PBF - Bezsłoneczna Cytadela
Nieco poniżej Aravena,w miejscu gdzie był Grag,rozległ się odgłos przypominający trzeszczenie dartego materiału. To pod ciężko opancerzonym barbarzyńcą puściły pnacza,które nie wytrzymały jego wagi. Z donośnym okrzykiem olbrzym runął w dół. Próbując się chwytać się mijanych w locie korzeni zrywał je i ściągał ze sobą. Kiedy Araven i pozostali spojrzeli w dół,rozległo się potężne mlaśnięcie.
...Przed oczami barbarzyńcy rozbłysło białe światło,po czym bardzo szybko nadeszła ciemność.Tan Grag z wdzięcznością zatonął w niebycie,szczęśliwy ze nie czuje bólu...
...Przed oczami barbarzyńcy rozbłysło białe światło,po czym bardzo szybko nadeszła ciemność.Tan Grag z wdzięcznością zatonął w niebycie,szczęśliwy ze nie czuje bólu...
Podczas gdy tan Berghar i druid Leobardis,a także uczynna goblinka Gruumsha przetrząsali komnatę wodza w poszukiwaniu czegokolwiek co nadawałoby się na liny,kilkanaście metrów niżej elfi szermierz Araven z gracją i zwinnością typową dla jego rasy schodził na dół po roślinnych pnączach. Z dołu,gdzie z głosnym hukiem zniknął Grag biła coraz to bardziej jaśniejąca fioletowa poświata. Dawało sie też usłyszeć jakieś mlaszczące odgłosy...Kiedy elf zsunał się po korzeniach na sam dół,zauważył ogromną salę której ściany były obwieszone ogromną ilością fluorescencyjnych grzybów,od których biło to dziwne fioletowe światło. Powietrze tutaj było wyjątkowo zatęchłe, wilgotne i zimne. Poza tym unosił się tu zapach gnijącej gleby. Zwisając u wylotu tunelu,tuż pod stropem,widać było że podłogę tej rozległej komnaty pokrywa warstwa ziemi wymieszana z gnijącą roslinnością oraz resztkami zwierząt,jedzenia i innymi odpadkami. Na szczątkach tych rośną kolonie dziwacznych grzybów,a także kilka młodych drzewek. Nieopodal pracują dwaj chorobliwie chudzi,okryci pelerynami ludzie,intensywnie przekopujący ziemię łopatami. Spoglądając w dół,Araven dostrzegł leżącego na kupie odpadków,nieruszającego się barbarzyńcę. Półolbrzym nie dawał żadnych znaków życia.
zabieram liny do studni, znalezione kosztowności rekwiruję, zaś kolcza bluza trafia do goblinki, a nuż jej przypasuje, albo na coś sobie wymieni. Potem szukam rozsądnego miejsca do przywiązania liny na "górze"
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
Buty elfa zapadały się w gnijących odpadkach z cichym mlaśnięciem,kiedy ten zbliżał się do zakopanego w kupie kompostu barbarzyńcy. Ogrodnicy mechanicznie wymachiwali łopatami,przekopując wilgotną breję.Kiedy Araven kucnął przy półolbrzymie zauważył że jego klatka piersiowa porusza się. Był to bardzo dobry znak. Nagle coś pacnęło go w czoło.Spojrzał w górę i zobaczył zwisającą stamtąd bujającą się linę. Widać,pozostali zamierzali schodzić. Kiedy przed sobą usłyszał głuchy trzask,spojrzał do przodu i osłupiał. W jego strone zmierzali ogrodnicy...peleryny opadły,ukazując suche,obciągniete napiętą do granic możliwości pomarszczona skórą. Ich oczy gorzały czerwienią a zapadnięte dziąsła ukazywały szczerzące się w dzikim grymasie zęby.


Ostatnio zmieniony 25 lutego 2013, 21:43 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
Wiem, że to niby strata czasu, ale jeb...cie z 20m moim młotkiem albo tarczą w dół, może być jednak opłakane w skutkach.
Zatem:
wciągam ekspresowo line na górę, przywiązuję tarczę (za uchwyty) i napierśnik (za paski) i jeżeli młotek ma uchwyt zapobiegający wytrąceniu broni albo wymyślę (Tan Berghar) jakiś sensowny pomysł, to również. Inaczej , wtykam młotek za pas (w końcu jest jednoręczny, a ja jestem naprawdę spory) , spuszczam szybko (do pewnego momentu) linę z balastem i po jej spuszczeniu, spuszczam się sam
I proszę dać znać co zastałem po zejściu (chyba, że na dzień dobry przytulę w ryj), uzależniam od tego dalsze akcje
Zatem:
wciągam ekspresowo line na górę, przywiązuję tarczę (za uchwyty) i napierśnik (za paski) i jeżeli młotek ma uchwyt zapobiegający wytrąceniu broni albo wymyślę (Tan Berghar) jakiś sensowny pomysł, to również. Inaczej , wtykam młotek za pas (w końcu jest jednoręczny, a ja jestem naprawdę spory) , spuszczam szybko (do pewnego momentu) linę z balastem i po jej spuszczeniu, spuszczam się sam
I proszę dać znać co zastałem po zejściu (chyba, że na dzień dobry przytulę w ryj), uzależniam od tego dalsze akcje
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
Leobardis zsunął się po linie na dół,buty zagłębiły się w lepką ziemię. Kiedy tylko zobaczył dwa sunące ku niemu i jego towarzyszom dwa przeczące prawom natury,nieumarłe stwory szybko siegnął po miecz i cofnął sie kilka kroków. Z góry bowiem nadciągał półolbrzymi rycerz a kilka metrów przed nim pedził jego ekwipunek.
Pierwszy ze szkieletów stanął nad nieprzytomnym barbarzyńcą,zamierzając siegnąc kościstymi łapskami Aravena. Nagle z metalicznym łomotem z góry,prosto na kościany czerep spadł ekwipunek Berghara. Kosciotrup rozsypał sie momentalnie. Jednocześnie Grag otworzył szeroko oczy- Moje jaja!!-stęknął głośno gdy ciężki napierśnik z dużą siłą wyrżnął go w przyrodzenie. Odtoczył się w bok w ostatniej chwili gdy w kupę odpadków wbił się po kolana wielgachny rycerz.
Pierwszy ze szkieletów stanął nad nieprzytomnym barbarzyńcą,zamierzając siegnąc kościstymi łapskami Aravena. Nagle z metalicznym łomotem z góry,prosto na kościany czerep spadł ekwipunek Berghara. Kosciotrup rozsypał sie momentalnie. Jednocześnie Grag otworzył szeroko oczy- Moje jaja!!-stęknął głośno gdy ciężki napierśnik z dużą siłą wyrżnął go w przyrodzenie. Odtoczył się w bok w ostatniej chwili gdy w kupę odpadków wbił się po kolana wielgachny rycerz.
[/center]