PBF - Pazur w mroku

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 13 stycznia 2012, 09:42

- Może łeb zostawmy tutaj, a po resztę roglacza wracajmy. Ciekaw jestem czy nam do tego łba nóżki odrosną. Za taką maszkarę byśmy więcej kopytek dostali. Roglacza w lesie coś nam może zeżreć, a i przed zmrokiem trzeba wrócić.
Ivash mówił trochę niewyraźnie, ponieważ co chwilę do ust pchał kolejną łychę kaszy.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 stycznia 2012, 13:01

W sumie leb trolla nie zajac nie ucieknie, a i tez pewnie nikt tego lba nie zezre. Tedy chodzmy po roglacza wpierw

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 stycznia 2012, 21:16

Wątek techniczny

Rozumiem, że Ivan mimo wszystko zostaje w domu?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 stycznia 2012, 21:30

Po rozważeniu za i przeciw idę z kuzynami jednak, zawsze się na coś przydam, np. cosik mnie zeżre a oni ujdą... cało. prosze wujaszka by miał oko na trollowy łeb.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 stycznia 2012, 10:02

Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkutsk

Założywszy ponownie dopiero co zdjęte z butów zaczepy młodzieńcy pozostawili krewniaków wraz z łupem, zawracając czym prędzej w stronę bramy miasta. Uwolnieni od ciężaru zawieszonego na żerdzi, poruszali się znacznie szybciej, korzystając co chwila z drogi na skróty wiodącej przez wąziutkie zaułki, niskie ogrodzenia i placyki na tyłach piętrowych drewnianych domów.

- Poczekajcie - odezwał się Wilimov mijając jeden z przysadzistych magazynów, w których ludzie trudniącego się sprzedażą futer kajaza Gorimova składowali starannie oczyszczone i popakowane w drewniane skrzynie skóry lisów, gronostajów i norek. Kajaz Gorimov należał do bardziej zamożnych mieszkańców Tverkutska, kierując odziedziczonym po ojcu interesem z wielką biegłością i talentem. W rozlicznych karczmach powiadano cichaczem nad kuflami piwa, że talent ten rozciągał się również na bezwzględne eliminowanie z rynku słabszych konkurentów, ale trzej kuzyni nigdy nie wpadli na pomysł parania się handlem futrami, toteż nie mieli okazji przekonać się, czy posępna reputacja Gorimova była prawdziwa czy też składały się na nią jedynie plotki rozsiewane przez nieżyczliwych majętnemu przedsiębiorcy rywali.

Wątpliwości nie ulegał w zamian fakt, że kajaz był człowiekiem bogatym. Ilekroć Volkh miał sposobność przechodzić obok jego magazynów - a często nadkładał w tym celu drogi - zawsze przystawał przed żelaznym ogrodzeniem zerkając przez jego pręty na krzątających się po dziedzińcu robotników oraz ich dwóch niezwykłych pomagierów, rzygających kłębami czarnego dymu i stawiających sztywne kroki w nieludzkim mechanicznym rytmie, który niezmiennie Wilimova fascynował. To właśnie ich obecność dowodziła bezsprzecznej majętności kajaza, mało kto bowiem w Tverkatce mógł sobie pozwolić na kupno dwóch przemysłowych parobotów, pracujących w niezmiennym tempie od świtu do zmroku bez cienia zmęczenia, przenoszących ważące po sto kilogramów skrzynie z budynku do budynku lub ładujących je na sześciokołowe wozy transportujące dobra kajaza na południe kraju. Kanciaste człekokształtne sylwety poruszały się z metalicznym klangiem, pośród syku pary, stukotu pneumatycznych tłoków i szczękania sterujących ich kończynami kół zębatych, wprawiając ziemię w drżenie krokami o kilkutonowej sile nacisku.

Obu parobotów strzegł stary człowiek o pomarszczonej twarzy i rękach naznaczonych brzydkimi bliznami po starych oparzeniach, sprowadzony przez Gorimova z Okhu, ale pochodzący podobno gdzieś z Portu Vladovar. Volkh nie miał nigdy sposobności z nim porozmawiać, chociaż czyhał na taką okazję, słyszał jednak, że stary Khard był odludkiem i rzadko opuszczał pokój oddany mu do dyspozycji w posiadłości kajaza, dzieląc czas wyłącznie pomiędzy pracę i nocny spoczynek. Potężne parowe konstrukty słuchały jego rozkazów niczym doskonale wyszkolone argusy, reagując na każde wypowiedziane suchym starczym głosem słowo, nigdy nie potrzebując powtórzenia.

- W łebie mnie się nie mieści, co ty w nich widzisz - sarknął Ivash - Kupa klekoczącego złomu, hałaśliwa, niezgrabna i śmierdząca dymem.


Wątek techniczny

Taka mała wstawka klimatyczna, służąca przybliżeniu wyglądu Tverkutska. Oprócz parobotów wojskowych w użyciu jest również wiele cywilnych modeli, pozbawionych uzbrojenia i opancerzenia, ale wciąż naturalnie potężnych - kto chciałby się bić na pięści z żelaznym konstruktem ważącym dwie albo trzy tony?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 14 stycznia 2012, 12:32

Volkh, ja nie wiem co Ty widzisz w tych parobotach. Wielkie pokraczne i robi dużo hałasu.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 stycznia 2012, 17:26

- Ech jak wy co powieta... Oba takie stare, a takie uparte jak capy w ciemnocie - z przekąsem rzucił Volkh. Sam jako rodowity kossyta, zdecydowanie odbiegał od przeciętnego wzierunku mieszkańca północy: tradycjonalisty niechętnego nowym technologiom. Przejawiał w oczach współziomków wręcz niezdrową fascynację maszynami. Zadumał się i po chwili dał już dobrze znane, wielokrotnie powtarzane kuzynom kazanie:

- Te paroboty to jest przyszłość. Li Ty wiesz skolko sjiły ma taki parobot? Ty sam widjał kiedyśmy w kamaszach byli jaka moc onych maszin. Toż on sam robote dwóch tuzinów ludzi odstawia, a cieławiek może leżjet i miód pić. Nie wolałbyś Ivan teraz Tamarze cholewki smarzyć ino drzeć kulasy do lasu po mięsiwo? Ha! Miałbyś parobota to by ony paszoł sam i roglacza bez wysiłku jakowego pod dom pryniosł.

Volkh patrzył na pracujące w zakładzie paroboty jak zauroczony. Żeby tak los sprawił Volkhowi prezent i podarował choćby rozbitego parobota. Ino miałby troche parowników i złomu, zaraz by zbudował, może nie parobota bo to już zaawansowana technika ale coś prostszego. W głowie mechanika od dłuższego czasu kiełkowała szalona wizja poparta nawet kilkoma wstępnymi rysunkami - wynalazku zwanego roboczo pomagjerem. Fakt faktem przed Volkhiem wciąż piętrzyło się kilka teoretycznych problemów technicznych. Te jednak mogły być łatwo sprawdzone i skorygoane w praktyce i były niczym wobec istniejących trudności materiałowych. Póki co na cały warsztat młodzieńca składało się trochę narzędzi i kilka starych, lub skradzionych z tartaku części.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 15 stycznia 2012, 11:04

Volkh nie wpatruj się w te paroboty jak sroka w kość idziemy ku roglaczowi, bo coraz ciemniej się robi, w nocy będziesz dumał co tu zbudować w przyszłości, cała ta maszyneria niewiele warta po mojemu.
Ostatnio zmieniony 15 stycznia 2012, 15:40 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 15 stycznia 2012, 15:29

- Masz tylko połowę racji Volkh. Wszystko jest dobrze dopóki taka maszyna działa dla Ciebie. Jak ktoś ją wykorzysta przeciwko nam, to będzie dopiero masakra. Wyobraź sobie na przykład tego tu. Nagle psuje się i zaczyna zabijać kobiety i dzieci. Zanim byśmy go powstrzymali leżały by tu stosy trupów. I nie mów mi o zabezpieczeniach, z pewnych źródeł wiem, że każde da się złamać. Im większa siła tym większa odpowiedzialność.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 stycznia 2012, 17:12

- Oba tak gadacie, bo wam kapłani głupot do głów nakładli i się sami nowego, co idzie, boją. Przed postępem nie ubieżym, można go jeno szybciej oswoić i do swego użyć. Ach zresztą co bedę po próżnicy gawarił... - Volkh zrezygnowany machnął ręką, świadom swych druhów i swojego światopoglądu, po czym ruszył w ślad zza oddalającymi się kuzynami, wciąż zerkając przez ramię na niesamowite maszyny...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 stycznia 2012, 20:16

Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, Tverkutsk

Przy bramie straż trzymali ci sami żołnierze, którzy niedawno z ożywieniem oglądali łup myśliwych. Niektórzy rozsiedli się w cieniu wartowniczych wież na zewnątrz palisady wodząc znudzonym wzrokiem po odległej o blisko milę linii lasu, inni krążyli po drewnianym pomoście nad bramą. Dwaj podoficerowie palili fajki oparci plecami o uchylone szeroko skrzydło wrót, rozmawiając ze sobą przyciszonymi głosami.

- Mało wam jednego trolla? - odezwał się jeden z nich na widok nadciągających żwawym krokiem Kossytów - Aż dziw jak niektórych rozpiera żar młodości. Chcecie ustrzelić następnego?

- Że młodość, to widać, ale czy to żar czy głupota, trudno orzec - wtrącił drugi, starszy wiekiem mąż o sumiastych wąsach i naznaczonym starymi rysami napierśniku - Chyba, że chcecie tego młodego na wabia wystawić, coby zapachem krwi sagu albo czarnogrzywa ściągnął?

Khard wskazał palcem na Ivana, który mimo świeżo założonych przez Tamarę opatrunków poruszał się z zauważalną niezgrabnością, wywoływaną bólem w podrapanym przez trollika udzie. Karakov skrzywił się cierpko w odpowiedzi, podniósł wyżej głowę dając zadartym podbródkiem do zrozumienia, że za nic ma sobie docinki wojskowych.


Wątek techniczny

Możecie wyjść z miasta bez przeszkód. Jeśli chcecie rzucić pod adresem żołdaków jaką wyniosłą uwagą, teraz jest ku temu dobry moment, inaczej pchnę akcję dalej. Chcecie wrócić do kotlinki tą samą drogą, co wcześniej (zostawialiście za sobą na ścieżkach ślady krwi z wykrojonego z roglacza mięsa oraz szczątków trolla, co mogło zwrócić uwagę jakiegoś drapieżnika) czy inną okrężną ścieżką, która wydłuży czas podróży?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 16 stycznia 2012, 20:27

Wy tam nie udajcie takich cwanych. Kryjecie się za murami a nam przygadujecie. Mamy sprawę to wracamy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 stycznia 2012, 20:32

Wątek techniczny

Dajcie proszę znać, którą drogą wracacie po roglacza? (szczegóły we wcześniejszym poście)!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 stycznia 2012, 20:33

- Spokojna wasza, mamy swoje sposoby. Nie pójdiom waszym sposobem na trolla - kupą i z hałasem. Toć wiadom, że każdym razem kak pojdziecie polować to któryś z was na noszach wraca albo nie wraca. Trolle ljubjot sołdatów w puszkach... - Volkh uśmeichnął się krzywo do wąsatego strażnika. Szkoda mu było młodych żołnierzy, którzy ginęli w walkach z trollami, chciał jednak dopiec khardowi. żeby tak mieli kilka parobotów, tedy raz-dwa z trollami porządek by zrobili.


Wątek techniczny

W związku z raną Ivana to lepiej będzie chyba na skróty, cobyśmy przed zmrokiem zdążyli. Co mi podpowiada łowiecki instynkt?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 stycznia 2012, 20:34

Trzeci tydzień Golovusu 602 AR, lasy opodal Tverkutska

Uwolnieni od wcześniejszego ciężaru żerdzi i wiszącej na niej zdobyczy, młodzieńcy pokonali drogę dzielącą ich od leśnej kotliny w przeciągu niecałej godziny, wracając na miejsce polowania okrężnymi ścieżkami. Przemykali się chyżo niewielkimi przecinkami, dając staranne baczenie, by unikać wyjątkowo wielkich drzew i ukrywać się pomiędzy gęstymi kępami zarośli. Szukające wciąż pożywienia sagu rzadko kiedy atakowały z odkrytych przestworzy - w przeciwieństwie do mniejszych drapieżnych ptaków olbrzymy te wolały zasadzać się na gałęziach wielkich drzew lub na skalnych turniach, tkwiąc zazwyczaj w bezruchu i czyhając na nieostrożną zdobycz.

Wiatr przybrał nieco na sile, kołysząc koronami drzew. Wsłuchani w szelest liści i skrzypienie konarów kuzyni bacznie doszukiwali się w tych dźwiękach nut mogących świadczyć o jakimkolwiek zagrożeniu, ale ledwie raz czy dwa dosłyszeli w oddali wilcze wycie. Wiewiórki i małe ptaki pierzchały na ich widok nie dając mężczyznom dość czasu na naciągnięcie cięciwy, a żaden z nich zresztą nie zamierzał na niewielkie zwierzątka polować. Słoneczna tarcza wisiała na zachodnim krańcu nieba, zniżając się coraz bardziej ku koronom puszczy. Zrobiło się zimniej, pozbawiona ciepła coraz krótszych promieni słońca kraina wypełniała się wieczornym chłodem i półmrokiem wypełzającym spomiędzy sękatych korzeni drzew. W co gęściejszych zagajnikach ciemność zalegała dywanem na leśnym poszyciu, przydając drzewkom fantazyjnych kształtów kojarzących się z przyczajonymi stworzeniami.

- Strzeż nas, o Panie, przed dzikimi bestiami, przed pomiotem Żmija i leśnymi skrzatami - powiedział cicho Ivash wyciągając spod kurty drewniany menofiks i przykładając przedmiot na krótką chwilę do ust. Pozostali dwaj myśliwi położyli prawe pięści na schowanych pod odzieniem amuletach, oddając tym niemym gestem hołd majestatowi Praworządcy.

- Już my prawie doszli - szepnął Volkh wyciągając z sajdaka łuk, a z kołczanu strzałę. Myśliwi wiedzieli doskonale, że podciągnięta na rzemieniu nad ziemię tusza roglacza wcale nie była bezpieczna przed zakusami co bardziej zdesperowanych drapieżników, o innych łowcach nie wspominając. Inni Kossyci też polowali w okolicy, a porzucony w głuszy łup potrafił szybko zmienić właściciela, zwłaszcza w przypadku prawdziwych ludzi lasu zamieszkujących odległe puszczańskie sadyby. Zima nadciągała coraz większymi krokami, a wraz z nią nieodmiennie groźba głodu skłaniająca rozumne istoty do jeszcze zacieklejszej walki o pożywienie.


Wątek techniczny

Jesteście opodal rzeczonej kotlinki, o rzut kamieniem od dębowego zagajnika skrytego za pobliskim wzniesieniem terenu. Nadciąga zmierzch, więc trzeba się śpieszyć. Zachowujecie jakieś przesadne środki ostrożności czy raczej staracie się sprężać, by obrócić przed zmrokiem do domu?

ODPOWIEDZ