Post
autor: mordimer00 » 08 października 2011, 13:20
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy.
Margolas uśmiechnąwszy się pod nosem odparł: -"Dyć jasne to, przeca to zawsze lepiej mieć do kogo gębę otworzyć. Gdzież to droga prowadzi?". Przyszło mu na myśl, że może oda się napić i podjeść za darmo, a przy okazji spędzić miło wieczór.
Elf kładąc na ławie dzban i kufle delikatnie kiwnął głową mówiąc: -"Jestem El Amras, napijemy się razem Panie bo samemu nie przystoi a zmarzłem i trza się rozgrzać." . Po czym siadł na ławie i zaczął rozlewać trunek do naczyń.
W tej samej chwili otwierając drzwi i wpuszczając chłodne powietrze do środka karczmy wszedł człowiek. (Średniego wzrostu, średniej budowy, włosy średniej długości, brązowe oczy. Porządne ubranie, na nim brygantyna (zbroja kurtkowa metalizowana typowa) przesłonięta futrzanym płaszczem. Na każdej dłoni złoty pierścień. Na szyi złoty medalion z symboliką oriakańską. Przy sakwach również jednoręczny młot, ale taki, który nie wykazuje śladów zbyt częstego grzmocenia nim po łbach. Przy pasie kordelas w pochwie)..
Nowo przybyły rozejrzał się szybko po pomieszczeniu, odkładając swoje rzeczy na pobliską ławę, spokojnym ale dobitnym głosem oznajmił: -"Pokój i dostatek temu domowi! -i składając dłonie w geście oriakańskiego pozdrowienia - Niech na tutejszych mieszkańców spłynie błogosławieństwo Mitrylowego Boga, niechaj się bogacą i wiodą szczęśliwy żywot..
Karczmarz zajęty właśnie szykowaniem talerzy zwrócił swoją twarz w stronę drzwi, uśmiechając się serdecznie i składając dłonie w zwyczajowym geście pozdrowienia wyznawców Oriaka rzekł: -"Pokój i dostatek Czcigodnemu, aby moc Największego spływała na Was panie każdego dnia" ukłoniwszy się w stronę Kethera oddając mu szacunek należny jego osobie. Karczmarz szybko ruszył w stronę kapłana, jednocześnie wołając -"Laurelin, Idril bywajcie tutaj a prędko" Po czym skłonił się jeszcze raz przed kapłanem górując nad nim wzrostem, jak i posturą. -"Witam Panie w moich progach, zaraz podam ciepłą strawę i napitek dla Waści, proszę siadajcie, może ogrzejecie się przy ogniu?" Po czym wskazał ręką na kominek w którym w górę strzelały języki ognia.
Zza lady, z bocznych drzwi niosąc duże tace z parującym jedzenie ukazały się dwie ludzkie kobiety. Pierwsza około 30 letnia, średniego wzrostu, puszysta, ubrana w mieniącą się czerwienią bluzkę, zapiętą pod samą szyję, z blond włosami zaplecionymi w dwa warkocze opadające obok uszu i schodzące na obfity biust kobiety, niosąc tacę ubrana była w siwą spódnicę i nałożony na nią fartuch. Druga z kobiet także blondynka, w wieku 17-18 lat, mająca na sobie zielonkawą bluzkę z rękawami sięgającymi dłoni i z małym dekoltem, włosy miała spięty w warkocz, spódnica sięgająca kostek także była w odcieniu zieleni.
Margolas i Amras uważnie przyglądali się, znad kufli nowo przybyłem jak i dwóm kobietom. Które szybko ruszyły w stronę siedzących gości niosąc jadło.
Zapach który doszedł do wszystkich obecnych, przypomniał gościom jak bardzo są głodni. Kobiety postawiwszy na ławie dwie tace, na jednej trzy znajdowały się trzy miski- dwie wypełnione kaszą ze skwarkami i kawałkami mięsiwa, jedna z gęstym sosem (sądząc po zapach chyba z królika z dodatkiem grzybów), na drugiej zaś tacy w dwóch miskach znajdowało się pieczone mięso i świeżo parujące kiszki, ociekające polanym tłuszczem ze skwarkami.
Uśmiechając się ruszyły w stronę przywołującego ich karczmarza.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."