Zorian łypnął wzrokiem na Vanko, który najwyraźniej się niczego nie bał. Ostatnio był taki odważny przy pira... zaraz! Jak znowu się schleje, to tym razem może się to skończyć dla nas jeszcze gorzej niż ostatnio! - pomyślał z jeszcze większym przerażeniem aquilończyk. Adrenalina powodowana kolejnym spazmem strachu podsunęła mu pewien pomysł.
- Muszę się odlać - mruknął na tyle głośno, by mieć pewność, że wszyscy go słyszeli, po czym schował się za drzewem i wyciągnął własny bukłak z winem. Najbezpieczniejsze wino i jedzenie zawsze jest w żołądku... myślał, pijąc na szybko, schowany przed wzrokiem reszty.
PBF - Mrok nad Delamirą
Zo.. Zorian?!
-niemalże krzyknął zdumiony Vanko dostrzegając przechylony bukłak zza drzewa, za którym skrył się aquilończyk. Po czym ruszył niezgrabnie ku niemu potykając się o wystający korzeń, którego nie zauważył, bo nadto pochłonięty był spostrzeżeniem. Bulgot opróżnianego wina był dla zamorianina łatwiejszy do rozpoznania niż kowalski młot uderzający w kowadło.
Poderwał się z ziemi niczym wygłodzona puna, która dostrzegła tuzin królików. Skoczył ku aquilończykowi, po czym przyłapawszy go pod drzewem bez bukłak ("łotr musiał go gdzieś rzucić!") przybliżył swą twarz ku twarzy skrytowinopijcy. Oczy mężczyzn zetknęły się w mroku. Ciche beknięcie, jakie niespodziewanie wyrwało się z gardzieli Zoriana przerwało niezręczną ciszę. Po czym wydawało się, że moment dzieli ich od momentu, w którym Vanko zacznie dusić kompana.
Nagle, opuściwszy dłonie zamorianin, spokojnym i pełnym zrozumienia głosem rzekł:
Rozumiem. Bałeś się, że i ciebie okradną.
-niemalże krzyknął zdumiony Vanko dostrzegając przechylony bukłak zza drzewa, za którym skrył się aquilończyk. Po czym ruszył niezgrabnie ku niemu potykając się o wystający korzeń, którego nie zauważył, bo nadto pochłonięty był spostrzeżeniem. Bulgot opróżnianego wina był dla zamorianina łatwiejszy do rozpoznania niż kowalski młot uderzający w kowadło.
Poderwał się z ziemi niczym wygłodzona puna, która dostrzegła tuzin królików. Skoczył ku aquilończykowi, po czym przyłapawszy go pod drzewem bez bukłak ("łotr musiał go gdzieś rzucić!") przybliżył swą twarz ku twarzy skrytowinopijcy. Oczy mężczyzn zetknęły się w mroku. Ciche beknięcie, jakie niespodziewanie wyrwało się z gardzieli Zoriana przerwało niezręczną ciszę. Po czym wydawało się, że moment dzieli ich od momentu, w którym Vanko zacznie dusić kompana.
Nagle, opuściwszy dłonie zamorianin, spokojnym i pełnym zrozumienia głosem rzekł:
Rozumiem. Bałeś się, że i ciebie okradną.
Ostatnio zmieniony 09 stycznia 2013, 01:49 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Zimne oczy Vanko przewiercały mózg Zoriana niby świdrem, ale wojak wytrzymał spojrzenie. Unieruchomione ręce tylko nadludzką siłą woli przestały się trząść, gdy stalowy uchwyt czarnego zabójcy poluzował się. Z gardła aquilończyka wyrwało się małe beknięcie.
- Rozumiem. Bałeś się, że i ciebie okradną - powiedział zamorianin, spokojnym i pełnym zrozumienia głosem.
Zorian tylko energicznie pokiwał głową i wetknął za pazuchę opróżniony bukłak.
- Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać... - burknął tylko, na gońcu dodając ciche - gulp! - przełykanej śliny.
- Rozumiem. Bałeś się, że i ciebie okradną - powiedział zamorianin, spokojnym i pełnym zrozumienia głosem.
Zorian tylko energicznie pokiwał głową i wetknął za pazuchę opróżniony bukłak.
- Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać... - burknął tylko, na gońcu dodając ciche - gulp! - przełykanej śliny.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Po chwili zastanowienia ponownie wkroczyliście na ponure mokradła, tym razem z zamiarem ich opuszczenia. Żar wciąż leje się z nieba, jednak splątane korony drzew sprawiły, że panował tutaj półmrok. Było gorąco i duszno. Po drodze odkryliście nadjedzone i rozkładające się ciało Pikta. Umarł od ran zadanych przez tę samą istotę, która raniła dzika. Wydawało się, że coś sięgnęło po dzikusa z gałęzi ponad nim. Ślady wskazywały, że bestia przytrzymywała się szponami, wbijając je głęboko w drewno.
Co robicie?
Nie znam się nadto na łowach...
-zamyślił się Vanko przyglądając się niedojedzonej papce.
Spójrzcie na to okiem tropiciela -tu zwrócił się do bardziej obeznanych z lasem kompanów-
ile toto kurestwo mogło ważyć? Harpia to jakaś, czy piktyjska baba w rui?
-zamyślił się Vanko przyglądając się niedojedzonej papce.
Spójrzcie na to okiem tropiciela -tu zwrócił się do bardziej obeznanych z lasem kompanów-
ile toto kurestwo mogło ważyć? Harpia to jakaś, czy piktyjska baba w rui?
Analizując rozstaw szponów, wysokość na gałęzi itp, moznaby ocenić przyblizoną wielkość i wagę bestii.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Onym kurewstwem okazała się gigantyczna modliszka, a raczej kilka, gdyż jakiś czas potem zaatakował was ów potwór, a raczej kilka potworów. Potężne, szablaste szpony gigantycznej modliszki zdolne rozedrzeć kolczugę.
Modliszek jest 5, średnio dwóch na jedną modliszkę licząc Liguryjczyków, co robicie? walczycie, czy uciekacie, jeden raz można strzelić, lub rzucić bronią miotaną.