PBF - Płonąca granica
Jack dobiegł do drzwi hangaru i szybko zerknął w ciemną czeluść uważnie nasłuchując. W mroku niewiele widział, jednak wytężywszy zmysły starał się przebić przez tętniącą z głuchym odgłosem w żyłach krew.
Zadygotał gdy do uszu dotarł niesamowity krzyk człowieka od strony bramy. W ułamku sekundy podjął decyzję. Czas pokaże czy dobrą.
Zaklął do siebie i upewniwszy się co do nieobecności kolejnego sierściucha pognał w kierunku odgłosów ujadania. Może choć Radefordowi będzie w stanie pomóc skoro jeszcze coś słychać.
Pogłos okrzyku od strony pick'upa długim echem odbijał się w przestrzeni...
Zadygotał gdy do uszu dotarł niesamowity krzyk człowieka od strony bramy. W ułamku sekundy podjął decyzję. Czas pokaże czy dobrą.
Zaklął do siebie i upewniwszy się co do nieobecności kolejnego sierściucha pognał w kierunku odgłosów ujadania. Może choć Radefordowi będzie w stanie pomóc skoro jeszcze coś słychać.
Pogłos okrzyku od strony pick'upa długim echem odbijał się w przestrzeni...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przez umysł kaznodziei przeleciał kłębek sprzecznych myśli. Eli Lama Sabachtani...... Nieee, to po prostu kolejna próba.
Watek techniczny:
Wbijam nóż pchlarzowi w szyję, albo w wpust klatki piersiowej licząc na uszkodzenie ważniejszych naczyń krwionośnych lub nerwów, albo chociaż tchawicy. Jeżeli będę miał inicjatywę to łączę sukcesy dla efektywniejszego ciosu. Nóż ma plusy do ZR więc będzie łatwiej.
Watek techniczny:
Wbijam nóż pchlarzowi w szyję, albo w wpust klatki piersiowej licząc na uszkodzenie ważniejszych naczyń krwionośnych lub nerwów, albo chociaż tchawicy. Jeżeli będę miał inicjatywę to łączę sukcesy dla efektywniejszego ciosu. Nóż ma plusy do ZR więc będzie łatwiej.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Olbrzym, który rozbroił szarpnięciem szczęk Wilsona wrócił na pakę wozu ledwie chwilę później, łącząc siły z bestią próbującą oderwać od przedniej szyby chroniącą ją siatkę. Kudłaty zwierz wepchnął swój ośliniony pysk do wnętrza szoferki z zamiarem pochwycenia człowieka za bark lub szyję. Czując złowieszcze kołysanie się wozu Paul pojął od razu, co mu grozi, toteż czym prędzej przekręcił się w siedzeniu krzycząc przeraźliwie i młócąc rękami na oślep w nadziei na zniechęcenie zwierzęcia do dalszego ataku gradem nieskładnych ciosów.
Pies był jednak szybki i najwyraźniej miał już wprawę w polowaniu na wrzeszczącą dwunożną zwierzynę. Jego pysk kłapnął donośnie w ciasnej przestrzeni szoferki i krzyki Wilsona nabrały zupełnie innej tonacji, gdzie miejsce czystej grozy zajął w ogromnej mierze również palący ból.
Targnięcie ostrych jak brzytwa zębów pozbawiło kierowcę lewego ucha, odgryzionego z chirurgiczną wręcz precyzją tuż przy skórze czaszki.
Wątek techniczny
Sytuacja osobista Wilsona nieco się pogorszyła, ale wciąż jeszcze nie ma powodów do obaw, wszak nasz kierowca nadal posiada jedno ucho i nóż. Pytanie, co wydarzy się w następnym updacie...
Olbrzym, który rozbroił szarpnięciem szczęk Wilsona wrócił na pakę wozu ledwie chwilę później, łącząc siły z bestią próbującą oderwać od przedniej szyby chroniącą ją siatkę. Kudłaty zwierz wepchnął swój ośliniony pysk do wnętrza szoferki z zamiarem pochwycenia człowieka za bark lub szyję. Czując złowieszcze kołysanie się wozu Paul pojął od razu, co mu grozi, toteż czym prędzej przekręcił się w siedzeniu krzycząc przeraźliwie i młócąc rękami na oślep w nadziei na zniechęcenie zwierzęcia do dalszego ataku gradem nieskładnych ciosów.
Pies był jednak szybki i najwyraźniej miał już wprawę w polowaniu na wrzeszczącą dwunożną zwierzynę. Jego pysk kłapnął donośnie w ciasnej przestrzeni szoferki i krzyki Wilsona nabrały zupełnie innej tonacji, gdzie miejsce czystej grozy zajął w ogromnej mierze również palący ból.
Targnięcie ostrych jak brzytwa zębów pozbawiło kierowcę lewego ucha, odgryzionego z chirurgiczną wręcz precyzją tuż przy skórze czaszki.
Wątek techniczny
Sytuacja osobista Wilsona nieco się pogorszyła, ale wciąż jeszcze nie ma powodów do obaw, wszak nasz kierowca nadal posiada jedno ucho i nóż. Pytanie, co wydarzy się w następnym updacie...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Starając się nie zwracać uwagi na dzikie krzyki dobiegające od strony bramy, Jack Salt puścił się biegiem wzdłuż południowej ściany hangaru, omiatając przestrzeń wokół siebie lufą pistoletu i próbując zlokalizować za wszelką cenę miejsce, w którym znajdował się Radeford. Kurier przemknął jak strzała wzdłuż ściany sąsiedniego budyneczku, częściowo zawalonego i porośniętego gęstymi łatami mchu.
Zapuściwszy się w wąską uliczkę biegnącą między zrujnowanym budynkiem i nieco mniejszym hangarem mężczyzna obiegł rdzewiejący wózek elektryczny i wypadł na niewielki placyk.
Mimo walącego szaleńczo serca Salt wstrzymał oddech i zapomniał na krótką chwilę o swoim pistolecie spoglądając na Ebenezera Radeforda toczącego walkę o życie z ogromnym kudłatym potworem z piekła rodem.
Wątek techniczny
Zanim Salt zdoła włączyć się do akcji, miną dwie tury - w końcu bieg od narożnika hangaru do miejsca pobytu Radeforda będzie kosztował troszkę czasu. A jak kaznodzieja sobie w tym czasie będzie radził? To już w następnym odcinku!
Starając się nie zwracać uwagi na dzikie krzyki dobiegające od strony bramy, Jack Salt puścił się biegiem wzdłuż południowej ściany hangaru, omiatając przestrzeń wokół siebie lufą pistoletu i próbując zlokalizować za wszelką cenę miejsce, w którym znajdował się Radeford. Kurier przemknął jak strzała wzdłuż ściany sąsiedniego budyneczku, częściowo zawalonego i porośniętego gęstymi łatami mchu.
Zapuściwszy się w wąską uliczkę biegnącą między zrujnowanym budynkiem i nieco mniejszym hangarem mężczyzna obiegł rdzewiejący wózek elektryczny i wypadł na niewielki placyk.
Mimo walącego szaleńczo serca Salt wstrzymał oddech i zapomniał na krótką chwilę o swoim pistolecie spoglądając na Ebenezera Radeforda toczącego walkę o życie z ogromnym kudłatym potworem z piekła rodem.
Wątek techniczny
Zanim Salt zdoła włączyć się do akcji, miną dwie tury - w końcu bieg od narożnika hangaru do miejsca pobytu Radeforda będzie kosztował troszkę czasu. A jak kaznodzieja sobie w tym czasie będzie radził? To już w następnym odcinku!
Wypadł zadyszany na otwartą przestrzeń dostrzegając toczącą się walkę. Starając się uspokoić oddech wycelował uważnie prosto w bestię i krzyknął:
- Eb! Trzymaj go mocno za łeb i nie wierć się! Chciałbym jemu łeb odstrzelić a nie tobie!
Zaczął powoli zbliżać się do walczących z palcem dociśniętym do spustu.
Kaznodzieja i Paul mają coś ciężkie chwile :/
W każdym razie, staram się uspokoić oddech na tyle na ile to możliwe, celując zbliżam się powoli do pieska i walę w łeb lub pod lewą łopatkę. O ile Radeford jest w stanie utrzymać go za łeb i nie wierci się (znaczy nie został zeżarty) to podejdę nawet na krok żeby strzelić gadzinie między uszy.
- Eb! Trzymaj go mocno za łeb i nie wierć się! Chciałbym jemu łeb odstrzelić a nie tobie!
Zaczął powoli zbliżać się do walczących z palcem dociśniętym do spustu.
Kaznodzieja i Paul mają coś ciężkie chwile :/
W każdym razie, staram się uspokoić oddech na tyle na ile to możliwe, celując zbliżam się powoli do pieska i walę w łeb lub pod lewą łopatkę. O ile Radeford jest w stanie utrzymać go za łeb i nie wierci się (znaczy nie został zeżarty) to podejdę nawet na krok żeby strzelić gadzinie między uszy.
Ostatnio zmieniony 01 listopada 2011, 20:40 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wątek techniczny
Rada cenna, choć nieco ryzykowna. Jedyny sposób na przytrzymania łba pchlarza jaki przychodzi mi do głowy, to przebić go nożem w okolicy między żuchwowej tak aby ostrze przeszło przez język i podniebienie twarde aż do kości nosowej, albo przy odrobinę szczęścia przez kość łzową penetrując od strony dobrzusznej oczodół i gałkę oczną. A rękojeść noża przytrzymać oburącz. Cóż plany planami, realizacja realizacją.
Rada cenna, choć nieco ryzykowna. Jedyny sposób na przytrzymania łba pchlarza jaki przychodzi mi do głowy, to przebić go nożem w okolicy między żuchwowej tak aby ostrze przeszło przez język i podniebienie twarde aż do kości nosowej, albo przy odrobinę szczęścia przez kość łzową penetrując od strony dobrzusznej oczodół i gałkę oczną. A rękojeść noża przytrzymać oburącz. Cóż plany planami, realizacja realizacją.
Ostatnio zmieniony 01 listopada 2011, 22:09 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Wypuszczony z rąk obrzyn stuknął kolbą o beton w tej samej sekundzie, w której Ebenezer wyciągnął z pochwy noszony przy pasie nóż, długie myśliwskie ostrze o karbowanej klindze i profilowanej rękojeści budzące od zawsze pożądanie innych i stanowiące niezmiennie obiekt targów w wymianie handlowej.
Ręka kaznodziei wystrzeliła do przodu w obronnym geście, wysuwając ostrze w stronę odbijającego się sprężyście na tylnych łapach psa w nadziei na wbicie mu klingi w łeb.
Wątek techniczny
Przyszła pora, żeby znowu trochę porzucać kostkami. Najpierw zerknąłem na zasady dla noża oraz profil Ebenezera. Budowa 9, Zręczność 18, Broń biała +3. Niska Budowa oznacza karę -10% do m. in. testów Inicjatywy (minimalna wymagana Budowa dla noża to 10). Z drugiej strony, nóż dodaje +1 do Zręczności w ataku i obronie (w przypadku Radeforda zadaje Draśnięcie/ranę lekką/ranę lekką).
Każdy z antagonistów ma trzy segmenty, Inicjatywę wygrał z wynikiem 6 na 1k20 Radeford (ach, ta adrenalina kipiąca w żyłach). Teraz dla każdego rzucam po 3k20, żeby zobaczyć, ile sukcesów w turze walki wręcz zaliczą. Radeford - 9, 19, 20 (dwa sukcesy, jedna porażka). Pies - 8, 5, 14 (dwa sukcesy, jedna porażka).
Deliad, chcesz zostawić obydwa sukcesy na blokowanie ataków psa czy przyjąć jedną ranę na siebie zadając jednocześnie jedną ranę zwierzęciu?
Wypuszczony z rąk obrzyn stuknął kolbą o beton w tej samej sekundzie, w której Ebenezer wyciągnął z pochwy noszony przy pasie nóż, długie myśliwskie ostrze o karbowanej klindze i profilowanej rękojeści budzące od zawsze pożądanie innych i stanowiące niezmiennie obiekt targów w wymianie handlowej.
Ręka kaznodziei wystrzeliła do przodu w obronnym geście, wysuwając ostrze w stronę odbijającego się sprężyście na tylnych łapach psa w nadziei na wbicie mu klingi w łeb.
Wątek techniczny
Przyszła pora, żeby znowu trochę porzucać kostkami. Najpierw zerknąłem na zasady dla noża oraz profil Ebenezera. Budowa 9, Zręczność 18, Broń biała +3. Niska Budowa oznacza karę -10% do m. in. testów Inicjatywy (minimalna wymagana Budowa dla noża to 10). Z drugiej strony, nóż dodaje +1 do Zręczności w ataku i obronie (w przypadku Radeforda zadaje Draśnięcie/ranę lekką/ranę lekką).
Każdy z antagonistów ma trzy segmenty, Inicjatywę wygrał z wynikiem 6 na 1k20 Radeford (ach, ta adrenalina kipiąca w żyłach). Teraz dla każdego rzucam po 3k20, żeby zobaczyć, ile sukcesów w turze walki wręcz zaliczą. Radeford - 9, 19, 20 (dwa sukcesy, jedna porażka). Pies - 8, 5, 14 (dwa sukcesy, jedna porażka).
Deliad, chcesz zostawić obydwa sukcesy na blokowanie ataków psa czy przyjąć jedną ranę na siebie zadając jednocześnie jedną ranę zwierzęciu?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Dochodzę do wniosku, że w przeciwieństwie do walki strzeleckiej walka wręcz jest w Neuroshimie wyjątkowo nieprzyjazna dla sesji typu PBF. Przy stole BG i MG mogą szachować się wzajemnie kostkami kontrując sukcesy i przesuwając taktycznie porażki, ale w PBF wierne odwzorowanie tego systemu oznaczałoby konieczność prowadzenia walki wręcz np. poprzez GG, bo każdy ruch musiałby być na bieżąco konsultowany. Będę to musiał w naszej sesji znacząco uprościć, żeby uniknąć denerwujących lagów...
A teraz druga tura i rzuty 3k20 dla Radeforda i psa. Najpierw kaznodzieja: 7, 18, 1 (czyli trzy sukcesy), potem pies: 13, 2, 20 (dwa sukcesy, jedna porażka). Tutaj zaczyna się ta zabawa, która musi się świetnie sprawdzać w grze na żywo przy stole. Pierwszy atak kaznodziei zostaje skontrowany unikiem psa (każdy antagonista zużywa po jednym sukcesie). Inicjatywa nadal należy do Radeforda, ale teraz BG ma szansę wyprowadzić silniejszy atak łączony za dwa sukcesy, a zwierzę temu nie zaradzi, by ma na obronę tylko jeden sukces i mocy ataku nie skontruje. A zatem atak za dwa sukcesy i nóż zadaje wówczas ranę lekką zamiast draśnięcia, a przecież w teście wypadła jedynka, która podnosi skalę obrażeń o jeden stopień (czyli do rany ciężkiej). Biedny piesek...
I trzecia tura, ostatnia przed wejściem do akcji Salta. Radeford: 8, 14, 1. Pies: 4, 5, 14. Dokładnie powtórka z poprzedniej rundy i mamy koniec zabawy (fabularka niebawem).
Dochodzę do wniosku, że w przeciwieństwie do walki strzeleckiej walka wręcz jest w Neuroshimie wyjątkowo nieprzyjazna dla sesji typu PBF. Przy stole BG i MG mogą szachować się wzajemnie kostkami kontrując sukcesy i przesuwając taktycznie porażki, ale w PBF wierne odwzorowanie tego systemu oznaczałoby konieczność prowadzenia walki wręcz np. poprzez GG, bo każdy ruch musiałby być na bieżąco konsultowany. Będę to musiał w naszej sesji znacząco uprościć, żeby uniknąć denerwujących lagów...
A teraz druga tura i rzuty 3k20 dla Radeforda i psa. Najpierw kaznodzieja: 7, 18, 1 (czyli trzy sukcesy), potem pies: 13, 2, 20 (dwa sukcesy, jedna porażka). Tutaj zaczyna się ta zabawa, która musi się świetnie sprawdzać w grze na żywo przy stole. Pierwszy atak kaznodziei zostaje skontrowany unikiem psa (każdy antagonista zużywa po jednym sukcesie). Inicjatywa nadal należy do Radeforda, ale teraz BG ma szansę wyprowadzić silniejszy atak łączony za dwa sukcesy, a zwierzę temu nie zaradzi, by ma na obronę tylko jeden sukces i mocy ataku nie skontruje. A zatem atak za dwa sukcesy i nóż zadaje wówczas ranę lekką zamiast draśnięcia, a przecież w teście wypadła jedynka, która podnosi skalę obrażeń o jeden stopień (czyli do rany ciężkiej). Biedny piesek...
I trzecia tura, ostatnia przed wejściem do akcji Salta. Radeford: 8, 14, 1. Pies: 4, 5, 14. Dokładnie powtórka z poprzedniej rundy i mamy koniec zabawy (fabularka niebawem).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Pusta ręka misjonarza wystrzeliła do przodu zaciskając się na gardle rozjuszonego psa i cudem przy tym unikając pogryzienia. Złapane w żelazny uścisk zwierzę wspięło się na tylne łapy zrównując się z Radefordem wzrostem i charcząc mu prosto w twarz. Oddech drapieżnika był ohydny, zionął starą krwią i zepsutym mięsem. Dusząc w sobie odrazę mężczyzna uderzył od spodu uzbrojoną w nóż ręką, rozcinając twardą kudłatą skórę zwierzęcia na jego podgardlu.
Przednie łapy psa drapały spodnie kaznodziei szarpiąc za sprzączkę jego pasa, a pryskający drobinkami cuchnącej krwi pysk zatrzaskiwał się tuż przed twarzą Ebenezera powstrzymywany przed zatopieniem kłów w ludzkim ciele jedynie siłą słabnących już mięśni człowieka. Zaciskając kurczowo szczęki mężczyzna uderzył ponownie nożem, kierując klingę w górę i wpychając jej czubek pod żuchwę psa.
Karbowana klinga wślizgnęła się w czaszkę zwierzęcia przebijając język i podniebienie i docierając do psiego mózgu. Radeford wyszarpnął ostrze z rany i odskoczył od targanego jeszcze sporadycznymi drgawkami cielska drapieżnika, nie zważające na cieknące mu po czole krople potu.
Zdyszany Jack stał opodal ze ściskanym oburącz pistoletem, gapiąc się szeroko otwartymi oczami na martwe zwierzę i zbroczony po rękojeść posoką nóż Ebenezera.
Wątek techniczny
Nie da się ukryć, że niezły z tego naszego klechy kozak! Panowie, Wasze psy macie już z głowy, więc pojawia się nieuchronnie bardzo ważne pytanie: co dalej?
Pusta ręka misjonarza wystrzeliła do przodu zaciskając się na gardle rozjuszonego psa i cudem przy tym unikając pogryzienia. Złapane w żelazny uścisk zwierzę wspięło się na tylne łapy zrównując się z Radefordem wzrostem i charcząc mu prosto w twarz. Oddech drapieżnika był ohydny, zionął starą krwią i zepsutym mięsem. Dusząc w sobie odrazę mężczyzna uderzył od spodu uzbrojoną w nóż ręką, rozcinając twardą kudłatą skórę zwierzęcia na jego podgardlu.
Przednie łapy psa drapały spodnie kaznodziei szarpiąc za sprzączkę jego pasa, a pryskający drobinkami cuchnącej krwi pysk zatrzaskiwał się tuż przed twarzą Ebenezera powstrzymywany przed zatopieniem kłów w ludzkim ciele jedynie siłą słabnących już mięśni człowieka. Zaciskając kurczowo szczęki mężczyzna uderzył ponownie nożem, kierując klingę w górę i wpychając jej czubek pod żuchwę psa.
Karbowana klinga wślizgnęła się w czaszkę zwierzęcia przebijając język i podniebienie i docierając do psiego mózgu. Radeford wyszarpnął ostrze z rany i odskoczył od targanego jeszcze sporadycznymi drgawkami cielska drapieżnika, nie zważające na cieknące mu po czole krople potu.
Zdyszany Jack stał opodal ze ściskanym oburącz pistoletem, gapiąc się szeroko otwartymi oczami na martwe zwierzę i zbroczony po rękojeść posoką nóż Ebenezera.
Wątek techniczny
Nie da się ukryć, że niezły z tego naszego klechy kozak! Panowie, Wasze psy macie już z głowy, więc pojawia się nieuchronnie bardzo ważne pytanie: co dalej?
Jack chłonął walkę szeroko otwartymi oczami sapiąc lekko po biegu. Kiwnął głową w niemym wyrazie uznania umiejętności kaznodziei i otarł pot z czoła. Sprawdził i przeładował broń, obejrzał się czujnie dookoła szukając potencjalnych wrogów.
- Zbieramy się Eb, bierz obrzyna i spadamy sprawdzić co z Paulem - powiedział przechodząc obok truchła - Wrzaski nie sprawiały wrażenia miłych dla ucha, chyba też ma gości...
Popatrzył na kaznodzieję szykując się do powrotu.
Kolejny piesek ubity, proponuję wracać do samochodu i sprawdzić czy jeszcze jesteśmy jakoś pomóc Paulowi.
Proponuję truchcik w celu szybszego zwiększenia dystansu, zdwojoną czujność i wypatrywanie przeciwnika.
W razie dostrzeżenia, celowanie i strzał.
- Zbieramy się Eb, bierz obrzyna i spadamy sprawdzić co z Paulem - powiedział przechodząc obok truchła - Wrzaski nie sprawiały wrażenia miłych dla ucha, chyba też ma gości...
Popatrzył na kaznodzieję szykując się do powrotu.
Kolejny piesek ubity, proponuję wracać do samochodu i sprawdzić czy jeszcze jesteśmy jakoś pomóc Paulowi.
Proponuję truchcik w celu szybszego zwiększenia dystansu, zdwojoną czujność i wypatrywanie przeciwnika.
W razie dostrzeżenia, celowanie i strzał.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Początkowy trucht niemal natychmiast przeszedł w szaleńczy bieg, bo im bliżej mężczyźni byli bramy, tym głośniejsze dobiegały do nich odgłosy ludzkich krzyków i psiego ujadania.
Canyon wciąż stał w miejscu, gdzie Jack i Ebenezer go pozostawili. Wóz kołysał się na resorach pod wpływem ruchów dwóch olbrzymich psów atakujących zajadle szoferkę. Jedna z bestii rozpłaszczyła się na masce pikapa targając zębami za ochronną siatkę na przedniej szybie, druga zaś tkwiła na pace z łbem wciśniętym w rozbite tylne okienko kabiny.
Wrzaski Paula dobiegały z wnętrza kołyszącego się chaotycznie pojazdu.
Wątek techniczny
Kawaleria przybyła. Pytanie, co dalej?
Początkowy trucht niemal natychmiast przeszedł w szaleńczy bieg, bo im bliżej mężczyźni byli bramy, tym głośniejsze dobiegały do nich odgłosy ludzkich krzyków i psiego ujadania.
Canyon wciąż stał w miejscu, gdzie Jack i Ebenezer go pozostawili. Wóz kołysał się na resorach pod wpływem ruchów dwóch olbrzymich psów atakujących zajadle szoferkę. Jedna z bestii rozpłaszczyła się na masce pikapa targając zębami za ochronną siatkę na przedniej szybie, druga zaś tkwiła na pace z łbem wciśniętym w rozbite tylne okienko kabiny.
Wrzaski Paula dobiegały z wnętrza kołyszącego się chaotycznie pojazdu.
Wątek techniczny
Kawaleria przybyła. Pytanie, co dalej?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Salt zatrzymał się raptownie wysuwając do przodu prawą stopę z zamiarem ustabilizowania pozycji strzeleckiej, podrzucił do góry lufę pistoletu wstrzymując na krótką chwilę oddech. Desert Eagle wypalił pośród ogłuszającego huku i rozpłaszczony na masce wozu pies wydał z siebie urwane szczeknięcie ugodzony kulą prosto w grzbiet. Wielkokalibrowy pocisk musiał mu strzaskać kręgosłup, bo zwierzę poprzestało na tym jednym krótkim szczeknięciu, przewracając się na bok i ześlizgując po masce silnika na beton.
Drugi pies wyciągnął umazany krwią pysk z tylnego okienka szoferki, zeskoczył zwinnie z paki wozu i zanim Jack zdążył go wziąć na muszkę, zwierzę zniknęło w kołyszących się gwałtownie chaszczach opodal ogrodzenia.
Drzwi wozu otworzyły się z metalicznym trzaskiem, z kabiny wytoczył się Paul ściskający w jednej dłoni prosty kuchenny nóż, drugą zaś przykładający do lewej strony głowy. Salt zesztywniał widząc cieknącą przez palce przyjaciela krew, rozmazaną po całej twarzy, przez co oblicze Paula Wilsona zmieniło się w koszmarną szkarłatną maskę.
Wątek techniczny
Salt - strzał z przycelowaniem za dwa segmenty. Rzuciłem 2k20 uzyskując wyniki 6 i 7. Celne trafienie, wartość krytyczna, koniec pastwienia się nad ochronną siatką. Jeden pies zginął, drugi poszedł po rozum do łba i dał łapę, chowając się gdzieś w pobliskich chaszczach i to tak dokładnie, że ślad po nim zaginął.
Pora na podjęcie pewnych decyzji taktycznych. Jest późno, pół godziny do zachodu słońca tak na oko. Wilson krwawi z kikuta ucha i stracił gdzieś swój MP5, ale poza tym funkcjonuje poprawnie (bo Vampire1308 obiecał od dzisiaj powrót do sesji). Auto wciąż stoi pod bramą. Po niedawnej akcji pozostało pięć martwych psów i trzy łuski do pistoletu Salta. Co dalej, panowie? Macie jeszcze pół godziny na rabowanie, potem trzeba będzie przenieść tę akcję na przyszły poranek. Najlepszym miejscem na popas wciąż wydaje się szczyt wieży kontrolnej, ale może macie inne zamiary. Przypominam, gdzieś tam wciąż kręci się jeden pies (ale nie twierdzę, że jest tylko jeden, żeby nie było potem niedomówień, w ogóle nie twierdzę, ile ich jest i takie tam).
Salt zatrzymał się raptownie wysuwając do przodu prawą stopę z zamiarem ustabilizowania pozycji strzeleckiej, podrzucił do góry lufę pistoletu wstrzymując na krótką chwilę oddech. Desert Eagle wypalił pośród ogłuszającego huku i rozpłaszczony na masce wozu pies wydał z siebie urwane szczeknięcie ugodzony kulą prosto w grzbiet. Wielkokalibrowy pocisk musiał mu strzaskać kręgosłup, bo zwierzę poprzestało na tym jednym krótkim szczeknięciu, przewracając się na bok i ześlizgując po masce silnika na beton.
Drugi pies wyciągnął umazany krwią pysk z tylnego okienka szoferki, zeskoczył zwinnie z paki wozu i zanim Jack zdążył go wziąć na muszkę, zwierzę zniknęło w kołyszących się gwałtownie chaszczach opodal ogrodzenia.
Drzwi wozu otworzyły się z metalicznym trzaskiem, z kabiny wytoczył się Paul ściskający w jednej dłoni prosty kuchenny nóż, drugą zaś przykładający do lewej strony głowy. Salt zesztywniał widząc cieknącą przez palce przyjaciela krew, rozmazaną po całej twarzy, przez co oblicze Paula Wilsona zmieniło się w koszmarną szkarłatną maskę.
Wątek techniczny
Salt - strzał z przycelowaniem za dwa segmenty. Rzuciłem 2k20 uzyskując wyniki 6 i 7. Celne trafienie, wartość krytyczna, koniec pastwienia się nad ochronną siatką. Jeden pies zginął, drugi poszedł po rozum do łba i dał łapę, chowając się gdzieś w pobliskich chaszczach i to tak dokładnie, że ślad po nim zaginął.
Pora na podjęcie pewnych decyzji taktycznych. Jest późno, pół godziny do zachodu słońca tak na oko. Wilson krwawi z kikuta ucha i stracił gdzieś swój MP5, ale poza tym funkcjonuje poprawnie (bo Vampire1308 obiecał od dzisiaj powrót do sesji). Auto wciąż stoi pod bramą. Po niedawnej akcji pozostało pięć martwych psów i trzy łuski do pistoletu Salta. Co dalej, panowie? Macie jeszcze pół godziny na rabowanie, potem trzeba będzie przenieść tę akcję na przyszły poranek. Najlepszym miejscem na popas wciąż wydaje się szczyt wieży kontrolnej, ale może macie inne zamiary. Przypominam, gdzieś tam wciąż kręci się jeden pies (ale nie twierdzę, że jest tylko jeden, żeby nie było potem niedomówień, w ogóle nie twierdzę, ile ich jest i takie tam).
Jack spoglądał w niemym przerażeniu na Wilsona. Odetchnął jednak z ulgą stwierdziwszy, że kumpel stoi o własnych siłach. Schował powoli pistolet do kabury patrząc uważnie po chaszczach.
- Paul! Znowu, kurew, śpisz na warcie... - wychrypiał przerywając ciszę zapadłą po kolejnym wystrzale i podszedł szybko do niego wyciągając torbę lekarską - Pokaż no tą łepetynę, opatrzę cię.
Oderwał rękę Wilsona zaciśniętą kurczowo na ranie i skrzywił się lekko.
- Nosz żeby cię, teraz to już nie posłuchasz co w muszlach szumi... - wyciągnął niezbędne medykamenty do odkażenia rany oraz zatamowania krwi i zabrał się do zakładania opatrunku.
Rzucił do Radeforda przez ramię:
- Eb, rozejrzyj się po okolicy czy ten ostatni się nie przypałęta czasem. Widzę, że nasz nieborak gdzieś posiał pukawkę, zerknij przy okazji czy nie ma jej w wozie...
Zadzierając wysoko głowę w trakcie wykonywanych czynności starał się ocenić ile zostało czasu do zapadnięcia nocy. Splunął szybko na ziemię stwierdzając, iż niewiele mają chwil do wykorzystania.
- Musimy wjechać na teren lotniska, wieża powinna być czysta. A musimy jeszcze zobaczyć czy da się wleźć na górę... - zerknął nagle uważnie na Radeforda - Chyba, że ty Eb, widziałeś gdzieś po drodze budynek z jakimiś drzwiami, najlepiej piętrowy. Przydałoby się zabarykadować na noc aby coś nam nie wlazło do środka...
Westchnął lekko, spojrzał krytycznie na założony opatrunek na głowie Paula.
- No nic, zanim cię jakaś zdybie na weseliszcze, zagoi się. Teraz piorunem znaleźć lokum. Jak nic któryś musi stać na warcie, proponuje zmiany co 3 godziny... - urwał patrząc na Wilsona - Albo sami będziemy pilnować z Kaznodzieją bo znowu napytasz biedy...
Uśmiechnął się złośliwie, spakował rzeczy do torby, podniósł łuskę i przygotował się do wjazdu na teren lotniska.
Proponuje nocleg w wieży, nie wiem czy Radeford coś wypatrzył po drodze nadającego się na lepsze lokum (z drzwiami, oknami i najlepiej na piętrze). Jeśli nie, chciałbym ustawić pick'upa jako barykadę pod wieżą i wleźć na górę. Dopiero tam odpowiednio zabezpieczywszy legowiska udać się na spoczynek ze wspomnianą dwuosobową wartą. Zakładam rzut monetą który z nas pierwszy
PS. Zakładam, że nie zebrałem poprzednich łusek to wezmę tą co została, dwóch wcześniejszych poszukam rano. Chyba, że zauważę pod wieżą (o ile tam będziemy nocować) to wtedy zbiorę.
- Paul! Znowu, kurew, śpisz na warcie... - wychrypiał przerywając ciszę zapadłą po kolejnym wystrzale i podszedł szybko do niego wyciągając torbę lekarską - Pokaż no tą łepetynę, opatrzę cię.
Oderwał rękę Wilsona zaciśniętą kurczowo na ranie i skrzywił się lekko.
- Nosz żeby cię, teraz to już nie posłuchasz co w muszlach szumi... - wyciągnął niezbędne medykamenty do odkażenia rany oraz zatamowania krwi i zabrał się do zakładania opatrunku.
Rzucił do Radeforda przez ramię:
- Eb, rozejrzyj się po okolicy czy ten ostatni się nie przypałęta czasem. Widzę, że nasz nieborak gdzieś posiał pukawkę, zerknij przy okazji czy nie ma jej w wozie...
Zadzierając wysoko głowę w trakcie wykonywanych czynności starał się ocenić ile zostało czasu do zapadnięcia nocy. Splunął szybko na ziemię stwierdzając, iż niewiele mają chwil do wykorzystania.
- Musimy wjechać na teren lotniska, wieża powinna być czysta. A musimy jeszcze zobaczyć czy da się wleźć na górę... - zerknął nagle uważnie na Radeforda - Chyba, że ty Eb, widziałeś gdzieś po drodze budynek z jakimiś drzwiami, najlepiej piętrowy. Przydałoby się zabarykadować na noc aby coś nam nie wlazło do środka...
Westchnął lekko, spojrzał krytycznie na założony opatrunek na głowie Paula.
- No nic, zanim cię jakaś zdybie na weseliszcze, zagoi się. Teraz piorunem znaleźć lokum. Jak nic któryś musi stać na warcie, proponuje zmiany co 3 godziny... - urwał patrząc na Wilsona - Albo sami będziemy pilnować z Kaznodzieją bo znowu napytasz biedy...
Uśmiechnął się złośliwie, spakował rzeczy do torby, podniósł łuskę i przygotował się do wjazdu na teren lotniska.
Proponuje nocleg w wieży, nie wiem czy Radeford coś wypatrzył po drodze nadającego się na lepsze lokum (z drzwiami, oknami i najlepiej na piętrze). Jeśli nie, chciałbym ustawić pick'upa jako barykadę pod wieżą i wleźć na górę. Dopiero tam odpowiednio zabezpieczywszy legowiska udać się na spoczynek ze wspomnianą dwuosobową wartą. Zakładam rzut monetą który z nas pierwszy
PS. Zakładam, że nie zebrałem poprzednich łusek to wezmę tą co została, dwóch wcześniejszych poszukam rano. Chyba, że zauważę pod wieżą (o ile tam będziemy nocować) to wtedy zbiorę.
Ostatnio zmieniony 03 listopada 2011, 22:43 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.