PBF - Płonąca granica
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Bluewell, 5 maja 2055, poranek
Kiedy czerwony motocykl zniknął między odległymi drzewami porastającymi krawędź drogi numer pięćdziesiąt dwa, Jimmy Cash poprawił uwierający go w ramię pasek Remingtona i odwrócił się w stronę reszty Anawaltczyków. Nie mając ani jednego sprawnego samochodu ludzie z Bluewell oddali do dyspozycji sojuszników czterokołowy wózek ogrodowy, na którym złożono zawinięte w brezent ciała czterech zabitych bojówkarzy. Dwóch ludzi Jimmy'ego miało ów wózek ciągnąć aż do linowego mostku we Freeman, pozostałych trzech pilnować wraz z samym Cashem bezpieczeństwa grupy. Chociaż w bitwie pod Red Oak Ridge i we wcześniejszych starciach zginęło blisko osiemdziesięciu odmieńców, Anawaltczycy woleli dmuchać na zimne, przyjmując za możliwą obecność w pobliżu niedobitków bandy fałszywego Holtza.
- Czas na nas - oznajmił Jimmy kiwając nieznacznie głową w stronę towarzyszących mu Bluewellczyków. Simon Hardy - miejscowy lekarz, który nader niechętnie zgodził się objąć urząd naczelnika na czas rekonwalescencji burmistrza Lavigne - westchnął w odpowiedzi ciężko, wyciągnął do Casha dłoń wymieniając z bojówkarzem mocny uścisk dłoni.
- Ciągle nie wiem, co mam powiedzieć - oznajmił Hardy spoglądając na przybyszów z Anawalt ponad tkwiącymi na czubku nosa okularami - Zawsze będziemy wdzięczni. Gdyby nie wy, wyrżnęliby nas w pień.
- Będzie okazja, odpłacicie się podobnie - odpowiedział lakonicznie Jimmy Cash, kiedy wszyscy zaczęli wymieniać uściski dłoni na pożegnanie. Objuczeni własnym ekwipunkiem i łupami Anawaltczycy wyglądali niczym bagażowe muły, ale wszyscy wiedzieli, że czekała ich jedynie godzinna podróż na piechotę do Freeman. Tam mieli rozbić obozowisko i czekać na przyjazd pikapa zorganizowanego przez będącego już w drodze Radeforda.
- Jesteście pewni, że chcecie z nami iść? - zapytał Cash spoglądając na Salta i Wilsona. Obaj kurierzy tkwili w bezruchu z plecakami wiszącymi z ramion, z naszykowaną bronią i przytroczonymi do pasów pełnymi manierkami. Paul wciąż był śmiertelnie blady, a przy każdym raptowniejszym ruchu na jego twarzy pojawiał się lekki grymas cierpienia, ale w odpowiedzi na pytanie bojówkarza skinął tylko twierdząco głową.
Odprowadzeni do bramy przez niemal wszystkich mieszkańców Bluewell, mężczyźni opuścili osadę żegnani serdecznie przez miejscowych, machając im w odpowiedzi rękami i pogwizdując na palcach. Idąc równym krokiem i ciągnąc za sobą obciążony zwłokami przyjaciół wózek ruszyli wąską drogą dojazdową do głównej szosy, zmierzając w stronę Freeman.
Wątek techniczny
Pierwotny plan pozostaje chyba bez zmian. Maszerujecie na piechotę do Freeman, rozbijacie tam obóz i czekacie grzecznie, dopóki nie przyjedzie pikap z Anawalt, który zabierze Was wszystkich do domu.
Kiedy czerwony motocykl zniknął między odległymi drzewami porastającymi krawędź drogi numer pięćdziesiąt dwa, Jimmy Cash poprawił uwierający go w ramię pasek Remingtona i odwrócił się w stronę reszty Anawaltczyków. Nie mając ani jednego sprawnego samochodu ludzie z Bluewell oddali do dyspozycji sojuszników czterokołowy wózek ogrodowy, na którym złożono zawinięte w brezent ciała czterech zabitych bojówkarzy. Dwóch ludzi Jimmy'ego miało ów wózek ciągnąć aż do linowego mostku we Freeman, pozostałych trzech pilnować wraz z samym Cashem bezpieczeństwa grupy. Chociaż w bitwie pod Red Oak Ridge i we wcześniejszych starciach zginęło blisko osiemdziesięciu odmieńców, Anawaltczycy woleli dmuchać na zimne, przyjmując za możliwą obecność w pobliżu niedobitków bandy fałszywego Holtza.
- Czas na nas - oznajmił Jimmy kiwając nieznacznie głową w stronę towarzyszących mu Bluewellczyków. Simon Hardy - miejscowy lekarz, który nader niechętnie zgodził się objąć urząd naczelnika na czas rekonwalescencji burmistrza Lavigne - westchnął w odpowiedzi ciężko, wyciągnął do Casha dłoń wymieniając z bojówkarzem mocny uścisk dłoni.
- Ciągle nie wiem, co mam powiedzieć - oznajmił Hardy spoglądając na przybyszów z Anawalt ponad tkwiącymi na czubku nosa okularami - Zawsze będziemy wdzięczni. Gdyby nie wy, wyrżnęliby nas w pień.
- Będzie okazja, odpłacicie się podobnie - odpowiedział lakonicznie Jimmy Cash, kiedy wszyscy zaczęli wymieniać uściski dłoni na pożegnanie. Objuczeni własnym ekwipunkiem i łupami Anawaltczycy wyglądali niczym bagażowe muły, ale wszyscy wiedzieli, że czekała ich jedynie godzinna podróż na piechotę do Freeman. Tam mieli rozbić obozowisko i czekać na przyjazd pikapa zorganizowanego przez będącego już w drodze Radeforda.
- Jesteście pewni, że chcecie z nami iść? - zapytał Cash spoglądając na Salta i Wilsona. Obaj kurierzy tkwili w bezruchu z plecakami wiszącymi z ramion, z naszykowaną bronią i przytroczonymi do pasów pełnymi manierkami. Paul wciąż był śmiertelnie blady, a przy każdym raptowniejszym ruchu na jego twarzy pojawiał się lekki grymas cierpienia, ale w odpowiedzi na pytanie bojówkarza skinął tylko twierdząco głową.
Odprowadzeni do bramy przez niemal wszystkich mieszkańców Bluewell, mężczyźni opuścili osadę żegnani serdecznie przez miejscowych, machając im w odpowiedzi rękami i pogwizdując na palcach. Idąc równym krokiem i ciągnąc za sobą obciążony zwłokami przyjaciół wózek ruszyli wąską drogą dojazdową do głównej szosy, zmierzając w stronę Freeman.
Wątek techniczny
Pierwotny plan pozostaje chyba bez zmian. Maszerujecie na piechotę do Freeman, rozbijacie tam obóz i czekacie grzecznie, dopóki nie przyjedzie pikap z Anawalt, który zabierze Was wszystkich do domu.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ruszamy z grupą. Modlę sie w duchu by Ebenzer nie wpadł w tarapaty, jednocześnie tłumie gniew na Casha za jego podejrzenia. Byle dotrzeć do Freeman. Potem sholowac naszego pikupa do Anawalt by mechanucy go obejrzeli i rozkręcilico trzeba by usunąć świństwo jakiego dolał szef mutków. Żałuję, że nie mogłem z nim pogawędzić po wszystkim. Jednak idę bez nakrycia głowy, za bardzo mnie głowa nawala...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wątek techniczny:
Tak, jadę przez Bramwell i Leckie. Jak są większe wolne przestrzenie to przystaję i przepatruję teren lornetką. Jadę prędkością gwarantującą dojechanie do celu a nie urwanie koła. Zakładam możliwość zasadzki w postaci rozciągniętego przez drogę druta więc zwężenia drogi dokładnie obserwuję. W myślach układam przemowę jaką uraczę szefa Anavalt i szukam argumenty popierające moje racje.
Tak, jadę przez Bramwell i Leckie. Jak są większe wolne przestrzenie to przystaję i przepatruję teren lornetką. Jadę prędkością gwarantującą dojechanie do celu a nie urwanie koła. Zakładam możliwość zasadzki w postaci rozciągniętego przez drogę druta więc zwężenia drogi dokładnie obserwuję. W myślach układam przemowę jaką uraczę szefa Anavalt i szukam argumenty popierające moje racje.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Freeman, 5 maja 2055, popołudnie
Paul Wilson mógł zgrywać twardziela, ale przed samym sobą musiał w skrytości ducha przyznać, że zdrowo przegiął decydując się na pieszą wyprawę do Anawalt, robiąc to wbrew histerycznym zakazom lekarza z Bluewell. Środek znieczulający przestał już zupełnie działać, a łykane po kilka sztuk naraz przeterminowane tabletki przeciwbólowe najwyraźniej nic nie były warte, bo rany kierowcy pulsowały żywym ogniem. Podciągnąwszy ostrożnie koszulę mężczyzna obejrzał paskudne czerwone krechy naznaczone gęstym czarnym ściegiem szwów, przecinające jego bok oraz przedramię.
- W mordę powinienem cię strzelić - warknął bez cienia wesołości Salt, taksując zatroskanym spojrzeniem bladą jak kreda twarz przyjaciela - Jak ci szwy puszczą, będzie masakra. Mam cię na plecach targać z powrotem do Bluewell?!
- Dobij mnie i zakop pod tamtym drzewem - odpowiedział w przypływie czarnego humoru Wilson - Będę miał piękny widok na rzekę.
- Na ten skażony syf? Jaja już cię nie swędzą? - prychnął Jack bębniąc palcami w metalowy napierśnik Paula, wyklepany ze stalowej płyty będącej wiele lat temu zapewne elementem jakiegoś samochodu. Obaj kurierzy pokonali drogę nad rzekę w wyczyszczonych naprędce śmieciowych zbrojach, otrzymanych w ramach podziału łupu zdobytego na bandzie Holtza. Chroniące całkiem nieźle przed ciosami noża czy pałki pancerze nadawały im groźnego wyglądu, ale były zarazem potwornie ciężkie i obciążony swoją zbroją Wilson dotarł na miejsce postoju wsparty niemal cały czas na naramienniku zdyszanego przyjaciela.
Anawaltczycy leżeli w cieniu powykręcanych drzew, odpoczywając pośród zdawkowych szeptów i cały czas trzymając w pobliżu siebie naładowaną broń. Cash wysłał dwóch ludzi z myśliwskimi sztucerami na krawędź zarwanego mostu, skąd mieli dobre pole widzenia na całą okolicę z przeciwnym brzegiem włącznie. Reszta legła na derkach na brzegu połyskującej oleiście wody.
- Myślisz, że Ebe już dojechał? - Paul nie mógł się powstrzymać od zdrobnienia imienia kaznodziei. Sam nie wiedział, kiedy właściwie zaczął to robić, bo przecież znał się z wielebnym zaledwie od trzech dni i pod wieloma względami byli sobie zupełnie obcymi ludźmi... ale wydarzenia na pograniczu zdołały swą brutalną i gwałtowną naturą zawiązać pomiędzy całą trójką pewną nić zaufania i sympatii, która w odpowiednich warunkach miała szanse na przejście do formy prawdziwej przyjaźni.
- Tkwimy tutaj od trzech godzin - odburknął Jack, który w przeciwieństwie do swego poturbowanego druha nie ściągnął zbroi i leżał teraz pośród kęp rdzawej trawy na podobieństwo dziwacznie zmutowanego pancernika - Już dawno powinien być w drodze powrotnej... jeśli nic mu się nie stało.
- Kurwa, Jack... nie wydaje ci się, że Jimmy mógł mieć trochę racji? - powiedział ściszonym głosem Wilson oglądając się przy tym dyskretnie w stronę krążącego nerwowo z rękami w kieszeniach Casha, wędrującego tam i z powrotem wzdłuż brzegu na wysokości mostku - Jakoś nie potrafię w to uwierzyć, ale on chyba Ebe o coś podejrzewa.
Jack odwrócił głowę w stronę przyjaciela, po raz kolejny ukrywając swoje zatroskanie jego zauważalnym osłabieniem wyrysowanym na bladej twarzy i dostrzegalnym w podkrążonych oczach. Ciężko raniony kierowca stracił dużo krwi, a w Bluewell nie istniała żadna szansa na jej transfuzję, toteż Salt utrwalał się coraz bardziej w przekonaniu, że wyprawa Paula do Anawalt nie była najszczęśliwszym z pomysłów.
Nim zdążył odpowiedzieć cokolwiek na temat podejrzeń Casha wobec Radeforda, w powietrzu rozległ się przeciągły gwizd, który poderwał na nogi wszystkich leżących na derkach bojówkarzy.
Gwizdał jeden z wartowników wystawionych na szczątkach drogowego mostu.
Wątek techniczny
Na razie tylko ostrzegawczy gwizd, więc nie macie pojęcia, co się dzieje, ale dla względów bezpieczeństwa może byłoby dobrze, gdyby Jack pomógł Paulowi szybko założyć zdjęte wcześniej na czas odpoczynku elementy śmieciowej zbroi? Potrwa to tylko chwilę, a założony na tors napierśnik może w razie czego przedłużyć egzystencję naszego gladiatora. Rzućcie też deklaracjami w kontekście tego gwizdu - w krzaki, na most, do rzeki i głowy pod taflę wody czy jeszcze coś innego?
I druga kwestia, znacznie dla mnie zabawniejsza (w sadystycznym ujęciu tego słowa). Jest popołudnie nowego dnia, a Wy nie zażyliście swoich tabletek! Oczywiście zaalarmowani tym wpisem pewnie to od razu zrobicie, ale nie wszyscy! Radeford nie ma swoich leków, bo w Bluewell tych medykamentów nie można było znaleźć, więc istnieje pewne ryzyko, że padnie ofiarą pierwszych objawów swej choroby. A wiecie, jakie to objawy, mogące dosięgnąć znienacka tego samotnie jadącego przez pustkowia człowieka? (uwaga, demoniczny śmiech) Zanik pamięci!
Idę do kuchni po coś do picia, a potem... rzucę kostkami!
Paul Wilson mógł zgrywać twardziela, ale przed samym sobą musiał w skrytości ducha przyznać, że zdrowo przegiął decydując się na pieszą wyprawę do Anawalt, robiąc to wbrew histerycznym zakazom lekarza z Bluewell. Środek znieczulający przestał już zupełnie działać, a łykane po kilka sztuk naraz przeterminowane tabletki przeciwbólowe najwyraźniej nic nie były warte, bo rany kierowcy pulsowały żywym ogniem. Podciągnąwszy ostrożnie koszulę mężczyzna obejrzał paskudne czerwone krechy naznaczone gęstym czarnym ściegiem szwów, przecinające jego bok oraz przedramię.
- W mordę powinienem cię strzelić - warknął bez cienia wesołości Salt, taksując zatroskanym spojrzeniem bladą jak kreda twarz przyjaciela - Jak ci szwy puszczą, będzie masakra. Mam cię na plecach targać z powrotem do Bluewell?!
- Dobij mnie i zakop pod tamtym drzewem - odpowiedział w przypływie czarnego humoru Wilson - Będę miał piękny widok na rzekę.
- Na ten skażony syf? Jaja już cię nie swędzą? - prychnął Jack bębniąc palcami w metalowy napierśnik Paula, wyklepany ze stalowej płyty będącej wiele lat temu zapewne elementem jakiegoś samochodu. Obaj kurierzy pokonali drogę nad rzekę w wyczyszczonych naprędce śmieciowych zbrojach, otrzymanych w ramach podziału łupu zdobytego na bandzie Holtza. Chroniące całkiem nieźle przed ciosami noża czy pałki pancerze nadawały im groźnego wyglądu, ale były zarazem potwornie ciężkie i obciążony swoją zbroją Wilson dotarł na miejsce postoju wsparty niemal cały czas na naramienniku zdyszanego przyjaciela.
Anawaltczycy leżeli w cieniu powykręcanych drzew, odpoczywając pośród zdawkowych szeptów i cały czas trzymając w pobliżu siebie naładowaną broń. Cash wysłał dwóch ludzi z myśliwskimi sztucerami na krawędź zarwanego mostu, skąd mieli dobre pole widzenia na całą okolicę z przeciwnym brzegiem włącznie. Reszta legła na derkach na brzegu połyskującej oleiście wody.
- Myślisz, że Ebe już dojechał? - Paul nie mógł się powstrzymać od zdrobnienia imienia kaznodziei. Sam nie wiedział, kiedy właściwie zaczął to robić, bo przecież znał się z wielebnym zaledwie od trzech dni i pod wieloma względami byli sobie zupełnie obcymi ludźmi... ale wydarzenia na pograniczu zdołały swą brutalną i gwałtowną naturą zawiązać pomiędzy całą trójką pewną nić zaufania i sympatii, która w odpowiednich warunkach miała szanse na przejście do formy prawdziwej przyjaźni.
- Tkwimy tutaj od trzech godzin - odburknął Jack, który w przeciwieństwie do swego poturbowanego druha nie ściągnął zbroi i leżał teraz pośród kęp rdzawej trawy na podobieństwo dziwacznie zmutowanego pancernika - Już dawno powinien być w drodze powrotnej... jeśli nic mu się nie stało.
- Kurwa, Jack... nie wydaje ci się, że Jimmy mógł mieć trochę racji? - powiedział ściszonym głosem Wilson oglądając się przy tym dyskretnie w stronę krążącego nerwowo z rękami w kieszeniach Casha, wędrującego tam i z powrotem wzdłuż brzegu na wysokości mostku - Jakoś nie potrafię w to uwierzyć, ale on chyba Ebe o coś podejrzewa.
Jack odwrócił głowę w stronę przyjaciela, po raz kolejny ukrywając swoje zatroskanie jego zauważalnym osłabieniem wyrysowanym na bladej twarzy i dostrzegalnym w podkrążonych oczach. Ciężko raniony kierowca stracił dużo krwi, a w Bluewell nie istniała żadna szansa na jej transfuzję, toteż Salt utrwalał się coraz bardziej w przekonaniu, że wyprawa Paula do Anawalt nie była najszczęśliwszym z pomysłów.
Nim zdążył odpowiedzieć cokolwiek na temat podejrzeń Casha wobec Radeforda, w powietrzu rozległ się przeciągły gwizd, który poderwał na nogi wszystkich leżących na derkach bojówkarzy.
Gwizdał jeden z wartowników wystawionych na szczątkach drogowego mostu.
Wątek techniczny
Na razie tylko ostrzegawczy gwizd, więc nie macie pojęcia, co się dzieje, ale dla względów bezpieczeństwa może byłoby dobrze, gdyby Jack pomógł Paulowi szybko założyć zdjęte wcześniej na czas odpoczynku elementy śmieciowej zbroi? Potrwa to tylko chwilę, a założony na tors napierśnik może w razie czego przedłużyć egzystencję naszego gladiatora. Rzućcie też deklaracjami w kontekście tego gwizdu - w krzaki, na most, do rzeki i głowy pod taflę wody czy jeszcze coś innego?
I druga kwestia, znacznie dla mnie zabawniejsza (w sadystycznym ujęciu tego słowa). Jest popołudnie nowego dnia, a Wy nie zażyliście swoich tabletek! Oczywiście zaalarmowani tym wpisem pewnie to od razu zrobicie, ale nie wszyscy! Radeford nie ma swoich leków, bo w Bluewell tych medykamentów nie można było znaleźć, więc istnieje pewne ryzyko, że padnie ofiarą pierwszych objawów swej choroby. A wiecie, jakie to objawy, mogące dosięgnąć znienacka tego samotnie jadącego przez pustkowia człowieka? (uwaga, demoniczny śmiech) Zanik pamięci!
Idę do kuchni po coś do picia, a potem... rzucę kostkami!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Freeman, 5 maja 2055, popołudnie
Jeden z ukrytych w cieniu pogiętych wsporników mostu mężczyzn wychylił się z kryjówki i gwizdnął ponownie, tym razem dwukrotnie i znacznie krócej. Cash odpowiedział mu ostrym machnięciem dłoni, przykucnął obok Paula i Jacka.
- Następną rzeczą dla przehandlowania z Indianami będą krótkofalówki - warknął Jimmy dając upust swej frustracji - Bez mobilnej łączności nie da się działać. Nie będzie miał Walthers spokoju z mojej strony, dopóki mi kilku sztuk nie załatwi.
Salt rozumiał złość Casha, bo brak radiotelefonów bardzo utrudniał bojówkarzom efektywne działanie. Język migowy, gwizdy i innego rodzaju domorosła komunikacja sprawdzały się bardzo rzadko, często zawodząc w krytycznym momencie. Salt wiedział, że wiele ludzkich społeczności miało dostęp do krótkofalówek, a nawet zreperowanych na nowo linii telefonicznych, ale dostatnie pod wieloma względami Anawalt w tym konkretnym przypadku kulało na obie nogi.
Obaj strażnicy stanęli na krawędzi mostu ignorując ryzyko oberwania się betonowej powierzchni, zaczęli machać rękami w stronę przeciwnego brzegu. Widząc ich pozornie beztroskie zachowanie Cash uśmiechnął się w końcu i podniósł z kucek zmierzając szybkim krokiem w stronę rzeki i przecinającego ją linowego mostku.
Rzeka płynęła w zagłębieniu terenu, przeciwny brzeg piął się stromą skarpą w górę na wysokość mostu, toteż znajdujący się w dole ludzie nie widzieli nadjeżdżających pojazdów do ostatniej chwili; do momentu, w którym czerwony motocykl i jadący tuż za nim żółty przedwojenny szkolny autobus zatrzymały się na północnym brzegu Rock River, trąbiąc na powitanie klaksonami.
Wątek techniczny
Kawaleria jednak dotarła, brawo Ebe! Walthers przyjechał osobiście, oprócz niego jeszcze sześciu uzbrojonych facetów z Anawalt. Widać, że ekipa nie traci czasu, ciała zabitych natychmiast wniesiono do pojazdu, ekwipunek również, autobus sprawnie nawrócił w miejscu. Cała akcja podjęcia na pokład bojówkarzy i Was samych nie trwała nawet dziesięciu minut.
Jakieś specyficzne deklaracje czy od razu jedziemy dalej?
Jeden z ukrytych w cieniu pogiętych wsporników mostu mężczyzn wychylił się z kryjówki i gwizdnął ponownie, tym razem dwukrotnie i znacznie krócej. Cash odpowiedział mu ostrym machnięciem dłoni, przykucnął obok Paula i Jacka.
- Następną rzeczą dla przehandlowania z Indianami będą krótkofalówki - warknął Jimmy dając upust swej frustracji - Bez mobilnej łączności nie da się działać. Nie będzie miał Walthers spokoju z mojej strony, dopóki mi kilku sztuk nie załatwi.
Salt rozumiał złość Casha, bo brak radiotelefonów bardzo utrudniał bojówkarzom efektywne działanie. Język migowy, gwizdy i innego rodzaju domorosła komunikacja sprawdzały się bardzo rzadko, często zawodząc w krytycznym momencie. Salt wiedział, że wiele ludzkich społeczności miało dostęp do krótkofalówek, a nawet zreperowanych na nowo linii telefonicznych, ale dostatnie pod wieloma względami Anawalt w tym konkretnym przypadku kulało na obie nogi.
Obaj strażnicy stanęli na krawędzi mostu ignorując ryzyko oberwania się betonowej powierzchni, zaczęli machać rękami w stronę przeciwnego brzegu. Widząc ich pozornie beztroskie zachowanie Cash uśmiechnął się w końcu i podniósł z kucek zmierzając szybkim krokiem w stronę rzeki i przecinającego ją linowego mostku.
Rzeka płynęła w zagłębieniu terenu, przeciwny brzeg piął się stromą skarpą w górę na wysokość mostu, toteż znajdujący się w dole ludzie nie widzieli nadjeżdżających pojazdów do ostatniej chwili; do momentu, w którym czerwony motocykl i jadący tuż za nim żółty przedwojenny szkolny autobus zatrzymały się na północnym brzegu Rock River, trąbiąc na powitanie klaksonami.
Wątek techniczny
Kawaleria jednak dotarła, brawo Ebe! Walthers przyjechał osobiście, oprócz niego jeszcze sześciu uzbrojonych facetów z Anawalt. Widać, że ekipa nie traci czasu, ciała zabitych natychmiast wniesiono do pojazdu, ekwipunek również, autobus sprawnie nawrócił w miejscu. Cała akcja podjęcia na pokład bojówkarzy i Was samych nie trwała nawet dziesięciu minut.
Jakieś specyficzne deklaracje czy od razu jedziemy dalej?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- I powiedział Pan "Zasługi wasze zostaną dostrzeżone a nagroda będzie was czekać tak na ziemi jak i w niebiesiech". - Wskakujcie chłopaki, jeszcze przed nami dużo roboty.
Trzeba odzyskać skradziony przez odmieńców sprzęt bo teraz są uzbrojeni po zęby, dobić mutancich niedobitków i uratować wspólnotę Bluewell.
Trzeba odzyskać skradziony przez odmieńców sprzęt bo teraz są uzbrojeni po zęby, dobić mutancich niedobitków i uratować wspólnotę Bluewell.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Za Freeman, 5 maja 2055, popołudnie
Poprzedzany przez jadącego motocyklem Radeforda, szkolny autobus sunął w kierunku Switchback pośród zgrzytu wyrobionej skrzyni biegów, podskakując na wybojach i szumiąc miarowo zużytymi przegubami. Bojówkarze Casha wyciągnęli się na siedzeniach rozmawiając z przybyłymi z Anawalt towarzyszami, opowiadając im z ożywieniem o bitwie pod Red Oak Ridge i o swoim w niej udziale. Cztery złożone w tylnej części autobusu i przysłonięte brezentem ciała przyciągały wzrok rozmówców niczym magnes, a na twarzach przybyłych z osady mężczyzn złość i gniew walczyły o lepsze z podnieceniem.
Mutanci nie byli na pograniczu rzadkością, ale nikt nie pamiętał, by kręcili się w tych okolicach w tak licznej bandzie, zazwyczaj tworzyli kilkuosobowe grupki kradnące żywność i zwierzęta hodowlane albo zasadzające się na samotnych wędrowców. Konfrontacja z szajką fałszywego Holtza nosiła znamiona regularnej wojny, a przynajmniej takie sprawiała na przybyszach wrażenie, toteż ani Salta ani Wilsona ekscytacja Anawaltczyków w najmniejszym stopniu nie dziwiła.
Sami wciąż walczyli ze świeżymi wspomnieniami, przelewającymi się chaotycznym ciągiem obrazów przez zmęczone umysły. Doskonale pamiętali huk wystrzałów i zgiełk krzyków, zapach gazów wylotowych broni i miedziany posmak krwi w ustach, o wszystkim tym przypominały im promieniujące bólem rany. Walki na arenach, najczęściej w układzie jeden na jednego, nie do końca przygotowały Wilsona na to, co spotkało go w lasach Wirginii i chociaż wyniesione z gladiatorskich pojedynków doświadczenie pozwoliło mężczyźnie unieść cało głowę, bitwa z mutantami nauczyła go też czegoś nowego.
Damien Walthers i Jimmy Cash siedzieli na siedzeniu tuż za kierowcą, rozmawiając ze sobą cicho, ale z ogromnym ożywieniem. Naczelnik Anawalt głównie słuchał, wtrącając co jakiś czas krótkie pytania, na które Jimmy obszernie odpowiadał, pokazując kilkakrotnie jakieś lokacje na rozłożonej na kolanach mapie. Salt zastanawiał się przez chwilę, czy aby do obu mężczyzn nie podejść, ale uznał, że lepiej będzie ich na początek pozostawić samym sobie. Walthers najpewniej chciał skonfrontować wersję wydarzeń podaną w Anawalt przez Radeforda z relacją swojego człowieka, toteż kurier nie zamierzał ich rozpraszać swoją obecnością, czekając cierpliwie na koniec rozmowy.
Za osłoniętymi drucianą siatką oknami autobusu przesuwały się porośnięte sporadycznie kępami drzewek i zarośli wzgórza, pozbawione śladu życia innego niż tylko roślinne. Salt westchnął z ukontentowaniem na ten widok, nie marząc w tej chwili o niczym innym jak tylko kilku godzinach względnie spokojnego snu.
Nie zdążył zmrużyć oka nawet na chwilę, bo klocki hamulcowe autobusu zazgrzytały przeraźliwie, a sam pojazd raptownie wytracił prędkość zatrzymując się w miejscu, które wydało się kurierowi dziwnie znajome.
- Wysiadka! - zawołał Cash odwracając się ponad oparciem siedzenia - Bierzemy na hol pikapa!
Wątek techniczny
Miejsce faktycznie znajome, bo to właśnie tutaj zepchnęliście w chaszcze na poboczu drogi niesprawnego Canyona. Ludzie Walthersa mają linkę holowniczą, a sam autobus hak, więc wypchanie pikapa na szosę i podwieszenie go do drugiego pojazdu nie zajmie wiele czasu, ale oczywiście ktoś musi wsiąść do holowanego pikapa, żeby w nim kręcić kierownicą. Panowie, przenosicie się do swojego wozu, przenosi się tam jeden z Was albo proponujecie tę fuchę któremuś z nowych kompanów? Co więcej, można wsadzić na pakę motor Ebe, a wówczas wielebny dołączy z powrotem do przyjaciół zamiast łykać kurz na Harleyu (i zużywać cenne paliwo).
Co robicie?
Poprzedzany przez jadącego motocyklem Radeforda, szkolny autobus sunął w kierunku Switchback pośród zgrzytu wyrobionej skrzyni biegów, podskakując na wybojach i szumiąc miarowo zużytymi przegubami. Bojówkarze Casha wyciągnęli się na siedzeniach rozmawiając z przybyłymi z Anawalt towarzyszami, opowiadając im z ożywieniem o bitwie pod Red Oak Ridge i o swoim w niej udziale. Cztery złożone w tylnej części autobusu i przysłonięte brezentem ciała przyciągały wzrok rozmówców niczym magnes, a na twarzach przybyłych z osady mężczyzn złość i gniew walczyły o lepsze z podnieceniem.
Mutanci nie byli na pograniczu rzadkością, ale nikt nie pamiętał, by kręcili się w tych okolicach w tak licznej bandzie, zazwyczaj tworzyli kilkuosobowe grupki kradnące żywność i zwierzęta hodowlane albo zasadzające się na samotnych wędrowców. Konfrontacja z szajką fałszywego Holtza nosiła znamiona regularnej wojny, a przynajmniej takie sprawiała na przybyszach wrażenie, toteż ani Salta ani Wilsona ekscytacja Anawaltczyków w najmniejszym stopniu nie dziwiła.
Sami wciąż walczyli ze świeżymi wspomnieniami, przelewającymi się chaotycznym ciągiem obrazów przez zmęczone umysły. Doskonale pamiętali huk wystrzałów i zgiełk krzyków, zapach gazów wylotowych broni i miedziany posmak krwi w ustach, o wszystkim tym przypominały im promieniujące bólem rany. Walki na arenach, najczęściej w układzie jeden na jednego, nie do końca przygotowały Wilsona na to, co spotkało go w lasach Wirginii i chociaż wyniesione z gladiatorskich pojedynków doświadczenie pozwoliło mężczyźnie unieść cało głowę, bitwa z mutantami nauczyła go też czegoś nowego.
Damien Walthers i Jimmy Cash siedzieli na siedzeniu tuż za kierowcą, rozmawiając ze sobą cicho, ale z ogromnym ożywieniem. Naczelnik Anawalt głównie słuchał, wtrącając co jakiś czas krótkie pytania, na które Jimmy obszernie odpowiadał, pokazując kilkakrotnie jakieś lokacje na rozłożonej na kolanach mapie. Salt zastanawiał się przez chwilę, czy aby do obu mężczyzn nie podejść, ale uznał, że lepiej będzie ich na początek pozostawić samym sobie. Walthers najpewniej chciał skonfrontować wersję wydarzeń podaną w Anawalt przez Radeforda z relacją swojego człowieka, toteż kurier nie zamierzał ich rozpraszać swoją obecnością, czekając cierpliwie na koniec rozmowy.
Za osłoniętymi drucianą siatką oknami autobusu przesuwały się porośnięte sporadycznie kępami drzewek i zarośli wzgórza, pozbawione śladu życia innego niż tylko roślinne. Salt westchnął z ukontentowaniem na ten widok, nie marząc w tej chwili o niczym innym jak tylko kilku godzinach względnie spokojnego snu.
Nie zdążył zmrużyć oka nawet na chwilę, bo klocki hamulcowe autobusu zazgrzytały przeraźliwie, a sam pojazd raptownie wytracił prędkość zatrzymując się w miejscu, które wydało się kurierowi dziwnie znajome.
- Wysiadka! - zawołał Cash odwracając się ponad oparciem siedzenia - Bierzemy na hol pikapa!
Wątek techniczny
Miejsce faktycznie znajome, bo to właśnie tutaj zepchnęliście w chaszcze na poboczu drogi niesprawnego Canyona. Ludzie Walthersa mają linkę holowniczą, a sam autobus hak, więc wypchanie pikapa na szosę i podwieszenie go do drugiego pojazdu nie zajmie wiele czasu, ale oczywiście ktoś musi wsiąść do holowanego pikapa, żeby w nim kręcić kierownicą. Panowie, przenosicie się do swojego wozu, przenosi się tam jeden z Was albo proponujecie tę fuchę któremuś z nowych kompanów? Co więcej, można wsadzić na pakę motor Ebe, a wówczas wielebny dołączy z powrotem do przyjaciół zamiast łykać kurz na Harleyu (i zużywać cenne paliwo).
Co robicie?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Tak, to dobry pomysł. Jadąc na harleyu jestem świetnym celem.
Pomagam im podczepić pikapa i może uda się nam razem zapakować mój ciężki sprzęt na pakę.
- Chłopak macie może mapę. Muszę ustalić gdzie znajduje się chatka mutantów w której mnie przetrzymywali. Myślę, że tam może być zmagazynowany cały skradziony sprzęt. Sporo spluw i motory. Tego sporego działka z auta Bluewell też nie odnaleźliśmy...
Pomagam im podczepić pikapa i może uda się nam razem zapakować mój ciężki sprzęt na pakę.
- Chłopak macie może mapę. Muszę ustalić gdzie znajduje się chatka mutantów w której mnie przetrzymywali. Myślę, że tam może być zmagazynowany cały skradziony sprzęt. Sporo spluw i motory. Tego sporego działka z auta Bluewell też nie odnaleźliśmy...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Cekaem z Bluewell się znalazł, zapomniałem o tym napisać. Leżał w jarze pod ciałem szeryfa Stokesa. Nie znaleźliście natomiast taśm z amunicją do niego, pozostałych naboi otrzymanych od Walthersa oraz kanistrów z paliwem. Najpewniej są ukryte gdzieś w pobliżu wiadomej myśliwskiej chatki.
Na mapach Anawaltczyków nie ma tak szczegółowo rozpisanych lokacji.
Motor Holtza wsadzony na pakę, pikap podwieszony na holu.
Cekaem z Bluewell się znalazł, zapomniałem o tym napisać. Leżał w jarze pod ciałem szeryfa Stokesa. Nie znaleźliście natomiast taśm z amunicją do niego, pozostałych naboi otrzymanych od Walthersa oraz kanistrów z paliwem. Najpewniej są ukryte gdzieś w pobliżu wiadomej myśliwskiej chatki.
Na mapach Anawaltczyków nie ma tak szczegółowo rozpisanych lokacji.
Motor Holtza wsadzony na pakę, pikap podwieszony na holu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Anawalt, 5 maja 2055, popołudnie
Chociaż Salt spodziewał się, że Walthers zechce porozmawiać z nim i z Wilsonem jeszcze w drodze do Anawalt, naczelnik osady odczekał ze spotkaniem aż do chwili powrotu do domu. Załadowany bojówkarzami autobus pokonał bez najmniejszych przeszkód Switchback i Maybeury, docierając do Anawalt po dwóch godzinach ostrożnej jazdy z ciągniętym na holu Canyonem.
Powitane zgotowane przez niemal komplet populacji nie obyło się rzecz jasna bez osobistych dramatów, bo rodziny poległych bojówkarzy zareagowały na widok ciał swych bliskich szokiem i rozpaczą. Damien Walthers osobiście pocieszał żony i dzieci zmarłych, okazując w oczach kurierów bliskie więzi z ludźmi, którym przewodził i pokazując klasę, której nie zawsze można było oczekiwać po watażkach niewielkich pogranicznych społeczności.
Kiedy ciała poległych przeniesiono z szacunkiem do jednego z większych domów, a ludzie rzucili się do rozładunku autobusu, naczelnik wysłał po czekających przy miejscowej studni kurierów jedną ze swoich przybocznych, Phoebe Tomkin.
Szczupła dziewczyna zaplotła włosy w dwa przerzucone przez ramiona warkocze, co przydawało jej urokliwego wyglądu nastolatki i mogło być bardzo mylące, jeśli nie spojrzało się na czas w jej chłodne cyniczne oczy. Taksujący posłańca wzrokiem Salt nie potrafił zaprzeczyć, że Phoebe była bardzo atrakcyjną kobietą, na dodatek zdającą sobie z tego faktu doskonale sprawę i bez wątpienia z rozmysłem stosującą swój urok jako oręż.
- Ładne pancerze - skwitowała sarkastycznym tonem założone przez kurierów śmieciowe zbroje - Praktyczne do infiltracji baz blaszaków. Z pewnego dystansu trudno was od nich odróżnić.
- Różnica jest na pierwszy rzut oka niedostrzegalna - odpowiedział podejrzanie uprzejmym głosem Jack Salt - Wychodzi na jaw przy bliższym poznaniu, bardzo bliskim. Otóż pod tym pancerzem skrywa się żądło, którego u blaszaka nie uświadczysz, a którego bardzo byś chciała uświadczyć, chociaż tego jeszcze nie wiesz.
Tomkin zacisnęła usta w wąską linię i zmrużyła oczy, po czym odrzuciła głowę do tyłu śmiejąc się sardonicznie. Salt bez żenady wykorzystał ten moment zerwanego kontaktu wzrokowego, aby wlepić swe spojrzenie w jędrne piersi dziewczyny rysujące się doskonałymi kształtami pod koszulką przesłoniętą kevlarem rozpiętej kuloodpornej kamizelki.
- Zaproś do zabawy kumpla, może jemu się spodoba - sarknęła Phoebe przestając się śmiać i spoglądając ponownie na Jacka - Tutejszym kobietom potrzebny jest prawdziwy facet. Walthers chce się z wami zobaczyć, chodźcie ze mną.
Nim kurier zdążył rzucić ciętą ripostą, dziewczyna już szła w przeciwną stronę, z premedytacją kołysząc biodrami w prowokujący sposób. Salt westchnął ciężko i ruszył w ślad za nią, bez skrępowania spoglądając na opięte dżinsowymi spodniami pośladki.
Wątek techniczny
Jesteście w Anawalt, jest wczesne popołudnie. Pikap już został wstawiony do tutejszego garażu, miejscowi mechanicy natychmiast się nim zajęli na polecenie Walthersa. Zabici i ranni wyniesieni z autobusu, łupy wyładowane. Zostaliście nakarmieni i na nowo opatrzeni przez McCalluma i dwóch jego kolegów po fachu z osady. Naczelnik obgadał w międzyczasie sobie tylko znane sprawy ze starszyzną i teraz wzywa Was do siebie na rozmowę - na ten sam taras, na którym mieliście okazję poznać go osobiście dzień wcześniej.
Jedna ważna sprawa: nie wiem jak długo planujecie tu zabawić, ale mija trzeci dzień od wyjazdu z Peterstown i konstabl Clark pewnie już zaczął się niepokoić Waszą nieobecnością. Nie oznacza to oczywiście, że pośle z ślad za Wami jakąś grupę poszukiwawczą, ale na pewno już Was wspomina w swym biurze (oryginalny plan zakładał, że wyjeżdżając 3 maja po południu wrócicie do zleceniodawcy dzień później o tej samej porze).
Jeśli chodzi o samo spotkanie z Walthersem, odnotowałem, że zamierzacie z nim porozmawiać o ewentualnej unii obu osad, wypytać o obecność Indian i opcję wypożyczenia ich do szukania myśliwskiej chatki oraz przejść do negocjacji w sprawie naprawy pikapa i budowy chrześcijańskiej kaplicy. Jeśli coś pominąłem, przypomnijcie mi w dalszej części konwersacji, która zaraz się zacznie.
Chociaż Salt spodziewał się, że Walthers zechce porozmawiać z nim i z Wilsonem jeszcze w drodze do Anawalt, naczelnik osady odczekał ze spotkaniem aż do chwili powrotu do domu. Załadowany bojówkarzami autobus pokonał bez najmniejszych przeszkód Switchback i Maybeury, docierając do Anawalt po dwóch godzinach ostrożnej jazdy z ciągniętym na holu Canyonem.
Powitane zgotowane przez niemal komplet populacji nie obyło się rzecz jasna bez osobistych dramatów, bo rodziny poległych bojówkarzy zareagowały na widok ciał swych bliskich szokiem i rozpaczą. Damien Walthers osobiście pocieszał żony i dzieci zmarłych, okazując w oczach kurierów bliskie więzi z ludźmi, którym przewodził i pokazując klasę, której nie zawsze można było oczekiwać po watażkach niewielkich pogranicznych społeczności.
Kiedy ciała poległych przeniesiono z szacunkiem do jednego z większych domów, a ludzie rzucili się do rozładunku autobusu, naczelnik wysłał po czekających przy miejscowej studni kurierów jedną ze swoich przybocznych, Phoebe Tomkin.
Szczupła dziewczyna zaplotła włosy w dwa przerzucone przez ramiona warkocze, co przydawało jej urokliwego wyglądu nastolatki i mogło być bardzo mylące, jeśli nie spojrzało się na czas w jej chłodne cyniczne oczy. Taksujący posłańca wzrokiem Salt nie potrafił zaprzeczyć, że Phoebe była bardzo atrakcyjną kobietą, na dodatek zdającą sobie z tego faktu doskonale sprawę i bez wątpienia z rozmysłem stosującą swój urok jako oręż.
- Ładne pancerze - skwitowała sarkastycznym tonem założone przez kurierów śmieciowe zbroje - Praktyczne do infiltracji baz blaszaków. Z pewnego dystansu trudno was od nich odróżnić.
- Różnica jest na pierwszy rzut oka niedostrzegalna - odpowiedział podejrzanie uprzejmym głosem Jack Salt - Wychodzi na jaw przy bliższym poznaniu, bardzo bliskim. Otóż pod tym pancerzem skrywa się żądło, którego u blaszaka nie uświadczysz, a którego bardzo byś chciała uświadczyć, chociaż tego jeszcze nie wiesz.
Tomkin zacisnęła usta w wąską linię i zmrużyła oczy, po czym odrzuciła głowę do tyłu śmiejąc się sardonicznie. Salt bez żenady wykorzystał ten moment zerwanego kontaktu wzrokowego, aby wlepić swe spojrzenie w jędrne piersi dziewczyny rysujące się doskonałymi kształtami pod koszulką przesłoniętą kevlarem rozpiętej kuloodpornej kamizelki.
- Zaproś do zabawy kumpla, może jemu się spodoba - sarknęła Phoebe przestając się śmiać i spoglądając ponownie na Jacka - Tutejszym kobietom potrzebny jest prawdziwy facet. Walthers chce się z wami zobaczyć, chodźcie ze mną.
Nim kurier zdążył rzucić ciętą ripostą, dziewczyna już szła w przeciwną stronę, z premedytacją kołysząc biodrami w prowokujący sposób. Salt westchnął ciężko i ruszył w ślad za nią, bez skrępowania spoglądając na opięte dżinsowymi spodniami pośladki.
Wątek techniczny
Jesteście w Anawalt, jest wczesne popołudnie. Pikap już został wstawiony do tutejszego garażu, miejscowi mechanicy natychmiast się nim zajęli na polecenie Walthersa. Zabici i ranni wyniesieni z autobusu, łupy wyładowane. Zostaliście nakarmieni i na nowo opatrzeni przez McCalluma i dwóch jego kolegów po fachu z osady. Naczelnik obgadał w międzyczasie sobie tylko znane sprawy ze starszyzną i teraz wzywa Was do siebie na rozmowę - na ten sam taras, na którym mieliście okazję poznać go osobiście dzień wcześniej.
Jedna ważna sprawa: nie wiem jak długo planujecie tu zabawić, ale mija trzeci dzień od wyjazdu z Peterstown i konstabl Clark pewnie już zaczął się niepokoić Waszą nieobecnością. Nie oznacza to oczywiście, że pośle z ślad za Wami jakąś grupę poszukiwawczą, ale na pewno już Was wspomina w swym biurze (oryginalny plan zakładał, że wyjeżdżając 3 maja po południu wrócicie do zleceniodawcy dzień później o tej samej porze).
Jeśli chodzi o samo spotkanie z Walthersem, odnotowałem, że zamierzacie z nim porozmawiać o ewentualnej unii obu osad, wypytać o obecność Indian i opcję wypożyczenia ich do szukania myśliwskiej chatki oraz przejść do negocjacji w sprawie naprawy pikapa i budowy chrześcijańskiej kaplicy. Jeśli coś pominąłem, przypomnijcie mi w dalszej części konwersacji, która zaraz się zacznie.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Zastanawialiście się nad możliwością, że pseudo-Holtz nie był szefem tej mutanciej eskapady. Może jego zadaniem była dywersja przed głównym atakiem. Osłabił oba przygraniczne miasta i zwinął sporo broni. Między innymi dlatego musimy pomóc tym z Bluewell. W jedności siłą, a rozdrobnienie nas osłabia. Mówi o tym przypowieść o ....... itd.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wszystko by się zgadzało. Warto by się było udać także do prawdziwego Holtza, możemy w nim mieć wielkiego sprzymierzeńca. Mutanci zaleźli mu za skórę równie bardzo, albo i bardziej, niż nam. Jego autorytet należy wykorzystać w zbożny sposób.
W rozmowie w Damien Walthers zaznaczam, że ten napad mógł jedynie zwiastować początek wojny. Łącząc siły z Bluewell zwiększają szanse na przetrwanie. Ponadto krzyżowanie się w bliskim pokrewieństwie owocuje pojawianiem się mutacji wśród nowo narodzonych. Ofiaruję się po założeni świątyni prowadzić księgi narodzin, małżeństw i pokrewieństw jak to czynili od dawien dawna osoby duchowne. "Świerza krew" z Bluewell powinna w dużym stopniu temu zaradzić jak i wzmocnić osadę.
W rozmowie w Damien Walthers zaznaczam, że ten napad mógł jedynie zwiastować początek wojny. Łącząc siły z Bluewell zwiększają szanse na przetrwanie. Ponadto krzyżowanie się w bliskim pokrewieństwie owocuje pojawianiem się mutacji wśród nowo narodzonych. Ofiaruję się po założeni świątyni prowadzić księgi narodzin, małżeństw i pokrewieństw jak to czynili od dawien dawna osoby duchowne. "Świerza krew" z Bluewell powinna w dużym stopniu temu zaradzić jak i wzmocnić osadę.