PBF - Goblińska Brama

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 12 stycznia 2013, 18:00

Znaczy się, o ile dobrzem zrozumiał, że jeśliście posłańcy i nic nadto nie wiecie, to starczy jeśli jeden tylko wróci

-wykalkulował Dwalin zdając się liczyć coś na palcach, po czym splunął w dłonie i postąpił kroku ku goblinowi z czerwono purpurową gębą.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 12 stycznia 2013, 18:04

Mnie też się tak zdaję co ino jeden wystarczy, coby wrócił i powiedział, że się zgadzamy na taką wymianę. Prawda?

Podnoszę powoli łuk i kieruje w stronę jednego z goblinów.
Do poniedziałku mnie już nie będzie:-((((
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 12 stycznia 2013, 18:13

- Nie inaczej - odpowiedział Sindar.
Celuję w drugiego.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 12 stycznia 2013, 19:04

Gobliny wpadły w panikę. Ten, stojący z przodu, wyszarpnął poszczerbioną szablę i rzucił się na Dwalina. Krasnolud bez wysiłku uniknął ciosu z góry, podstawiając goblinowi nogę. Stworek runął na ziemię. Nim odbił się od ubitej ziemi, został podniesiony za ubranie przez Beorna, który podrzucając go w górę, drugą ręką huknął go w twarz. Po lesie przetoczył się dźwięk pękanych kości - niechybnie goblin ma przetrącony kark. Pozostała trójka przeciwników rzuciła się do ucieczki. Nie odbiegli daleko, gdyż dwóch padło od strzał, a najwolniejszego dopadł jeszcze Dwalin, i z wyskoku ściął mu mieczem głowę.

Dunedain pobiegł za zbiegiem, który umykał co sił w nogach. Wkrótce jednak został zawrócony przez resztę towarzyszy.

- Pozbądźmy się tego plugastwa z mego lasu, i udajmy się na wieczerzę. Zgłodniałem od tego wszystkiego - mruknął Beorn, chwytając trupa i wyrzucając go poza ścianę lasu. Następnie wspólnymi siłami zebrano chrust, i spalono ciała, by żadne zwierze nie zatruło się od ich smrodliwych zwłok.

Dwór Beorna, wieczór, główna sala

Drewniany dwór ukryty wewnątrz gęstego lasu dawał poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Główny budynek dzielił się na dwa skrzydła, pomiędzy którymi był barwny ogród, wypełniony kwiatami jak i leśnymi owocami. Krzątający się mieszkańcy dworu życzliwie witali podróżnych, lecz dało się wyczuć pewien smutek, goszczący na twarzach ludzi-olbrzymów (każdy bowiem był przynajmniej o głowę wyższy o przeciętnego człowieka). W końcu usiedliście w szerokiej hali, z wielkim ogniskiem na środku i kominem zamieszczonym nad nim. Wokół zebrali się co ważniejsi mieszkańcy; żona Beorna, jego córka, bracia i siostry.

Wkrótce rozpoczeła się uczta powitalna; piekąca się jagnięcina wypełniała pomieszczenie cudownym zapachem, a tyle potraw na jednym stole ile teraz podano, Dwalin nie mógł zliczyć.

Po obfitym posiłku, przy stole został tylko Beorg, który silnie poberkiwał od czasu do czasu, i piątka poszukwiaczy przygód.

- Pojedlim, popilim. Czas porozmawiać o zadaniu, którego mam nadzieję się podejmiecie.

Wszyscy nadstawili uszu; i pomimo pełnych brzuchów skupili uwagę na mówiącym olbrzymie.

- Brama Goblina to jedno z wejść do miasta orków i goblinów, które przejeły te tereny niemal 200 lat temu od krasnoludów. To sieć wzajemnie połączonych tuneli i korytarzy prowadzących wgłąb Gór Mglistych - i kto wie - może nawet łączących się z Morią. Sam bym się wybrał i poszukał mojego siostrzeńca - ale jest za duży. Ani ja, ani nikt z mojego dworu nie jest w stanie pomieścić się w ciasnych korytarzach, nie mówiąc już o walce. Stąd cieszę się, że towarzyszy wam krasnolud... - tu zerknął w stronę zmiennokształtnego; taksując go wzrokiem doszedł do wniosku, że się zmieści - jak i również boerninga.
Kolejna część wieczorem, teraz musze zmykać!
Ostatnio zmieniony 12 stycznia 2013, 19:30 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.

Trihikilius
Reactions:
Posty: 267
Rejestracja: 15 października 2009, 23:34

Post autor: Trihikilius » 12 stycznia 2013, 20:59

Ulfhedin wciąż rozkojarzony obecnością pięknych Pań wyłapywał co drugie słowo z ważnej rozmowy, czy raczej monologu prowadzonego przez Wodza klanu.

"Bogowie, ależ ona piękna, jakie delikatne ruchy, taka drobna, moja ukochana, a te włosy, cobym dał aby zanurzyć w nich twarz, ajjjhhhh, kim ja jestem..., niegodzien córki wodza, co ja sobie myślę, parszywy, ale kilka razy na mnie spojrzała"


- Brama Goblina to jedno z wejść do miasta orków i goblinów, które przejęły te tereny niemal 200 lat temu od krasnoludów...

Trącony jak zwykle pod żebra przez starego, krępego druha Dwalina wyrwał się z zamyślenia.

- Tak, yhmmm, ciasne tunele powiadacie wodzu, jak ciasne one są - Ulfhedin nie dał po sobie poznać strachu przed wyobrażeniem zaciskających się ze wszystkich stron ogromów zimnych skał - jeśli są tak ciasne to jak wciągnęli twego bratanka w czeluści, a może nie tam go trzymają, pozwólcie Panie abym za cztery dni przed pełnią księżyca, przed przekazaniem okupu w mej drugiej postaci zbadał plotki i gadki tych małych chytrych bestii.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 12 stycznia 2013, 23:40

- Słuszna uwaga, Ulfhedin - przytaknął Beorn, pociągając łyk miodu z rogu. - Mój siostrzeniec to jeszcze młokos, nie jest taki wielki jak ty czy ja - huknął śmiechem, który odbijał się echem po sali jakiś czas. - Uważaj! Gobliny i orkowie wcale nie są tacy głupi, na jakich wyglądają. Zestrzelą cie zanim zakraczesz dwa razy. Musisz być ostrożny. Do Bramy Gobilina stąd raptem dzień drogi, ale ich patrole można spotkać już przy wyjściu z mojego lasu. Natomiast, o godzinę drogi na północ od Carrock, idąc przy rzece, dojdziecie do niewielkiej chaty. Mieszka tam mój stary przyjaciel, Faeral. To stary beorning, który wybrał życie w samotności. On dużo wie o tunelach i jaskiniach w Górach Mglistych. Idźcie do niego, i pokażcie mu to - Beorn ściągnął z szyi rzemyk z orlim piórem i małym rubinem, przyczepionym w miejscu połączenia się pióra z rzemykiem, następnie przekazał go Ulfhedinowi. - Będzie wiedział, żeście ode mnie, i udzieli wam gościny.

- Czy jest jeszcze coś, o czym chcielibyście podyskutować? Godzina jeszcze młoda! - ryknął przyjaźnie, poklepując Ulfhedina po ramieniu. Księżyc w trzeciej kwarcie lśnił na bezchmurnym niebie, a blade promienie odbijanego światła wpadały leniwie przez wielkie okna do wnętrza sali.

Trihikilius
Reactions:
Posty: 267
Rejestracja: 15 października 2009, 23:34

Post autor: Trihikilius » 13 stycznia 2013, 00:03

- Yhmmm - odkaszlnął nerwowo Ulfhedin zamiarując zmienić temat - zaprawdę piękną masz córę wodzu, godną jedynie wielkiego bohatera mniemam. Widać jak jej bracia mierzą ostrym wzrokiem każdego młodziana chcącego się do niej zbliżyć, pomyśleć można by, iż istny skarb chronią za poleceniem swego pryncypała.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 13 stycznia 2013, 07:43

Odgłosy mlaskania Dwalina chwilami niemal całkowicie zagłuszały wypowiedzi innych. Zwłaszcza najbliżej siedzący Ulfhedin chwilami krzywił się, jakby miało mu to pomóc w lepszym słyszeniu rozmówców.

Nie...-pfsze-sa-dzfajmy z tymi... ma- ślurp, ślurp - łymi funelami... erp! Rofły krafnolut..... log-log-log, szpokojnie pfejdzie... ciam, ciam, ciam....

to i...

to i...

to i...
- w tym miejscu Dwalin solidnie huknął się w pierś.

EEEGRHH!!! - beknął tak srodze, że zatrzęsły się talerze i półmiski, a zadziwione miedzy dysproporcją rozmiarów krasnoluda, a skalą kakofonicznego zjawiska towarzystwo skupiło teraz uwagę wyłącznie na Dwalinie.

To i Wy się przeciśniecie.- dokończył Dwalin odrzucając ogryzioną kość za plecy, po czym uśmiechnął się szeroko ukazując sterczące spomiędzy zębów resztki właśnie konsumowanego jedzenia.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 stycznia 2013, 12:19

Na słowa o córce Beorn zmrużył oczy w wąskie szparki i patrząc na Ulfhedina, pstryknął palcami.

- Asgert! Przynieś no gościom więcej miodu - zawołał w głąb sali, po czym przysiadł. Chwycił kubek z wodą, dzwoniący pod wpływem potężnego berknięcia, odbijającego się jeszcze echem po sali.

- Ano, nie jeden spoglądał za mą córką, i nie jeden w czerep dostał. Ona za byle kogo nie pójdzie... Ale kto wie, może i kiedyś znajdzie się bohater godny jej wdzięków.

Chwilę później do sali weszły dwie kobiety; wspomniana Asgert - piękna kobieta o jasnej, aksamitnej skórze, z falą rudych włosów spiętych w jeden warkocz, przyozdobiony klejnotem w kształcie stokrotki, oraz inna, mniej urodziwa beorningka, również o rudych włosach, ale spiętych w dwa kuce, sięgające jej po ramiona (i tak wyżej, niż głowa Dwalina). Kobiety podały pitny miód oraz jabłecznik i placki, z syropem klonowym i malinowym. Zapach potraw wściekle atakował nozdrza objedzonych biesiadników, którym i tak ślinka na widok jedzenia (lub kobiet!) pociekła.

Odprowadzone wzrokiem kobiety zachichotały jeszcze, wymieniwszy szeptem uwagi, i zniknęły za ogromnymi, czarnymi drzwiami prowadzącymi na wewnętrzny ogród.

- Taak... rzadko mamy tu gości - mruknął Beorn. Przypomniawszy sobie o pytaniu Galdora, zadanym jeszcze na Carrok, chrząknął i powiedział z wolna. - Freobeort liczy sobie 16 wiosen i jest jeszcze chuderlawym chłystkiem, o ciemnych, krótkich włosach i stalowoszarych oczach. Poznacie go po tatuażu niedźwiedzia, wyrysowanym na lewym policzku.

Beorn pstryknął dwa razy palcami, i do sali wślizgnął się mały beorning, po rysach twarzy można mu było dać siedem lat, ale już był wielkości krasnoluda.

- Przynieś mapy, chłopcze - zwrócił się do niego, a ten wystrzelił jak z procy i popędził na zewnątrz, do jednego z drewnianych budynków stanowiących małą twierdzę Beorna. Po chwili wrócił, przynosząc skórzany zwój z kilkoma mapami. Beorn zrobił miejsce na stole i chwilę szukając konkretnej mapy, rozłożył ją na stole. Ci z drużyny, co jeszcze mogli się ruszać, pomogli beorningowi w rozkładaniu, stawiając kubki na rogach zwoju.

Obrazek

- Jesteśmy tutaj - wskazał wielkim paluchem, pokazując na środek mapy. - Chata Faerala jest na północ od Carrok, trochę przed poszerzeniem rzeki. Na zachód zaś, są Orle Gniazda i Goblińska Brama.

To mówiąc, zwinął mapę w rulon i podał ją Hastamirowi.

- Prześpijcie się i dajcie znać, czy czegoś wam jeszcze nie potrzeba i ruszajcie z rana.
Pasuje wam taka forma rozgrywki, czy wolicie mniej opisów a więcej akcji?
Ostatnio zmieniony 13 stycznia 2013, 12:26 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 13 stycznia 2013, 12:26

Mi pasuje, na razie może być.

Trihikilius
Reactions:
Posty: 267
Rejestracja: 15 października 2009, 23:34

Post autor: Trihikilius » 13 stycznia 2013, 13:38

Dobro, dla mnie o to właśnie chodzi w PBF.

Akcją nasycę się włączając grę na kompie, a tutaj mistrzu dozuj :)

Oczywiście wszystko musi się rozkręcić i czasem może być uznane za smęty, mnie jednak wszystko odpowiada.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 13 stycznia 2013, 14:09

Ja też bardzo lubię czytać opisy.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 13 stycznia 2013, 15:06

Jest ok. Od siebie zachęcam współtowarzyszy do opisywania swoich postaci, cobyśmy wszyscy łatwiej wiedzieli z kim dzielimy losy.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 stycznia 2013, 23:10

Głos rozmów na zewnątrz połączony z radosnym podśpiewywaniem ptaków łagodnie zbudził śpiących podróżników, wylegujących się w jednym z budynków dworu, służącym na noclegownie dla gości. Jak się można było spodziewać, łóżka były przystosowane do Boerningów, tak więc krasnolud jak i elfy miały dla siebie mnóstwo miejsca.

Po obfitym śniadaniu i pożegnaniach z mieszkańcami dworu, wyruszyliście leśnym traktem, kierowani przez jednego z młodzików. Ten, dumny że może poprowadzić was krętymi ścieżkami, podgwizdywał radośnie, zagadując przy każdej okazji, taki był ciekawy świata. W końcu i na niego przyszedł czas; doprowadził was do wyjścia z gęstego, sosnowego lasu, skąd rozciągają się widoki na pokrytą skałami dolinę, a daleko na horyzoncie, w tle Gór Mglistych, piętrzył się dumnie Carrock.

Było późne południe, gdy idąc blisko koryta rzeki dotarliście do doliny, skąd rozciągał się piękny widok na rozwidlenie rzeki i niewielką wyspę na jej środku, a nieco z prawej strony, na samym dole, stała niewielka, drewniana chata. Wokoło chaty było porozrzucane mnóstwo sprzętu domowego użytku, a także szczapy drewna, i...

... ciała orków, leżących trupem na całym podwórku, oraz przygwożdżony włócznią do ziemi niedźwiedź, na środku pobojowiska. Naliczyliście około jedenastu trupów orków. Drzwi z chaty zwisały na zawiasach, złamane w pół i wygięte do przodu. Z komina nie wydobywał się dym, i gdyby nie ciche zawodzenie wiosennego wiatru, niosące do waszych uszu ciche jęczenia niedźwiedzia, uznalibyście tą krainę za całkiem martwą.
Od Beorna dostaliście mapę (tą powyżej), a także zapasy pożywienia na tydzień.
Na dół, do chaty macie biegiem około minutę (skaliste zejście). Nie mogliście wcześniej jej zobaczyć, gdyż jest w dolinie, poniekąd tłumiącej dźwięki. Nie wygląda na to, by bitwa na dole rozegrała się przed chwilą: raczej okiem zwiadowcy wygląda to na bitwę stoczoną około rano. Ale więcej szczegółów się dowiecie, jeżeli zechcecie zejść na dół.
Zgłaszam swoją nieobecność do jutra wieczorem...
Ostatnio zmieniony 13 stycznia 2013, 23:41 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.

Trihikilius
Reactions:
Posty: 267
Rejestracja: 15 października 2009, 23:34

Post autor: Trihikilius » 13 stycznia 2013, 23:42

Ulfhedin wyszedł przed szereg drużyny koncentrując wzrok na zniszczonym domostwie. Miał nadzieję, że podczas szybkiego marszu zatracą się nocne, trunkowe dolegliwości, mylił się jednak. Po chwili nieoczekiwanie dała o sobie znać wczorajsza, miodowa uczta. Odkaszlując i wypluwając zalegającą flegmę, która nazbierała się w jego krtani podczas nocnego chrapania, spłoszył pewnie połowę okolicznej zwierzyny. Przypadłość ta zawsze męczyła go po mocno zakrapianej wieczerzy, chociaż niejednokrotnie dawał się pokonać w nocnych ariach Dwalinowi.

Spoglądając na zgliszcza wioski, wciągnął głęboko powietrze do płuc i dotknął delikatnie prawą dłonią prastarego amuletu, wiszącemu na szyi.

Doskonale pamiętał, że wszyscy w jego rodzie zdawali sobie sprawę, czym była mandragora lub jak ją zwali pradziadowie Alrauna. Klejnot rodowy, znajdujący się w posiadaniu Boerningów od niepamiętnych czasów. Uważany za najszlachetniejsze ze wszystkich czarodziejskich ziół, jakie mogło znaleźć się w rękach człowieka. W krajach śródziemna, znany był on jako korzeń rośliny, kształtem przypominający człowieka, wyrastający pod nogami powieszonego przestępcy. Moc swą osiągał jedynie wtedy, gdy wyrwany został przez czarnego psa, przywiązany do jego ogona. Biedne zwierze umierało w blasku księżyca słysząc przeraźliwe kwilenie Alrauny.

Po wielu nocnych obrządkach przygotowujących go do roli amuletu, dla właścicieli stanowił niemal relikt chroniący ich przed złem, wykorzystywany do odkrywania wrogich sił, zdobywania bogactwa lub jako ziele miłosne. Mandragora Boerningów nigdy jednak nie działała jako zła, wiedźmowa moc, wprost przeciwnie, choć to ciężko było pojąć, zawsze sama wybierała swojego właściciela i żyła z nim w niepojętej symbiozie nie dającej się bliżej określić kto jest Panem, a kto sługą.

Teraz spoczywała na nieludzko szerokiej piersi Ulfhedina, przewiązana bardzo mocno skórzanym rzemieniem, drgając jak żywe stworzenie pod delikatnym dotykiem palców olbrzyma.

- Nie wiem dlaczego, ale czuję, że powinniśmy zejść na dół - rzekł Ulfhedin - miejmy się jednak na baczności.
Ostatnio zmieniony 13 stycznia 2013, 23:57 przez Trihikilius, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ