PBF - Płonąca granica

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 grudnia 2011, 22:13

Pod Bluewell, 4 maja 2055

Cash wysłuchał ze zmarszczonym czołem zastrzeżeń Salta, klęcząc tuż przy krawędzi gęstwiny i wodząc wzrokiem po szerokim na kilkaset metrów pasie wykarczowanej ziemi obiegającym wokół schowane za wysokim ogrodzeniem zabudowania Bluewell. Dowódca bojówkarzy dołożył wszelkich starań, by żaden z jego ludzi nie wychynął z liściastej kryjówki, nie chcąc sprowokować widokiem niezapowiedzianych odwiedzin morderczej w skutkach kanonady.

- Nas nie znają - burknął Jimmy klepiąc machinalnie kolbę śrutowego Remingtona - Wyście tu byli dzisiaj rano, a Lavigne wie, że jesteście kurierami pocztowymi. Na nasz widok jeszcze gotowi strzelić bez ostrzeżenia, was kropną dopiero po starannym namyśle. Który pójdzie?

Salt i Wilson spojrzeli na siebie jednocześnie, gorączkowo szukając gwarantującej zachowanie zdrowia i życia dyplomatycznej odpowiedzi.

- Na wszelki wypadek proponuję jednego - nie dał im dojść do głosu Cash - Gdyby zastrzelili was od razu obu, będzie trudniej wyjaśnić nieporozumienie. Chcecie rzucić monetą?


Wątek techniczny

Pomimo sardonicznego żartu Casha nie sposób odmówić jego propozycji sensu - przecież Wy dopiero co byliście w Bluewell i zostaliście tam przyjaźnie pożegnani. Jeśli ktoś miałby teraz iść pod bramę z białą flagą, najlepiej pasowałby do tej roli albo Jack Salt albo Paul Wilson. To który idzie?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 06 grudnia 2011, 22:29

Kuźwa to ja idę w tych nowych pzrykrótkich gatkach podnoszę wolno ręce do góry i idę w strone Bluewelt mam nadzieję że mnie poznają po opatrunku na uchu jak podejde bliżej. w razie cos robie unik albo zaczynam biec ale tylko jak zobacze że chca mnie rozstrzelać. Na razie idę wolno z dłońmi do góry.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 grudnia 2011, 22:56

Bluewell, 4 maja 2055

Widząc wymierzone w siebie lufy karabinów Paul przełknął nieco nerwowo ślinę, ale napięcie wyrysowane na twarzach miejscowych strażników znikło, kiedy kilku z nich rozpoznało w nadchodzącym powoli od strony lasu intruzie federalnego kuriera z odgryzionym uchem.

- Co z waszym autem, stary? - rzucił zdziwionym tonem mężczyzna, którego wieczór wcześniej Wilson miał okazję widzieć w ratuszu tuż przed rozmową z burmistrzem - Klękło wam?

- Szlag silnik trafił - parsknął Paul spoglądając bacznie na stojących w otwartej bramie ludzi - Słuchajcie, ważna sprawa. Nie jestem sam. W lesie siedzi dziesięciu ludzi z Anawalt, chłopaków od naczelnika Walthersa. W okolicy zrobiło się bardzo niezdrowo, więc szliśmy na przełaj, żeby nie zwrócić na siebie uwagi. Obserwują nas teraz przez lornetki, więc jeśli im pomacham, wyjdą grzecznie i powoli z krzaków. Byłoby bardzo miło, gdyby nikt od was nie posłał im na powitanie kulki.

- Szukacie mutantów? - zapytał natychmiast inny z wartowników, młodziutki chłopak ściskający w rękach stary policyjny rewolwer - Widzieliście jakiegoś po drodze?

- Wiecie o tej bandzie? - spytał kierowca oglądając się jednocześnie za siebie i machając uspokajająco ręką. Znany mu z twarzy mężczyzna natychmiast posłał kilka ostrzegawczych okrzyków w kierunku najbliższej wieży, uprzedzając siedzących na niej obserwatorów o niezapowiedzianej wizycie sąsiadów. Okrzyki poniosły się zaraz po całej osadzie, przekazywane w mig z jednej wieży na drugą.

- Wiemy - kiwnął głową podekscytowany młodzik - Pan Holtz nas przed nimi ostrzegł.


Wątek techniczny

Poproszę jakiś dialog w odpowiedzi, na początek tej ostrożnej dyplomatycznej konwersacji :P

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 grudnia 2011, 23:12

Gdzieś w dziczy, 4 maja 2055

Kiedy tylko tupot stóp odmieńca ucichł za pozbawionym szyb okienkiem chaty, kaznodzieja zaczął wić się niczym piskorz, w szaleńczym rytmie zmierzającym do przełożenia nóg przez ręce. Napinając ustawicznie mięśnie mężczyzna zaciskał jednocześnie zęby, starając się nie wydać z siebie najmniejszego jęku pomimo przeraźliwego bólu promieniującego w miejscach, gdzie kolce drutu wbijały mu się głęboko w ciało. Tu i ówdzie ubranie Radeforda zaczynało już nasiąkać krwią, ale zdesperowany wielebny nie zwracał na to uwagi wiedząc doskonale, że toczy walkę o swoje życie.

Dopiąwszy swego Ebenezer westchnął w duchu z ulgą, po czym zaczął delikatnie okręcać ciało, w wyczerpujący mięśnie sposób podnosząc nogi i odwijając oplatający je drut. Teraz w szaleńczy rytm jego oddechu wkradł się również szelest dartego w wielu miejscach materiału spodni, a czoło mężczyzny zroszone było wielkimi kroplami potu. Na zewnątrz chaty wciąż panowała złowieszcza cisza, ale Ebenezer nie miał złudzeń - mutant mógł wrócić w każdej chwili, w dodatku z pewnością rozwścieczony fortelem więźnia, to zaś mogło sprawić, że puści w niepamięć nawet groźby swego pana trawiony przemożną chęcią wyrządzenia mu krzywdy.

Kiedy uwolnił od drutu nogi, jego gorączkowa walka z uciekającym czasem zauważalnie przyśpieszyła. Kucając przy wystającym z podłogi ćwieku zawinął drut ciaśniej wokół jego łebka za pomocą skrępowanych na plecach rąk, a potem zaczął kręcić się niezgrabnie wokół własnej osi rozwijając drut na udach i brzuchu.

Na zewnątrz chatki rozległ się znienacka narastający z każdą sekundą tupot nóg, wieszczący powrót strażnika. Cisnąwszy resztki drutu pod nogi Ebenezer zerwał się błyskawicznie z klęczek i ścisnąwszy w dłoni drugi ćwiek rozejrzał się w akcie rosnącej paniki wokół siebie szukając miejsca, w którym mógłby się chociaż na chwilę schronić.


Wątek techniczny

Zgodnie z deklaracją przyjmuję do wiadomości, że Ebenezer zamierza ukryć się przy drzwiach i zadźgać odmieńca ćwiekiem - chyba, że Deliad chciałby zmienić swój pierwotny plan?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 07 grudnia 2011, 06:20

Wątek techniczny:
To zależy czy są jakieś inne wyjścia z pomieszczenia. Wolał bym czmychnąć oknem. A znajdzie się czas na symulację, nałożyć drut tak aby sprawiał pozór że nadal leże skrępowany. W sakwie naprawdę mam tabletki. Mógłbym grać obłożnie chorego do końca. A w chwili jak będzie dawał mi tabletki wbić mu ćwieka we wspomniany oczodół.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 07 grudnia 2011, 09:18

Zacni obroncy i mieszkańcy Bluewell, Musze porozmawiać z waszym burmistrzem i to szybko a wy jak możecie przyjmijcie Salta i Anawaltczyków i prosze ich nie zastrzelić.

Do burmistrza mówię, porozmawiajmy w 4 oczy ok, sami potem zdecydujecie czy ujawnić to co mam do powiedzenia a chodzi o życie mieszkańców Bluewell....?

Nie chcę was martwić Panie Lavigne ale prawdziwy Holtz jest ciężko ranny i Indianie niosą go na noszach do Anawalt. Pod Holtza, który was ostrzegł podszywa się szef mutantów, który ma sprzęt Holtza, gdyż prawdziwy łowca mutantów został ograbiony i zostawiony by się wykrwawił. Ten fałszywy nie jest jednooki i nie ma tatuażu z jakiego słynie Holtz, to on załatwił naszego pikupa dolewając nam jakiegos syfu do silnika. Generalnie te mutanty strasznie się panosza i robią wszystkich w konia, trzeba ich załatwić. Jakis zmotoryzowany zwiad byłby chyba nie od rzeczy. Albo mają inny cel niż Bluewell, albo coś kombinuje ten fałszywy Holtz, macie jakieś pomysły co może być ich celem w pobliżu jeśli nie jest to Bluewell, może jednak chcą uderzyć na Anawalt i dlatego osłabili jego obronę?... Tak czy tak Panie Lavigne macie problem i my też. Zwiad konieczny, czy zmotoryzowany czy pieszy to jest do ustalenia. A tak z innej bajki dalibyście mi jakies dżinsy bo paskudnie sie czuje w tych przykrótkich gatkach od garnituru jakie dostałem w Anawalt... Jak mam umrzeć to chciałbym jakos wyglądać... po ludzku
Ostatnio zmieniony 07 grudnia 2011, 12:29 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 07 grudnia 2011, 12:05

Salt kiwał lekko głową potwierdzając słowa Wilsona. Rozglądał się uważnie dookoła wypatrując znajomych twarzy, zwłaszcza interesowała go osoba Ericssona. Drążyła go ciekawość czy wciąż jeszcze tu był, świadomość mistyfikacji jaką wykreował "pseudo" Holtz, zaczynała w nim budzić niezdrową podejrzliwość i nieufność. Nie miał w chwili obecnej stuprocentowej pewności, że to nie kolejny przebieraniec.

- Chcielibyśmy, aby to co właśnie usłyszeliście pozostało między nami, chcemy Holtza dorwać całego. Zatem, nie rozgłaszajcie tych wiadomości, zachowujcie się normalnie gdyby się pojawił... - popatrzył po twarzach obecnych - Co do ataku mutantów, lepiej jest mieć się na baczności, ale po tym co wiemy to już nie można być pewnym co knują.

- A teraz udajmy się do burmistrza, musimy z nim poważnie porozmawiać - klepnął się otwartą dłonią w czoło - Byłbym zapomniał! Czy do miasta nie przyjechał niedawno czasem motocyklista? Kolejny łowca mutantów o nazwisku Ericsson?

Zakładam, że Ericsson był/jest w osadzie. W przypadku gdyby był chciałbym go zatrzymać z chłopakami. Nie ma gwarancji czy Holtzopodbnych nie ma więcej. Wypada wyjaśnić kim jest, choć na tą chwilę nie mam pomysłu jak. Pełnomocnictwa pisane odręcznie niewiele mu się przydadzą. Prędzej jakieś fotografie, chyba, że ktoś stąd go zna...

Optuję za opcją nie ogłaszania wszem i wobec o wybryku Holtza, nie ma pewności czy nie ma tu jakiejś wtyki. I ludzie jak mniej wiedzą, to się nie wyklepią. Jedynie co, to powiadomić strażników o tym aby go wpuścili gdyby przyjechał. O ile będzie to możliwe, aby nawet nie wspominali że już jesteśmy, tylko najlepiej zatrzymali go od razu. Bez ceregieli.

W sprawie osady:

Z tego co wiemy to kiepskie mają tu szanse. Na zwiad zmotoryzowany raczej nie ma co liczyć, w końcu mają jednego grata na środku ulicy i nie za wiele amunicji.
My z kolei bez wozu, czyli z ograniczoną możliwością szybkiego przemieszczania się i przewożenia wsparcia. Kiepsko.
Pozostaje tylko wzmocnić straże, jeśli nawet to wycofać mieszkańców w miejsca, które można ufortyfikować. Ograniczyć rozłażenie się po terenie, przezbroić kobiety i młodzież powyżej czternastego roku życia.
Jak tu przylezą z dodatkiem amunicji rąbniętą kaznodziei to będzie ciężko...

W trakcie rozmów wyniknie co i jak, ale jak najchętniej zmywałbym się stąd do Anawalt i ruszał na pomoc Radefordowi. Każda minuta skraca szanse na jego wyjście cało z sytuacji...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 grudnia 2011, 20:56

Wątek techniczny

Mocno napracowaliście się z tymi wpisami, panowie kurierzy i postaram się wykorzystać jak najwięcej zawartych w nich deklaracji, wiele jednak się nie uda zastosować w praktyce, ponieważ już konwersacja pod bramą pobiegnie w nieco innym kierunku, zapewniając Wam świeże informacje i rujnując niektóre plany :)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 grudnia 2011, 21:10

Bluewell, 4 maja 2055

- A kiedy pan Holtz przyniósł to ostrzeżenie? - Paul poczuł znienacka jak krew lodowacieje mu w żyłach - Jest jeszcze tutaj?!

- Niecałą godzinę temu, ale już go nie ma - odpowiedział jeszcze inny strażnik, rozwierając bramę osady na oścież na widok przywołanych machaniem rąk i truchtających szybko przez ziemię niczyją Anawaltczyków. Wilson upewnił się szybkim rzutem oka, że wszyscy ludzie Casha mają zabezpieczoną broń i nie wykonują żadnych gwałtownych ruchów mogących sugerować co bardziej podejrzliwym miejscowym jakieś złe intencje. Skoro rzekomy łowca mutantów dotarł do Bluewell przed grupą Walthersa, mógł poczynić jeszcze więcej szkody niż kierowca początkowo sądził, ale jego ostatnie zagranie wprawiło kuriera w przemieszaną ze zdziwieniem dezorientację.

- Przed czym dokładnie was ostrzegł? - wyrzucił z siebie zdenerwowane pytanie Paul, tonem nieco ostrzejszym niż zamierzał - I gdzie jest teraz? I gdzie jest burmistrz?

- Poszli razem na południowe wzgórza - wzruszył ramionami Bremeńczyk, najwyraźniej nie rozumiejąc nagłego poruszenia gościa - Pan Holtz wpadł tutaj jak szalony, bo odkrył małą bandę odmieńców na południe od wioski, za starym zbiornikiem retencyjnym. Bogu dzięki, że na nich natrafił, bo inaczej mogli się podkraść nocą pod ogrodzenie i narobić szkód albo napaść na myśliwych. Na szczęście jest ich podobno tylko parunastu i w dodatku bardzo kiepsko uzbrojonych, więc pan Holtz do kupy z burmistrzem i szeryfem uradzili, że zbiorą naszych najlepszych ludzi i wspólnie zasadzą się na tamtych, żeby ich wybić do nogi raz na zawsze.

- Holtz przyjechał sam? Nie było z nim naszego przyjaciela kaznodziei? - Paul starał się mówić opanowanym i beznamiętnym tonem, ale w jego myślach kłębiły się już dzikie koncepcje, a zimny dreszcz wciąż biegał ciarkami po kręgosłupie - Ilu ludzi ze sobą zabrał?

- Sam przyjechał, jak zawsze. Waszego księdza nikt nie widział, ani nikogo innego - potwierdził ruchem głowy coraz bardziej zaniepokojony strażnik. Pozostali Bremeńczycy przysłuchiwali się tej rozmowie bardzo uważnie, również wykazując rosnący niepokój.

- Holtz tutaj był! - rzucił krótko Paul, kiedy zrównali się z nim prowadzący swoją grupę Jimmy i Bill - Ilu ludzi zabrali?

- Dwudziestu - odpowiedział wartownik witając jednocześnie pozostałych gości skinięciem głowy - Do tego pan Lavigne i szeryf Stokes osobiście. Holtz przekonał ich, że zasadzka przy zbiorniku to najlepszy pomysł. Mutanci niczego się nie spodziewają, wytropił ich po cichu. Wystarczy jeden dobrze zaplanowany atak, żeby wytłuc ich co do jednego.

- Tak to sobie kurwa zaplanował! - pobladły ze złości Cash uderzył pięścią w spodnią stronę drugiej dłoni - Niech to szlag! Dobrze byli uzbrojeni?!

- Zabrali naszą najlepszą broń, nawet z Hummera ściągnęli M60, chociaż nie mamy do niego ani sztuki amunicji. Stokes był przeciwny, bo to ekstra ciężar do dźwigania, ale Holtz się uparł, podobno miał co do tego cekaemu jakiś plan.

- Przekazał wam, że pomoc z Anawalt jest w drodze? - wtrącił równie zdenerwowany Bill Harper.

- Ani słowem nic nie zdradził! - wyrzucił z siebie młodzik z rewolwerem. Widząc zgromadzenie pod bramą i obce twarze z głębi osady nadciągali kolejni mieszkańcy, wśród nich również kobiety i ciekawskie jak zawsze dzieciaki - Powiedział tylko, że stamtąd wraca, nawet się pochwalił nowym karabinem!

- Jakim karabinem? - spytał błyskawicznie spocony Salt mając przed oczami krótkolufy obrzyn Ebenezera - Taką strzelbą o obciętej lufie?

- Nie, zajebistym snajperskim gnatem - młodzieniec rozłożył szeroko ramiona obrazując rozmiary broni, potem przeniósł spojrzenie na Casha - Wojskowy model, z przedwojennej amerykańskiej armii. Dostał go przecież od naczelnika Wathersa w prezencie za to, że wam przeszukał całą okolicę za mutantami.


Wątek techniczny

Pociągnąłem nieco rozmowę Wilsona pod bramą w czasie, kiedy przywołani z lasu członkowie ekspedycji ratunkowej dopiero truchtali przez odkrytą przestrzeń w stronę ogrodzenia Bluewell. Myślę, że zawarte w tym wpisie informacje wyjaśniają, co miałem na myśli we wcześniejszym poście wspominając o zrujnowaniu części Waszych planów?

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 07 grudnia 2011, 21:18

- Szlag by to... - jęknął Salt - Znaczy Ericssona ubił, to jego karabin. Nie dostał żadnego od Walthers'a. I już wiemy czemu zgarnął M60, ma kilka taśm do niego...

Zaczął nerwowo przechadzać się dookoła, zaciskając pięści w niemocy. Zatrzymał się i zerknął na ludzi Cash'a i mieszkańców Bluewell.

- Mamy zgryz, cholernie ciężki, tam nie ma kilkunastu nieuzbrojonych mutków a cała chmara! W dodatku obładowani amunicją! Jak dawno wyruszyli, można się z nimi skontaktować? Macie może jakiś system powiadamiania o zagrożeniu osady? Nie wiem, dym, race, coś co mogłoby ich zaalarmować i ściągnąć z powrotem...

Wyciągnął z bocznej kieszeni spodni sfatygowaną mapę rozkładając jak najszybciej.

- Pokazujcie w które miejsce poszli, trzeba ruszać ku nim. Może jeszcze jest szansa... - zagryzł wargi w niemej wściekłości popatrując na otaczających mężczyzn.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 grudnia 2011, 21:19

Wątek techniczny

Deliadzie, teraz już nie zdążysz ponownie zawinąć się w drut i udawać zemdlonego. Możesz skakać przez rozbite okno pociągając za sobą nieuniknioną pogoń albo zgodnie z pierwotnym planem schować się za drzwiami i wbić mutantowi ćwiek w jakieś czułe miejsce.

Co robisz?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 grudnia 2011, 21:26

Bluewell, 4 maja 2055

Wieści przyniesione przez federalnych kurierów i towarzyszących im Anawaltczyków wprawiły mieszkańców Bluewell w skrajnie odmienne stany emocji: od przerażenia po nieokiełznaną wściekłość. Pamiętny stopnia zagrożenia Jack z trudem zdołał zapanować nad krzyczącymi do siebie i trzymającymi się za głowy mieszkańcami osady, nakazując wszystkim wycofać się w obręb fortyfikacji i zamknięcie bramy, a także wzmocnienie posterunków na wieżach strażniczych. Wieść o wojskowym karabinie snajperskim, jaki rzekomo wpadł w ręce fałszywego Holtza dodatkowo mroziła Saltowi krew w żyłach, bo posługujący się wprawnie tego rodzaju bronią człowiek mógł po usytuowaniu się w dobrym miejscu wystrzelać doskonale widocznych bremeńskich wartowników jednego po drugim jak kaczki.

Skupiwszy się pomiędzy dwoma niskimi budynkami o dachach krytych blachą falistą przybysze zaczęli konferować pośpiesznie z grupką uzbrojonych strażników osady, co chwila pacyfikując histeryczne pomysły szczerze wstrząśniętych gospodarzy i próbując ułożyć jakiś przynajmniej w miarę składny plan działania.

- Na temat tego, że musimy pójść ich śladem nawet nie zamierzam dyskutować - powiedział krótko Jimmy Cash ucinając propozycję jakiegoś miejscowego, który sugerował ukrycie się w domostwach i przeczekanie całej sprawy - Pytanie, ilu nas pójdzie i kto nas poprowadzi?

- Wasi ludzie poszli na piechotę? - upewnił się Wilson - A gdzie motor tego farbowanego Holtza?

- W garażu szeryfa - odpowiedział natychmiast przywódca strażników, ze zdenerwowania ustawicznie przerzucający kciukiem bezpiecznik swego myśliwskiego sztucera - Kazał go schować i powiedział, że odbierze jak wrócą.

- To się kurwa zdziwi - prychnął gniewnie Bill Harper - Rozwalę mu go w drobny mak!

- Nie ma czasu na zabawy - upomniał towarzysza Cash - Gdzie jest ten zbiornik retencyjny? Jak się tam najszybciej dostać? Nie macie żadnej łączności z burmistrzem i szeryfem?

- Żadnej - potrząsnął głową przywódca straży - Mamy krótkofalówki, ale Holtz zabronił zabrać, bo gadał, że trzask radia może zepsuć zasadzkę.

- Pójdziemy naszą grupą, w komplecie - zdecydował Cash - Potrzebny nam przewodnik albo jeszcze lepiej dwóch, gdyby pierwszy przypadkiem oberwał. Kogo możecie nam dać?

- Ja pójdę - wyrwał się do przodu młodzik z policyjnym rewolwerem, który rozmawiał wcześniej z przybyszami pod bramą - Z burmistrzem poszedł mój stary, muszę go ratować.

- Ja też - odpowiedział z niejakim wahaniem przywódca wioskowej straży, oglądając się przy tym na towarzyszy z miną taką, jakby się łudził, że ktoś spróbuje odwieść go od tego pomysłu.

- Paul, Jack, dalej z nami? - Cash przeniósł spojrzenie na obu kurierów, w ślad za nim podążyły oczy pozostałych Anawaltczyków.


Wątek techniczny

Anawaltczycy zamierzają zmontować grupę uderzeniową, która natychmiast ruszy za Holtzem i wciągniętymi w zasadzkę ludźmi burmistrza. Idziecie z nimi?

Holtz wyruszył pół godziny temu. Z grupą nie ma żadnej łączności, krótkofalówki zostały w osadzie.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 07 grudnia 2011, 21:33

Jack zacisnął zęby i popatrzył na Cash'a z dziwnym uśmieszkiem.

- Myślisz, że odpuszczę sobie taką zabawę i Holtz'a na deser? Nie ma lekko! Idziemy! Amunicji nie macie może do giwery Paula gdzie pochowanej? Ewentualnie jakąś broń długą, z Deseartem będzie kiepsko na dystans...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 grudnia 2011, 21:39

Pod Bluewell, 4 maja 2055

Czternastu mężczyzn przemykało przez gęste poszycie lasu na południe od osady, starając się przemieszczać jak najszybciej przy jednoczesnym zachowaniu ciszy. Dwaj przewodnicy, młody chłopak i starszy od niego przywódca bluewellskiej straży, szli przodem wiodąc Anawaltczyków i towarzyszących im federalnych kurierów poprzez górzysty teren z wprawą ludzi doskonale znających okolicę. Wszyscy trzymali w rękach gotową do strzału broń, wodząc czujnym wzrokiem po mijanych chaszczach.

- Nigdzie ani śladu ptaków - burknął Paul walcząc jednocześnie z przemożną ochotą do podrapania się po swędzącym strasznie kroczu - Chyba coś je przepłoszyło.

- Wszyscy dobrze wiemy, co - odparł Cash odgarniając lufą śrutowego Remingtona kępę zagradzających mu drogę paproci - Frank, daleko jeszcze? Zasuwamy od kwadransa.

Frank Simmons, tymczasowy przywódca bremeńskiej straży, odwrócił głowę przykładając palec do ust i wyrażając tym samym głębokie niezadowolenie z łamiących umówioną ciszę towarzyszy. Odczekawszy, aż Jimmy się z nim zrówna mężczyzna zaczął szeptać gorączkowo, rozglądając się jednocześnie na wszystkie strony.

- Musimy minąć zbiornik, najlepiej od zachodu, tam jest gęściejszy las, a potem przeskoczyć przez Red Oak Ridge i puścić się lasem dalej na południe. Gdzieś tam miała obozować ta banda mutantów. Jeszcze jakieś dwadzieścia minut.

Cash wydał ruchami rąk kilka rozkazów, paru Anawaltczyków odbiło natychmiast na boki poszerzając strefę kontroli grupy. Wilson kiwnął z aprobatą głową, z racji żołnierskiego doświadczenia doceniając kwalifikacje ludzi oddelegowanych do Bluewell przez Walthersa. Paul wiedział już, że w razie kłopotów wolałby mieć przy sobie pięciu chłopaków Casha zamiast tuzina miejscowych.

Las skończył się raptownie dochodząc do samego skraju wybetonowanego zbiornika wodnego, przecinającego drogę szperaczom. Stary budulec kruszał coraz bardziej, rozsypując się w wielu miejscach pod wpływem wilgoci oraz nieposkromionej siły korzeni drzew, ciemna tafla wody przypomniała umazane olejem zwierciadło. Frank Simmons kiwnął ręką pokazując Anawaltczykom, w którą stronę powinni skręcić. Ubezpieczając się wzajemnie mężczyźni obeszli zbiornik retencyjny od jego zachodniej strony, bacząc na to, by przypadkiem nie ześlizgnąć się do wody. Chwilę później wszyscy zniknęli ponownie w gąszczu, pośród którego wystrzeliwały w górę stare i zdeformowane działaniem broni chemicznej drzewa, powykręcane w groteskowy sposób i pokryte grubą warstwą mchu.

Praktycznie całkiem już zniszczona droga pojawiła się równie nagle jak zbiornik, wyrastając spośród krzaków tuż przed nosami mężczyzn. Frank przyklęknął wśród mającej niezdrowy bury kolor trawy, przyjrzał się uważnie połamanym źdźbłom.

- Przeszli tędy - mruknął, kiedy dotarli do niego Cash i Salt - Musieli pójść prosto na południe...

Huk wystrzałów przetoczył się zwielokrotnionym echem po lesie, zniekształcony gęstwą, ale wciąż doskonale rozpoznawalny. Suchy trzask myśliwskich sztucerów mieszał się z terkotem broni automatycznej i pojedynczymi strzałami z pistoletów, dowodząc wybuchu nagłej i zażartej konfrontacji niecały kilometr od Red Oak Ridge.


Wątek techniczny

Niestety nie udało Wam się załatwić ani broni długiej ani dodatkowej amunicji do rewolweru Paula. Sprawna broń w dzisiejszych czasach to skarb i nikt się dobrowolnie ze swoją spluwą nie rozstanie, a naboje .44 bardzo trudno gdzieś znaleźć (teraz już wiecie, czy w Anawalt tak chętnie rozstano się z tym rewolwerem).

Z przodu słychać kanonadę! Co robicie?

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 07 grudnia 2011, 21:46

- Zaczęło się... - syknął Salt - Śmigamy przez krzaczory, kierujmy się tak żeby wyjść z flanki i kropić mutków jednocześnie nie wychylając się zbytnio na osadników. Jeszcze i nas kropną przez przypadek. Snajperzy niech spróbują zdjąć obsługę kaemu.

ODPOWIEDZ