Choć khajitowi śpieszno było do obozowiska kupców, to nie wypadało odmawiać jedzenia. Barr'teh miał w pamięci ostatnią, zaiście wspaniałą ucztę, z której zdołał wynieść nieamło strawy, a kilka kaczych czy kurzych kosteczek wciąż pewnie skrywał na gorsze czasy strój kotołaka. Oblizawszy się, pierwszy ruszył za służącym, a w głowie futrzaka rodził się plan.
Wciąż nie słysząc słów jak najbardziej zasłużonej pochwał od kamratów, odwrócił się i syknął rozczarowany:
- Co? Barr'teh zle zrobił dając pyszny dar jarlowi? Niewdzięcznicy, jakby nie khajit, to byście strawy nie zobaczyli dziś.
Wątek techniczny
Chce gwiznąć jak najwięcej jedzenia z uczty i zabrać do Riis'aada.
PBF - Narodziny legendy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Rozsiadając się na wielkich ławach w pachnącej jadłem kuchni, przybysze zaatakowali z marszu podaną im strawę, pochłaniając łapczywie niewielkie bochenki chleba, smażone ryby, kawałki odgrzanej sarniny, krążki serów i dojrzałą cebulę. Donośne mlaskanie argonianina i odgłosy wydawane przez siorbiącego z miski mleko kotołaka mieszały się ze szczękiem eleganckich sztućców, wydanych gościom z niejakim oporem przez zarządzającą kuchennym królestwem tęgą ochmistrzynię.
Opiwszy się do syta khajiit jął upychać po kieszeniach kawałki mięsiwa, oblizując mokre od mleka wąsy i zerkając ostrożnie na ochmistrzynię, ta jednak albo poczynań khajiita nie spostrzegła albo udawała, że ich nie widzi.
Pochodzące najwyraźniej ze śniadania jadło okazało się smaczne i sycące, boleśnie uświadamiając podróżnikom różnice pomiędzy strawą serwowaną we wioskowych karczmach i posiłkami trafiającymi na stoły władców królewskich włości.
- Widzę, że apetyt wam dopisuje - stwierdził cesarski setnik stając w drzwiach kuchni i posyłając skinięcie głowy ochmistrzyni - Skoro jest jeszcze dość miejsca na ławie, chętnie się dosiądę... o ile nie macie nic przeciwko?
Rozsiadając się na wielkich ławach w pachnącej jadłem kuchni, przybysze zaatakowali z marszu podaną im strawę, pochłaniając łapczywie niewielkie bochenki chleba, smażone ryby, kawałki odgrzanej sarniny, krążki serów i dojrzałą cebulę. Donośne mlaskanie argonianina i odgłosy wydawane przez siorbiącego z miski mleko kotołaka mieszały się ze szczękiem eleganckich sztućców, wydanych gościom z niejakim oporem przez zarządzającą kuchennym królestwem tęgą ochmistrzynię.
Opiwszy się do syta khajiit jął upychać po kieszeniach kawałki mięsiwa, oblizując mokre od mleka wąsy i zerkając ostrożnie na ochmistrzynię, ta jednak albo poczynań khajiita nie spostrzegła albo udawała, że ich nie widzi.
Pochodzące najwyraźniej ze śniadania jadło okazało się smaczne i sycące, boleśnie uświadamiając podróżnikom różnice pomiędzy strawą serwowaną we wioskowych karczmach i posiłkami trafiającymi na stoły władców królewskich włości.
- Widzę, że apetyt wam dopisuje - stwierdził cesarski setnik stając w drzwiach kuchni i posyłając skinięcie głowy ochmistrzyni - Skoro jest jeszcze dość miejsca na ławie, chętnie się dosiądę... o ile nie macie nic przeciwko?
Macie coś przeciwko?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Ludź wojenny siada z nami. Jedzonko pyszne i dużo. Starczy dla jednego więcej. - Kotołak niechętnie dzielił się jadłem z obcymi, ale tu było go tyle, że setnik, choćby tu przylazł ze swoją setką drużynników, to starczyłoby dla każdego.
Uznawszy, że ma już wystarczająco dużo skrytego tu i ówdzie drobiu, ryb, chleba, serów i dziczyzny, kotołak wysmyknął się z kuchni i skoerował swoje kroki ku przyjaznej karawanie khajitów.
Uznawszy, że ma już wystarczająco dużo skrytego tu i ówdzie drobiu, ryb, chleba, serów i dziczyzny, kotołak wysmyknął się z kuchni i skoerował swoje kroki ku przyjaznej karawanie khajitów.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Podgrodzie Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Odłączywszy się od swoich druhów khajiit podążył żwawym krokiem ku obozowisku futrzastych pobratymców. Karawana Ri'saada wciąż znajdowała się w miejscu, gdzie Barr'teh ostatni raz ją widział, skórzane namioty łopotały kawałkami poszycia na wietrze. Czwórka kotołaków siedziała w kucki wokół niewielkiego ogniska pomrukując coś między sobą, ale konwersacja ta urwała się w jednej chwili, kiedy do czułych nozdrzy khajiitów dobiegł charakterystyczny zapach zbliżającego się samca.
- Barr'teh! - miauknął przyjaźnie Ri'saad, unosząc lekko ogon i opuszczając jednocześnie przednie łapy, by przypadkiem nie odsłonić swych pazurów i nie dać przybyszowi okazji do potraktowania takiego widoku jako afrontu - Cieszymy się z twojego zdrowia.
- Opowiesz, gdzie bywałeś i co jadłeś? - poprosił Ma'randru-jo lustrując przybysza bystrymi ślepiami. Obie samice zachichotały drapieżnie słysząc pytanie, zerknęły na Barr'teha oblizując bezwiednie swe zgrabne pyszczki.
Odłączywszy się od swoich druhów khajiit podążył żwawym krokiem ku obozowisku futrzastych pobratymców. Karawana Ri'saada wciąż znajdowała się w miejscu, gdzie Barr'teh ostatni raz ją widział, skórzane namioty łopotały kawałkami poszycia na wietrze. Czwórka kotołaków siedziała w kucki wokół niewielkiego ogniska pomrukując coś między sobą, ale konwersacja ta urwała się w jednej chwili, kiedy do czułych nozdrzy khajiitów dobiegł charakterystyczny zapach zbliżającego się samca.
- Barr'teh! - miauknął przyjaźnie Ri'saad, unosząc lekko ogon i opuszczając jednocześnie przednie łapy, by przypadkiem nie odsłonić swych pazurów i nie dać przybyszowi okazji do potraktowania takiego widoku jako afrontu - Cieszymy się z twojego zdrowia.
- Opowiesz, gdzie bywałeś i co jadłeś? - poprosił Ma'randru-jo lustrując przybysza bystrymi ślepiami. Obie samice zachichotały drapieżnie słysząc pytanie, zerknęły na Barr'teha oblizując bezwiednie swe zgrabne pyszczki.
Doskonała okazja, by podbić swoją kocią reputację!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barr'teh tradycyjnie przywitał się z samcami i skinął na kocice, jak nakazywał obyczaj.
- Barr'teh nie przychodzi z pustymi rękoma. - kotołak jął wyciągać pochowane smaczne kąski: - Dziś jarl dał kotołakom dużo jedzonka, za bohaterstwo khajita.
Futrzak zaczął opowiadać pobratymcom wydarzenia ostatnich dni, żywo gestykulując, skacząc, sycząc i miaucząc, szczególnie wtedy gdy przyszło mu opisać dramatyczną przeprawę z bandytami, umarłymi i pajęczycą:
- Barr'teh wtedy sruuu! chodząca kość łup, khajit grrrrrr i truposzczak jebudu! - opatrzając wszystko na khajicką modłę akrobatycznymi popisami. Mowa khajitów miała w sobie dużo więcej znaków niewerbalnych, toteż to co w oczach postronnego czlowieka mogło wydawać sie dzikim tańcem kotołaka, dla każdego khajita było barwną, pełną w wymowie opowieścią.
Futrzak zakończył opowieść:
- Barr'teh miał jeszcze pyszny tłusty suseł, ale susła je teraz jarl, bo mądry Barr'teh wymienił susła z jarlem na wszystkie jedzenie co przyniósł do dobrodzieja Ris'aada i jeszcze nakarmił swoich towarzyszy niewdzięczników. Ale Barr'teh może jeszcze nakarmić wszystkie khajity i zrobił dobry interes. Niech Khajitom smaczne będzie mleko.
- Barr'teh nie przychodzi z pustymi rękoma. - kotołak jął wyciągać pochowane smaczne kąski: - Dziś jarl dał kotołakom dużo jedzonka, za bohaterstwo khajita.
Futrzak zaczął opowiadać pobratymcom wydarzenia ostatnich dni, żywo gestykulując, skacząc, sycząc i miaucząc, szczególnie wtedy gdy przyszło mu opisać dramatyczną przeprawę z bandytami, umarłymi i pajęczycą:
- Barr'teh wtedy sruuu! chodząca kość łup, khajit grrrrrr i truposzczak jebudu! - opatrzając wszystko na khajicką modłę akrobatycznymi popisami. Mowa khajitów miała w sobie dużo więcej znaków niewerbalnych, toteż to co w oczach postronnego czlowieka mogło wydawać sie dzikim tańcem kotołaka, dla każdego khajita było barwną, pełną w wymowie opowieścią.
Futrzak zakończył opowieść:
- Barr'teh miał jeszcze pyszny tłusty suseł, ale susła je teraz jarl, bo mądry Barr'teh wymienił susła z jarlem na wszystkie jedzenie co przyniósł do dobrodzieja Ris'aada i jeszcze nakarmił swoich towarzyszy niewdzięczników. Ale Barr'teh może jeszcze nakarmić wszystkie khajity i zrobił dobry interes. Niech Khajitom smaczne będzie mleko.
Ostatnio zmieniony 03 kwietnia 2013, 15:26 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Oficer nie dopatrzył się w minach cudzoziemców wyraźnego sprzeciwu, toteż usiadł na ławie naprzeciwko Hastura i Ahraveena, sięgając po jedną z cebul i gryząc ją ze smakiem.
- O ile pamięć mnie nie myli, nie miałem wcześniej okazji przedstawić się wam z imienia - oznajmił cesarski żołnierz przełknąwszy kawałek pachnącego intensywnie warzywa - Jestem Flavius Akwilion, setnik Czwartego Legionu, skierowany na dwór jarla Balgruufa jako doradca w kwestiach wojskowości.
- Mniemam, że persona takiej miary musi mieć w dzisiejszych czasach ręce pełne roboty - odpowiedział Neviers, który odsunął od siebie w międzyczasie wypełniony ogryzionymi do czysta kośćmi półmisek - W obliczu tak wielu niebezpieczeństw w okolicznych krainach jarl pewnikiem bacznie nadstawia ucha wojskowemu doradcy.
Setnik Akwilion spoglądał na Bretona przez chwilę w milczeniu, żując cebulę z zapałem mającym zamaskować jego dostrzegalną mimo wszystko smętną minę.
- Gdyby jarl zechciał skorzystać z wszystkich moich rad, już dawno zapanowałby tu ład i porządek - odważył się w końcu na niezwykłą szczerość legionista - Powiadam wam to w otwartej rozmowie, boście właśnie uczynili coś, co już dawno winni byli zrobić. Blisko dwa tuziny rozbójniczych trupów to widok, o którym miejscowi będą rozprawiać całymi dniami... zresztą nie tylko miejscowi, wieść szybko pójdzie w góry. Ciekawi mnie przeto, co zamierzacie dalej uczynić. Wybieracie się gdzieś w głąb królestwa czy szukacie miejsca, by się osiedlić?
Oficer nie dopatrzył się w minach cudzoziemców wyraźnego sprzeciwu, toteż usiadł na ławie naprzeciwko Hastura i Ahraveena, sięgając po jedną z cebul i gryząc ją ze smakiem.
- O ile pamięć mnie nie myli, nie miałem wcześniej okazji przedstawić się wam z imienia - oznajmił cesarski żołnierz przełknąwszy kawałek pachnącego intensywnie warzywa - Jestem Flavius Akwilion, setnik Czwartego Legionu, skierowany na dwór jarla Balgruufa jako doradca w kwestiach wojskowości.
- Mniemam, że persona takiej miary musi mieć w dzisiejszych czasach ręce pełne roboty - odpowiedział Neviers, który odsunął od siebie w międzyczasie wypełniony ogryzionymi do czysta kośćmi półmisek - W obliczu tak wielu niebezpieczeństw w okolicznych krainach jarl pewnikiem bacznie nadstawia ucha wojskowemu doradcy.
Setnik Akwilion spoglądał na Bretona przez chwilę w milczeniu, żując cebulę z zapałem mającym zamaskować jego dostrzegalną mimo wszystko smętną minę.
- Gdyby jarl zechciał skorzystać z wszystkich moich rad, już dawno zapanowałby tu ład i porządek - odważył się w końcu na niezwykłą szczerość legionista - Powiadam wam to w otwartej rozmowie, boście właśnie uczynili coś, co już dawno winni byli zrobić. Blisko dwa tuziny rozbójniczych trupów to widok, o którym miejscowi będą rozprawiać całymi dniami... zresztą nie tylko miejscowi, wieść szybko pójdzie w góry. Ciekawi mnie przeto, co zamierzacie dalej uczynić. Wybieracie się gdzieś w głąb królestwa czy szukacie miejsca, by się osiedlić?
Niby luźna konwersacja, ale pewna daleko posunięta otwartość w wyrażeniu opinii wydaje się sugerować, że setnik jest głęboko sfrustrowany panującymi na dworze nastrojami...