Czterej awanturnicy gnali w ślad za wycofującymi się śpiesznie draugrami, ściskając w dłoniach oręż i modląc się w myślach o to, by ich pozostawieni w głównej komorze towarzysze wciąż pozostawali żywi. Chociaż żaden z przybyszów z Cesarstwa nie znał zbyt dobrze trzech zwiadowców, poczucie honoru nakazywało im podążyć nowym druhom z pomocą bez względu na niebezpieczeństwo.
Ożywieńcy nie byli tak ociężali jak ich pobratymcy z katakumb, ale ciężkie żelazne pancerze robiły swoje i niedaleko przed wejściem do stojącej otworem cmentarnej komory śmiertelnicy dopadli pierwszego z nich, utykającego nieznacznie po konfrontacji z ogromnym pająkiem.
Biegnący w przedzie Hastur i Barr'teh uderzyli niemal jednocześnie, klingą miecza i zbroczonymi pajęczą posoką pazurami. Nieumarły okazał się tak zaprzątnięty niewidzialnym zewem czegoś lub kogoś ukrytego w grobowcu, że nawet nie zwrócił uwagi na pierwsze spadające na jego barki ciosy. Długie ostrze Redgarda i pazury muskularnego kotołaka wniknęły w szpary pancerza, ponad jego kołnierzem, pod pachy. Dźgany i cięty, draugr dosłownie rozsypał się w cmentarny proch, runął pod nogi napastników łoskocząc żelaznym napierśnikiem w kamienną podłogę korytarza.
Barr'teh przesadził zwinnie uśmiercone ostatecznie truchło, ale trzej inni nieumarli już zniknęli za progiem wielkich wrót wspinając się w górę szerokich schodów.
Na ich szczycie khajiit widział po raz ostatni Sivariaela, Tronda i bretońskiego obieżyświata.