PBF - Pazur w mroku

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 kwietnia 2012, 21:48

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Pomagając ledwie trzymającemu się na nogach Ivashowi kuzyni dopadli pękającego coraz wyraźniej stoku i zaczęli piąć się z szaleństwem w oczach w jego górę, zasypywani bolesnym gradem spadających z góry ułomków skał. Ivan krwawił z płytkiego rozcięcia na czole, ale nie zwracał uwagi na ból, przeskakując przez ciała ludzi zabitych w drodze do mrocznego wylotu tunelu i ciągnąc za ramię Nazarka.

Poświata rzucana przez magianiczny miecz kajaza zniknęła nagle z oczu myśliwych, utonęła w czeluści mrocznego korytarza.

- Już uszli do tunelu! - krzyknął dźwięczącym rozpaczą głosem Karakov - Żwawiej, bo po nas!

Pchający Ivasha Volkh omal się nie potknął, kiedy ziemia zadrżała ponownie, prawie stracił równowagę dusząc w ustach plugawe przekleństwo. Upadek z tej wysokości na dno kaldery oznaczał pewną śmierć i młodzieniec doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Rozstawiając szerzej nogi obejrzał się nad ramieniem i wstrzymał oddech widząc sceny zniszczenia rozgrywające się w kotlinie. Połowa dna kaldery już zniknęła pociągając za sobą wszystko, co znajdowało się na jej powierzchni.

Murnik przepadł bez śladu; w miejscu, gdzie pozostawili go Kossyci ziała smolistą czernią wielka dziura.

Karakov pierwszy wpadł do skalnego korytarza, stąpając bez cienia współczucia po ciepłych jeszcze trupach zabitych u jego wylotu ludzi. Spod ziemi dobiegał wciąż szczęk stali i dzikie wrzaski dowodzące tego, że ścigani w drodze do wodospadu kultyści ciągle bronili się przed następującymi im na plecy ludźmi kajaza.

Leżący pod ścianą tunelu człowiek chwycił Ivana za nogawkę tak raptownie, że Kossyta nawet tego nie dostrzegł, dopiero żelazny uchwyt palców na łydce uświadomił mu czyjąś obecność.

- Pomóż... mi... - wypełniająca tunel ciemność nie pozwalała stwierdzić, kim był błagający o ratunek mężczyzna, a huk pękających skał ledwie pozwalał zrozumieć jego słowa. Wnętrze przejścia wypełniały coraz większe chmury skalnego pyłu, utrudniające oddychanie i piekącego w oczy.


Wątek techniczny

W oczekiwaniu na reakcję Aravena pozwolę sobie podkreślić, że Ivash stracił w bijatyce w kalderze całą broń oprócz myśliwskiego noża. Kleft i toporek zgubione, łuk złamany przy zderzeniu z wilczarem, a strzały wysypane z kołczanu. Dwaj pozostali kuzyni wciąż dysponują pełnym arsenałem.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 01 kwietnia 2012, 22:28

Wątek techniczny

Bierz go a jak się okaże że to jakiś kultysta to go na zewntrz rach ciach i po sprawie.

Kurde człowiek wyszedł na kolację i ile mnie ominęło...
Ostatnio zmieniony 01 kwietnia 2012, 22:43 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 01 kwietnia 2012, 23:35

Biorę tego rannego. staram się go wynieść w bezpieczne miejsce.

Techniczny:
Mamy miecz murnika? Jak tak niech Ivash go weźmie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 kwietnia 2012, 23:52

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Gnany raczej instynktem niż zdrowym rozsądkiem, Karakov pochylił się nad mężczyzną i pochwyciwszy palcami za mokre od krwi odzienie szarpnął człowieka w górę zarzucając go sobie na ramię. Obcy, zupełnie w ciemnościach korytarza anonimowy, musiał być rosłym mężczyzną, bo Ivan aż stęknął pod jego ciężarem, ale odzyskawszy równowagę natychmiast ruszył przed siebie zmierzając w stronę ledwie widocznej gdzieś w przodzie złocistej poświaty, prowadząc za sobą Volkha i wspartego na jego ramieniu Ivasha.


Wątek techniczny

Macie miecz i menofiks Ulgana.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 kwietnia 2012, 08:30

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Niosący Oskara Gorewicz w zwyczajnych okolicznościach najpewniej podołałby temu zadaniu bez trudu, bo był rosłym krzepkim mężem, teraz jednak dyszał wyczerpany zażartą walką z kultystami. Nie mogąc złapać oddechu rezun przystanął na chwilę w zwężeniu trzęsącego się w przerażający sposób korytarza, a wraz z nim przystanęli również pozostali Khadorianie. To dzięki temu uciekający w tyle myśliwi zdążyli dogonić kajaza i jego świtę.

- To my, panie! - wrzasnął na całe gardło Wilimov, kiedy Zareniv zaświecił mu w oczy poświatą swego miecza spodziewając się nagłego ataku ze strony grupki zagubionych w kalderze żmijarzy - Posłańcy z Tverkutska! Nie bijcie!

- Gdzie Murnik?! - krzyknął kajaz klepiąc jednocześnie ponaglająco w ramię Gorewicza - Co z nim?!

- Już po nim, panie! Stworzyciel wezwał go do siebie! - wyrzucił przez ściśnięte gardło Volkh, w jednej chwili widząc przed oczami spokojną twarz zmarłego - Uciekajmy stąd!

Gorewicz zebrał siły i poprawiwszy bezwładny ciężar spoczywający na jego barkach ruszył z miejsca chcąc czym prędzej opuścić korytarz, który lada chwila mógł całkiem się zawalić grzebiąc pod skałami ocalałych z rzezi menitów.

Nieprzytomny dotąd Oskar Zareniv jęknął głucho, poruszył niemrawo unosząc lekko głowę i wodząc po mrocznym korytarzu rozgorączkowanym wzrokiem. Ojciec doskoczył do niego opuszczając klingę miecza, skąpał postać Gorewicza i jego ludzki bagaż w nienaturalnej poświacie emanującej od magianicznej broni.

- Wszystko będzie dobrze! - krzyknął władyka łapiąc lewą ręką za podbródek syna i odwracając jego głowę w swoją stronę - Zaraz będziemy...

Dolna szczęka Oskara wydłużyła się pośród trzasku przekształcanych kości, skóra w ułamku chwili naprężyła się naciągnięta siłami nieludzkiego procesu deformującego mięśnie chłopca. Gorewicz wydał z siebie zduszony okrzyk zaskoczenia czując rosnący znienacka ciężar Oskara, przygniatający mężczyznę ku ziemi. Przewieszone przez bark rezuna ręce młodego Zareniva pokryły się węzłami mięśni, porosły krótką burą sierścią, wąskie palce zaczęły rosnąć, a połamane paznokcie wydłużać na podobieństwo długich pazurów.

Zbiorowy wrzask przerażonych tym widokiem ludzi zlał się w jedno z nieludzkim skowytem Gorewicza, pochwyconego w mgnieniu oka przez bestię o fosforyzujących ślepiach, przebitego na wylot ostrymi jak brzytwa pazurami i uniesionego w powietrze z budzącą grozę lekkością.

- Ojche... patcz mne... - z gardzieli wilczara wydarł się dźwięk do złudzenia przypominający nieskładną mowę, artykuowaną za pomocą organów nienawykłych do wydawania tego rodzaju odgłosów - Urochdłem se... nowo!


Wątek techniczny

Ha, przyznajcie się, zrobiłem Wam niespodziankę! Pewnie już myśleliście, że to koniec zabawy, a tutaj taka transformacja! I co teraz, co teraz?! Zegar tyka coraz szybciej, korytarz naprawdę zaraz się zawali, a agresywny wilczar bardzo utrudnia ewakuację! Możecie go atakować albo próbować się przemknąć obok albo zawrócić do kaldery albo też poświęcić ostatnie chwile swego życia na modlitwy do Stworzyciela.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 kwietnia 2012, 09:14

W nogi kuzyni...

Techniczny:
Po mojemu trza wiać. Po tym co pokazał tamten wilczar to ni zamierzam walczyć z tym tutaj. Nawet jak jest młody i słabszy od tego którym druid kierował. Chodu. Że też murnik zginął i tylu ludzi by wilczara ocalić. Masakra.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 02 kwietnia 2012, 16:30

Watek techniczny

W nogi ale z glowa, nie dam sobie lba od tylu z szyi wyrwac. Pozatym nie zostawie Ivasha. Ubezpieczam go tak zeby mogl biedak bezpiecznie wyjsc.

A kogo wlasciwie niosl Ivan? Bo z kontekstu wynika mi ze inna osobe nizli Oskarka - wilczarza.


[KETH] Ivan niósł jakiegoś biedaka znalezionego w tyle rejterady. Oskara targał cały czas Gorewicz.
Ostatnio zmieniony 02 kwietnia 2012, 17:17 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 kwietnia 2012, 17:38

Mam nadzieję, że typ jakiego taszczę to nasz człek, a nie jakiś kolejny zmiennokształtny żmijarz... Czekam, aż przejdzie Ivash z Volkiem i taszczę dalej tego rannego, w stronę wyjścia z wąwozu na otwarty teren.
Ostatnio zmieniony 02 kwietnia 2012, 18:07 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 kwietnia 2012, 17:56

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Gardłowe ryki wilczara mieszały się z wrzaskami ludzi. Wciąż obciążony niesionym na plecach człowiekiem Ivan rzucił się do przodu mijając podnosząc do góry miecz kajaza. Coś uderzyło go z ogromną siłą w grzbiet, rzuciło na kolana. Ciężar na plecach znikł w jednej chwili, zdarty potężnym szarpnięciem.

Karakov obrócił się w miejscu i wrzasnął mimowolnie widząc przeistoczonego w bestię Oskara unoszącego w górę Khadorianina, którego ledwie chwilę wcześniej Ivan podniósł z podłoża tunelu. Nieszczęśnik umarł w jednym momencie, przebity długimi pazurami na wysokości piersi i brzucha.

Popychany przez Volkha i innego z ludzi z Zarenivki Ivan runął na złamanie karku w stronę przeciwnego wyjścia, krztusząc się skalnym pyłem i błagając Stworzyciela w myślach o ratunek.


Wątek techniczny

Szaleńcza ucieczka trwa!

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 kwietnia 2012, 18:08

Zwiewam co sił ale za plecami Ivasha, się trzymam, miecz murnika dzierżę coby chlasnąc bestię po łapach jak coś, ale może się zajmie ciałem khadorianina.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 kwietnia 2012, 18:11

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Skalna półka dygotała równie mocno jak sama kotlina, chociaż jej powierzchnia nie była pokryta pęknięciami. Spadające ze szczytu wodospadu kaskady lodowatej wody rozpryskiwały się we wszystkich kierunkach, w mgnieniu oka przemoczając ubrania uciekających w popłochu ludzi. Ivan złapał za rękaw jakiegoś Khadorianina, który w mroku nocy omal nie wybiegł za krawędź urwiska, szarpnął go gwałtownie w tył nie zwracając uwagi na trzeszczące szwy skórzanej kurtki.

Kajaz Zareniv i Tyszka wydostali się z korytarza ostatni, zaraz potem z wnętrza przejścia dobiegł ogłuszający huk wieszczący zawalenie się tunelu i pogrzebanie drugiego wilczara. Grupkę ludzkich postaci na półce spowiły kłęby duszącego skalnego pyłu, tłumiące rozpaczliwe krzyki i nawoływania. Nie chcąc ryzykować zejścia w dół po stromym zboczu, Khadorianie popędzili na złamanie karku do wąwozu, pokonując jego ciasną przestrzeń z szybkością wręcz nieosiągalną dla zwykłych ludzi.

Zatrzymali się dopiero pomiędzy drzewami puszczy, padając na czworaki lub przewracając się na plecy, rozpaczliwie łapiąc powietrze otwartymi szeroko ustami i trąc kciukami załzawione powieki. Ivash ponownie zwymiotował tracąc z nadmiaru wysiłku świadomość, ale ledwie przytomny Ivan z niewysłowioną ulgą stwierdził, że tym razem w wymiocinach było już mniej krwi.

Kajaz Igor Zareniv wyglądał niczym żywy trup. Mężczyzna był blady jak ściana, w jego rozszerzonych oczach błyszczała gorączka obłędu. Oddychał płytko, przykładając zaciśniętą w pięść lewą dłoń do piersi na wysokości serca. W prawicy wciąż ściskał zbielałymi z wysiłku palcami rękojeść swego miecza, promieniującego słabą złocistą poświatą.

Oprócz samego kajaza z walącego się korytarza uszło z życiem pięciu osadników z Zarenivki, wśród nich pokryty grubą warstwą kamiennego pyłu Tyszka. Żaden z nich nie wyszedł z opresji bez szwanku: jeden miał złamaną rękę, pozostali rozmaite rany cięte i kłute. Najmłodszy z tej grupy, ledwie kilka lat starszy od kuzynów, płakał nie trudząc się nawet wycieraniem oczu, nieskładnie mamrocząc przez łzy wersy menickiej modlitwy.

Zza skalnego wzniesienia dobiegł jeszcze jeden stłumiony huk, po czym drgania gruntu ustały, pogrążając struchlałą puszczę w przenikliwej ciszy.


Wątek techniczny

W góry ruszyła ponad czterdziestoosobowa ekspedycja, a do domu wróci może tuzin. Kiedy już pozbieracie się do kupy, wskazane będzie jak najszybsze dotarcie do koni przy Wiszącej Skale. Jest tam też dwóch wartowników, którzy przydadzą się do pomocy przy ciężej rannych. Istnieje ryzyko, że przodem czmychnęło z kotliny kilku kultystów, więc okolica nadal nie jest bezpieczna.

Kajaz jest w ciężkim stanie emocjonalnym, ale jeśli chcecie spróbować, możecie z nim porozmawiać, chociażby o planie działania.

Czekam na nowe deklaracje.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 02 kwietnia 2012, 18:37

Volkh widzac slabosc Kajaza, sam postanowil natchnac serca niedobitkow chocby najmniejsza nadzieje. Podniosl paladynski miecz tak aby swiatlo ksiezycow odbilo sie w misternie kutej klindze.

- Bracia w wierze! Najsrozsze termina na nas spadly o czym sam wasz Batko zaswadczyc moze, ale ofiara naszych braci nie poszla na marne. Zdrajcy wiary zgineli i posmiertna kara ich takze spotka za sromote jakiej sie dopuscili wobec braci. Zadalismy plugawcom cios w ich wlosciach, po ktorym dlugo sie nie podniosa. A konsekwencje jesli by nas tu nie bylo i wielu posrod nas nie zgineloby dzisiejszej nocy bylyby najstraszniejsze. Pomyslcie o kobietach, dzieciach, ktore by zycie postradaly gdyby te potwora grod opadly!Menoth widzial Wasze czyny z niebios i powiadam Wam, Nasi bracia przy stolach Menotha ucztuja nagrode sluszna odbierajac. Nie traccie serca Bracia bo niezbadane wyroki Menotha sa. Nie na darmo nas Stworzyciel taka probe zeslal. To czesc boskiego planu wobec Nas maluczkich. Wracajmy do grodu. Wiesci smitne zaniesimy ale wiecej chwalebnych, mestwo i odwage chwalacych. Kajazie prowadz synow swych walecznych i wiernych Menotha wojownikow! - Volkh polozyl dlon na ramieniu Batki, probujac wepchnac choc troche dobrych emocji w hospodara.

Watek techniczny

Sprawdzam ci z Ivashem, lepiej mu?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 kwietnia 2012, 18:56

Podchodze do Tyszki. Słuchajcie wyscie oficer, zbierzcie ludzi i miejcie baczenie na waszego kajaza. Trza nam stąd uchodzić, a nie wiem czy kajaz wydoli sam dowodzic po tym co go spotkało. Straszne to wszystko ale trzeba tych co przeżyli stąd do waszej osady przywieźć. Szkoda, że dzielny jeremi Ulgan żywot oddał. Pomścimy go wkrótce.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 kwietnia 2012, 18:58

20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Szaleńczy odwrót poprzez spowitą mrokiem puszczę wrył się niezapomnianym piętnem w pamięć kossyckich myśliwych. Wyczerpani do cna, krwawiący z ran i balansujący na krawędzi utraty zdrowych zmysłów, młodzieńcy parli przed siebie z rozpaczliwą determinacją nie chcąc niczego więcej prócz powrotu za bezpieczne wały Tverkutska. Kiedy ośmiu nieszczęśników, brudnych, obszarpanych, zakrwawionych i nie mogących wykrztusić z siebie ani słowa dotarło pod Wiszącą Skałę, pilnujący tam koni dwaj strażnicy omal nie wpadli w panikę. Do porządku przywołał ich poblask magianicznej klingi Zareniva, ale w oczach obu mężczyzn czaiła się czysta groza, potęgowana nieobecnością tak wielu druhów i przerażającym wyglądem tych, którzy powrócili do obozowiska.

- Panie, co się tam stało? - zapytał jeden z nich podprowadzając śpiesznie konia kajaza - Gdzie inni? Będziemy na nich czekać?

- Żaden już nie wróci - odpowiedział grobowym głosem Zareniv, wpatrzony tępo w tarczę Calderu - Wracamy do sadyby. Powiążcie konie, trza będzie te wolne popędzić do domu, tu ich przecie nie ostawimy. A wy do mnie, żwawo!

Ostatnie słowa Zareniva skierowane były do ocalałych z rzezi mężczyzn, wpatrujących się nieobecnym wzrokiem w księżyce lub czarną linię lasu. Gdzieś nad koronami drzew poniosło się przeciągłe wilcze wycie, tak powszechne nocną porą w północnym Khadorze, teraz jednak budzące mimowolny dreszcz tych, którzy byli świadkami wymuszonych narodzin wilczara. Wszyscy podeszli do siedzącego już w siodle kajaza, odprowadzającego obu strażników wzrokiem, w którym ponownie zdawała się rozgaszczać podejrzliwość.

- Niechaj to, co się tam stało pozostanie między nami - powiedział Zareniv ściszając głos - Dopóki nie postanowię, co trza dalej uczynić, nikomu o niczym nie rozpowiadajcie.

- Ale panie... przecie trza wieść zanieść dalej - odezwał się niepewnym głosem najmłodszy z osadników, rozbity psychicznie i drżący co chwila w napadach konwulsji, nad którymi nie potrafił zapanować - Przed posadnika...

- Uczynię to, kiedy przyjdzie odpowiedni czas - przerwał mężczyźnie kajaz, prostując się w siodle - Do tej chwili musicie mi przysiąc na Stworzyciela, że nie puścicie pary z gęby. Dawać mi tu łapy, a żwawo!

Władyka wyciągnął spod swego podartego płaszcza noszony na łańcuszku srebrny menofiks i wyciągnął go w stronę stojących przy koni ludzi.

- Przyłóżcie tu ręce, a przysięgnijcie na Praworządcę, że zachowacie milczenie, póki was z niego nie zwolnię.


Wątek techniczny

Cóż, taka przysięga ma zapewne charakter trwale wiążący, zwłaszcza dla pobożnych menitów. Możecie naturalnie odmówić jej złożenia albo jednak poprzysiąc milczenie zgodnie z wolą Zareniva. Co robicie?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 kwietnia 2012, 19:00

Kajazie przysięgnę jako chcecie, ale zemsty na żmijowym plemieniu nie poniecham. Mogę przysiąc o ile przysięga nie zabroni mi Murnika Ulgana pomścić i innych co tam zginęli.

ODPOWIEDZ