PBF - Mrok nad Delamirą

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 16 grudnia 2012, 11:53

- Zwariowałeś? Chcesz tam wejść? - Zorian z trudem panował nad sobą, by nie krzyczeć. Przy okazji, Druss otrzymał kilkadziesiąt kropel śliny, wylatującej z ust gniewnie syczącego aquilończyka. - Po moim trupie!

To rzekłszy, wrócił na stanowisko obserwacyjne. Trochę gryzło go, że nakrzyczał na cymmeryjczyka w obecności reszty drużyny.

W końcu podszedł do piktyjskiego przewodnika.

- Jak myślisz, wejście tam to pewna śmierć?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 16 grudnia 2012, 12:36

Zbliża się noc, widzicie około 12 stu Piktów, bez barw wojennych, nie dostrzegli Was, na widok świątyni spojrzeli po sobie i z trwogą zaczęli się cofać okazując niemal zabobonny lęk... jakby uznali, że naruszyli jakieś tabu.

Tecumseh na pytanie Zioriana odrzekł: każda śmierć jest pewna, to nie jest miłe ani dobre miejsce, ale jak mamy tam wchodzić to trzeba wejścia poszukać.
Piktowie nie mają barw wojennych, to raczej myśliwi jacy tu trafili przypadkiem w drodze do domu, to szczep Wydr, nic wam nie wiadomo by byli w sojuszu pzreciwko osadnikom. Co robicie, ciemność zapadnie lada moment, w oknie zigguratu widzieliście jakieś światełko przez moment u góry. Atakujecie tych myśliwych z neutralnego szczepu?
Ostatnio zmieniony 16 grudnia 2012, 21:52 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 16 grudnia 2012, 14:18

Wynośmy się stąd

- naciskał Vanko.

Ja w każdym razie nie mam zamiaru pakować się piktyjskim bogom w dupę.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 16 grudnia 2012, 14:40

Kobra przed budynkiem bardziej sugeruje jakieś związki z kultem Seta.

el
Reactions:
Posty: 56
Rejestracja: 09 listopada 2012, 16:23

Post autor: el » 16 grudnia 2012, 21:48

Belvas zacisnął spocone dłonie na gładkim łożu kuszy. Sprawdzona broń dodawała mu nieco otuchy.

Nie po to wlekliśmy się taki kawał, żeby teraz po prostu zawrócić. - mruknął do towarzyszy - Mi też się to nie podoba, ale Ayodia wymknęła się nam już dwa razy. Pora wreszcie posłać ją na tamten świat. Definitywnie. Sprawdźmy okolicę.
Proponuję przeprowadzić rekonesans.
Trzeba przyjrzeć się piramidzie, może jest jakieś wejście do środka. Jeśli nie, to proponuję zwiad w promieniu kilkuset metrów, tak na odległość głosu. Oczywiście ostrożnie i po cichu, bez zaczepiania ewentualnych piktów. Nikt nie wznosi świątyni na końcu świata po to, żeby sobie po prostu stała...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 16 grudnia 2012, 21:53

Czekam na pozostałą część ekipy i jej deklaracje co czynicie. Szukanie wejścia czy wycofanie.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 16 grudnia 2012, 22:14

Wydaje mi się że powinniśmy chwile poobserwować tych piktów, jeśli rzeczywiście trafili tu przypadkiem to albo się wycofają i będziemy ich mieć z głowy albo jakimś swoim działaniem mogą spowodować coś "ciekawego" i najprawdopodobniej śmiertelnego na co tak sami byśmy wpadli.
Jestem jak wcześniej jednak za rekonesansem świątyni tyle że na razie chcę poczekać na rozwój wypadków z piktami.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 16 grudnia 2012, 22:33

Piktowie ze szczepu Wydr się wycofali, już ich tu nie ma. Chyba, że ktoś z was do nich strzelał... W nic nie wpadli.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 17 grudnia 2012, 01:44

W dupę jebana, chędożona, zawszona, tania stygijska nałożnica!

-przeklinał pod nosem Vanko, obserwując "bohaterskie" postawy kompanów.
"Nie za to mi płacą, osz nie za to..."- powtarzał sobie po raz kolejny w myślach raz za razem pociągając z gąsiorka łyk lichego wina pograniczników.
Zawrócić oznaczało, wziąć wyrobioną należność i zwinąć zad w troki, bowiem nie byłoby już czego tutaj szukać..
"...ale co z tego? spinał się Vanko nie znajdując w otoczeniu nic, co uspokoiłoby jego napięcie. Zazwyczaj blask gwiazd, czy nocny podmuch wiatru dodawał mu otuchy, lecz tu...
każdy kamień, kazde źdźbło trawy wydawały się wrogie, przeklęte i wypaczone.

Kolejny łyk wina, jeszcze jeden i kolejny ponaglający przełyk do działania gest. Na wpół opróżniony bukłak trafił w ciemnościach na wyciągniętą dłoń kompana, a pogrążony w nerwowej bezsilności Vanko nawet nie zastanawiał się komu go wręczył.

"Na trzeźwo to tam nie polezę"- myślał, usiłując zarazem nie zastanawiać się nad złośliwym splotem zdarzeń, w który uwikłał go pajęczy bóg Zath.

Z każdym zaś haustem wina czuł, jak prosty trunek dodaje mu animuszu. Wreszcie- widząc konsternację i wszechogarniającą zgubę żądny hućby i swawoli wykroczył spomiędzy szeregów drżących w fasadach moralności współtowarzyszów wyprawy wojach.

raźnym krokiem przemierzył dwadzieścia kroków ku nawiedzonej kaprysem zaświatów budowli, a zatrzyaszy się poczuł nabierający strumień moczu, prosty, żołnierski lęk.

Wyłaźże, jeśliś godna poniewierki, leśna łachudro zza rzeki!

- zakrzyknął Vanko, rozpinając okowy intymności, po czym u trwodze i zadziwieniu współtowarzyszy wyprawy nie skrępowany podążył wielokroć kroków ku złowróżbnej rzeźbie, a zatrzymawszy się ledwie 3 stopy od niej obdarzył ją sowitym, a szczerym strumieniem niepochlebstwa, żółci i ogólnej nietrawności człowieczym sprawom.

Mówiąc po ludzku- Vanko upiwszy się zmierza ku piramiedzie i szcza na nią wypity, zmieszany lękiem i przekonaniem o ostateczym pojedynku o własne życie. Gotowy jest na śmierć, co więcej jej oczekuje wierząc w zaplanowane dla niego ścieżki= utkane przez boga- Zatha.
Ostatnio zmieniony 17 grudnia 2012, 06:49 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 grudnia 2012, 09:27

Także Vanko obszczał piramidę, krzykiem alarmując ewentualnych strażników w okolicy i lokatorów piramidy. Wejścia nadal nie widzicie i nikt go jak na razie nie szuka. Nikt nie wyszedł po krzykach Vanka rozlegających się w tej nienaturalnej ciszy. Nadal brak ruchu.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 17 grudnia 2012, 13:51

Kącikiem ust Drussa poruszał nerwowy tik, każdy kto znał go dobrze wiedział że to oznaka furii która zaraz wyrwie się spod kontroli, jeśli nie weźmie jej w żelazne okowy.
W pierwszej chwili Vanko go tylko trochę zawstydził i zdenerwował, ruszając jako pierwszy w kierunku piramidy. Widząc że skryte podejście nie jest teraz możliwe już miał ruszyć za towarzyszem i dołączyć do niego u stóp piramidy. Wtedy tamten zaczął się drzeć!
- Co Ten Idiota Robi?! - pomyślał wściekły, rozumiał że czasem mogą puścić nerwy sam miał kłopoty z opanowaniem gniewu ale to była przes... . W tym momencie zobaczył jak Vanko szcza na piramidę i dotarło do niego że tamten jest pijany.
W tym momencie już nie przejmował się że sprowokowany do akcji głupiec zostanie zabity, wprost przeciwnie skoro nachlał się bydlak i wystawił na odstrzelenie to niech go odstrzelą.
Przynajmniej Druss nie będzie musiał jego juchy ścierać z topora bo właśnie powiedział sobie że Vanko jest trupem. Vanko nigdy nie zdobył jego zbytniej sympatii ale teraz po prostu stał się oczywistym zagrożeniem którego trzeba się pozbyć(przy mało prawdopodobnej ewentualności że ten pożyje dłużej niż minutę).
Cymmeryjczyk zacisnął obydwie dłonie na stylisku topora z siłą która słabsze drewno rozszczepiła by na drzazgi i czekał na to co się wydarzy zatrzymując w miejscu każdego myśliwego który chciałby ruszyć się z miejsca pełnym żądzy mordu spojrzeniem.

Eh akcja świetna ale jeśli Vanka nie załatwią zaraz piktowie/ magia/bogowie to Druss ukręci mu głowę gołymi rękoma za ten numer:P.

Druss jest zdecydowany siedzieć cicho aż coś się nie wydarzy. Nie ma zamiaru wyłazić teraz za Vanko nawet w celu ratowania go z opresji, jeśli coś się wydarzy to szczerze mówiąc najchętniej by się rozsiadł i wyciągnął "connanowy" popcorn. Więc jeśli ktoś chce go ratować w chwili pojawienia się kłopotów to niech nie liczy że cymmeryjczyk pobiegnie go ratować, chyba że użyje naprawdę ważkich argumentów albo po prostu wszyscy po za nim polecą go ratować i barbarzyńca nie będzie mieć wyboru.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 grudnia 2012, 14:16

Nadal cicho, nic się nie dzieje, nikogo nie widać, poza świtłem na piętrze piramidy, tym razem w dwóch oknach mignęło światło, ale znowu jest ciemno i żadnego ruchu. Co dalej?

el
Reactions:
Posty: 56
Rejestracja: 09 listopada 2012, 16:23

Post autor: el » 17 grudnia 2012, 15:30

Belvas uśmiechnął się krzywo widząc zachowanie barbarzyńcy. Pociągnął długi łyk z bukłaka przejętego od Vanka.

Tfu... Co za szczochy - mruknął półgłosem - Ale jak już jesteśmy przy szczaniu, to mnie też się chce. - dodał, przewieszając kuszę przez plecy.

Nie przejmując się grymasami barbarzyńcy niespiesznym krokiem ruszył w stronę piramidy by dołączyć do towarzysza w profanowaniu świętego przybytku. Nie przestawał jednak obserwować okolicy. Liczył tylko na to, że wybryk sprowokuje ewentualnych obrońców do zdradzenia swojej pozycji. Zabójca pogwizdując cicho z przyrodzeniem w dłoni lustrował okolicę zastanawiając się co może dać mu osłonę jeśli sytuacja się zaogni.
Belvas zaczyna mieć dość przygłupa z toporem i właśnie daje temu wyraz ;)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 grudnia 2012, 15:46

Nikt się nie ujawnia. Dalej cisza. Sikający Vanko I Belvas stanowią niezły cel dla ewentualnych Piktów, ale nikt nie strzela, ani się nie ujawnia o ile tu jest.
Ostatnio zmieniony 17 grudnia 2012, 16:26 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 17 grudnia 2012, 17:33

I co? Tylko tyle warta ta wasza chędożona magia? Wyłaź dziwko!

- wydzierał się Vanko złorzecząc wiedźmie, po którą tu przyszli. Czuł też, jak uszy pozostawionych za plecami myśliwych nabierają purpury. W pijackim stanie wiedział jednak, że odczarował nieco gęstwinę mroku, jaka ogarnęła serca drużyny i choć co prawda wspomógł się w tym alkoholem, to tchnienie odwagi podniosło morale wyprawy.

Vanko nie przestawał, podniósł z ziemi kamień i wkrótce kakofonię wrzasków uzupełniło dudnienie kamieni o dziwną konstrukcję.

Tak naprawdę Vanko bał się chyba najbardziej ze wszystkich i zwyczajnie puściły mu nerwy. Wolał jednak zmierzyć się z materialnym, widzialnym przeciwnikiem, czy też oberwać strzałą- te rzeczy znał dobrze i je rozumiał.
Natomiast lękał się zjawisk, których natura przerastała jego pojmowanie. Wolał zdechnąć od ran, niż zostać zaklęty w prosię, czy węża.

ODPOWIEDZ