PBF - Czas wichrów, czas ognia
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy. Północ.
Odgłosy walki na górze ucichły, w karczmie unosił się smród spalonego ciała, wymieszany z zapachem krwi.
Malauk rozglądał się po twarzach zebranych w pomieszczeniu osób jakby szukając jakichkolwiek oznak oporu czy chęci walki i jakby na potwierdzenie tych słów z jego ust dobiegły Was słowa:
-"Nie o Was nam chodzi, więc stójcie spokojnie. A ty-tutaj zwrócił się w stronę jednego ze stojących za nim półorków- leć na górę i sprawdź czy to mają".
Po czym kiwnąwszy głową żołnierz szybkim krokiem ruszył w stronę schodów na górę.
W tym samym czasie na zewnątrz dało się słyszeć jakieś wydawane rozkazy, stuk kopyt o ziemie i końskie rżenie.
Po czym z dworu doleciały do Waszych uszu słowa:
-"Mehtar spieszaj się! jeździec już gotów, nie ma czasu!" w tym samym momencie doszedł Waszych uszu dziwny pisk a może to ryk jakiejś istoty stojącej na zewnątrz.
Od strony schodów dało się słyszeć szybkie kroki kilku osób, i po chwili Waszym oczom ukazały się trzy postaci, jeden to półork (ten wysłany na górę przed chwilą) a dwóch pozostałych to ubrani na czarno (całe ubranie) z zamaskowanymi przez chusty twarzami wysocy osobnicy, jeden z nich w ręku trzyma mały kuferek o wiele mniejszy niż ten wnoszony na górę przez żołnierzy. Zamaskowani osobnicy uzbrojeni są każdy w dwa miecze zawieszone na plecach, gwiazdki umieszczone w karwaszach na przedramionach i kilka noży na pasie na klatce piersiowej.
Po czym przechodząc koło malauka jeden z nich rzucił krótko w czystej ludzkiej mowie: -"Zajmij się tym tylko szybko!" po czym szybko opuścili karczmę.
Malauk kiwnąwszy głową wyrzekł: -"Was to nie dotyczy" i kierując swoje słowa w stronę dwóch półorków rzucił: -"Dobić tych dwóch" . Na te słowa żołnierze ruszyli-jeden w stronę leżącego i zwijającego się na ziemi napastnika a drugi w stronę opartego o stół wciąż rzężącego półorka, wyciągając w międzyczasie noże, szybkimi ruchami poderżnęli im gardła i skierowali się do wyjścia.
Po czym w chwilę później dało się słyszeć kolejny pisk dziwnej istoty i przytłumione odgłosy:
-"Lećcie tylko szybko, a reszta na koń i w drogę, ruszać się" po czym dało się słyszeć odgłos kopyt przynajmniej kilkunastu koni oddalający się w stronę traktu.
Watek techniczny:
Jeśli nie zamierzacie im przeszkadzać to tak właśnie wygląda sprawa, ale jeśli ktokolwiek chciałby interweniować to....napiszcie.
Odgłosy walki na górze ucichły, w karczmie unosił się smród spalonego ciała, wymieszany z zapachem krwi.
Malauk rozglądał się po twarzach zebranych w pomieszczeniu osób jakby szukając jakichkolwiek oznak oporu czy chęci walki i jakby na potwierdzenie tych słów z jego ust dobiegły Was słowa:
-"Nie o Was nam chodzi, więc stójcie spokojnie. A ty-tutaj zwrócił się w stronę jednego ze stojących za nim półorków- leć na górę i sprawdź czy to mają".
Po czym kiwnąwszy głową żołnierz szybkim krokiem ruszył w stronę schodów na górę.
W tym samym czasie na zewnątrz dało się słyszeć jakieś wydawane rozkazy, stuk kopyt o ziemie i końskie rżenie.
Po czym z dworu doleciały do Waszych uszu słowa:
-"Mehtar spieszaj się! jeździec już gotów, nie ma czasu!" w tym samym momencie doszedł Waszych uszu dziwny pisk a może to ryk jakiejś istoty stojącej na zewnątrz.
Od strony schodów dało się słyszeć szybkie kroki kilku osób, i po chwili Waszym oczom ukazały się trzy postaci, jeden to półork (ten wysłany na górę przed chwilą) a dwóch pozostałych to ubrani na czarno (całe ubranie) z zamaskowanymi przez chusty twarzami wysocy osobnicy, jeden z nich w ręku trzyma mały kuferek o wiele mniejszy niż ten wnoszony na górę przez żołnierzy. Zamaskowani osobnicy uzbrojeni są każdy w dwa miecze zawieszone na plecach, gwiazdki umieszczone w karwaszach na przedramionach i kilka noży na pasie na klatce piersiowej.
Po czym przechodząc koło malauka jeden z nich rzucił krótko w czystej ludzkiej mowie: -"Zajmij się tym tylko szybko!" po czym szybko opuścili karczmę.
Malauk kiwnąwszy głową wyrzekł: -"Was to nie dotyczy" i kierując swoje słowa w stronę dwóch półorków rzucił: -"Dobić tych dwóch" . Na te słowa żołnierze ruszyli-jeden w stronę leżącego i zwijającego się na ziemi napastnika a drugi w stronę opartego o stół wciąż rzężącego półorka, wyciągając w międzyczasie noże, szybkimi ruchami poderżnęli im gardła i skierowali się do wyjścia.
Po czym w chwilę później dało się słyszeć kolejny pisk dziwnej istoty i przytłumione odgłosy:
-"Lećcie tylko szybko, a reszta na koń i w drogę, ruszać się" po czym dało się słyszeć odgłos kopyt przynajmniej kilkunastu koni oddalający się w stronę traktu.
Watek techniczny:
Jeśli nie zamierzacie im przeszkadzać to tak właśnie wygląda sprawa, ale jeśli ktokolwiek chciałby interweniować to....napiszcie.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Brakuje mi bardzo ważnej informacji - jak na to wszystko reagują tan Gotmund i jego żona? O ile wszystko dobrze zrozumiałem, kuferek należał właśnie do nich. Stoją sobie bez słowa i gapią się na złodziei? Ani słowa protestu?
Gotmund w ogóle wziął jakiś udział w bitce, w której straciło życie dwóch jego zbrojnych?
Brakuje mi bardzo ważnej informacji - jak na to wszystko reagują tan Gotmund i jego żona? O ile wszystko dobrze zrozumiałem, kuferek należał właśnie do nich. Stoją sobie bez słowa i gapią się na złodziei? Ani słowa protestu?
Gotmund w ogóle wziął jakiś udział w bitce, w której straciło życie dwóch jego zbrojnych?
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Czy mam przez to rozumieć, że szlachetnie urodzony tan Gotmund wciąż chowa się za przewróconym stołem? Nawet nie wystawił nosa? W takim razie moje wyobrażenie na temat własnego bohaterstwa jeszcze urosło i wadzi już o powałę sali jadalnej!
Skoro malauk zadowoli się dobiciem morderców i opuści bez dalszej zadymy zajazd, Kether nie będzie się w to wikłał. Kiedy kleryk odniesie wrażenie, że niebezpieczeństwo minęło, wyjrzy na zewnątrz, a potem potruchta do bramy, żeby ją zatrzasnąć (na wypadek, gdyby malauk się rozmyślił i jednak chciał nas załatwić).
Czy na górze się pali? Jeśli nie, pora zabrać tana na bok i podpytać o całe zajście.
Czy mam przez to rozumieć, że szlachetnie urodzony tan Gotmund wciąż chowa się za przewróconym stołem? Nawet nie wystawił nosa? W takim razie moje wyobrażenie na temat własnego bohaterstwa jeszcze urosło i wadzi już o powałę sali jadalnej!
Skoro malauk zadowoli się dobiciem morderców i opuści bez dalszej zadymy zajazd, Kether nie będzie się w to wikłał. Kiedy kleryk odniesie wrażenie, że niebezpieczeństwo minęło, wyjrzy na zewnątrz, a potem potruchta do bramy, żeby ją zatrzasnąć (na wypadek, gdyby malauk się rozmyślił i jednak chciał nas załatwić).
Czy na górze się pali? Jeśli nie, pora zabrać tana na bok i podpytać o całe zajście.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
Zamierzam poprzeszkadzac bo choc to nie moja sprawa jakies lotry probowaly mnie zabic i postronnych.
- Ejze! Hola nie tak szybko mosci malauku! Twoi ludzie, czy tam podludzie zabili kilku naszych i dybali na zdrowie niewinnych kobiet, malo tego. Kobiet i mezczyzn szlacheckiego stanu!! w ktorych obronie stanac mielismy obowiazek. Ja caly we krwi jak po swiniobiciu! Towarzystwo pociete szablami wiec nie wmawiaj mi tu, ze to nie nasza sprawa, bo to wszystko katem smierdzi. Kto za szkody w karczmie poczynione zaplaci? Kto ochrone jasniepannom zagwarantuje, skoro zbrojni podstepnie wybici! Sadze ze rycerskiego stanu osoba mam do czynienia, a honr rycerski zoobowiazuje, chyba ze twoj jak kundel za sukami z cieczka lata! W rzyci mam szkatulke rzeczowa, ale szkody wobec mojego pana i karczmy wyrownane z nawiazka byc powinny a jesli nie to widac zes kiep i malauckiego rodzaju kloaczny wyrzutek! - Aalmangar hardo stanal podpierajac sie pod boki i demonstrujac mandoline.
Watek techniczny
W razie agresji uzywam nietykalnosci, a jesli nie dziala to daje nura w okno:)
Zamierzam poprzeszkadzac bo choc to nie moja sprawa jakies lotry probowaly mnie zabic i postronnych.
- Ejze! Hola nie tak szybko mosci malauku! Twoi ludzie, czy tam podludzie zabili kilku naszych i dybali na zdrowie niewinnych kobiet, malo tego. Kobiet i mezczyzn szlacheckiego stanu!! w ktorych obronie stanac mielismy obowiazek. Ja caly we krwi jak po swiniobiciu! Towarzystwo pociete szablami wiec nie wmawiaj mi tu, ze to nie nasza sprawa, bo to wszystko katem smierdzi. Kto za szkody w karczmie poczynione zaplaci? Kto ochrone jasniepannom zagwarantuje, skoro zbrojni podstepnie wybici! Sadze ze rycerskiego stanu osoba mam do czynienia, a honr rycerski zoobowiazuje, chyba ze twoj jak kundel za sukami z cieczka lata! W rzyci mam szkatulke rzeczowa, ale szkody wobec mojego pana i karczmy wyrownane z nawiazka byc powinny a jesli nie to widac zes kiep i malauckiego rodzaju kloaczny wyrzutek! - Aalmangar hardo stanal podpierajac sie pod boki i demonstrujac mandoline.
Watek techniczny
W razie agresji uzywam nietykalnosci, a jesli nie dziala to daje nura w okno:)
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy. Północ.
Opuszczający karczmę malauk zatrzymał się jak wryty w drzwiach na odgłos słów wypowiedzianych przez pstrokato ubraną postać Aalmangara, odwracając się w stronę błazna, także zatrzymali się dwaj towarzyszący mu żołnierze spoglądając z zaciekawieniem na czterorękiego.
Aalmangara doszedł dźwięk wypuszczanego w głośnym westchnienie powietrza, to od strony Ketha, który chyba miał nadzieję, iż cała ta sprawa już się zakończyła. Zza lady doszedł go cichy głos Amrasa:-"No to jesteśmy po uszy w gównie".
Margolas podniósł swoją tarczę jeszcze bardziej chowając się za nią.
Widać było jak malaukiem targnęły słowa elfa, jak przez jego ciało przeszedł dreszcz na odgłos słów barda. Stojący w drzwiach zakuty w zbroje malauk przyglądał się przez chwilę elfowi: -"Hardyś widzę, bacz tedy aby ci tego jęzora ktoś nie uciął, spotkamy się błaźnie jeszcze a wtedy...." zza hełmu doszedł wszystkich metaliczny śmiech.
W tym samym czasie z zewnątrz dobiegł głos: -"Mathar co Wy tam kurwa robicie, zabierać się ale już!".
Po czym cała trójka wychodząc tyłem zatrzasnęła za sobą drzwi.
Opuszczający karczmę malauk zatrzymał się jak wryty w drzwiach na odgłos słów wypowiedzianych przez pstrokato ubraną postać Aalmangara, odwracając się w stronę błazna, także zatrzymali się dwaj towarzyszący mu żołnierze spoglądając z zaciekawieniem na czterorękiego.
Aalmangara doszedł dźwięk wypuszczanego w głośnym westchnienie powietrza, to od strony Ketha, który chyba miał nadzieję, iż cała ta sprawa już się zakończyła. Zza lady doszedł go cichy głos Amrasa:-"No to jesteśmy po uszy w gównie".
Margolas podniósł swoją tarczę jeszcze bardziej chowając się za nią.
Widać było jak malaukiem targnęły słowa elfa, jak przez jego ciało przeszedł dreszcz na odgłos słów barda. Stojący w drzwiach zakuty w zbroje malauk przyglądał się przez chwilę elfowi: -"Hardyś widzę, bacz tedy aby ci tego jęzora ktoś nie uciął, spotkamy się błaźnie jeszcze a wtedy...." zza hełmu doszedł wszystkich metaliczny śmiech.
W tym samym czasie z zewnątrz dobiegł głos: -"Mathar co Wy tam kurwa robicie, zabierać się ale już!".
Po czym cała trójka wychodząc tyłem zatrzasnęła za sobą drzwi.
Ostatnio zmieniony 15 października 2011, 13:09 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
Skoro drzwi trzasnely to malauk zaprawde okazal sie zakala rycerstwa. Komentuje tylko glosno co tym mysle. Jak sie akcja nieruszy to opisze to jutro z rana fabularnie, bo zaraz wypadamy z zona na troche clubbingu i impreze urodzinowa:)
EDIT:
Wrota trzasnęły za wychodzącym malaukiem. Elf głośno wypuścił powietrze. Dobrze wiedział, że igrał z ogniem. Rad był jednak, że nie skulił się w sobie tylko postawił znacznie potęzniejszemu przeciwnikowi. Szybko odzyskał rezon: - Toż to prostak, nie rycerz. Honoru tyle co złota przy ostrogarskim żebraku! I jeszcze mi pogroził! Prawda oczy kole! Powinno się obwiesi w trybunale osądzić. Już by miał z nimi małolepszy zabawę. A ja już się postaram żeby w pieśniach tej zakale rzyć obsmarować.... Hmmm pieśń o Matharze - rycerzu od siedmiu boleści, co sodomie z własną kuśką na cztery ręce czyni
Wątek techniczny
O ile nic się nie wydarza to zaczynam w myślach komponować obsceniczną pieśń o Matharze, z rodzaju chamskich przyśpiewek co po karczmach śpiewają. Już ja mu wyrobię dobrą prase;)
Skoro drzwi trzasnely to malauk zaprawde okazal sie zakala rycerstwa. Komentuje tylko glosno co tym mysle. Jak sie akcja nieruszy to opisze to jutro z rana fabularnie, bo zaraz wypadamy z zona na troche clubbingu i impreze urodzinowa:)
EDIT:
Wrota trzasnęły za wychodzącym malaukiem. Elf głośno wypuścił powietrze. Dobrze wiedział, że igrał z ogniem. Rad był jednak, że nie skulił się w sobie tylko postawił znacznie potęzniejszemu przeciwnikowi. Szybko odzyskał rezon: - Toż to prostak, nie rycerz. Honoru tyle co złota przy ostrogarskim żebraku! I jeszcze mi pogroził! Prawda oczy kole! Powinno się obwiesi w trybunale osądzić. Już by miał z nimi małolepszy zabawę. A ja już się postaram żeby w pieśniach tej zakale rzyć obsmarować.... Hmmm pieśń o Matharze - rycerzu od siedmiu boleści, co sodomie z własną kuśką na cztery ręce czyni
Wątek techniczny
O ile nic się nie wydarza to zaczynam w myślach komponować obsceniczną pieśń o Matharze, z rodzaju chamskich przyśpiewek co po karczmach śpiewają. Już ja mu wyrobię dobrą prase;)
Ostatnio zmieniony 17 października 2011, 13:13 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zajazd w okolicach Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI
Odczekawszy chwilę Aster Kether pozbierał się w końcu z podłogi, pojękując z bólu i starając się odzyskać trzeźwość myśli. Pozostawieni samym sobie goście podnieśli lament, w ciasnej przestrzeni niósł się szloch poturbowanej kobiety, przekleństwa kryjących za ich pomocą swój lęk chłopów i złorzeczenia służących karczmarza. Oriakanin oparł się na chwilę na swym młocie dziękując w myślach Mitrylowemu Bogowi za wybawienie, potem wyjrzał ostrożnie za szeroko otwarte drzwi izby biesiadnej na zaśnieżony majdan, wciągając w płuca lodowate świeże powietrze i sztywniejąc mimowolnie na wspomnienie ciosu otrzymanego podstępnie od malauka.
Tym razem nikt go nie uderzył, a dziedziniec okazał się pusty. W oddali cichło echo uderzających w ziemię końskich kopyt, lecz wytężający co sił wzrok kleryk nie dostrzegł pośród nocnych ciemności śladu napastników.
W jego myślach wciąż uporczywie powracało wyobrażenie malauka zmieniającego swe zdanie i wysyłającego sługi z powrotem do zajazdu z zamiarem pozbawienia życia tych świadków, którzy ocaleli z rzezi. Wciąż szepcząc pod nosem modlitewne wersety Kether potruchtał przez mroźny majdan w stronę ziejącej czernią bramy zdecydowany zamknąć ją i zaryglować, nim znowu ktoś wtargnie w mury zajazdu.
Wątek techniczny
Chcę w pierwszej kolejności zamknąć bramę (przy okazji sprawdzając, co słychać u dwóch strażników, którzy kilka godzin wcześniej wpuścili mnie do środka). Niezależnie od wyniku tych zabiegów zaglądam do stajni chcąc się upewnić, że nikt nie ukradł mi konia, a potem wrócę do izby jadalnej, by porozmawiać z szacownym tanem. Ilu ocalało żołnierzy? Czy tan szykuje się do pościgu?
Odczekawszy chwilę Aster Kether pozbierał się w końcu z podłogi, pojękując z bólu i starając się odzyskać trzeźwość myśli. Pozostawieni samym sobie goście podnieśli lament, w ciasnej przestrzeni niósł się szloch poturbowanej kobiety, przekleństwa kryjących za ich pomocą swój lęk chłopów i złorzeczenia służących karczmarza. Oriakanin oparł się na chwilę na swym młocie dziękując w myślach Mitrylowemu Bogowi za wybawienie, potem wyjrzał ostrożnie za szeroko otwarte drzwi izby biesiadnej na zaśnieżony majdan, wciągając w płuca lodowate świeże powietrze i sztywniejąc mimowolnie na wspomnienie ciosu otrzymanego podstępnie od malauka.
Tym razem nikt go nie uderzył, a dziedziniec okazał się pusty. W oddali cichło echo uderzających w ziemię końskich kopyt, lecz wytężający co sił wzrok kleryk nie dostrzegł pośród nocnych ciemności śladu napastników.
W jego myślach wciąż uporczywie powracało wyobrażenie malauka zmieniającego swe zdanie i wysyłającego sługi z powrotem do zajazdu z zamiarem pozbawienia życia tych świadków, którzy ocaleli z rzezi. Wciąż szepcząc pod nosem modlitewne wersety Kether potruchtał przez mroźny majdan w stronę ziejącej czernią bramy zdecydowany zamknąć ją i zaryglować, nim znowu ktoś wtargnie w mury zajazdu.
Wątek techniczny
Chcę w pierwszej kolejności zamknąć bramę (przy okazji sprawdzając, co słychać u dwóch strażników, którzy kilka godzin wcześniej wpuścili mnie do środka). Niezależnie od wyniku tych zabiegów zaglądam do stajni chcąc się upewnić, że nikt nie ukradł mi konia, a potem wrócę do izby jadalnej, by porozmawiać z szacownym tanem. Ilu ocalało żołnierzy? Czy tan szykuje się do pościgu?
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy. Północ.
Kether podniósł się z ziemi rozcierając swą obolałą pierś, pojękując ruszył w stronę drzwi, delikatnie i ostrożnie nacisnął klamkę po czym ostrożnie zerkał przez lekko uchylone drzwi, nie zobaczywszy nikogo na zewnątrz ruszył w kierunku otwartej na oścież bramy. Na dworze delikatnie prószył śnieg, mróz trzymał szczypiąc kleryka w policzki.
Na zewnątrz nie widać nikogo, koło drzwi karczemnych i w stronę wrót biegną ślady kopyt końskich.
Amras odetchnął z wielką ulgą, ściągając zbroję z siebie zaczął sprawdzać swoją ranę, na szczęście nie była głęboka lecz strasznie długa, po czym znalazłszy kawałek płótna leżącego na jednej z szafek stojących u wejścia do kuchni począł się opatrywać.
Margolas rozglądał się po pobojowisku, 4 leżących wojaków jedna kobieta z rozciętą głową, która powoli zaczynała odzyskiwać przytomność, chłopi pod stołem zaczęli nieśmiało się rozglądać po sali, półolbrzym ruszył w stronę leżących postaci z poderżniętymi gardłami, przyklęknął przy najbliższym, tym którego rzucił na stół cios jego młota i zaczął gmerać mu w kieszeniach, podnosząc głowę zauważył przez szparę w postawionym do pionu blacie stołu jakąś dziwną niebieskawą poświatę, oświetlającą oparte po drugiej stronie dwie postaci.
Aalmangar wziął się pod boki, mówiąc z wielce zedowoloną miną: -"Toż to prostak, nie rycerz. Honoru tyle co złota przy ostrogarskim żebraku! I jeszcze mi pogroził! Prawda oczy kole! Powinno się obwiesi w trybunale osądzić. Już by miał z nimi małolepszy zabawę. A ja już się postaram żeby w pieśniach tej zakale rzyć obsmarować.... Hmmm pieśń o Matharze - rycerzu od siedmiu boleści, co sodomie z własną kuśką na cztery ręce czyni".
Powoli karczma budziła się do życia, słychać było jęki podnoszącej się z ziemi kobiety i szybkie kroki ludzi jej pomagających.
Kether podniósł się z ziemi rozcierając swą obolałą pierś, pojękując ruszył w stronę drzwi, delikatnie i ostrożnie nacisnął klamkę po czym ostrożnie zerkał przez lekko uchylone drzwi, nie zobaczywszy nikogo na zewnątrz ruszył w kierunku otwartej na oścież bramy. Na dworze delikatnie prószył śnieg, mróz trzymał szczypiąc kleryka w policzki.
Na zewnątrz nie widać nikogo, koło drzwi karczemnych i w stronę wrót biegną ślady kopyt końskich.
Amras odetchnął z wielką ulgą, ściągając zbroję z siebie zaczął sprawdzać swoją ranę, na szczęście nie była głęboka lecz strasznie długa, po czym znalazłszy kawałek płótna leżącego na jednej z szafek stojących u wejścia do kuchni począł się opatrywać.
Margolas rozglądał się po pobojowisku, 4 leżących wojaków jedna kobieta z rozciętą głową, która powoli zaczynała odzyskiwać przytomność, chłopi pod stołem zaczęli nieśmiało się rozglądać po sali, półolbrzym ruszył w stronę leżących postaci z poderżniętymi gardłami, przyklęknął przy najbliższym, tym którego rzucił na stół cios jego młota i zaczął gmerać mu w kieszeniach, podnosząc głowę zauważył przez szparę w postawionym do pionu blacie stołu jakąś dziwną niebieskawą poświatę, oświetlającą oparte po drugiej stronie dwie postaci.
Aalmangar wziął się pod boki, mówiąc z wielce zedowoloną miną: -"Toż to prostak, nie rycerz. Honoru tyle co złota przy ostrogarskim żebraku! I jeszcze mi pogroził! Prawda oczy kole! Powinno się obwiesi w trybunale osądzić. Już by miał z nimi małolepszy zabawę. A ja już się postaram żeby w pieśniach tej zakale rzyć obsmarować.... Hmmm pieśń o Matharze - rycerzu od siedmiu boleści, co sodomie z własną kuśką na cztery ręce czyni".
Powoli karczma budziła się do życia, słychać było jęki podnoszącej się z ziemi kobiety i szybkie kroki ludzi jej pomagających.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze karczmy. Północ.
Margolas chowając mieszek za swoje ubranie wyjrzał zza stołu spoglądając w wiszącą kulę połyskującą niebieskimi promieniami energii przeskakującymi co chwila po dziwnej niebieskawej kuli, obiekt ten delikatnie poruszał się na wysokości jakiegoś metra nad posadzką. Zauważył też siedzących i opartych o stół Gotmunda i Gilrael, wpatrzonych w kulę i nie ruszających się.
Margolas coraz intensywniej wpatrywał się w dziwnie połyskującą kulę nie mogąc oderwać od niej swoich oczył.
Margolas chowając mieszek za swoje ubranie wyjrzał zza stołu spoglądając w wiszącą kulę połyskującą niebieskimi promieniami energii przeskakującymi co chwila po dziwnej niebieskawej kuli, obiekt ten delikatnie poruszał się na wysokości jakiegoś metra nad posadzką. Zauważył też siedzących i opartych o stół Gotmunda i Gilrael, wpatrzonych w kulę i nie ruszających się.
Margolas coraz intensywniej wpatrywał się w dziwnie połyskującą kulę nie mogąc oderwać od niej swoich oczył.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Amras popwrócił do sali karczemnej, rozejrzał się po pobojowisku szukając swojego sztyletu, którym zaatakował mocno opancerzonego malauka. Amras rozejrzał się po sali, widząc Morgasa sprawdzającego martwego orka, postanowił sam sprawdzic piętro karczmy i obejrzec co się tam stało na górze. W ręke chwycił miecz i ruszył po schodach.
Wątek techniczny
Jeśli się da węjśc na górę to wchodzę, jeśli jest tam pożar to w jak wielki?
Wątek techniczny
Jeśli się da węjśc na górę to wchodzę, jeśli jest tam pożar to w jak wielki?