Żelazne Królestwa - opowiadania

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 marca 2013, 15:13

Grigor rozejrzał się wokół siebie. Otaczała go żywa rana wydarta w ciele wielkiej puszczy; wyjałowiona z wszelkiego życia przestrzeń sięgająca dwustu jardów średnicy. Cmentarny kopiec Orgotów wznosił się pośrodku tej nienaturalnej pustyni, otoczony sześcioma kamiennymi cokołami pokrytymi bezlikiem runicznych znaków.

- Te kolumny - spytał Khadorianin - Czemu służą?

- Mój lud wzniósł je tutaj wieki temu, by trzymały w ryzach śpiące pod ziemią zło - wyjaśniła wojowniczka trollaków - Lecz ich moc słabnie.

- Zdołasz ją przywrócić? - zapytał Grigor uświadamiając sobie znienacka powód obecności, dla którego nakazano mu sprzymierzyć się z trollakami. Zezanna Agha poleciła koldunowi zawrzeć porozumienie z Janissą, ale nie wyjaśniła mu, dlaczego dobrała Orłovowi tak niecodziennego sojusznika. Biegłość szamanki w tworzeniu i odnawianiu runicznych znaków czyniła nagle zrozumiałym ukryty powód tego sojuszu.

- Zdołam, wpierw jednak musimy wypędzić stamtąd ludzi i Nyssów - kiwnęła głową Janissa - Nie możemy pozwolić, by uwolnili drzemiące w kopcu moce.

- Zło budzące zatroskanie Starej Wiedźmy musi budzić niepokój - odparł Grigor - Wiele mówi tu również to, że nakazała wam do mnie dołączyć.

Janissa zmarszczyła swe obłe czoło.

- Niczego nie byliśmy Starusze winni - rzekła szamanka, z nutą gniewu dźwięczącą w jej tubalnym głosie - Zgodziliśmy się dołączyć wyłącznie przez wzgląd na to, że mój lud pojmuje istotę tego zła dalece lepiej od was.

Grigor ukrywał starannie swą niewiedzę, ale w głębi duszy nie pojmował do końca motywów Starej Wiedźmy. On sam prędzej spodziewałby się, że Agha zechce położyć na mocy Orgotów rękę niż uwięzić ją na wieki w kurhanie. Koldun służył od blisko dziesięciu lat pod rozkazami komandir Zerkovej, plądrując starożytne grobowce nie różniące się w niczym od wzniesionego na polanie kopca. Sprzysiężenie Szarych Magów weszło przez te lata w posiadanie setek orgockich artefaktów, ujarzmiając moc niebezpiecznych reliktów dla wyższego dobra Ojczyzny. Co sprawiało, że ten akuratnie grobowiec różnił się od innych?

- Dość tych rozważań - zdecydował koldun - Nie zaprzeczysz, że musiałem tutaj przybyć, bo twój lud nie dopełnił obowiązku uczynienia tego miejsca sekretnym i bezpiecznym.

Mężczyzna wskazał dłonią na wielką granitową płytę zamykającą niegdyś wejście do grobowca, leżącą opodal otworu podziemnego tunelu. Na jej widok grymas na obliczu szamanki jeszcze się pogłębił.

- Nie jestem tu po to, by toczyć z tobą wojnę na słowa, człeku. Możesz lekceważyć potęgę ukrytą w tych podziemiach, ale nie puszczaj w niepamięć słów Staruchy.

Zezanna Agha odeszła w sobie tylko znanym kierunku krótko po opuszczeniu wioski trollaków, nim jednak zniknęła bez śladu w dziczy Gnarlu, udzieliła na uboczu Grigorowi i Janissie ostatniego ostrzeżenia. Runy mające zatrzymać nieumarłych nie potrafią pętać żyjących.

- Pamiętam - wycedził przez zęby Khadorianin - Jej ostrzeżenie mówi, że musimy powstrzymać tych, którzy zechcieli splądrować kopiec.

- Podzielam te słowa - odparła Janissa odwracając się od człowieka i ruszając w kierunku sześciu trollackich wojowników stojących wokół wejścia do grobowca.

Grigor przypasał do boku swój runiczny topór i obejrzał się w stronę własnej świty, ośmiu osobiście dobranych pod kątem odwagi i posłuszeństwa żołnierzy Zimowej Gwardii. Co prawda koldun wolałby w takich okolicznościach zabrać ze sobą grupę Rezunów Zagłady, ale konieczność wyprawy głęboko na terytorium Cygnaru uniemożliwiała wykorzystanie tak specyficznego wsparcia. W zamian kommandir Zerkova udostępniła swemu podkomendnemu jeden ze swoich przeprogramowanych Vanguardów, parobotów zdobytych na Rynnach w trakcie podboju Llaelu. Orłow wiedział, że Vanguard potrafiłby poradzić sobie z każdym przeciwnikiem, któremu nie zdołaliby stawić czoła gwardziści i trollaccy wojownicy.

Rozmiary podziemnego korytarza wydawały się dość obszerne, by pancerny konstrukt zdołał wejść do środka, ku nieskrywanej uldze kolduna.

- Parobot i ja pójdziemy przodem - oznajmił mężczyzna, kiedy jego ludzie dołączyli do wojowników Janissy - Razem zdołamy obrócić w niwecz zasadzę albo zapewnić wam bezpieczny odwrót.

- Zgadzam się - oznajmiła szamanka zabierając jednemu ze swych ziomków pochodnię. Grigor odczekał, aż jego żołnierze zapalą własne łuczywa. On sam nie potrzebował źródła światła, ponieważ jasna niebieska poświata rzucana przez wyryte w ostrzu topora runy wystarczała w zupełności, by rozświetlić koldunowi drogę.

- Podążaj za mną - powiedział do stojącego u swego boku Vanguarda. W przeciwieństwie do prawdziwych paromagów Orłow nie posiadał czarodziejskiego talentu pozwalającego scalić swą jaźń z korteksem konstruktu, ale był szkolony w sztuce dowodzenia parobotami za pomocą komend werbalnych i gestów.

Parobot zareagował natychmiast, opuszczając dzierżące wielką glewię ramię przed siebie i podążając z głuchym łoskotem uderzających w posadzkę metalowych stóp w ślad za swym kontrolerem.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 28 marca 2013, 17:16

Coraz ciekawiej się robi. :/uklon

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 marca 2013, 13:02

Janissa poruszała się na ugiętych nogach, starając się nie wdychać cuchnącego czarnego dymu buchającego z paleniska parobota. Cała grupa nie przemieszczała się ani skrycie ani szybko, lecz w obliczu obecności innych intruzów nie miało to większego znaczenia - poprzednicy szamanki najpewniej pozbyli się już strzegących grobowca prastarych strażników.

Korytarz wykonany był w całości z kamienia, od posadzki poprzez ściany aż do sufitu. W wielu miejscach bystre oczy Janissy dostrzegały wycięte w skale trollackie runy. Umieszczono je w różnych miejscach tunelu, by wspierane mocą runicznych cokołów na zewnątrz kopca spychały zło głębiej w podziemia. Tworzenie takich znaków było odpowiedzialną sztuką, przekazywaną w plemionach z pokolenia na pokolenie. Jannisa była jednym z wybrańców, prócz głęboko poważanych umiejętności zyskując również wiedzę o zagrożeniach, przed którymi runy miały chronić.

Legenda Harrowdima była znana jej plemieniu od wieków. Orgoci przynieśli ten miecz na pobliskie wybrzeże tysiąc lat temu, czyniąc jego ostrzem i ramieniem jego pana ogromne spustoszenie. Harrowdim nie był jedynie zwyczajnym magicznym orężem, pozwalał jakoby oszukać śmierć i dawał swemu właścicielowi nieśmiertelność. Jeśli w legendzie tej tkwiła choć cząstka prawdy, starożytny orgocki władca najpewniej tkwił w śpiączce głęboko pod kurhanem, czekając na chwilę przebudzenia i powrotu w krainy Immoreńczyków. Kiedy pozornie poległ w boju, Orgoci pochowali go w kopcu, a poznawszy opowieści o rychłym zmartwychwstaniu trollaki wzniosły wokół grobowca runiczne obeliski mające zapobiec temu nieszczęściu.

Lecz odpędzanie chciwych i żądnych wiedzy ludzi wykraczało dalece poza możliwości tych przesyconych magią cokołów.

Janissa nie była jedyną wciąż żyjącą istotą świadomą obecności uśpionego zła. Kiedy w jej puszczańskiej wiosce pojawiła się znienacka wiodąca Grigora i jego ludzi Starucha, szamanka pewna była niespodziewanej napaści. Lecz stara kobieta - istota w ludzkiej postaci, która wcale nie była człowiekiem - chciała jedynie rozmawiać. Gwoli ścisłości, mówił niemal wyłącznie Grigor. To on opowiedział szamance o zbliżających się czcicielach ludzkiej bogini Thamar, wysłanych przez Czarną Fionę z misją splądrowania grobowca.

Janissa wiedziała, że gdyby nie obecność Staruchy, nigdy nie dałaby wiary słowo Khadorianina. Ludzie jego pokroju zwykli spadać na ruiny Orgotów niczym szakale, grabiąc je z wszystkiego, co tylko mogło mieć wartość w rękach żołnierzy północnych armii. Postępowanie takie naznaczone było szaleńczą głupotą, o czym Janissa i jej ziomkowie wiedzieli od dawna: nic pozostawione przez Orgotów nie było wolne od ukrytego przekleństwa.

Spoglądając w coraz bliższy wylot korytarza Janissa ujrzała ogromną komnatę oświetloną płomieniami wielkiego paleniska gorzejącego w dole pośrodku pomieszczenia. Wydostając się z tunelu wraz z resztą towarzyszy szamanka pojęła, że nie jest sama.

Na północnym krańcu komnaty, za oślepiającym swą poświatą całopalnym stosem, na wyciętym z czarnego kamienia tronie zasiadała wysoka postać okryta pancerzem Orgotów. Przed tronem, aczkolwiek w rozsądnej od niego odległości, tkwiło kilkanaście innych postaci: noszących skórznie elfich łuczników o bladej skórze i znamionach smoczej plagi oraz ogorzałych od słońca i wiatru ludzi ściskających w dłoniach pistolety i krótkie miecze.

Lufy ich samopałów i groty nasadzonych na cięciwy strzał mierzyły w nadciągających intruzów.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 marca 2013, 22:32

Janissa omiotła wzrokiem obie jakże nie pasujące do siebie grupy, w poszukiwaniu postaci mogących być ich przywódcami. Nie sprawiło jej to większego kłopotu. Wysoka elfka z zwieńczonym ostrzami pastorałem stałą pośrodku swoich ziomków, otoczona ich ochronnym kordonem. Żeglarze Fiony wydawali się szamance drażniąco identyczni, ale jeden w ich gronie nosił się całkowicie na czarno i sprawiał wrażenie zausznika thamaryckiej kapłanki.

- Oto okazja, byście mogli dowieść swej wartości - oznajmił zasiadający na tronie mężczyzna, głębokim dudniącym głosem odbijającym się od ścian rozległej komnaty. Podnosząc z kolan ciężki miecz Orgot wymierzył jego promieniujące chorobliwą zieloną poświatą ostrze w intruzów. Nieumarły wojownik był ogromnym człowiekiem, muskularnością swej budowy mogąc bez obaw stawać w szranki z najpotężniejszym trollakiem w świcie Janessy. Jego zbroja zdobiona była wykrzywionymi w diabolicznych grymasach obliczami, których widok jeszcze pogłębiał przerażające wrażenie wywołane widokiem orgockiego wodza. Ukryta pod rogatym hełmem twarz miała ewidentnie ludzkie rysy, mogąc uchodzić za przystojną, aczkolwiek niepokojąco drapieżną.

Jedynie jego oczy nie miały w sobie nawet iskry człowieczeństwa: były czernią błyszczącą nieludzkim głosem w blasku bijącym od ognia. Janissa nigdy rzecz jasna nie widziała Harrowdima, ale nie wątpiła w to, że miecz dzierżony przez Orgota był tym właśnie przeklętym ostrzem.

Atmosfera w podziemnej komnacie stężała w ułamku chwili, toteż szamanka okręciła się w miejscu chcąc ostrzec okrzykiem Grigora. Jej słowa utonęły w ogłuszającym huku wystrzału z działa parobota i trzasku garłaczy. Lawina ołowiu uderzyła w ludzkich żeglarzy, nie dając im szans na ucieczkę i odbierając w pierwszej salwie życie połowy grupy.

W grobowcu wybuchło istne pandemonium. Pozostali przy życiu piraci wypalili ze swoich pistoletów, skacząc na wszystkie strony w zamiarze zniknięcia z oczu strzelcom Orłova. Nyssowie poszli z miejsca w ich ślady, umykając z niezwykłą zwinnością ku jednej ze ścian komnaty, lecz chociaż wszyscy dzierżyli w zdeformowanych dłoniach łuki, żaden nie wystrzelił jeszcze ani jednej strzały.

- Zabić ich wszystkich! - krzyknął na całe gardło Grigor, unosząc w górę runiczny topór. Kule żeglarzy odbijały się z metalicznym trzaskiem od pancerza parobota, nie czyniąc stalowej bestii najmniejszej szkody. Ukryci za machiną khadoriańscy żołnierze pośpiesznie ładowali na nowo garłacze.

Smukła strzała przemknęła sykliwie ponad głową Janissy. Nyssowie ruszyli w kierunku tunelu wiodącego na powierzchnię, strzelając w ruchu.

- Tarcze! - ryknęła szamanka wyszarpując z pętli przy pasie swą maczugę. Wojownicy krielu odpowiedzieli natychmiast na wezwanie, w ułamku chwili tworząc wokół rzeźbiarki runów ochronny pierścień uczyniony ze swych wielkich tarcz. Strzały Nyssów uderzały w nie z głośnym suchym trzaskiem.

Zerkając w bok Janissa spostrzegła nacierającego do przodu Grigora. Huk wystrzałów ustawicznie wstrząsał zamkniętą przestrzenią grobowca. Nyssowie nie opuszczali swych łuków, ale nie przejawiali zarazem chęci do wzięcia udziału w walce. Wręcz przeciwnie, ich grupa wydawała się przemieszczać w lewo, jakby w zamiarze wymanewrowania trollaków. Uwaga wysokiej elfki była skoncentrowana nie tyle na szaleńczej konfrontacji, co pryzmie leżących na posadzce szkieletów. Osłaniana przez ślących strzału ku ludzkim żołnierzom ziomków, wysłanniczka Wszechskaziciela pochyliła się nad jednym z kościotrupów wyszarpując z jego martwego uścisku opasłą księgę. Zarówno samo tomiszcze jak i dzierżący je szkielet sprawiały wrażenie pokrytych cienką warstewką lodu, ale elfka poradziła sobie bez trudu z odebraniem zmarłemu jego skarbu, uśmiechając się nieznacznie i wskazując pobratymcom wejście do korytarza.

I wtedy jej oczy pochwyciły spojrzenie Janissy. Elfka uniosła władczo dłoń, a wówczas łucznicy przestali szyć ze swej broni.

Szamanka położyła własną dłoń na ramieniu chroniącego ją trollaka.

- Poczekajcie - poleciła. Wojownicy zatrzymali się słysząc rozkaz, ale wciąż kryli się przezornie za tarczami. Wpatrzona w przywódczynię Nyssów Janissa oparła swą maczugę o ramię, łudząc się nadzieją, że przeciwniczka w odpowiedni sposób zinterpretuje owe neutralne w swym wydźwięku ułożenie broni. Przesłanie wydawało się oczywiste: "Nie będę próbowała cię zabić, jeśli ty odwzajemnisz się tym samym". Wszystko wskazywało na to, że śnieżne elfy były jedynie częściowo uwikłane w akt przebudzenia uśpionego zła rozgrywający się na oczach trollaków.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 marca 2013, 15:08

Przywódczyni Nyssów skinęła leciutko głową i opuściła swój pastorał. Widząc ów gest, towarzyszące jej elfy przestały napinać łuki przyśpieszając w zamian kroku w zamiarze jak najszybszego dotarcia do wyjścia.

- Pozwólcie im odejść - rozkazała Janissa - Mam bardziej ważkie troski na głowach.

Niemal wszyscy ludzcy żeglarze zginęli już od kul gwardzistów bądź od ciosów ogromnej gizarmy Vanguarda. Dzięki lepszemu wyszkoleniu i broni oraz czynnikowi zaskoczenia ludzie Grigora stracili tylko jednego spośród swoich, chociaż wielu z nich krwawiło z powierzchownych ran.

Przed tronem Orgota toczył się spektakularny pojedynek. Runiczny topór Grigora płonął niebieską poświatą, stanowiąc przeciwwagę dla okalanej pierścieniem czarnych płomieni prawicy thamaryckiego kleryka. Płomienie te wystrzeliły w jednej chwili do przodu na podobieństwo czarnej smugi, ale parobot rzucił się z donośnym łoskotem do przodu zasłaniając swą metalową masą kolduna. Piekielny czarny ogień sięgnął tarczy Vanguarda, częściowo topiąc wzmocniony stalowy pancerz.

Interwencja parobota dała Orłowovi szansę na wygraną. Wyślizgując się zza Vanguarda Khadorianin zaatakował thamarytę z rozpędu, tnąc z ukosa topora. Odziany w czerń mężczyzna targnął się rozpaczliwie w tył wyrzucając z ust szaleńczą inkantację, której nie zdążył już ukończyć. Topór Grigora wciął się w czaszkę thamaryty, rozszczepił ją na połowy zatrzymując się pośród rozbryzgu krwi i mózgu na zębach kleryka. Człowiek runął na plecy wyszarpując stylisko broni z rąk kolduna.

Grigor oparł jedną stopę na piersi zabitego kultysty, pochylił się w dół i zaparty nogą o trupa wyciągnął oręż z czaszki swej ofiary. Nie wypuszczając broni z ręki odwrócił się w kierunku zasiadającego na tronie Orgota, nie zwracając uwagi na nadbiegającą Janissę i jej towarzyszy.

- Wyczuwam w tobie moc - oznajmił starożytny władca wskazując szpicem Harrowdima na Grigora - I w tobie też.

Miecz skierował się sztychem ku szamance.

- Które z was jest bardziej godne? Które z was ma w sobie dość siły, by zdzierżyć ciężar Harrowdima?

Jannisa puściła koło uszu zadane gromkim głosem pytanie, ślizgając się na krwi zabitych dopadła boku kolduna. Jej serce ścisnęły zimne cęgi trwogi, kiedy spostrzegła wpatrzone w przeklęte ostrze oczy Orłova.

- Grigor! - wykrzyczała - Musimy stąd uchodzić!

Khadorianin oderwał z wysiłkiem spojrzenie od Harrowdima, przeniósł swój wzrok na Janissę.

- Nie sądzę, bym był gotów do odejścia - odparł płytkim, nienaturalnie sztywnym głosem. Zerkając na przemian na szamankę i Orgota koldun ścisnął mocniej stylisko swego topora - Powinnaś czym prędzej powrócić do swego plemienia.

- Nie bądź głupcem - wyszeptała szamanka.

- Odejdź ode mnie, Janissa - sarknął ostrym głosem Grigor - Natychmiast!

Złowróżbny ton dowódcy sprawił, że niektórzy z żołnierzy wymierzyli garłacze w kierunku swych sojuszników. W odpowiedzi na mierzące złowrogo lufy, trollaki natychmiast skoczył do przodu chcąc zasłonić swą przywódczynię tarczami. Janissa osadziła ich w miejscu uniesioną raptownie ręką.

- Nie czyń tego, Grigorze - powiedziała cofając się jednocześnie w stronę wojowników krielu - Wciąż możemy stąd wyjść razem.

Nie zwracając uwagi na jej słowa Orłow uczynił krok w kierunku czarnego tronu.

- Jak mam dowieść swej wartości? - spytał grobowym głosem.

Orgot wyszczerzył w diabolicznym uśmiechu zęby.

- Człowiek o kamiennym, a jednak płonącym sercu - stwierdził - Jeśli chcesz posiąść ostrze, musisz być jedynym suplikantem przed tym tronem. Wciąż jeszcze pozostaje ona.

Spojrzenie czarnych oczu pobiegło ku szamance. Podążając za nim Grigor wbił wzrok w rzeźbiarkę runów, patrząc na nią w sposób całkowicie wyzbyty współczucia czy wręcz rozsądku. Nie stroniąca w swym życiu od walki Janissa czuła napinające się bezwiednie mięśnie, wiedzione instynktem ostrzegającym przed rychłą i nieuniknioną konfrontacją.

- Zabijcie ich! - wyrzucił z siebie Grigor, a lufy broni gwardzistów uniosły się w ułamku chwili.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 marca 2013, 15:10

Tak sobie myślę, że oprócz Harrowdima powinniśmy znaleźć również jakieś zgrabne tłumaczenie dla Vanguarda - mam mieszane uczucia uświadamiając sobie, że nazwa tego parobota pozostanie jedynym angielskim terminem w całym opowiadaniu...

Vranz, co chodzi Ci po głowie? Ktoś ma jakieś pomysły?

Vranz the Blighted
Reactions:
Posty: 34
Rejestracja: 23 lutego 2013, 15:33

Post autor: Vranz the Blighted » 30 marca 2013, 16:00

Vanguard = straż przednia, awangarda. W takim razie może "Przodownik", "Frontownik", "Przodowy Strażnik", "Frontowy Strażnik" albo użyć po prostu "Awangarda" w drodze wyjątku, bo termin odnosi się do czołówki kolumny wojskowej, a tu mamy do czynienia z jednym parobotem. W sumie mogłoby wyjść ciekawie, nazwanie go rodzajem żeńskim.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 marca 2013, 17:04

A może... Awangard? Jako forma męska awangardy? Wydaje się brzmieć nie najgorzej, chociaż bitewniakowcy i tak pożrą nas żywcem! :P

Vranz the Blighted
Reactions:
Posty: 34
Rejestracja: 23 lutego 2013, 15:33

Post autor: Vranz the Blighted » 30 marca 2013, 17:17

W sumie, ma sens. Sam jestem bitewniakowcem i nie czuję się głodny od tej nazwy. ;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 marca 2013, 18:40

Spodziewając się w głębi ducha takiego właśnie rozkazu, Janissa zdążyła sięgnąć swą jaźnią po dar Dhunii, zanim ludzie nacisnęli spusty. Śląc swą wolę wprost ku kamiennej posadzce komnaty, szamanka przywołała moc drzemiącą w kościach Wszechmatki. Pośród łoskotu i huku pękających kamieni ściana ziemi i gruzu wystrzeliła w powietrze tworząc w ułamku chwili zaporę chroniącą trollaków przed pociskami.

Garłacze wypaliły mgnienie oka później, ale grad metalowych szrapneli nie zdołał przebić się przez poderwany w górę magią ziemny wał.

Zaklęcie wyjątkowo nadwerężało potencjał Janissy, toteż szamanka pozwoliła ścianie gruzu opaść natychmiast po tym jak ta pochłonęła ołowiane pociski niedawnych sojuszników. Lecz nawet tak krótkotrwała osłona dała towarzyszom Janissy bezcenną przewagę - przeskakujące przez pryzmę strzaskanych kamieni trollaki runęły prosto na zajętych przeładowywaniem broni ludzi, zmuszając ich do podjęcia walki wręcz.

Janissa powiodła swych ziomków do boju, pośród dzikich i dźwięczących wściekłością porykiwań. Podczas kiedy wojownicy krielu skoczyli do gardeł Zimowej Gwardii, Janissa rzuciła się w stronę Grigora i strzegącego go Awangarda.

Szamanka była wyjątkowo biegła zarówno w splataniu zaklęć jak i żołnierskim rzemiośle, ale wiedziała doskonale, że chyba tylko Borka Beczkobójca albo Madrak Żelazoskóry mogli porywać się na kolduna i parobota z nadzieją na pokonanie tak potężnego przeciwnika. Lecz zwycięstwo nad tą parą nie było wcale celem Janissy: szamanka chciała jedynie przykuć do siebie uwagę Grigora na tyle długo, by wojownicy krielu zdążyli się w międzyczasie rozprawić z jego żołnierzami.

Dostrzegając jej szarżę Orłow rzucił rozkaz w stronę parobota. Awangard okręcił się na pancernych stopach, mierząc krótką lufą wbudowanego w tarczę działka w postać nadbiegającej szamanki. Janissa znów sięgnęła po moc Dhunii i posadzka zadrżała pod nogami wszystkich, kiedy wojowniczka wyciągnęła przed siebie jedną dłoń. Zaciskając ją w pięść wyrwała z podłogi ogromny kawał skały i unosząc go w powietrze dzięki swej niebywale silnej magii machnęła ręką ku Grigorowi. Khadoriański koldun skoczył zwinnie w bok, ale ociężały ze swej natury Awangard nie zdołał się uchylić. Głaz uderzył w machinę z przeraźliwym hukiem i zgrzytem gniecionego metalu. Wytrącony z równowagi, parobot runął z ogłuszającym hukiem na bok i chociaż masywna tarcza konstruktu przyjęła na siebie większość impetu uderzenia, skrywający kocioł i palenisko korpus machiny naznaczony był poważnymi wgnieceniami. Dopadając parobota szamanka przeskoczyła dzikim susem jego tarczę, biorąc oburęczny zamach Pękaczem. Przesycona magiczną mocą maczuga sięgnęła swymi metalowymi obiciami korpusu Awangarda tuż powyżej wizjerów machiny, docierając do delikatnych mechanizmów odpowiadających za funkcjonowanie parobota. Wielkie snopy iskier wystrzeliły w powietrze wokół broni Janissy, w ślad za nimi zaczął buchać gęsty smolisty dym. Parobot zadygotał utrwalając szamankę w przekonaniu, że jej cios upośledził jakieś żywotne funkcje machiny.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 marca 2013, 15:07

Janissa wyszarpnęła oskard z rozdartego pancerza i zeskoczyła z korpusu parobota, szukając wzrokiem Grigora. Koldun stał na ugiętych nogach kilkanaście kroków dalej, z runicznym toporem w dłoni i twarzą mokrą od krwi cieknącej z głębokiego rozcięcia na czole. Stając w rozkroku szamanka skoncentrowała myśli chcąc sięgnąć po kolejne zaklęcie żywiołu ziemi. Przejrzawszy w mig jej intencje Orłow zacisnął swą dłoń w pięść.

- Powstań! - ryknął ochrypłym głosem. Janissa nie pojęła sensu tego rozkazu, póki nie słyszała za plecami przeraźliwego zgrzytu trącego o kamienie metalu. Zawirowała w miejscu dość szybko, by ujrzeć podnoszącego się z posadzki Awangarda, tnącego powietrze wymierzonym w ciało wojowniczki ostrzem swej gizarmy. Janissa poderwała w górę runiczny oskard, w akcie skrajnej desperacji próbując zasłonić się Pękaczem przed morderczym uderzeniem. Ogromne ostrze parobota uderzyło w oręż szamanki niemal wyrywając Pękacza z jej dłoni. Kości nadgarstka Janissy pękły z suchym trzaskiem, niczym wątłe konary stojące w obliczu huraganu.

Grigor zaatakował w tej samej chwili, skacząc w kierunku wojowniczki z niezwykłą szybkością. Odwracając się w jego stronę Janissa przerzuciła Pękacza do lewej dłoni i kiedy ostrze runicznego topora zaczęło spadać w jej stronę, pojęła w mgnieniu oka, że nie zdoła sparować tego ciosu. Unikając bez trudu jej zastawy Orłow ciął z całej siły w pas runicznych kamieni opinający biodra szamanki. Część amuletów rozprysła się w drobne kawałki, a ostrze topora wgryzło się w noszoną pod spodem kolczugę i przecięło mięśnie na lewym udzie Janissy.

Szamanka wydała z siebie ochrypły pomruk cierpienia, cofając się śpiesznie i uwalniając szarpnięciem tkwiące w głębokiej ranie ostrze. Grigor nie pozwolił jej uciec, brutalnym kopnięciem okrytej ciężkim butem nogi powalając Janissę na posadzkę. Szamanka przekręciła się na brzuch w próbie odczołgania się, ale nie odpełzła daleko.

- Pochwyć! - usłyszała okrzyk Grigora i w tej samej chwili poczuła na karku przytkniętą do niego szpicę gizarmy. Spróbowała wykrzyczeć na całe gardło swą bezsilną złość, lecz nie znalazła dość dechu w płucach, by móc obrócić go w mowę.

Dźwięczące w komnacie odgłosy walki zaczęły cichnąć. Janissa uznała w myślach, że wojownicy krielu oderwali się od przeciwnika w obawie, że dalsza konfrontacja przyniesie ich przywódczyni śmierć. Czując lżejszy dotyk gizarmy na karku szamanka przeturlała się w bok, próbując nie dać się obezwładnić fali przeraźliwego bólu promieniującego z połamanego nadgarstka i ciętej rany uda. Kamienna posadzka pod jej ciałem kleiła się od gorącej krwi, stawiając pod znakiem zapytania nadzieję, że naturalna odporność trollackiego organizmu uchroni szamankę przed wykrwawieniem się na śmierć.

Grigor stracił w jednej chwili zainteresowanie swą przeciwniczką, stając ponownie przed tronem. Orgocki wojownik dzierżył Harrowdima w ramionach, z rękojeścią wystającą ponad opancerzone przedramiona.

Janissa poczuła wzbierającą w umyśle trwogę przeczuwając to, co miało się zaraz wydarzyć.

- Zwyciężyłem - oznajmił Grigor - Oddaj mi ostrze.

Orgot podniósł się z tronu czyniąc krok w stronę kolduna.

- Zwyciężyłeś - oznajmił przywołując na swe oblicze maskę drapieżnego tryumfu - Podobnie jak ja.

Rękojeść miecza znalazła się kilkanaście cali od twarzy Orłowa.

- Grigor - wycharczała Janissa - Nie czyń tego!

Khadorianin obejrzał się w stronę szamanki, z grymasem nienawiści i chciwości na twarzy.

- Miecz trafi do Sprzysiężenia - wycedził przez zęby - Wykorzystamy jego moc, by ostatecznie pokonać naszych nieprzyjaciół i przynieść chwałę ojczyźnie.

- Więc weź go i niechaj się tak stanie - oświadczył Orgot - Weź go i stań się częścią legendy Harrowdima!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 marca 2013, 15:12

Źle wcześniej zinterpretowałem rodzaj broni dzierżonej przez Janissę, dopiero dzisiaj natrafiłem na jej ilustrację i pojąłem, że to oskard. Muszę poprawić wcześniejsze odniesienia do tego oręża w tekście. I od razu pytanie: jak przechrzcimy Earthsplittera? Ja roboczo nazwałem go Pękaczem, ale nie jestem do tego terminu przekonany...

Vranz the Blighted
Reactions:
Posty: 34
Rejestracja: 23 lutego 2013, 15:33

Post autor: Vranz the Blighted » 31 marca 2013, 17:06

Rozdzieracz Ziemi, Ziemiołamacz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 kwietnia 2013, 15:49

- Tak - Grigor oblizał spierzchnięte usta i sięgnął dłonią po rękojeść wielkiego miecza - Posiadłem wcześniej władzę nad wieloma takimi artefaktami. Podobnie jak one, ten też posłuży mi za narzędzie.

Janissa odniosła wrażenie, że usłyszała w głosie kolduna leciutką nutę wahania czy też nawet zalęknienia. Jej rozpaczliwa nadzieja na odwrócenie biegu wydarzeń znikła bez śladu zmiażdżona widokiem dłoni Orłowa oplatającej palcami rękojeść Harrowdima.

- Nie, nie, nie - wydyszała szamanka podnosząc się niezgrabnie z posadzki.

Rozległa komnata została skąpana w ułamku chwili w silnej zielonej poświacie. Poruszające się twarze odbite w klindze miecza promieniowały coraz mocniejszym blaskiem, który przeniósł się z ostrza na ciało Grigora, pokrywając go jadowicie zielonym światłem.

Orgocki wojownik cofnął się o krok i zerkająca w jego stronę Janissa ujrzała coś, co odebrało jej mowę. Opadając na czarny tron mężczyzna wyszeptał jakieś słowa w nieznanej jej mowie, z niezwykłym znużeniem i wyczerpaniem dźwięczącym w chrapliwym głosie. Ciało Orgota zaczęło się zapadać w jego zbroi, rozpływać się pod postacią tłustej mazi odsłaniającej ukryte dotąd po skórą i mięśniami kości. W przeciągu kilku uderzeń serca jedynym, co pozostało po starożytnym wojowniku był lepki od śluzu szkielet uwięziony w prastarym pancerzu.

Przerażająca moc utrzymująca go od długich wieków przy życiu opuściła stare ciało wnikając poprzez klingę miecza w Grigora.

Szamanka zaczęła się cofać w stronę trzech pozostałych przy życiu wojowników krielu. Khadoriańscy żołnierze przestali zwracać jakąkolwiek uwagę na trollaków, skamienieli z wrażenia i wpatrzeni w promieniującą zielonym blaskiem postać kolduna. Poświata Harrowdima zaczynała z wolna słabnąć odsłaniając pozornie nietknięte ciało człowieka.

Janissa poczuła ucisk w gardle dostrzegając subtelną zmianę w wyglądzie swego niedawnego sojusznika. Oczy Orłowa, wcześniej mające kolor stali, teraz przeistoczyły się w smoliście czarny onyks błyszczący mądrością i intelektem, który wcale nie należał do kolduna. Zasłyszane od Staruchy słowa zadźwięczały ponownie w pamięci szamanki, stając się znienacka przerażająco zrozumiałe: runy trollaków trzymały w potrzasku uwięzione pod kopcem zło, ponieważ pochowany tam Orgot już wieki temu zatracił swą śmiertelną naturę, lecz teraz diaboliczny władca przeniósł swą jaźń poprzez Harrowdima do ciała żyjącego człowieka. Grigor Orłow mógł przejść bez szwanki pomiędzy ochronnymi runami, uwalniające ukryte w nim zło z pułapki kurhanu.

Gdyby trollaki zdołały zabić Grigora, Harrowdim z pewnością ożywiłby ciało swego nosiciela wpadając w tę samą pułapkę, co orgocki wojownik, ale wyzwanie takie wykraczało całkowicie poza możliwości garstki wykrwawionych wojowników. Pozostało im już tylko jedno, o ile w ogóle mieli jeszcze szansę dopiąć swego.

Dopadając swych wojowników Janissa oparła się na ramieniu jednego z nich, z trudem łapiąc powietrze.

- Uciekajmy! - wydyszała - Już!

Trollaki rzuciły się w stronę wylotu korytarza wiodącego ku powierzchni. Pozbawieni swych upuszczonych wcześniej i zgaszonych w trakcie walk pochodni, musieli pokonać atramentową czerń przejścia polegając wyłącznie na zmyśle dotyku. Próbująca dorównać im kroku Janissa obejrzała się w ostatniej chwili ponad ramieniem, dostrzegając gwardzistów mierzących z garłaczy w swego dowódcę. Orłow nie poruszył się od chwili sięgnięcia po miecz, być może potrzebując więcej czasu, by w pełni zaabsorbować jego wnikającą w ludzkie ciało moc, lecz drgnął w tym samym momencie, kiedy szamanka na niego spojrzała, jakby wyczuwając jej wzrok.

Unosząc Harrowdima w dłoni wskazał sztychem miecza na przekraczającą próg komnaty Janissę, wykrzywiając oblicze w grymasie szaleńczego ukontentowania.

- Uciekajcie! - zawyła szamanka pędząc na złamanie karku w ślad za swymi wojownikami. Uciekali na oślep, niesieni skrzydłami przejmującej trwogi, która pozwoliła im przedostać się przez ukryte w ciemnościach podziemia mimo licznych stłuczeń i potknięć. Janissa wciąż oglądała się za siebie, podświadomie oczekując nadciągającej śladem zbiegów diabolicznej zielonkawej poświaty, lecz ta się nie pojawiła. Zderzając się ze sobą trollaki wypadły z wnętrza przejścia wprost w jaskrawe promienie gorącego słońca.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 kwietnia 2013, 16:29

Janissa i jej wojownicy runęli na pozbawioną wszelkiego życia szarą ziemię rozciągającą się wokół kopca, nie potrafiąc złapać tchu i walcząc jednocześnie z odbierającą zdrowe zmysły grozą. Ucieczka z podziemi nie oznaczała bynajmniej końca wyzwania, przed którym przyszło im stanąć.

Krzywiąc się z bólu szamanka powstała z klęczek i postąpiła w stronę ziejącego czernią wejścia do grobowca. Wbijając ostrze Ziemiołamacza w grunt przed progiem, zacisnęła powieki pozwalając swe jaźni wniknąć głęboko w ziemię, wyczuwając każdy skryty w niej kamień, każdą grudkę i ziarnko piasku. Nie poprzestała na tym, zanurzając się coraz głębiej w dół, ku korzeniom ziemi i drzemiącym w nich pierwotnym energiom natury. Wspierana mocą sączącą się z otaczających kopiec obelisków, wzniesionych setki lat wcześniej przez jej poprzedników, szamanka sięgnęła po tę uśpioną tajemną energię.

Wszystko zaczęło się od leciutkiego drżenia, głębokiego wibrowania wprawiającego w ruch grudki zalegającego na ziemi pyłu. Drżenie przybierało z każdą chwilą na mocy, wstrząsając gruntem i pniami tkwiących w niej martwych drzew. Na czole Janissy skroplił się lodowaty pot, a ból promieniujący w jej ciele jeszcze przybrał na sile, ale nie ustawała w swych desperackich wysiłkach. Ziemia pod jej stopami zaczęła pękać i marszczyć się niczym tafla dotkniętej wiatrem wody.

I kiedy wydawać się mogło, że trollacka zaklinaczka nie ustanie już ani chwili dłużej na nogach, starożytny kopiec Orgotów uległ w końcu uwolnionej pod ziemią mocy. Cmentarne wzgórze zapadło się raptownie, w powietrze ponad nim wystrzeliła ogromna fontanna pyłu i popiołów. Nie odrywając oczu od tego spektakularnego widoku Janissa opadła z powrotem na klęczki, z trudem zachowując świadomość. Okoliczne drzewa przewracały się jedno po drugim, ukazując światu swe potrzaskane martwe korzenie. Chociaż runiczne cokoły kopca wkopano niegdyś bardzo głęboko w ziemię, również one uległy wstrząsom obalone silnym drżeniem gruntu. Leżący na ziemi za Janissą wojownicy przykryli się tarczami, bombardowanymi kawałkami kamieni i bryłami ziemi.

Wstrząsy w końcu ustały i kiedy opadł też pył, oczom Janissy ukazał się całkowicie zawalony kopiec. Grobowiec tworzył teraz zaledwie niewielkie wzniesienie, zaś po wejściu do kamiennego korytarza nie pozostał żaden ślad. Szamanka oderwała od kopca spojrzenie, powlokła się resztką sił ku jednemu z obalonych cokołów. Obelisk leżał na boku, przełamany w połowie i kiedy Janissa przytknęła do niego dłoń, nie wyczuła znajomego wibrowania mocy drzemiącej w runicznych znakach. Słowa Starej Wiedźmy ponownie wychynęły z podświadomości szamanki.

Runy mające zatrzymać nieumarłych nie potrafią pętać żyjących.

Czy Grigor wciąż tam był, uwięziony pod tonami ziemi i skał, a mimo to wciąż utrzymywany przy życiu mroczną magią Harrowdima? A jeśli miażdżący wszystko zawał nie okazał się wystarczający, by unicestwić prastare zło? Janissa ponownie spojrzała na zniszczony cokół, rozważając coś w myślach. Trzeba było wykuć nowe runy, tym razem strzegące tego miejsca nie tylko przed umarłymi, ale i śmiertelnikami.

Miała przed sobą mnóstwo pracy.

KONIEC

ODPOWIEDZ