PBF - Płonąca granica
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zachodnia Wirginia, pogranicze Federacji Appalachów, 3 maja 2055
Niemiłosiernie zdezelowany pikap GMC wydawał z siebie złowieszczy charkot przegrzanego silnika, ale parł zniszczoną stanową czterysta sześćdziesiątką z niesłabnącą werwą, wyrzucając z rury wydechowej kłęby czarnych spalin. Siedzący za kierownicą wozu Paul Wilson sprawdzał co chwilę temperaturę chłodnicy podejrzewając, że wysłużony samochód wywinie pasażerom nieprzyjemną niespodziankę gdzieś pomiędzy Blush Fork i Simmons. Obydwa miasteczka były opuszczonymi przez ludzi wiele lat temu ruinami, gdzie bujna roślinność brała we władanie rozpadające się domy, sklepy i zakłady rzemieślnicze, ale pomiędzy nimi znajdowało się zamieszkane wciąż Bluewell, pierwszy cel podróży kurierów.
Paul Wilson oderwał na chwilę wzrok od popękanej nawierzchni stanówki, spojrzał szybko na siedzenie pasażera jakby się chciał upewnić, że przyciśnięta załadowanym HK MP5 skórzana aktówka o wytartych ze starości bokach wciąż spoczywa bezpiecznie w fotelu. Chociaż sama z siebie nie budziła większego zainteresowania, dla Wilsona była cenniejsza od samego pikapa, rozlatującego się kawałek po kawałku i mogącego w każdej chwili rozkraczyć się definitywnie pośrodku pustkowi.
Przewożone w niej opieczętowane listy, zaadresowane starannym charakterem pisma przez wielkiego konstabla Vincenta Clarka z Peterstown, przeznaczone były do rąk własnych samozwańczych burmistrzów Bluefield i Anawalt. Paul nie miał pojęcia, jakie zawierały treści i niezbyt go to interesowało - ważne było paliwo, konserwy i tabletki do odkażania wody, którymi przedstawiciel władz Federacji Appalachów opłacił kurierską usługę trójki najemników - zwłaszcza zaś bezcenne paliwo. I ważna była reputacja tychże najemników, ponieważ Clark nie omieszkał podkreślić, że pomyślność tej kurierskiej misji mogła się przełożyć w wymierny sposób na kolejne dobrze płatne zlecenia.
Wilson skrzywił gniewnie usta słysząc narastający w tyle ryk motocyklowego silnika. W popękanym tylnym lusterku pikapa mignął mu przez ułamek chwili jakiś kształt, po czym pędzący z zawrotną prędkością motor śmignął z ogłuszającym hukiem na wyciągnięcie ręki od opuszczonego bocznego okienka w szoferce samochodu i pomknął przodem lawirując pomiędzy rozrzuconymi gdzieniegdzie na poboczach rdzewiejącymi wrakami porzuconych lata wcześniej pojazdów. Siedzący na pace Jack Salt kciukiem uniósł rondo kapelusza, oderwany od dokładnego studiowania wytłuszczonej niemiłosiernie mapy Appalachów, odprowadził wzrokiem powiewającą luźnym dziurawym płaszczem męską sylwetkę dosiadającą ryczącego motoru.
Wątek techniczny
Do niedzieli 16 października już tylko kilka dni i myślę, że termin rozruchu nowej sesji zostanie dotrzymany! Niniejszym wkleiłem pierwszy post, by ci BN, którzy już oddali karty postaci mogli przedstawić się w kilku słowach pozostałym graczom oraz czytaczom.
Niemiłosiernie zdezelowany pikap GMC wydawał z siebie złowieszczy charkot przegrzanego silnika, ale parł zniszczoną stanową czterysta sześćdziesiątką z niesłabnącą werwą, wyrzucając z rury wydechowej kłęby czarnych spalin. Siedzący za kierownicą wozu Paul Wilson sprawdzał co chwilę temperaturę chłodnicy podejrzewając, że wysłużony samochód wywinie pasażerom nieprzyjemną niespodziankę gdzieś pomiędzy Blush Fork i Simmons. Obydwa miasteczka były opuszczonymi przez ludzi wiele lat temu ruinami, gdzie bujna roślinność brała we władanie rozpadające się domy, sklepy i zakłady rzemieślnicze, ale pomiędzy nimi znajdowało się zamieszkane wciąż Bluewell, pierwszy cel podróży kurierów.
Paul Wilson oderwał na chwilę wzrok od popękanej nawierzchni stanówki, spojrzał szybko na siedzenie pasażera jakby się chciał upewnić, że przyciśnięta załadowanym HK MP5 skórzana aktówka o wytartych ze starości bokach wciąż spoczywa bezpiecznie w fotelu. Chociaż sama z siebie nie budziła większego zainteresowania, dla Wilsona była cenniejsza od samego pikapa, rozlatującego się kawałek po kawałku i mogącego w każdej chwili rozkraczyć się definitywnie pośrodku pustkowi.
Przewożone w niej opieczętowane listy, zaadresowane starannym charakterem pisma przez wielkiego konstabla Vincenta Clarka z Peterstown, przeznaczone były do rąk własnych samozwańczych burmistrzów Bluefield i Anawalt. Paul nie miał pojęcia, jakie zawierały treści i niezbyt go to interesowało - ważne było paliwo, konserwy i tabletki do odkażania wody, którymi przedstawiciel władz Federacji Appalachów opłacił kurierską usługę trójki najemników - zwłaszcza zaś bezcenne paliwo. I ważna była reputacja tychże najemników, ponieważ Clark nie omieszkał podkreślić, że pomyślność tej kurierskiej misji mogła się przełożyć w wymierny sposób na kolejne dobrze płatne zlecenia.
Wilson skrzywił gniewnie usta słysząc narastający w tyle ryk motocyklowego silnika. W popękanym tylnym lusterku pikapa mignął mu przez ułamek chwili jakiś kształt, po czym pędzący z zawrotną prędkością motor śmignął z ogłuszającym hukiem na wyciągnięcie ręki od opuszczonego bocznego okienka w szoferce samochodu i pomknął przodem lawirując pomiędzy rozrzuconymi gdzieniegdzie na poboczach rdzewiejącymi wrakami porzuconych lata wcześniej pojazdów. Siedzący na pace Jack Salt kciukiem uniósł rondo kapelusza, oderwany od dokładnego studiowania wytłuszczonej niemiłosiernie mapy Appalachów, odprowadził wzrokiem powiewającą luźnym dziurawym płaszczem męską sylwetkę dosiadającą ryczącego motoru.
Wątek techniczny
Do niedzieli 16 października już tylko kilka dni i myślę, że termin rozruchu nowej sesji zostanie dotrzymany! Niniejszym wkleiłem pierwszy post, by ci BN, którzy już oddali karty postaci mogli przedstawić się w kilku słowach pozostałym graczom oraz czytaczom.
Ostatnio zmieniony 11 października 2011, 22:40 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zachodnia Wirginia, pogranicze Federacji Appalachów, 3 maja 2055
Samochód Paula Wilsona miał dobre czterdzieści lat, toteż nic dziwnego, że nikt nie rozpoznałby już w nim eleganckiego GMC Canyona 2012. Obdarty z lakieru w niezliczonych stłuczkach, naznaczony wgnieceniami i dziurami po przestrzelinach, pikap przypominał kanciastą pancerkę, obudowany grubymi metalowymi płytami przesłaniającymi część okien i blok silnika. Potłuczone osłony reflektorów i wytarte niemiłosiernie opony dopełniały żałosnego obrazu pospołu z kłębami czarnych spalin będących pozostałością po silnie zanieczyszczonym paliwie produkowanym domową metodą w rafinerii barona Whartona w Peterstown.
Wilson odgarnął z oczu swe długie, nierówno przycięte włosy, stuknął z pomrukiem niezadowolenia w kokpit szoferki zauważając, że strzałka paliwomierza ponownie podskakuje i opada w sposób nie mający nic wspólnego ze stanem faktycznym paliwem. Czujnik w baku zawodził coraz częściej, zmuszając kurierów do ustawicznego mozolnego obliczania zapasu benzyny.
Zwalniając nieco kierowca wychylił się do tyłu, sięgnął dłonią przez rozbite dawno temu okienko w tylnej ścianie kabiny i klepnął w ramię rozciągniętego wygodnie na pace Jacka Salta.
- Gdzie jesteśmy? - powiedział podniesionym głosem Wilson, przekrzykując nierówny hałas samochodowego silnika. Salt nie odrzekł nic w pierwszej chwili, rozkładając na kolanach trzymaną w zasięgu ręki mapę i przyglądając się jej uważnie.
- Gdzieś na wysokości Kellysville - powiedział po chwili namysłu - Cały czas na czterysta sześćdziesiątce.
Wątek techniczny
Żeby nie było, że BG nic nie muszą robią, a MG wszystkiego pilnować, chętnie zrzucę na Wasze barki obowiązek pilnowania stanu paliwa w baku pikapa. Benzyna to w obecnych czasach towar luksusowy i nikt chyba nie chciałby stanąć pośrodku pustkowi bez paliwa, prawda?
Proste rachunki. Wóz Wilsona ma spalanie rzędu 15 mil na galon, a w baku mieści się 19 galonów (teoretycznie wystarczy Wam na przejechanie 285 mil). W chwili wyjazdu z Peterstown mieliście zatankowane 12 galonów, do przejechania macie 55 mil w jedną stronę, pokonaliście już 8,5 mil. Kto będzie pilnował stanu benzyny?
Samochód Paula Wilsona miał dobre czterdzieści lat, toteż nic dziwnego, że nikt nie rozpoznałby już w nim eleganckiego GMC Canyona 2012. Obdarty z lakieru w niezliczonych stłuczkach, naznaczony wgnieceniami i dziurami po przestrzelinach, pikap przypominał kanciastą pancerkę, obudowany grubymi metalowymi płytami przesłaniającymi część okien i blok silnika. Potłuczone osłony reflektorów i wytarte niemiłosiernie opony dopełniały żałosnego obrazu pospołu z kłębami czarnych spalin będących pozostałością po silnie zanieczyszczonym paliwie produkowanym domową metodą w rafinerii barona Whartona w Peterstown.
Wilson odgarnął z oczu swe długie, nierówno przycięte włosy, stuknął z pomrukiem niezadowolenia w kokpit szoferki zauważając, że strzałka paliwomierza ponownie podskakuje i opada w sposób nie mający nic wspólnego ze stanem faktycznym paliwem. Czujnik w baku zawodził coraz częściej, zmuszając kurierów do ustawicznego mozolnego obliczania zapasu benzyny.
Zwalniając nieco kierowca wychylił się do tyłu, sięgnął dłonią przez rozbite dawno temu okienko w tylnej ścianie kabiny i klepnął w ramię rozciągniętego wygodnie na pace Jacka Salta.
- Gdzie jesteśmy? - powiedział podniesionym głosem Wilson, przekrzykując nierówny hałas samochodowego silnika. Salt nie odrzekł nic w pierwszej chwili, rozkładając na kolanach trzymaną w zasięgu ręki mapę i przyglądając się jej uważnie.
- Gdzieś na wysokości Kellysville - powiedział po chwili namysłu - Cały czas na czterysta sześćdziesiątce.
Wątek techniczny
Żeby nie było, że BG nic nie muszą robią, a MG wszystkiego pilnować, chętnie zrzucę na Wasze barki obowiązek pilnowania stanu paliwa w baku pikapa. Benzyna to w obecnych czasach towar luksusowy i nikt chyba nie chciałby stanąć pośrodku pustkowi bez paliwa, prawda?
Proste rachunki. Wóz Wilsona ma spalanie rzędu 15 mil na galon, a w baku mieści się 19 galonów (teoretycznie wystarczy Wam na przejechanie 285 mil). W chwili wyjazdu z Peterstown mieliście zatankowane 12 galonów, do przejechania macie 55 mil w jedną stronę, pokonaliście już 8,5 mil. Kto będzie pilnował stanu benzyny?
-
vampire1308
- Reactions:
- Posty: 435
- Rejestracja: 30 listopada 2008, 21:34
- Chłopaki, musimy się zatrzymać i sprawdzić stan benzyny ten wskaźnik jest do dupy, a jak wiecie musimy dojechać do celu. Salt, ty będziesz tego pilnował, mapy też, dobry w tym jesteś...
(jak widać mamy chętnego)
(jak widać mamy chętnego)
Ostatnio zmieniony 13 października 2011, 11:18 przez vampire1308, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zachodnia Wirginia, pogranicze Federacji Appalachów, 3 maja 2055
Jack Salt spojrzał ponad dachem szoferki Canyona na plecy jadącego przodem Radeforda, manewrującego ostrożnie motorem pomiędzy wyjątkowo głębokimi wyrwami w popękanej nawierzchni drogi, potem pokręcił przecząco głową.
- Zastępcy konstabla mówili, że niecałą milę za Kellysville jest mały zajazd, jeszcze na ziemiach barona Whartona! - odkrzyknął mężczyzna postukując palcem wskazującym w swoją postrzępioną mapę - Tam staniemy! Sprawdzi się bak i rozprostuje nogi!
Paul Wilson zmarszczył czoło rozważając propozycję przyjaciela, ale nie zwiększając nacisku stopy na pedale gazu samochodu.
Wątek techniczny
Nie jeździliście jeszcze w tym rejonie, toteż bazujecie na przedwojennych mapach drogowych i informacjach zasięgniętych u ludzi barona Whartona. Drogowy zajazd w Kellysville należy do miejscowego watażki i stanowi zarazem ostatni posterunek Federacji w tej części ziem władyki. Dalej zaczyna się dzikie pogranicze, gdzie leżą dwie niezależne od FA społeczności: Bluewell i Anawalt. Macie w wozie pocztę dyplomatyczną, którą trzeba tam dowieźć.
Oczywiście nawet na ziemiach uznawanych oficjalnie za terytorium FA należy zachować daleko posuniętą ostrożność, dlatego chętnie bym się dowiedział jak zamierzacie się w zajeździe pojawić. Oczywiście nie chcę ingerować zbyt mocno w Wasze decyzje, więc jeśli chcecie, możecie mimo wszystko zrobić postój już teraz.
Jack Salt spojrzał ponad dachem szoferki Canyona na plecy jadącego przodem Radeforda, manewrującego ostrożnie motorem pomiędzy wyjątkowo głębokimi wyrwami w popękanej nawierzchni drogi, potem pokręcił przecząco głową.
- Zastępcy konstabla mówili, że niecałą milę za Kellysville jest mały zajazd, jeszcze na ziemiach barona Whartona! - odkrzyknął mężczyzna postukując palcem wskazującym w swoją postrzępioną mapę - Tam staniemy! Sprawdzi się bak i rozprostuje nogi!
Paul Wilson zmarszczył czoło rozważając propozycję przyjaciela, ale nie zwiększając nacisku stopy na pedale gazu samochodu.
Wątek techniczny
Nie jeździliście jeszcze w tym rejonie, toteż bazujecie na przedwojennych mapach drogowych i informacjach zasięgniętych u ludzi barona Whartona. Drogowy zajazd w Kellysville należy do miejscowego watażki i stanowi zarazem ostatni posterunek Federacji w tej części ziem władyki. Dalej zaczyna się dzikie pogranicze, gdzie leżą dwie niezależne od FA społeczności: Bluewell i Anawalt. Macie w wozie pocztę dyplomatyczną, którą trzeba tam dowieźć.
Oczywiście nawet na ziemiach uznawanych oficjalnie za terytorium FA należy zachować daleko posuniętą ostrożność, dlatego chętnie bym się dowiedział jak zamierzacie się w zajeździe pojawić. Oczywiście nie chcę ingerować zbyt mocno w Wasze decyzje, więc jeśli chcecie, możecie mimo wszystko zrobić postój już teraz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Zachodnia Wirginia, pogranicze Federacji Appalachów, 3 maja 2055
Wiatr ryczał w uszach Ebenezera, gdy jego motocykl mknął podziurawioną czterysta sześćdziesiątką. Radeford miał już serdecznie dość tej jazdy. Po raz setny wypominał sobie rezygnacje z zakupu jaskrawo żółtego motocyklowego kasku proponowanego mu w poprzedniej mieścinie. Ale gdy miał wybierać między kaskiem a kanistrem benzyny wybór mógł być tylko jeden. Ponadto bolała go już okolica ciał gdzie plecy się kończą, a nogi wcale jeszcze nie zaczynają. Stary, zdezelowany i po licznych przeróbkach motocykl, będący hybrydą soft enduro z wyczynowym supermoto, znaczyło tysiąc zadrapań i odprysków farby . Był to motocykl crossowy z kołami o szerokich oponach, mocno usztywnionym obniżonym zawieszeniu i świetnych hamulcach. Był piekielnie zwrotne i niezastąpiony na nierównym podłożu, ale kiepsko sprawdzał się przy dłuższej podróży. Gdyby nie przeróbki silnika zmniejszające nieco moc silnika, w celu zmniejszenia spalania, nie nadawał by się do użytku.
Ebenezer zatrzymał się na poboczu. Przez chwilę rozglądał się po pustkowiach po których przemykał tylko wiatr. Po raz kolejny poczuł narastające w duszy zmęczenie. Od wielu lat nie szczędził sił niosąc ludziom nadzieje na lepsze jutro, a mimo to tak wiele pozostało do zrobienia.
Poprawił uwierające w żebra, wiszące pod pachą olstro, zawierające niezawodną dwururką o przyciętej lufie. Z wewnętrznej kieszeni skórzanego płaszcza wyciągnął starą pozlepianą taśmą klejącą mapę. Na wyblakłych stronicach przy miejscowościach, nadal zamieszkanych przez ludzi, widniały pisane równym pismem pewnej ręki zapiski. Stary Jack Black był w tych stronach i nauczał. A przy każdym mieście gdzie trafił nanosił instrukcje co do postępowania z ludnością.
Zachodnia Wirginia, Ebenezer był tu po raz pierwszy i zastanawiał jak zostaną odebrane jego nauki. W wielu miejscach ludek był zatwardziały w swoich zabobonach i niechętnie słuchał słów prawdy. Przy zielonej plamie na mapie oznaczonej jako Pinnacle Rock State Park widniał zapisek "w razie kłopotów szukać Abreza Littlehorna" a przy miejscowości Bluewell "Ludzie o wielkich sercach i chłonnych umysłach". To właśnie do Bluewell zmierzał Ebenezer.
Radeford złożył mapę i schował ją ponownie na jej miejsce w kieszeni, poprawił kapelusz i jednym kopniakiem odpalił silnik motocyklu. Z westchnieniem ruszył w dalszą podróż.
Wiatr ryczał w uszach Ebenezera, gdy jego motocykl mknął podziurawioną czterysta sześćdziesiątką. Radeford miał już serdecznie dość tej jazdy. Po raz setny wypominał sobie rezygnacje z zakupu jaskrawo żółtego motocyklowego kasku proponowanego mu w poprzedniej mieścinie. Ale gdy miał wybierać między kaskiem a kanistrem benzyny wybór mógł być tylko jeden. Ponadto bolała go już okolica ciał gdzie plecy się kończą, a nogi wcale jeszcze nie zaczynają. Stary, zdezelowany i po licznych przeróbkach motocykl, będący hybrydą soft enduro z wyczynowym supermoto, znaczyło tysiąc zadrapań i odprysków farby . Był to motocykl crossowy z kołami o szerokich oponach, mocno usztywnionym obniżonym zawieszeniu i świetnych hamulcach. Był piekielnie zwrotne i niezastąpiony na nierównym podłożu, ale kiepsko sprawdzał się przy dłuższej podróży. Gdyby nie przeróbki silnika zmniejszające nieco moc silnika, w celu zmniejszenia spalania, nie nadawał by się do użytku.
Ebenezer zatrzymał się na poboczu. Przez chwilę rozglądał się po pustkowiach po których przemykał tylko wiatr. Po raz kolejny poczuł narastające w duszy zmęczenie. Od wielu lat nie szczędził sił niosąc ludziom nadzieje na lepsze jutro, a mimo to tak wiele pozostało do zrobienia.
Poprawił uwierające w żebra, wiszące pod pachą olstro, zawierające niezawodną dwururką o przyciętej lufie. Z wewnętrznej kieszeni skórzanego płaszcza wyciągnął starą pozlepianą taśmą klejącą mapę. Na wyblakłych stronicach przy miejscowościach, nadal zamieszkanych przez ludzi, widniały pisane równym pismem pewnej ręki zapiski. Stary Jack Black był w tych stronach i nauczał. A przy każdym mieście gdzie trafił nanosił instrukcje co do postępowania z ludnością.
Zachodnia Wirginia, Ebenezer był tu po raz pierwszy i zastanawiał jak zostaną odebrane jego nauki. W wielu miejscach ludek był zatwardziały w swoich zabobonach i niechętnie słuchał słów prawdy. Przy zielonej plamie na mapie oznaczonej jako Pinnacle Rock State Park widniał zapisek "w razie kłopotów szukać Abreza Littlehorna" a przy miejscowości Bluewell "Ludzie o wielkich sercach i chłonnych umysłach". To właśnie do Bluewell zmierzał Ebenezer.
Radeford złożył mapę i schował ją ponownie na jej miejsce w kieszeni, poprawił kapelusz i jednym kopniakiem odpalił silnik motocyklu. Z westchnieniem ruszył w dalszą podróż.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Kellysville, przed wojną niewielkie miasteczko przy autostradzie 460, wzniesione pomiędzy dwoma ciągami wysokich wzgórz. Po uderzeniu Molocha opustoszałe, obrócone po trzydziestu latach w niemal całkowitą ruinę kataklizmami pogodowymi oraz niezliczonymi wizytami szabergangów, zarastające zdziczałą florą. Prymitywny zajazd wzniesiony jest niemal bezpośrednio na czterysta sześćdziesiątce, a jego mieszkańcy stanowią jedyną znaną oficjalnie grupę osadników w tym rejonie.
Istnieje możliwość przejechania przez to miejsce bez postoju, postój dla rozprostowania kości, nastawienia ucha czy ewentualnie zjedzenia czegoś (opcja dla ryzykantów) jak również zjazd do samego miasteczka w celach szabrowania (ale szanse na znalezienie w ruinach czegoś wartościowego jest naprawdę znikome).
Kellysville, przed wojną niewielkie miasteczko przy autostradzie 460, wzniesione pomiędzy dwoma ciągami wysokich wzgórz. Po uderzeniu Molocha opustoszałe, obrócone po trzydziestu latach w niemal całkowitą ruinę kataklizmami pogodowymi oraz niezliczonymi wizytami szabergangów, zarastające zdziczałą florą. Prymitywny zajazd wzniesiony jest niemal bezpośrednio na czterysta sześćdziesiątce, a jego mieszkańcy stanowią jedyną znaną oficjalnie grupę osadników w tym rejonie.
Istnieje możliwość przejechania przez to miejsce bez postoju, postój dla rozprostowania kości, nastawienia ucha czy ewentualnie zjedzenia czegoś (opcja dla ryzykantów) jak również zjazd do samego miasteczka w celach szabrowania (ale szanse na znalezienie w ruinach czegoś wartościowego jest naprawdę znikome).
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zachodnia Wirginia, pogranicze Federacji Appalachów, 3 maja 2055
Radeford zwolnił i zaczekał, aż samochód się z nim zrówna, przeskakując maszyną na lewą stronę wozu i odwracając głowę w stronę siedzącego za kierownicą Wilsona.
- Skoczę przodem! - krzyknął ponad rykiem obu silników kaznodzieja, potrząsając przy tym energicznie głową - Jeśli coś nie będzie grało, wrócę z ostrzeżeniem, inaczej zaczekam na was na miejscu!
Nie czekając na odpowiedź kuriera mężczyzna przekręcił manetkę maszyny i skoczył do przodu pozostawiając za sobą chmurę gryzących czarnych spalin. Paul skrzywił się ponownie świadom tego, że Ebenezer zatankował w Peterstown równie kiepskie paliwo jak te wlane przez niego samego do baku pikapa. Benzyna produkowana w Federacji Appalachów była silnie zanieczyszczona i przesadnie szarżujący swym motocyklem kaznodzieja mógł bardzo szybko zarżnąć silnik maszyny.
Chociaż naturalnie motor był jego własnością i Paula nie powinno było interesować, czy dziwaczny chrześcijański misjonarz będzie dalej na crossie jeździł czy też zacznie zasuwać na piechotę z Biblią w plecaku. Mówiąc szczerze, Paul Wilson wciąż nie potrafił się wyzbyć w stosunku do Ebenezera Radeforda zrodzonej ze zdrowego rozsądku podejrzliwości.
- A jedź, tylko sobie karku nie skręć - mruknął pod nosem bladoskóry ciemnowłosy kierowca, kolejny raz upewniając się, że przyciśnięta pistoletem maszynowym aktówka wciąż spoczywa bezpiecznie na siedzeniu pasażera.
Wątek techniczny
W trakcie wymiany PW Deliad zdecydował, że pojedzie przodem do Kellysville jako czujka i wybada okolicę. Jeśli coś będzie nie tak, wróci do Was, w przeciwnym przypadku zaczeka na miejscu.
Radeford zwolnił i zaczekał, aż samochód się z nim zrówna, przeskakując maszyną na lewą stronę wozu i odwracając głowę w stronę siedzącego za kierownicą Wilsona.
- Skoczę przodem! - krzyknął ponad rykiem obu silników kaznodzieja, potrząsając przy tym energicznie głową - Jeśli coś nie będzie grało, wrócę z ostrzeżeniem, inaczej zaczekam na was na miejscu!
Nie czekając na odpowiedź kuriera mężczyzna przekręcił manetkę maszyny i skoczył do przodu pozostawiając za sobą chmurę gryzących czarnych spalin. Paul skrzywił się ponownie świadom tego, że Ebenezer zatankował w Peterstown równie kiepskie paliwo jak te wlane przez niego samego do baku pikapa. Benzyna produkowana w Federacji Appalachów była silnie zanieczyszczona i przesadnie szarżujący swym motocyklem kaznodzieja mógł bardzo szybko zarżnąć silnik maszyny.
Chociaż naturalnie motor był jego własnością i Paula nie powinno było interesować, czy dziwaczny chrześcijański misjonarz będzie dalej na crossie jeździł czy też zacznie zasuwać na piechotę z Biblią w plecaku. Mówiąc szczerze, Paul Wilson wciąż nie potrafił się wyzbyć w stosunku do Ebenezera Radeforda zrodzonej ze zdrowego rozsądku podejrzliwości.
- A jedź, tylko sobie karku nie skręć - mruknął pod nosem bladoskóry ciemnowłosy kierowca, kolejny raz upewniając się, że przyciśnięta pistoletem maszynowym aktówka wciąż spoczywa bezpiecznie na siedzeniu pasażera.
Wątek techniczny
W trakcie wymiany PW Deliad zdecydował, że pojedzie przodem do Kellysville jako czujka i wybada okolicę. Jeśli coś będzie nie tak, wróci do Was, w przeciwnym przypadku zaczeka na miejscu.
Zachodnia Wirginia, droga stanowa nr 460 milę przed Kellysville, 3 maja 2055
Spoglądając uważnie po okolicy, Jack Salt szukał znaków rozpoznawczych umieszczonych przez poprzedników i porównywał pilnie ze stanem naniesionych poprawek na wytartej mapie. Skupienie rysowało się na jego szczupłej twarzy, jednak wzrok czujnie szukał zapowiedzi niemiłych niespodzianek jakie mogły spotkać ich w drodze do celu.
Drgnął lekko, gdy spadła nań dłoń Wilsona i kiwnął głową na potwierdzenie jego słów mrucząc do siebie.
- Czy chcą czy nie, to jednak zajęcie wynajdą... ale nie ma problemu, policzy się jak należy... Spokojna głowa, nie powinno braknąć.
Sięgnął po plecak i wygrzebał podniszczony notes, chudziutki, bo większość kartek była powyrywana. Z kieszeni naszytej na rękawie kurtki wydobył dość mocno sfatygowany nadgryzaniem ołówek. Zadarł głowę patrząc w zamyśleniu przed siebie.
- Policzmy... 12 galonów w baku... Jeden na 15 mil... - zapisał coś szybko w notatniku - To mamy wachy na 180 mil...
Minęło kilka chwil poświęconych na przygryzanie ołówka, kreślenie i bazgraninę po papierze pośród mruczanda wypowiadanego do samego siebie. W końcu uśmiech rozjaśnił skupioną twarz, liczenie dobiegło końca.
Poderwał się lekko w stronę okienka i wykrzyczał do szoferki:
- Paul! Wyszło mi, że mamy ponad jedenaście galonów w baku, ledwo co uszczknięte po tankowaniu! Jak puścimy się prosto jak strzała do Bluefield i Anawalt to zostanie nam w zapasie ciut ponad cztery i pół galona w baku...! Szału nie będzie, styknie na jakieś 70 mil! Na drobny skok w bok możemy sobie pozwolić, ale bez szaleństw...!
Zmrużył szelmowsko oczy.
- A może i coś się trafi na uzupełnienie zapasów...
Liczonko:
Na wysokości Kellysville mamy w baku 11,43 galona. Do zajazdu mila, zostanie 11,37. Droga z Peterstown do Bluefield i Anawalt (obydwie strony) pochłonie 7,33 galona. Zostanie 4,67 galona, czyli możemy się zapuścić gdzieś na 30-35 mil w jedną stronę.
EDIT: Dodałem trochę posta z liczeniem, ku pamięci. Mam nadzieję że nie zaburzy MG żadnych przemyśleń...
***
Odprowadzając wzrokiem oddalający się z dzikim hukiem motocykl zakaszlał lekko gdy do płuc wdarła się chmur spalin.
- Wariat! Kręci manetką jakby chciał urwać...
Wykręcił się do okienka w szoferce i krzyknął do kierowcy starając się przebić przez dźwięki dobiegające spod maski pikapa.
- Paul! Lepiej zwolnij i bądź czujny przy tym Zajeździe! Nigdy nie wiadomo co tam może nam się trafić, a nasz kaznodzieja tyle hałasu robi, że na kilka mil go słychać! Rozgłosu nam nie trzeba...
Schował starannie mapę do kieszeni znoszonych spodni wojskowych, odpiąwszy czarną ortalionową kurtkę wyciągnął z kabury umieszczonej pod pachą lekko podniszczonego Deseart'a i przeładował spoglądając wzdłuż lufy w kierunku słońca. Zabezpieczył i umieścił ponownie sprawdzając czy lekko da się wyciągnąć w razie kłopotów. Schylił się i dociągnął zluzowane wiązania znoszonych traperów, poprawiając umieszczony przy łydce nóż.
- Lepiej przygotować się na niespodzianki niż mieć kilka prezentów pod żebrami... - wymruczał pod nosem.
Wątek techniczny
Po przybyciu do zajazdu staram się trzymać odrobinę z tyłu, pasywnie obserwując okolicę i ewentualne towarzystwo. W razie jakiejś niespodzianki (w stylu zasadzki, tudzież ataku na Paula lub Radeforda) wspieram dobywając pistoletu i celując w najbliższego z awanturników. Strzelam w ostateczności, jeżeli otworzą ogień. W razie rękoczynów powinien wystarczyć nóż. W końcu amunicja nie leży pod każdym krzakiem.
Przede wszystkim UM: czujność, wypatrywanie i nasłuchiwanie. Przyda się też rzut oka po terenie zajazdu, a może trafią się jakieś ciekawe ślady.
Spoglądając uważnie po okolicy, Jack Salt szukał znaków rozpoznawczych umieszczonych przez poprzedników i porównywał pilnie ze stanem naniesionych poprawek na wytartej mapie. Skupienie rysowało się na jego szczupłej twarzy, jednak wzrok czujnie szukał zapowiedzi niemiłych niespodzianek jakie mogły spotkać ich w drodze do celu.
Drgnął lekko, gdy spadła nań dłoń Wilsona i kiwnął głową na potwierdzenie jego słów mrucząc do siebie.
- Czy chcą czy nie, to jednak zajęcie wynajdą... ale nie ma problemu, policzy się jak należy... Spokojna głowa, nie powinno braknąć.
Sięgnął po plecak i wygrzebał podniszczony notes, chudziutki, bo większość kartek była powyrywana. Z kieszeni naszytej na rękawie kurtki wydobył dość mocno sfatygowany nadgryzaniem ołówek. Zadarł głowę patrząc w zamyśleniu przed siebie.
- Policzmy... 12 galonów w baku... Jeden na 15 mil... - zapisał coś szybko w notatniku - To mamy wachy na 180 mil...
Minęło kilka chwil poświęconych na przygryzanie ołówka, kreślenie i bazgraninę po papierze pośród mruczanda wypowiadanego do samego siebie. W końcu uśmiech rozjaśnił skupioną twarz, liczenie dobiegło końca.
Poderwał się lekko w stronę okienka i wykrzyczał do szoferki:
- Paul! Wyszło mi, że mamy ponad jedenaście galonów w baku, ledwo co uszczknięte po tankowaniu! Jak puścimy się prosto jak strzała do Bluefield i Anawalt to zostanie nam w zapasie ciut ponad cztery i pół galona w baku...! Szału nie będzie, styknie na jakieś 70 mil! Na drobny skok w bok możemy sobie pozwolić, ale bez szaleństw...!
Zmrużył szelmowsko oczy.
- A może i coś się trafi na uzupełnienie zapasów...
Liczonko:
Na wysokości Kellysville mamy w baku 11,43 galona. Do zajazdu mila, zostanie 11,37. Droga z Peterstown do Bluefield i Anawalt (obydwie strony) pochłonie 7,33 galona. Zostanie 4,67 galona, czyli możemy się zapuścić gdzieś na 30-35 mil w jedną stronę.
EDIT: Dodałem trochę posta z liczeniem, ku pamięci. Mam nadzieję że nie zaburzy MG żadnych przemyśleń...
***
Odprowadzając wzrokiem oddalający się z dzikim hukiem motocykl zakaszlał lekko gdy do płuc wdarła się chmur spalin.
- Wariat! Kręci manetką jakby chciał urwać...
Wykręcił się do okienka w szoferce i krzyknął do kierowcy starając się przebić przez dźwięki dobiegające spod maski pikapa.
- Paul! Lepiej zwolnij i bądź czujny przy tym Zajeździe! Nigdy nie wiadomo co tam może nam się trafić, a nasz kaznodzieja tyle hałasu robi, że na kilka mil go słychać! Rozgłosu nam nie trzeba...
Schował starannie mapę do kieszeni znoszonych spodni wojskowych, odpiąwszy czarną ortalionową kurtkę wyciągnął z kabury umieszczonej pod pachą lekko podniszczonego Deseart'a i przeładował spoglądając wzdłuż lufy w kierunku słońca. Zabezpieczył i umieścił ponownie sprawdzając czy lekko da się wyciągnąć w razie kłopotów. Schylił się i dociągnął zluzowane wiązania znoszonych traperów, poprawiając umieszczony przy łydce nóż.
- Lepiej przygotować się na niespodzianki niż mieć kilka prezentów pod żebrami... - wymruczał pod nosem.
Wątek techniczny
Po przybyciu do zajazdu staram się trzymać odrobinę z tyłu, pasywnie obserwując okolicę i ewentualne towarzystwo. W razie jakiejś niespodzianki (w stylu zasadzki, tudzież ataku na Paula lub Radeforda) wspieram dobywając pistoletu i celując w najbliższego z awanturników. Strzelam w ostateczności, jeżeli otworzą ogień. W razie rękoczynów powinien wystarczyć nóż. W końcu amunicja nie leży pod każdym krzakiem.
Przede wszystkim UM: czujność, wypatrywanie i nasłuchiwanie. Przyda się też rzut oka po terenie zajazdu, a może trafią się jakieś ciekawe ślady.
Ostatnio zmieniony 14 października 2011, 15:09 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055
Radeford zatrzymał motocykl pośrodku drogi i wrzuciwszy luz obserwował przez kilka minut zajazd, który wyłonił się chwilę wcześniej zza łagodnego łuku szosy.
Był to przysadzisty blokhauz wzniesiony najpewniej na miejscu przedwojennej stacji benzynowej, zbudowany z bloków betonu, kolejowych podkładów, płyt metalu i blachy falistej. Cała budowla bardziej przypominała bunkier niż gościniec dla przejezdnych, ale Radeford nie zwracał na to większej uwagi. Chcące przetrwać na nieprzyjaznych pustkowiach ludzkie społeczności musiały się ogradzać fortyfikacjami zdolnymi powstrzymać zakusy grasantów, mutantów i niebezpiecznych drapieżników.
Blokhauz otoczony był ogrodzeniem z metalowych prętów owiniętych gęsto drutem kolczastym, wyznaczającym granice miejscowego parkingu. Stały tam jakieś samochody, chociaż ze swego miejsca pośrodku szosy Radeford nie był w stanie określić jednoznacznie ilości pojazdów.
Przeklął w myślach doskwierający mu od dawna brak lornetki, ukradzionej kilka miesięcy temu w podobnym do tego zajeździe opodal Nowego Jorku. Pozbawiony tego wybornego instrumentu, musiał polegać wyłącznie na swoich oczach.
Na zewnątrz zajazdu kręciły się co najmniej dwie osoby, najpewniej mężczyźni, chociaż naturalnie kaznodzieja nie miał w tej kwestii pewności. Odnosił wrażenie, że został zauważony, nie dostrzegł jednak nigdzie śladów nerwowej aktywności. Zajazd leżał na ziemiach Federacji i chociaż człowiek nie mógł się w dzisiejszych czasach nigdzie czuć pewnie, motocykl najeżdżający od strony interioru FA nie budził od razu paniki.
Radeford ruszył z miejsca kierując się pomiędzy dziurami w nawierzchni drogi ku wjazdowi na parking. Cokolwiek miało się wydarzyć, sługa Boży nie powinien był się lękać, albowiem On nad nim czuwał.
Wątek techniczny
Ponieważ Radeford wysforował się przed Wilsona i Salta, opisałem mu zajazd poprzez PW. Nie widząc tam nic niepokojącego Deliad postanowił zajechać na miejsce bez uprzedniego podejmowania z Wami kontaktu, stąd powyższy post.
Radeford zatrzymał motocykl pośrodku drogi i wrzuciwszy luz obserwował przez kilka minut zajazd, który wyłonił się chwilę wcześniej zza łagodnego łuku szosy.
Był to przysadzisty blokhauz wzniesiony najpewniej na miejscu przedwojennej stacji benzynowej, zbudowany z bloków betonu, kolejowych podkładów, płyt metalu i blachy falistej. Cała budowla bardziej przypominała bunkier niż gościniec dla przejezdnych, ale Radeford nie zwracał na to większej uwagi. Chcące przetrwać na nieprzyjaznych pustkowiach ludzkie społeczności musiały się ogradzać fortyfikacjami zdolnymi powstrzymać zakusy grasantów, mutantów i niebezpiecznych drapieżników.
Blokhauz otoczony był ogrodzeniem z metalowych prętów owiniętych gęsto drutem kolczastym, wyznaczającym granice miejscowego parkingu. Stały tam jakieś samochody, chociaż ze swego miejsca pośrodku szosy Radeford nie był w stanie określić jednoznacznie ilości pojazdów.
Przeklął w myślach doskwierający mu od dawna brak lornetki, ukradzionej kilka miesięcy temu w podobnym do tego zajeździe opodal Nowego Jorku. Pozbawiony tego wybornego instrumentu, musiał polegać wyłącznie na swoich oczach.
Na zewnątrz zajazdu kręciły się co najmniej dwie osoby, najpewniej mężczyźni, chociaż naturalnie kaznodzieja nie miał w tej kwestii pewności. Odnosił wrażenie, że został zauważony, nie dostrzegł jednak nigdzie śladów nerwowej aktywności. Zajazd leżał na ziemiach Federacji i chociaż człowiek nie mógł się w dzisiejszych czasach nigdzie czuć pewnie, motocykl najeżdżający od strony interioru FA nie budził od razu paniki.
Radeford ruszył z miejsca kierując się pomiędzy dziurami w nawierzchni drogi ku wjazdowi na parking. Cokolwiek miało się wydarzyć, sługa Boży nie powinien był się lękać, albowiem On nad nim czuwał.
Wątek techniczny
Ponieważ Radeford wysforował się przed Wilsona i Salta, opisałem mu zajazd poprzez PW. Nie widząc tam nic niepokojącego Deliad postanowił zajechać na miejsce bez uprzedniego podejmowania z Wami kontaktu, stąd powyższy post.
-
vampire1308
- Reactions:
- Posty: 435
- Rejestracja: 30 listopada 2008, 21:34
Panowie tylko spokojnie. Rozejżymy się, nadstawimy ucha,ale nie szukamy guza. mamy przesyłkę i musimy dojechać do celu. możemy coś przekąsić,ale nie wiem czy to najleprzy pomysł. pilnujecie rzeczy przy sobie a także pojazdów to cenny łup dla ludzi z obrzerzy. Na pewno wiedzą gdzie sprzedać komuś coś co ma jakąkolwiek wartość:)
"oczy do okoła głowy" panowie
"oczy do okoła głowy" panowie
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055
Dwaj pilnujący zajazdu mężczyźni stali leniwie oparci o wyjątkowo duży blok betonu, wyznaczający jeden z rogów parkingu. Radeford wtoczył się z pomrukiem silnika na wolną przestrzeń między dwoma mocno podniszczonymi, ale wciąż zdradzającymi oznaki użytkowania samochodami, zgasił motor obserwując kątem oka podchodzących do niego miejscowych.
Obaj wyglądali podobnie, najpewniej ze względu na długie skołtunione włosy, gęsty zarost na twarzach i wyraźnie niedomytą skórę. Nosili zbudowane w sprytny sposób pancerze osobiste, będące zbieraniną rozmaitych metalowych śmieci połączonych ze sobą za pomocą nitów, drutu i sznurka, przydające swym właścicielom wyglądu wielkich żuków. Całe to żelastwo pobrzękiwało w rytm ich kroków i musiało naprawdę wiele ważyć, ale kaznodzieja wiedział, że w razie potrzeby potrafiło ocalić przed pchnięciem nożem albo ciosem pałki.
- Skąd i dokąd, jeśli można spytać? - odezwał się bliższy z mężczyzn, człowiek o twarzy pociętej siateczką zmarszczek i licznych brakach w uzębieniu. Chociaż ton pytania był nader uprzejmy, ochroniarz nie omieszkał w znaczący sposób pogłaskać swego ułożonego w zgięciu łokcia samopału, ręcznie zmontowanego ręcznego działka o lufie wykonanej najpewniej z kawałka metalowej rury.
Drugi mężczyzna, młodszy od swego towarzysza i odgarniający co chwila palcami spadające mu na oczy włosy, nie miał przy sobie niczego prócz nabijanej zardzewiałymi ćwiekami deski, toteż Radeford nie mógł nie zauważyć łakomych spojrzeń słanych w kierunku jego sterczącego z olstra obrzyna.
Wątek techniczny
Jest okazja przełamać pierwsze lody i poznać ciekawych nowych przyjaciół na całe życie! Czekam niecierpliwie na interakcję!
Dwaj pilnujący zajazdu mężczyźni stali leniwie oparci o wyjątkowo duży blok betonu, wyznaczający jeden z rogów parkingu. Radeford wtoczył się z pomrukiem silnika na wolną przestrzeń między dwoma mocno podniszczonymi, ale wciąż zdradzającymi oznaki użytkowania samochodami, zgasił motor obserwując kątem oka podchodzących do niego miejscowych.
Obaj wyglądali podobnie, najpewniej ze względu na długie skołtunione włosy, gęsty zarost na twarzach i wyraźnie niedomytą skórę. Nosili zbudowane w sprytny sposób pancerze osobiste, będące zbieraniną rozmaitych metalowych śmieci połączonych ze sobą za pomocą nitów, drutu i sznurka, przydające swym właścicielom wyglądu wielkich żuków. Całe to żelastwo pobrzękiwało w rytm ich kroków i musiało naprawdę wiele ważyć, ale kaznodzieja wiedział, że w razie potrzeby potrafiło ocalić przed pchnięciem nożem albo ciosem pałki.
- Skąd i dokąd, jeśli można spytać? - odezwał się bliższy z mężczyzn, człowiek o twarzy pociętej siateczką zmarszczek i licznych brakach w uzębieniu. Chociaż ton pytania był nader uprzejmy, ochroniarz nie omieszkał w znaczący sposób pogłaskać swego ułożonego w zgięciu łokcia samopału, ręcznie zmontowanego ręcznego działka o lufie wykonanej najpewniej z kawałka metalowej rury.
Drugi mężczyzna, młodszy od swego towarzysza i odgarniający co chwila palcami spadające mu na oczy włosy, nie miał przy sobie niczego prócz nabijanej zardzewiałymi ćwiekami deski, toteż Radeford nie mógł nie zauważyć łakomych spojrzeń słanych w kierunku jego sterczącego z olstra obrzyna.
Wątek techniczny
Jest okazja przełamać pierwsze lody i poznać ciekawych nowych przyjaciół na całe życie! Czekam niecierpliwie na interakcję!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-Jadę stamtąd. - Wskazuje kierunek głową - a dalsza ma droga prowadzi tam - znowu wskazuje głową, tym razem przeciwny kierunek czterysta sześćdziesiątki. - Drogi me wytycza bóg a niezbadane są wyroki boskie.
Wątek techniczny
Na razie tyle. Jeżeli będą nie będą nalegać na dalszą konwersację to wchodzę do środka
Wątek techniczny
Na razie tyle. Jeżeli będą nie będą nalegać na dalszą konwersację to wchodzę do środka
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Generalnie informacja dla Goldwina, ale może zainteresuje również pozostałych graczy. W planowaniu trasy (oszczędność paliwa, miejscowe atrakcje) może Wam pomóc Google Maps. Cała przygoda oparta jest na autentycznej mapie, tylko przefiltrowanej przez trzydzieści lat regresu cywilizacyjnego po uderzeniu Molocha.
Załadujcie sobie Google Maps, wpiszcie lokację "Kellysville, WV, USA" i już jesteście na miejscu! Ludzie barona Whartona doradzili Wam zjazd zaraz za knajpą na resztki drogi nr 112 i podróż aż do skrzyżowania z 19-tką i objazd przez Edison oraz lotnisko Mercer do Brush Fork i dalej prosto do Bluewell, pierwszego celu.
Bardziej atrakcyjna wydaje się trasa przez Bluefield, ale według miejscowych jest tam bardzo niebezpiecznie ze względu na bandy grasantów. Inna alternatywa, przez Princeton, oznacza wyjazd na bezdroża, gdzie lokalne drogi uległy całkowitemu zniszczeniu.
Padło też w PW pytanie o rodzaj więzi między bohaterami przygody. Jack Salt i Paul Wilson znają się od dawna, jeździli już z misjami kurierskimi na pograniczu Federacji i Wielkiego Jabłka, potem jednak wynieśli się bardziej na południe, przede wszystkim ze względu na niechęć do polujących na północy zmechanizowanych łowców Molocha. Radeford dołączył do nich w Peterstown, w biurze konstabla, uprosiwszy Was, by mógł kurierom towarzyszyć w misji niesienia potrzebującym Słowa Bożego. Jego Biblia trochę Jacka i Paula przeraża, w zamian otuchy dodaje obrzyn kaznodziei, toteż mimo pewnych obiekcji obaj kurierzy tolerują towarzystwo postapokaliptycznego misjonarza.
Generalnie informacja dla Goldwina, ale może zainteresuje również pozostałych graczy. W planowaniu trasy (oszczędność paliwa, miejscowe atrakcje) może Wam pomóc Google Maps. Cała przygoda oparta jest na autentycznej mapie, tylko przefiltrowanej przez trzydzieści lat regresu cywilizacyjnego po uderzeniu Molocha.
Załadujcie sobie Google Maps, wpiszcie lokację "Kellysville, WV, USA" i już jesteście na miejscu! Ludzie barona Whartona doradzili Wam zjazd zaraz za knajpą na resztki drogi nr 112 i podróż aż do skrzyżowania z 19-tką i objazd przez Edison oraz lotnisko Mercer do Brush Fork i dalej prosto do Bluewell, pierwszego celu.
Bardziej atrakcyjna wydaje się trasa przez Bluefield, ale według miejscowych jest tam bardzo niebezpiecznie ze względu na bandy grasantów. Inna alternatywa, przez Princeton, oznacza wyjazd na bezdroża, gdzie lokalne drogi uległy całkowitemu zniszczeniu.
Padło też w PW pytanie o rodzaj więzi między bohaterami przygody. Jack Salt i Paul Wilson znają się od dawna, jeździli już z misjami kurierskimi na pograniczu Federacji i Wielkiego Jabłka, potem jednak wynieśli się bardziej na południe, przede wszystkim ze względu na niechęć do polujących na północy zmechanizowanych łowców Molocha. Radeford dołączył do nich w Peterstown, w biurze konstabla, uprosiwszy Was, by mógł kurierom towarzyszyć w misji niesienia potrzebującym Słowa Bożego. Jego Biblia trochę Jacka i Paula przeraża, w zamian otuchy dodaje obrzyn kaznodziei, toteż mimo pewnych obiekcji obaj kurierzy tolerują towarzystwo postapokaliptycznego misjonarza.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055
Wbrew starannie skrywanym obawom Radeforda obaj strażnicy nie poczuli się dotknięci jego zamierzenie ostrymi słowa. Ten z samopałem mruknął coś pod nosem, po czym wskazał lufą swej broni na obite płatami grubej blachy drzwi wiodące do wnętrza blokhauzu. Kaznodzieja ruszył w tamtą stronę zwalczając pokusę obejrzenia się za siebie. Na pustkowiach nie wolno było okazywać słabości, ponieważ wielu uznałoby to natychmiast za zachętę do grabieży. Mężczyźnie nie podobały się pożądliwe spojrzenia wartowników słane w stronę jego motocykla i broni, w pamięci odnotował też, że nim wyjedzie w dalszą drogę, będzie musiał sprawdzić stan paliwa w baku. Zajazd w Kellysville mógł co prawda podlegać jurysdykcji barona Whartona, ale na pograniczu długo żyli jedynie ci, którzy nigdy nie tracili ostrożności.
Nie zamierzał ryzykować przymusowego postoju w dziczy tylko dlatego, że ci dwaj ukradkiem spuścili mu z baku połowę paliwa.
Wlokącego się niemiłosiernie pikapa kurierów jeszcze nie było widać, ale Radeford nie chciał zbyt długo czekać przed progiem zajazdu, wystawiając się tym samym na potencjalne zaczepki ze strony pobrzękujących swymi śmieciowymi zbrojami strażników.
Przeżegnał się ukradkiem i pchnąwszy zgrzytające niemiłosiernie drzwi wszedł do środka ciemnego, cuchnącego potem i zjełczałym tłuszczem blokhauzu.
Wątek techniczny
A co sam jak palec zastał w środku, tego dowiemy się już w kolejnym odcinku...
Wbrew starannie skrywanym obawom Radeforda obaj strażnicy nie poczuli się dotknięci jego zamierzenie ostrymi słowa. Ten z samopałem mruknął coś pod nosem, po czym wskazał lufą swej broni na obite płatami grubej blachy drzwi wiodące do wnętrza blokhauzu. Kaznodzieja ruszył w tamtą stronę zwalczając pokusę obejrzenia się za siebie. Na pustkowiach nie wolno było okazywać słabości, ponieważ wielu uznałoby to natychmiast za zachętę do grabieży. Mężczyźnie nie podobały się pożądliwe spojrzenia wartowników słane w stronę jego motocykla i broni, w pamięci odnotował też, że nim wyjedzie w dalszą drogę, będzie musiał sprawdzić stan paliwa w baku. Zajazd w Kellysville mógł co prawda podlegać jurysdykcji barona Whartona, ale na pograniczu długo żyli jedynie ci, którzy nigdy nie tracili ostrożności.
Nie zamierzał ryzykować przymusowego postoju w dziczy tylko dlatego, że ci dwaj ukradkiem spuścili mu z baku połowę paliwa.
Wlokącego się niemiłosiernie pikapa kurierów jeszcze nie było widać, ale Radeford nie chciał zbyt długo czekać przed progiem zajazdu, wystawiając się tym samym na potencjalne zaczepki ze strony pobrzękujących swymi śmieciowymi zbrojami strażników.
Przeżegnał się ukradkiem i pchnąwszy zgrzytające niemiłosiernie drzwi wszedł do środka ciemnego, cuchnącego potem i zjełczałym tłuszczem blokhauzu.
Wątek techniczny
A co sam jak palec zastał w środku, tego dowiemy się już w kolejnym odcinku...