pleców innych Duvikan - Kiedy indziej bym się wstydował, ale tera prawdziwie wam powiem, żem ledwie w spodnie nie popuścił na ten widok.
Eithart zmarszczył czoło słysząc tak otwarte przyznanie się pierwszego kapitana do słabości, ale Detelf znał swych ludzi dużo lepiej od gorlamity. Miast zlęknąć się jeszcze bardziej, wojownicy prychnęli cicho odzyskując na widok komendanta nieco rezonu.
- Jeśli jednak martwe są te stwory, to nam żadnej szkody nie przyniosą - dodał Detelf spozierając znacząco na niezywego mrówkoluda.
- Nie wszytcy byliby takiej myśli - wtrącił ponownie Skela, przeciągając znacząco ręką po swym obryzganym ludzką krwią odzieniu i pokazując na zgniecionego ciężarem arkana wojownika - Ten tam szczęścia wiele nie miał...
Pierwszy kapitan sposępniał natychmiast, kiwnął niechętnie głową przyznając tropicielowi rację, po czym uniósł zbrojną w miecz rękę przywołując do siebie następnych wyłaniających się spomiędzy domostw żołnierzy. Grupce dociągających paski skórzni mężczyzn przewodził Hakan Harmun, podrzucający w dłoni jeden ze swoich myśliwskich oszczepów.
- Ustało! - krzyknął duvikański myśliwy - Przestały spadać te mrówcze skurwysyny, ale paru naszych zezwłoki poturbowały, a w chacie Zefara lampę rozwaliły, przez co domostwo się ogniem zajęło! Hoshun tam pożar gasi z kobietami!
- Ile tych trupów spadło?! - zapytał śpiesznie Eithart, wodząc wzrokiem po twarzach otaczających go Duvikan - I jak się można dostać na górę, do tych, co je zrzucali?
- Byłyby wszytkie, cośmy je w kopalni naszli? - wzruszył ramionami Hakan - Z tymi na dodatek, co same wyzdychały, tak mi się widzi. A na górę dwie drogi wiodą, abo przez wąwozu i obok strażniczej wieży skarpą na płaskowyż abo schodkami w ścianie przepaści wyciętymi, ale to wielce powolna i groźna droga, brak ci tam oparcia i jak się komu w głowie zakręci, na śmierć się zabić może spadając komu przez dach do izby.
Wątek techniczny
Jak już wspomniałem wcześniej, zwłoki mrówkoludów przestały spadać, ale w osadzie wciąż daleko do powrotu spokoju. Coraz więcej tubylców stawia się przy chatce dla gości z bronią w ręce, grupa obrońców wzrosła do dwóch tuzinów, wśród nich są też Oktar Detelf i Hakan Harmun. Wciąż nie wiadomo jak wygląda sytuacja w pieczarach, a ustami Eitharta nie mogłem o to w tej fabularce zapytać, bo Eithart wciąż nie ma pojęcia, że pierwsze martwiaki już zmierzają do osady. Domyślam się, że bomba wybuchnie, kiedy z wylotu wąwozu wypadną Mordil z Uhrą, wpierw jednak Mordimer i Ula muszą zarzucić nowymi deklaracjami.
Jeśli o drogi wyjścia z osady idzie, właśnie poznaliście alternatywę dla wąwozu, a są nią jakieś wycięte w pionowej ścianie przepaści schodki wiodące ponad Duvik i docelowo do krawędzi płaskowyżu setki metrów wyżej.
Kiwnąwszy głową na znak, iż dobrze pojął polecenie, jeden z duvikańskich wojowników odwrócił się na pięcie i pognał poprzez pełną rozkrzyczanych ludzi osadę znikając Eithartowi w jednej chwili z oczu. Gorlamicki kapłan złapał jedną dłonią za promieniującą przeraźliwym bólem skroń, zastygł na chwilę w bezruchu na oczach zalęknionych tym widokiem Duvikan.
- Nic to, już ustało! - krzyknął samozwańczy przywódca forpoczty - Kupić się do mnie, a dawać tu jakowe pochodnie! Wołajcie więcej chłopa z orężem!
W ciemnościach zmierzchu rozległy się dzikie nawoływania, na które poczęli odpowiadać kolejni miejscowi mężczyźni, ciągnący w stronę chatki dla gości z mieczami i włóczniami w rękach. Eithart zauważył, że większość z nich nie zdążyła założyć pancerzy, ale niemal wszyscy dzierżyli niewielkie okrągłe tarcze z obciągniętego skórami drewna. Wielu miało też przy sobie zapalone łuczywa, rozświetlając ciemność nocy ruchliwą ciepłą poświatą.
- Nie dychają, martwe na śmierć! - krzyknął inny wojownik wsadzając na próbę swój miecz między chitynowe płyty na boku jednego z martwych arkanów - Kto je tutaj strącił?! Same na górę przypełzły?
- Nie za życia! - odpowiedział podniesionym głosem Skela, wskazując grotem swej włóczni innego potwora - Patrzajcie na tego, co ma łeb toporem rozszczepiony. W waszej kopalni był ubity, sam pamiętam jak go Mordil swym toporzyskiem dobijał. Prędzej ktoś przyciągnął te truchła na górę i je tu pozrzucał, coby nam strachu napędzić!
- Jak nas chciał nastraszyć, to mu się powiodło - odpowiedział posępnym tonem Oktar Detelf, wyłaniając się z mieczem w ręku zza pleców innych Duvikan - Kiedy indziej bym się wstydował, ale tera prawdziwie wam powiem, żem ledwie w spodnie nie popuścił na ten widok.
Eithart zmarszczył czoło słysząc tak otwarte przyznanie się pierwszego kapitana do słabości, ale Detelf znał swych ludzi dużo lepiej od gorlamity. Miast zlęknąć się jeszcze bardziej, wojownicy prychnęli cicho odzyskując na widok komendanta nieco rezonu.
- Jeśli jednak martwe są te stwory, to nam żadnej szkody nie przyniosą - dodał Detelf spozierając znacząco na niezywego mrówkoluda.
- Nie wszytcy byliby takiej myśli - wtrącił ponownie Skela, przeciągając znacząco ręką po swym obryzganym ludzką krwią odzieniu i pokazując na zgniecionego ciężarem arkana wojownika - Ten tam szczęścia wiele nie miał...
Pierwszy kapitan sposępniał natychmiast, kiwnął niechętnie głową przyznając tropicielowi rację, po czym uniósł zbrojną w miecz rękę przywołując do siebie następnych wyłaniających się spomiędzy domostw żołnierzy. Grupce dociągających paski skórzni mężczyzn przewodził Hakan Harmun, podrzucający w dłoni jeden ze swoich myśliwskich oszczepów.
- Ustało! - krzyknął duvikański myśliwy - Przestały spadać te mrówcze skurwysyny, ale paru naszych zezwłoki poturbowały, a w chacie Zefara lampę rozwaliły, przez co domostwo się ogniem zajęło! Hoshun tam pożar gasi z kobietami!
- Ile tych trupów spadło?! - zapytał śpiesznie Eithart, wodząc wzrokiem po twarzach otaczających go Duvikan - I jak się można dostać na górę, do tych, co je zrzucali?
- Byłyby wszytkie, cośmy je w kopalni naszli? - wzruszył ramionami Hakan - Z tymi na dodatek, co same wyzdychały, tak mi się widzi. A na górę dwie drogi wiodą, abo przez wąwozu i obok strażniczej wieży skarpą na płaskowyż abo schodkami w ścianie przepaści wyciętymi, ale to wielce powolna i groźna droga, brak ci tam oparcia i jak się komu w głowie zakręci, na śmierć się zabić może spadając komu przez dach do izby.
Wątek techniczny
Jak już wspomniałem wcześniej, zwłoki mrówkoludów przestały spadać, ale w osadzie wciąż daleko do powrotu spokoju. Coraz więcej tubylców stawia się przy chatce dla gości z bronią w ręce, grupa obrońców wzrosła do dwóch tuzinów, wśród nich są też Oktar Detelf i Hakan Harmun. Wciąż nie wiadomo jak wygląda sytuacja w pieczarach, a ustami Eitharta nie mogłem o to w tej fabularce zapytać, bo Eithart wciąż nie ma pojęcia, że pierwsze martwiaki już zmierzają do osady. Domyślam się, że bomba wybuchnie, kiedy z wylotu wąwozu wypadną Mordil z Uhrą, wpierw jednak Mordimer i Ula muszą zarzucić nowymi deklaracjami.
Jeśli o drogi wyjścia z osady idzie, właśnie poznaliście alternatywę dla wąwozu, a są nią jakieś wycięte w pionowej ścianie przepaści schodki wiodące ponad Duvik i docelowo do krawędzi płaskowyżu setki metrów wyżej.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil oglądnął się raz za siebie, zobaczył, że ożywieńce stoją u wylotu wąwozu przyspieszył swe kroki pędząc do osady, wpadając przez pierwsze zabudowania zaczął krzyczeć wniebogłosy:
"Tutej do mnie chopy nieumarli nadchodzą, trupojady idut!!!!"
Jeśli zobaczę kogoś z naszej drużyny od razu biegnę do niego i oznajmiam:
"Te trupiska karawanników idut w nasza strona, one być tuż za nami!"
"Tutej do mnie chopy nieumarli nadchodzą, trupojady idut!!!!"
Jeśli zobaczę kogoś z naszej drużyny od razu biegnę do niego i oznajmiam:
"Te trupiska karawanników idut w nasza strona, one być tuż za nami!"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Za mna chłopa (tutaj odpowiedni numer)... Idziem martwym Esajanom łby poprzetrącać!! Detlef i Hakun utrzymajcie mi ten przyczółek dopóty nie wrócimy! Jeśli nam się uda to kobietom i dzieciom ucieczkę zapewnim z Duviku. A jeśli siłą Was będzie tedy ruszajcie wgłąb osady z martwych ją czyścić. Gorlam z Wami!!
Wątek techniczny
Biorę ze sobą o kilku wojowników więcej niźli martwych Esajan. Ich liczbę powinienem znać bo badałem ich ciała. Jeśli Uhra, Mordil, Skela i Trehant ruszają ze mną, to liczbę Duvikan zmniejszam odpowiednio.
Wątek techniczny
Biorę ze sobą o kilku wojowników więcej niźli martwych Esajan. Ich liczbę powinienem znać bo badałem ich ciała. Jeśli Uhra, Mordil, Skela i Trehant ruszają ze mną, to liczbę Duvikan zmniejszam odpowiednio.
Sorry bardzo za nieobecność - już jestem i postaram sie nadgonić z akcja.
nie za dobrze pamierttam, ale czy moze jest takie miejse gdzie daloby rade tych nieumalych w nasza malemką gromadkę choc na chwile powstrzymać? jakieś wąskie miejsce by trupy nie wlazly do osady?
nie za dobrze pamierttam, ale czy moze jest takie miejse gdzie daloby rade tych nieumalych w nasza malemką gromadkę choc na chwile powstrzymać? jakieś wąskie miejsce by trupy nie wlazly do osady?
Ostatnio zmieniony 21 sierpnia 2011, 16:15 przez Ula, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Wnętrze wąwozu wydaje się najdogodniejszym miejscem do obrony, zwłaszcza w kamienistych zwężeniach, gdzie dziesięciu chłopa stojących ramię w ramię może skutecznie zatarasować przejście. Teraz wiecie już, że od strony koryta rzeki nadciągają wskrzeszone przez hasarytów martwiaki, więc natura przeciwnika Was nie zaskoczy (aczkolwiek wciąż może budzić głęboki lęk). Pierwszy kapitan i Hakan pewnikiem bąków nie zbijają, tylko szukają w międzyczasie następnych rąk do pomocy, więc raczej można liczyć na wsparcie. Jakieś dodatkowe deklaracje podczas formowania szyku w wąwozie? Modlitwy, zaklęcia, ściskanie się z Uhrą?
I druga sprawa. Moi drodzy, wyjeżdżam jutro wieczorem po pracy do Polski i wrócę dopiero w przyszłą środę rano. Do tego czasu nie przewiduję praktycznie żadnej możliwości zajrzenia na portal, stąd też muszę zamrozić wszelkie formy aktywności na forum do czasu powrotu do domu.
Wnętrze wąwozu wydaje się najdogodniejszym miejscem do obrony, zwłaszcza w kamienistych zwężeniach, gdzie dziesięciu chłopa stojących ramię w ramię może skutecznie zatarasować przejście. Teraz wiecie już, że od strony koryta rzeki nadciągają wskrzeszone przez hasarytów martwiaki, więc natura przeciwnika Was nie zaskoczy (aczkolwiek wciąż może budzić głęboki lęk). Pierwszy kapitan i Hakan pewnikiem bąków nie zbijają, tylko szukają w międzyczasie następnych rąk do pomocy, więc raczej można liczyć na wsparcie. Jakieś dodatkowe deklaracje podczas formowania szyku w wąwozie? Modlitwy, zaklęcia, ściskanie się z Uhrą?
I druga sprawa. Moi drodzy, wyjeżdżam jutro wieczorem po pracy do Polski i wrócę dopiero w przyszłą środę rano. Do tego czasu nie przewiduję praktycznie żadnej możliwości zajrzenia na portal, stąd też muszę zamrozić wszelkie formy aktywności na forum do czasu powrotu do domu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wąwóz wiodący do Duviku, noc
W wąskiej przestrzeni wąwozu panował znacznie ciemniejszy mrok niż w samym Duviku, toteż Eithart dziękował w duchu tym przezornym wojownikom, którzy zabrali ze sobą zapalone łuczywa, rozświetlając ich migotliwym blaskiem porowate skalne ściany pnące się wysoko w górę ponad głowy zdesperowanych obrońców. Wieść o przerażającej naturze intruzów, przyniesiona przez zdyszanego Mordila i depczącą mu po piętach Uhrę, zmroziła krew w żyłach osadników, a i twarze towarzyszy podróży Eitharta powlekła dziwna bladość, wszyscy zaciskali jednak kurczowo palce na swym orężu.
Gorlamita zabrał ze sobą prócz Trehanta, Skeli, Mordila i Uhry jeszcze dwunastu Duvikan, wybierając w pierwszej kolejności tych mężczyzn, którzy zdążyli założyć na siebie skórznie i zabrali cięższą broń, w głównej mierze włócznie i miecze. Pozostawiając Hakana Harmuna i Oktara Detelfa z zadaniem zorganizowania drugiej linii obrony w samej osadzie ludzie Eitharta pobiegli w głąb wąwozu, przeskakując co większe kamienie i starając się dotrzeć jak najszybciej do przewężenia rozpadliny, gdzie ośmiu stojących ramię w ramię obrońców mogło zatarasować całe przejście.
- Jeszcze ich nie widać! - huknął jeden z Duvikan, długowłosy młodzieniec o przeciętej podłużną blizną twarzy, którego Detelf przedstawił Eithartowi jako Zoltara Januka, jednego z bardziej biegłych w żołnierskiej sztuce wojowników - Formować szyk! Do szeregu!
Sześciu Duvikan niosących prócz broni tarcze natychmiast skoczyło do przodu nie czekając na polecenie Eitharta, pozostali zawahali się widząc wolne miejsca w pierwszym szeregu i spozierając znacząco na tych cudzoziemców, którzy posiadali własne tarcze.
Od strony rzecznego koryta nie dobiegał żaden odgłos zbliżających się kroków, żaden inny dźwięk mogący zdradzać obecność nadciągających nieumarłych. W ciężkiej napiętej ciszy niosły się zduszone pomruki tych wojowników, którzy odmawiali pod nosami graamickie modlitwy, od czasu do czasu zaszczękały uderzające o siebie kawałki metalu, gdy okucie czyjejś tarczy zetknęło się z mosiężnymi płytkami wbitymi w skórzane kaftany.
- Słyszycie to? - odezwał się znienacka Zoltar Januk, prostując się mimowolnie i przekręcając w bok głowę w geście nasłuchiwania - Jakby jakowaś muzyka...
Gdzieś daleko z przodu, od strony wylotu wąwozu, lekki wiatr zdawał się nieść ze sobą ledwie słyszalne dźwięki melodii wygrywanej na flecie lub podobnym do fletu instrumencie.
Wątek techniczny
Udało mi się przed wyjazdem napisać jeszcze dwa updaty! Powyżej pierwszy z nich, drugi zaś wrzucę, kiedy będę już wiedział (dla potrzeb rozliczeń taktycznych) jak wygląda definitywnie szyk obrońców. Pełny szereg zamykający całą szerokość wąwozu w przewężeniu powinien liczyć ośmiem osób. Sześciu Duvikan, wśród nich również sam Zoltar Januk, bez czekania stanęło z przodu, wszyscy mają tarcze. Zostały dwa wolne miejsca. Zostawicie je puste, wstawicie tam dwóch innych Duvikan czy ktoś z Was zechce okryć się nieśmiertelną chwałą i stanąć w pierwszym szeregu z resztą straceńców? Poproszę o dokładne rozpisanie szyku blokady.
W wąskiej przestrzeni wąwozu panował znacznie ciemniejszy mrok niż w samym Duviku, toteż Eithart dziękował w duchu tym przezornym wojownikom, którzy zabrali ze sobą zapalone łuczywa, rozświetlając ich migotliwym blaskiem porowate skalne ściany pnące się wysoko w górę ponad głowy zdesperowanych obrońców. Wieść o przerażającej naturze intruzów, przyniesiona przez zdyszanego Mordila i depczącą mu po piętach Uhrę, zmroziła krew w żyłach osadników, a i twarze towarzyszy podróży Eitharta powlekła dziwna bladość, wszyscy zaciskali jednak kurczowo palce na swym orężu.
Gorlamita zabrał ze sobą prócz Trehanta, Skeli, Mordila i Uhry jeszcze dwunastu Duvikan, wybierając w pierwszej kolejności tych mężczyzn, którzy zdążyli założyć na siebie skórznie i zabrali cięższą broń, w głównej mierze włócznie i miecze. Pozostawiając Hakana Harmuna i Oktara Detelfa z zadaniem zorganizowania drugiej linii obrony w samej osadzie ludzie Eitharta pobiegli w głąb wąwozu, przeskakując co większe kamienie i starając się dotrzeć jak najszybciej do przewężenia rozpadliny, gdzie ośmiu stojących ramię w ramię obrońców mogło zatarasować całe przejście.
- Jeszcze ich nie widać! - huknął jeden z Duvikan, długowłosy młodzieniec o przeciętej podłużną blizną twarzy, którego Detelf przedstawił Eithartowi jako Zoltara Januka, jednego z bardziej biegłych w żołnierskiej sztuce wojowników - Formować szyk! Do szeregu!
Sześciu Duvikan niosących prócz broni tarcze natychmiast skoczyło do przodu nie czekając na polecenie Eitharta, pozostali zawahali się widząc wolne miejsca w pierwszym szeregu i spozierając znacząco na tych cudzoziemców, którzy posiadali własne tarcze.
Od strony rzecznego koryta nie dobiegał żaden odgłos zbliżających się kroków, żaden inny dźwięk mogący zdradzać obecność nadciągających nieumarłych. W ciężkiej napiętej ciszy niosły się zduszone pomruki tych wojowników, którzy odmawiali pod nosami graamickie modlitwy, od czasu do czasu zaszczękały uderzające o siebie kawałki metalu, gdy okucie czyjejś tarczy zetknęło się z mosiężnymi płytkami wbitymi w skórzane kaftany.
- Słyszycie to? - odezwał się znienacka Zoltar Januk, prostując się mimowolnie i przekręcając w bok głowę w geście nasłuchiwania - Jakby jakowaś muzyka...
Gdzieś daleko z przodu, od strony wylotu wąwozu, lekki wiatr zdawał się nieść ze sobą ledwie słyszalne dźwięki melodii wygrywanej na flecie lub podobnym do fletu instrumencie.
Wątek techniczny
Udało mi się przed wyjazdem napisać jeszcze dwa updaty! Powyżej pierwszy z nich, drugi zaś wrzucę, kiedy będę już wiedział (dla potrzeb rozliczeń taktycznych) jak wygląda definitywnie szyk obrońców. Pełny szereg zamykający całą szerokość wąwozu w przewężeniu powinien liczyć ośmiem osób. Sześciu Duvikan, wśród nich również sam Zoltar Januk, bez czekania stanęło z przodu, wszyscy mają tarcze. Zostały dwa wolne miejsca. Zostawicie je puste, wstawicie tam dwóch innych Duvikan czy ktoś z Was zechce okryć się nieśmiertelną chwałą i stanąć w pierwszym szeregu z resztą straceńców? Poproszę o dokładne rozpisanie szyku blokady.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-"My ruchata do przodku zgnieść te truposzczaki! Po co sie krywać za inna, dawać ogienek i woda świńcona i lecieć na przodek. Wy chieta życiować wiecznista?!"
Jeśli zdążę dopiec do mojego wierzchowca i wrócić to tak robię a wtedy, przeprowadzę szarżę na te zgniłe truposzczaki, a jeśli mi się nie uda być pierwszym to i tak biegnę po mojego konika, lepiej aby on zgniótł opór niż te biedne człeki.
Jeśli zdążę dopiec do mojego wierzchowca i wrócić to tak robię a wtedy, przeprowadzę szarżę na te zgniłe truposzczaki, a jeśli mi się nie uda być pierwszym to i tak biegnę po mojego konika, lepiej aby on zgniótł opór niż te biedne człeki.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
- Nie wiadomo co to za melodia. Na wszelki wypadek się w nią nie wsłuchujcie. Możemy nawet wznosić jakieś okrzyki, aby ją trochę zagłuszyć. Mordil, nie ma potrzeby rwać się do szarży, gdyż wróg musi i tak przez nas przejść. Stańcie lepiej z Uhrą w szeregu, gdyż oboje nosicie tarcze. Ja jeszcze chciałem z kapłanem jedną rzecz przedyskutować.
Wątek techniczny
Odchodzę z Eithartem kilkanaście kroków w stronę osady i rozmawiam z nim cicho.
Wątek techniczny
Odchodzę z Eithartem kilkanaście kroków w stronę osady i rozmawiam z nim cicho.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Konie i Twój Gulmak z pewnością by się przydały, jeno nim je osiodłamy to kashandilski rok minie. Zresztą bać się martwych mogą. Toć przecie nienawykłe do walk z martwiakami a to komplikacje może wprowadzić. Możem ewentualnie później umyślnego pchnąć co by wierzchowce oporządzono i przyprowadzono. (byle by nikt nie pomyślał, że uchodzić chcemy).
Wątek techniczny
Ruszenie do przodu nie jest najgorszym pomysłem, bo pierwsze primo atakując zyskujemy inicjatywe, której póki co nie mamy, po drugie primo dysponujemy mniej więcej równymi co do martwych Esajan siłami i po trzecie primo ultimo
moę udałoby nam się tego muzyka - zapaleńca schwytać, zanim jakiejś biedy większej narobi
Wątek techniczny
Ruszenie do przodu nie jest najgorszym pomysłem, bo pierwsze primo atakując zyskujemy inicjatywe, której póki co nie mamy, po drugie primo dysponujemy mniej więcej równymi co do martwych Esajan siłami i po trzecie primo ultimo
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Na początek małe sprostowanie - omylnie zinterpretowałem deklarację Venara dopisując go do reszty grupy, podczas gdy tropiciel pozostał w osadzie.
Teraz raz jeszcze proszę o potwierdzenie bieżących deklaracji - czy Mordimer wraca do osady po gulmaka, czy Uhra staje w pierwszym szeregu po sugestii Trehanta, czy Eithart planuje podkraść się w głąb wąwozu? Szybkie odpowiedzi w cenie, mam troszkę czasu i dostęp do kompa, mógłbym klepnąć mały updacik!
Na początek małe sprostowanie - omylnie zinterpretowałem deklarację Venara dopisując go do reszty grupy, podczas gdy tropiciel pozostał w osadzie.
Teraz raz jeszcze proszę o potwierdzenie bieżących deklaracji - czy Mordimer wraca do osady po gulmaka, czy Uhra staje w pierwszym szeregu po sugestii Trehanta, czy Eithart planuje podkraść się w głąb wąwozu? Szybkie odpowiedzi w cenie, mam troszkę czasu i dostęp do kompa, mógłbym klepnąć mały updacik!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Kwestię Uhry już mamy za sobą, pozostaje jeszcze zaczekać na deklaracje pozostałych zainteresowanych. W międzyczasie naszła mnie pewna refleksja dotycząca balariońskich tarczowników - co na ziemi niebywale skąpej w drewno może być tego drewna substytutem potrzebnym do tworzenia tarczy? Tylko metal? Twarde skóry? Duże płaskie kości? Pytanie otwarte, również dla Czytaczy. Najciekawszą propozycję nagrodzę uwiecznieniem w PBF-ie pod postacią opisu tarczy Uhry!
Kwestię Uhry już mamy za sobą, pozostaje jeszcze zaczekać na deklaracje pozostałych zainteresowanych. W międzyczasie naszła mnie pewna refleksja dotycząca balariońskich tarczowników - co na ziemi niebywale skąpej w drewno może być tego drewna substytutem potrzebnym do tworzenia tarczy? Tylko metal? Twarde skóry? Duże płaskie kości? Pytanie otwarte, również dla Czytaczy. Najciekawszą propozycję nagrodzę uwiecznieniem w PBF-ie pod postacią opisu tarczy Uhry!