PBF - Mrok nad Delamirą
Mówisz jakbyś chciał byśmy skrzyżowali z nimi miecze Tecumsehu. Wiedz, że nie śmierci się boję, jeno pohańbienia. Znaczna ich była liczba, więc w razie katrupienia jedynie godność by się nam ostała, tchórzy zaś nikt by myślą nie wspomniał.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2012, 18:48 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
- Szamanie Caldamonie - Druss odezwał się do odwracającego się szamana- widzieliśmy coś jeszcze, nie wiem czy ma to znaczenie, ale piktowie z którymi był was współplemieniec wymalowali mu na piersi biała czaszkę. Chciałbym także zadać Ci pytanie
Jeśli szaman się nie sprzeciwi to zapytam się czy nie wie nic o dziwnych wydarzeniach w miejscu do którego mamy się udać, uważnie obserwuje jego reakcję.
EDIT eh no cóż znowu po czasie.
Jeśli szaman się nie sprzeciwi to zapytam się czy nie wie nic o dziwnych wydarzeniach w miejscu do którego mamy się udać, uważnie obserwuje jego reakcję.
EDIT eh no cóż znowu po czasie.
ARAVEN - edit: Caldamon zaniepokoił się na Twe słowa o wymalowaniu czaski na piersi owego Liguryjczyka. Podziękował. Szaman nic nie wie o wydarzeniach wokół wioski Delamira.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2012, 18:17 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
1289 EA, Rok Słońca 12 dzień miesiąca Jastrzębia (wiosna) wg kalendarza Aquilonii. Prowincja Oriskonie Westermarck, Pogranicze Aquilonii.
Wędrujecie około 3 godzin przez lasy prowincji Oriskonie, by dotrzeć do Delamiry, prowadzi Was Tecumseh.
Wędrujecie około 3 godzin przez lasy prowincji Oriskonie, by dotrzeć do Delamiry, prowadzi Was Tecumseh.
Las Oriskonie puszcza Oriskonie zachowała niemal naturalny charakter. Choć wybrane rejony (głównie w pobliżu szlaków i traktów) zostały wytrzebione z drzew, to ponad 70 % prowincji wciąż pokrywa gęsty, wiekowy las. Osadnicy, w większości odważni ludzie z Tauranu, zapuszczają się w głąb boru, budując chaty, zakładając osady. Wydaje się, że czasem bliżsi są dzikim Piktom czy barbarzyńskim Cymmeryjczykom niż dzieciom cywilizacji. Jednak nawet oni nie znają większości tajemnic, które skrywa puszcza w Oriskonie. Dominują tu stare drzewa liściaste (dęby, buki, lipy, ale także jesiony, klony i wierzby), na północy las liściasty ustępuje mieszanemu, pojawiają się m.in. gigantyczne sekwoje.
Po tychże trzech godzinach docieracie do osady Delamira. Otworzono bramę, poznając Tecumseha. Delamira - Niegdyś była to jedna z większych osad w Oriskonie. Liczyła sobie ponad czterystu mieszkańców, głównie traperów i myśliwych. Jednak od roku pech trapi Delamirę. Wpierw uschły plony, potem zaczęli ginąć ludzie, a bestie upodobały sobie stada osadników. Coraz więcej rodzin zaczęło opuszczać osadę. Obecnie pozostali tylko najtwardsi i najbardziej zdeterminowani. Osadę tworzy ok. 90 budynków (z dyli, krytych darnią), w chwili obecnej ledwie 1/3 jest wykorzystana. Palisada otaczająca Delamirę póki co jest w dobrym stanie, ale z czasem zacznie popadać w ruinę, bo nie jest należycie doglądana.
Wyróżniające się miejsca: dom barterowy (podniszczony), opuszczony warsztat garbarski, karczma (zaniedbana), posąg Mitry.
Wyróżniające się miejsca: dom barterowy (podniszczony), opuszczony warsztat garbarski, karczma (zaniedbana), posąg Mitry.
Im bliżej osady tym było ciszej, w promieniu godziny od wioski nie śpiewały ptaki, ani nie było śladów zwierzyny.
Wita was Derus (starszy wioski), w towarzystwie Svurta Gunderskiego najemnika w kolczudze z dwuręcznym mieczem, dowódcy miejscowej straży 20 osobowej, służą tu na zmianę mieszkańcy, na własny koszt.Belvas zsunął popielaty kaptur odsłaniając twarz. Był nieco wyższy i miał jaśniejszą cerę niż zwykli być zamorańczycy. Odziedziczył jednak typową dla tego ludu drobną budowę, ciemne oczy iw łosy, które nosił krótko przystrzyżone. Jego zapadnięte policzki pokrywał kilkudniowy zarost. Na pierwszy rzut oka widać było ze jest młody i sprawny a jednocześnie w jakiś sposób wyniszczony od wewnątrz. Jego oczy błyszczały niepokojąco.
Przewieszona przez ramię kusza i kołczan z bełtami kołysały się miarowo w rytm kroków. Dłonie wspierał na zdobionych, obsydianowych rękojeściach dwóch bliźniaczych sztyletów. Uważny obserwator poznałby w Belvasie człowieka nawykłego do zabijania bez zbędnego hałasu. Wszystkie metalowe elementy pancerza zostały zabarwione na czarno by nie błyszczały w świetle, sprzączki łuskowego pancerza umieszczono tak, by robiły jak najmniej hałasu podczas skradania. Obserwując jak zabójca ubiera się co rano towarzysze mogli dostrzec jak wsuwa drobne ostrza w zakamarki odzienia. Pozornie rozbrojony nadal pozostawał śmiertelnie niebezpieczny.
Widząc nadchodzących mieszkańców Belvas skrzywił wargi w ironicznym uśmiechu.
Wyglądają zupełnie jak dzikusy. - pomyślał - Szlag, jeszcze kilka tygodni w tej barbarii i sam będę tak wyglądał... - dodał, pocierając zarośnięty policzek
Najemnik spojrzał wymownie na piktyjskiego przewodnika jakby chciał mu dać do zrozumienia, że pora żeby zaczął mówić.
Przewieszona przez ramię kusza i kołczan z bełtami kołysały się miarowo w rytm kroków. Dłonie wspierał na zdobionych, obsydianowych rękojeściach dwóch bliźniaczych sztyletów. Uważny obserwator poznałby w Belvasie człowieka nawykłego do zabijania bez zbędnego hałasu. Wszystkie metalowe elementy pancerza zostały zabarwione na czarno by nie błyszczały w świetle, sprzączki łuskowego pancerza umieszczono tak, by robiły jak najmniej hałasu podczas skradania. Obserwując jak zabójca ubiera się co rano towarzysze mogli dostrzec jak wsuwa drobne ostrza w zakamarki odzienia. Pozornie rozbrojony nadal pozostawał śmiertelnie niebezpieczny.
Widząc nadchodzących mieszkańców Belvas skrzywił wargi w ironicznym uśmiechu.
Wyglądają zupełnie jak dzikusy. - pomyślał - Szlag, jeszcze kilka tygodni w tej barbarii i sam będę tak wyglądał... - dodał, pocierając zarośnięty policzek
Najemnik spojrzał wymownie na piktyjskiego przewodnika jakby chciał mu dać do zrozumienia, że pora żeby zaczął mówić.
Pójdzie człowiek na jeden wykład a tu półtorej strony wątku
Opisałem nieco swoją postać, ale faktycznie dobrze by było, zeby każdy poświecił swojemu bohaterowi kilka akapitów.
Belvas nie lubi się wychylać, przywykł do działań w pojedynkę. Skoro mamy szefa - to niech szef gada z wioskowymi. My tu tylko robimy za zbrojną eskortę.
Opisałem nieco swoją postać, ale faktycznie dobrze by było, zeby każdy poświecił swojemu bohaterowi kilka akapitów.
Belvas nie lubi się wychylać, przywykł do działań w pojedynkę. Skoro mamy szefa - to niech szef gada z wioskowymi. My tu tylko robimy za zbrojną eskortę.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2012, 20:50 przez el, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Po wzajemnym przedstawieniu waszych postaci, otrzymaliście prawo wybrania sobie dowolnej wolnej chaty.
Tak Drussie. Popłyniecie w dół Rzeki Gromu by eskortować osadnich z Conajohary. Ale Tecumseh chciał was poznac ze starszym osady i Svutrem, oraz chciał byście zobaczyli Delamirę. Odpoczniecie z godzinke i wracacie do Wieży Niedźwidzia, stamtąd ruszycie promem na południe do kolejnej strażnicy w okolice Faktorii Handlowej kupca Brevana. Tam przenocujecie. Następnego dnia mają przypłynąc osadnicy. I będziecie ich eskortowac do Delamiry. Droga lądem zajmie 10-12 godzin.
Tempo nie za duże? Jak coś możemy zwolnić.
Ostatnio zmieniony 13 listopada 2012, 21:02 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.