PBF - Travarskie pogranicze

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 07 stycznia 2012, 19:50

Witam w Barsawii, w moim nieco mrocznym wydaniu. To mój pierwszy pbf jakiego poprowadzę. Przygodę zaczniemy od jutra, dziś tj. w sobotę tylko ja będę zamieszczał wprowadzające posty ;). Barsawia jest ponad 400 lat po zakończeniu pogromu, w czasie którego rozumne rasy kryły się w tzw. kaerach - zabezpieczonych magicznie schronieniach, wile kaerów upadło, Ci którzy przetrwali od 400 lat tocza walkę z Horrorami i ich konstruktami o to by odzyskać władzę nad swoją ojczystą Barsawią. W tym świecie jest wysoki poziom magii, jeden na 100 członków populacji ma w sobie zdolności do korzystania z Mocy w szczególny sposób, jako Adept jednej z kilkunastu Dyscyplin. Ci wybrańcy dużo szybciej opanowują umiejętności bojowe i magiczne od zwykłych Istot, władają moca i posiadają tzw. talenty właściwe poszczególnym dyscyplinom. jesteście grupą takich Adeptów, osiągnęliście V-ty dość wysoki Krąg, jesteście rozpoznawani w najwiekszych osrodkach cywilizacji, napewno nie pzrez wszystkich, ale członkowie elit władzy mogli o was słyszeć. Pogrom zakończył się tylko według nielicznych tj. tych którzy żyją w stolicach poszczególnych prowincji i największych miastach, tam jest stosunkowo bezpiecznie. Ale im dalej od wielkich miast tym gorzej. Horrory, mutanty, konstrukty, kultyści, theranscy łowcy niewolmików, trolowe klany powietrznych łupieżców, piraci t`skrangijscy, orkowi nomadzi to tylko cześc zagrozeń jakie czyhaja na wędrowców. Najgorzej jest na Pograniczu ze Złoziemiem. travar zdecydowal się zbudować sieć warownych stanic, by odgrodzić się od Złoziemia, granica nie jest szczelna, osadnicy na pograniczu ciągle walczą o przetrwanie, na Złoziemiu wrze.... Tam zaczynacie swoją przygodę. Ciąg dalszy nastąpi.
Edit: Nadal jest jedno wolne miejsce w tym pbf-ie.
Ostatnio zmieniony 07 stycznia 2012, 22:50 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 07 stycznia 2012, 20:52

Poniżej mała wstawka z życia stanicy o nazwie Erwa - nasi trzej herosi są członkami jej załogi, ale mają specjalny status i właśnie wychodzą na rekonesans. Wstawka nie jest mojego autorstwa, pochodzi z jednej z powieści fantasy F. W. Kresa, czytałem i mam wiele jego książek, czasami wrzucę jakiś nieznacznie zmieniony fragment dla oddania klimatu - zaznaczę, że to wstawki z Pana Kresa. Mamy późną jesień, zima coraz bliżej.

"Setnik Rawat czekał, zastanawiając się nad składem oddziału. W Erwie sprawy miały się tak, jak w większości przygranicznych stanic: podział na półsetki bądź trzydziesiętne kliny, a tym bardziej w przypadku większych garnizonów na złożone z klinów lub półsetek kolumny, był najzupełniej formalny. Uzupełnienia z głębi kraju, głownie z Travaru i jego okolic przybywały dość regularnie, ale składały się z żołnierzy różnych formacji, nie dających się wpasować w sztywne ramy organizacyjne. Regulaminy przewidywały, że połowę żołnierzy garnizonu winni stanowić jeźdźcy, resztę zaś, w równych proporcjach, piesi łucznicy i ciężkozbrojni tarczownicy-topornicy, choć były oczywiście odstępstwa od tych norm.
Uzupełnienia przysyłano na podstawie raportów sporządzanych przez komendantów stanic. Ale gdy nowi żołnierze docierali na miejsce, dane o stratach zawarte w raportach były już zwykle mocno przedawnione. Przede wszystkim jednak podjazdowa wojna, sprowadzająca się do gonitw po stepach i lasach oraz Złoziemiu, rządziła się innymi prawami, niż regularne bitwy w polu, gdzie tysiące ludzi koniecznie należało ująć w jednolite pod względem liczebności i uzbrojenia oddziały. Pod Południową Granicą lepiej sprawdzały się doraźnie formowane grupy, w których liczba żołnierzy poszczególnych formacji dobierana była w zależności od potrzeb. Zwykle też pozostawiano wychodzącym w pole oficerom wolną rękę w zakresie doboru ludzi. Zwykle ale oczywiście nie wtedy, gdy było to zwyczajnie niemożliwe. Setnik Rawat mógł co najwyżej zżymać się na los, który sprawił, że pod jego nieobecność w stanicy komendę nad wychodzącą w pole jazdą objął kto inny , jemu zaś przypadło w udziale dowodzenie oddziałem złożonym w większości z piechoty. I to piechoty ciężkiej, świetnej do miażdżących uderzeń i przydatnej w obronie stanic, lecz zupełnie niezdolnej do długotrwałego biegania po wertepach. Dla lekkiej jazdy, a nawet pieszych łuczników, wielkie chłopy w kirysach, z nabiodrkami, w półzamkniętych hełmach, w kolczych rajtuzach wzmocnionych nakolankami z potężnymi tarczami i tęgimi toporami... słowem całe to chodzące żelastwo było niczym kula u nogi.

Ale cóż? Rację miał Komendant stanicy Ambegen: na czele szesnastu jezdnych dało się najwyżej prowadzić małą wojnę szarpaną, obliczoną raczej na znużenie, niźli wyniszczenie przeciwnika. Mogło to oznaczać wydanie mieszkańców paru wiosek na rzeź...
Zamyśliwszy się, Rawat nie od razu zauważył zbliżającego się podsetnika. Uniósł głowę, gdy tamten był blisko. Zbierz mi ludzi, wszystkich powiedział, nim oficer otworzył usta. Wychodzimy.

Wkrótce Rawat stał przed równym, zwartym szykiem. Na początku jazda, potem kilka kroków przerwy i piechota.
Wychodzimy rzekł krótko setnik; wszyscy wiedzieli, co to znaczy. Potrzebuję trzydziestu ludzi. Najpierw ochotnicy.

Jezdni, dla których monotonne patrole wokół stanicy były tyleż męczące, co nudne, bez wyjątku postąpili do przodu. Z piechoty zgłosiło się czterech. Zawsze tak było. Piechurom nie chciało się wyciągać nóg w forsownych marszach, woleli siedzieć w obrębie palisady, grać w kości, czasem dłubać przy naprawie umocnień... Rawat starannie wybrał dwunastu jeźdźców i czternastu pieszych, do których zaraz dołączyli ochotnicy. Skoro tak czy owak nie mógł mieć szybkiego oddziału, postawił na siłę: pośród wyznaczonych było aż dwu¬nastu toporników.
Osiemdziesiąt do stu głów, ale może być i więcej rzekł zwięźle. Wieści są jak zwykle przesadzone, trudno na nich polegać. Spalona została umocniona wioska, mężczyzn wybito, kobiety pokaleczono, ale zginęły tylko nieliczne. Uprowadzono dzieci i większość kobiet. Mówię o tym bo chcę, żebyście wiedzieli, że tym razem idziemy do bitwy, nie na polowanie.

Żołnierze wymienili spojrzenia. Z tego, co powiedział setnik, wynikało, że czeka ich prawdopodobnie przeprawa ze Srebrnym Plemieniem lub podobnym im konnym łupieżcom ze Złoziemia, a nie z Mutantami. Srebrni wojownicy wydawali się mieć coś w rodzaju sumienia: rabowali i palili, ale rzadko mordowali bez potrzeby. Byli jednak właśnie wojownikami, podczas gdy Złote Plemiona składały się z dzikich bestii, u których trudno było odnaleźć bodaj ślad rozumu. Walka ze złotymi zwykle była znacznie łatwiejsza, bo nie chodziło o nic więcej, jak tylko o wymordowanie hordy krwiożerczych, ale przeważnie głupich pół-zwierząt, nie wiedzących co to taktyka, plan, czy współdziałanie...

Jeśli są jakieś pytania rzekł Rawat to teraz. Odezwała się Bireneta, wysoka, tęga dziewczyna o sile konia:
Czy nadal nie wolno obcinać tych wspaniałych jaj, panie?
Nadal - odparł, starając się zachować powagę. Uciszył żołnierzy. Inne pytania? Nie było.
Dobrze. Pójdzie osiem koni jucznych. Oprócz tego każdy ma mieć żywność dla siebie na trzy dni. Przygotować się. Wymarsz zaraz po posiłku. Wszystko.
Zaczęli się rozchodzić. Zatrzymał jeszcze dwóch mężczyzn i skinął w stronę Adeptów,
Mam zadanie dla Zwiadowcy, jednego lub dwóch jacyś ochotnicy spytał setnik. Zwiad wyruszy wcześniej, choćby zaraz, pójdzie na południowy wschód, do tej spalonej wioski, to była ta niedawno założona Erryn jak pamięć mnie nie zawodzi. Ja z oddziałem ruszę w tym samym kierunku. Znajdziemy się.


Setnik rozkazał dzisiętnikowi Restowi podzielić ludzi na trójki, i wyznaczyć trójkowych. To samo rozkazał uczynić Drwalowi, chłopisku z niedźwiedzimi barami i szerokim pasem topornika, który wyprostował się służbiście... co sprawiło, że Rawat musiał jeszcze wyżej zadrzeć głowę. Masz ludzi z dwóch różnych formacji, ale lepiej ich nie mieszaj. Niech trójki będą lekkie i ciężkie, nie mieszane, to się nie sprawdza. Też wyznacz funkcyjnych... Aha, tylko żadnej kobiety, jak poprze¬dnio. To był głupi pomysł i nie powtarzaj go więcej. Najlepiej obie łuczniczki wsadź do jednej trójki, pod komendę Astata. Łatwiej będzie mieć je na oku... Wszystko.
Tak, panie rzekl Drwal.

Żołnierze odeszli niespiesznie. Rawat przez długą chwilę patrzył, jak flegmatycznie zdążają w kierunku budynków mieszkalnych. Drobny dowódca jazdy wyglądał u boku topornika jak mysz przy borsuku. Setnik zastanawiał się przez chwilę, skąd bierze się ta powolność, nowi żołnierze jej nie mieli, ale z czasem stygli" prawie wszyscy. Chodzili niespiesznie, mówili powoli, żuli tak, jakby kęsy rozrastały im się w ustach, wszystko robili dokładnie, bez pośpiechu. Ale tylko w obrębie palisady, potem ta powolność znikała. Mogło się wydawać, że podczas pobytu w stanicy odkładają siły na później". Na wyjście. "

Wątek techniczny:
Jakiś ochotnik albo ochotnicy do dokonania zwiadu? Nie musicie tego robić możecie zostać z oddziałem, macie specjalny status - podlegacie tylko komendantowi Ambegenowi. Dowództwo w Travarze jest zaniepokojone zaognieniem sytuacji na granicy dlatego wynajęto Was,macie ocenić zagrożenie i potrzeby w zakresie dostaw, dlatego w waszym gronie jest zwiadowca, złodziej i zbrojmistrz... Jestescie adeptami, nikt wam niczego nie zarzuci jak zostaniecie... Pogranicze z Złoziemiem bywa bardzo niebezpieczne. To jak zostajecie pod ochroną setnika Rawata i jego ludzi, czy ruszacie na zwiad?
Ostatnio zmieniony 16 stycznia 2012, 22:36 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 08 stycznia 2012, 02:55

Na placu zapadła cisza. Przebrzmiały ostatnie słowa setnika, rozkazy zostały wydane. Żołnierze rozchodzili się pośród skrzypienia skórzni, pobrzękiwania metalowego uzbrojenia, z cichym szmerem zdań wymienianych przed wyprawą.

Splunął lekko pod nogi spoglądając od niechcenia na natrętną muchę wykreślającą na tle nieba skomplikowane pętle i wzory podług sobie tylko znanej trajektorii. Roztarł plwocinę obcasem buta, językiem przepchnął kawałek słomki zwisający u kącika ust. Wysunął się lekko przed towarzyszy i popatrzył na dowodzącego odziałem.

- Zwiad powiadacie szykujecie i ochotników wam trza... - zatknął kciuki za skórzany pas - Możecie mnie wziąć pod rozważenie, nudno tu trochę siedzieć bezczynnie...

Obrócił twarz zerkając na stojących nieopodal i wskazał kciukiem.

- Któryś z nich zapewne też się skusi poskakać trochę pomiędzy krzakami. Jeno kaj mamy się kierować, na co baczyć a czego szukać określcie.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 08 stycznia 2012, 10:32

Darion rozglądał się po stanicy i zastanawiał jak trafił na takie zadupie. Dał się wciągnąć w tą mętną sprawę jak młokos. Darionie -powiedział mu wysoki szarżą krasnoludzki oficer - potrzebujemy rzetelnego raportu z granic ze złoziemiem, a i tobie przyda się trochę pomachać mieczem bo zasiedziałeś się w Wielkim Targu....
Powodem jednak nie było wspomniane "zasiedzenie się" lecz dokonane poprzedniej nocy brawurowe włamanie do skarbczyka wysoko postawionego elfiego Ksenomany i mimo, że Darionowi nikt nic nie mógł udowodnić, jednak przystał on na propozycję wyjazdu. Spowodowały to dwa fakty. Po pierwsze dowiedział się, że jedną z band łupieżczych na złoziemiach dowodzi niejaki Kabarduk. Po drugie dlatego, że nie tylko wrota do skarbczyka ksenomanty stanęły wczorajszej nocy dla Doriana otworem, ale także ramiona jego cnotliwej córki. Wspomniany Ksenomanta natomiast słynął niemalże z przesadzania w gniewnie...

Niedługo później Dorian wylądował w zapyziałej stanicy gdzie czas płynął wolno jak mocz osoby chorej na przerost prostaty.

Młodo wyglądający mężczyzna wystąpił przed szereg. Spod jego skórzanego hełmu wystawały niesforne blond włosy. W jego ruchach był jakaś sztywność, tak jakby nie był przyzwyczajony do noszenia zbroi. U pasa zwisał mu miecz a przez ramie miał przewieszony łuk. Owy mężczyzna uśmiechnął się szeroko i rzekł.

- Zgłasza się drugi ochotnik. Jestem tu już od dwóch tygodni a nie widziałem tego owianego legendami złoziemia. Mam nadzieję, że trafi się jakaś okazja do bitki.

Mimo, że Darion znany był jako Złodziej pogłoski o nim zaświadczały, że w fechtunku szkolili go fechmistrzowie i z niemałą wprawą włada on teraz mieczem. Większość żołnierzy widząc go odruchowo sprawdzała czy nadal ma sakiewki, on kwitował to uśmiechem. Z dawien dawna tłumaczył wszystkim, że nie okrada nikogo ze "swoich", a swoje talenty wykorzystuje jedynie w misjach wywiadowczych, lecz przesąd pozostawał wśród pospólstwa.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 stycznia 2012, 11:53

Mała retrospekcja, dlaczego tu jesteście, Darion stał się niemile widziany w swoich stronach, oskarżany o okradzenie oficera, zwiadowca Goltwyn pochodzi z pogranicza to jego strony, ma osobiste powody dla których tu wrócił, krasnoludzki zbrojmistrz Favual - poszukuje nowych rodzajów broni, w tym starożytnych jakie można zdobyć na Złoziemiu. Wasza grupa została zwerbowana w Travarze niemal 100 tysięcznym mieście jednym z najwazniejszych w Barsawii. Jako wsławieni adepci zostaliście rozpoznani i po audiencji u rady travaru dostaliscie zadanie idania sie do jednej zmniejszych stanic na pograniczu ze Zloziemiem do Erwy. Podobno na Złoziemiach wrze, a pograniczu grozi jakaś inwazja, ponadto od jakiegos casu Ktos werbuje najemników którzy udaja się gdzieś na Złoziemia, przemycana jest broń. Macie rozeznac sie w sytuacji i rodzaju zagrożenia, realnie ocenić jak wygląda kwestia zaopatrzenia odziałów na granicy (zadanie zbrojmistrza). Dostaliście stosowne pełnomocnictwa, komendant Ambegen wie o celu waszej misji.

VIII dzień miesiąca Strassa (początek zimy na razie łagodnej) 401 rok po Pogromie (gdy większość słabszych Horrorów wróciła do przestrzeni astralnej) a rozumne rasy opuściły Kaery.
Goltwyn, Darion rzucil setnik Rawat chodźcie ze mną. Dzięsiętnik Rest przygotuje ludzi do wymarszu. Odeszliście nieco na bok. Setnik pokazał wam mapę okolicy. Darion dość dobrze znasz te tereny. Ruszycie na południowy wschód, mamy wieści, że wioska Erryn została zaatakowana musimy to sprawdzić, nie wdajcie sie w walki, potrzebne mi informacje. Idziemy prawdopodobnie przeciwko Łupieżcom z tzw. srebrnych plemion są prymitywni ale trafiają się wyjątki, niektórzy wyglądają niemal jak my. Większość jest dotknieta przez Horrory i spaczona w jakimś stopniu. Stanice są po to by chronić osadników i rozbijać takie bandy. Sprawdzicie co ze wsią i jaka jest liczebność łupieżców. Bedziecie poprzedzać cały oddział nie oddalajcie się dalej jak na 2-3 godziny. Najliczniejsze bandy mają do 100 głów i zawsze maja nieliczna straż przednią, spróbujcie ich znaleźć nim oni znajdą nas. Jakieś pytania? jak tak to słucham, w razie braku pytań ruszajcie.
Ostatnio zmieniony 16 stycznia 2012, 22:38 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 08 stycznia 2012, 12:09

Fauval zajęty był swoimi rytuałałmi. Ta zapyziała stanica na środku zadupia nie była tym na co się pisał. Gdy negocjował kontrakt na usługi dla armii spodziewał się raczej, że jego cacuszka będą trafiały do rąk elity - Czerwonego Legionu, Podniebnego Zwiadu, może nawet do owianej nimbem tajemnicy sekty zabójców, o których nikt głośno nie dyskutował. Choć komendanta Ambergena dażył szacunkiem właściwym temu otrzaskanemu w bojach weteranowi... coż, nie zmieniało to faktu, że tkwił posrodku zadupia marnując swe taleny wykwalifikowanego Zbrojmistrza świadcząc usługi na rzecza zwykłych piechociarzy. Jedynym jasnym punktem w tym całym bałaganie był fakt, że był coraz bliżyszy odnalezienia znacznych zasobów Esencji Ziemi, które miały znajdować się w okolicy, a o których informowali go jeszcze w stolicy znajomi obsydianie.

Słowa setnika nie interesowały go zbytnio. Choć formalnie należał do kadry wojskowej i gdy sytuacja tego wymagała nie raz udowodnił, żde potrafi robić szablą, to nie interesowało go bieganie po krzakach i poszukiwanie Horrorów. Rytuał tkania wątku w hełmie, nad którym krasnolud właśnie pracował miał wyższy priorytet...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 stycznia 2012, 12:54

Wyprzedzam nieco wypadki, zakładam, że zwiad po zadaniu setnikowi ewentualnych pytan już ruszył. Zbrojmistrz zostaje z oddziałem. Poniżej opis wymarszu i sytuacji geopolitycznej zwiazanej z osadnictwem na Travarskim pograniczu, oczywiście to dzieło F.W. Kresa dostosowane do potrzeby pbf'u.

Tuż przed opuszczeniem stanicy, na majdanie, wszyscy konni usiedli w krąg na ziemi dotykając jej dłońmi by; piękny zwyczaj pogranicynej jazdy; pomilczeć przez krótką chwilę i poprosić w myślach Niepojętą Panią arillor, córk Thystoniusa władcy wojny; swoje szczęście wojenne; o możność dotykania ziemi zawsze tak, dłońmi, łagodnie i chętnie, nigdy zaś krwawym czołem po upadku z konia.
Setnik Rawat pierwszy wyjechał poza bramę. Żołnierze ruszyli jego śladem. Najpierw szła piechota, ciężka i lekka, potem jazda, dostosowując tempo do równego kroku prowadzących. Wyszliście jak na paradzie, trójkami, równo. Dopiero, gdy brama zamknęła się za nimi, rozluźnili szyk.

Rawat zatrzymał konia, oddział minął go. Nie będąc widzianym, pozwolił sobie na nieznaczny uśmiech. Martwił go mieszany skład oddziału ale krzepił duch, bojowa sprawność i prezencja żołnierzy. Ciężkozbrojni, w odsłoniętych kirysach, z krótkimi mieczami w okutych żelazem pochwach, nieśli tylko swoje topory i nieduże torby z prowiantem. Łucznicy, w narzuconych na kolczugi tunikach, prezentowali się mniej groźnie, ale bardziej zawadiacko, ze sterczącymi u ramion białymi pierzyskami strzał, w srebrzystych kapalinach na głowach. Wreszcie jazda na gorącokrwistych kasztanach, w lekkich lamelkowych pancerzach lub kolczugach, okrytych tunikami takimi jak u łuczników, z włóczniami w tulejach przy siodłach, a łukami i strzałami w sajdakach. Ostatnia trójka prowadziła juczne konie, obciążone dodatkowo; nieporęcznymi i zbędnymi w marszu ; tarczami ciężkiej piechoty. Zamigotały, tonące w błękitnych prostokątnych polach, srebrne gwiazdy Wiecznego Travaru.

Maszerujecie wzdłuż lasu, dalej rozciągał się step, ale na horyzoncie znowu majaczyła ciemna linia drzew. Tereny południowego Travaru były niczym olbrzymia szachownica: pole, las, pole, las, gdzieniegdzie; niczym samotna szachowa figura; wieś albo stanica, niemal żadnych dróg, wschód, zachód, północ, południe, tocząca się po niebie żółta kula słońca... Dopiero w środkowym Travarze, na Wielkich Równinach, lasów było mniej, za to na południowym wschodzie przy dartańskiej granicy, rozciągały się ogromne puszcze. Ale najżyźniejsze ziemie Travaru leżały właśnie tutaj, przy granicy ze Złoziemiem. Zrazu nie miał ich kto bronić... Skłócone travarskie gildie i koterie magnackie, wobec nieustannych wojen toczonych z sąsiadami i wzaajemnej rywalizacji, nie były w stanie należycie zabezpieczyć swoich granic. By zaludnić pogranicze, należało najpierw roztoczyć nad nim ciągłą kontrolę i dozór; bez stałych garnizonów, mogących zapewnić jaką taką opiekę wsiom, nie było nawet co myśleć o osadnictwie. Dopiero wewnętrzne zjednoczenie Travaru stworzyło ku temu możliwości. Zgodnie z edyktem Wysokiej Rady Travaru, osadnictwo na prawie południowym zapewniało ośmio-, dziesięcio-, a nawet piętnastoletni okres wolnizny, w zależności od bliskości granicy. Jednak opieka wojska wciąż była słaba i niepewna, co powodowało, że zamiast rzeki ciągnących na południe osadników, płynął tylko wątły strumyczek. I dopiero po nastaniu obecnego ustroju w mieście Travar uzyskał odpowiednie możliwości i środki. Odnowiono dwie potężne twierdze, Tor-gar i Rewin-gar, będące pozostałością po wewnętrznych waśniach jeszcze sprzed pogromu; pomnożono stanice. Poprawione prawo gwarantowało, po upływie okresu wolnizny, niewysokie i stałe świadczenia na rzecz szkatuły travarskiej: plon z piątej części łana. Wyprzedano część dóbr miejskich, nakładając na nowych właścicieli obowiązek obrony nabytych ziem; wynikało to zresztą z logiki faktów: ktokolwiek chciał czerpać zyski z nowych gruntów, musiał ich bronić przed Alerami (plemionami ze Złoziemia), mutantami, łowcami niewolników, sługami mrocznych kultów, orkowymi nomadami i powietrznymi łupieżcami bo zgliszcza nie przysparzały złota. Ryzyko związane z osiedleniem się zmalało, zaś warunki były dość korzystne, by znalazło się sporo chętnych do podjęcia wyzwania. Ziemi było w bród, każdy obrabiał jej tyle, ile chciał. Wydawano zezwolenia na wyrąb lasów i wywózkę rzadkich gatunków drewna, którego brakowało blizej Travaru. Chętnie wydawano też koncesje myśliwym. Zyski osiągane dzięki zagospodarowaniu nowych ziem powoli zaczęły przewyższać straty, jakie ponosiła Wysoka Rada Travaru dla utrzymania przygranicznych garnizonów. Ale zyski były tylko cześcia prawdy, linia osadnicza i system stanuic i fotrów był buforem ochronnym przed tym co mogło przyjsc ze Złoziemia, podobno powstawały tam zorganizowane spoleczności czestokroc zmilitaryzowane. Nie zawsze spaczone i nastwione na rzeź, ale niebezpieczne. Złoziemie kusiło, starozytne grobowce i kaery nosiły w sobie wiele zagrożen ale i kusiły skarbami.
Jednak żołnierska służba na pomocy była bardzo trudna, zaś życie w wioskach ciągle jeszcze niepewne...


Początkowo zamyślony Rawat jechał na samym końcu oddziału. Po jakimś czasie otrząsnął się nieco. Żołnierze żartowali, pośród ciężkozbrojnych rozbrzmiewały śmiechy. Setnik ponaglił nieco konia. Wyprzedziwszy jazdę i łuczników, znalazł się wkrótce blisko Birenety, idącej w drugiej trójce, obok Grombelardczyka. To wokół niej skupiały się śmiechy. Miała na głowie hełm; Rawat nie poznałby dziewczyny, gdyby nie usłyszał głosu:
...dlatego bitwę lubię. Tak, naprawdę lubię. Ale bieganie po tych trawach? To nudne. Tego jebanego biegania nie lubię.
Gadanie. Toczy się, że nadążyć nie sposób a idący z tyłu Doltar, najstarszy żołnierz w stanicy, trzasnął obróconym na płask żeleźcem topora potężny, osłonięty kolczugą zad dziewczyny. Żart, choć raczej niewyszukany, spodobał się nadzwyczajnie. Pośród śmiechów i dogadywań poczęto grzmocić się po zbrojach styliskami toporów. Szyk popękał, ale Rawat nie przerywał zabawy; owszem, rad był, że żołnierzom dopisuje humor. Wysunął się na czoło, nie chcąc bierną a natrętną obecnością psuć tego, w czym ani chciał, ani mógł uczestniczyć. Usłyszał, jak za jego plecami rozbawieni ciężkozbrojni poczęli, dla odmiany, docinać pieszym i konnym łucznikom:
ile to niosą tych patyków z pierzem, no popatrz... Potem rzuca takimi patykami, rzuca, rzuca... Wtem: masz, trafił i zabił.
Znowu rozbrzmiał śmiech. Śmiali się na równi kpiący i wykpiwani. Jak to zwykle bywa, żołnierze różnych formacji tradycyjnie rywalizowali ze sobą; zwłaszcza lekkozbrojni, bardziej cenieni w Armekcie, skłonni byli patrzeć nieco z góry na rębajłów. W garnizonach dochodziło nawet do bójek ale tylko czasem... bo wielkoludy chętnie wybijały łucznikom głupotę z głów przy pomocy zydli i ław. Zabraniano takich rzeczy, ale za niezłośliwe przytyki nikt nie zamierzał karać.
Topornik jak dąb; podjął Doltar natychmiast, gdy śmiech ucichł. Topór, tarcza... Co grunt, to grunt... Idziesz, zamach i trup, odpychasz tarczą, zamach, trup! Obijają się o ciebie jak o dąb...
Z jednej strony, z drugiej strony podchwycił któryś z łuczników a ty jak dąb: obeszczać cię mogą, zanim wyjrzysz z tej swojej skorupy.
Ja już takiego mocarza ustrzeliłam oznajmiła Agatra, niechybna łuczniczka co to niby dąb i topór, a jak co do czego, to dzidę miał za krótką... A do tego miękką.
Ryk śmiechu zagłuszył przekleństwo topornika.
Jak to było? Hej, Doltar?; bezlitośnie nalegała Agatra. Uśmiechnął się nawet Rawat.

Na nocny biwak rozłożyliście się w malutkim zagajniku. Niewielkie ognisko posłużyło do zagotowania zupy z mięsa i fasoli, potem je zgaszono. Rawat wyznaczył czaty i zarządził odpoczynek nocny. Obszedł posterunki, potem usiadł pod drzewem.
Włóczęga po lasach i stepach byłą stratą czasu. Wiedział, że na pewno nie odnajdzie zgrai w ten sposób. Złote Plemiona działały bezmyślnie, jak ogień, który niszcząc wszystko szaleje tak długo, aż zostanie ugaszony lub zabraknie mu żeru. I tak samo jak znajduje się ogień, znalazłby też złotą sforę: idąc tam, gdzie dymy i łuny... Ale niemal każde Srebrne Plemię łupieżców robiło inaczej: wypuściwszy zagony, uderzało na wioskę lub dwie wioski po czym wsiąkało w lasy i stepy. Szukaj wiatru w polu. Alerscy wojownicy mogli siedzieć cicho w byle zagajniku, czekając aż ustanie mrówcza bieganina wojska. Mogli wypłynąć znienacka dwadzieścia albo trzydzieści mil dalej. Mogli też wrócić pod ogołocone z załóg stanice. Mogli zrobić cokolwiek. Pojawić się nagle w samym środku prowincji Travaru. Coś takiego zakrawało nieledwie na cud... a przecież zdarzyło się kiedyś. Mała srebrna zgraja przekradła się przez gęste oczka sieci, utworzonej z przygranicznych strażniczych placówek. Nie wpadł na jej ślad żaden z licznych konnych patroli. Nie dostrzegli mieszkańcy żadnej wioski, nie dojrzał żaden myśliwy, nie zauważyli przypadkowi podróżni... Zgraja wypłynęła dopiero pod Riną, w samym centrum jednego z najgęściej zaludnionych okręgów Travaru. Nikt nie wiedział, czego Łupieżcy ze Złoziemia szukali tak daleko. Łupów? Krwi? Ofiar? Wszystkiego mogli mieć po drodze aż nadto...

Teraz zaczęło się tak samo: zgraja sforsowała niezbyt szeroką, lecz głęboką, dość wartko płynącą rzekę Lezenę - jeden z dopływów Wężowej Rzeki głownej wodnej arterii komunikacyjnej Travaru i nie została dostrzeżona przez gęsto rozstawione posterunki wartownicze. Jednak zaraz potem dała o sobie znać...
O świcie, a najdalej przed południem, powinien zjawić się zwiad. Setnik był pewien, że Goltwyn i Darion poradzą sobie, bardzo na to liczył. Zwiad wcale nie musiał zauważyć zgrai, mógł natknąć się na jej ślad. To by wystarczyło.
Ale mógł też wrócic z niczym. setnika zastanawiał ten dziwny cięzkozbrojny krasnolud Fauval, doskonała broń i szeroka wiedza na tematy zwiazane z zaopatrzeniem wojska zwłaszcza w kwestii uzbrojenia, setnik myślał o tym, co ktoś taki robił tuaj. Obecność zwiadowcy i złodzieja można było sobie łatwo wytłumaczyć ale zbrojmistrza tej klasy już znacznie trudniej...


Techniczny, zdolności bojowe:
Fauval - zbrojmistrz

Broń biała 5 ZR 15 D20+D6 - bardzo dobry
Unik 5 ZR 15 D20+D6 - bardzo dobry
Drugi atak 4 ZR 15 D20+D6 - bardzo dobry, koszt 3 pkt. żyw lub 1 Mocy i 1 żyw
Obrażenia - 16 st. broń wątkowa - Ciężka jednoręczna szabla Krawy Uśmiech k20 + k8

Obrony:
fiz 10 bez tarczy 12 z tarczą wynik na trafienie 11-12 oznacza cios w tarczę
mag 9
społ 10

Karma 6/6 D6

pancerz (bez sprzętu/w zbroi):
fizyczny 5/11
duchowy 4/7

Inicjatywa:
6 D10 bez zbroji / 4 D6 w walce i zbroji

Progi:
życia: 69
przytomności: 56
ran: 11




Darion - Złodziej

Broń biała 5 ZR 13 D12 + D10 - Duży sukces na Trafienie daje możność ciosu z zaskoczenia za 1 żyw
Atak z zaskoczenia* 4 ZR 12 2D10 - dobry
Unik* 7 ZR 15 20 + k6 - dobry
Riposta 3 ZR 14 k20 + k4 (1 żyw odbicie wrogiego ciosu, drugi pkt. zyw próba zripostowania kontrataku)
Drugi atak 4 ZR 13 d12 + D10 - dobry , koszt 3 pkt. żyw lub 1 Mocy i 1 żyw
Obrażenia - 15 st. broń wątkowa - Miecz k20 + k6
Obrażenia - 13 st. broń wątkowa - Łuk 2k10
Obrażenia - 9 st. broń wątkowa - Sztylet k8 + k6
Obrażenia - 8 st. broń wątkowa - Dmuchawka 2k6

Obrony:
fiz 10
mag 9
społ 8

Karma 6/6 D6

pancerz sórzana warstwowa wątkowa (bez sprzętu/w zbroi):
fizyczny 7
duchowy 3

Inicjatywa:
9 - k8 + k6 w walce i zbroji

Progi:
życia: 57
przytomności: 44
ran: 9


Goldhart - Zwiadowca

TALENTY
Unik* ( 5/13) 1 żyw k12+k10
Broń biała ( 7/15) 0 k20+k6
Sprint ( 2) 1 żyw
Riposta ( 5/16) 2 żyw k20+k6 (1 żyw odbicie wrogiego ciosu, drugi pkt. zyw próba zripostowania kontrataku)

Umiejętności bojowe

Zachowanie równowagi ( 5/ 13) k12 + k10
Broń strzelecka ( 5/13) k12 + k10

Obrażenia - 15 st. broń wątkowa - Miecz k20 + k6
Obrażenia - 15 st. broń wątkowa - Łuk k20 + k6

Charakterystyka:

Incjatywa Poziom : 8
Kostki : 2k6

Obrony Fizyczna : 10 (11 z puklerzem)
Magiczna : 10
Społeczna : 7

Pancerz Fizyczny : 7
Duchowy : 3

Obrażenia Próg Życia : 68
Próg Ran : 10
Próg Przytomności : 54


Jak tam dzielni Adepci, co robicie? Realizujecie zadania wyznaczone przez setnika, czy też jakiś własny przewrotny plan? Zmiany co do radzaju zbroji i używanej broni do uzgodnienia. Imię zwiadowcy też do negocjacji o ile che mieć inne.
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2012, 22:36 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 08 stycznia 2012, 20:26

Wątek techniczny:
Po wyjeździe za bramę od razu zmieniam nastawieni, koniec z odgrywaniem lekkoducha. Jadę konno przepatrując uważnie teren. Kieruję się prosto do wioski stanowiącą nasz cel. Jak będę w jej pobliżu szukam śladów, oceniam wioskę z ukrycia.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 stycznia 2012, 20:51

Na zwiad ruszacie na koniach które strachliwe nie są i zwykle zachowują się cicho, są specjalnie szkolone. Jako miejscowy lepiej teren zna Goltwyn ale i Darion pojęcie o tropieniu ma. Jesteście na oko jakąś godzinkę może dwie od poruszającego się dość wolno odzdziału mającego ciężkozbrojną piechotę w swoim składzie. Jesteście wśród pokrytych lasem wzgórz, około 150-200 metrów od was widzicie kilkadziesiąt istot, sama piechota, na razie Was nie dostzregli co robicie?
Ostatnio zmieniony 08 stycznia 2012, 21:08 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 08 stycznia 2012, 20:58

Wątek techniczny:
Ukrywam konia i podczołguję się w bezpieczne miejsce do obserwacji. Przyglądam się im dokładnie. Mają jeńców, są obładowani łupami, widać rannych? Co robią? Obozują, maszerują? Mają jakieś insygnia identyfikacyjne? Jednolite uzbrojenie? Jakiej są rasy?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 08 stycznia 2012, 21:15

Wątek techniczny:
Oto co dostrzegłeś lub dostrzegliście bo nie wiem co robi Goltwyn ;) po tym jak podkradłeś się nieco bliżej widzisz: grupę dziwnych stworzeń, poruszają się na zaopatrzonych w racice nogach. Ciało mają porośnięte sierścią, o barwie czarnej, szarej lub brunatnej, niektore maja rogi. Przypominają kozłoludy, mieszankę kozła z człowiekiem. Zbrojne są w maczugi i włócznie wydają odgłosy podobne do zwierząt, ich woń nie jest miła zmysłom, przypomina zapach spoconego konia lub czegoś znacznie gorszego, z bliska cuchną pewnie znacznie gorzej. Jest ich około trzydziestu, co robicie? Kilku niesie obcięte ociekajace krwią głowy: 2 krasnoludzkie, 3 ludzkie, 1 chyba elficka. Kilku ma rany ale są w dość dobrej formie, nie mają jeńców, przewodzi im osobnik przypominający Minotaura, na ile się orientujeci idą od osady do jakiej zmierzacie. Co robicie?
Ostatnio zmieniony 08 stycznia 2012, 22:40 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 09 stycznia 2012, 10:02

Wątek techniczny:
Wycofuję się do Goltwyna. Mówię co widziałem. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem było by gdyby jeden z nas udał się czym prędzej do oddziału, a drugi ruszył powiadomić wioskę o nadciągającym wrogu.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 09 stycznia 2012, 10:13

Banda zwierzoludów, niosąc swoje trofea w postaci odciętych głów kilku Dawców Imion; rusza dalej, nie kieruje się ani na Was, ani w stronę ludzi setnika Rawata.

Wątek techniczny:
Ciężko powiedzieć co się dzieje, oni idą od strony wioski Eryn, co nie znaczy że głowy jakie nosą należą do mieszkańców, ale kto to wie. Wcześniejszy zwiad i informacje od osadników donosiły o napadzie poczynionym przez Srebrnych Łupieżców, ci tutaj to zwierzoludy. Decyzja należy do Was. Do wioski jest około pół godziny jazdy, do oddziału Rawata 3-4 razy tyle. Generalnie mieliście wytropić zgraję Srebrnych łupieżców, ale potwierdzenie losów wioski Eryn byłoby nie od rzeczy, bo w stanicy nie ma pewności czy wioska uległa zniszczeniu czy ocalała. Co czynicie? Ci tutaj raczej nie są częścią Srebrnych Łupieżców, a niezależną grupą lub też częścią tzw. Złotych plemion - band zwierzoludzi i mutantów, dotkniętych skazą Horrorów i Złoziemia i walczących ze wszystkim co żyje.
Ostatnio zmieniony 16 stycznia 2012, 22:40 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 09 stycznia 2012, 12:38

Założyłbym rozdzielenie się. Jeden do piechurów, drugi w stronę wioski. Jako, że Zwiadowca odrobinę lepiej zna te tereny można pchnąć go dalej.
Z wyczuleniem na ruch, maruderów, zachowania zwierząt i chowaniem się po zaroślach.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 09 stycznia 2012, 13:07

Czyli co ? Rozdzielacie się i Darion wraca do oddziału z informacją o kozłoludach a zwiadowca Goltwyn rusza ku wsi Eryn? I po dokonaniu rekonesansu też wraca czy niekoniecznie? Czyli nie atakujeceie zwierzoludów? Wow... Co za wstrzemięźliwość. :P A Co Goldwin robisz z wierzchowcem? Wiążesz go do drzewa? Puszczasz samopas?. Czy badasz frgment terenu na pieszo i wracasz po wierzchowca?. Mamy zimę, bardzo łagodną na razie bez śniegu ale to jednak zima i wzmożona aktywność drapieżników np. Do Eryn macie niedaleko, czekam na ostateczną decyzję, czy do wioski ruszasz samojeden czy samowtór.
Ostatnio zmieniony 09 stycznia 2012, 13:13 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ