PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 07 października 2011, 18:58

Skela jest ranny więc nie będę ryzykował przypadkowego trafienia więc postaram się jednak unikać walki jeśli to będzie tylko możliwe. Jeśli nie będzie to możliwe to oczywiście walczę włócznią oburącz stosując dodatkowo "powstrzymanie", przede wszystkim nie chcę zostać trafiony.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 08 października 2011, 14:30

Ile Sanna jest ode mnie? Staram się uwolnić od tych dwóch trzymających mnie za nogi i jeśli uda mi się zyskać chwilę czasu to wbijam swój topór w ziemie i wyciągnę drugi zza pasa i rzucę w Sanne. Jeśli stwierdzę, że to nie ma szans to rozglądam się szybko jak się cała sytuacja przedstawia.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 09 października 2011, 07:09

//sorry bardzo za milczenie, ale wróciłam do roboty i koszmarnie nie miałam czasu aby tu zajrzeć//

[KETH] Dobrze wiedzieć, że wszystko u Ciebie w porządku! Usprawiedliwiona nieobecność jest wybaczana :)
Ostatnio zmieniony 09 października 2011, 09:48 przez Ula, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 października 2011, 09:58

Ostatnia rubież Duviku, noc

Zdjęci grozą Duvikanie poszli w rozsypkę równie szybko jak Trehant ich zebrał. Wrzeszcząc wniebogłosy i ciskając pod nogi dopiero co pozbierany oręż zaczęli skakać przez kamienne murki okolicznych domostw, tratując się nawzajem i przepychając z bezwzględną brutalnością zrodzoną z żądzy przetrwania.

Łowca makunów jęknął w duchu świadomy tej rejterady, ale nie ważący się nawet na chwilę obejrzeć za siebie. Półork nie odrywał wzroku od zbliżających się arkanów, zwłaszcza zaś tego, które ledwie co zabił w krwawy sposób młodego żołnierza.

Zostali z nim trzej Duvikanie, śmiertelnie bladzi, ale w skrajnej desperacji zdecydowani raczej postradać życie niż ponownie okryć się hańbą sromotnej ucieczki. Wszyscy ściskali w prawicach miecze, przestępując z nogi na nogę w oczekiwaniu na atak martwiaków.


Wątek techniczny

Testy strachu wyklarowały sytuację. Z jedenastu towarzyszących Trehantowi wojowników ośmiu uciekło zdjętych grozą. Pozostali trzej dają wyrównany liczbowo układ sił w stosunku czterech do czterech. Treant, będzie rzezanie czy odwrót? (wciąż jeszcze możesz się rzucić do ucieczki).

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 09 października 2011, 12:39

- Nie rozdzielamy się! W miarę możliwości eliminujemy jednego po drugim. Walczcie bardziej defensywnie. Te szczypce potrafią zdrowo chlasnąć, wierzcie mi!

Wątek techniczny

Będę próbował angażować walką mrówkoludy po kolei, tak długo, jak będzie to możliwe, licząc na to, że sprawnie uporamy się z jednym, a może dwoma, dzięki czemu przewaga liczebna będzie po naszej stronie.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 października 2011, 12:44

Cóż, ryzyk - fizyk. Ubiję wpierw arkana zmierzającegow stronę Uhry nim zajmę się Sanną, chyba, że w ocenie Eitharta ostrzeżenie wojowniczki przed zbliżającym się niebezpieczeństwem wystarczy - wtedy krzyczę do Uhry i ruszam w stronę Sanny
Ostatnio zmieniony 09 października 2011, 13:30 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 października 2011, 21:55

Uliczki Duviku, noc

Skela wciąż czuł strużkę krwi wyciekającej spod prowizorycznego opatrunku na ranie barku, promieniującej bólem przy każdym gwałtowniejszym poruszenie. Starcie z martwym arkanem stanowiło szczyt tego, czego tropiciel wolałby tej strasznej nocy uniknąć, toteż mężczyzna podjął w ułamku sekundy odpowiednią decyzję i ściskając kurczowo włócznię zawrócił w miejscu pędząc w kierunku najbliższego kamiennego domostwa. Odbił się silnie od ziemi i przeskoczył przez niskie ogrodzenie, lądując po przeciwnej stronie na ugiętych zwinnie nogach. Szybki rzut okiem ponad ramieniem z miejsca rozwiał jego nadzieję na pozbycie się makabrycznego pościgu: powłóczący nogami mrówkolud już był za murkiem, gramoląc się ociężale na zbudowaną z nierównych kamiennych bloczków przeszkodę.

Skela rozejrzał się błyskawicznie wokół siebie, dostrzegając szeroko otwarte drzwi niskiej parterowej chatki przylegającej ciasno do stromej ściany przepaści. Mężczyzna wiedział, że w niemal wszystkich budowlach Duciku znajdowały się wyjścia na dachy, a poruszając się dachami właśnie miał większą szansę na wymknięcie się niezgrabnym martwiakom.

Ryzykował jedynie to, że arkan dopadnie go w ciasnym wnętrzu domostwa, zanim człowiek odnajdzie w ciemnościach drabinkę wiodącą na dach.


Wątek techniczny

Venarze, możesz uciekać poprzez chatę na jej dach, a potem próbować skakać z dachu na dach; możesz też wiać przez inny segment muru albo podjąć walkę z modyfikatorem +40 do TR w pierwszej rundzie, kiedy arkan będzie przełaził przez murek (co oznacza dodatkowo, że nie będzie on w pierwszej rundzie walczył, od drugiej jednak miej się na baczności). Co robisz?

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 09 października 2011, 22:27

Bonus +40 wygląda kusząco, ale szanse na to że wygram starcie w pierwszej rundzie są nikłe. Zaryzykuję jednak ucieczkę do domu, może będzie możliwość zatarasowania za sobą drzwi zanim do nich dopadnie arkan
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 października 2011, 21:06

Ostatnia rubież Duviku, noc

Mięśnie Mordila zdawały płonąć żywym ogniem, trawione coraz większym zmęczeniem. Goblin dyszał, charczał i pluł drobinkami gęstej śliny, ale wciąż nie przestawał wywijać swym toporem, kreśląc ubroczoną cuchnącą posoką stalą mordercze kręgi w powietrzu. Jeden z szarpiących go za nogawice ożywieńców stracił obydwie ręce, a zaraz potem rozrąbaną na połowy głowę, ale tłuczony pięściami i targany za odzienie Mordil czuł, że lada chwila ulegnie naporowi wroga. Coś stało się za jego plecami - coś, co sprawiło, że walczący dotąd karnie żołnierze tworzący mur tarcz poszli w ostatniej chwili w rozsypkę, oglądając się w panice za plecy i ustępując przed przerzedzonymi już gęsto martwiakami.

Mordil nawet nie próbował sprawdzać, co ich tak przeraziło, charcząc jeszcze głośniej i rąbiąc martwe ciała toporem na podobieństwo zajętego ubojem rzeźnika. Jakieś paznokcie rozorały mu do kości lewe przedramię, jakieś zęby wgryzły się w prawe ucho. Goblin wrzasnął wniebogłosy, obalił gryzacza na ziemię potężnym kuksańcem, rozpłatał zamaszystym cięciem tors napierającego na niego martwego Duvikanina w lekkiej kolczudze. Zbroja pękła z głośnym trzaskiem, rozrąbane ogniwa kolczugi posypały się z brzękiem na skalisty grunt.

Eithart gdzieś zniknął, Uhra chwilę wcześniej odskoczyła w tył zaprzestając walki, Duvikanie jeden po drugim cofali się pośpiesznie i bijący się o swe życie Mordil stwierdził znienacka, że został sam przeciwko kilku wciąż dybiącym na niego martwiakom.


Wątek techniczny

Nagłe ożywienie arkanów spowodowało, że walczący w pierwszej linii Duvikanie zaczęli się wycofywać na moment przed ostatecznym zwycięstwem, pozostawiając Mordila na pastwę czterech czy pięciu zombie w lekkich pancerzach. Co gorsza, goblin odniósł kolejne obrażenia, tym razem zaliczając 53 rany obuchowe, co zredukowało jego ŻYW do 22. Jeśli teraz dosięgnie go kolejny celny cios, waleczny barbarzyńca najpewniej już go nie przetrwa.

Ale na otarcie łez dodam, że w rankingu fragów przebił Uhrę, ponieważ zarąbał w międzyczasie następne dwa martwiaki. Co teraz, Mordi, dalsza walka czy pośpieszny odwrót?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 października 2011, 21:07

Uliczki Duviku, noc

Skela wpadł do ciemnej izby, omal nie przewracając się o jakiś postawiony w przejściu stołek i rozbijając łokciem wysoki gliniany dzban. Wytężając rozpaczliwie oczy mężczyzna próbował odnaleźć w ciemnościach schodki lub drabinkę wiodącą na dach domostwa, ale w przeciwieństwie do Uhry czy Trehanta był człowiekiem czystej krwi i nie posiadał ich nadnaturalnej zdolności widzenia w mroku.Zanim dojrzał rozmazany zarys wąskich kamiennych schodków, ścigający go mrówkolud już stanął w progu opustoszałego domostwa, ledwie się w przejściu mieszcząc i odłupując chitynowymi tarczkami spore płaty tynku.

Tropiciel rzucił się na schodki sadząc w górę po kilka naraz, spodziewając się w każdej chwili ucapienia za nogi i morderczego uścisku potężnych szczypiec i żuwaczek stwora. Arkan był wielki, dużo od człowieka wyższy, a swoją masą mógł Skelę bez kłopotu zmiażdżyć, gdyby się przypadkiem na ofiarę przewrócił. Z głębi izby dobiegły donośne hałasy tratowanych mebli, jakieś trzaski i łomot przybliżające się szybko w stronę schodków. Skela zaparł się o klapę zamykającą wejście na dach, zaczął naciskać na nią z siłą zrodzoną z rozpaczy. Gruba drewniana klapa odskoczyła z donośnym trzaskiem w tej samej chwili, w której chitynowy pancerz arkana zaszurał na najniższych schodkach.

Skela wysadził na dach uskrzydlony grozą, odskoczył czym prędzej od otworu wejściowego zastanawiając się w duchu, czy aby nie powinien spróbować zamknąć wejścia, zanim mrówkolud wychynie na górę.

Nie zdążył. Potworny kanciasty łeb stwora wysunął się z otworu dachowego, ale potężne barki arkana utkwiły w zbyt ciasnej przestrzeni uniemożliwiając mu szybkie wydostanie się na dach.


Wątek techniczny

Chwila pełna grozy. Skela już jest na dachu, a arkan depcze mu po piętach, ale ze względu na zbyt duże rozmiary utknął na chwilę w otworze wejściowym nad schodkami (oznacza to dla niego brak OB z aktualnej ZR do czasu wydostania się z otworu). Tropiciel może skorzystać z okazji, by wrazić bydlakowi włócznię w ślepia albo poszukać czym prędzej relatywnie bliskiego innego dachu, aby nań przeskoczyć ponad uliczką. Venar, co robisz?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 października 2011, 21:24

Ostatnia rubież Duviku, noc

Eithart zamarł na chwilę w zupełnym bezruchu, rozdarty wahaniem. Martwy arkan sunął w stronę tkwiącej pośród bitewnego zamętu Uhry, unosząc wysoko swe zakończone szczypcami odnóża i rozwierając je szeroko. Gorlamicki kapłan pojął w ułamku chwili, że wykrzykiwanie jakichkolwiek ostrzeżeń w tym rozgardiaszu nie ma sensu, bo oszołomiona gwardzistka najpewniej nawet tych krzyków nie usłyszy. Mężczyzna zmienił chwyt palców na rękojeści swego miecza i runął w stronę mrówkoluda zamierzając przeciąć mu drogę.

Ostrze długiego miecza zalśniło w mdłym blasku porzuconych na ziemię i dogasających powoli łuczyw, zatoczyło w powietrzu łuk opadając na pokryty chityną bark potwora. Stal zazgrzytała na naturalnym pancerzu bestii, wycięła w nim wąską podłużną szramę, z której pociekło zaledwie kilka kropel cuchnącej zgnilizną krwi. Mężczyzna zakrzyknął z całej siły, dając tym krzykiem upust swej dzikiej frustracji i gniewowi, zamachnął się ponownie mieczem uchodząc jednocześnie przed niemrawym, ale śmiertelnie niebezpiecznym machnięciem ciężkich szczypiec stwora.

Arkan runął w ślad za swym przeciwnikiem i Eithart natychmiast to wykorzystał, kucając błyskawicznie i zastawiając się trzymanym oburącz mieczem. Kuta z doskonałej stali klinga broni oparła się o rozwartą niemo gardziel mrówkoluda i weszła z głuchym chrzęstem w jego czaszkę dosięgając sztychem rozkładającego się mózgu.

Stwór nie zacharczał, nie zamachał spazmatycznie kończynami, po prostu przechylił się do tyłu i grzmotnął bezwładnie na grzbiet zastygając w całkowitym bezruchu. Upadając arkan wyrwał swym ciężarem broń z ręki Eitharta, toteż mężczyzna zerwał się ponownie z kucek zdecydowany odzyskać miecz za wszelką cenę, zanim dopadnie go któryś z pozostałych mrówkoludów.


Wątek techniczny

Można odnieść wrażenie, że martwe arkany są znacznie groźniejszymi przeciwnikami od martwych ludzi (ŻYW oscylująca w granicach 250 to tylko jeden z ich atutów), a mimo to nasz gorlamita poradził sobie z takim potworem w sparingu jeden na jednego i tym samym pomścił tragiczną śmierć Jareda Brunty! W 21. momencie 1. rundy trafił z wynikiem 56 wbijając stworowi 156 ran, zaś w 21. momencie 2. rundy celne trafienie przy wyniku 84 (na styk, RST 86) poprawiło samopoczucie MG rezultatem w postaci dodatkowych 118 ran.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 10 października 2011, 21:26

Odwrót na z góry upatrzone pozycję, czyli wycofuje się szybko do jakiejś większej grupki obrońców, najlepiej tam gdzie Uhra, jeśli uda mi się wykonać pewien manewr to tak robię.
Wycofując się kilkoma szybkimi krokami, jeśli znajdę się w odległości około 5-6 metrów od martwiaków, przekładam topór do drugiej ręki a prawą rzucam w Sanne toporkiem do rzucania, które mam dwa, jeśli trafie...to zobaczymy co i jak dalej.
Jest szansa na taki manewr?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 10 października 2011, 22:03

Teraz jestem w zdecydowanie lepszej sytuacji niż przedtem więc oczywiści atakuję arkana włócznią
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 października 2011, 22:08

Ostatnia rubież Duviku, noc

Trzej Duvikanie, którzy wbrew wszystkiemu nie uciekli w obliczu mrówkoludów ściśnili szyk wokół Trehanta, niejako z marszu uznając jego autorytet i podporządkowując się rozkazom. Jednym z nich okazał się Januk Zoltar, dowódca kontyngentu wysłanego z zadaniem obrony wąwozu, pozostałych dwóch półork nie znał i zadawał sobie w myślach pytanie, czy zdąży ich jeszcze za życia poznać, swego lub ich.

- Kupą na nich, za mną! - krzyknął łowca makunów wywijając dziarsko szablą i modląc się jednocześnie w duchu o to, by głos nie zadrżał mu w tak ważnym momencie. Duvikanie odkrzyknęli coś jednym tchem i skoczyli do przodu ramię w ramię z Trehantem.

Miecze syknęły cicho tnąc powietrze i zgrzytając na chitynowych pancerzach potworów w rytm wściekłych okrzyków zdesperowanych ludzi. Trehant uwijał się na ugiętych w kolanach nogach, rąbiąc ostrzem swej szabli po podbrzuszach mrówkoludów, które w tym samym czasie próbowały pochwycić w szczypce skaczących wokół nich ludzi. Pierwszy potwór runął z głuchym łoskotem na piersiową płytę, powracając do naturalnego stanu rzeczy przystającego martwym stworzeniom. Półork wskoczył z rozpędu na grzbiet mrówkoluda, chlasnął zamaszyście następnego arkana dźganego w tym samym czasie duvikańskimi mieczami. Ostrze rozrąbało paszczękę stwora, odcięło gładko obie żuwaczki posyłając martwiaczą bestię w skalisty pył drogi.

Jakiś rozochocony pozorną niemrawością mrówkoludów żołnierz postanowił wziąć przykład z mężnego łowcy, doskoczył zbyt blisko innego stwora chcąc wrazić mu ostrze miecza w szkliste czarne oko. Machnięcie chitynowych kończyn pogruchotało mu w ułamku chwili żebra, cisnęło ciałem nieszczęśnika w ścianę najbliższego domostwa.

- Uskakiwać! - ryknął Trehant widząc jak ciało Duvikanina nieruchomieje pod ścianą na podobieństwo worka warzyw - Nie za blisko!

Atakując w parze z innym wojownikiem półork odrąbał kilka fragmentów chityny z cielska następnego potwora, wycinając w jego bladym mięsie szkarłatne bruzdy. Martwiak zdawał się nie zwracać na odnoszone rany najmniejszej uwagi, całą uwagę poświęcając obu przeciwnikom. Niepomny własnego ostrzeżenia łowca odskoczył zbyt późno, kiedy w jego stronę śmignęły ciężkie łapy stwora i potężne uderzenie zwaliło go z nóg. Nim arkan dokończył swego dzieła, towarzyszący Trehantowi wojownik powalił go pchnięciem w kark, wpychając swój miecz aż po jelec w cielsko bestii.

Trehant pozbierał się pośpiesznie z ziemi, mrugając rozpaczliwie i próbując złapać oddech. Klatka piersiowa bolała go potwornie, a uczucie przenikliwego kłucia sugerowało złamanie co najmniej trzech żeber. Mężczyzna podniósł czym prędzej z ziemi upuszczoną w trakcie upadku szablę, ale zaraz opuścił uzbrojoną w nią dłoń widząc jak pozostali dwaj mężczyźni zarąbują silnymi ciosami mieczu ostatniego mrówkoluda w swym pobliżu.

Lecz na ulicach i w zaułkach Duviku wciąż trwała spowita mrokiem walka na śmierć i życie.


Wątek techniczny

Trehant zniszczył dwa martwiacze arkany (solidnie wcześniej nadgryzione przez duvikańskich towarzyszy), dwa pozostałe załatwili sami pomocnicy, chociaż jeden z nich drogo za to zapłacił. Sam bohater też nie wyszedł z walki bez szwanku, cios arkana zadał mu bowiem w 2. momencie 2. rundy 108 obrażeń redukując ŻYW półorka do 5!

Pomyślmy o nowych opcjach: odwrót w głąb wioski, konsolidacja z Eithartem, zabarykadowanie się w chatce dla gości, rozpoczęcie dalekiej szarży na martwiaki napierające na Mordila, inne deklaracje?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 października 2011, 22:17

Ostatnia rubież Duviku, noc

Wściekając się na zmienność losu barbarzyńca zaczął cofać się krok za krokiem w stronę Uhry i Eitharta, wciąż wymachując toporem w nadziei na odpędzenie od siebie idących sztywnym krokiem martwiaków. Rzecz jasna była to nadzieja płonna, albowiem bluźnierczy słudzy Sanny Wehael nie czuli na widok topora strachu i nie lękali się też zadawanego z jego pomocą bólu. Goblin musiał dokładać wszelkich starań, by przypadkiem nie zahaczyć nogą o któreś z leżących wokół ciał, gdyby bowiem padł, mógł zginąć pod ciężarem opadających na niego ożywieńców, dzika plemienna duma jednak nie pozwalała odwrócić się do wroga plecami i po prostu zemknąć.

Z tyłu toczyła się inna walka, Mordil dostrzegał kątem oka ludzkie sylwetki uwijające się z okrzykami gniewu i strachu wokół górujących ponad nimi masywnych sylwet, które nie mogły być niczym innym jak tylko ożywionymi czarną magią arkanami.

Przerzucając swój topór do lewej ręki barbarzyńca wyrwał zza pasa mniejszy toporek, doskonale wyważony i przeznaczony do rzucania, oplótł jego uchwyt sękatymi palcami wypatrując ukrytej gdzieś w tyle zdradzieckiej hasarytki. Poświata magicznego światła znaczyła czarnym kontrastem ciała szurających nogami martwiaków, zasłaniających coraz bardziej rozzłoszczonemu goblinowi tkwiącą gdzieś za nimi czarownicę.


Wątek techniczny

Odwrót jest jak najbardziej możliwy, sięgnięcie po toporek też, tylko rzucać za bardzo nie ma w kogo, bo Sanny nie widzisz. Część pola widzenia zasłaniają Ci nadciągający ożywieńcy, część istne pryzmy porąbanych ciał, za którymi wiedźma mogła się ukryć.

ODPOWIEDZ