PBF - Pazur w mroku
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkatka
Słuchający opowieści podoficerowie pokiwali głowami, jeden z nich wysilił się nawet na gest sympatii klepiąc pokiereszowanego Ivana po ramieniu. Któryś z szeregowych wojaków obmacał żuchwę wytrzeszczającego martwe oczy trolla, zmierzył palcami największe zęby drapieżcy.
- Kawał skurczybyka - ocenił Khard cofając się o krok od żerdzi - Nieźle żeście się sprawili jak na łuczników, piękny strzał. Morrow musiał wam sprzyjać, żeście trafili bydlaka prosto w gębę.
- Ręka Menotha wiodła nasze strzały - odpowiedział natychmiast Volkh, tracąc sporo ze swej wesołości - To łaska Stworzyciela uśmierciła ten pomiot Żmija.
- Oczywiście - kiwnął głową podoficer w naciągniętej na uszy czapce, uśmiechając się kącikami ust w sposób zdecydowanie dla Kossyty zbyt kpiarski. Niemal wszyscy stacjonujący w mieście Khardowie byli morrowianami i chociaż w życiu codziennym nie przysparzało to zbyt wielu kłopotów, kossycka populacja Tverkutska kultywująca Starą Wiarę spoglądała na religijne praktyki żołnierzy z niesłabnącą niechęcią. Był to zresztą kolejny z powodów, dla których wzajemne stosunki Khardów i Kossytów w Tverkatce nie należały do serdecznych i zażyłych.
- Niechaj was zatem wasz Stworzyciel otacza łaskami - dodał drugi gwardzista z belkami podoficera na rękawie skórzni, poprawiając zwisający z ramienia garłacz i nakazując żołnierzom odstąpić od myśliwych - Zabierajcie to ścierwo i znikajcie, tarasujecie wejście.
Volkh i Ivash złapali czym prędzej za żerdź, podnieśli drąg w górę zakładając go sobie na ramiona i ruszyli w głąb wąskiej błotnistej uliczki, rozjeżdżonej kołami wozów i naznaczonej kupami końskiego nawozu. Idący w tyle Karakov obejrzał się chmurnie na gwardzistów słysząc ich ironiczne docinki i kpiny z menickich myśliwych, ale słowem się nie odezwał pomny tego, że zatarg z wojskowymi groził poważnymi kłopotami.
- Południowe ćwoki - syknął pod nosem w stronę kuzynów poprawiając wrzynające mu się w ciało paski skórzanego plecaka - Jak wszyscy Khardowie. Aż dziw, że to Praworządca ich spłodził, a nie Żmij.
- Cichaj, a nie bluźnij - odpowiedział tonem przestrogi spocony Volkh - Jak ci głupie myśli w łebie, kutasem się pobaw dla uciechy własnej i przechodniów, tak aby boskiej kary na siebie nie ściągniesz.
- Jak ma człek cicho siedzieć, kiedy oni ciągle nam urągają? - sarknął Ivan - Pchają się tu z butami i dumają se w łepetynach...
Reszta gniewnej wypowiedzi utonęła w nagłym zgrzytliwym hałasie tarczowej piły. Volkh zwolnił nieco kroku, zerknął w bok przez otwartą szeroko bramę na plac miejscowego tartaku, zastawiony wysokimi pryzmami porządnie przyciętego i ułożonego drewna. Podwójne wrota prowadzące do wnętrza murowanego tartaku również były otwarte oferując widok na wielkie zębate tarcze pił obracające się z zawrotną prędkością na żelaznych wałach wprawianych w ruch przekładaniami parowych bojlerów. Walące z tartacznych kominów kłęby gęstego czarnego dymu przybierały raz po raz białawej barwy, kiedy pracujący przy kotłach zziajani i mokrzy od potu ludzie upuszczali nadmiar pary ze zbiorników obniżając panujące w nich ciśnienie i chroniąc żelazne urządzenia przed niszczycielską w skutkach eksplozją. Ludzkie krzyki, niosące rozkazy i ponaglenia, tonęły w skowycie metalowych ostrzy tnących przyciągane z dziedzińca kłody dębiny.
Wątek techniczny
To jeden z miejscowych tartaków, wyposażony w krzyk najnowszej technologii - tarczowe piły o średnicy metra wprawiane w ruch parowymi kotłami. Drewno jest przyciągane do tartaku konnymi zaprzęgami, potem wrzuca się je na ruchome taśmociągi przesuwające kłody wprost pod ostrza. Praca jest bardzo męcząca i bardzo niebezpieczna, nie ma miesiąca bez ciężkich okaleczeń lub wypadku śmiertelnego, ale Volkh dorabia tu sobie od czasu do czasu ładując węgiel do kotłów i pilnując ciśnienia w bojlerach. Stawka za dwunastogodzinną dniówkę 10 kopytek (kopytko to podstawowa srebrna moneta w Khadorze, 1/10 sztuki złota).
Słuchający opowieści podoficerowie pokiwali głowami, jeden z nich wysilił się nawet na gest sympatii klepiąc pokiereszowanego Ivana po ramieniu. Któryś z szeregowych wojaków obmacał żuchwę wytrzeszczającego martwe oczy trolla, zmierzył palcami największe zęby drapieżcy.
- Kawał skurczybyka - ocenił Khard cofając się o krok od żerdzi - Nieźle żeście się sprawili jak na łuczników, piękny strzał. Morrow musiał wam sprzyjać, żeście trafili bydlaka prosto w gębę.
- Ręka Menotha wiodła nasze strzały - odpowiedział natychmiast Volkh, tracąc sporo ze swej wesołości - To łaska Stworzyciela uśmierciła ten pomiot Żmija.
- Oczywiście - kiwnął głową podoficer w naciągniętej na uszy czapce, uśmiechając się kącikami ust w sposób zdecydowanie dla Kossyty zbyt kpiarski. Niemal wszyscy stacjonujący w mieście Khardowie byli morrowianami i chociaż w życiu codziennym nie przysparzało to zbyt wielu kłopotów, kossycka populacja Tverkutska kultywująca Starą Wiarę spoglądała na religijne praktyki żołnierzy z niesłabnącą niechęcią. Był to zresztą kolejny z powodów, dla których wzajemne stosunki Khardów i Kossytów w Tverkatce nie należały do serdecznych i zażyłych.
- Niechaj was zatem wasz Stworzyciel otacza łaskami - dodał drugi gwardzista z belkami podoficera na rękawie skórzni, poprawiając zwisający z ramienia garłacz i nakazując żołnierzom odstąpić od myśliwych - Zabierajcie to ścierwo i znikajcie, tarasujecie wejście.
Volkh i Ivash złapali czym prędzej za żerdź, podnieśli drąg w górę zakładając go sobie na ramiona i ruszyli w głąb wąskiej błotnistej uliczki, rozjeżdżonej kołami wozów i naznaczonej kupami końskiego nawozu. Idący w tyle Karakov obejrzał się chmurnie na gwardzistów słysząc ich ironiczne docinki i kpiny z menickich myśliwych, ale słowem się nie odezwał pomny tego, że zatarg z wojskowymi groził poważnymi kłopotami.
- Południowe ćwoki - syknął pod nosem w stronę kuzynów poprawiając wrzynające mu się w ciało paski skórzanego plecaka - Jak wszyscy Khardowie. Aż dziw, że to Praworządca ich spłodził, a nie Żmij.
- Cichaj, a nie bluźnij - odpowiedział tonem przestrogi spocony Volkh - Jak ci głupie myśli w łebie, kutasem się pobaw dla uciechy własnej i przechodniów, tak aby boskiej kary na siebie nie ściągniesz.
- Jak ma człek cicho siedzieć, kiedy oni ciągle nam urągają? - sarknął Ivan - Pchają się tu z butami i dumają se w łepetynach...
Reszta gniewnej wypowiedzi utonęła w nagłym zgrzytliwym hałasie tarczowej piły. Volkh zwolnił nieco kroku, zerknął w bok przez otwartą szeroko bramę na plac miejscowego tartaku, zastawiony wysokimi pryzmami porządnie przyciętego i ułożonego drewna. Podwójne wrota prowadzące do wnętrza murowanego tartaku również były otwarte oferując widok na wielkie zębate tarcze pił obracające się z zawrotną prędkością na żelaznych wałach wprawianych w ruch przekładaniami parowych bojlerów. Walące z tartacznych kominów kłęby gęstego czarnego dymu przybierały raz po raz białawej barwy, kiedy pracujący przy kotłach zziajani i mokrzy od potu ludzie upuszczali nadmiar pary ze zbiorników obniżając panujące w nich ciśnienie i chroniąc żelazne urządzenia przed niszczycielską w skutkach eksplozją. Ludzkie krzyki, niosące rozkazy i ponaglenia, tonęły w skowycie metalowych ostrzy tnących przyciągane z dziedzińca kłody dębiny.
Wątek techniczny
To jeden z miejscowych tartaków, wyposażony w krzyk najnowszej technologii - tarczowe piły o średnicy metra wprawiane w ruch parowymi kotłami. Drewno jest przyciągane do tartaku konnymi zaprzęgami, potem wrzuca się je na ruchome taśmociągi przesuwające kłody wprost pod ostrza. Praca jest bardzo męcząca i bardzo niebezpieczna, nie ma miesiąca bez ciężkich okaleczeń lub wypadku śmiertelnego, ale Volkh dorabia tu sobie od czasu do czasu ładując węgiel do kotłów i pilnując ciśnienia w bojlerach. Stawka za dwunastogodzinną dniówkę 10 kopytek (kopytko to podstawowa srebrna moneta w Khadorze, 1/10 sztuki złota).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Zerknąłem w wolnej chwili na Wasz stan finansowy. Mimo, że używacie chwacko życia nocną porą, w Tverkutsku trudno przepuścić duże pieniądze, więc coś tam zaoszczędziliście na boku przez te ostatnie miesiące.
Sakiewki z pieniędzmi zwykliście chować pod obluzowaną deską podłogową na poddaszu, gdzie mieszkacie. Stan sakiewek poniżej.
Volkh - równowartość 140 kopytek w srebrze i miedzi. Ivan - 150 kopytek w srebrze i miedzi. Ivash - 160. Samo kopytko to nazwa potoczna khadoriańskiego srebrnika, na którym bije się na awersie symbol końskiego kopyta (konie należy utożsamiać z ważnym elementem kulturowego dziedzictwa Khardów).
A tutaj kilka przykładów siły nabywczej miejscowej waluty:
- haczyk na ryby - 1 kopytko;
- żelazny garnek - 5 kopytek;
- dzwonek do drzwi - 10 kopytek;
- gruby zimowy koc - 5 kopytek;
- kilogram szarego mydła - 10 kopytek;
- 10 świeczek - 1 kopytko;
- duży dzban piwa - 2 kopytka;
- przeszywanica (OB+1) - 50 kopytek.
Zerknąłem w wolnej chwili na Wasz stan finansowy. Mimo, że używacie chwacko życia nocną porą, w Tverkutsku trudno przepuścić duże pieniądze, więc coś tam zaoszczędziliście na boku przez te ostatnie miesiące.
Sakiewki z pieniędzmi zwykliście chować pod obluzowaną deską podłogową na poddaszu, gdzie mieszkacie. Stan sakiewek poniżej.
Volkh - równowartość 140 kopytek w srebrze i miedzi. Ivan - 150 kopytek w srebrze i miedzi. Ivash - 160. Samo kopytko to nazwa potoczna khadoriańskiego srebrnika, na którym bije się na awersie symbol końskiego kopyta (konie należy utożsamiać z ważnym elementem kulturowego dziedzictwa Khardów).
A tutaj kilka przykładów siły nabywczej miejscowej waluty:
- haczyk na ryby - 1 kopytko;
- żelazny garnek - 5 kopytek;
- dzwonek do drzwi - 10 kopytek;
- gruby zimowy koc - 5 kopytek;
- kilogram szarego mydła - 10 kopytek;
- 10 świeczek - 1 kopytko;
- duży dzban piwa - 2 kopytka;
- przeszywanica (OB+1) - 50 kopytek.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jak wydobrzeję pomyślę nad zakupem przeszywanicy. Niezłe te grafiki ze świata Iron. A jakąś lepszą broń do walki jak toporek można kupić?
Ostatnio zmieniony 11 stycznia 2012, 22:59 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkutsk
Garbarnia Mikhaila Padokina znajdowała się na końcu szerokiej, ale zaniedbanej ulicy, pełnej dziur i wyrastającej z nich kęp trawy. Odprowadzeni spory kawałek drogi przez ciekawskich przechodniów, harcujące w błocie dzieci i szczekające bezpańskie psy młodzieńcy poczuli prawdziwą ulgę na widok domostwa wuja. Roztaczany wokół dwupiętrowego budynku odór płuczek garbarskich odstraszał wielu chętnych do zamieszkania w tym kwartale, toteż większość sąsiednich domów świeciła pustkami albo zasiedlona była przez biedaków. Sami młodzieńcy szybko przywykli do specyficznego odoru domostwa, traktując go jako naturalny element swego życia i nie zdradzając większej ochoty do wyprowadzki, co dla odmiany wyraźnie irytowało ich ciotkę, Verę. Volkh podejrzewał zresztą, że głównym powodem niechęci ciotki nie było trzech młodych mężczyzn włażących co chwila z brudnymi butami do jej kuchni, tylko osoba samego Ivasha, ustawicznie kręcącego się przy dwóch dorastających córkach wuja.
Jedna z nich, Tamara, akuratnie urządziła pranie na niewielkim placyku przed garbarnią, za niewielkim murkiem i kutą z żelaza bramą będącą niezmiennie obiektem wielkiej dumy wuja. Szczupła i wysoka jak na Kossytkę przystało, zakasała wysoko rękawy szorując kawałkiem mydła rozciągnięte na drewnianej tarce lniane koszule. Zaplecione w warkocze ciemne włosy opadały jej na ramiona okalając ładną dziewczęcą twarz o wysokich kościach policzkowych i długich gęstych brwiach, pod którymi skrzyły się inteligentne przyjazne oczy.
Podniosła głowę, kiedy idący przodem Volkh pchnął niedomkniętą żelazną furtę, wypuściła z dłoni mydło, które chlupnęło prosto do balii.
- Ivan, co ci? - w podniesionym głosie dziewczyny zabrzmiała nuta autentycznej troski i Ivash z miejsca pożałował, że trollik nie ugryzł również jego samego - Matko, Miszka, pójdźcie jeno! Ivan raniony, trza się nim zająć!
- Ze mną też nie jest dobrze, Tania - zełgał naprędce Nazarko opuszczając żerdź na ziemię i dotykając z przejętą miną skroni - Straszniście żem się walnął w czerep, o, tutaj.
- Poczkaj chwilkę, matka się tobą zajmie - odpowiedziała Tamara pomagając zdjąć Ivanowi wypchany mięsem plecak i wręcz zmuszając zakrwawionego myśliwego, by ten usiadł na ocembrowaniu niewielkiej studni - Co ci się stało? Pokaż tę rękę, ale już!
Karakov syknął przez zaciśnięte zęby, kiedy Tania rozwiązywała mu prowizoryczny opatrunek na przedramieniu, ale gdy tylko zyskał ku temu sposobność, wywalił w stronę złego jak osa Ivasha język, upewniając się wpierw, że dziewczyna tego nie zauważy.
- Jeno rękę ma pokaleczoną - oświadczył wyniosłym tonem Nazarko - W kroku mu troll jeno spodnie potargał, tam akuratnie niczego mu opatrywać nie musisz!
Drzwi wiodące do domostwa otworzyły się z trzaskiem i na placyk wpadła Vera Padokinowa, tęga matrona o permanentnie poczerwieniałej twarzy, szorstka w obejściu dla wszystkich prócz swych rodzonych dzieci i skrzętnie strzegąca cnoty obu nastoletnich córek, ku niesłabnącej frustracji Ivasha. Krzepka mimo swych lat kobieta obrzuciła bacznym spojrzeniem Ivana i klęczącą przed nim Tanię, stojącego z zawiedzioną miną Ivasha i śmiejącego się pod nosem Volkha, na końcu zaś zatrzymała swe srogie spojrzenie na opasłym i stanowiącym odrażający widok trollowym żołądku.
- Coście znowu przywlekli, nicponie? - zagrzmiała załamując ręce nad oślizgłym zakrwawionym organem stwora i nie poświęcając zbytniej uwagi ranie Karakova - Co to niby jest? Kto to będzie jadł? Utrapienie z wami jeno, a zszargana spokojność ducha! Ryb mieliście przecie nałowić!
Wątek techniczny
Wiecie, czego mi zawsze jakoś we wszystkich przygodach brakowało? Bliższej lub dalszej rodziny! Nie ukrywajmy, rodzina jest dla wielu graczy ciężarem i utrapieniem i dotąd tego rodzaju wątki się w pebeefowych sesjach nie pojawiały, ale może to dobry moment, by nieco wzbogacić tło przygody? Nie zamierzam Was od razu pakować w teściowe czy nieślubne dzieci, ale dalsza rodzina pod postacią wujostwa chyba Was nie przeraża, co? Myślę, że może to przydać sesji przyjemnego smaczku. Wuj Mikhail to dobroduszny starszy wiekiem rzemieślnik, jego żona Vera jest sroga i zrzędliwa, dwaj dorośli synowie Nadim i Dogan pracują z ojcem w garbarni. Siedemnastoletnia Tamara i o rok młodsza Miszka kuszą dziewczęcym urokiem, ale pamiętne sarkania matki trzymają się po zmroku z dala od poddasza, na którym pomieszkują ich łasi na panieńskie wdzięki kuzyni.
I kto teraz padnie cioci do nóg przepraszając za zapaskudzony żołądkową posoką podwórek?!
Garbarnia Mikhaila Padokina znajdowała się na końcu szerokiej, ale zaniedbanej ulicy, pełnej dziur i wyrastającej z nich kęp trawy. Odprowadzeni spory kawałek drogi przez ciekawskich przechodniów, harcujące w błocie dzieci i szczekające bezpańskie psy młodzieńcy poczuli prawdziwą ulgę na widok domostwa wuja. Roztaczany wokół dwupiętrowego budynku odór płuczek garbarskich odstraszał wielu chętnych do zamieszkania w tym kwartale, toteż większość sąsiednich domów świeciła pustkami albo zasiedlona była przez biedaków. Sami młodzieńcy szybko przywykli do specyficznego odoru domostwa, traktując go jako naturalny element swego życia i nie zdradzając większej ochoty do wyprowadzki, co dla odmiany wyraźnie irytowało ich ciotkę, Verę. Volkh podejrzewał zresztą, że głównym powodem niechęci ciotki nie było trzech młodych mężczyzn włażących co chwila z brudnymi butami do jej kuchni, tylko osoba samego Ivasha, ustawicznie kręcącego się przy dwóch dorastających córkach wuja.
Jedna z nich, Tamara, akuratnie urządziła pranie na niewielkim placyku przed garbarnią, za niewielkim murkiem i kutą z żelaza bramą będącą niezmiennie obiektem wielkiej dumy wuja. Szczupła i wysoka jak na Kossytkę przystało, zakasała wysoko rękawy szorując kawałkiem mydła rozciągnięte na drewnianej tarce lniane koszule. Zaplecione w warkocze ciemne włosy opadały jej na ramiona okalając ładną dziewczęcą twarz o wysokich kościach policzkowych i długich gęstych brwiach, pod którymi skrzyły się inteligentne przyjazne oczy.
Podniosła głowę, kiedy idący przodem Volkh pchnął niedomkniętą żelazną furtę, wypuściła z dłoni mydło, które chlupnęło prosto do balii.
- Ivan, co ci? - w podniesionym głosie dziewczyny zabrzmiała nuta autentycznej troski i Ivash z miejsca pożałował, że trollik nie ugryzł również jego samego - Matko, Miszka, pójdźcie jeno! Ivan raniony, trza się nim zająć!
- Ze mną też nie jest dobrze, Tania - zełgał naprędce Nazarko opuszczając żerdź na ziemię i dotykając z przejętą miną skroni - Straszniście żem się walnął w czerep, o, tutaj.
- Poczkaj chwilkę, matka się tobą zajmie - odpowiedziała Tamara pomagając zdjąć Ivanowi wypchany mięsem plecak i wręcz zmuszając zakrwawionego myśliwego, by ten usiadł na ocembrowaniu niewielkiej studni - Co ci się stało? Pokaż tę rękę, ale już!
Karakov syknął przez zaciśnięte zęby, kiedy Tania rozwiązywała mu prowizoryczny opatrunek na przedramieniu, ale gdy tylko zyskał ku temu sposobność, wywalił w stronę złego jak osa Ivasha język, upewniając się wpierw, że dziewczyna tego nie zauważy.
- Jeno rękę ma pokaleczoną - oświadczył wyniosłym tonem Nazarko - W kroku mu troll jeno spodnie potargał, tam akuratnie niczego mu opatrywać nie musisz!
Drzwi wiodące do domostwa otworzyły się z trzaskiem i na placyk wpadła Vera Padokinowa, tęga matrona o permanentnie poczerwieniałej twarzy, szorstka w obejściu dla wszystkich prócz swych rodzonych dzieci i skrzętnie strzegąca cnoty obu nastoletnich córek, ku niesłabnącej frustracji Ivasha. Krzepka mimo swych lat kobieta obrzuciła bacznym spojrzeniem Ivana i klęczącą przed nim Tanię, stojącego z zawiedzioną miną Ivasha i śmiejącego się pod nosem Volkha, na końcu zaś zatrzymała swe srogie spojrzenie na opasłym i stanowiącym odrażający widok trollowym żołądku.
- Coście znowu przywlekli, nicponie? - zagrzmiała załamując ręce nad oślizgłym zakrwawionym organem stwora i nie poświęcając zbytniej uwagi ranie Karakova - Co to niby jest? Kto to będzie jadł? Utrapienie z wami jeno, a zszargana spokojność ducha! Ryb mieliście przecie nałowić!
Wątek techniczny
Wiecie, czego mi zawsze jakoś we wszystkich przygodach brakowało? Bliższej lub dalszej rodziny! Nie ukrywajmy, rodzina jest dla wielu graczy ciężarem i utrapieniem i dotąd tego rodzaju wątki się w pebeefowych sesjach nie pojawiały, ale może to dobry moment, by nieco wzbogacić tło przygody? Nie zamierzam Was od razu pakować w teściowe czy nieślubne dzieci, ale dalsza rodzina pod postacią wujostwa chyba Was nie przeraża, co? Myślę, że może to przydać sesji przyjemnego smaczku. Wuj Mikhail to dobroduszny starszy wiekiem rzemieślnik, jego żona Vera jest sroga i zrzędliwa, dwaj dorośli synowie Nadim i Dogan pracują z ojcem w garbarni. Siedemnastoletnia Tamara i o rok młodsza Miszka kuszą dziewczęcym urokiem, ale pamiętne sarkania matki trzymają się po zmroku z dala od poddasza, na którym pomieszkują ich łasi na panieńskie wdzięki kuzyni.
I kto teraz padnie cioci do nóg przepraszając za zapaskudzony żołądkową posoką podwórek?!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Jeśli o lepszą broń idzie, za 100 kopytek można kupić ciężki topór używany powszechnie przez gwardzistów (1k8 ran, krytyk x3). W kwestii zbroi jest większy wybór - oprócz przeszywanicy są też lekkie skórznie za 100 kopytek (OB+2) lub ich cięższe wersje za 250 kopytek (OB+3, kara do testów z pancerza -1).
Jeśli o lepszą broń idzie, za 100 kopytek można kupić ciężki topór używany powszechnie przez gwardzistów (1k8 ran, krytyk x3). W kwestii zbroi jest większy wybór - oprócz przeszywanicy są też lekkie skórznie za 100 kopytek (OB+2) lub ich cięższe wersje za 250 kopytek (OB+3, kara do testów z pancerza -1).
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Volkh ruszył ku ciotce i w teatralnym geście padł jej u nóg:
- Cioteczko kochana! Rybki łowilim jak cioteczka prikazała aż tu nagle troll wielki jak stodoła wpadł na nas i ryby co do jednej zeżarł i jeszcze chciał Ivana zeżreć, ale mu nie dalim. Trolla ubilim i pomyślelim, że nas cioteczka pokara srodze jak ryb nie naniesiem, tośmy z bębna tego trolla, nie miarkując wielkiego jak sieczkarnia, żołądek wycieli, a nie chybnie tamoj jeszcze cioteczkowe ryby pływają. A jak na kolacje się nie nadadzą (a napewno się nie nadzadzą - pomyślał) to wujaszkowi wora oddamy, rad będzie...
Patrzaj na Iwana, toż cały pogryzion przez tego głodomora. A jak bliżej spojrzysz to uwidisz, szczo on w miejscu nieobyczajnym wielce także pokąsan - uśmiechnął się chytrze Volkh.
- Cioteczko kochana! Rybki łowilim jak cioteczka prikazała aż tu nagle troll wielki jak stodoła wpadł na nas i ryby co do jednej zeżarł i jeszcze chciał Ivana zeżreć, ale mu nie dalim. Trolla ubilim i pomyślelim, że nas cioteczka pokara srodze jak ryb nie naniesiem, tośmy z bębna tego trolla, nie miarkując wielkiego jak sieczkarnia, żołądek wycieli, a nie chybnie tamoj jeszcze cioteczkowe ryby pływają. A jak na kolacje się nie nadadzą (a napewno się nie nadzadzą - pomyślał) to wujaszkowi wora oddamy, rad będzie...
Patrzaj na Iwana, toż cały pogryzion przez tego głodomora. A jak bliżej spojrzysz to uwidisz, szczo on w miejscu nieobyczajnym wielce także pokąsan - uśmiechnął się chytrze Volkh.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Volkh praw jest w tym co gada poza owym wstydliwym miejscem. W ramię mnie jeno pokąsał. A żołądek trolla wujaszkowi się przyda w garbarni i rad będzie. My go z życzliwości przynieślim nie na utrapienie.
Ostatnio zmieniony 12 stycznia 2012, 17:58 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Raz na wozie raz pod wozem jak to mawiają. Tamar stanowiła miły dla oka widok tak z przodu jak i o z tyłu. Z tyłu nawet milszy..
- Cioteczka się nie gniewa. Przywlekli my żołądek upolowanego trolla, który wujaszkowi droższy pieniędzy będzie. Mogli my zabrać tłuściutkie mięso roglacza, ale nam rodzinny interes ważniejszy. Narobili my się dzisiaj... Ivan prawie kawał przyrodzenia stracił jak go trollisko chapnęło. Jest jakaś strawa?
- Cioteczka się nie gniewa. Przywlekli my żołądek upolowanego trolla, który wujaszkowi droższy pieniędzy będzie. Mogli my zabrać tłuściutkie mięso roglacza, ale nam rodzinny interes ważniejszy. Narobili my się dzisiaj... Ivan prawie kawał przyrodzenia stracił jak go trollisko chapnęło. Jest jakaś strawa?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkatka
Oglądająca ugryzienia na ręce Ivana Tamara podniosła wzrok w kierunku matki, a w jej czarnych oczach pojawił się błysk napomnienia.
- Matuś, patrzaj jak go co użarło! Trza będzie wymyć, a maścią natrzeć! Miszka, gdzieś się włóczyła? Biegaj po maść na rany, a żwawo!
Szesnastoletnia córka Padokinów zrobiła na widok pokrwawionego Ivana przejętą minę, po czym obróciła się na pięcie powiewając grubymi warkoczami i podkasając szaroburą sukienkę wpadła przez próg do środka. Ivash poczuł dziwny dreszcz na widok jej odsłoniętych na krótką chwilę kształtnych łydek, oparł się na wszelki wypadek o ogrodzenie placyku, by sprawiać wrażenie ogromnie osłabionego i wymagającego natychmiastowej pomocy.
Wrzawa na placyku wywabiła w końcu z garbarni wuja Mikhaila i jego dwóch synów-bliźniaków: rosłych młodzianów, którzy odziedziczyli po ojcu zamiłowanie do babrania się w zwierzęcym tłuszczu zdrapywanym mozolnie ze skór, po matce zaś brak poczucia humoru i podejrzliwość wobec obcych, z kuzynami włącznie.
- Troll! - krzyknął Nadim nie potrafiąc opanować podniecenia, któremu na co dzień bliźniacy nader rzadko ulegali - Ubiliście prawdziwego trolla?
- Nie, wypchanego - prychnął Ivash, który nigdy nie lubił krewniaków-garbarzy mając im za złe uzasadnione zresztą utrudnianie kontaktów z uroczymi kuzynkami - Patrzaj, prosto z podestu ściągnięty sprzed koszar.
- Żołądek! - klasnął w dłonie wuj, odziany podobnie jak synowie w ubrudzony niewiadomego pochodzenia plamami skórzany fartuch i noszący grube, cuchnące zjełczałym tłuszczem rękawice - Synkowie, toście mi radość sprawili! Cały żołądek, nienaruszony! Wybornie, pięknie... Ivan, chłopcze, co tobie?
- Ugryzł mnie kurwi nieludź - wyjaśnił Karakov przywołując na twarz grymas twardego, cierpiącego z godnością człowieka - Ale się nie troskajcie, wuju, jeśli Tania się mną zaopiekuję, rychło ozdrowieję.
- Lepsiej niechaj się nim matula opiekują, tatku - doradził Dogan łypiąc niechętnym spojrzeniem na myśliwego - Matula przecie biegła w leczeniu czyraków, wrzodów, a świerzbu, to i z użarciem trollowym sobie poradzi.
- Nie stójcie jak kołki, pomóżcie im! - zarządził podniesionym głosem wuj Mikhail, to popatrując z ukontentowaniem na przywiązany wciąż do żerdzi trollowy żołądek, to z troską na Ivana - Zabierzcie im te plecaki, napitek jaki przynieście albo i miski z kaszą, przecie widać, że wygłodniali biedacy, niechajże spoczną!
Wątek techniczny
Wuj darzy Was szczerą sympatią przez wzgląd na bliskie pokrewieństwo, więc możecie być pewni, że dopóki ma coś do powiedzenia w domu, nikt Was nie ukrzywdzi. Jak z mięsem, ile zostawiacie z tych zdobycznych trzynastu kilogramów ciotce, a ile zabieracie do kwatermistrza wojskowego? (chyba, że chcecie utajnić posiadanie mięsa i sprzedać wszystko na boku, bo dotychczasowe dialogi skrzętnie przemilczają jego istnienie
).
Żołądek wzbudził wielką radość wuja, pewnie wieczorem cichaczem wpadnie Wam flaszka gorzałki na poddasze, wuj przemyca swym krewniakom od czasu do czasu kontrabandę za plecami gderliwej ciotki. Chociaż nie zarobiliście na tym przypadku czystej gotówki, w ujęciu bezgotówkowym chyba się Wam to opłaci!
Co teraz, najpierw z łbem do naczelnika czy z mięsem do koszar? (to różne lokacje w mieście, gwoli ścisłości). Idziecie wszyscy? A może Ivan woli zostać i odpocząć oddając swą osobę w troskliwe dłonie Tamary?
Oglądająca ugryzienia na ręce Ivana Tamara podniosła wzrok w kierunku matki, a w jej czarnych oczach pojawił się błysk napomnienia.
- Matuś, patrzaj jak go co użarło! Trza będzie wymyć, a maścią natrzeć! Miszka, gdzieś się włóczyła? Biegaj po maść na rany, a żwawo!
Szesnastoletnia córka Padokinów zrobiła na widok pokrwawionego Ivana przejętą minę, po czym obróciła się na pięcie powiewając grubymi warkoczami i podkasając szaroburą sukienkę wpadła przez próg do środka. Ivash poczuł dziwny dreszcz na widok jej odsłoniętych na krótką chwilę kształtnych łydek, oparł się na wszelki wypadek o ogrodzenie placyku, by sprawiać wrażenie ogromnie osłabionego i wymagającego natychmiastowej pomocy.
Wrzawa na placyku wywabiła w końcu z garbarni wuja Mikhaila i jego dwóch synów-bliźniaków: rosłych młodzianów, którzy odziedziczyli po ojcu zamiłowanie do babrania się w zwierzęcym tłuszczu zdrapywanym mozolnie ze skór, po matce zaś brak poczucia humoru i podejrzliwość wobec obcych, z kuzynami włącznie.
- Troll! - krzyknął Nadim nie potrafiąc opanować podniecenia, któremu na co dzień bliźniacy nader rzadko ulegali - Ubiliście prawdziwego trolla?
- Nie, wypchanego - prychnął Ivash, który nigdy nie lubił krewniaków-garbarzy mając im za złe uzasadnione zresztą utrudnianie kontaktów z uroczymi kuzynkami - Patrzaj, prosto z podestu ściągnięty sprzed koszar.
- Żołądek! - klasnął w dłonie wuj, odziany podobnie jak synowie w ubrudzony niewiadomego pochodzenia plamami skórzany fartuch i noszący grube, cuchnące zjełczałym tłuszczem rękawice - Synkowie, toście mi radość sprawili! Cały żołądek, nienaruszony! Wybornie, pięknie... Ivan, chłopcze, co tobie?
- Ugryzł mnie kurwi nieludź - wyjaśnił Karakov przywołując na twarz grymas twardego, cierpiącego z godnością człowieka - Ale się nie troskajcie, wuju, jeśli Tania się mną zaopiekuję, rychło ozdrowieję.
- Lepsiej niechaj się nim matula opiekują, tatku - doradził Dogan łypiąc niechętnym spojrzeniem na myśliwego - Matula przecie biegła w leczeniu czyraków, wrzodów, a świerzbu, to i z użarciem trollowym sobie poradzi.
- Nie stójcie jak kołki, pomóżcie im! - zarządził podniesionym głosem wuj Mikhail, to popatrując z ukontentowaniem na przywiązany wciąż do żerdzi trollowy żołądek, to z troską na Ivana - Zabierzcie im te plecaki, napitek jaki przynieście albo i miski z kaszą, przecie widać, że wygłodniali biedacy, niechajże spoczną!
Wątek techniczny
Wuj darzy Was szczerą sympatią przez wzgląd na bliskie pokrewieństwo, więc możecie być pewni, że dopóki ma coś do powiedzenia w domu, nikt Was nie ukrzywdzi. Jak z mięsem, ile zostawiacie z tych zdobycznych trzynastu kilogramów ciotce, a ile zabieracie do kwatermistrza wojskowego? (chyba, że chcecie utajnić posiadanie mięsa i sprzedać wszystko na boku, bo dotychczasowe dialogi skrzętnie przemilczają jego istnienie
Żołądek wzbudził wielką radość wuja, pewnie wieczorem cichaczem wpadnie Wam flaszka gorzałki na poddasze, wuj przemyca swym krewniakom od czasu do czasu kontrabandę za plecami gderliwej ciotki. Chociaż nie zarobiliście na tym przypadku czystej gotówki, w ujęciu bezgotówkowym chyba się Wam to opłaci!
Co teraz, najpierw z łbem do naczelnika czy z mięsem do koszar? (to różne lokacje w mieście, gwoli ścisłości). Idziecie wszyscy? A może Ivan woli zostać i odpocząć oddając swą osobę w troskliwe dłonie Tamary?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- To niechaj Iwan poczywa bo ranion okrutnie. Ciotuchna z Tamara ziolek nawarza - Volkh puscil oko do Ivasha. - A ja z Ivashem glowa trolla kwatermistrzowi oddamy.
Mlodzieniec dopiero teraz pomyslal o upolowanym roglaczu. Polglosem odezwal sie do kuzyna:
- Mieso chyba trza w domostwie ostawic. 13kg to nie jest wiele, a kwatermistrz dobrej ceny, skapiec, pewnie nie da. Bedzie wiecej pozytku jak ciotce roglacza sprawimy, bedzie gulasz jak ta lala!
Mlodzieniec dopiero teraz pomyslal o upolowanym roglaczu. Polglosem odezwal sie do kuzyna:
- Mieso chyba trza w domostwie ostawic. 13kg to nie jest wiele, a kwatermistrz dobrej ceny, skapiec, pewnie nie da. Bedzie wiecej pozytku jak ciotce roglacza sprawimy, bedzie gulasz jak ta lala!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkatka
Volkh odpiął od butów swe klamry do wspinaczki, z dumnym uśmiechem na twarzy potrząsnął nimi zwracając metalicznym brzękaniem uwagę swych druhów, odłożył wynalazek na ziemię. Napiwszy się wody z cebra stojącego przy studzience zdjął z grzbietu plecak i otworzył jego klapę wyciągając ze środka pocięte w mniejsze kawałki mięso roglacza.
- Patrzajcie, ciotuchno, cośmy miast rybów przynieśli - oznajmił z uśmiechem na ustach, wyciągając w stronę zachmurzonej krewniaczki kawał udźca - Świeżuteńkie mięso, z dzisiejszych łowów. Będzie wyśmienita strawa na wieczerzę, przecie lepszej od was kucharki w tym mieście człek nie uświadczy. Aż mnie ślinka kapie na myśl o gulaszu.
Vera Padokinowa wreszcie przestała się krzywić, co więcej, wejrzała na młodzieńca znienacka wzrokiem, w którym można się było dopatrzeć autentycznej życzliwości.
- Niechaj będzie, żeście się sprawili, nicponie - oznajmiła nakazując Miszce ruchem ręki przeniesienie zawartości plecaka do wnętrza domostwa - Zaiste piękne mięso, zdrowe i jędrne. Ryby żem miarkowała na wieczerzę podać, ale będziemy po wielkopańsku biesiadować. A ty nie stój przy Ivanie jak jaka kołka, Tamara, dawaj do kuchni po napitek i miski z kaszą! Patrzaj, jacy oni strudzeni, trza ich nakarmić!
Wątek techniczny
Ciotka w życzliwym nastroju, toż to istne święto! Zgodnie z deklaracją całość mięsa idzie na potrzeby własne rodziny. Przypominam też, że resztki roglacza zostały podciągnięte na lince na dębie i ktoś z Was deklarował chęć powrotu po drugi rzut zaopatrzenia. Jest późne popołudnie, więc jeśli chcecie bezpiecznie wrócić do domu przed zapadnięciem zmierzchu, musicie się sprężać z załatwieniem innych spraw w Tverkutsku albo przełożyć je na inny dzień.
Volkh odpiął od butów swe klamry do wspinaczki, z dumnym uśmiechem na twarzy potrząsnął nimi zwracając metalicznym brzękaniem uwagę swych druhów, odłożył wynalazek na ziemię. Napiwszy się wody z cebra stojącego przy studzience zdjął z grzbietu plecak i otworzył jego klapę wyciągając ze środka pocięte w mniejsze kawałki mięso roglacza.
- Patrzajcie, ciotuchno, cośmy miast rybów przynieśli - oznajmił z uśmiechem na ustach, wyciągając w stronę zachmurzonej krewniaczki kawał udźca - Świeżuteńkie mięso, z dzisiejszych łowów. Będzie wyśmienita strawa na wieczerzę, przecie lepszej od was kucharki w tym mieście człek nie uświadczy. Aż mnie ślinka kapie na myśl o gulaszu.
Vera Padokinowa wreszcie przestała się krzywić, co więcej, wejrzała na młodzieńca znienacka wzrokiem, w którym można się było dopatrzeć autentycznej życzliwości.
- Niechaj będzie, żeście się sprawili, nicponie - oznajmiła nakazując Miszce ruchem ręki przeniesienie zawartości plecaka do wnętrza domostwa - Zaiste piękne mięso, zdrowe i jędrne. Ryby żem miarkowała na wieczerzę podać, ale będziemy po wielkopańsku biesiadować. A ty nie stój przy Ivanie jak jaka kołka, Tamara, dawaj do kuchni po napitek i miski z kaszą! Patrzaj, jacy oni strudzeni, trza ich nakarmić!
Wątek techniczny
Ciotka w życzliwym nastroju, toż to istne święto! Zgodnie z deklaracją całość mięsa idzie na potrzeby własne rodziny. Przypominam też, że resztki roglacza zostały podciągnięte na lince na dębie i ktoś z Was deklarował chęć powrotu po drugi rzut zaopatrzenia. Jest późne popołudnie, więc jeśli chcecie bezpiecznie wrócić do domu przed zapadnięciem zmierzchu, musicie się sprężać z załatwieniem innych spraw w Tverkutsku albo przełożyć je na inny dzień.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Volkh, dopiero teraz o tym pomyslal, byl zaiste glodny jak wilk. Miska kaszy z omasta wydala mu sie oczyma wyobrazni daniem zaiste najprzedniejszym.
Zaraz jednak wrocil do rzeczywistoscic i przypomnial sobie o tuszy roglacza zostawionej w puszczy. Zasugerowal Ivashowi:
- Zjedzmy czym predzej i idziem do komendanta. Jak sie uda szybko glowe bez zbednych targow sprzedac to mozemy w te pedy poleciec z po reszte roglacza nim go wrony i krucy objedza. Powinnismy przed zmrokiem zdazyc tedy
Zaraz jednak wrocil do rzeczywistoscic i przypomnial sobie o tuszy roglacza zostawionej w puszczy. Zasugerowal Ivashowi:
- Zjedzmy czym predzej i idziem do komendanta. Jak sie uda szybko glowe bez zbednych targow sprzedac to mozemy w te pedy poleciec z po reszte roglacza nim go wrony i krucy objedza. Powinnismy przed zmrokiem zdazyc tedy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Istotne jest jednoznaczne zadeklarowanie, czy idziecie do posadnika Voyta pełniącego rolę burmistrza czy komendanta garnizonu czy kwatermistrza zajmującego się w koszarach zaopatrzeniem? Trzy różne osoby, trzy różne miejsca, trzy różne rozmowy...
Mieliście okazję rzucić okiem na pobieżny opis Tverkutska w topiku "Iron Kingdoms"?
Istotne jest jednoznaczne zadeklarowanie, czy idziecie do posadnika Voyta pełniącego rolę burmistrza czy komendanta garnizonu czy kwatermistrza zajmującego się w koszarach zaopatrzeniem? Trzy różne osoby, trzy różne miejsca, trzy różne rozmowy...
Mieliście okazję rzucić okiem na pobieżny opis Tverkutska w topiku "Iron Kingdoms"?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
Idziemy do kogos kto bedzie odpowiedzialny za wyplate nagrody za trolla. Wydawalo mi sie ze to bedzie komendant garnizonu.
EDIT: Idziemy do pasadnika Voyta z lbem, wedle wskazowki z jednego z postow.
Idziemy do kogos kto bedzie odpowiedzialny za wyplate nagrody za trolla. Wydawalo mi sie ze to bedzie komendant garnizonu.
EDIT: Idziemy do pasadnika Voyta z lbem, wedle wskazowki z jednego z postow.
Ostatnio zmieniony 12 stycznia 2012, 22:59 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.