PBF - Drapieżna ekstaza
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Zasypany potokiem płynących wartko z ust Ivasha słów, nieszczęsny Tolstov uległ sile argumentów młodzieńca, w obliczu groźby zamarznięcia we własnym domu godząc się zapłacić osiem szponów za doprowadzenie jego komina do porządku i uchronienie się przed ponownym tego rodzaju nieszczęściem. Robiący poważną minę Nazarko gotów był wyć z zachwytu, klepać po zadzie konia i całować w policzki swego klienta, bo propozycja Kharda jawiła mu się teraz istnym darem zesłanym Kossytom przez Stworzyciela, ale musiał rzec jasna panować nad emocjami.
W Tverkutsku musiałby tyrać kilka dni w tartaku albo polować nieustannie na nie zawsze skorą do sprzedania tanio skóry dziczyznę, by zarobić tyle, ile roztargniony zdesperowany człowieczek zaoferował mu w Cherovie za oczyszczenie ze śniegu komina.
Wątek techniczny
Dom alchemika to jeden z wielu ciasno stojących budynków w kwartale kamienicznym, nie ma przy nim stajni ani pomieszczeń gospodarczych, ale konie można przywiązać do drewnianego palika usytuowanego opodal drzwi do domostwa. Właściciel ma jakieś liny, znajdzie też młotek i parę gwoździ.
Zasypany potokiem płynących wartko z ust Ivasha słów, nieszczęsny Tolstov uległ sile argumentów młodzieńca, w obliczu groźby zamarznięcia we własnym domu godząc się zapłacić osiem szponów za doprowadzenie jego komina do porządku i uchronienie się przed ponownym tego rodzaju nieszczęściem. Robiący poważną minę Nazarko gotów był wyć z zachwytu, klepać po zadzie konia i całować w policzki swego klienta, bo propozycja Kharda jawiła mu się teraz istnym darem zesłanym Kossytom przez Stworzyciela, ale musiał rzec jasna panować nad emocjami.
W Tverkutsku musiałby tyrać kilka dni w tartaku albo polować nieustannie na nie zawsze skorą do sprzedania tanio skóry dziczyznę, by zarobić tyle, ile roztargniony zdesperowany człowieczek zaoferował mu w Cherovie za oczyszczenie ze śniegu komina.
Wątek techniczny
Dom alchemika to jeden z wielu ciasno stojących budynków w kwartale kamienicznym, nie ma przy nim stajni ani pomieszczeń gospodarczych, ale konie można przywiązać do drewnianego palika usytuowanego opodal drzwi do domostwa. Właściciel ma jakieś liny, znajdzie też młotek i parę gwoździ.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Ivash potknął się w półmroku o jakieś złożone na stryszku rupiecie i bluznął wiązanką, na dźwięk której bogobojne niewiasty zwykły się czerwienić i złorzeczyć mu zarazem. Szacowny właściciel domu sprawiał wrażenie człowieka przywiązanego do swoich starych mebli, piętrząc je na stryszku w istne sterty tylko czekające na to, by ktoś nieostrożny huknął o nie łokciem lub co gorsza głową. Niewielkie okienko osadzone w opadającym stromo dachu długo nie dawało się otworzyć, bo odkształcona pod wpływem słonecznego ciepła drewniana framuga zakleszczyła je zmuszając Nazarka do denerwującej szarpaniny z zamkiem.
- Puszczaj żeś wreszcie! - sarknął dziko młodzieniec i opierające się jego mięśniom okienko w końcu ustąpiło wpadając do środka stryszku wraz z mnóstwem śniegu, sypiącego się Ivashowi za kołnierz i w oczy.
Wyrzuciwszy z siebie kolejne przekleństwo Kossyta wyjrzał na śliski stromy dach, zerkając ku krawędzi dachu oraz dostrzegalnego w dole fragmentu ulicy.
- Trzy piętra? Jakie trzy piętra? Pięć jak nic, psiamać! - burknął Ivash ściągając z ramienia zwiniętą ciasno linę i zastanawiając się, gdzie ją przywiązać bez ryzyka spadnięcia z dachu w towarzystwie wyciągniętej na linie za okno starej komody.
Wątek techniczny
Jestem pewien, że kostki będą Wam sprzyjały i odśnieżanie komina okaże się szybkim bezbolesnym zabiegiem wartym swoje w brzęczącej walucie!
Ivash potknął się w półmroku o jakieś złożone na stryszku rupiecie i bluznął wiązanką, na dźwięk której bogobojne niewiasty zwykły się czerwienić i złorzeczyć mu zarazem. Szacowny właściciel domu sprawiał wrażenie człowieka przywiązanego do swoich starych mebli, piętrząc je na stryszku w istne sterty tylko czekające na to, by ktoś nieostrożny huknął o nie łokciem lub co gorsza głową. Niewielkie okienko osadzone w opadającym stromo dachu długo nie dawało się otworzyć, bo odkształcona pod wpływem słonecznego ciepła drewniana framuga zakleszczyła je zmuszając Nazarka do denerwującej szarpaniny z zamkiem.
- Puszczaj żeś wreszcie! - sarknął dziko młodzieniec i opierające się jego mięśniom okienko w końcu ustąpiło wpadając do środka stryszku wraz z mnóstwem śniegu, sypiącego się Ivashowi za kołnierz i w oczy.
Wyrzuciwszy z siebie kolejne przekleństwo Kossyta wyjrzał na śliski stromy dach, zerkając ku krawędzi dachu oraz dostrzegalnego w dole fragmentu ulicy.
- Trzy piętra? Jakie trzy piętra? Pięć jak nic, psiamać! - burknął Ivash ściągając z ramienia zwiniętą ciasno linę i zastanawiając się, gdzie ją przywiązać bez ryzyka spadnięcia z dachu w towarzystwie wyciągniętej na linie za okno starej komody.
Wątek techniczny
Jestem pewien, że kostki będą Wam sprzyjały i odśnieżanie komina okaże się szybkim bezbolesnym zabiegiem wartym swoje w brzęczącej walucie!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ivash przewiązał się pod pachami liną i sprawdził węzeł. Wziął też końce lin przeznaczone dla kuzynów. Wysunął się przez okno i grabiami oczyścił najbliższą okolicę dachu.
-Ale z nas durnie bratkowie. Przecie nasze chabety pod domem stoją. Trza nam je gdzie indzie przywiązać bo zamiast koni znajdziem kopczyki śniegu.
Po przestawieniu koni kossyta powraca do realizacji polanu. Wychodzi na dach (jeżeli jest z drewnianych gontów wysuwa kolce z butów). Wspinana się do komina, ocenia jego wytrzymałość i o ile wypadnie ona dobrze przywiązuje liny kuzynów oraz trzymając się grzbietu dachu przyciąga swoją linę i ją także przywiązuje.
Później gromko ostrzegając przechodniów grabiami zsuwa zwały śniegu.
-Ale z nas durnie bratkowie. Przecie nasze chabety pod domem stoją. Trza nam je gdzie indzie przywiązać bo zamiast koni znajdziem kopczyki śniegu.
Po przestawieniu koni kossyta powraca do realizacji polanu. Wychodzi na dach (jeżeli jest z drewnianych gontów wysuwa kolce z butów). Wspinana się do komina, ocenia jego wytrzymałość i o ile wypadnie ona dobrze przywiązuje liny kuzynów oraz trzymając się grzbietu dachu przyciąga swoją linę i ją także przywiązuje.
Później gromko ostrzegając przechodniów grabiami zsuwa zwały śniegu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Przywiązane do solidnych drewnianych wsporników stropu liny zdawały się gwarantować bezpieczeństwo, ale wiążący je Volkh dla pewności wyszeptał pod nosem kilka menickich wersetów. Zawieszeni na dachu młodzieńcy machali grabiami z zapałem potęgowanym srogością zimowego wiatru, ponieważ na wysokości szczytu budynku było zdecydowanie zimniej niż na poziomie bruku. Szczękając zębami i przejawiając niecodzienną niechęć do obdarzania się wzajemnie złośliwymi kpinami, uprzątnęli zalegający na stromym dachu śnieg i wyczyścili komin.
- Prawdziwie rację miał mój staruszek, kiedy mawiał, że Khardów za bardzo do krasnoludów ciągnie - parsknął w końcu Ivash siadając okrakiem na wieńczących szczyt dachu gąsiorach i patrząc na męczącego się z drewnianym daszkiem Volkha - Patrzaj jeno wkoło. Przecie to jakoweś morze dachów, a wszytkie na tyle piętrów wysokie. Kto to widział, coby takie wielkie domy z kamienia wznosić?
- A z czego byś chciał, z gliny? - odburknął Wilimov - A na krasnoludach się nie wyznaję, powiem szczerze. Że twój starzyk się na nich wyznaje, wcale mnie nie dziwne, zważywszy na rozmiar twego kutasika gotów żem przyjąć, że spiknął się on z jakowąś krasnoludzicą, a tyś z tego związku zrodzony, przeto niektóre rzeczy u ciebie mniejsze jak u inszych.
- Chędoż się, cielebuniu jeden - odburknął bez cienia złości Nazarko, od dawien dawna przyzwyczajony do takich lub jeszcze gorszych docinków - Ivan, czego się tak wałkonisz?
Karakov nie odpowiedział w pierwszej chwili, pochłonięty zupełnie czymś innym. Opuszczając się wzdłuż liny aż krawędzi dachu znalazł się w pewnym momencie na wysokości najwyższego piętra kamienicy po przeciwnej stronie ulicy, a w oknie tym pojawiła się znienacka młoda dziewczyna, która jęła przyglądać się pracy młodzieńca wychylona przez parapet i nie bacząca wcale na rumieńce, wykwitające pod wpływem mrozu na jej uroczej twarzyczce.
- O żesz ty dupczelniku! - gwizdnął przeciągle Ivash zauważając w końcu obiekt zainteresowania swego kuzyna - Ten to zawsze ma szczęście! Ta cycata skrzetucha też się na jego widok śliniła, pamiętasz Volkh? A patrzaj na tę dziewoję, szybko! Jakie ma płowe kosy! A jakie cycki! Nie trza aby i u niej poodśnieżać?
Wątek techniczny
Robota idzie dość sprawnie, na dodatek zaczynacie zdobywać sobie fanki! Przepraszam, że zaniedbałem ostatnio troszeczkę ten topik, ale potrzebowałem trochę więcej czasu na obsłużenie fragmentu sesji w NS.
Przywiązane do solidnych drewnianych wsporników stropu liny zdawały się gwarantować bezpieczeństwo, ale wiążący je Volkh dla pewności wyszeptał pod nosem kilka menickich wersetów. Zawieszeni na dachu młodzieńcy machali grabiami z zapałem potęgowanym srogością zimowego wiatru, ponieważ na wysokości szczytu budynku było zdecydowanie zimniej niż na poziomie bruku. Szczękając zębami i przejawiając niecodzienną niechęć do obdarzania się wzajemnie złośliwymi kpinami, uprzątnęli zalegający na stromym dachu śnieg i wyczyścili komin.
- Prawdziwie rację miał mój staruszek, kiedy mawiał, że Khardów za bardzo do krasnoludów ciągnie - parsknął w końcu Ivash siadając okrakiem na wieńczących szczyt dachu gąsiorach i patrząc na męczącego się z drewnianym daszkiem Volkha - Patrzaj jeno wkoło. Przecie to jakoweś morze dachów, a wszytkie na tyle piętrów wysokie. Kto to widział, coby takie wielkie domy z kamienia wznosić?
- A z czego byś chciał, z gliny? - odburknął Wilimov - A na krasnoludach się nie wyznaję, powiem szczerze. Że twój starzyk się na nich wyznaje, wcale mnie nie dziwne, zważywszy na rozmiar twego kutasika gotów żem przyjąć, że spiknął się on z jakowąś krasnoludzicą, a tyś z tego związku zrodzony, przeto niektóre rzeczy u ciebie mniejsze jak u inszych.
- Chędoż się, cielebuniu jeden - odburknął bez cienia złości Nazarko, od dawien dawna przyzwyczajony do takich lub jeszcze gorszych docinków - Ivan, czego się tak wałkonisz?
Karakov nie odpowiedział w pierwszej chwili, pochłonięty zupełnie czymś innym. Opuszczając się wzdłuż liny aż krawędzi dachu znalazł się w pewnym momencie na wysokości najwyższego piętra kamienicy po przeciwnej stronie ulicy, a w oknie tym pojawiła się znienacka młoda dziewczyna, która jęła przyglądać się pracy młodzieńca wychylona przez parapet i nie bacząca wcale na rumieńce, wykwitające pod wpływem mrozu na jej uroczej twarzyczce.
- O żesz ty dupczelniku! - gwizdnął przeciągle Ivash zauważając w końcu obiekt zainteresowania swego kuzyna - Ten to zawsze ma szczęście! Ta cycata skrzetucha też się na jego widok śliniła, pamiętasz Volkh? A patrzaj na tę dziewoję, szybko! Jakie ma płowe kosy! A jakie cycki! Nie trza aby i u niej poodśnieżać?
Wątek techniczny
Robota idzie dość sprawnie, na dodatek zaczynacie zdobywać sobie fanki! Przepraszam, że zaniedbałem ostatnio troszeczkę ten topik, ale potrzebowałem trochę więcej czasu na obsłużenie fragmentu sesji w NS.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Prace przyśpieszyły, kiedy płowowłose dziewczę spoglądające z ogromnym zainteresowaniem na szczerzącego do niej zęby Ivana zostało wciągnięte za parapet przez srogo wyglądającą matronę, wręcz zadziwiająco podobną w tym względzie do wujenki Padokinowej. Karakov westchnął ciężko i dokończył opróżnianie ze śniegu rynny, śląc co chwila tęskne spojrzenia ku pustemu już oknu.
- Zamarzniemy tu przez ciebie! - huknął ze szczytu dachu Ivash, który w międzyczasie pomógł Volkhowi w mocowaniu na kominie drewnianego zadaszenia - Pamiętasz starego Borisa z Bobrzanki? Tego, co sobie klejnoty odmroził tak, że mu je trza było odciąć, coby na zgorzel nie zszedł? Chcesz tak jak on skończyć?
- Ja tam nie chcę, za to dla ciebie to żaden kłopot - odkrzyknął Karakov majtając przełożonymi przez rynnę nogami nad ulicą i spoglądając w dół na przyglądających mu się podejrzliwie przechodniów -Ty przecie w portach i tak nic nie masz, tedy ci i odmarznąć nie ma co!
- Patrzajcie go jaki wyszczekany! - zarechotał Nazarko zbierając w dłoń resztki śniegu leżącego na szczycie dachu i robiąc z nich śnieżkę - Jakby cię kto nie znał, pewnie by pomyślał, że u ciebie w gaciach żelazna pałka, a prawda jest taka... mizerna!
- Cichajcie wy tam, krzykacze sprośne! - w okienku zajętym wcześniej przez płowowłosą dziewczynę pojawiła się ponownie sroga matrona, wymachująca w stronę Ivana czymś, co zdumiewająco przypominało wałek do ciasta - Młode dziewki straszycie! Wstyd, a sromota, nic inszego!
Wątek techniczny
Grono fanek rośnie! Matrona widać nieczuła na opowieści o żelaznych pałkach, więc może zmiękczycie ją jakimś komplementem? A może zamiast komplementu śnieżką ją prosto w dekolt?
Prace przyśpieszyły, kiedy płowowłose dziewczę spoglądające z ogromnym zainteresowaniem na szczerzącego do niej zęby Ivana zostało wciągnięte za parapet przez srogo wyglądającą matronę, wręcz zadziwiająco podobną w tym względzie do wujenki Padokinowej. Karakov westchnął ciężko i dokończył opróżnianie ze śniegu rynny, śląc co chwila tęskne spojrzenia ku pustemu już oknu.
- Zamarzniemy tu przez ciebie! - huknął ze szczytu dachu Ivash, który w międzyczasie pomógł Volkhowi w mocowaniu na kominie drewnianego zadaszenia - Pamiętasz starego Borisa z Bobrzanki? Tego, co sobie klejnoty odmroził tak, że mu je trza było odciąć, coby na zgorzel nie zszedł? Chcesz tak jak on skończyć?
- Ja tam nie chcę, za to dla ciebie to żaden kłopot - odkrzyknął Karakov majtając przełożonymi przez rynnę nogami nad ulicą i spoglądając w dół na przyglądających mu się podejrzliwie przechodniów -Ty przecie w portach i tak nic nie masz, tedy ci i odmarznąć nie ma co!
- Patrzajcie go jaki wyszczekany! - zarechotał Nazarko zbierając w dłoń resztki śniegu leżącego na szczycie dachu i robiąc z nich śnieżkę - Jakby cię kto nie znał, pewnie by pomyślał, że u ciebie w gaciach żelazna pałka, a prawda jest taka... mizerna!
- Cichajcie wy tam, krzykacze sprośne! - w okienku zajętym wcześniej przez płowowłosą dziewczynę pojawiła się ponownie sroga matrona, wymachująca w stronę Ivana czymś, co zdumiewająco przypominało wałek do ciasta - Młode dziewki straszycie! Wstyd, a sromota, nic inszego!
Wątek techniczny
Grono fanek rośnie! Matrona widać nieczuła na opowieści o żelaznych pałkach, więc może zmiękczycie ją jakimś komplementem? A może zamiast komplementu śnieżką ją prosto w dekolt?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Pulchna niewiasta poczerwieniała, a wałek w jej dłoni jął zataczać groźne kręgi w powietrzu.
- Znam się ja na was, takich owakich! - huknęła głosem, którego nie powstydziłby się niejeden khadoriański sierżant - Miałam ci ja podobnego ku wam męża, frywolnego obłudnika! Bałamutniki! Leniwe obszczymurki! Niby cosik robicie, a ślepiami na prawo i lewo strzelacie, gdzie by tu jeno jakieś niewieście półdupki zoczyć!
Karakov nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem, pewien tego, że poddenerwowana białogłowa nie dorzuci do niego wałkiem nawet, gdyby na taki pomysł wpadła. Ivash i Volkh zarechotali ze szczytu dachu, podzielając rozbawienie swego kuzyna.
Krzykliwa matrona poczerwieniała jeszcze bardziej, palnęła pięścią w parapet odwracając się żwawo w stronę izby.
- Irma! Nigdy cię nie ma, kiedy potrzeba! Dawaj mi tu kuszę, a gibko!
Śmiechy na dachu urwały się w jednej chwili niczym ucięte nożem.
- Volkh, ona żartowała, co? - zapytał Ivash poważniejąc w mgnieniu oka - Rzeknij, że żartowała!
Wątek techniczny
Sprzątanie dachu zasadniczo zakończone, ale może chcecie tam jeszcze chwilę posiedzieć, żeby sprawdzić czy matrona naprawdę żartowała?
Pulchna niewiasta poczerwieniała, a wałek w jej dłoni jął zataczać groźne kręgi w powietrzu.
- Znam się ja na was, takich owakich! - huknęła głosem, którego nie powstydziłby się niejeden khadoriański sierżant - Miałam ci ja podobnego ku wam męża, frywolnego obłudnika! Bałamutniki! Leniwe obszczymurki! Niby cosik robicie, a ślepiami na prawo i lewo strzelacie, gdzie by tu jeno jakieś niewieście półdupki zoczyć!
Karakov nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem, pewien tego, że poddenerwowana białogłowa nie dorzuci do niego wałkiem nawet, gdyby na taki pomysł wpadła. Ivash i Volkh zarechotali ze szczytu dachu, podzielając rozbawienie swego kuzyna.
Krzykliwa matrona poczerwieniała jeszcze bardziej, palnęła pięścią w parapet odwracając się żwawo w stronę izby.
- Irma! Nigdy cię nie ma, kiedy potrzeba! Dawaj mi tu kuszę, a gibko!
Śmiechy na dachu urwały się w jednej chwili niczym ucięte nożem.
- Volkh, ona żartowała, co? - zapytał Ivash poważniejąc w mgnieniu oka - Rzeknij, że żartowała!
Wątek techniczny
Sprzątanie dachu zasadniczo zakończone, ale może chcecie tam jeszcze chwilę posiedzieć, żeby sprawdzić czy matrona naprawdę żartowała?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
14 dzień Martusu 602 AR, Cherov na Dronie
Gustav Tolsov wystawił głowę ze świetlika, kiedy zagadujący go o błahostki kuzyni upewnili się, że wojownicza niewiasta z naprzeciwka zniknęła w końcu za zamkniętym oknem. Zatroskany całym zamieszaniem wokół zatkanego komina Khard obejrzał uważnie uprzątnięty starannie dach, pocmokał znacząco lustrując wzrokiem drewniane zadaszenie chroniące wylot komina przed spadającymi wciąż z góry białymi płatkami.
- Wielcem zadowolony - oznajmił wślizgując się z powrotem na stryszek - Sam bym tego lepiej nie zrobił, zaprawdę! Z nieba żeście mi spadli, dobrzy ludkowie, tedy słusznie nagroda wam się należy!
Pokonawszy w ślad za gospodarzem liczne schody wiodące ku parterowi, Kossyci dotarli z powrotem do gościnnego pokoju Tolsova, zerkając po drodze uważnie na mijane pomieszczenia pełne porządnie oheblowanych i zaimpregnowanych mebli, przyzdobione dywanami i okiennymi zasłonami, które dotąd zwykły w opinii myśliwych uchodzić za przejaw przesadnego zbytku i dowód zniewieścienia południowych sąsiadów.
- Patrzajcie na to, co tak stuka - szepnął podekscytowany Ivash, kiedy mężczyzna zostawił gości na chwilę samych wychodząc do sąsiedniego pokoju - Co to jest?
- Chyba czaromierz - burknął niepewnie Volkh, wzruszając ramionami - Widzisz, że cyfry ma na tarczy, a wskazówki? Niezawodnie czasomierz, a to, co pod nim dynda to się nazywa wahadła.
- A po co one, te dyndacze? - nie ustępował w dociekaniach Nazarko, szczerze zaintrygowany osadzonym w zdobionej drewnianej obudowie stojącym zegarem.
- Żeby stukały - oznajmił Wilimov odzyskując pewność siebie - Jak stukają, to czas biegnie, a jak nie stukają, to przestaje.
- Jak niby przestaje? - nie rozumiejący znaczenia słów kuzyna Ivash podrapał się z wrażenia po głowie, spoglądając na krewniaka z otwartymi ustami, lecz nie doczekał się odpowiedzi, bo gospodarz wrócił w tej samej chwili niosąc w ręce płócienny mieszek.
- Siadajcie, siadajcie proszę - starszy wiekiem Khard spoczął przy dębowym stole przykrytym ręcznie haftowanym obrusem, którego widok wywołałby w kuzynkach z Tverkutska ekstatyczny pisk zachwytu. Młodzieńcy odsunęli ostrożnie krzesła z wysokimi oparciami, usiedli na ich brzeżkach spoglądając w stronę mieszka z minami takimi, jakby siłą powstrzymywali się przed oblizywaniem ust.
- Jakeśmy się umówili, to będzie - oznajmił Tolsov wysypując z rozsznurowanej sakiewki niewielkie złote monety - Osiem szponów, a jeśli w kominku napalicie, to i ziołową nalewką poczęstuję, bo tu zimnica okropiczna w tym domu, iście tak samo jak tam na górze na dachu.
Wątek techniczny
Zasadniczo macie dwie opcje: podziękować grzecznie i zwinąć się albo napalić w kominku i pogrzać się jeszcze chwilę w kamienicy rozrzutnego, a przy tym dającego się skubać Kharda. Co robicie?
Jeśli o kwestie finansowe idzie, zyskaliście osiemdziesiąt kopytek. Zimą w Cherovie ceny noclegów i wyżywienia mocno skaczą, ale i tak powinniście zamknąć się dziennie w koszcie 15 kopytek za porządne jadło i w miarę wygodne miejsca do spania (15 na głowę, rzecz jasna). Jeśli decydujecie się na cięcie kosztów i spanie na snopkach słomy w stajniach, dajcie cynk, wtedy co nieco zaoszczędzicie.
Gustav Tolsov wystawił głowę ze świetlika, kiedy zagadujący go o błahostki kuzyni upewnili się, że wojownicza niewiasta z naprzeciwka zniknęła w końcu za zamkniętym oknem. Zatroskany całym zamieszaniem wokół zatkanego komina Khard obejrzał uważnie uprzątnięty starannie dach, pocmokał znacząco lustrując wzrokiem drewniane zadaszenie chroniące wylot komina przed spadającymi wciąż z góry białymi płatkami.
- Wielcem zadowolony - oznajmił wślizgując się z powrotem na stryszek - Sam bym tego lepiej nie zrobił, zaprawdę! Z nieba żeście mi spadli, dobrzy ludkowie, tedy słusznie nagroda wam się należy!
Pokonawszy w ślad za gospodarzem liczne schody wiodące ku parterowi, Kossyci dotarli z powrotem do gościnnego pokoju Tolsova, zerkając po drodze uważnie na mijane pomieszczenia pełne porządnie oheblowanych i zaimpregnowanych mebli, przyzdobione dywanami i okiennymi zasłonami, które dotąd zwykły w opinii myśliwych uchodzić za przejaw przesadnego zbytku i dowód zniewieścienia południowych sąsiadów.
- Patrzajcie na to, co tak stuka - szepnął podekscytowany Ivash, kiedy mężczyzna zostawił gości na chwilę samych wychodząc do sąsiedniego pokoju - Co to jest?
- Chyba czaromierz - burknął niepewnie Volkh, wzruszając ramionami - Widzisz, że cyfry ma na tarczy, a wskazówki? Niezawodnie czasomierz, a to, co pod nim dynda to się nazywa wahadła.
- A po co one, te dyndacze? - nie ustępował w dociekaniach Nazarko, szczerze zaintrygowany osadzonym w zdobionej drewnianej obudowie stojącym zegarem.
- Żeby stukały - oznajmił Wilimov odzyskując pewność siebie - Jak stukają, to czas biegnie, a jak nie stukają, to przestaje.
- Jak niby przestaje? - nie rozumiejący znaczenia słów kuzyna Ivash podrapał się z wrażenia po głowie, spoglądając na krewniaka z otwartymi ustami, lecz nie doczekał się odpowiedzi, bo gospodarz wrócił w tej samej chwili niosąc w ręce płócienny mieszek.
- Siadajcie, siadajcie proszę - starszy wiekiem Khard spoczął przy dębowym stole przykrytym ręcznie haftowanym obrusem, którego widok wywołałby w kuzynkach z Tverkutska ekstatyczny pisk zachwytu. Młodzieńcy odsunęli ostrożnie krzesła z wysokimi oparciami, usiedli na ich brzeżkach spoglądając w stronę mieszka z minami takimi, jakby siłą powstrzymywali się przed oblizywaniem ust.
- Jakeśmy się umówili, to będzie - oznajmił Tolsov wysypując z rozsznurowanej sakiewki niewielkie złote monety - Osiem szponów, a jeśli w kominku napalicie, to i ziołową nalewką poczęstuję, bo tu zimnica okropiczna w tym domu, iście tak samo jak tam na górze na dachu.
Wątek techniczny
Zasadniczo macie dwie opcje: podziękować grzecznie i zwinąć się albo napalić w kominku i pogrzać się jeszcze chwilę w kamienicy rozrzutnego, a przy tym dającego się skubać Kharda. Co robicie?
Jeśli o kwestie finansowe idzie, zyskaliście osiemdziesiąt kopytek. Zimą w Cherovie ceny noclegów i wyżywienia mocno skaczą, ale i tak powinniście zamknąć się dziennie w koszcie 15 kopytek za porządne jadło i w miarę wygodne miejsca do spania (15 na głowę, rzecz jasna). Jeśli decydujecie się na cięcie kosztów i spanie na snopkach słomy w stajniach, dajcie cynk, wtedy co nieco zaoszczędzicie.