PBF - Płonąca granica
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Maybeury, 4 maja 2055
Maybeury okazało się równie opustoszałe jak obydwa poprzednie miasteczka, budząc tym faktem ogromną ulgę Wilsona. Mijając wrak tarasującej szosę ciężarówki kierowca zerknął raz jeszcze w rzucany przez jej naczepę cień przypominając sobie wcześniejsze spotkanie z Ericssonem, tym razem jednak w miejscu tym dostrzegł jedynie wielką jaszczurkę, która na widok pojazdu ukryła się gibko w szerokim pęknięciu nawierzchni.
- Najgorszy kawałek przed nami - powiedział posępnie Jimmy Cash, który od dłuższej chwili nie wypuszczał Remingtona z uścisku wyglądając przez cały czas z szoferki pikapa - Jeśli te skurwiele zdecydowały się zejść z wzgórz na drogę, wjedziemy im z rozpędu prosto w dupy. Nie wiem, czy bym tego chciał.
- Ja raczej nie - pokręcił przecząco głową Paul, przypominając sobie słowa Holtza na temat uzbrojenia agresywnych degeneratów. Wspomnienie, jakoby mutanci mieli do swej dyspozycji granatnik nie wzbudziło w nim cienia entuzjazmu podobnie jak natrętne wyobrażenie mutanta czającego się z tym granatnikiem w pobliskim rowie odpływowym. Paul dodał gazu obserwując jednocześnie niespokojnie miernik temperatury silnika. Od czasu wyjazdu z Anawalt strzałka zegara pięła się powolutku, ale sukcesywnie w górę. Wilson podejrzewał, że pikap dojedzie z pewnymi oporami do Peterstown, zastanawiał się natomiast, czy aby nie podstawić go jednemu z tamtejszych złotych rączek na kontrolę, bo wydajność napędu samochodu coraz bardziej go martwiła.
- Oczy otwarte! - rzucił przez tylne okienko szoferki Cash, odpowiedział mu pomruk męskich głosów i szczęk powtórnie sprawdzanej broni. Wilson przycisnął stopą pedał gazu przyśpieszając nieco, bo wóz natrafił na kilkusetmetrowy odcinek stosunkowo dobrze zachowanej szosy.
- Proponuję zabezpieczyć mosty w Bramwell na piechotę - powiedział Jimmy przerywając ciężkie milczenie w szoferce. Anawaltczyk czuł się wyraźnie skonsternowany widokiem drapiącego się ustawicznie Wilsona, heroicznie jednak walczył z nerwami udając, że wcale tego nie zauważa - Kiedy już się upewnimy, że wszystko...
Nagła zmiana tonacji silnika przerwała Cashowi w połowie zdania. Pikap zadygotał konwulsyjnie, targnięty spazmami układu napędowego. Z rury wydechowej dobiegł donośny strzał, seria pomniejszych trzasków pod maską zlała się w jeden przeciągły dźwięk zakończony metalicznym chrzęstem, po którym tracący gwałtownie prędkość samochód zatrzymał się w miejscu.
W wozie zapadła dzwoniąca w uszach cisza. Paul oderwał mokre od potu dłonie od kierownicy, obejrzał się nic nie rozumiejącym wzrokiem na równie wstrząśniętego Jacka.
- Kurwa, zdechł - powiedział Salt potrząsając głową - Zdechł na śmierć!
Wątek techniczny
Przez pewien czas było nudno, ale teraz już chyba nie jest. Pikap stanął cztery mile od mostu we Freeman. Silnik zgasł zupełnie i każda próba przekręcenia kluczyka w stacyjce kończy się tym samym: nie zapala. Ludzie Casha opuścili rzecz jasna pakę i natychmiast zabezpieczyli perymetr, więc nikt Was nie napadnie z zaskoczenia, ale generalnie nastroje natychmiast się popsuły. Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie Wam pomaszerować do Bluewell na piechotę... ktoś ma coś przeciw?
Maybeury okazało się równie opustoszałe jak obydwa poprzednie miasteczka, budząc tym faktem ogromną ulgę Wilsona. Mijając wrak tarasującej szosę ciężarówki kierowca zerknął raz jeszcze w rzucany przez jej naczepę cień przypominając sobie wcześniejsze spotkanie z Ericssonem, tym razem jednak w miejscu tym dostrzegł jedynie wielką jaszczurkę, która na widok pojazdu ukryła się gibko w szerokim pęknięciu nawierzchni.
- Najgorszy kawałek przed nami - powiedział posępnie Jimmy Cash, który od dłuższej chwili nie wypuszczał Remingtona z uścisku wyglądając przez cały czas z szoferki pikapa - Jeśli te skurwiele zdecydowały się zejść z wzgórz na drogę, wjedziemy im z rozpędu prosto w dupy. Nie wiem, czy bym tego chciał.
- Ja raczej nie - pokręcił przecząco głową Paul, przypominając sobie słowa Holtza na temat uzbrojenia agresywnych degeneratów. Wspomnienie, jakoby mutanci mieli do swej dyspozycji granatnik nie wzbudziło w nim cienia entuzjazmu podobnie jak natrętne wyobrażenie mutanta czającego się z tym granatnikiem w pobliskim rowie odpływowym. Paul dodał gazu obserwując jednocześnie niespokojnie miernik temperatury silnika. Od czasu wyjazdu z Anawalt strzałka zegara pięła się powolutku, ale sukcesywnie w górę. Wilson podejrzewał, że pikap dojedzie z pewnymi oporami do Peterstown, zastanawiał się natomiast, czy aby nie podstawić go jednemu z tamtejszych złotych rączek na kontrolę, bo wydajność napędu samochodu coraz bardziej go martwiła.
- Oczy otwarte! - rzucił przez tylne okienko szoferki Cash, odpowiedział mu pomruk męskich głosów i szczęk powtórnie sprawdzanej broni. Wilson przycisnął stopą pedał gazu przyśpieszając nieco, bo wóz natrafił na kilkusetmetrowy odcinek stosunkowo dobrze zachowanej szosy.
- Proponuję zabezpieczyć mosty w Bramwell na piechotę - powiedział Jimmy przerywając ciężkie milczenie w szoferce. Anawaltczyk czuł się wyraźnie skonsternowany widokiem drapiącego się ustawicznie Wilsona, heroicznie jednak walczył z nerwami udając, że wcale tego nie zauważa - Kiedy już się upewnimy, że wszystko...
Nagła zmiana tonacji silnika przerwała Cashowi w połowie zdania. Pikap zadygotał konwulsyjnie, targnięty spazmami układu napędowego. Z rury wydechowej dobiegł donośny strzał, seria pomniejszych trzasków pod maską zlała się w jeden przeciągły dźwięk zakończony metalicznym chrzęstem, po którym tracący gwałtownie prędkość samochód zatrzymał się w miejscu.
W wozie zapadła dzwoniąca w uszach cisza. Paul oderwał mokre od potu dłonie od kierownicy, obejrzał się nic nie rozumiejącym wzrokiem na równie wstrząśniętego Jacka.
- Kurwa, zdechł - powiedział Salt potrząsając głową - Zdechł na śmierć!
Wątek techniczny
Przez pewien czas było nudno, ale teraz już chyba nie jest. Pikap stanął cztery mile od mostu we Freeman. Silnik zgasł zupełnie i każda próba przekręcenia kluczyka w stacyjce kończy się tym samym: nie zapala. Ludzie Casha opuścili rzecz jasna pakę i natychmiast zabezpieczyli perymetr, więc nikt Was nie napadnie z zaskoczenia, ale generalnie nastroje natychmiast się popsuły. Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie Wam pomaszerować do Bluewell na piechotę... ktoś ma coś przeciw?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Peeled Chestnut Road, 4 maja 2055
Ebenezer uznał w myślach, że do zjazdu na State Route 659 zostało im ledwie ćwierć mili, kiedy Jeremiash Holtz zahamował gwałtownie; tak nieoczekiwanie, że kaznodzieja omal nie wjechał Enduro w tylny błotnik Harleya. Wyrzucając z siebie przeciągłe syknięcie wielebny zahamował równie gwałtownie, odbijając w ostatniej chwili w bok i ocierając się bakiem Enduro o maszynę łowcy.
- Co robisz?! - wybuchnął nie panując nad napiętymi nerwami, podpierając się nogami w błyskawicznym ruchu pozwalającym utrzymać mu równowagę. Holtz nic nie odpowiedział podnosząc się w zamian z siodełka i spoglądając ponad kierownicą swego motocykla na odchodzący w bok zarośnięty, ledwie przejezdny szlak, który wiele lat temu nosił nazwę Bramwell Hill Road.
A potem błyskawicznie wyciągnął przed siebie rękę i przekręciwszy w stacyjce kluczyk wyłączył silnik Harleya. Radeford nie rozumiał tego posunięcia, ale wiedziony instynktem zrobił to samo, gasząc w ułamku sekundy Enduro. Wokół zapanowała cisza, przerywana jedynie szumem gałęzi drzew i cichymi oddechami ludzi.
- Co jest grane? - syknął kaznodzieja pociągając jednocześnie za pasek obrzyna tak, by strzelba wsunęła mu się pod prawą pachę - Zauważyłeś coś?
Holtz nie odzywał się jeszcze przez kilka sekund, swym niezrozumiałym milczeniem budząc istną furię Ebenezera, potem zaś ześlizgnął się z motoru i zaczął go pchać co sił w kierunku najbliższych kęp paproci, dostatecznie dużych, by zdołały przysłonić swą zielenią wciśnięty pomiędzy nie pojazd.
- Z drogi! - rzucił ledwie słyszalnie mężczyzna, kiwając ponaglająco głową - Musimy zejść z drogi!
Wątek techniczny
Holtz po długim namyśle zaakceptował zaproponowaną przez Ebenezera trasę, ale opodal wjazdu na SR 659 pojawiły się jakieś komplikacje...
Ebenezer uznał w myślach, że do zjazdu na State Route 659 zostało im ledwie ćwierć mili, kiedy Jeremiash Holtz zahamował gwałtownie; tak nieoczekiwanie, że kaznodzieja omal nie wjechał Enduro w tylny błotnik Harleya. Wyrzucając z siebie przeciągłe syknięcie wielebny zahamował równie gwałtownie, odbijając w ostatniej chwili w bok i ocierając się bakiem Enduro o maszynę łowcy.
- Co robisz?! - wybuchnął nie panując nad napiętymi nerwami, podpierając się nogami w błyskawicznym ruchu pozwalającym utrzymać mu równowagę. Holtz nic nie odpowiedział podnosząc się w zamian z siodełka i spoglądając ponad kierownicą swego motocykla na odchodzący w bok zarośnięty, ledwie przejezdny szlak, który wiele lat temu nosił nazwę Bramwell Hill Road.
A potem błyskawicznie wyciągnął przed siebie rękę i przekręciwszy w stacyjce kluczyk wyłączył silnik Harleya. Radeford nie rozumiał tego posunięcia, ale wiedziony instynktem zrobił to samo, gasząc w ułamku sekundy Enduro. Wokół zapanowała cisza, przerywana jedynie szumem gałęzi drzew i cichymi oddechami ludzi.
- Co jest grane? - syknął kaznodzieja pociągając jednocześnie za pasek obrzyna tak, by strzelba wsunęła mu się pod prawą pachę - Zauważyłeś coś?
Holtz nie odzywał się jeszcze przez kilka sekund, swym niezrozumiałym milczeniem budząc istną furię Ebenezera, potem zaś ześlizgnął się z motoru i zaczął go pchać co sił w kierunku najbliższych kęp paproci, dostatecznie dużych, by zdołały przysłonić swą zielenią wciśnięty pomiędzy nie pojazd.
- Z drogi! - rzucił ledwie słyszalnie mężczyzna, kiwając ponaglająco głową - Musimy zejść z drogi!
Wątek techniczny
Holtz po długim namyśle zaakceptował zaproponowaną przez Ebenezera trasę, ale opodal wjazdu na SR 659 pojawiły się jakieś komplikacje...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Na ile to możliwe zabezpieczamy pikupa, spychając go na pobocze. jak da radę staram sie go ukryć w jakichś dużych zaroślach mozliwie daleko od drogi, zabieramy wszystko co konieczne i co nie uniemożliwi marszu. Pistolet w kaburze nóż przy pasie, włócznia do walki wręcz na plecach, ta do rzucania w prawej dłoni. Po mozliwie dokładnym zabezpieczeniu wozu, ruszamy. Staram się dokładanie zapamiętać miejsce ukrycia pikupa... By móc po niego wrócić... Jak będzie komu wracać i po co...
Ostatnio zmieniony 02 grudnia 2011, 14:06 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Też mi przeszło przez mózgownicę, że Holtz czymś olej wzbogacił, niby czemu sam się nagle brudził i trudził by wlać olej do silnika jakichś kurierów... Teraz za późno na takie wnioski, raczej z buta trzeba będzie iść ale jak Holtz jest w zmowie z mutantami to zapopatrzenie może nie dotrzeć, mam nadzieję, że chociaż my zdążymy przed mutantami, mam nadzieję, że to zwyczajna awaria a nie sabotaż ze strony Holtza... Jest też opcja, że prawdziwym celem jest Anawalt a Holtz osłabił jego obronę... Pewnie ta wysypka powoduje, że zaczynam popadać w paranoję lekką i wszedzię węszyć zdradę i spiski... Tak czy tak. zaciskam zęby i nie zamierzam tanio sprzedac skóry, moimi podejrzeniami dzielę się na razie tylko z Saltem, by Anawalczycy nie słyszeli.
Ostatnio zmieniony 02 grudnia 2011, 17:59 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Z kolei i ja nie mogę się teraz nie zgodzić ze słowami Paula, również wpadło mi do głowy, że Holtz jako przedstawiciel "arystokratycznej" Federacji nie jest tu bez celu. Być może jest jakiś powód (a raczej ktoś komu nie podoba się niezawisłość Walthersa) i stosują dywersję w celu przekonaniu mieszkańców o potrzebie wsparcia przez Federację.
Rozwalenie naszego picku'upa może być ciekawą formą, w połączeniu z rozbiciem zasobów obronnych Annawalt. W sumie to trochę dziwne, żeby tak mocno alienujący się człowiek nagle zapałał czystą życzliwością i troską o silnik naszego wozu. Tym bardziej, że wciąż pamiętamy oziębłe zachowanie z Bluefield
Co prawda to trochę paranoiczne zachowania ale chyba w tym świecie wszystkiego można się spodziewać. Dzisiaj napełnisz żołądek i smacznie pośpisz a rano obudzić się możesz jako danie dla kogoś zgoła innego
Ale to takie moje przemyślenia którymi dzielę się z Wilsonem bez potrzeby włączania w rozmowę Anawaltczyków
Rozwalenie naszego picku'upa może być ciekawą formą, w połączeniu z rozbiciem zasobów obronnych Annawalt. W sumie to trochę dziwne, żeby tak mocno alienujący się człowiek nagle zapałał czystą życzliwością i troską o silnik naszego wozu. Tym bardziej, że wciąż pamiętamy oziębłe zachowanie z Bluefield
Co prawda to trochę paranoiczne zachowania ale chyba w tym świecie wszystkiego można się spodziewać. Dzisiaj napełnisz żołądek i smacznie pośpisz a rano obudzić się możesz jako danie dla kogoś zgoła innego
Ale to takie moje przemyślenia którymi dzielę się z Wilsonem bez potrzeby włączania w rozmowę Anawaltczyków
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wątejk techniczny:
Schodzę z drogi, ale na stronę przeciwną niż Holtz. Ukrywam się za jakąś przeszkodą. Kładę się za motorem i wyciągam obrzyna. Ja nic nie słyszałem więc wolę być przygotowany na różne niespodzianki, także ze strony Holtza. Głównie z jego strony... Zawczasu rozglądam się za drogą ucieczki. Na wypadek gdyby wróg był sporo liczniejszy. Mój kros potrafi sobie poradzić w najcięższych warunkach.
Schodzę z drogi, ale na stronę przeciwną niż Holtz. Ukrywam się za jakąś przeszkodą. Kładę się za motorem i wyciągam obrzyna. Ja nic nie słyszałem więc wolę być przygotowany na różne niespodzianki, także ze strony Holtza. Głównie z jego strony... Zawczasu rozglądam się za drogą ucieczki. Na wypadek gdyby wróg był sporo liczniejszy. Mój kros potrafi sobie poradzić w najcięższych warunkach.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jack mam nadzieję, że te mutanty to nie będą jacyś federacyjni przebierańcy udający tylko bandę mutków... W mordę jeża trzeba się pilnować. W stosunku do anawaltczyków robie dobrą minę do złej gry, goście są w porządku i szanuję ich za to, że walczą o swoją niezależność i zdecydowali się udzielić pomocy sąsiadom sami sporo ryzykując.... i osłabiając obronę Anawalt. Rzeczywiście łowcy mutantów mają nieźle poryte czaszki. Z drugiej strony Holtz byl niezależny ale może im bliżej emerytury tym bardziej myśli o współpracy z władzami federacji. Oby kaznodzieja wyszedł cało z tej przejażdzki w towarzystwie Holtza.
- Nie ma co przesądzać... - zaszeptał konspiracyjnie Jack - Nie zakładam żeby aż tak daleko się posunęli ale wszystko możliwe...
Rozejrzał się dookoła udając zainteresowanie pick'upem.
- Równie dobrze mogli wesprzeć mutków sprzętem, w sumie zachodzę w głowę skąd mogli dorwać się do takiego sprzętu o jakim wspominał Holtz. Przecież nie wala się po rowach...
Rozejrzał się dookoła udając zainteresowanie pick'upem.
- Równie dobrze mogli wesprzeć mutków sprzętem, w sumie zachodzę w głowę skąd mogli dorwać się do takiego sprzętu o jakim wspominał Holtz. Przecież nie wala się po rowach...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Między Maybeury i Freeman, 4 maja 2055
Jack Salt zatrzasnął klapę silnika z taką złością, że porażony tym dźwiękiem Paul Wilson podskoczył w miejscu. Stojący kilka kroków dalej Jimmy Cash spojrzał na Salta pytająco, kątem oka śledząc jednocześnie swe otoczenie. Jego ludzie rozproszyli się wokół pikapa obsadzając natychmiast pobocza drogi i kryjąc się w cieniu powykręcanych groteskowo drzew, które nie poddały się przeprowadzonym wiele lat temu chemicznym atakom Molocha i wciąż się zieleniły pomimo swych zdeformowanych kształtów.
- Coś jest nie tak z silnikiem - wzruszył bezradnie ramionami Jack - Nie wiem, co, nie jestem zawodowym mechanikiem, chociaż coś tam o autach wiem. Chciałem rzępa oddać do przeglądu w Peterstown po powrocie, ale się nie udało!
- Do mostu we Freeman cztery mile - powiedział Bill Harper dochodząc do pikapa i rozkładając na gorącej klapie silnika swoją mapę - Skoro auto szlag trafił, może przeprawimy się według starego pomysłu, nie w Bramwell, tylko we Freeman? Mówiłeś, że mostek linowy ciągle tam wisi.
Wilson skinął twierdząco głową, bo z czasowego punktu widzenia propozycja Harpera miała w sobie sporo zasadności. Straciwszy nieporęczny na wertepach środek transportu pasażerowie pikapa nie musieli nadkładać już drogi objazdem do mostów w Bramwell, poruszając się na piechotę mogli zaoszczędzić dużo więcej czasu kierując się pięćdziesiątką dwójką prosto na południe w stronę Freeman i zarwanego mostu nawiedzanego czasami przez szopy.
- Jack, co powiesz na most we Freeman? - powtórzył Jimmy zastanawiając się nad sugestią Billa - Jeśli pójdziemy tamtędy, możemy zaoszczędzić kupę czasu.
- Dopóki nie potkniesz się na mostku i nie wlecisz do rzeki - odpowiedział wciąż niebywale rozzłoszczony defektem samochodu Salt - Potem będziesz lazł dwa razy wolniej, bo się ciągle po nogach będziesz drapał jak cię krosty obsypią.
- Wiesz, my nie z tych niezgrabnych - wtrącił lekko zaczepnym, chociaż przyjaznym tonem Harper - Już dawno żaden z nas nie wpadł do wody, staramy się uważać jak chodzimy.
- Gadaj zdrów - parsknął Paul otwierając drzwi szoferki i przygotowując się do pchania pikapa - Co się tak gapicie, pomóżcie mi. Zepchnę go z drogi w jakieś krzaki i przysłonię, to może nikt go nie zdewastuje. Ściągnę jakiegoś mechanika jak już skończymy tę zadymę, a nuż się uda złoma odpalić.
Salt, Cash i Harper naparli na samochód od tyłu, wprawili pojazd w ruch. Kręcący kierownicą Wilson zjechał z drogi na pobocze, prosto pomiędzy dwie rozłożyste kępy krzewów, ustawił wóz w taki sposób, że po pośpiesznym przykryciu go zerwanymi z drzew gałęziami był praktycznie niewidoczny z drogi. Paul wyciągnął z szoferki swój plecak, zarzucił go na ramię, a potem dociągnął sznurowadła butów szykując się w myślach do nieuniknionego marszu. Cash gwizdnął cicho przywołując do siebie pozostałych Anawaltczyków, mężczyźni potruchtali do niego i Billa kucając ponownie na poboczu drogi i zabezpieczając wprawnie krótki jej fragment. Obserwujący ich kątem oka Wilson znowu odnotował w myślach swe zadowolenie z ich paramilitarnego sposobu bycia i zauważalnego doświadczenia w kwestiach bezpieczeństwa.
- Zabieramy z pikapa wszystko, co nas zbytecznie nie obciąży, a potem zasuwamy na południe - powiedział Paul przyczepiając do plecaka małą apteczkę z bandażami wyciągniętą spod siedzenia samochodu.
- Ale na który most? Jack, zdecyduj się w końcu - odrzekł Bill bawiąc się przełącznikiem trybu ognia swego M16 - Wyście jechali przez Freeman, widzieliście okolicę. Walimy skrótem czy nie?
Wątek techniczny
Którędy chcecie się teraz kierować? Prosto na południe do Freeman i tam przeprawić się przez rzekę na linowym mostku czy na północnych obrzeżach Freeman odbijecie na wschód i idąc wzdłuż rzeki pomaszerujecie do mostów w Bramwell?
Jack Salt zatrzasnął klapę silnika z taką złością, że porażony tym dźwiękiem Paul Wilson podskoczył w miejscu. Stojący kilka kroków dalej Jimmy Cash spojrzał na Salta pytająco, kątem oka śledząc jednocześnie swe otoczenie. Jego ludzie rozproszyli się wokół pikapa obsadzając natychmiast pobocza drogi i kryjąc się w cieniu powykręcanych groteskowo drzew, które nie poddały się przeprowadzonym wiele lat temu chemicznym atakom Molocha i wciąż się zieleniły pomimo swych zdeformowanych kształtów.
- Coś jest nie tak z silnikiem - wzruszył bezradnie ramionami Jack - Nie wiem, co, nie jestem zawodowym mechanikiem, chociaż coś tam o autach wiem. Chciałem rzępa oddać do przeglądu w Peterstown po powrocie, ale się nie udało!
- Do mostu we Freeman cztery mile - powiedział Bill Harper dochodząc do pikapa i rozkładając na gorącej klapie silnika swoją mapę - Skoro auto szlag trafił, może przeprawimy się według starego pomysłu, nie w Bramwell, tylko we Freeman? Mówiłeś, że mostek linowy ciągle tam wisi.
Wilson skinął twierdząco głową, bo z czasowego punktu widzenia propozycja Harpera miała w sobie sporo zasadności. Straciwszy nieporęczny na wertepach środek transportu pasażerowie pikapa nie musieli nadkładać już drogi objazdem do mostów w Bramwell, poruszając się na piechotę mogli zaoszczędzić dużo więcej czasu kierując się pięćdziesiątką dwójką prosto na południe w stronę Freeman i zarwanego mostu nawiedzanego czasami przez szopy.
- Jack, co powiesz na most we Freeman? - powtórzył Jimmy zastanawiając się nad sugestią Billa - Jeśli pójdziemy tamtędy, możemy zaoszczędzić kupę czasu.
- Dopóki nie potkniesz się na mostku i nie wlecisz do rzeki - odpowiedział wciąż niebywale rozzłoszczony defektem samochodu Salt - Potem będziesz lazł dwa razy wolniej, bo się ciągle po nogach będziesz drapał jak cię krosty obsypią.
- Wiesz, my nie z tych niezgrabnych - wtrącił lekko zaczepnym, chociaż przyjaznym tonem Harper - Już dawno żaden z nas nie wpadł do wody, staramy się uważać jak chodzimy.
- Gadaj zdrów - parsknął Paul otwierając drzwi szoferki i przygotowując się do pchania pikapa - Co się tak gapicie, pomóżcie mi. Zepchnę go z drogi w jakieś krzaki i przysłonię, to może nikt go nie zdewastuje. Ściągnę jakiegoś mechanika jak już skończymy tę zadymę, a nuż się uda złoma odpalić.
Salt, Cash i Harper naparli na samochód od tyłu, wprawili pojazd w ruch. Kręcący kierownicą Wilson zjechał z drogi na pobocze, prosto pomiędzy dwie rozłożyste kępy krzewów, ustawił wóz w taki sposób, że po pośpiesznym przykryciu go zerwanymi z drzew gałęziami był praktycznie niewidoczny z drogi. Paul wyciągnął z szoferki swój plecak, zarzucił go na ramię, a potem dociągnął sznurowadła butów szykując się w myślach do nieuniknionego marszu. Cash gwizdnął cicho przywołując do siebie pozostałych Anawaltczyków, mężczyźni potruchtali do niego i Billa kucając ponownie na poboczu drogi i zabezpieczając wprawnie krótki jej fragment. Obserwujący ich kątem oka Wilson znowu odnotował w myślach swe zadowolenie z ich paramilitarnego sposobu bycia i zauważalnego doświadczenia w kwestiach bezpieczeństwa.
- Zabieramy z pikapa wszystko, co nas zbytecznie nie obciąży, a potem zasuwamy na południe - powiedział Paul przyczepiając do plecaka małą apteczkę z bandażami wyciągniętą spod siedzenia samochodu.
- Ale na który most? Jack, zdecyduj się w końcu - odrzekł Bill bawiąc się przełącznikiem trybu ognia swego M16 - Wyście jechali przez Freeman, widzieliście okolicę. Walimy skrótem czy nie?
Wątek techniczny
Którędy chcecie się teraz kierować? Prosto na południe do Freeman i tam przeprawić się przez rzekę na linowym mostku czy na północnych obrzeżach Freeman odbijecie na wschód i idąc wzdłuż rzeki pomaszerujecie do mostów w Bramwell?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Peeled Chestnut Road, 4 maja 2055
Objuczony amunicją do cekaemu i kanistrami paliwa kaznodzieja zeskoczył niezgrabnie z motoru i zaczął pchać maszynę w krzaki po przeciwnej do Holtza stronie drogi, strzelając jednocześnie oczami na wszystkie strony w nadziei na wypatrzenie powodu, dla którego łowca tak szybko czmychnął ze szlaku.
- Jak znowu robisz sobie jakieś głupie żarty, zarobisz kopa - wycedził przez zęby wielebny nie dostrzegając nigdzie śladu zagrożenia. Łowca odwrócił szybko głowę w jego stronę, przygryzł usta w grymasie złości.
- Właź w krzaki i cicho bądź! - syknął przewracając swój motor na bok na tyle cicho jak to tylko było możliwe i kucając w paprociach. Radeford przyczaił się w kępie paproci po przeciwnej stronie traktu.
Zarośnięty szlak nie sprawiał groźnego wrażenia, ale mina Jeremiasha zdawała się temu przeczyć. Mężczyzna przeładował po cichu Winchestera, wciąż lustrując wzrokiem drogę przed sobą. Ponieważ na krótką chwilę przyłożył do warg palec, Ebenezer zastosował się z ogromną niechęcią do tego niemego polecenia, nie dostrzegając nigdzie uzasadnienia dla przesadnej ostrożności towarzysza podróży.
- Zauważyłeś? - szepnął po kilku sekundach Holtz, przykładając Winchestera do ramienia. Wielebny potrząsnął z grymasem frustracji głową.
- Butelka, na lewo od zakrętu, w trawie dwa kroki od omszałego kamienia - rzucił cicho łowca. Radeford wychylił się zza maszyny, spojrzał we wskazanym kierunku i gwizdnął cichutko przez zęby. Poświęcając niemal całą uwagę manewrom na przeładowanym Enduro nigdy w życiu nie zauważyłby takiego drobnego szczegółu i chociaż czynił to z wielką niechęcią, musiał w duchu Jeremiasha w pewnym sensie pochwalić. Prawie trzydzieści lat po upadku ludzkiej cywilizacji na bezdrożach nie poniewierały się lśniące czystością butelki, a ta została rzucona tak nieszczęśliwie dla przypadkowego przechodnia, że tylko przy wielkim łucie szczęścia mógł on ją wypatrzyć.
A Holtz wypatrzył pomimo tego, że sam musiał przez cały czas uważać na Harleya i zagrażające mu wyboje, a wypatrzywszy wyciągnął od razu odpowiednie wnioski. Pełen rosnącej podejrzliwości stosunek Ebenezera do Jeremiasha uległ niewielkiej zmianie, pojawiła się w nim ledwie zauważalna nutka niechętnego szacunku wobec bystrego człowieka, który na dodatek miał tylko jedno oko.
- Jak tyś ją zauważył? - zapytał wielebny - Skąd się tam wzięła?
- Ktoś ją tam rzucił w ciągu ostatnich kilkunastu godzin - odpowiedział Jeremiash, na tyle cicho, że chcąc go dosłyszeć Ebenezer musiał wychylić się zza motocykla - Albo rzucił albo ustawił w wybranym przez siebie miejscu.
- Po co? - kaznodzieja ścisnął mocniej rękami obrzyna, lustrując badawczym wzrokiem każdy ciemniejszy zakamarek otaczającego go lasu. Znienacka uświadomił sobie, że nigdzie nie słyszy ptasich dźwięków, chociaż w lasach wokół Anawalt żyło wiele gatunków tych zwierząt. Mogły rzecz jasna zostać spłoszone przez warkot motocyklowych silników, a mogło je też przepłoszyć coś innego... lub ktoś inny.
- Jako znacznik - wyjaśnił Jeremiash - Zobacz jaka tu gęstwa. Łatwo zapomnieć, gdzie się dokładnie umieściło pułapkę. A tak wkopujesz w ziemię przeciwpiechotną minę i kładziesz na niej flaszkę dla przypomnienia. Albo zwabiasz jej widokiem kogoś w odpowiednie miejsce, a potem się za niego bierzesz z zaskoczenia.
Ebenezer rozejrzał się ponownie wokół siebie. Wiodący na południe szlak był praktycznie nieodróżnialny od otaczającego go z obu stron lasu, porastającego łagodne zbocza wzgórz, jednakże stanowił jedyną drogę dla motorów w kierunku Bramwell lub Anawalt. Roślinność po obu stronach drogi była zbyt gęsta, by motory miały możliwość pokonania w normalny sposób kilkunastu metrów, a mozolne pchanie ich przy jednoczesnym wyszukiwaniu drogi przez las nie miało najmniejszego sensu, zwłaszcza w obliczu potencjalnego bliskiego zagrożenia. Radeford zrozumiał to od razu, Holtz zresztą też.
- Możemy zaryzykować i pojechać do Bramwell albo sobie odpuścić i wrócić do Anawalt - zaczął rozważać dostępne opcje łowca - Albo zostawić motory i z częścią sprzętu pójść przez las na piechotę. Albo zostawić wszystko i przeczesać szybko na piechotę okolicę, żeby sprawdzić, czy jest czysto. Co byś zrobił na moim miejscu?
Wątek techniczny
Myślę, że cała sytuacja została dość czytelnie opisana w trybie fabularnym, ale dla pewności przedstawię to raz jeszcze w tacticalu. Holtz spostrzegł na poboczu bardzo zarośniętego szlaku szklaną butelkę. Nie muszę chyba nadmieniać jak niezwykłe wrażenie musi budzić taki przedmiot, jeśli zauważy się go na drodze, po której normalny człowiek poruszał się dobre trzydzieści lat temu. Butelka wzbudziła zatem jego głęboką podejrzliwość... czy Ebenezer tę podejrzliwość podziela, to już inna kwestia. Teraz czekam, aż Deliad coś Holtzowi zaproponuje, a opcji ma kilka. Może zasugerować odpalenie motorów i przemknięcie niczym wicher obok butelki (w nadziei, że złośliwy MG nie nakaże wykonać kilku brawurowych testów na prowadzenie Enduro w związku z karkołomnym stanem drogi). Może w akcie defensywnym zaproponować wycofanie się do Anawalt i być może pognać w ślad za pikapem pierwotną trasą. Pozostaje też przeczesanie okolicy na różne sposoby, aby upewnić się, że nikogo tam nie ma.
Objuczony amunicją do cekaemu i kanistrami paliwa kaznodzieja zeskoczył niezgrabnie z motoru i zaczął pchać maszynę w krzaki po przeciwnej do Holtza stronie drogi, strzelając jednocześnie oczami na wszystkie strony w nadziei na wypatrzenie powodu, dla którego łowca tak szybko czmychnął ze szlaku.
- Jak znowu robisz sobie jakieś głupie żarty, zarobisz kopa - wycedził przez zęby wielebny nie dostrzegając nigdzie śladu zagrożenia. Łowca odwrócił szybko głowę w jego stronę, przygryzł usta w grymasie złości.
- Właź w krzaki i cicho bądź! - syknął przewracając swój motor na bok na tyle cicho jak to tylko było możliwe i kucając w paprociach. Radeford przyczaił się w kępie paproci po przeciwnej stronie traktu.
Zarośnięty szlak nie sprawiał groźnego wrażenia, ale mina Jeremiasha zdawała się temu przeczyć. Mężczyzna przeładował po cichu Winchestera, wciąż lustrując wzrokiem drogę przed sobą. Ponieważ na krótką chwilę przyłożył do warg palec, Ebenezer zastosował się z ogromną niechęcią do tego niemego polecenia, nie dostrzegając nigdzie uzasadnienia dla przesadnej ostrożności towarzysza podróży.
- Zauważyłeś? - szepnął po kilku sekundach Holtz, przykładając Winchestera do ramienia. Wielebny potrząsnął z grymasem frustracji głową.
- Butelka, na lewo od zakrętu, w trawie dwa kroki od omszałego kamienia - rzucił cicho łowca. Radeford wychylił się zza maszyny, spojrzał we wskazanym kierunku i gwizdnął cichutko przez zęby. Poświęcając niemal całą uwagę manewrom na przeładowanym Enduro nigdy w życiu nie zauważyłby takiego drobnego szczegółu i chociaż czynił to z wielką niechęcią, musiał w duchu Jeremiasha w pewnym sensie pochwalić. Prawie trzydzieści lat po upadku ludzkiej cywilizacji na bezdrożach nie poniewierały się lśniące czystością butelki, a ta została rzucona tak nieszczęśliwie dla przypadkowego przechodnia, że tylko przy wielkim łucie szczęścia mógł on ją wypatrzyć.
A Holtz wypatrzył pomimo tego, że sam musiał przez cały czas uważać na Harleya i zagrażające mu wyboje, a wypatrzywszy wyciągnął od razu odpowiednie wnioski. Pełen rosnącej podejrzliwości stosunek Ebenezera do Jeremiasha uległ niewielkiej zmianie, pojawiła się w nim ledwie zauważalna nutka niechętnego szacunku wobec bystrego człowieka, który na dodatek miał tylko jedno oko.
- Jak tyś ją zauważył? - zapytał wielebny - Skąd się tam wzięła?
- Ktoś ją tam rzucił w ciągu ostatnich kilkunastu godzin - odpowiedział Jeremiash, na tyle cicho, że chcąc go dosłyszeć Ebenezer musiał wychylić się zza motocykla - Albo rzucił albo ustawił w wybranym przez siebie miejscu.
- Po co? - kaznodzieja ścisnął mocniej rękami obrzyna, lustrując badawczym wzrokiem każdy ciemniejszy zakamarek otaczającego go lasu. Znienacka uświadomił sobie, że nigdzie nie słyszy ptasich dźwięków, chociaż w lasach wokół Anawalt żyło wiele gatunków tych zwierząt. Mogły rzecz jasna zostać spłoszone przez warkot motocyklowych silników, a mogło je też przepłoszyć coś innego... lub ktoś inny.
- Jako znacznik - wyjaśnił Jeremiash - Zobacz jaka tu gęstwa. Łatwo zapomnieć, gdzie się dokładnie umieściło pułapkę. A tak wkopujesz w ziemię przeciwpiechotną minę i kładziesz na niej flaszkę dla przypomnienia. Albo zwabiasz jej widokiem kogoś w odpowiednie miejsce, a potem się za niego bierzesz z zaskoczenia.
Ebenezer rozejrzał się ponownie wokół siebie. Wiodący na południe szlak był praktycznie nieodróżnialny od otaczającego go z obu stron lasu, porastającego łagodne zbocza wzgórz, jednakże stanowił jedyną drogę dla motorów w kierunku Bramwell lub Anawalt. Roślinność po obu stronach drogi była zbyt gęsta, by motory miały możliwość pokonania w normalny sposób kilkunastu metrów, a mozolne pchanie ich przy jednoczesnym wyszukiwaniu drogi przez las nie miało najmniejszego sensu, zwłaszcza w obliczu potencjalnego bliskiego zagrożenia. Radeford zrozumiał to od razu, Holtz zresztą też.
- Możemy zaryzykować i pojechać do Bramwell albo sobie odpuścić i wrócić do Anawalt - zaczął rozważać dostępne opcje łowca - Albo zostawić motory i z częścią sprzętu pójść przez las na piechotę. Albo zostawić wszystko i przeczesać szybko na piechotę okolicę, żeby sprawdzić, czy jest czysto. Co byś zrobił na moim miejscu?
Wątek techniczny
Myślę, że cała sytuacja została dość czytelnie opisana w trybie fabularnym, ale dla pewności przedstawię to raz jeszcze w tacticalu. Holtz spostrzegł na poboczu bardzo zarośniętego szlaku szklaną butelkę. Nie muszę chyba nadmieniać jak niezwykłe wrażenie musi budzić taki przedmiot, jeśli zauważy się go na drodze, po której normalny człowiek poruszał się dobre trzydzieści lat temu. Butelka wzbudziła zatem jego głęboką podejrzliwość... czy Ebenezer tę podejrzliwość podziela, to już inna kwestia. Teraz czekam, aż Deliad coś Holtzowi zaproponuje, a opcji ma kilka. Może zasugerować odpalenie motorów i przemknięcie niczym wicher obok butelki (w nadziei, że złośliwy MG nie nakaże wykonać kilku brawurowych testów na prowadzenie Enduro w związku z karkołomnym stanem drogi). Może w akcie defensywnym zaproponować wycofanie się do Anawalt i być może pognać w ślad za pikapem pierwotną trasą. Pozostaje też przeczesanie okolicy na różne sposoby, aby upewnić się, że nikogo tam nie ma.
Ostatnio zmieniony 02 grudnia 2011, 21:14 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-Jeżeli Bóg jest z nami to kto jest przeciw nam?
Przeglądam mapę...
- Hmmm nic straconego, zmienimy trasę. Pojedziemy Coaldale Road, a z niej na Highway 663 prościutko do Pocahontas. Dalej jak planowaliśmy.
Wątek techniczny:
Sława Holtza mogła wyrosnąć z jego zdolnościach do reżyserii wydarzeń. To, że wypatrzył tę butelkę jest spory wyczyn... Chyba, że sam ją tam postawił. Tylko czy aż tak jest przewidujący, skoro zmieniłem trasę?
Przeglądam mapę...
- Hmmm nic straconego, zmienimy trasę. Pojedziemy Coaldale Road, a z niej na Highway 663 prościutko do Pocahontas. Dalej jak planowaliśmy.
Wątek techniczny:
Sława Holtza mogła wyrosnąć z jego zdolnościach do reżyserii wydarzeń. To, że wypatrzył tę butelkę jest spory wyczyn... Chyba, że sam ją tam postawił. Tylko czy aż tak jest przewidujący, skoro zmieniłem trasę?