Po ukryciu za drzewem Radagast wykonał kilka szybkich ruchów dłońmi, które zapłonęły delikatnym niebieskawym płomieniem. Nałożył dłoń na ranę, która z sykiem zaczęła się zasklepiać, pozostawiając po sobie jedynie małą bliznę.
Gdy wyszedł z za drzewa walka miała się ku końcowi. Niestety ucierpieli także jeńcy.
CÓż, Vader nie zwykł pertraktować z "porywaczami". Zachęciłoby to kolejne bandy do podobnego procederu.
Gdy Barth i Arus zabierali się do przesłuchiwać, Radagast uleczył Amrasa, który pomknął za zwiadowcom łowców niewolników.
Spojrzał na wykrzywione przerażeniem, bólem, krzywdom i niemocom twarze "niewolników". Dopiero teraz zorientował się, że były to głównie kobiety i dzieci. Zatrzęsła nim wściekłość. Parszywi zwyrodnialcy. Prawdopodobnie wszyscy dorośli mężczyźni walczyli, aż do końca broniąc swych rodzin.
- Dobrzy ludzie nie musicie już się bać. Wiedziono was na ofiarę wstrętnego półbożka, ale dzięki nam nigdy tam nie traficie - starał się uspokoić ludzi Radagast.
- Teraz ściągniemy wam kajdany, opatrzymy rany i nakarmimy. Damy broń. Nie rozbiegajcie się. Przy nas nic wam nie grozi, jednak poza naszym wzrokiem mogą czaić się liczne niebezpieczeństwa. Zaprowadzimy was do ludu wodza Czarnych Ludzi, on się wami zajmie. Caratris pomoże mi?
Druid z miłą i pomocną miną przeprowadził jeńców w dalszą część wąwozu, aby nie słyszeli odgłosów przesłuchania.
Radagast zajmuje się jeńcami. Ściąga kajdany, opatruje rany, karmi zapasami jedzenie łowców i drużyny. Sprawniejszym kobietom i wyrostkom daje broń po pokonanych łowcach. Pociesz i pomaga jeńców. Może jakiegoś odważniejszego maluch przewieźć na pająku. Nazywa pająka pogromcą Yoginitów o imieniu Puszek. Stara się poprawić morale.