PBF - Kieł i pazur
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Użyję zdolności profesjonalnej "Tropienie" aby dokładnie przeszukać miejsce oraz okolice. Jednocześnie chciałbym aby nikt nie kręcił się w środku lub dookoła zagrody, żeby nie pozacierac ewentualnych śladów.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
A zatem Deliart z Mordilem próbują się przedostać przez kurzawę do stajni dla gości. Skela podejmuje próbę tropienia wokół feralnej obórki. A co robią Eithart, Trehant i Goltwyn?
Nowe posty po pojawieniu się brakujących deklaracji (istotne jest dla mnie precyzyjne określenie Waszego położenia względem siebie na obszarze wioski).
EDIT:Venar - również w środku
A zatem Deliart z Mordilem próbują się przedostać przez kurzawę do stajni dla gości. Skela podejmuje próbę tropienia wokół feralnej obórki. A co robią Eithart, Trehant i Goltwyn?
Nowe posty po pojawieniu się brakujących deklaracji (istotne jest dla mnie precyzyjne określenie Waszego położenia względem siebie na obszarze wioski).
EDIT:Venar - również w środku
Ostatnio zmieniony 19 listopada 2011, 01:38 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Tak jal sie zadeklarowalem, wczesniej ruszam do "naszej" stajni, gdzie sa nasze wierzchowce. Ten chlopek wrocil z tej drugiej zywy, wiec tak jak przypuszczalem nikogo/niczego juz tam nie ma. Ide z mieczem gotowym do odparcia ewentualnego ataku. W razie czego uzywam powstrzyamania aby podbic obrone i oczywiscie glsono bede wzywal pomocy.
Jezeli w stajni jest ciemno na maxa to przed wejsciem rzucam rozswietlenie. Z tego co pamietam powinienem jeszcze miec kilka pm, ale to w ostatecznosci. Najpierw probuje wytrzasnac jakas pochodnie lub jeszcze lampe.
Tak jal sie zadeklarowalem, wczesniej ruszam do "naszej" stajni, gdzie sa nasze wierzchowce. Ten chlopek wrocil z tej drugiej zywy, wiec tak jak przypuszczalem nikogo/niczego juz tam nie ma. Ide z mieczem gotowym do odparcia ewentualnego ataku. W razie czego uzywam powstrzyamania aby podbic obrone i oczywiscie glsono bede wzywal pomocy.
Jezeli w stajni jest ciemno na maxa to przed wejsciem rzucam rozswietlenie. Z tego co pamietam powinienem jeszcze miec kilka pm, ale to w ostatecznosci. Najpierw probuje wytrzasnac jakas pochodnie lub jeszcze lampe.
Ostatnio zmieniony 18 listopada 2011, 20:53 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
- Kasanie, macie tu jeszcze jakieś inne obórki? Ten drapieżnik może szatkować właśnie kolejne zwierzęta!
Wątek techniczny
Proszę Kasana o wskazanie drogi do najbliższej zagrody. Jeśli nie uzyskam od niego takich informacji, udam się za większością grupy w stronę stajni, w której są trzymane nasze wierzchowce.
Wątek techniczny
Proszę Kasana o wskazanie drogi do najbliższej zagrody. Jeśli nie uzyskam od niego takich informacji, udam się za większością grupy w stronę stajni, w której są trzymane nasze wierzchowce.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Koargoru, poranek
Pozostawiając Skelę i Trehanta wraz z Kasanem, pozostali mężczyźni zawrócili czym prędzej poprzez kurzawę, depcząc po piętach przestraszonym przewodnikom i desperacko usiłując nie zgubić się w tumanach piasku. Wiatr świszczał jękliwie w uszach, drobinki pyły wdzierały się do nosów i uszu. Potykając się ustawicznie i potrącając nawzajem wszyscy dotarli w szaleńczym tempie do stajni, w której przebywały wierzchowce przyjezdnych, łapiąc za rygle bramy i odciągając ją z dobytym pośpiesznie orężem.
Wpadających do środka mężczyzn powitały zduszone okrzyki przestrachu. Trąc oczy zaspani stajenni poderwali się ze swoich derek trącając nogami opróżnione już, a przyniesione im wcześniej przez uczynnych ziomków naczynia z piwem i półmiski z weselnym jadłem. Błysk stali w rękach intruzów oraz wyraz zalęknienia dostrzegalny na twarzach przewodników zmroził biedakom krew w żyłach. Odpoczywające w zagrodach zwierzęta wyczuły niepokój opiekunów, od ścian kamiennej stajni poczęły się odbijać dźwięki końskiego parskania, posykiwanie gulmaka i jazgot wejhura.
- Nic tu nie właziło?! - zawołał jeden z przewodników - Nic się nie zakradało do zwierzaków?!
- Nic! - okrzyknęli natychmiast stajenni, mimowolnie łapiąc za własne kije - Co się dzieje?!
- Jakowyś bestyj roztargał chudobę Kasana! - wyrzucił z siebie przewodnik - Wszytkie bydlątka ukatrupił, a rozdarł na strzępy!
Wątek techniczny
Do stajni dla gości nic się na razie nie zakradło. Wasze zwierzątka są w nienaruszonym stanie, a poziom czujności czterech stajennych podskoczył na dźwięk słowa "bestyj" do maksymalnego poziomu. W stajni są teraz Deliart, Goltwyn, Eithart i Mordil.
Treant i Venar otrzymają osobne fabularki, spróbuję napisać jeszcze dzisiaj.
Pozostawiając Skelę i Trehanta wraz z Kasanem, pozostali mężczyźni zawrócili czym prędzej poprzez kurzawę, depcząc po piętach przestraszonym przewodnikom i desperacko usiłując nie zgubić się w tumanach piasku. Wiatr świszczał jękliwie w uszach, drobinki pyły wdzierały się do nosów i uszu. Potykając się ustawicznie i potrącając nawzajem wszyscy dotarli w szaleńczym tempie do stajni, w której przebywały wierzchowce przyjezdnych, łapiąc za rygle bramy i odciągając ją z dobytym pośpiesznie orężem.
Wpadających do środka mężczyzn powitały zduszone okrzyki przestrachu. Trąc oczy zaspani stajenni poderwali się ze swoich derek trącając nogami opróżnione już, a przyniesione im wcześniej przez uczynnych ziomków naczynia z piwem i półmiski z weselnym jadłem. Błysk stali w rękach intruzów oraz wyraz zalęknienia dostrzegalny na twarzach przewodników zmroził biedakom krew w żyłach. Odpoczywające w zagrodach zwierzęta wyczuły niepokój opiekunów, od ścian kamiennej stajni poczęły się odbijać dźwięki końskiego parskania, posykiwanie gulmaka i jazgot wejhura.
- Nic tu nie właziło?! - zawołał jeden z przewodników - Nic się nie zakradało do zwierzaków?!
- Nic! - okrzyknęli natychmiast stajenni, mimowolnie łapiąc za własne kije - Co się dzieje?!
- Jakowyś bestyj roztargał chudobę Kasana! - wyrzucił z siebie przewodnik - Wszytkie bydlątka ukatrupił, a rozdarł na strzępy!
Wątek techniczny
Do stajni dla gości nic się na razie nie zakradło. Wasze zwierzątka są w nienaruszonym stanie, a poziom czujności czterech stajennych podskoczył na dźwięk słowa "bestyj" do maksymalnego poziomu. W stajni są teraz Deliart, Goltwyn, Eithart i Mordil.
Treant i Venar otrzymają osobne fabularki, spróbuję napisać jeszcze dzisiaj.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Koargoru, poranek
Kiedy większość towarzyszy popędziła w stronę stajni dla gości, a pochlipujący z bezbrzeżną rozpaczą Kasan pociągnął Trehanta ku następnemu domostwu znikając w ułamku chwili w piaskowej kurzawie, Skela pochylił się nad progiem obórki próbując wypatrzyć jakikolwiek ślad pozostawiony przez krwiożerczego intruza. Piasek sypał mu się ustawicznie na głowę, drobinki wpadały za kołnierz, drapały w gardle wywołując ciągłe ataki dokuczliwego kaszlu.
Tropiciel obwiązał sobie usta pociągniętym w górę kołnierzem tuniki, potem przykucnął tuż za wejściem do obórki próbując nie zwracać uwagi na wypełniający ciasne pomieszczenie fetor jatki i koncentrując wzrok na piaszczystym podłożu uliczki.
I natychmiast pojął, że jakiekolwiek próby szukania śladów w taką niepogodę skazane były na porażkę. Niesione wiatrem tumany pustynnego pyłu już zdążyły zatrzeć odciski butów pozostawione przez Eitharta i resztę, cóż dopiero o drapieżniku mówić.
Mężczyzna westchnął w duchu i zaczął się podnosić z kucek, wtem jednak przeszedł go leciutki dreszczyk irracjonalnego lęku. Chociaż nie mógł być niczego pewien, a rzucane wiatrem drobinki piasku wciąż sypały mu się do oczu, nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że jest przez kogoś lub przez coś obserwowany.
Wątek techniczny
Widoczność na zewnątrz jest fatalna, wzrok z trudem sięga poza wyciągnięte do przodu własne przedramię. Bez względu na źródło tego nagłego uczucia niepokoju rozglądanie się wokół nie przyniesie żadnego emocjonującego odkrycia...
A swoją drogą, nie chce aby ktoś religijny zmówić modlitwy proszącej o boską protekcję?
Kiedy większość towarzyszy popędziła w stronę stajni dla gości, a pochlipujący z bezbrzeżną rozpaczą Kasan pociągnął Trehanta ku następnemu domostwu znikając w ułamku chwili w piaskowej kurzawie, Skela pochylił się nad progiem obórki próbując wypatrzyć jakikolwiek ślad pozostawiony przez krwiożerczego intruza. Piasek sypał mu się ustawicznie na głowę, drobinki wpadały za kołnierz, drapały w gardle wywołując ciągłe ataki dokuczliwego kaszlu.
Tropiciel obwiązał sobie usta pociągniętym w górę kołnierzem tuniki, potem przykucnął tuż za wejściem do obórki próbując nie zwracać uwagi na wypełniający ciasne pomieszczenie fetor jatki i koncentrując wzrok na piaszczystym podłożu uliczki.
I natychmiast pojął, że jakiekolwiek próby szukania śladów w taką niepogodę skazane były na porażkę. Niesione wiatrem tumany pustynnego pyłu już zdążyły zatrzeć odciski butów pozostawione przez Eitharta i resztę, cóż dopiero o drapieżniku mówić.
Mężczyzna westchnął w duchu i zaczął się podnosić z kucek, wtem jednak przeszedł go leciutki dreszczyk irracjonalnego lęku. Chociaż nie mógł być niczego pewien, a rzucane wiatrem drobinki piasku wciąż sypały mu się do oczu, nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że jest przez kogoś lub przez coś obserwowany.
Wątek techniczny
Widoczność na zewnątrz jest fatalna, wzrok z trudem sięga poza wyciągnięte do przodu własne przedramię. Bez względu na źródło tego nagłego uczucia niepokoju rozglądanie się wokół nie przyniesie żadnego emocjonującego odkrycia...
A swoją drogą, nie chce aby ktoś religijny zmówić modlitwy proszącej o boską protekcję?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Koargoru, poranek
Kasan szedł chwiejnym krokiem, niczym pijany, zupełnie otumaniony nieszczęściem, które go właśnie spotkało. Półork sunął poprzez tumany piaskowego pyłu tuż za nim, czepiając się palcami lewej dłoni odzienia wieśniaka w nadziei na to, że go przypadkiem nie zgubi w kurzawie, gdzie wzrok łowcy z trudem sięgał czubków wyciągniętej do przodu dłoni.
- Tukej - rzucił ponad świstem wiatru przewodnik, skręcając w niewielkie przejście w kamiennym murku. Ogrodzenie chroniło w znikomym stopniu przed kurzawą, toteż Trehant przystanął na chwilkę w jego cieniu zbierając w gardle pełną piasku flegmę i spluwając siarczyście pod nogi. Ciemniejąca z przodu sylwetka Kasana zniknęła w progu otwartych raptownie drzwiczek wiodących do wnętrza innej obórki.
Półork zmienił układ palców na drzewcu włóczni, a potem postąpił do przodu znikając w środku budyneczku w ślad za Kasanem.
Wątek techniczny
Wszystkie zwierzątka w tej stajence są żywe, nie widać śladu drapieżnika. Podobnie w przypadku dwóch innych obejść, które Trehant odwiedzi z "automatu".
Kasan szedł chwiejnym krokiem, niczym pijany, zupełnie otumaniony nieszczęściem, które go właśnie spotkało. Półork sunął poprzez tumany piaskowego pyłu tuż za nim, czepiając się palcami lewej dłoni odzienia wieśniaka w nadziei na to, że go przypadkiem nie zgubi w kurzawie, gdzie wzrok łowcy z trudem sięgał czubków wyciągniętej do przodu dłoni.
- Tukej - rzucił ponad świstem wiatru przewodnik, skręcając w niewielkie przejście w kamiennym murku. Ogrodzenie chroniło w znikomym stopniu przed kurzawą, toteż Trehant przystanął na chwilkę w jego cieniu zbierając w gardle pełną piasku flegmę i spluwając siarczyście pod nogi. Ciemniejąca z przodu sylwetka Kasana zniknęła w progu otwartych raptownie drzwiczek wiodących do wnętrza innej obórki.
Półork zmienił układ palców na drzewcu włóczni, a potem postąpił do przodu znikając w środku budyneczku w ślad za Kasanem.
Wątek techniczny
Wszystkie zwierzątka w tej stajence są żywe, nie widać śladu drapieżnika. Podobnie w przypadku dwóch innych obejść, które Trehant odwiedzi z "automatu".
- Kasanie, jak to się stało, że drapieżnik wlazł do twojej zagrody? Zamykasz ty drzwi na jakowyś skobel albo co inszego, coby ci się zwierzęta po osadzie nie porozchodziły?
Wątek techniczny
Sprawdzam, czy odwiedzane przez nas obórki są zamykane w sposób uniemożliwiający zwierzęciu otwarcie drzwi od zewnątrz.
Wątek techniczny
Sprawdzam, czy odwiedzane przez nas obórki są zamykane w sposób uniemożliwiający zwierzęciu otwarcie drzwi od zewnątrz.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
Po sprawdzeniu stanu Szarpagona staram się wrócić z nim do Domu Zgromadzeń i porozmawiać z naczelnikiem.
Wypytuję czy są tu wszyscy mieszkańcy i ewentualnie gdzie reszta, wyslać zbrojnych do ściągnięcia nieobecnych. Przekonuję mieszkańców do obrony, zwlaszcza wojowników, a nawet poszukania pomocy wśród najemników i lowców. Chcialbym się również dowiedzieć o innych zagrodach i czy daloby się chudobę przepędzić w jedno miejsce oraz ustanowienie przy niej straży.
Być może jest to jeden drapieżnik albo może być kilka. Lubo też inna ciekawostka. Wypada zatem mieć się na baczności i zabezpieczyć się przed atakiem lub niespodziankami do końca burzy.
Upominam towarzyszy o nierozdzielanie się w czasie takiej nawalnicy, przy widoczności bliskiej zeru szybko mozna wpaść na "coś" co nie będzie mialo krągości a raczej ostre zębiska i pazury.
Wypytuję czy są tu wszyscy mieszkańcy i ewentualnie gdzie reszta, wyslać zbrojnych do ściągnięcia nieobecnych. Przekonuję mieszkańców do obrony, zwlaszcza wojowników, a nawet poszukania pomocy wśród najemników i lowców. Chcialbym się również dowiedzieć o innych zagrodach i czy daloby się chudobę przepędzić w jedno miejsce oraz ustanowienie przy niej straży.
Być może jest to jeden drapieżnik albo może być kilka. Lubo też inna ciekawostka. Wypada zatem mieć się na baczności i zabezpieczyć się przed atakiem lub niespodziankami do końca burzy.
Upominam towarzyszy o nierozdzielanie się w czasie takiej nawalnicy, przy widoczności bliskiej zeru szybko mozna wpaść na "coś" co nie będzie mialo krągości a raczej ostre zębiska i pazury.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Obejście Kasana, poranek
Sprawdziwszy kilka sąsiednich domostw i nie natrafiając nigdzie na ślady drapieżnika Trehant powrócił pośpiesznie do pierwszej zagrody, wiedziony poprzez burzę przez znającego wioskę na pamięć Kasana. Nieszczęsny wieśniak przestał już pochlipywać, w zamian poczynała w nim kipieć coraz dziksza wściekłość.
- Kasanie, jak to się stało, że drapieżnik wlazł do twojej zagrody?! - krzyknął półork omal nie wpadając w kurzawie na kucającego przed progiem Skelę - Zamykasz ty drzwi na jakowyś skobel albo co inszego, coby ci się zwierzęta po osadzie nie porozchodziły?!
Przewodnik złapał za drewniane drzwiczki obórki i pociągnął je do siebie zamykając cuchnące śmiercią mroczne pomieszczenie. Trehant i Skela spojrzeli uważnie na obracany skobel, przymocowany ćwiekiem do zewnętrznej strony drzwi.
- Wysoko od ziemi! - zauważył podniesionym głosem łowca makunów, próbując przekrzyczeć świst wiatru i plując co chwila grudkami wpadającego mu do ust piasku - Jeśli to było zwierzę, pewnie stanęło na łapach!
- Piasek zatarł wszystkie ślady! - odkrzyknął Skela - Nie sposób orzec, co to była za bestia!
- Jeśli kto ma dość doświadczenia, możebnie orzeknie! - rzekł ktoś za plecami obu mężczyzn, twardym męskim głosem, który samym swym brzmieniem wymuszał szacunek. Łowcy odwrócili się jednocześnie, przesłaniając rękawami oczy i zerkając poprzez tumany pyłu na przybysza.
Mówił jeden z sześciu stojących na ulicy esajańskich myśliwych, wysoki mąż o schowanej teraz pod skórzaną czapką kruczej grzywie będący ich przywódcą. Wszyscy Esajanie mieli przy sobie szable, topory i włócznie o rozszczepionych grotach, wszyscy też założyli na twarze okrągłe szklane gogle wszyte w przednią część czapek, chroniące ich oczy przed drobinkami piasku i przydające ludziom niejako przy okazji groteskowego owadziego wyglądu.
- Myśmy w tropieni bestii biegli, tedy odstąpcie, bo mus nam obejrzeć te zwierzęce szczątki - oznajmił przywódca myśliwych postępując krok do przodu. Trehant nie mógł nie zauważyć, że kruczowłosy mąż mówił po remzińsku z niemal niezauważalnym obcym akcentem, zdradzając dobrą znajomość tego języka i przynosząc zarazem powód do zawstydzenia dla starszego karawany Szalacha, gdyby ten jeszcze żył.
Wątek techniczny
Kawaleria przybyła, w dodatku sprawia kompetentne wrażenie. Usuniecie się grzecznie na bok czy zamierzacie Esajanom wchodzić w drogę, chociażby po to, by dać im do zrozumienia, że nie powinni się wywyższać lub panoszyć?
Sprawdziwszy kilka sąsiednich domostw i nie natrafiając nigdzie na ślady drapieżnika Trehant powrócił pośpiesznie do pierwszej zagrody, wiedziony poprzez burzę przez znającego wioskę na pamięć Kasana. Nieszczęsny wieśniak przestał już pochlipywać, w zamian poczynała w nim kipieć coraz dziksza wściekłość.
- Kasanie, jak to się stało, że drapieżnik wlazł do twojej zagrody?! - krzyknął półork omal nie wpadając w kurzawie na kucającego przed progiem Skelę - Zamykasz ty drzwi na jakowyś skobel albo co inszego, coby ci się zwierzęta po osadzie nie porozchodziły?!
Przewodnik złapał za drewniane drzwiczki obórki i pociągnął je do siebie zamykając cuchnące śmiercią mroczne pomieszczenie. Trehant i Skela spojrzeli uważnie na obracany skobel, przymocowany ćwiekiem do zewnętrznej strony drzwi.
- Wysoko od ziemi! - zauważył podniesionym głosem łowca makunów, próbując przekrzyczeć świst wiatru i plując co chwila grudkami wpadającego mu do ust piasku - Jeśli to było zwierzę, pewnie stanęło na łapach!
- Piasek zatarł wszystkie ślady! - odkrzyknął Skela - Nie sposób orzec, co to była za bestia!
- Jeśli kto ma dość doświadczenia, możebnie orzeknie! - rzekł ktoś za plecami obu mężczyzn, twardym męskim głosem, który samym swym brzmieniem wymuszał szacunek. Łowcy odwrócili się jednocześnie, przesłaniając rękawami oczy i zerkając poprzez tumany pyłu na przybysza.
Mówił jeden z sześciu stojących na ulicy esajańskich myśliwych, wysoki mąż o schowanej teraz pod skórzaną czapką kruczej grzywie będący ich przywódcą. Wszyscy Esajanie mieli przy sobie szable, topory i włócznie o rozszczepionych grotach, wszyscy też założyli na twarze okrągłe szklane gogle wszyte w przednią część czapek, chroniące ich oczy przed drobinkami piasku i przydające ludziom niejako przy okazji groteskowego owadziego wyglądu.
- Myśmy w tropieni bestii biegli, tedy odstąpcie, bo mus nam obejrzeć te zwierzęce szczątki - oznajmił przywódca myśliwych postępując krok do przodu. Trehant nie mógł nie zauważyć, że kruczowłosy mąż mówił po remzińsku z niemal niezauważalnym obcym akcentem, zdradzając dobrą znajomość tego języka i przynosząc zarazem powód do zawstydzenia dla starszego karawany Szalacha, gdyby ten jeszcze żył.
Wątek techniczny
Kawaleria przybyła, w dodatku sprawia kompetentne wrażenie. Usuniecie się grzecznie na bok czy zamierzacie Esajanom wchodzić w drogę, chociażby po to, by dać im do zrozumienia, że nie powinni się wywyższać lub panoszyć?
Skela spojrzał wyzywająco na łowcę:
- Więc szukaj wokół obejścia jakeś taki doświadczony, na pewno tak znakomity tropiciel poradzi sobie bez trudu by znaleźć ślad, który doprowadzi go do kryjówki bestii. My tymczasem obejrzymy ślady w śrdodku bo z tymi na pewno sobie poradzimy...
- Więc szukaj wokół obejścia jakeś taki doświadczony, na pewno tak znakomity tropiciel poradzi sobie bez trudu by znaleźć ślad, który doprowadzi go do kryjówki bestii. My tymczasem obejrzymy ślady w śrdodku bo z tymi na pewno sobie poradzimy...
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
- Kasanie, nie oddalaj się od nas i bądź czujny, bo bestia zdaje się lubować w rzezi. Mam pewne przeczucie - rzekł Trehant w kierunku myśliwych - że ją od jakiegoś czasu tropicie i wiecie co to za potwór.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Obejście Kasana, poranek
Rzucone w wyzywający sposób słowa Skeli wywołały natychmiastową, zresztą najpewniej przez tropiciela spodziewaną reakcję. Esajańscy łowcy dosłownie się zjeżyli, ściskając kurczowo swą broń i przygryzając wargi. Chociaż ich oczy ukryte były pod szklanymi goglami, Skela potrafił sobie wyobrazić wzburzenie gorzejące w ich wzroku.
- Nie drwij z nas, bo my nie puszczamy drwin płazem - sarknął przywódca łowców - Odstąp i pozwól nam wejść do środka. Mus nam obejrzeć szczątki tych zwierząt.
W głosie mężczyzny zdawała się pobrzmiewać ostrzegawcza nuta, a spięte sylwetki pozostałych myśliwych emanowały wcale nieskrywaną wrogością. Ukryte w starannie dopasowanych rękawicach dłonie ściskały gotowy do użycia oręż, nadający się równie dobrze do zabijania makunów, co ludzi.
Wątek techniczny
Spoko, rozróba fajna rzecz, Mastug dawno już nic nie liczył
Rzucone w wyzywający sposób słowa Skeli wywołały natychmiastową, zresztą najpewniej przez tropiciela spodziewaną reakcję. Esajańscy łowcy dosłownie się zjeżyli, ściskając kurczowo swą broń i przygryzając wargi. Chociaż ich oczy ukryte były pod szklanymi goglami, Skela potrafił sobie wyobrazić wzburzenie gorzejące w ich wzroku.
- Nie drwij z nas, bo my nie puszczamy drwin płazem - sarknął przywódca łowców - Odstąp i pozwól nam wejść do środka. Mus nam obejrzeć szczątki tych zwierząt.
W głosie mężczyzny zdawała się pobrzmiewać ostrzegawcza nuta, a spięte sylwetki pozostałych myśliwych emanowały wcale nieskrywaną wrogością. Ukryte w starannie dopasowanych rękawicach dłonie ściskały gotowy do użycia oręż, nadający się równie dobrze do zabijania makunów, co ludzi.
Wątek techniczny
Spoko, rozróba fajna rzecz, Mastug dawno już nic nie liczył