- Mi również się wydaje, że to była pułapka. Pomyślcie! - Zorian wykrzyczał, obracając się dookoła siebie, patrząc po twarzach wściekłych osadników. - Przecież krzyczącego mężczyznę nie da się usłyszeć dalej, niż na jedną milę! Tam musieli - tu aquilończyk zaakcentował to słowo - być piktowie, tylko czyhający, aż wejdziemy do tej przeklętej piramidy. Niemożliwe przecież, by jeden wydzierający się człowiek był słyszany w wiosce piktów, oddalonej wystarczająco daleko, że nie słyszeliśmy jej gwarów ani nie widzieliśmy ognisk! - Zorian wrócił wzrokiem do Balthusa. Pot i dreszcze raz co raz przebiegały mu po plecach. Doskonale wiedział, że tylko chwila dzieli ich od bolesnej śmierci, i musi odegrać swoją rolę jak najlepiej potrafił.
Nabrał trochę tchu, przetarł suche usta, strząsając krople śliny z brody, które wypadały potokiem podczas jego krzyków. Następnie wyszedł przed Vanko niecały krok, opierając lewą rękę na jego prawym ramieniu.
- Cieszę się, że przeżyliśmy, i nie daliśmy się złapać w pułapkę, która niechybnie czekała na nas w środku tego przeklętego zigguratu.
Zorian poczuł się nagle słabo, jakby jego wystąpienie odebrało mu siły. A może to było ze zmęczenia? Sam nie wiedział, ale czuł, że świadomość ucieka z niego tylnymi drzwiami.
Zaczął się kiwać, próbując utrzymać równowagę.
PBF - Mrok nad Delamirą
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Balthus spytał: Mówisz legionisto Zorianie, że to pułapka była? nikt z zigguratu nie wyszedł? wokół Piktów nie było? To akurat prawda potwierdził Otis, nikt nie wylazł ze świątyni nawet jak ci tutaj zaczęli na nią szczać i wiedźmie Vanko okrutnie złorzeczył.
Muszę to przemyśleć rzekł Balthus, rozejść się, i żadnych kurwa walk ma nie być, ani wypadków. Ty Vanko, jeszcze możesz zawisnąć, co do zabijania nie rozśmieszajcie mnie, najemnicy i uczciwa kurwa walka?, własne matki byście zabili dla kasy, co wy mi tu pieprzycie o czystej walce. Rozejść się powiedziałem. Macie coś do powiedzenia jeszcze to słucham, ale krótko.
Muszę to przemyśleć rzekł Balthus, rozejść się, i żadnych kurwa walk ma nie być, ani wypadków. Ty Vanko, jeszcze możesz zawisnąć, co do zabijania nie rozśmieszajcie mnie, najemnicy i uczciwa kurwa walka?, własne matki byście zabili dla kasy, co wy mi tu pieprzycie o czystej walce. Rozejść się powiedziałem. Macie coś do powiedzenia jeszcze to słucham, ale krótko.
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2012, 23:48 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
"Przydałoby się napić porządnego wina."
-pomyślał Vanko i już zamierzał otworzyć usta, gdy ból powtórnie przeszył świeżo opatrzoną ranę.
-pomyślał Vanko i już zamierzał otworzyć usta, gdy ból powtórnie przeszył świeżo opatrzoną ranę.
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2012, 23:47 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Wiem jak to zabrzmi, ale... sadze,ze nawet lepiej ze starlismy sie z nimi przed piramida a nie w srodku. Wewnatrz mogla byc czarownica z setka piktow albo czyms jeszcze gorszym. Pomyslcie jakie potwory moze przywolac do zycia magia.
Przypomnialem sobie o ekwipunku. Jezeli przezyje, chce miec ze dwie strzaly zapalajace, krzesiwo, strzale z kotwiczka i linke (tak z 5-8m), kilka pochodni i grubsza lina (tyle samo). Sorry ze teraz, po prostu zapomnialem:P
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2012, 23:40 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Info od MG: jak przeżyjesz Tranicos to dostaniesz w/w sprzęt. A dla Waszej informacji Ayodia była w tej świątyni, z nader nieliczną obstawą, jakbyście byli cicho to Piktowie by tam nie podeszli, bali się Ayodii i tego miejsca jak ognia. Zabicie jej tam było możliwe. Może innym razem, jak przeżyjecie. Znaczy jak ktoś zawiśnie to Vanko, reszta w zależności od swego postępowania. Balthus myśli, co z tym wieszaniem Vanka. :/uklon
Czy Ayodia tam była to jako postaci tego nie wiemy, tak ode mnie to wolę nie wiedzieć jako gracz czegoś o czym nie wie i moja postać. Wiele lat temu na pierwszej sesji usłyszałem- "a ten naszyjnik co wyrzuciłeś dawałby ci +10 do inicjatywy". Odpowiedziałem wtedy- "mnie tam nie ma, tylko moja postać" i tego się trzymam. Tak jest "naturalniej", ale to tylko prywatna opinia. Z tego też powodu choć wiedziałem, że dalsze krzyki Vanka będą niezbyt rozsądne to wczuwając się w pijaną postać szedłem za tym konsekwentnie.
Wracając do kwestii informowania mnie jako gracza np o tym, że piktów było 70 ciu, to nie chcę tego wiedzieć, ale jeśli inni wolą wiedzieć więcej to to przeboleję. Z tego też powodu nie napiszę, czy Vanko wyznał prawdę, czy też wciskał kit- pozostawię to jedynie wiedzy MG, a inni niech się bawią zagadką.
Ogólnie choć poplątałem pewnie nieco szyki, to cieszy mnie bieżący obrót spraw, bo przygoda nabiera dodatkowych rumieńców i lubię czuć swój wpływ na jej przebieg, dlatego uczciwie zapowiadam, że jeśli Vanko przeżyje to będzie miał jeszcze trochę do nabrojenia i będąc szczerym mam nawet rozpisanych kilka pomysłów, z którymi czekam na stosowny moment. :/dymek
Zatem jeśli Vanko zostanie powieszony, czy też Druss w końcu pęknie i go utłucze to choć polubiłem swoją postać to to w pełni zrozumiem.
A tak ogólnie to jak Wam się podobały ostatnie wydarzenia? Bo mi bardzo. Emocje, adrenalinka, radocha itd...
Wracając do kwestii informowania mnie jako gracza np o tym, że piktów było 70 ciu, to nie chcę tego wiedzieć, ale jeśli inni wolą wiedzieć więcej to to przeboleję. Z tego też powodu nie napiszę, czy Vanko wyznał prawdę, czy też wciskał kit- pozostawię to jedynie wiedzy MG, a inni niech się bawią zagadką.
Ogólnie choć poplątałem pewnie nieco szyki, to cieszy mnie bieżący obrót spraw, bo przygoda nabiera dodatkowych rumieńców i lubię czuć swój wpływ na jej przebieg, dlatego uczciwie zapowiadam, że jeśli Vanko przeżyje to będzie miał jeszcze trochę do nabrojenia i będąc szczerym mam nawet rozpisanych kilka pomysłów, z którymi czekam na stosowny moment. :/dymek
Zatem jeśli Vanko zostanie powieszony, czy też Druss w końcu pęknie i go utłucze to choć polubiłem swoją postać to to w pełni zrozumiem.
A tak ogólnie to jak Wam się podobały ostatnie wydarzenia? Bo mi bardzo. Emocje, adrenalinka, radocha itd...
Drus stał przysłuchując się rozmowie i choć wiedział że może zaraz nastąpić próba zabicia ich, miał spore wątpliwości co do tego czy uniesie swój topór do góry aby się bronić. Można by to wyjaśnić odniesionymi ranami, ale prawda była inna, gorsza. Cymmeryjczyk czuł że zawiódł. Jakie miał prawo odmówić tym ludziom prawa rozszarpania ich na strzępy?
Nie był dowódcą ich oddziału, w końcu nigdy nie zdecydowali się na wyznaczenie w swojej luźnej grupie jednoznacznego dowódcy, ale to nic w tej chwili nie znaczyło bo to on z największym zapałem argumentował za zaatakowaniem świątyni i za włączeniem w wyprawę Rangersów. Ta cholerna klęska była winą Vanka i powinien za to umrzeć... .
Tyle że jeśli Vanko miałby za to zawisnąć to Druss powinien znaleźć sobie gałąź zaraz obok niego. Powinien był upilnować Vanka znając jego skłonności do pijaństwa.
Przez głowę barbarzyńcy przelatywały nieskładne myśli, które nie odstępowały go na krok niczym upiory przez cały czas od groteskowego rozpoczęcia się tego koszmaru. Wcześniej musiał je jakoś wytłumić, odstawić na boczny tor. Było to konieczne bo musiał zachować koncentracje aż uda im się wyrwać z matni i powrócić bezpiecznie do osady. Teraz jednak kiedy nie musiał być w pełni skoncentrowany na przeżyciu swoim i innych wyrzuty sumienia i samooskarżenia dopadły go z pełna siłą:
-...Trzeba było zabrać mu wino...trzeba było go cholera zastrzelić jeśli to było konieczne zanim zacznie się drzeć... , trzeba było...
W końcu zebrał się w garść i zrozumiał co musi zrobić:
- Trzeba przyjąć za to odpowiedzialność.
Kiedy Balthus zapytał czy mają jeszcze coś do dodanie Druss wykonał niepewny z powodu rany nogi krok do przodu i zdołał w końcu spojrzeć w twarz setnikowi po czym rzekł zachrypłym ale miał nadzieje pewnym głosem:
- Setniku Balthusie, to co się stało to niewybaczalna porażka - zrobił krótką przerwę jednocześnie przyglądając się Vankowi, ten nie musiał się wysilać żeby zobaczyć w jego oczach zimna nienawiść.
Po czym zwrócił z powrotem wzrok na setnika starając się aby w jego wzroku nie było już tej nienawiści a jedynie smutek i zrezygnowanie co nie było trudne.
- To ja przekonałem Cię do wysłania Twoich ludzi na tą cholerną wyprawę. Powinienem był utrzymać Vanka w ryzach, dlatego to ja powinienem ponieść karę.
Zamilkł patrząc na setnika wzrokiem wyrażającym świadomość zawiedzionego zaufania i zrozumienie własnej porażki.
Nie był dowódcą ich oddziału, w końcu nigdy nie zdecydowali się na wyznaczenie w swojej luźnej grupie jednoznacznego dowódcy, ale to nic w tej chwili nie znaczyło bo to on z największym zapałem argumentował za zaatakowaniem świątyni i za włączeniem w wyprawę Rangersów. Ta cholerna klęska była winą Vanka i powinien za to umrzeć... .
Tyle że jeśli Vanko miałby za to zawisnąć to Druss powinien znaleźć sobie gałąź zaraz obok niego. Powinien był upilnować Vanka znając jego skłonności do pijaństwa.
Przez głowę barbarzyńcy przelatywały nieskładne myśli, które nie odstępowały go na krok niczym upiory przez cały czas od groteskowego rozpoczęcia się tego koszmaru. Wcześniej musiał je jakoś wytłumić, odstawić na boczny tor. Było to konieczne bo musiał zachować koncentracje aż uda im się wyrwać z matni i powrócić bezpiecznie do osady. Teraz jednak kiedy nie musiał być w pełni skoncentrowany na przeżyciu swoim i innych wyrzuty sumienia i samooskarżenia dopadły go z pełna siłą:
-...Trzeba było zabrać mu wino...trzeba było go cholera zastrzelić jeśli to było konieczne zanim zacznie się drzeć... , trzeba było...
W końcu zebrał się w garść i zrozumiał co musi zrobić:
- Trzeba przyjąć za to odpowiedzialność.
Kiedy Balthus zapytał czy mają jeszcze coś do dodanie Druss wykonał niepewny z powodu rany nogi krok do przodu i zdołał w końcu spojrzeć w twarz setnikowi po czym rzekł zachrypłym ale miał nadzieje pewnym głosem:
- Setniku Balthusie, to co się stało to niewybaczalna porażka - zrobił krótką przerwę jednocześnie przyglądając się Vankowi, ten nie musiał się wysilać żeby zobaczyć w jego oczach zimna nienawiść.
Po czym zwrócił z powrotem wzrok na setnika starając się aby w jego wzroku nie było już tej nienawiści a jedynie smutek i zrezygnowanie co nie było trudne.
- To ja przekonałem Cię do wysłania Twoich ludzi na tą cholerną wyprawę. Powinienem był utrzymać Vanka w ryzach, dlatego to ja powinienem ponieść karę.
Zamilkł patrząc na setnika wzrokiem wyrażającym świadomość zawiedzionego zaufania i zrozumienie własnej porażki.