PBF - Narodziny legendy
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Dajcie kubek wina i coś, żeby zakąsić. Strudzenim wielce. Jak mamy gadać, to chociaż nie z pustą gębą. - rzekł już nieco poirytowany z głodu Hastur. - Tak, widzielim smoka. Helgen w kupę gruzów i kopcących zgliszczy zamienił, ludzi wytracił. To już pewno wiecie. Co jeszcze chcecie wiedzieć, pytajcie ludzie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 9 dzień Ostatnich Siewów
Wręcz zapędzeni na środek izby i otoczeni ciasnym kręgiem ciał, podróżni poczuli się znienacka niczym w potrzasku. Posadzono ich wśród stłumionych okrzyków i nerwowych szeptów na jednej z większych ław, przy zastawionym jadłem stole. Gerdur, najwyraźniej ciesząca się w Rzecznej Puszczy sporym szacunkiem, ostrymi słowami nakazała swym ziomkom odstąpić od obcych, potem zaś zasiadła po przeciwnej stronie stołu splatając razem palce obu dłoni.
Po jej lewej stronie usadowił się krzykliwy Hod, po prawej siedział już wysoki szczupły mężczyzna o długich czarnych włosach i dumnych ostrych rysach twarzy. Czarnowłosy człowiek, bez wątpienia mający w swych żyłach bretońską krew, kończył właśnie pochłaniać łapczywie zawartość wielkiej glinianej misy z kaszą, toteż poprzestał na kiwnięciu przybyszom głową, nie przestając jeść.
Tkwiący wcześniej za dębową ladą mężczyzna pełniący rolę podawacza doniósł do stołu metalowe kubki i kilka butelek norskiego miodu oraz miski pełne okraszonej skwarkami kaszy i plastry zimnej sarniny.
- Jestem Gerdur - oświadczyła jasnowłosa kobieta świdrując wzrokiem sięgających chciwie po strawę obcych - Przewodzę tej osadzie. Mówicie, że byliście w Helgen, jak ten oto nieszczęśnik, który ledwie uniósł stamtąd głowę.
Czarnowłosy Breton kiwnął zdawkowo głową, popił łyżkę kaszy sączonym prosto z butelki miodem.
- Czy to naprawdę był smok? Czy zabił wszystkich w Helgen i strawił miasteczko ogniem z paszczy?
Wątek techniczny
Dostaliście jeść i pić, więc humory nieco Wam się poprawiły. Siedzicie przy stole obok innego świadka napadu smoka, miejscowi otaczają Was ciasnym kręgiem żądni opowieści!
Wręcz zapędzeni na środek izby i otoczeni ciasnym kręgiem ciał, podróżni poczuli się znienacka niczym w potrzasku. Posadzono ich wśród stłumionych okrzyków i nerwowych szeptów na jednej z większych ław, przy zastawionym jadłem stole. Gerdur, najwyraźniej ciesząca się w Rzecznej Puszczy sporym szacunkiem, ostrymi słowami nakazała swym ziomkom odstąpić od obcych, potem zaś zasiadła po przeciwnej stronie stołu splatając razem palce obu dłoni.
Po jej lewej stronie usadowił się krzykliwy Hod, po prawej siedział już wysoki szczupły mężczyzna o długich czarnych włosach i dumnych ostrych rysach twarzy. Czarnowłosy człowiek, bez wątpienia mający w swych żyłach bretońską krew, kończył właśnie pochłaniać łapczywie zawartość wielkiej glinianej misy z kaszą, toteż poprzestał na kiwnięciu przybyszom głową, nie przestając jeść.
Tkwiący wcześniej za dębową ladą mężczyzna pełniący rolę podawacza doniósł do stołu metalowe kubki i kilka butelek norskiego miodu oraz miski pełne okraszonej skwarkami kaszy i plastry zimnej sarniny.
- Jestem Gerdur - oświadczyła jasnowłosa kobieta świdrując wzrokiem sięgających chciwie po strawę obcych - Przewodzę tej osadzie. Mówicie, że byliście w Helgen, jak ten oto nieszczęśnik, który ledwie uniósł stamtąd głowę.
Czarnowłosy Breton kiwnął zdawkowo głową, popił łyżkę kaszy sączonym prosto z butelki miodem.
- Czy to naprawdę był smok? Czy zabił wszystkich w Helgen i strawił miasteczko ogniem z paszczy?
Wątek techniczny
Dostaliście jeść i pić, więc humory nieco Wam się poprawiły. Siedzicie przy stole obok innego świadka napadu smoka, miejscowi otaczają Was ciasnym kręgiem żądni opowieści!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Keth, nie obrazisz się za małą modyfikację?

Dziękuję za przepaskę biodrową, cóż to by było za zgorszenie bez niej!
A oto prążki zgodnie z życzeniem 8art'a:

A tutaj zzieleniały Ahraveen:


Dziękuję za przepaskę biodrową, cóż to by było za zgorszenie bez niej!
A oto prążki zgodnie z życzeniem 8art'a:

A tutaj zzieleniały Ahraveen:

Ostatnio zmieniony 03 listopada 2012, 22:57 przez namakemono, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Ano smok, widzieliśmy go jak ciebie tu. Palił ogniem z gardzieli i burzył swym wielkim cielskiem wszystko co mu na drodze stanęło. Kamienne mury kruszył jak chłop grudę suchej ziemi. Ludzi ubijał jak robaki. Czy zabił wszystkich - nie wiem. Na pewno niejeden z życiem uszedł. Nas nie ubił bo i na to nie czekaliśmy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 9 dzień Ostatnich Siewów
Ahraveen starał się jeść w sposób podpatrzony u ludzi, nie chcąc na oczach podejrzliwych mieszkańców północy wygarniać kaszę z miski za pomocą swego giętkiego jęzora. W zamian z uporem godnym lepszej sprawy walczył z nieporęczną dla argonianina drewnianą łyżką, nabierając na nią niewielkie ilości strawy i wsadzając je do zawieszonej tuż nad naczyniem paszczęki.
Zmrużone ślepia jaszczura krążyły po zgromadzonych w karczmie osobach, w hipnotycznie niemalże sposób wpatrzonych w opowiadającego z pełnymi ustami Hastura i uzupełniającego tę opowieść własnymi komentarzami khajiita. Llorvas zachowywał powściągliwe milczenie, jedząc w elegancki sposób kawałki wsuwanej do ust czubkami palców sarniny.
- Mówiłam wam! - wrzasnęła jakaś pomarszczona staruszka - Nie chcieliście wierzyć, kiedy mówiłam wam o smoku! Przeleciał nad wioską o zmierzchu!
- Nie krzykaj, Hilda, przecież nikt już nie mówi, żeś skłamała - kowal Alvor położył dłoń na ramieniu staruszki, po czym ujął ją pod ramię odprowadzając w głąb izby. Wieśniacy rozstąpili się niechętnie robiąc im miejsce i wtedy wzrok argonianina padł nagle na grupkę siedzących przy innym stole ludzi, trzymających się na dystans zarówno wobec hałaśliwych towarzyszy Havara jak i reszty mieszkańców wioski.
Jednym z nich był brodacz, któremu kilka godzin wcześniej życie uratował przecinający pęta nóż argoniańskiego jaszczura.
Spojrzenia człowieka i gada zetknęły się na krótką chwilę, lecz chociaż w oczach Norda pojawił się błysk świadczący o tym, że góral rozpoznał swego siedzącego przy stole wybawcę, na twardej twarzy mężczyzny nie drgnął ani jeden mięsień.
- Sama widzisz, że smok naprawdę powrócił - oznajmił Havar wstając ze swej ławy i wsadzając ręce za szeroki skórzany pas - Jeśli mu przyjdzie ochota tu zajrzeć, pożre was wszystkich za jednym zamachem. My was obronimy.
Gerdur sposępniała jeszcze bardziej, odwróciła głowę w stronę brodatego wielkoluda ściągając w nieładny sposób usta.
- Pozwól, że rozważę na osobności tę ofertę - odpowiedziała nienaturalnie spokojnym tonem, tak fałszywie uprzejmym, że jego ton wręcz gryzł wszystkich w uszy.
Wątek techniczny
Miejscowi przekonani się, że prócz Bretona jedynymi uchodźcami z Helgen jesteście Wy, a to znaczy, że siedzący w kącie Gromowładny nie ma najmniejszego zamiaru opowiadać o swoich perypetiach w miasteczku.
Ahraveen starał się jeść w sposób podpatrzony u ludzi, nie chcąc na oczach podejrzliwych mieszkańców północy wygarniać kaszę z miski za pomocą swego giętkiego jęzora. W zamian z uporem godnym lepszej sprawy walczył z nieporęczną dla argonianina drewnianą łyżką, nabierając na nią niewielkie ilości strawy i wsadzając je do zawieszonej tuż nad naczyniem paszczęki.
Zmrużone ślepia jaszczura krążyły po zgromadzonych w karczmie osobach, w hipnotycznie niemalże sposób wpatrzonych w opowiadającego z pełnymi ustami Hastura i uzupełniającego tę opowieść własnymi komentarzami khajiita. Llorvas zachowywał powściągliwe milczenie, jedząc w elegancki sposób kawałki wsuwanej do ust czubkami palców sarniny.
- Mówiłam wam! - wrzasnęła jakaś pomarszczona staruszka - Nie chcieliście wierzyć, kiedy mówiłam wam o smoku! Przeleciał nad wioską o zmierzchu!
- Nie krzykaj, Hilda, przecież nikt już nie mówi, żeś skłamała - kowal Alvor położył dłoń na ramieniu staruszki, po czym ujął ją pod ramię odprowadzając w głąb izby. Wieśniacy rozstąpili się niechętnie robiąc im miejsce i wtedy wzrok argonianina padł nagle na grupkę siedzących przy innym stole ludzi, trzymających się na dystans zarówno wobec hałaśliwych towarzyszy Havara jak i reszty mieszkańców wioski.
Jednym z nich był brodacz, któremu kilka godzin wcześniej życie uratował przecinający pęta nóż argoniańskiego jaszczura.
Spojrzenia człowieka i gada zetknęły się na krótką chwilę, lecz chociaż w oczach Norda pojawił się błysk świadczący o tym, że góral rozpoznał swego siedzącego przy stole wybawcę, na twardej twarzy mężczyzny nie drgnął ani jeden mięsień.
- Sama widzisz, że smok naprawdę powrócił - oznajmił Havar wstając ze swej ławy i wsadzając ręce za szeroki skórzany pas - Jeśli mu przyjdzie ochota tu zajrzeć, pożre was wszystkich za jednym zamachem. My was obronimy.
Gerdur sposępniała jeszcze bardziej, odwróciła głowę w stronę brodatego wielkoluda ściągając w nieładny sposób usta.
- Pozwól, że rozważę na osobności tę ofertę - odpowiedziała nienaturalnie spokojnym tonem, tak fałszywie uprzejmym, że jego ton wręcz gryzł wszystkich w uszy.
Wątek techniczny
Miejscowi przekonani się, że prócz Bretona jedynymi uchodźcami z Helgen jesteście Wy, a to znaczy, że siedzący w kącie Gromowładny nie ma najmniejszego zamiaru opowiadać o swoich perypetiach w miasteczku.