PBF - Płonąca granica

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 20 listopada 2011, 20:25

- Dobre! - zarechotał Jack słysząc przypowieść o nadgorliwości - Widzę, milo możemy pogwarzyć, szarpać się nie ma co.

Puścił oko do nieznajomego, uśmiechnął się szeroko i krzyknął do kumpli:

- Możemy pogadać, nie szalejcie z pukawkami i dołączajcie!

Ogólnie to mam chęć wypytać się o drogę na północ, dowiedzieć się co i dokąd go prowadzi, czy spotkał niespodzianki na drodze i jaka sytuacja. Przy okazji zagaić o kable telefoniczne.
Mogę też podzielić się odrobiną bimbru jeśli nawiążemy przyjemną konwersację. W granicach rozsądku bo obcy to obcy :)
No i czekam na towarzyszy.
Ostatnio zmieniony 22 listopada 2011, 23:06 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 listopada 2011, 21:27

Maybeury, popołudnie 4 maja 2055

Kurierzy wysiedli z pikapa z zachowaniem wszelkich środków ostrożności, powoli i z trzymanymi na widoku dłońmi. Mężczyzna na motocyklu upewnił się, że napotkani przez niego obcy trzymają ręce z dala od swojej broni, po czym zdjął prawą dłoń z karabinu i ściągnął z głowy swój kask odsłaniając ogorzałą od wiatru i słońca twarz oraz żywe niebieskie oczy, w których mieszały się ze sobą stonowana podejrzliwość i kpiarska nutka urodzonego kawalarza.

- Nie będę łgał opowiadając wam jaki tu cholerny ruch na tej drodze - powiedział wieszając kask na kierownicy motoru i spoglądając z nieudawanym zainteresowaniem na wilgotne wciąż po przeprawie ubrania Paula i Ebenezera - To pierwszy zdatny do użytku samochód jaki tu widzę od trzech dni. Kim jesteście i dokąd jedziecie, jeśli można spytać?

- Spytać można, odpowiedź usłyszeć już niekoniecznie - odpowiedział pozornie przyjaznym, ale stanowczym tonem Jack wodząc wzrokiem po snajperskim karabinie - Nas jest trzech, a ty jeden, więc umówmy się, że ty pierwszy się przedstawisz, co?

- Niech ci będzie, przyjacielu - roześmiał się krótko obcy, chociaż jego oczy stwardniały lekko - Jestem William Ericsson, ale możecie mi mówić Bill. Poluję na mutantów z polecenia władz Federacji Appalachów. Wy mi na mutantów nie wyglądacie, ale z takimi nigdy nie można mieć pewności, więc liczcie się z rewizją osobistą. Założę się, że ktoś z was ma jakieś ukryte znamię.

- Mam jedno takie - uśmiechnął się Salt doceniając żart - Faktycznie ukryte, tutaj.

Kurier poklepał po kaburze, w której nosił swoje Magnum. Ericsson roześmiał się ponownie, tym razem już w bardziej rozluźniony sposób.

- Następny łowca mutantów - dodał Radeford krzyżując ramiona na piersiach - Ciekawego, na ilu jeszcze dzisiaj natrafimy.

- Lynchburg wysłał tutaj dwóch, więc musieliście poznać Jeremiasha - odparł łowca mutantów sięgając jednocześnie do kieszonki kombinezonu i wyciągając z niej pomiętą paczkę papierosów - Stary Holtz mnie wyprzedził, ale będzie się musiał podzielić nagrodą. Gdzie on teraz jest? - Ericsson wyciągnął przed siebie paczkę gestem zachęty.


Wątek techniczny

I tak oto poznaliście nowego ciekawego NPC-a. Gość zwie się jakoby William Ericsson i faktycznie coś Wam tam świta w głowach na wspomnienie jego nazwiska, ale na co dzień nie obracacie się naturalnie w kręgach łowców mutantów, więc poprzestańmy wyłącznie na skojarzeniach. Z drugiej strony, zna Holtza i powołuje się na władze Federacji w Lynchburgu, więc wygląda na tego, za którego się podaje. Dla pazernych na jego mienie przestroga: oprócz snajperki ma jeszcze noszone na udzie Uzi, a że nie wiecie, na ile jest szybki w jego wyciąganiu, może lepiej nie planować napadu, co?

Bill już się przedstawił, znacie również prawdopodobny powód jego pobytu w tym rejonie: najpewniej poszukuje tej samej bandy, która kilkanaście dni temu zmasakrowała patrol federalnej milicji na północ od Bluewell. Nie wiem, na ile zamierzacie być z nim szczerzy, więc liczę na szybką odpowiedź pod postacią niebieskich postów zawierających informacje do wymiany i pytania. Z jednej strony każdy obcy na drodze to potencjalne zagrożenie, z drugiej zaś taki facet może być prawdziwą kopalnią wiedzy na temat regionu: grunt to dobrze poprowadzić konwersację. Zapewne sam powie tym więcej, im więcej usłyszy od Was, więc gapienie się na niego w milczeniu raczej rozmowie się nie przysłuży.

Pytania Goldwina już mam, poproszę jeszcze o dodatkowe deklaracje Aravena i Deliada.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 20 listopada 2011, 21:38

Wtrącę się jeszcze wspominając o tym "kimś" widzianym przez Paula i rozmowie z grotołazami. Wspomnieć gdzie pojechał Holtz również nie zawadzi i ewentualnie, że nie wie o tych informacjach z południa. Cóż, sam sobie winien za brak komunikatywności i oziębłość wobec naszego kompana.

Sytuacja wydaje mi się ciekawa, gość z poczuciem humoru, w związku z tym nie wysuwam wobec niego żadnych sytuacji zaczepnych. Lepiej mieć go po swojej stronie na przyszłość.
Ostatnio zmieniony 22 listopada 2011, 23:06 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 listopada 2011, 22:11

Tym razem koncentruje się i opowiadam gościowi wszystko co pamietam z rozmowy z grotołazami i o tym dziwnym osobniku z pazurzasta dłonia raczej łapą, wyjasniam dlaczego jestesmy przemoczeni. No i co może istotne wspominam nawet o dziwnym szopie... Wiem, że konkurujecie z Holtzem o nagrodę ale jak go spotkasz człowieku to przekaz mu te informacje ok? Zwlaszcza o gangu. Nie wiem czy to ten sam którego szukacie i który jak mówisz załatwił patrol. Mozemy cos usłyszec o drodze do anawalt, podobno nikły tam ruch jak wspomnialeś, jakieś szcegóły?
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2011, 22:45 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 listopada 2011, 22:13

Maybeury, popołudnie 4 maja 2055

Salt wyciągnął z podanej mu paczki jednego papierosa, ale nie zapalił go, tylko podziękowawszy łowcy ruchem głowy wsadził sobie za ucho. Chociaż motocyklista wydawał się nad wyraz przyjaznym człowiekiem, kurier wciąż pozostawał podejrzliwie usposobiony do swego rozmówcy i nie zamierzał ryzykować palenia czegoś, co pod pozorem niewinnej używki mogło skrywać błyskawicznie działającą truciznę. Chociaż mężczyzna odprężył się nieznacznie, bo Ericsson nie wywarł na nim złego wrażenia, wzrok Jacka krążył dyskretnie po poczerniałych ruinach Maybeury wtłoczonych w wąską kotlinę przeciętą pośrodku podwójnym pasem pięćdziesiątki dwójki.

- Jestem Jack, na usługach Federacji. To Paul i Ebenezer - powiedział odwzajemniając kurtuazję motocyklisty - Świadczymy usługi pocztowe dla konstabla Clarka z Peterstown.

- Opłaca się wam takie jeżdżenie? - uniósł jedną brew motocyklista, wsadzając w usta papieros i sięgając do kieszonki kombinezonu po odrapaną metalową zapalniczkę - To dość niebezpieczna okolica, łatwo wpaść w kłopoty. Zresztą łatwo się też spocić, pewnie z wrażenia.

Ericcson popatrzył znacząco na mokre spodnie obu mężczyzn, uśmiechnął się niejednoznacznie.

- Potrafimy o siebie zadbać - oznajmił z godnością kaznodzieja - Wielu było takich, co z nami zadzierali, a teraz już tylko jeden Pan wie, jak się nazywali.

- Strach się bać - roześmiał się Ericsson - To gdzie jest ten drań Holtz? Dzisiaj się z nim widzieliście?

- Niecałą godzinę temu - skinął głową Salt - Wyjechał z Bluewell, pojechał na południe do Bluefield.

- Wałęsa się po miejscowych osadach zamiast tropić odmieńców? - skrzywił usta w kpiarskim uśmieszku motocyklista - Starzeje się coraz bardziej ten nasz Jeremiash.

- Pewnie szukał znamion u młodych dziewcząt w Bluewell - odparł wyniośle Radeford, przypominając sobie dziwną awersję Holtza wobec swej osoby - Takich głęboko ukrytych, ma się rozumieć.

- Żarty żartami, ale lepiej uważajcie - Ericsson spoważniał nagle, poszedł w ślady Salta przesuwając wzrokiem po okolicznych wzgórzach - Coś niedobrego się dzieje w okolicy i to już od kilku tygodni. Jedziecie faktycznie do Anawalt?

- Do Anawalt - potwierdził Jack - Mamy pocztę dla naczelnika Walthersa.

- Tydzień temu z okładem ktoś napadł na patrol federalistów pod Princeton, to mniej jak dwadzieścia mil stąd - powiedział Ericsson - Baronowie z Lynchburga rozesłali łowców po całej okolicy, bo zabójcy ciągle mogą się tutaj kręcić i to w dużej sile. Tamten patrol liczył piętnastu uzbrojonych milicjantów w trzech samochodach, a nie przeżył nikt. Uważajcie na siebie na drodze.

- Dzięki za ostrzeżenie - kiwnął głową Salt - A ty złapałeś gumę czy ci się paliwo skończyło, że tu siedzisz sam jak palec?

- Nie - zaśmiał się Ericsson - Pić mi się zachciało i benzyny trzeba było dolać do baku, to sobie postój zrobiłem i akurat nadjechaliście w tym czasie.

- I co tam popijasz, wodę? - zaciekawił się Paul spoglądając na manierkę motocyklisty - Jakbyś miał coś mocniejszego, można by oblać nasze spotkanie.

- Stary, to jest naprawdę mocne - wyszczerzył zęby Ericsson klepiąc się jednocześnie po chlupoczącym kusząco pojemniku - Ma lepszego kopa niż bimber Meksów. Nazywam to kranówą podwójnie chlorowaną, ani jednego zarazka w niej nie znajdziesz, za to chlorem śmierdzisz tak bardzo, że wszystkie dzikie zwierzęta spierdzielają zanim się do nich zbliżysz na milę. Wodę brałem ze Beckley, mają tam taką studnię, która jeszcze nie wyschła, chociaż susza idzie.

- Jak woda, to dziękuję - machnął ręką Paul - Ale dymka to bym chętnie pyknął.

Jednouchy kurier poczęstował się papierosem, odpalił go od peta motocyklisty.

- Natrafiliście po drodze na coś dziwnego? - zapytał Ericsson wydmuchując wpierw chmurę tytoniowego dymu - Podejrzanych ludzi, podejrzane ślady? Urwane komuś uszy?

- Pies to był - odburknął Wilson zaciągając się papierosem - Ale liczy się wynik końcowy. On zeżarł mi ucho, a ja zjem jego kumpla.

- Co do dziwnych rzeczy, chyba wczoraj na coś się napatoczyliśmy - wzruszył ramionami Salt - W Brush Fork Paul widział jakiegoś dziwnego gościa, takiego pokracznego typka, który się szybko zmył, zanim zdążyliśmy się lepiej mu przyjrzeć.

- W Brush Fork? - uniósł brwi Ericsson wyciągając jednocześnie z innej kieszonki papierową mapę hrabstwa Mercer - Gdzieś tę nazwę widziałem...

- Na południe od Bluewell - zauważył Wilson, delektując się smakiem papierosa, który pomimo ręcznego wyrobnictwa trzymał równie wysoki poziom, co reszta ekwipunku łowcy mutantów - Przelotowa mieścina między Bluewell i lotniskiem Mercer, pusta zapadła dziura.

- Odzywał się do was ten obcy? - drążył temat Ericsson, chowając mapę z powrotem do kieszeni - Dawał jakieś znaki?

- Tylko się gapił - mruknął z nutą niezdecydowania Paul - Widziałem go z większej odległości, kątem oka, potem zaraz zniknął. Myślisz, że w okolicy kręcą się mutanci?

- Ja pewności nie mam, ale w Anawalt wrze. Wathers i jego ludzie natrafili z rana na jakieś ślady obozowiska w okolicach osady, przez kilka dni ktoś ich też podobno obserwował, chociaż nie udało im się ani nikogo złapać ani nawet dobrze się przyjrzeć. Wszyscy są pod bronią i w paskudnych nastrojach, więc lepiej nikogo tam nie drażnijcie.

- Jedziesz z Anawalt? - zapytał natychmiast Salt - Którędy? I jak wygląda droga?

- Dupiato - parsknął motocyklista wkładając swój trzymany dotąd na udzie karabin z powrotem do futerału przy siodełku - Od Elkhorn w tę stronę jeszcze znośnie, ale od zjazdu na sto sześćdziesiątkę jedynkę do Anawalt co chwila albo nawierzchnia jest całkiem zniszczona albo trzeba uważać na ziemne muldy, bo deszcze wypłukują cały czas grunt ze zboczy wzgórz i wszystko to zjeżdża na szosę. I drzewa zaczynają rosnąć prosto na drodze tam, gdzie zapuszczą korzenie między asfalt. Nie szarżujcie tam za bardzo albo rozpieprzycie w głupi sposób zawieszenie.

- Dzięki za ostrzeżenie - westchnął cicho Jack - I coś w zamian. We Freeman most jest zerwany, nie przejedziesz inaczej jak wpław albo objazdem przez Bramwell. Myśmy się przeprawiali przez rzekę, ale strasznie tam grząsko, mało brakowało, żeby nam wóz utonął.

- A jak w Bramwell? - zapytał Ericsson marszcząc czoło - Tamte mosty są w porządku?

- Pojęcia nie mam - przyznał się Salt - Nawet tam nie skręcaliśmy. Za to w Bluefield trzeba uważać na inne niespodzianki, kręcą się tam gangerzy, a Holtz nie zdążył się o tym dowiedzieć, bo odjechał, zanim mu powiedzieliśmy.

- Dogonię go i ostrzegę. Dam radę z przeprawą. Holtz był przedwczoraj w Anawalt, a teraz jest w Bluewell - wzruszył ramionami łowca mutantów - Skoro się przedostał, ja też dam radę.

Ericsson zaciągnął się raz jeszcze głęboko papierosem dopalając go do końca i gniotąc obcasem buta rzucony pod nogę niedopałek, potem założył na głowę swój kask.

- Czas ucieka, więc wybaczcie, ale ja spadam - powiedział motocyklista - Uważajcie na drodze i do zobaczenia, może niedługo. Na pewno będę się kręcił gdzieś po okolicy.

- Czekaj chwilę - odezwał się szybko Wilson - A nie widziałeś gdzieś w pobliży kabli telefonicznych w dobrym stanie? Najlepiej w nienaruszonej otulinie.

- Też szukacie? - zaśmiał się Ericsson - Ludzie z Anawalt ogołocili z kabli całą okolicę, szukają ich na spółę z New Bremen, Walthers mi o tym wspominał. Chcą nazbierać dosyć, żeby zbudować linię telefoniczną między Bluewell i Anawalt, najlepiej taką podziemną, żeby jej co chwila nikt nie szabrował albo niszczył. Tym bardziej powodzenia życzę, bo ani w tym stanie ani w Wirginii chyba już nawet metra kabla nie znajdziecie, wszystko już tutaj sami z ziemi powyciągali.


Wątek techniczny

Chcecie jeszcze pociągnąć konwersację czy przyjaźnie się rozstaniecie?
Ostatnio zmieniony 21 listopada 2011, 20:52 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 20 listopada 2011, 22:44

Wypada się grzecznie rozstać, co najwyżej podpytać o najem u władz federacji, może przyda się taka wiedza. A i zarobek pewniejszy...
Jakby coś to może i dałoby się wstawiennictwo Ericssona, a przynajmniej przychylność i dobre słowo, zdobyć.
Ostatnio zmieniony 22 listopada 2011, 23:03 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 listopada 2011, 22:53

Dziękujemy za informacje. Panie Erickson koniecznie dogoń i ostrzeż Hottza przed tymi gangsterami jak obiecałeś. Szerokiej drogi. Będę jechal ostrożnie pamietając przestrogi Łowcy.
Ostatnio zmieniony 13 grudnia 2011, 16:09 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 listopada 2011, 22:59

Wątek techniczny

Strasznie długi update mi poprzednio wyszedł, ale myślę, że trochę sobie pogadaliście, co? William Ericsson wydaje się całkiem sympatycznym gościem, ale pamiętajcie - łowcy mutantów zawsze mają coś pod beretem, to nie są normalni ludzie nawet podług standardów postapokaliptycznego świata. Wiecie już nieco więcej na temat całej tej afery z kablami telefonicznymi oraz co nieco na temat lokalnego zagrożenia pod postacią rzekomych mutantów (lub innych zwyrodnialców nie bojących się napadać na miejscową milicję). Do Anawalt macie jeszcze około godziny drogi, może półtora - wszystko zależy od tego jak faktycznie wygląda sto sześćdziesiątka jedynka i czy Ericsson przypadkiem nie przesadził albo sobie z Was zażartował, ale zaraz pewnie i tak się o tym przekonacie.

Na trasie macie jeszcze dwa miasteczka: Switchback oraz Elkhorn - według Waszej wiedzy regionalnej obydwa są od wielu lat opuszczone, po stokroć już splądrowane, dziesięć razy spalone i zalane podczas powodzi. Chce ktoś z Was zatrzymać się tam na postój, żeby pogrzebać trochę w ruinach w nadziei na znalezienie czegoś cennego? (przypominam, że ja nie stosuję suplementu do NS pt. "Ruiny" w celu generowania znalezisk, ja kieruję się wyłącznie wredną złośliwością)!

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 20 listopada 2011, 23:06

A kto powiedział, że Kurierzy są całkiem normalni? :P

Miasteczka zapewne obejrzymy w trakcie przejazdu, wątpię abyśmy coś tam znaleźli ale pewna doza obserwacji nie zawadzi. Tak czy siak, może tam czaić się "zuo" w czystej mutanciej postaci.

Złośliwość nas nie przeraża, raczej jej konsekwencje. I my potrafimy być złośliwi nie krzycząc za Holtzem - Uważaj! :D
Ostatnio zmieniony 22 listopada 2011, 23:02 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 listopada 2011, 23:25

Elkhorn, popołudnie 4 maja 2055

Paul zdjął nogę z gazu, zwolnił tempo jazdy omiatając bacznym wzrokiem zdewastowane opłotki Elkholm. Położone na zbiegu dwóch dróg stanowych miasteczko stanowiło ledwie rozpoznawalną zbitkę rozsypujących się ceglanych domów o zmurszałych dachach i ziejących wielkimi dziurami ścianach. Popękana nawierzchnia szosy przecięta była w wielu miejscach głębokimi szczelinami wypłukanymi przez ulewne deszcze, ale biegnące po obu jej stronach resztki zdewastowanych domostw zatrzymywały swą masą osuwające się całymi latami błotne lawiny, dzięki czemu na krótką chwilę kurierom została oszczędzona jazda po wyboistych ziemnych muldach.

- Lepiej, żeby Ericsson się mylił - mruknął Wilson w kierunku Ebenezera, siedzącego w fotelu pasażera z wyjątkowo posępną miną.

- Że niby czemu się mylił? - odpowiedział Radeford przesuwając między palcami paciorki różańca - O co ci chodzi?

- Wolałbym, żeby nie było tu żadnej zmutowanej bandy - odparł kierowca kładąc sobie przezornie na kolana wyciągniętą zza fotela włócznię i wodząc spojrzeniem po mijanych z wolna ruinach.

- Ja bym wolał, żeby miał zamiast papierosa flaszkę - odparł Salt przechylając się nad bokiem szoferki i zaglądając do środka.

Skrzyżowanie pięćdziesiątki dwójki i sto sześćdziesiątki jedynki nie było w żaden sposób oznakowane, ponieważ mające sporą wartość metalowe przedmioty takie jak tablice drogowe zostały już dawno zutylizowane przez bandy uchodźców, ale opierając się na wysłużonej mapie Paul odnalazł bez trudu odpowiedni zjazd, skręcając po pełnej dziur nawierzchni w kierunku południowego zachodu.

- Szkoła - powiedział w pewnej chwili celując wystawionym ponad kierownicę palcem w mijany budynek, częściowo zawalony i zniszczony niemal doszczętnie przez pożar. Na porośniętym trawą i krzewami dziedzińcu czujny wzrok mężczyzny wypatrzył zardzewiałe kształty małych karuzel i huśtawek - Albo przedszkole.


Wątek techniczny

Przejechaliście sobie znowu troszkę do przodu, poprzez całkowicie zniszczone Switchback do Elkhorn, gdzie musicie zjechać z jednej drogi na drugą.

Elkhorn wygląda nieco lepiej od Switchback, ale "lepiej" oznacza w tym przypadku poziom Freeman, ewentualnie lotniska Mercer, więc nasuwa mi się tutaj nieco przekorne pytanie - chcecie zrobić sobie postój i przetrząsnąć miasteczko czy też jedziecie od razu dalej?

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 20 listopada 2011, 23:34

Chyba jedziemy...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 listopada 2011, 23:48

Jedziemy, po dotarciu do Anawalt i oddaniu listów pomyslimy co dalej. Jak Erickson mówił prawde to kabli telefonicznych w okolicy nie znajdziemy. na razie priorytet to oddac listy burmistrzowi Anawalt.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 21 listopada 2011, 17:19

- A nie masz jakiś podejrzeń kto mógł dokonać mordu na patrolu? Mogły to być twory molocha? Ktoś odnalazł wraki samochodów, trupy, jakieś ślady?


[umknęła mi jedna strona, ale pbf leci do przodu. Chciałem jeszcze zadać powyższe pytanie łowcy. Jakby coś ciekawego wiedział odpisz na PW]

- Jedźmy dalej, na przeszukiwanie ruin czas się zawsze znajdzie.
Ostatnio zmieniony 21 listopada 2011, 19:27 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 listopada 2011, 21:19

Okolice Anawalt, popołudnie 4 maja 2055

Anawalt było kolejnym niewielkim miasteczkiem w górzystej części Wirginii pełniącym przed wojną rolę zaplecza parkingowego i gastronomicznego dla turystów i kierowców ciężarówek. Ci spośród mieszkańców, którzy nie zginęli po serii ataków chemicznych Molocha w tym regionie wyemigrowali na południe, ale część z nich po kilkunastu latach wróciła, osiedlając się tu ponownie i hardo nie uznając jurysdykcji arystokracji rządzącej Federacją Appalachów. Po kilku zatargach z osadnikami władze Federacji dały im spokój, później zaś zaczęły rosnącą szybko społeczność wspierać tworząc z Anawalt niezależny posterunek na swej zachodniej granicy.

Naczelnik Walthers, pełniący jednocześnie funkcję szeryfa, miał teraz pod swoją władzą ponad półtorej setki mieszkańców, w tym blisko osiemdziesięciu młodych mężczyzn i kobiet zahartowanych przez twarde życie pograniczników, dobrze uzbrojonych i ogromnie lojalnych wobec rady miejskiej osady. Anawaltczycy żyli z uprawy kukurydzy i pszenicy, łowiectwa i zbieractwa oraz handlu wymiennego z mieszkańcami Federacji, ale krążyły plotki, że utrzymywali również dyskretne kontakty z motocyklowymi klanami i wędrownymi grupkami tych Indian, którzy po wybuchu wojny zdecydowali się wrócić do pierwotnych zwyczajów i tradycji swych przodków, obwiniając białych Amerykanów oraz całą cywilizację Zachodu za stworzenie Molocha i zniszczenie świata.

Żaden z trójki kurierów nie miał dotąd sposobności Anawalt odwiedzić, ale każdy coś tam już o tej osadzie słyszał, toteż wszyscy żywili dobrze skrywaną ciekawość. William Ericcson faktycznie nie kłamał opowiadając o fatalnym stanie sto sześćdziesiątki jedynki pomiędzy Elkholm i Anawalt, chwilami Paul miał wręcz ochotę wyjść z samochodu i zacząć wyć pod wpływem skrajnej frustracji na widok ogromnych dziur w nawierzchni i rosnących wszędzie drzewek, ale jakieś dwie mile przed północnymi opłotkami Anawalt droga uległa niezwykłemu przeobrażeniu: ktoś załatał wszystkie wyrwy wysypując je ubitą później ziemią przemieszaną z kamieniami, wdzierająca się na szosę roślinność została zaś przetrzebiona za pomocą pił i siekier.

Wilson wydostał się na zreperowany pas omijając ostatnią wyrwę na swej drodze, zatrzymał samochód rozglądając się uważnie ponad kierownicą. Wszędzie wokół dostrzegał porośnięte drzewami wzgórza, sama zaś droga odchodziła lekkim łukiem w lewo znikając po dwustu metrach za zakrętem.

- Może mają tutaj jakieś czujki - mruknął kierowca wodząc wzrokiem po okolicy - Za dwie mile powinniśmy wyjechać na pierwsze domy.

Paul ruszył ponownie z miejsca, kierując pojazd na środek drogi i przyśpieszając do trzydziestu mil na godzinę. Pikap wszedł łagodnie w zakręt drogi, po czym znowu zahamował, bardzo powoli.

- Żadnych głupich ruchów, żadnych bezsensownych odzywek - powiedział Paul spoglądając na grupkę ludzi obsadzających prowizoryczny posterunek drogowy na ostrym podwójnym zakręcie szosy, usytuowany kilkaset metrów dalej. Chociaż odległość uniemożliwiała dostrzeżenie wielu szczegółów, kurierzy odnieśli wrażenie, że wartowników jest kilkunastu i że wszyscy mają przy sobie jakąś broń.

- Strażnicy z Anawalt? - zapytał Salt przysuwając głowę do tylnego okienka szoferki - Albo jacyś przebierańcy?

- Nie wiem - wzruszył ramionami Wilson - Osada jest kawałek dalej na południe, gdzieś za tamtym wzgórzem. Obstawiałbym ich posterunek, ale pewności nie mam.


Wątek techniczny

I tak oto dotarliście na wyciągnięcie ręki do celu. Osada w Anawalt jest ukryta około jednej mili dalej, za łukiem drogi i zasłaniającym ją pasem lesistych wzgórz. Napotkany przez Was posterunek wydaje się składać z kilku drewnianych szop wzniesionych na poboczach drogi oraz zapór z metalowych prętów i drutu kolczastego rozstawionych na szosie. Kręci się tam całkiem sporo ludzi, ale z tej odległości faktycznie trudno gołym okiem dojrzeć szczegóły.

No i bardzo jest dla mnie teraz ważne dokładne zdefiniowanie Waszego zachowania w zaistniałej sytuacji - sposób podejścia do posterunku, pozy i słownictwo, nastawienie do strażników, etc. Tamci na blokadzie też Was naturalnie zauważyli i wokół szop panuje teraz spore ożywienie, a jakiś podobny do Waszego pikap odpala właśnie silnik. Jeśli z jakiegoś powodu chcielibyście zawrócić i dać nogę, to też jest ku temu dobra okazja, bo dzieli Was od posterunku jakieś trzysta metrów, a stoicie na zakręcie, który po wrzuceniu wstecznego po kilku sekundach całkowicie Was zasłoni!

Co zatem zamierzacie zrobić?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 21 listopada 2011, 22:25

Jestem za tym żeby zaryzykować i podjechać bliżej. Aczkolwiek nieco zwalniam jak zaczniemy uciekać to będziemy podejrzani. Mam nadzieję, że tak blisko miasta żadne bandziory nie udają strażników. A Wy co myślicie ?

Wątek techniczny:
Nie wykonuję nerwowych ruchów, nieznacznie zwalniam, rzucam do Ebenzera spójrz przez lornetkę ale żadnych gwałtownych ruchów nie wykonuj, w razie zagrożenia staram się szybko zawrócić. Bo jak to ta banda co załatwiła patrol to mamy problem...
Ostatnio zmieniony 22 listopada 2011, 00:04 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ