PBF - Pazur w mroku

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 marca 2012, 21:23

Volkh odkąd tylko dojrzał wodospad, spodziewał się, że może on kryć sprytnie zamaskowaną ścieżkę lub przejście. Fakt, że zabity strażnik początkowo zmierzał ku kaskadzie tylko upewnił go w tym przkonaniu.

Nim poderwał się po sarknięciu Zareniva, oderwał z koszuli trupa kawałek płótna, którym niedbale opatrzył krwawiącą szyję. Wziął lusterko (mogło się przydać by bezpiecznie wypatrzeć coś zza rogu), nóż (chyba że odnajdę swój rzucony) i włócznię. Choć nieporęczna mogła pomóc w ewentualnym trzymaniu na dystans, a celnie rzucona mogła stać się śmiertelnym zagrożeniem dla wroga. Bukłak z susła, niespecjalnie prezyciągnął uwagę młodzieńca.

Ruszył pośpiesznie w stronę wodospadu, wypatrując w świetle Cadoru innych śladów i przejścia na drugą stronę wodnej przszkody.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 marca 2012, 21:25

Araven napisał(a):
Bierzemy wszystko o ile nas nie opóźni.
Zasadniczo będziecie mieli kłopot z zabraniem teraz zbroi zabitego i jego butów, resztę da się poupychać po kieszeniach albo ponieść w ręce (np. włócznię).

Odnalazł się też oryginalny nóż Volkha.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 marca 2012, 21:27

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Ciasny tunel ukryty był za wodospadem; wyżłobiony setki lat wcześniej nurtem podziemnej rzeki, która wyschła, kiedy niszczycielska siła kaskady skruszyła skały pod wodospadem znajdując nowe ujście dla spadającej z góry wody. Panowała w nim niemal zupełna ciemność, ale żaden z mężczyzn nie odważył się zapalić łuczywa, sunąc w głębokim mroku gęsiego z przyłożonymi do ścian rękami i nasłuchując bacznie jakiegokolwiek hałasu.

Wciąż obruszony na młodzieńców kajaz wysunął na przód kolumny Tyszkę, Murnik zaś nie zareagował w żaden sposób, zachowując kamienną twarz. Młodzi Kossyci skradali się tuż za zaufanym tropicielem Zareniva, zgięci wpół i skrywający ostrza pod połami płaszczy.

Zabójcy odpowiedzialni za porwanie młodego Zareniva musieli opuścić półkę jedynie tunelem, innej drogi ucieczki staranne poszukiwania nie ujawniły - co więcej, Tyszka natrafił dość szybko na ewidentne potwierdzenie swych podejrzeń pod postacią świeżych końskich odchodów. Ktokolwiek przeszedł wcześniej tym tunelem, wiódł ze sobą konie.

Stworzone przez naturę przejście najwyraźniej poddano późniejszej obróbce kamieniarskiej, szlifując niektóre ostre krawędzie i rozkruszając młotami zwężenia, dzięki czemu koryto podziemnej rzeki zmieniło się w kręty i nierówny, ale zdatny do pokonania nawet przez wiedzione za uzdy wierzchowce korytarz.

Stawiający bezszelestnie kroki Tyszka zatrzymał się znienacka i przywarł do usianego skalnymi odłamkami podłoża tunelu. Volkh nie zdążył stanąć na czas, potrącił Kharda leciutko, w zamian za co otrzymał wcale nie leciutkiego kuksańca w żebra, od którego stanęły mu w oczach świeczki. Czterdziestu zbrojnych znieruchomiało w jednej chwili, czekając na wyjaśnienia przedniej straży.

- Słyszycie? - wyszeptał po chwili tropiciel, odwracając głowę w stronę kuzynów. Obrażony na niego Wilimov nadstawił bacznie uszu.

Gdzieś z przodu dobiegał charakterystyczny dźwięk, stłumiony grubą warstwą skał i mocno zniekształcony: rytmiczny łoskot bębnów.

- Dalej, jazda! - tuż za plecami myśliwych rozległ się ponaglający szept kajaza, pulsujący gniewem i grozą pospołu - Szukajcie wyjścia!

Khardycki zwiadowca ruszył z miejsca, a jego tonąca dotąd niemal całkowicie w ciemnościach sylwetka stała się po krótkiej chwili wyraźniej zauważalna. Ivan pojął od razu, co było tego powodem: ciemność w podziemnym korytarzu przejaśniała się, a to znaczyło, że wyjście musiało być już niedaleko.


Wątek techniczny

Jedyne drogi wiodące z kamiennej półki to wąwóz oraz przejście za wodospadem. Tunel wyrzeźbił setki, jeśli nie tysiące lat temu wodospad, ale potem woda popłynęła nowymi szczelinami pozostawiając po sobie suchy korytarz. Nie wiadomo, od jak dawno istnieje, ale można odnieść wrażenie, że ktoś kiedyś poprawił naturę za pomocą kamieniarskich młotów i klinów rozbijając elementy utrudniające poruszanie się.

Cała ekspedycja jest teraz w tunelu, co oczywiście z taktycznego punktu widzenia jest niebywale niebezpieczne, bo wzięci w dwa ognie najpewniej skazani będziecie na śmierć, ale wygląda na to, że do przeciwnego wyjścia już niedaleko.

Nie muszę chyba dodawać, że dobiegający do Was odgłos bębnów nie poprawia nikomu samopoczucia, prawda?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 19 marca 2012, 21:35

Ivan szeptał w duchu modlitwę do Stworzyciela, zaciskając dłonie na stylisku topora, dbał by ostrze było okryte plaszczem coby odbite swiatło wrogów nie zaalarmowało, bębny rodziły nie przyjemne skojarzenia z orgią i składaniem ofiar w czasie pełni...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 marca 2012, 21:42

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Tunel wychodził na kamieniste zbocze po przeciwnej stronie skalistego wzniesienia, ukazując oczom wypełzających z niego ostrożnie ludzi głęboką kotlinę okoloną stromymi urwiskami pnącymi się wysoko ku nocnym przestworzom. Porośnięta skąpo iglastymi drzewkami, kotlina zdawała się tętnić życiem, a księżycowa poświata i blask bijący od tuzina ogromnych ognisk rozświetlały dno kaldery pozwalając wyraźnie dostrzec szczegóły, jakich wielu ludzi kajaza wolałoby w ogóle nie oglądać.

Ivan pojął od razu, dlaczego porywacze wlekli za sobą taką drogę zdobyczne konie, wyjątkowo mało przydatne w stromych górach masywu Nyschathy. Zaszlachtowane wprawnie zwierzęta okręcały się na monstrualnych rożnach, pieczone w całości nad buchającymi żarem ogniskami. Wszędzie wokół uwijali się długowłosi ludzie w prostych, własnoręcznie wytworzonych skórzniach, ledwie tu i ówdzie wzmocnionych elementami metalowych pancerzy zdartych najpewniej z zabitych podróżnych. Wygrywana na wielkich bębnach szalona melodia zdawała się przeczyć prawidłom muzycznej sztuki, ustawicznie zmieniając swój chaotyczny rytm i oddziaływując na dziesiątki zgromadzonych w kotlinie ludzi w jakiś niezrozumiale ekstatyczny sposób.

Ivash Nazarko rozpłaszczył się za jednym z większych głazów, przyłożył do oka lunetę przyglądając się uważnie zbiegowisku na dnie kaldery. Żołądek podszedł mu z miejsca do gardła na widok brutalnych obliczy żmijarzy, porośniętych grubym zarostem, wykrzywionych w okrutnej radości czerpanej z uczestnictwa w pogańskim obrzędzie ku chwale Drapieżcy. Ku swej postępującej zgrozie młodzieniec dostrzegł też kilkanaście kobiet, półnagich i drżących w dzikim transie, tańczących z rozwianymi włosami wokół ognisk lub dosiadanych na czworakach przez ogarniętych amokiem pożądania mężczyzn kryjących je niczym wilki wilczyce. Zgiełk głosów upojonych zwierzęcymi emocjami ludzi niósł się po całej kotlinie, odbijał się zwielokrotnionym echem od ścian kaldery wdzierając się głęboko w jaźń zszokowanych ludzi Zareniva.

- Co za dzicz... - wyszeptał pan Zarenivki opadając na klęczki obok Nazarka - Co za plugawe pogańskie ścierwa! Wbicie na pale to dla nich istna łaska! Daj mi lunetę!


Wątek techniczny

Udało się Wam załapać na całkiem porządną prywatkę. Mam nadzieję, że wstępny opis pozwolił wyobrazić sobie przynajmniej pobieżnie wesołą atmosferę w kalderze, ale że to impreza zamknięta, goście raczej nie będą mile widziani. Na razie tkwicie wysoko na jednym ze zboczy, ukryci za głazami i krzakami w pobliżu wyjścia z wiadomego tunelu. Czciciele Bestii o Wielu Kształtach bawią się w dole nieświadomi Waszej obecności. Kajaz i paladyn bacznie analizują bieżącą sytuację, więc pewnie lada chwila padną konkretne rozkazy.

Gwoli wstępu dodam, że liczebność uczestników orgii można wycenić na prawie setkę, zarówno mężczyzn jak i kobiet (niech Was te kobiety nie zwiodą, one potrafią zabijać nie gorzej od mężczyzn, a częstokroć są dużo od nich bardziej okrutne i przebiegłe).

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 marca 2012, 22:24

Volkh przełknął ślinę, przerażony nie na żarty. Setka kultystów to nie były przelewki karczemne tylko prawdziwa walka na śmierć i życie. A znając zacietrzewienie dzikusów, nie liczył, że łatwo się poddadzą. Raczej zaczął myśleć, czy życie stąd wyniosą. Szepnął do kuzynów:

- Chłopaki trimajmy się razem w szyku jak nas w Omsku za sołdatów uczyli.


Wątek techniczny

Door staff już ominęliśmy a teraz sobie potańcujemy na tym disco wiejskim. Kobiety żywcem brać - będą na zbiorowy gwałt, zaklepuje sobie najładniejszą jako pierwszy a potem jazda je w kolejarza;)

Żarty żartami, a w kwestii technicznej zaczekajmy na rozkazy Kajaza. A potem niech na Menoth ma w opiece. W każdym razie będziemy pilnować się nawzajem. Ja chyba najpierw w ruch puszczę włócznie, aby powstrzymać pierwszą falę a potem sięgne po miecz. Jeżeli będzie taka opcja to najpierw wbije włócznie w ziemię, wystrzele z łuku tak dużo razy jak to skutecznie możliwe, potem włócznia i miecz. Użyje wszlkich możliwych bonusów i umiejek.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 19 marca 2012, 22:25

Ocieram pot z czoła, siłą ich, oby Stworzyciel nam sprzyjał. Dawno nie byłem na imprezie, ale wolę mniejsze niż ta tutaj i towarzystwo takie nie do końca mi odpowiada.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 marca 2012, 07:22

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Ukryty za sąsiednim kamieniem Volkh szeptał bezgłośnie menicką modlitwę, chłonąc dostrzegane w dole sceny pełnym niedowierzania wzrokiem. Ledwie słyszalne szepty dobiegały zresztą ze wszystkich stron, bo nawet zaprawieni w bojach weterani Zareniva poczuli na widok orgiastyczych obrzędów przypływ religijnej gorliwości, której od dawna nie odczuwali. Próbując oszacować w myślach liczebność kultystów młodzieniec szybko stracił dokładną rachubę, ale przybliżone rachunki i tak zdawały mu się oscylować niebezpiecznie blisko setki i świadomość znaczenia tej liczby podnosiła myśliwemu włosy na głowie.

Chociaż brak dodatkowych wart zdawał się świadczyć o zupełnej bezmyślności żmijarzy, Volkh potrafił dostrzec w ich nieobecności nutę zdrowego rozumu. Dwaj pilnujący wejścia do tunelu strażnicy wydawali się wystarczający w przypadku porwania ludzi, których nikt nie powinien był przecież szukać. Gdyby nie paladyn z Rorschiku, nikt w Zarenivce jeszcze przez kilka dni nie wpadłby na pomysł ekspedycji ratunkowej, a wyznawcy Żmija potrzebowali na odprawienie swego obrzędu zaledwie jednej szczególnej nocy, odprawianej w dodatku w swojej sekretnej kryjówce i w dziczy omijanej przez zdrowym na rozumie ludzi.

Wilimov zadarł głowę odrywając wzrok niemal przemocą od widoku uprawiających dziki seks par, przeniósł spojrzenie na wielką okrągłą tarczę Calderu wiszącą pozornie na wyciągnięcie ręki nad kotliną. Młodzieniec słyszał wiele snutych półgłosem opowieści o mistycznej mocy księżycowych pełni, ale nigdy nie sądził, że los zgotuje mu udział w jednej z poświęconych im ceremonii.

- Nie widać więźniów - wysyczał kajaz odejmując od oka lunetę Ivasha - Nigdzie nie widać mojego syna, ale po przeciwnej stronie są jakieś jaskinie! Może tam ich trzymają!

Leżący na brzuchu tuż obok Murnik nic nie odrzekł w pierwszej chwili, wciąż wodząc pełnym chłodnej nienawiści spojrzeniem po dnie kotliny. Chociaż pozornie wydawał się całkowicie opanowany, Karakov dostrzegał kątem oka, z jak wielką siłą paladyn zaciskał swe palce na rękojeści przewieszonego przez plecy miecza.


Wątek techniczny

Porwane spod Wiszącej Skały konie spotkał marny los, wszystkie zarżnięto i pieką się teraz na rożnach. Czterech więźniów zniknęło bez śladu, ale kajaz wypatrzył w półmroku rozświetlonej płomieniami kaldery wejście do kilku pieczar po przeciwnej stronie kotliny. Problem jest taki, że w obecnej chwili nie ma chyba żadnego sposobu, byście się prześlizgnęli na przeciwną stronę bez zwrócenia na siebie niepożądanej uwagi.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 marca 2012, 07:29

Volkh popatrzyl zdroworozsadkowo na wejscia do jakskin. Cicho szepnal ni to do kajaza, ni to do druhow:
- Teraz do tych jaskin nawet mysz by sie nie przeslizgnela, ale w ferworze walki, moze daloby sie przebic.

Watek techniczny

Ale moze ktos taki jak my (wsparci magia murnika;) moze wtargnalby do pieczar na maly rekonesans:)

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 20 marca 2012, 07:57

- Panie, chwilunia, szukam waszego syna... - zdobył się na bezczelność Nazarko nadal przyciskając do oka lunetę.
Nie mogąc oderwać wzroku od zroszonych kroplami potu, falujących, nabrzmiałych podnieceniem, zakończonych sterczącymi sutkami, kształtnych piersi kopulującej dzikuski.

Przełknął głośno ślinę i powiedział.

-... Jak się zacznie rzeź musim dotrzeć do niego w te pędy, coby o szlachtowaniu więźniów nie pomyśleli.
- Mało nas.... ale wróg zanim się zorientuje co się dzieje z trzy salwy łukiem wypuścim.

Ivash przekazał lunetę kajazowi. Niecierpliwie czekał na jej zwrot i przesunięcie się do kuzynów.
W ich gronie czekał nerwowo na dalsze rozkazy.

Wątek techniczny:
Wrogów kupa.... Będzie ciężko. Trzymajmy się razem, najlepiej blisko murnika.

W KC, nie śpiesząc się przeprowadził bym tą walkę w 4-5 min, bez kwiecistych opisów. Oczywiście nie bronię mechaniki KC. Ja się do niej przyzwyczaiłem i moi gracze też, więc już nikt nie narzeka.
Czasami nawet podoba mi się, że o kolejności ataku decyduję wielkość i jakość broni, szybkość i przeszkolenie postaci oraz rodzaj wykonywanego ataku. Daje to trochę więcej realizmu, ale w praktyce jest nużące.
Może gdyby stworzyć program do wyliczeń podczas walki, uwzględniający wszystkie szczegóły, dało by się bitkę przyspieszyć, ale innego sposobu nie widzę.
Zgadzam się z Kethem, zmiany kosmetyczne w mechanice to żadne zmiany. Po prostu trzeba zaadaptować inną mechanikę lub stworzyć coś całkiem nowego, prostego i przyjemnego.
Uważam jak większość z was w KC najlepszy jest świat Orchii.
W końcu RPG to odgrywanie postaci, nie turlanie kości. Grałem w wiele systemów bez kostkowych, w których o wszystkim decydował opis i decyzja MG i też zabawa była przednia.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 marca 2012, 16:48

Kuzyni myślicie, że więźniowie są w owych jaskiniach? Ale za cholerę sie do nich nie podkradniemy. Pewnie, przyjdzie nam uderzyć na ta swołocz w dole a jakąś mała grupa ku jaskinuiom ruszy, by więźniów poszukać. Sam nie wiem co gorsze walczyć z kultystami w dolinie, czy być w grupie co owe jaskinie będzie sparwdzac. Tak czy tak odpuście kuzyni to com wam przewinił, bo mozemy wszyscy z tego nie wyjśc, wrogów siła. A murnika, aż skręca coby tam wpaść ze swoim mieczem między nich. I mnie korci coby toporem parę czerepów rozwalić, będzie co Menoth da. Potem pytam murnika, czy zrobimy jak ja myślę, znaczy uderzym na kultystów a mała grupa jaskinie spenetruje?

Techniczny:
Wypowiadam swoje słowa i przemyślenia dość cicho, tak by kuzyni je słyszeli. Komenda i tak nie od nas należy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 marca 2012, 21:00

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Kamyki zazgrzytały za plecami Ivasha, kiedy Gorewicz przeczołgał się zwinnie w stronę kajaza, przekręcając się na bok i wyglądając jednocześnie zza głazu. Rytmiczny łoskot bębnów przybrał na sile, jego echo wibrowało w ciasnej przestrzeni kaldery.

- Wszyscy już wyszli z tunelu, panie - zameldował rezun ściskając w prawicy stylisko ciężkiego topora - Siła ich na dole. Co każecie czynić?

Nazarko wstrzymał oddech słysząc pytanie żołdaka, nadstawił uszu w rozpaczliwej nadziei na to, że usłyszy decyzję o dyskretnym odwrocie w obliczu przeważającego nieprzyjaciela. Liczebność kultystów budziła w nim głębokie obawy, bo wiedział z zasłyszanych licznie opowieści, że czciciele Żmija doskonalili się nieustannie w sztuce łowieckiej i robieniu orężem, wielbiąc ponad wszystko inne sprawność fizyczną i męstwo w walce.

- Zabijemy ich wszystkich, co do jednego - warknął kajaz niwecząc tym samym nadzieję Ivasha - Wyrżniemy w pień, a potem spalimy. Płomienie oczyszczą to, co Żmij splugawił.

- Pośpiech zadziała na naszą niekorzyść, zbytnia opieszałość również - zauważył szeptem Jaremi Ulgan - Oni zażywają przed ceremonią pewne specyfiki, które wprawiają umysł w otępienie. Teraz wciąż jeszcze są trzeźwi na rozumie, choć patrząc na nich trudno w to uwierzyć. Musimy zaczekać, aż wprowadzą się w trans, wtedy uderzymy.

- Nie lepiej odczekać do brzasku, aż posną? - wyszeptał Gorewicz przenosząc niespokojne spojrzenie na paladyna - Nażrą się, spiją, a potem popadają ze zmęczenia. Na spaniu łatwiej gardło przeciąć.

- Nie z tymi tutaj - zaprzeczył ruchem głowy Murnik, spoglądając na wibrujące ludzką wrzawą dno kotliny - Kiedy Calder stanie w szczytowym punkcie na niebie, a Artis i Laris znajdą się po jego bokach, stanie się coś złego. To najważniejszy moment tej plugawej ceremonii. Na tych pogańskich grzeszników spłynie wówczas moc pełni. Jak będą do tej chwili słabsi, tak staną się naraz silniejsi i szybsi. Wyostrzy się im wzrok i słuch, poprawi węch.

Wsłuchany w słowa paladyna Volkh poczuł jak żołądek zmienia mu się w kulę lodu.

- W kulminacji obrzędu składa się ofiarę - ciągnął dalej Ulgan, głosem dźwięczącym nutami skrajnego wstrętu i zapiekłej nienawiści - Zazwyczaj jest to zwierzę. Jeśli zabijają sowę, moc pełni sprawia, że przez jakiś czas lepiej widzą w ciemnościach nocy. Jeśli zabijają wilka, potrafią wywęszyć ofiarę na milę. Ofiara z sokoła wyostrza im niebywale wzrok.

- A jeśli zabiją człowieka? - odezwał się Igor Zareniv, głosem tak opanowanym i beznamiętnym, że wszyscy od razu wyczuli jego sztuczność - Co im się wówczas wyostrza?

- Żądza bezmyślnego zabijania - wycedził przez zęby paladyn - Pożerają wnętrzności zabitego, a potem ruszają na całonocne łowy na ludzi. Słyszeliście zapewne opowieści o odległych wioskach w górach lub puszczy, gdzie po jednej nocy znikali wszyscy mieszkańcy, zostawiając jedynie ślady walki i plamy krwi. W takich miejscach zawitała zapewne wataha Żmija.

- Myślisz... myślisz, że już zabili więźniów? - zapytał kajaz wpatrując się w Murnika oczami, w których płonęła gorączka szaleństwa.

- Nie - odparł pewnym siebie głosem paladyn - Zachowali ich na potrzeby ceremonii, inaczej nawet by się nie trudzili wleczeniem biedaków spod Wiszącej Skały. Dzisiejszej nocy zamierzają złożyć w ofierze ludzi.


Wątek techniczny

Taka mała scenka obyczajowa, mająca przybliżyć Wam nieco żmijowe klimaty. Kultyści Drapieżcy odprawiają regularnie podobne ceremonie, a spożywane w ich trakcie szczątki ofiary mają precyzyjny wpływ na kondycję czcicieli. W minisuplemencie Lock&Load widziałem kiedyś tabelaryczny wykaz rodzajów ofiar wraz z ich wpływem na współczynniki uczestników rytuału (np. spożyty w trakcie obrzędu wąż daje kultystom na okres doby jadowitą ślinę).

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 marca 2012, 21:32

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Volkh złapał Murnika czubkami palców za rąbek płaszcza, gdy ten zmieniał niewygodną pozycję, zwrócił na siebie uwagę skoncetrowanego na orgiastycznych pląsach paladyna.

- Hurmem pod te jaskinie nie podleziemy, panie - wyszeptał młodzieniec - Wszelako w trójkę, z pomocą jakowejś kapłańskiej magii? Abo pozory stwarzać, że my jedni z nich? Może się uda, jeśli Stworzyciel pomiłuje?

Ulgan wbił wzrok w oczy młodego myśliwego, zmarszczył czoło rozważając coś naprędce w myślach.

- Dzielne serce, prawdziwie menickie - odszepnął po chwili kręcąc przecząco głową - Ale groźba waszego pojmania zbyt jest wysoka. Ci tam na dole pewnikiem z różnych pochodzą sadyb, wszelako muszą się dobrze znać. By dołączyć do takiej hordy, mus z nimi wpierw długo w zażyłość wchodzić, wspólnie polować nie wiedząc nawet, kim oni po prawdzie są. Obserwują człeka, a po czynach go szacują. Ma kto taki skłonności do grzeszenia, do ulegania wyrodnym żądzom przelewania krwi, a niszczenia, tego do siebie przygarniają. Niech was ten widok w dole nie zwiedzie. Nikt się tam dzisiaj nie znalazł z przypadku, nikt.

Wilimov przytaknął w odpowiedzi głową, a jego napięte oblicze nie pozwalało jednoznacznie wnioskować, czy odpowiedź Murnika go rozczarowała czy też przyniosła skrzętnie skrytą ulgę. Paladyn spojrzał na młodzieńca uważnie, później zerknął na leżącego tuż obok na brzuchu Ivana.

Volkh zesztywniał mimowolnie, kiedy palce Ulgana dotknęły bez ostrzeżenia jego szyi sprawiając owym dotykiem krótkotrwały przypływ bólu. Ledwie uderzenie serca później płytkie rany zadane włócznią strażnika na skalnej półce przestały myśliwemu w ogóle doskwierać. Kossyta pomacał szyję, kiedy paladyn odwrócił się w stronę Karakova, sapnął cicho wodząc opuszkami palców po gładkiej skórze, której nie szpeciły żadne krwawe bruzdy.


Wątek techniczny

Przedłożyłem w formie dialogów propozycję Volkha, ale Ulgan uważa ją za zbyt ryzykowną. Lecz przejaw straceńczej odwagi musiał na nim wywrzeć wrażenie, bo nagle przypomniał sobie o świeżych ranach swych pupilów. Leczenie dotykiem, ŻYW Volkha i Ivana wraca do wartości bazowej.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 20 marca 2012, 21:35

Nazarko dręczyły złe myśli.
Niech Menoth ma nas w opiece. To będzie ciężka i krwawa noc, a wielu z nas nie dożyje poranka. Oby ktokolwiek dożył.
Być może kultyści dzisiejszej nocy nażrą się flaków syna kajaza i zapolują na nas.
Do kroćset demonów, stanę ja im jeszcze w gardle, żmijowym synom.

Ivash jak najciszej odczołgał się w stronę kuzynów i nic nie mówiąc wyszukał dobrej pozycji strzeleckiej. Ściągnął powoli łuk i przyszykował strzały. Wszystkie czynności wykonywał z przesadną dokładnością. Następne chwile miały zdecydować o ich życiu lub okrutnej śmierci.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 20 marca 2012, 21:48

Dziękuję Wam Ulganie, że mnie uleczyliście, znaczy czekamy aż oni osłabną i uderzymy przed pełnią. Przygotowuję sie do walki, koncentruje się , staram sie chwilę odpocząć.

Techniczny:
Super patent z tym ofiarami kultystów żmija, chyba zostane fanem Iron Kingdoms, ciekawe co za mechanike wykombinują, skoro d20 im jednak nie pasuje.

ODPOWIEDZ