Przysłuchując się jednym uchem wyznaniom zastraszonych więźniów, Trond przykucnął przy pokrytej grubą warstwą patyny dźwigni oglądając uważnie na wierzchnią część mechanizmu odpowiadającego za kratę. Ziejący czernią otwór w podstawie dźwigni okazał się dość duży, by góral mógł do niego wcisnąć w razie potrzeby czubek swego wąskiego noża, wpierw jednak Trond rozejrzał się uważnie wokół siebie, pamiętny ostrzeżenia pozostawionego jeńcom przez tajemniczego przewodnika z Markartu.
Nad łukiem zamkniętego kratą przejścia bystre oczy młodzieńca dostrzegły jakieś małe otworki, zdające się mierzyć otworami wylotowymi w stronę podstawy dźwigni.
- Dajcie pozór! - rzucił krótko góral, omijając młodszego rzezimieszka i przyglądając się uważnie dziurom w ścianie. Było ich sześć, rozmieszczonych symetrycznie względem siebie ponad przejściem - To mi cuchnie pułapką, jeno nie wiem jeszcze jaką!
Zrobiłem utajniony rzut na Obchodzenie się z pułapkami, wyniku rzecz jasna nie podam, ale postarałem się odzwierciedlić go w fabularce. Trond zauważył sześć niewielkich otworków, o średnicy centymetra każdy, ziejących w skale ponad kratą i wycelowanych w okolice dźwigni.