PBF - Pazur w mroku
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Wysłuchawszy Ivana dowódca warty pokiwał głową, a potem machnął ręką za siebie dając znać ludziom tkwiącym na parapecie nad bramą, że wszystko jest w porządku, a obcy nie stanowią zagrożenia.
- Kajaz akuratnie u siebie, zapytamy, czy od razu was przyjmie, alem o to raczej spokojny - oznajmił wysoki wąsacz wiodąc gości za palisadę - Jak kto z daleka przybywa, to go pan od razu przyjmuje, zawsze wieści ciekawy.
- Podziękować - skinął grzecznie głową Volkh, przechodząc przez bramę na ubitą ulicę biegnącą pomiędzy zbudowanymi z porządnie ociosanych drewnianych bali domami o spadzistych dachach - Będziem kajazowi wielce wdzięczni.
- A on nam - mruknął cichutko pod nosem Ivash, rozglądając się uważnie wokół - A jak wy zwiecie tę sadybę, dobry człowieku? Macie tu jakoweś wioskowe miano?
- Długo wcale nazwy tu nie było - odparł wąsacz - Ale tera ludziska na osadę Zarenivka wołają.
- A, Zarenivka - pokiwał głową Nazarko - Jakże akuratnie utrafione. Powinszować pomysłu.
- Też tak myślę - odparł wąsacz, ewidentnie nie dostrzegając sarkazmu ukrytego w przesadnie zachwyconej reakcji Ivasha.
Nazarko wysforował się na czoło grupy, wiedziony przez wąsacza i trzech innych ludzi Zareniva w stronę wzniesionego pośrodku sadyby kilkupiętrowego drewnianego dworu o niewielkich okienkach i krytym gontami dachu. Wzrok kossyckiego myśliwego umiejętnie taksował mijanych mieszkańców, ich porządne odzienie, naostrzoną broń i solidne narzędzia, dobrze podtuczone zwierzęta gospodarskie, zdrowe roześmiane dzieci. Zarenivka nie przejawiała najmniejszych oznak głodu czy chorób, a wygląd tutejszych osadników dowodził sporej zamożności poddanych kajaza. W powietrzu niósł się stukot młotków i zgrzyt pił wieszczący budowę nowego domu, wtórował mu szczęk uderzanego rytmicznie kowadła i niski szum kowalskich dmuchaw. Na wystawionych przed warsztatem garbarza drewnianych ramach schły wprawnie obrobione zwierzęce skóry, roztaczające wokół charakterystyczny zapach przywodzący kuzynom na myśl domostwo wuja Padokina, a Ivashowi wręcz - nie wiedzieć zupełnie czemu - wyobrażenie nagich piersi Tamary.
Wąsacz wspiął się po schodkach prowadzących do dworku, otworzył je zapraszając gości do obszernej sieni.
- No to szykujta się - mruknął pod nosem Ivan Karakov, oddychając głęboko i przestępując próg domostwa kajaza Zareniva.
Wątek techniczny
Pora przejść do konkretów. Jesteście w progach pana i władcy tego skrawka Tverkatki, więc sugeruję ściągnąć czapki z głów.
Wysłuchawszy Ivana dowódca warty pokiwał głową, a potem machnął ręką za siebie dając znać ludziom tkwiącym na parapecie nad bramą, że wszystko jest w porządku, a obcy nie stanowią zagrożenia.
- Kajaz akuratnie u siebie, zapytamy, czy od razu was przyjmie, alem o to raczej spokojny - oznajmił wysoki wąsacz wiodąc gości za palisadę - Jak kto z daleka przybywa, to go pan od razu przyjmuje, zawsze wieści ciekawy.
- Podziękować - skinął grzecznie głową Volkh, przechodząc przez bramę na ubitą ulicę biegnącą pomiędzy zbudowanymi z porządnie ociosanych drewnianych bali domami o spadzistych dachach - Będziem kajazowi wielce wdzięczni.
- A on nam - mruknął cichutko pod nosem Ivash, rozglądając się uważnie wokół - A jak wy zwiecie tę sadybę, dobry człowieku? Macie tu jakoweś wioskowe miano?
- Długo wcale nazwy tu nie było - odparł wąsacz - Ale tera ludziska na osadę Zarenivka wołają.
- A, Zarenivka - pokiwał głową Nazarko - Jakże akuratnie utrafione. Powinszować pomysłu.
- Też tak myślę - odparł wąsacz, ewidentnie nie dostrzegając sarkazmu ukrytego w przesadnie zachwyconej reakcji Ivasha.
Nazarko wysforował się na czoło grupy, wiedziony przez wąsacza i trzech innych ludzi Zareniva w stronę wzniesionego pośrodku sadyby kilkupiętrowego drewnianego dworu o niewielkich okienkach i krytym gontami dachu. Wzrok kossyckiego myśliwego umiejętnie taksował mijanych mieszkańców, ich porządne odzienie, naostrzoną broń i solidne narzędzia, dobrze podtuczone zwierzęta gospodarskie, zdrowe roześmiane dzieci. Zarenivka nie przejawiała najmniejszych oznak głodu czy chorób, a wygląd tutejszych osadników dowodził sporej zamożności poddanych kajaza. W powietrzu niósł się stukot młotków i zgrzyt pił wieszczący budowę nowego domu, wtórował mu szczęk uderzanego rytmicznie kowadła i niski szum kowalskich dmuchaw. Na wystawionych przed warsztatem garbarza drewnianych ramach schły wprawnie obrobione zwierzęce skóry, roztaczające wokół charakterystyczny zapach przywodzący kuzynom na myśl domostwo wuja Padokina, a Ivashowi wręcz - nie wiedzieć zupełnie czemu - wyobrażenie nagich piersi Tamary.
Wąsacz wspiął się po schodkach prowadzących do dworku, otworzył je zapraszając gości do obszernej sieni.
- No to szykujta się - mruknął pod nosem Ivan Karakov, oddychając głęboko i przestępując próg domostwa kajaza Zareniva.
Wątek techniczny
Pora przejść do konkretów. Jesteście w progach pana i władcy tego skrawka Tverkatki, więc sugeruję ściągnąć czapki z głów.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Volkh odetchnął głęboko. Zbliżające się spotkanie z Kajazem powodowało dziwny ścisk w żołądku. W końcu nie na co dzień młody kossyta miał okazję w ciągu jednego dnia spotykać murnika i rozmawiać z oligarchą. Postanowił jednak zbytnio nie wpadać w czołobitne ukłony przed Kajazem. W końcu to oni wyświadczyli Zarenivovi przysługę i nie pokonali całej długiej drogi z Tverkutska aby błagać o przysługi czy łaski. Spełniali raczej mennicki obowiązek. Volkh oczywiście miał cichą nadzieje, że może im coś skapnie z pańskiego stołu, ale nie liczył na to zbytnio. Sam fakt, iż dzierżył w dłoni legendarny paladyński oręż zdawał mu się większą nagrodą niźli Kajazowa łaska.
Wciągnął powietrze głośno, starając się ukoić rosnący stres i szepnął cicho:
- Załatwmy to szybko kumowie. Jeno zachowujmy się poważnie i bez głupich krotochwil. Zareniv to bogaty pan i nie w smak mu może wpaść nasze poczucie humoru. - I w myślach zaczął sklecać powitalną mowę...
Volkh odetchnął głęboko. Zbliżające się spotkanie z Kajazem powodowało dziwny ścisk w żołądku. W końcu nie na co dzień młody kossyta miał okazję w ciągu jednego dnia spotykać murnika i rozmawiać z oligarchą. Postanowił jednak zbytnio nie wpadać w czołobitne ukłony przed Kajazem. W końcu to oni wyświadczyli Zarenivovi przysługę i nie pokonali całej długiej drogi z Tverkutska aby błagać o przysługi czy łaski. Spełniali raczej mennicki obowiązek. Volkh oczywiście miał cichą nadzieje, że może im coś skapnie z pańskiego stołu, ale nie liczył na to zbytnio. Sam fakt, iż dzierżył w dłoni legendarny paladyński oręż zdawał mu się większą nagrodą niźli Kajazowa łaska.
Wciągnął powietrze głośno, starając się ukoić rosnący stres i szepnął cicho:
- Załatwmy to szybko kumowie. Jeno zachowujmy się poważnie i bez głupich krotochwil. Zareniv to bogaty pan i nie w smak mu może wpaść nasze poczucie humoru. - I w myślach zaczął sklecać powitalną mowę...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Kajaz Igor Zareniv okazał się czystej krwi Kossytą, wysokim mężczyzną o posiwiałych skroniach, ale wciąż jeszcze krzepkim ciele, odzianym w narzucone na lekką skórznię futro olbrzymiego czarnogrzywa. Nie miał przy sobie żadnej broni, ale kuzyni nie wątpili, że w razie kłopotów towarzyszący kajazowi przyboczni bez trudu poradziliby sobie z każdym niesfornym intruzem. Było ich czterech, wszystkich bez wyjątku rosłych i posępnych, świdrujących gości podejrzliwymi spojrzeniami. Dłonie stojących po bokach siedziska Zareniva mężczyzn spoczywały na styliskach wspartych o drewnianą podłogę ciężkich toporów, obwiązanych cieniutkim rzemieniem i starannie wyważonych. Dwa myśliwskie psy śpiące u stóp właściciela Zarenivki otworzyły leniwie ślepia, po czym zamknęły je ponownie nie widząc powodów do przerywania popołudniowej drzemki.
- Witajcie w moich progach. Jeśliście przybyli w dobrej woli, błogosławieństwo Menotha z wami - powiedział formalnie kajaz, jednakże nie podniósł się z siedziska, dając tym samym do zrozumienia, iż nie uważa przybyszów za godnych pełnego ceremoniału powitania, zarezerwowanego zwyczajowo dla osób szlachetnie urodzonych, dorównujących gospodarzowi wpływami albo serdecznych przyjaciół - Co was tutaj sprowadza?
Karakov przesunął spojrzeniem po grubym futrze czarnogrzywa trzymającym się barków Zareniva dzięki kilku kunsztownym złotym spinkom, przełknął ślinę starając się jak najlepiej ukryć swe zdenerwowanie.
Wątek techniczny
Cóż, nie ma co odwlekać tego momentu, prawda? Gadajcie, co was tu sprowadza.
Kajaz Igor Zareniv okazał się czystej krwi Kossytą, wysokim mężczyzną o posiwiałych skroniach, ale wciąż jeszcze krzepkim ciele, odzianym w narzucone na lekką skórznię futro olbrzymiego czarnogrzywa. Nie miał przy sobie żadnej broni, ale kuzyni nie wątpili, że w razie kłopotów towarzyszący kajazowi przyboczni bez trudu poradziliby sobie z każdym niesfornym intruzem. Było ich czterech, wszystkich bez wyjątku rosłych i posępnych, świdrujących gości podejrzliwymi spojrzeniami. Dłonie stojących po bokach siedziska Zareniva mężczyzn spoczywały na styliskach wspartych o drewnianą podłogę ciężkich toporów, obwiązanych cieniutkim rzemieniem i starannie wyważonych. Dwa myśliwskie psy śpiące u stóp właściciela Zarenivki otworzyły leniwie ślepia, po czym zamknęły je ponownie nie widząc powodów do przerywania popołudniowej drzemki.
- Witajcie w moich progach. Jeśliście przybyli w dobrej woli, błogosławieństwo Menotha z wami - powiedział formalnie kajaz, jednakże nie podniósł się z siedziska, dając tym samym do zrozumienia, iż nie uważa przybyszów za godnych pełnego ceremoniału powitania, zarezerwowanego zwyczajowo dla osób szlachetnie urodzonych, dorównujących gospodarzowi wpływami albo serdecznych przyjaciół - Co was tutaj sprowadza?
Karakov przesunął spojrzeniem po grubym futrze czarnogrzywa trzymającym się barków Zareniva dzięki kilku kunsztownym złotym spinkom, przełknął ślinę starając się jak najlepiej ukryć swe zdenerwowanie.
Wątek techniczny
Cóż, nie ma co odwlekać tego momentu, prawda? Gadajcie, co was tu sprowadza.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wielka mowa, ktora przygotowal mlody kossyta przed wejscoem na audiencje, a ktora miala zapisac sie w zlotymi zgloskami w miejscowych annalach, jako wiekopomna pochwala eridycji i elokwencji, wyparowala z glowy Willimova z chwila gdy otworzyly sie wrota sali kazaja. Stres uklul ze zwiekszona sila, niemal pozbawiajac mlodzienca sily w nogach. Willimov wybakal nieskladnie:
- Witajcie panie. No ten eee... Mysmy mysliwi z Tverkutska i pismo przynosim, ktore eeee wedle znakow Menotha do jasnie pana kierowane. Dluga to historia, ale chetnie opowiemy, jesli dobry pan wysluchac zechce... - Volkh nie bardzo wiedzial co moze wiecej powiedziec, wiec sklonil sie niepewnie, rownoczesnie glupio spogladajac na Ivana i Ivasha, mimika twarzy sugerujac aby i oni sie sklonili
- Witajcie panie. No ten eee... Mysmy mysliwi z Tverkutska i pismo przynosim, ktore eeee wedle znakow Menotha do jasnie pana kierowane. Dluga to historia, ale chetnie opowiemy, jesli dobry pan wysluchac zechce... - Volkh nie bardzo wiedzial co moze wiecej powiedziec, wiec sklonil sie niepewnie, rownoczesnie glupio spogladajac na Ivana i Ivasha, mimika twarzy sugerujac aby i oni sie sklonili
Ostatnio zmieniony 05 marca 2012, 11:47 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Władyka uniósł brwi zaintrygowany słowami Wilimova, zmienił nieco swą pozę wyciągając do przodu prawicę.
- Pozwólcie tutaj z tym pismem - zażądał nader uprzejmym, ale wyraźnie stanowczym tonem, bardziej w tej chwili zainteresowany treścią poczty niż opowieścią nieznanego sobie myśliwego.
Nim jeszcze kajaz doczytał treść listu do końca, Wilimov pojął, że dzieje się coś niedobrego. Na oblicze władyki pojawił się jakiś cień, coraz wyraźniejszy z każdym uderzeniem serca. Żyły wystąpiły na czoło Kossyty, a silne palce dłoni ścisnęły papier tak silnie, że lada chwila mogły go nieopatrznie rozerwać. Przyboczni kajaza dostrzegli wyraz twarzy swego pryncypała, zesztywnieli jeszcze bardziej wyczuwając rosnące w izbie napięcie.
Zareniv skończył czytać, opuścił list na kolana wbijając spojrzenie w niespokojnych młodzieńców, a było w jego oczach coś takiego, co sprawiło, że nogi ugięły się kuzynom w kolanach.
- Kiedy weszliście w posiadanie tego listu? - zapytał nienaturalnie opanowanym głosem Zareniv, wwiercając się wzrokiem w swych gości.
Wątek techniczny
Kto odpowie?
Władyka uniósł brwi zaintrygowany słowami Wilimova, zmienił nieco swą pozę wyciągając do przodu prawicę.
- Pozwólcie tutaj z tym pismem - zażądał nader uprzejmym, ale wyraźnie stanowczym tonem, bardziej w tej chwili zainteresowany treścią poczty niż opowieścią nieznanego sobie myśliwego.
Nim jeszcze kajaz doczytał treść listu do końca, Wilimov pojął, że dzieje się coś niedobrego. Na oblicze władyki pojawił się jakiś cień, coraz wyraźniejszy z każdym uderzeniem serca. Żyły wystąpiły na czoło Kossyty, a silne palce dłoni ścisnęły papier tak silnie, że lada chwila mogły go nieopatrznie rozerwać. Przyboczni kajaza dostrzegli wyraz twarzy swego pryncypała, zesztywnieli jeszcze bardziej wyczuwając rosnące w izbie napięcie.
Zareniv skończył czytać, opuścił list na kolana wbijając spojrzenie w niespokojnych młodzieńców, a było w jego oczach coś takiego, co sprawiło, że nogi ugięły się kuzynom w kolanach.
- Kiedy weszliście w posiadanie tego listu? - zapytał nienaturalnie opanowanym głosem Zareniv, wwiercając się wzrokiem w swych gości.
Wątek techniczny
Kto odpowie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- dwa dni nazad panie. W trzewiach trolla cosmy ubili znalezli wraz poslancem. Tosmy pomiarkowali za rada starszych co by pismo dostarczyc. A nuz co waznego...
Watek techniczny
Nie pamietam ile dokladnie dni minelo odkad wij poinformowal nas o znalezisku. Jesli to bylo 3 dni temu to Volkh odpowiada zgodnie z prawda.
Watek techniczny
Nie pamietam ile dokladnie dni minelo odkad wij poinformowal nas o znalezisku. Jesli to bylo 3 dni temu to Volkh odpowiada zgodnie z prawda.
Ostatnio zmieniony 05 marca 2012, 12:30 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Słysząc odpowiedź Volkha Zareniv dał w końcu upust swym emocjom, ciskając pocztową tubą o podłogę i wyrywając brutalnie z drzemki parę psów. Ziemianin zerwał się z siedziska z zaciśniętymi pięściami, miotając z oczu prawdziwe błyskawice. Młodzieńcy cofnęli się mimowolnie o krok widząc wściekłość gospodarza i nie rozumiejąc w najmniejszym stopniu jej źródła. Jaremi Ulgan stał nieruchomo niczym posąg, wciąż grając rolę przypadkowego wędrowca i dając zarazem dowód swego ogromnego opanowania.
- Trzy dni temu?! - ryknął kajaz - Mieliście list od trzech dni, a przynieśliście go dopiero teraz?! Czemuście zwlekali, sucze chwosty? Powiesić was każę, końmi będę włóczył!
Młodzieńcy struchleli słysząc groźby ciskane przez rozjuszonego gospodarza, pobledli szczerze wstrząśnięci reakcją, której żaden z nich się nie spodziewał. Obserwujący rozmowę wojownicy podnieśli złowieszczym gestem swe topory, domyślając się już rozkazu, który nie został jeszcze wydany.
- Brać ich w łyki! - zarządził wściekły Zareniv - Zamknąć do kozy, a potem zwołać wszystkich mężów pod broń! Gorewicz, Tyszka i jego rezuny do mnie, na złamanie karku!
Przyboczni ruszyli w stronę skamieniałych z wrażenia gości, ich krokom zawtórował trzask otwieranych drzwi izby, za którymi czekali na rozwój wydarzeń inni zbrojni kajaza, tym razem dzierżący pałki i sznury.
Milczący dotąd Murnik drgnął znienacka, odrzucił połę płaszcza władczym gestem alarmując gwałtownym poruszeniem ochronę Zareniva. Ukryty pod płaszczem złoty menofiks zalśnił w promieniach świecącego przez okna izby słońca, kiedy zakonny rycerz uniósł go w stronę gospodarza lewą ręką, w prawej ukazując okręcony dotąd inskrypcją do środka dłoni masywny sygnet.
- Nie czyńcie gwałtu, kiedy nie jest potrzebny! - wnętrze izby wypełnił twardy zdecydowany głos, pełen dostojeństwa i autorytetu - Dostojny kajazie, okaż szacunek temu symbolowi i noszącemu go słudze Praworządcy! Niechaj wszyscy opuszczą tę izbę nie czyniąc sobie wzajemnie krzywdy, my zaś rozmówimy się w spokojności na tematy, które nie dla wszystkich są przeznaczone uszu.
W pomieszczeniu zapadła nieoczekiwana cisza; tak głęboka, że aż dźwięcząca w uszach. Zdumiony niepomiernie kajaz Zareniv milczał dłuższą chwilę, próbując widać pozbierać nieskładne myśli i ustosunkować się do wygłoszonej nie znoszącym sprzeciwu tonem prośby zaskakującego gościa.
- Wyjść stąd! - wyrzucił z siebie polecenie odzyskując w końcu władzę nad językiem - Wyjść i zamknąć wszystkie drzwi!
Wątek techniczny
Skoro wszyscy zostali bezceremonialnie wyproszeni za próg, może to dobry moment, by zażądać zapłaty za dostarczenie listu, co? Który zechce przypomnieć władyce o jego niepisanym długu wdzięczności wobec trójki myśliwych? Ktoś w ogóle zechce?
Słysząc odpowiedź Volkha Zareniv dał w końcu upust swym emocjom, ciskając pocztową tubą o podłogę i wyrywając brutalnie z drzemki parę psów. Ziemianin zerwał się z siedziska z zaciśniętymi pięściami, miotając z oczu prawdziwe błyskawice. Młodzieńcy cofnęli się mimowolnie o krok widząc wściekłość gospodarza i nie rozumiejąc w najmniejszym stopniu jej źródła. Jaremi Ulgan stał nieruchomo niczym posąg, wciąż grając rolę przypadkowego wędrowca i dając zarazem dowód swego ogromnego opanowania.
- Trzy dni temu?! - ryknął kajaz - Mieliście list od trzech dni, a przynieśliście go dopiero teraz?! Czemuście zwlekali, sucze chwosty? Powiesić was każę, końmi będę włóczył!
Młodzieńcy struchleli słysząc groźby ciskane przez rozjuszonego gospodarza, pobledli szczerze wstrząśnięci reakcją, której żaden z nich się nie spodziewał. Obserwujący rozmowę wojownicy podnieśli złowieszczym gestem swe topory, domyślając się już rozkazu, który nie został jeszcze wydany.
- Brać ich w łyki! - zarządził wściekły Zareniv - Zamknąć do kozy, a potem zwołać wszystkich mężów pod broń! Gorewicz, Tyszka i jego rezuny do mnie, na złamanie karku!
Przyboczni ruszyli w stronę skamieniałych z wrażenia gości, ich krokom zawtórował trzask otwieranych drzwi izby, za którymi czekali na rozwój wydarzeń inni zbrojni kajaza, tym razem dzierżący pałki i sznury.
Milczący dotąd Murnik drgnął znienacka, odrzucił połę płaszcza władczym gestem alarmując gwałtownym poruszeniem ochronę Zareniva. Ukryty pod płaszczem złoty menofiks zalśnił w promieniach świecącego przez okna izby słońca, kiedy zakonny rycerz uniósł go w stronę gospodarza lewą ręką, w prawej ukazując okręcony dotąd inskrypcją do środka dłoni masywny sygnet.
- Nie czyńcie gwałtu, kiedy nie jest potrzebny! - wnętrze izby wypełnił twardy zdecydowany głos, pełen dostojeństwa i autorytetu - Dostojny kajazie, okaż szacunek temu symbolowi i noszącemu go słudze Praworządcy! Niechaj wszyscy opuszczą tę izbę nie czyniąc sobie wzajemnie krzywdy, my zaś rozmówimy się w spokojności na tematy, które nie dla wszystkich są przeznaczone uszu.
W pomieszczeniu zapadła nieoczekiwana cisza; tak głęboka, że aż dźwięcząca w uszach. Zdumiony niepomiernie kajaz Zareniv milczał dłuższą chwilę, próbując widać pozbierać nieskładne myśli i ustosunkować się do wygłoszonej nie znoszącym sprzeciwu tonem prośby zaskakującego gościa.
- Wyjść stąd! - wyrzucił z siebie polecenie odzyskując w końcu władzę nad językiem - Wyjść i zamknąć wszystkie drzwi!
Wątek techniczny
Skoro wszyscy zostali bezceremonialnie wyproszeni za próg, może to dobry moment, by zażądać zapłaty za dostarczenie listu, co? Który zechce przypomnieć władyce o jego niepisanym długu wdzięczności wobec trójki myśliwych? Ktoś w ogóle zechce?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ivash butnie przeszedł przez całą wieś w duchu radośnie połechtany spotkaniem z kajazem. Gdy jednak w końcu do niego doszło, nie było ani podziękowań, uścisków dłoni czy symbolicznego "miśka". Sprawa się spieprzyła, wieści w liście były złe...
A zły jest ten co złe wieści przynosi.
Tylko interwencja murnika uratowała ich skóry.
Teraz srogo strapiony Nazarko siedział na schodkach dworku, nerwowo żując źdźbło traw. Pomarszczone czoło i wilczy wzrok odstraszał bywalców.
- Ej kuzynowie tośmy sobie piwa naważyli. Można by rzec żeśmy łapsko między dwa tryby wcisnęli. Szczęściem będzie gdy murnik się za nami wstawi albo kajazowi złość przejdzie.
Tu na chwilę zamilkł, gwałtownie wypluł trawkę i rzekł.
- Trza do wuja wracać i po staremu żyć gdy nam tak za przysługi odpłacają.
A zły jest ten co złe wieści przynosi.
Tylko interwencja murnika uratowała ich skóry.
Teraz srogo strapiony Nazarko siedział na schodkach dworku, nerwowo żując źdźbło traw. Pomarszczone czoło i wilczy wzrok odstraszał bywalców.
- Ej kuzynowie tośmy sobie piwa naważyli. Można by rzec żeśmy łapsko między dwa tryby wcisnęli. Szczęściem będzie gdy murnik się za nami wstawi albo kajazowi złość przejdzie.
Tu na chwilę zamilkł, gwałtownie wypluł trawkę i rzekł.
- Trza do wuja wracać i po staremu żyć gdy nam tak za przysługi odpłacają.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
No Panowie mówię, do żołnierzy nieładnie tu gości witacie, gościnność potaniała. My życie narażamy, a wasz kajaz nas zamknąć chciał. No jak wasz kajaz skończy z murnikiem gadać, to samo powiem i jemu. Niech mnie każe obwiesić nawet.
Techniczny:
Te same teksty mówię do kajaza potem, tylko ciut mniej obcesowo.. To suczy syn jeden. Nie lubię kajazów.
Techniczny:
Te same teksty mówię do kajaza potem, tylko ciut mniej obcesowo.. To suczy syn jeden. Nie lubię kajazów.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Volkh spodziewal sie wszystkiego po oligarsze, choc bardziej oczyma wyobrazni widzial rozradowanego wiesciami kajaza, klepiacego trzech dzielnych junakow po plecach, zloto, dziewki i slawe. A tu malo na pale nie powbijal jak jakowys obwiesiow. Nie ma sprawiedliwosci!
Zrezygnowany, a raczej rozczarowany podzielil sie uczuciami zarowno z druhami jak i straza:
- Taka panska laska. Na pstrym koniu jezdzi. To mysmy tu zycie narazali, aby pismo dostarczyc. Z rusalkami nam bylo wojowac, trollami, aby pismo jak prawym mennitom dostarczyc, a nas jak zbojnikow potraktowano! I badz tu madry! W rzyc z taka sprawiedliwoscia!
Zrezygnowany, a raczej rozczarowany podzielil sie uczuciami zarowno z druhami jak i straza:
- Taka panska laska. Na pstrym koniu jezdzi. To mysmy tu zycie narazali, aby pismo dostarczyc. Z rusalkami nam bylo wojowac, trollami, aby pismo jak prawym mennitom dostarczyc, a nas jak zbojnikow potraktowano! I badz tu madry! W rzyc z taka sprawiedliwoscia!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Wypędzeni bezceremonialnie na zewnątrz dworku Kossyci przycisnęli się do ściany murowanej obórki opodal wejścia do sieni domostwa, kręcąc na wszystkie strony głowami i szepcząc między sobą niespokojnie.
- Kto wie, czy to aby nie dobra chwila do dania nogi - stwierdził Ivash wodząc spojrzeniem za ludźmi w służbie kajaza, biegającymi na złamanie karku wszędzie wokół pośród zduszonych okrzyków zdenerwowania, płoszących dzieci i budzących głębokie zatroskanie u zaalarmowanych takim zachowaniem kobiet.
- Czego się tak wściekł, cielebuń? - wzruszył ramionami Karakov - Przecie my prawie zaraz ruszyli do niego, nawet po drodze mało co popasali. A on nas wieszać chciał!
- Jeszcze nie orzekł, że już nie chce - przestrzegł kuzynów niespokojny Volkh - Ciągle jeszcze nas obwiesić zdoła jak się uprze, raptus jeden. Ale coś go wielce musiało wkurwić, że taki raban robi! Kazał wszystkich pod broń wołać, iście jak na wojnę!
- Mnie się widzi, że on się na tego trolla wkurzył, co pierwszego Murnika zeżarł - oświadczył z uczoną miną Ivash - A tak się wkurzył, że teraz chce inszym trollom dać popalić! Pomnicie moje słowa jak się sprawy wyklarują. Pewnikiem ten drugi Murnik mu ku temu przyklaśnie, przecie wiadome, że oni na pomiot żmijowy tacy zawzięci są, że aż strach, żadnemu takiemu nie przepuszczą.
- Dałbym ja wiele, coby podsłuchać, o czym oni tam rozprawiają - szepnął Volkh spoglądając w stronę okien dworku.
- Pewnie, że byś chciał - prychnął w odpowiedzi Ivan - Widać, że ci pilno między możnych, a potężnych. Nie dla nas żuczków takowe rozmowy, między kajazem, a świątynnym rycerzem, to są smarku insze sprawy jak o dupie Maryny pytlanie.
- Cichajcie, bo na nas popatrują - syknął Ivash wskazując ramieniem na grupkę czekających opodal mężczyzn w skórzanych zbrojach i pod bronią, rozmawiających między sobą z cichym ożywieniem i lustrujących ciekawskim wzrokiem trójkę obcych, którzy podług szybko szerzącej się po Zarenivce plotki przynieśli kajazowi jakoweś straszniste wieści z Tverkutska, a może i z samej stolicy.
Wątek techniczny
Kajaz i Murnik rozmawiają w dworku, a reszta uczestników niedawnej ruchawki tkwi na placu przy wejściu popatrując na siebie podejrzliwie. Zewsząd ściąga coraz więcej mężczyzn pod bronią, dopinających swe skórzane zbroje i sprawdzających bacznie wyciągniętą z zawiniątek pod łóżkami broń. Na wszystkich twarzach rysuje się niepokój, podejrzliwość i nerwowe wyczekiwanie. Zbrojnym towarzyszą kobiety i dzieci oraz starcy, pogłębiając jeszcze bardziej panujący na głównym placu rozgardiasz i hałas.
Wypędzeni bezceremonialnie na zewnątrz dworku Kossyci przycisnęli się do ściany murowanej obórki opodal wejścia do sieni domostwa, kręcąc na wszystkie strony głowami i szepcząc między sobą niespokojnie.
- Kto wie, czy to aby nie dobra chwila do dania nogi - stwierdził Ivash wodząc spojrzeniem za ludźmi w służbie kajaza, biegającymi na złamanie karku wszędzie wokół pośród zduszonych okrzyków zdenerwowania, płoszących dzieci i budzących głębokie zatroskanie u zaalarmowanych takim zachowaniem kobiet.
- Czego się tak wściekł, cielebuń? - wzruszył ramionami Karakov - Przecie my prawie zaraz ruszyli do niego, nawet po drodze mało co popasali. A on nas wieszać chciał!
- Jeszcze nie orzekł, że już nie chce - przestrzegł kuzynów niespokojny Volkh - Ciągle jeszcze nas obwiesić zdoła jak się uprze, raptus jeden. Ale coś go wielce musiało wkurwić, że taki raban robi! Kazał wszystkich pod broń wołać, iście jak na wojnę!
- Mnie się widzi, że on się na tego trolla wkurzył, co pierwszego Murnika zeżarł - oświadczył z uczoną miną Ivash - A tak się wkurzył, że teraz chce inszym trollom dać popalić! Pomnicie moje słowa jak się sprawy wyklarują. Pewnikiem ten drugi Murnik mu ku temu przyklaśnie, przecie wiadome, że oni na pomiot żmijowy tacy zawzięci są, że aż strach, żadnemu takiemu nie przepuszczą.
- Dałbym ja wiele, coby podsłuchać, o czym oni tam rozprawiają - szepnął Volkh spoglądając w stronę okien dworku.
- Pewnie, że byś chciał - prychnął w odpowiedzi Ivan - Widać, że ci pilno między możnych, a potężnych. Nie dla nas żuczków takowe rozmowy, między kajazem, a świątynnym rycerzem, to są smarku insze sprawy jak o dupie Maryny pytlanie.
- Cichajcie, bo na nas popatrują - syknął Ivash wskazując ramieniem na grupkę czekających opodal mężczyzn w skórzanych zbrojach i pod bronią, rozmawiających między sobą z cichym ożywieniem i lustrujących ciekawskim wzrokiem trójkę obcych, którzy podług szybko szerzącej się po Zarenivce plotki przynieśli kajazowi jakoweś straszniste wieści z Tverkutska, a może i z samej stolicy.
Wątek techniczny
Kajaz i Murnik rozmawiają w dworku, a reszta uczestników niedawnej ruchawki tkwi na placu przy wejściu popatrując na siebie podejrzliwie. Zewsząd ściąga coraz więcej mężczyzn pod bronią, dopinających swe skórzane zbroje i sprawdzających bacznie wyciągniętą z zawiniątek pod łóżkami broń. Na wszystkich twarzach rysuje się niepokój, podejrzliwość i nerwowe wyczekiwanie. Zbrojnym towarzyszą kobiety i dzieci oraz starcy, pogłębiając jeszcze bardziej panujący na głównym placu rozgardiasz i hałas.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Coś mi się zdaje, że oni to zaraz całym tabunem z Tverkatki wyjdą jak na wojne... Co w tym liście mogło stać, że drygu takiego nabrali niczym psy z meherą? - Volkh postanowił spytać jednego z biegających chaotycznie zbrojnych: - Ejże! Junaku! A gdzie wam tak spieszno wszystkim jak na omskiej olimpiadzie? No bo chyba nie na trzech kossyckich myśliwców się tak zbroicie?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Nim przywołany przez Volkha zbrojny zdążył cokolwiek wyrzec, drzwi izby otworzyły się z trzaskiem i na dziedzińcu natychmiast zapadła cisza, dowodząca wielkiej dyscypliny poddanych Zareniva. Kajaz wyszedł za próg z poczerwieniałą twarzą, u jego boku stanął z beznamiętnym obliczem krótkowłosy Khard, nikomu w osadzie nieznany, ale już będący tematem szaleńczych plotek i domysłów.
- Gorewicz i Tyszka! - rzucił dźwięcznym głosem właściciel Zarenivki i dwaj mężczyźni o aparycji zaprawionych w bojach rębaczy natychmiast wystąpili przed innych mieszkańców sadyby spoglądając na swego pana wyczekująco.
- Wybierzcie czterdziestu chłopa, dobrych w siodłach i robieniu żelazem! - polecił kajaz budząc swymi słowami nagły pomruk niespokojnych ludzkich głosów - Kto ma samopał, bierze ze sobą! Jadło i wodę na jeden dzień, gotowość do ruszenia tak szybko jak to tylko możliwe. Nie mitrężcie czasu!
Ivan widział, że obaj wywołani z miana zbrojni aż się gotują od chęci zadania cisnących się im na usta pytań, ale nie padło ani jedno niepotrzebne słowo, miast tego rębacze obrócili się na piętach wskazując palcami zgromadzonych na placu mężczyzn i przywołując ich do siebie. W powietrzu zawisła przemożna atmosfera ekscytacji i głębokiego niepokoju zarazem, dźwięcząca w pokrzykiwaniach mężczyzn i lamencie co niektórych niewiast.
- Orłow, Iwaszko, do mnie! - dodał głośno Zareniv i wrzawa na dziedzińcu nieco przycichła na dźwięk jego głosu. Dwaj inni Kossyci podbiegli do kajaza, weszli wraz z nim do środka dworku, zanim obserwujący przebieg wydarzeń myśliwi zdążyli im się lepiej przyjrzeć.
- Rację miałeś, wkurwił się nie na żarty - powiedział do Volkha Ivash - Zaboli dzisiaj jakiegoś trolla dupsko, oj zaboli.
- Murnik tu idzie! - szepnął ostrzegawczo Ivash, dostrzegając Ulgana, który opatulony swym podróżnym płaszczem ponownie sprawiał wrażenie zwykłego obieżyświata, a nie podążającego w sekretnej misji wysłannika menickiego kultu.
Wątek techniczny
Spróbujcie sobie wyobrazić zamieszanie jakie panuje teraz na dziedzińcu przed dworkiem Zareniva. Czterdziestu zbrojnych czyni przygotowania do ekspresowego wyjazdu gdzieś w teren, przy wtórze płaczu dzieci, modlitw kobiet i szczekania psów. Gromada wyrostków już podprowadza pierwsze wypędzone ze stajni konie, śpiesznie siodłane i pojone przed wyruszeniem w drogę.
Murnik dostrzegł Was w tym zamieszaniu i właśnie zdąża w Waszą stronę. Ciekawe, co ma do powiedzenia...
Nim przywołany przez Volkha zbrojny zdążył cokolwiek wyrzec, drzwi izby otworzyły się z trzaskiem i na dziedzińcu natychmiast zapadła cisza, dowodząca wielkiej dyscypliny poddanych Zareniva. Kajaz wyszedł za próg z poczerwieniałą twarzą, u jego boku stanął z beznamiętnym obliczem krótkowłosy Khard, nikomu w osadzie nieznany, ale już będący tematem szaleńczych plotek i domysłów.
- Gorewicz i Tyszka! - rzucił dźwięcznym głosem właściciel Zarenivki i dwaj mężczyźni o aparycji zaprawionych w bojach rębaczy natychmiast wystąpili przed innych mieszkańców sadyby spoglądając na swego pana wyczekująco.
- Wybierzcie czterdziestu chłopa, dobrych w siodłach i robieniu żelazem! - polecił kajaz budząc swymi słowami nagły pomruk niespokojnych ludzkich głosów - Kto ma samopał, bierze ze sobą! Jadło i wodę na jeden dzień, gotowość do ruszenia tak szybko jak to tylko możliwe. Nie mitrężcie czasu!
Ivan widział, że obaj wywołani z miana zbrojni aż się gotują od chęci zadania cisnących się im na usta pytań, ale nie padło ani jedno niepotrzebne słowo, miast tego rębacze obrócili się na piętach wskazując palcami zgromadzonych na placu mężczyzn i przywołując ich do siebie. W powietrzu zawisła przemożna atmosfera ekscytacji i głębokiego niepokoju zarazem, dźwięcząca w pokrzykiwaniach mężczyzn i lamencie co niektórych niewiast.
- Orłow, Iwaszko, do mnie! - dodał głośno Zareniv i wrzawa na dziedzińcu nieco przycichła na dźwięk jego głosu. Dwaj inni Kossyci podbiegli do kajaza, weszli wraz z nim do środka dworku, zanim obserwujący przebieg wydarzeń myśliwi zdążyli im się lepiej przyjrzeć.
- Rację miałeś, wkurwił się nie na żarty - powiedział do Volkha Ivash - Zaboli dzisiaj jakiegoś trolla dupsko, oj zaboli.
- Murnik tu idzie! - szepnął ostrzegawczo Ivash, dostrzegając Ulgana, który opatulony swym podróżnym płaszczem ponownie sprawiał wrażenie zwykłego obieżyświata, a nie podążającego w sekretnej misji wysłannika menickiego kultu.
Wątek techniczny
Spróbujcie sobie wyobrazić zamieszanie jakie panuje teraz na dziedzińcu przed dworkiem Zareniva. Czterdziestu zbrojnych czyni przygotowania do ekspresowego wyjazdu gdzieś w teren, przy wtórze płaczu dzieci, modlitw kobiet i szczekania psów. Gromada wyrostków już podprowadza pierwsze wypędzone ze stajni konie, śpiesznie siodłane i pojone przed wyruszeniem w drogę.
Murnik dostrzegł Was w tym zamieszaniu i właśnie zdąża w Waszą stronę. Ciekawe, co ma do powiedzenia...