Tak, ruszajmy.
PBF - Narodziny legendy
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Zaprzęgi wytoczyły się z wioski pośród turkotu żelaznych obręczy na kamiennej drodze, przy wtórze świszczących batów i porykiwania ciągnących wozy wołów. Zdobycze najemników, starannie posortowane i poukładane, jechały na pierwszym zaprzęgu, wiozące zwłoki wozy sunęły w tyle. Siedzący w kozłach hersirowie zachowywali zrozumiałą powściągliwość, bo chociaż dwóch poprzednich wieczorów nader ochoczo pili z nimi miód i piwo, teraz wczesna pora i towarzystwo dwudziestu trupów skutecznie odbierały ochotę do konwersacji.
Woły poruszały się w iście ospałym tempie i spoglądający na wschodzące ponad górami słońce Hastur oszacował w myślach, że podróż do Białej Grani zajmie co najmniej sześć godzin.
Co nie zmieniało faktu, że pogodna aura poprawiała samopoczucie nawet w towarzystwie spiętrzonych na zaprzęgach trupów. Mimo jesiennej pory w rzecznej dolinie wciąż było ciepło. Sosnowe zagajniki zieleniły się na oczach nawykłego do pustyń Redgarda, wysoka trawa kryła pierzchające na pierwszy zapach khajiita drobne zwierzęta. Liczne krzewy uginały się pod ciężarem przejrzałych owoców, a wielobarwne kwiaty tworzyły kolorową mozaikę.
Rzeka szumiała opodal rzeki, szemrała na otoczakach wygrywając miarową melodię, która koiła nerwy Hastura. Mimo całej swej surowości Skyrim zachwycał pięknem natury.
Zaprzęgi wytoczyły się z wioski pośród turkotu żelaznych obręczy na kamiennej drodze, przy wtórze świszczących batów i porykiwania ciągnących wozy wołów. Zdobycze najemników, starannie posortowane i poukładane, jechały na pierwszym zaprzęgu, wiozące zwłoki wozy sunęły w tyle. Siedzący w kozłach hersirowie zachowywali zrozumiałą powściągliwość, bo chociaż dwóch poprzednich wieczorów nader ochoczo pili z nimi miód i piwo, teraz wczesna pora i towarzystwo dwudziestu trupów skutecznie odbierały ochotę do konwersacji.
Woły poruszały się w iście ospałym tempie i spoglądający na wschodzące ponad górami słońce Hastur oszacował w myślach, że podróż do Białej Grani zajmie co najmniej sześć godzin.
Co nie zmieniało faktu, że pogodna aura poprawiała samopoczucie nawet w towarzystwie spiętrzonych na zaprzęgach trupów. Mimo jesiennej pory w rzecznej dolinie wciąż było ciepło. Sosnowe zagajniki zieleniły się na oczach nawykłego do pustyń Redgarda, wysoka trawa kryła pierzchające na pierwszy zapach khajiita drobne zwierzęta. Liczne krzewy uginały się pod ciężarem przejrzałych owoców, a wielobarwne kwiaty tworzyły kolorową mozaikę.
Rzeka szumiała opodal rzeki, szemrała na otoczakach wygrywając miarową melodię, która koiła nerwy Hastura. Mimo całej swej surowości Skyrim zachwycał pięknem natury.
Zatem w drogę. Zaprzęgami powozi trzech hersirów Hrotha. Możecie jechać, możecie też iść dotrzymując wozom bez trudu kroku, bo karawana jedzie w iście żółwim tempie.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2013, 22:34 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Dumner usadowiwszy się na drugim wozie obok wozaka spojrzał na hersira powożącego wołami.
-Witam, długo u jarla na służbie? Po czym Llorvas wyciągnął z zanadrza bukłak z winem i podał w ręce wozaka. Jak służba? Chyba nie macie za dużo roboty? Skoro to obcy u Was porządki robią co? Nie przejmuj się mną i pijmy zdrowie jarla!
Jeśli tak ma wyglądać moja służba u jarla to dziękuje bardzo! Nie jestem wozakiem!
MG gdzie jest Breton? Jedzie z nami? I kto z Naszych go pilnuje?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Sivariael siedział spokojnie na wozie. Pod jego prostymi włosami kłębiła się mnogość myśli, których było pewnie więcej niż siedzący obok hersir nie zgromadziłby od urodzenia po dziś dzień. Wypatrywał cały czas wszelkich niebezpieczeństw, gotów wskoczyć na wóz w locie inkantując zaklęcie.
Wypatruję wszystkiego co może okazać się podejrzane.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Powożący zaprzęgiem hersir, jasnowłosy Nord o gęstej brodzie i bystrych, aczkolwiek nieco podejrzliwych oczach obejrzał się wpierw uważnie na dunmera, potem zaś wydał z siebie głuche mruknięcie i sięgnął w geście ostrożnej przyjaźni po bukłak. Upiwszy trunku otarł usta rękawem płaszcza i rozsiadł się wygodniej w koźle wozu.
- Od dziesięciu lat z okładem, elfie - odpowiedział na pytanie Llorvasa - Ale drzewiej inakszy bywało. Zanim Wielki Król nie... nie umarł, nie było takiego motłochu na gościńcach. Jarlowie rządzili żelazną ręką, a wszędzie porządek się trzymał i ład. Teraz wszelako jarlowie między sobą skłóceni, a tingu nie widać, chociaż już dawno powinno się go zwołać. Póki nie obiorą nowego Wielkiego Króla, nie będzie spokoju w tej krainie.
- Czemu szukacie obcych, coby spokój na szlakach przywrócić? - spytał elf taksując woźnicę szkarłatnymi oczami - Przecie widzę, żeście bitni wojacy. Sami nie podołacie?
- Pewnie, że podołamy - obruszył się norski hersir - Ale jarl Balgruuf wielce stał się ostatnio przezorny i ostrożny. Żołnierzy w grodzie trzyma, nie pozwala na gościńce ruszać. Widzi mi się, że on się gotowi na co większego niźli potyczki z rozbójnikami.
- Wojna idzie? - Llorvas pochwycił sprytnie temat zasłyszany wcześniej w wielu rozmowach miejscowych, pokiwał z udawanym zasępieniem głową - Też tak myślisz, przyjacielu?
- To jeno bogowie wiedzą, ale wszystko na to wskazuje - wzruszył ramionami drużynnik - Jarl Ulfric zbroi się w Wichrowym Tronie, a władycy wschodnich włości po jego stanęli stronie. On to przecie zabił Torygga, podług jednym w pojedynku, podług innych skrytobójczo. Cesarscy legioniści cięgiem w pogotowiu, co rusz się z Gromowładnymi w górach i lasach ścinają. Oj, będzie z tego siła zła, pomnisz me słowa. A jarl Balgruuf bacznie patrzy, co się szykuje.
Rozważając w myślach słowa hersira Llorvas obejrzał się skrycie w stronę maszerującego wzdłuż wozu Neviersa, bez trudu dotrzymującego kroku sunącemu powoli zaprzęgowi.
Powożący zaprzęgiem hersir, jasnowłosy Nord o gęstej brodzie i bystrych, aczkolwiek nieco podejrzliwych oczach obejrzał się wpierw uważnie na dunmera, potem zaś wydał z siebie głuche mruknięcie i sięgnął w geście ostrożnej przyjaźni po bukłak. Upiwszy trunku otarł usta rękawem płaszcza i rozsiadł się wygodniej w koźle wozu.
- Od dziesięciu lat z okładem, elfie - odpowiedział na pytanie Llorvasa - Ale drzewiej inakszy bywało. Zanim Wielki Król nie... nie umarł, nie było takiego motłochu na gościńcach. Jarlowie rządzili żelazną ręką, a wszędzie porządek się trzymał i ład. Teraz wszelako jarlowie między sobą skłóceni, a tingu nie widać, chociaż już dawno powinno się go zwołać. Póki nie obiorą nowego Wielkiego Króla, nie będzie spokoju w tej krainie.
- Czemu szukacie obcych, coby spokój na szlakach przywrócić? - spytał elf taksując woźnicę szkarłatnymi oczami - Przecie widzę, żeście bitni wojacy. Sami nie podołacie?
- Pewnie, że podołamy - obruszył się norski hersir - Ale jarl Balgruuf wielce stał się ostatnio przezorny i ostrożny. Żołnierzy w grodzie trzyma, nie pozwala na gościńce ruszać. Widzi mi się, że on się gotowi na co większego niźli potyczki z rozbójnikami.
- Wojna idzie? - Llorvas pochwycił sprytnie temat zasłyszany wcześniej w wielu rozmowach miejscowych, pokiwał z udawanym zasępieniem głową - Też tak myślisz, przyjacielu?
- To jeno bogowie wiedzą, ale wszystko na to wskazuje - wzruszył ramionami drużynnik - Jarl Ulfric zbroi się w Wichrowym Tronie, a władycy wschodnich włości po jego stanęli stronie. On to przecie zabił Torygga, podług jednym w pojedynku, podług innych skrytobójczo. Cesarscy legioniści cięgiem w pogotowiu, co rusz się z Gromowładnymi w górach i lasach ścinają. Oj, będzie z tego siła zła, pomnisz me słowa. A jarl Balgruuf bacznie patrzy, co się szykuje.
Rozważając w myślach słowa hersira Llorvas obejrzał się skrycie w stronę maszerującego wzdłuż wozu Neviersa, bez trudu dotrzymującego kroku sunącemu powoli zaprzęgowi.
Neviers idzie poboczem drogi obok zaprzęgu, spokojny i pogrążony w myślach. Miecz i łuk ma pod ręką, natomiast podróżne sakwy wrzucił wcześniej na wóz z łupami.